Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242585.35 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791222 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 55.20km
  • Czas 01:54
  • VAVG 29.05km/h
  • VMAX 54.00km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Podjazdy 279m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Parówa - odcinek drugi

Sobota, 28 lipca 2018 · dodano: 28.07.2018 | Komentarze 12

A tych odcinków - jak się obawiam - będzie dość sporo. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że nie powstanie z tego kolejna "Dynasta", "Pokolenia", czy nawet "Korona Królów"...

Ciśnięcie olałem już na starcie. Mam bowiem tak, że w temperaturach w okolicach trzech dych czacha paruje mi niczym czajnik zostawiony za długo na gazie. Jechałem sobie więc spokojnie i bezstresowo pod wiatr w granicach 27-28 km/h, mając świadomość, iż powiew w plecy pomoże mi docisnąć średnią na końcówce. I...? Tak, bingo, to, co mi dmuchało w pysk w jedną stronę okazało się niby pomocą (!), problem zaczął się w drugiej połowie, gdy zaczęło... wiać mi w pysk. Zagadka nad zagadkami. I zapewne bez odpowiedzi.

Trasa dzisiejsza to taki bumerang: Dębiec - Lasek Dębiński - Starołęka (podziwianie przepiękniej kostkowej DDR-ki z pozycji asfaltu) - Czapury - Babki - Daszewice - Borówiec - kawałek polskim Paryż-Roubauix po płytach do Skrzynek - Kórnik - Mieczewo - Rogalin - Rogalinek - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Tak weny, jak i chęci do dłuższych opisów czy masy zdjęć dzisiaj brak. Upał mnie wbija w ścianę. Nie tylko mnie :)




  • DST 52.50km
  • Czas 01:48
  • VAVG 29.17km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 210m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Parówa

Piątek, 27 lipca 2018 · dodano: 27.07.2018 | Komentarze 8

Tak, parówa. Czułem się dziś niczym ofiara eksperymentu komisji Macierewicza, a i pewnie tak wyglądałem, choć w przeciwieństwie do niej (ofiary, nie komisji) udało mi się wylądować w jednym kawałku. 27-28 stopni miałem na starcie, około godziny dziewiątej, ile było trochę później w pełnym słońcu - nawet nie chcę myśleć. Na szczęście nie mam licznika z termometrem, więc chociaż zdrowie psychiczne mniej cierpiało bez tej świadomości. A co najgorsze - ma być gorzej i gorzej :/

Trasa dzisiejsza to "Polska" w wersji: Dębiec - Hetmańska - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Gowarzewo - Siekierki - Paczkowo - Swarzędz - Antoninek - Malta - centrum - Dębiec. Jechałoby się mimo wiatru nawet całkiem spoko, gdyby nie wspomniany powyżej koszmar, wertepy w Gowarzewie (widoczne na Relive), na którym straciłem z kilometr średniej oraz czerwone na czerwonym w Swarzędzu i Poznaniu. Wyszło więc jak wyszło. A tak sobie czytam i chyba jest jedno jedyne wyjście, żeby na powyższe nie marudzić: wyjeżdżać gdzieś o 2 w nocy :) 

Nie, to NIE jest całkiem dobry pomysł. Proszę mnie nie namawiać :)

Na Malcie odbywały się dziś Mistrzostwa Świata w Wioślarstwie w kategorii U23. Zawdzięczam im upojne przepychanie się po terenach średnio przejezdnych szosą, ale za to mogłem sobie zrobić selfie z być może przyszłymi czempionami "poważnych" imprez.



A za Jaryszkami taka oto sytuacja... Fakt, że sto metrów dalej był zakręt w prawo, raczej nie poprawi jak sądzę opinii o "ciężarowcu" :)





  • DST 54.25km
  • Czas 01:53
  • VAVG 28.81km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Podjazdy 265m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Konretnie o niekonkrecie

Czwartek, 26 lipca 2018 · dodano: 26.07.2018 | Komentarze 18

Dziś krótko i konkretnie, bo jakoś wcześniej za wpis nie miałem się jak zabrać, a jest już dość późno.

Najpierw Relive, na którym widać przede wszystkim, że poznańskie ulice są wyjątkowo puste, a sygnalizacja świetlna niewyjątkowo aktywna. Na jednej tylko Głogowskiej stałem jakieś sześć  czy siedem razy, a poza nią jeszcze niezliczoną ilość. Zanim dotarłem z Dębca przez Górczyn, Kaponierę, Sołacz, Piątkowo i Morasko do Radojewa, byłem już zmasakrowany, tym bardziej, że na każdym stopie ze mnie parowało.

W nagrodę dostałem kurs DDR-ką (!). I wyjątkowo piszę to bez ironii, bo skończona już prawie (fragmentami tylko do oczyszczenia) ścieżka do Biedruska to niemal ideał - ładne widoki, w miarę rozsądne rozwiązanie ze zrobieniem przejazdu pod drogą, no i asfalt. Minusy - generalnie jak na moje jest ona tam niepotrzebna, bo zwykłą drogą jechało się całkiem spoko, zainwestowaną kasę można było skierować na naprawę DDR-kowych gówien, które zalegają dokoła. A, no i barierkoza, ale w sumie umiarkowana. Generalnie - skoro już jest, niech będzie, nie ma się co czepiać, tylko unikać weekendami, bo będzie sajgon :)


Z Biedruska - tam już omijając kostkowe wynalazki - poleciałem do Promnic i Bolechowa, a powrót nastąpił przez Owińska, Czerwonak, Koziegłowy, Gdyńską, Wartostradę i do domu. Po drodze masa "atrakcji" - prawdopodobnie najbardziej znienawidzona śmieszka na północ od Poznania, w Owińskach (i to razy dwa)...

...po której powinny jeździć raczej takie pojazdy, a nie rowery....

...a z tych neutralnych: zbożowy elewator-gigant w Czerwonaku. Robi wrażenie.

Wiatr wiał mi najpierw w pysk, a potem z boku. Powiewu w plecy nie odnotowano. Klasyk.




  • DST 53.10km
  • Czas 01:49
  • VAVG 29.23km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 253m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Brawa + Ryszard gratis ;)

Środa, 25 lipca 2018 · dodano: 25.07.2018 | Komentarze 9

Dzisiaj wyjazd pod mocny północny wiatr ze wschodnimi inklinacjami, więc oczywiście i trasa skonstruowana w tych kierunkach. Co w praktyce oznaczało 50% cierpień miejskich, na szczęście wciąż łagodzonych mniejszym ruchem, niestety przyprawionych klasycznymi miliardami czerwonych świateł. Więc jest, jak jest.

Sam wypad to "pietruszka" z Dębca przez okolice Malty i Zawady do Bogucina i Kobylnicy, tam skręt na Wierzonkę, podjazd i zjazd w kierunku Karłowic i granicy Puszczy Zielonka, a powrót przez Mielno, Kicin, Koziegłowy, Poznań Karolin i Wartostradą na Dębiec. Relive będzie, gdy powstanie, jak wiadomo nie jest to ekspres, a ja aktualnie wpadłem na BS tylko na chwilę.

Skoro jesteśmy przy Wartostradzie - w lutym narzekałem na brak dobrego dojazdu od Drogi Dębińskiej, m.in. w tym wpisie. Jak się okazało - nie tylko ja, ale i stowarzyszenie Rowerowy Poznań, które (również namawiany przeze mnie) pilnowało sprawy "u źródła" i... stało się! ;) Proszę bardzo, co prawda pół roku później, ale mam w końcu dojazd. Mała rzecz, a cieszy. Brawa!


Najbardziej podoba mi się to, że ten kawałek nie jest DDR-ką, a zwykłą drogą z zakazem ruchu pojazdów mechanicznych. Idealna :)

Kilka razy na trasie zauważyłem, że towarzyszył mi pewien Bezkompromisowy Ryszard...

Sorry, nie to zdjęcie :) Ups, co za przypadek :) Chodziło o to:

Skoro tyle już zainwestował w siebie (choć nie wiem w sumie o co chodzi, bo wyborów do Parlamentu Europejskiego w tym roku nie ma), niech i ode mnie ma darmową reklamę. Żeby nie było, że jestem jedynie na "nie", hehe ;)

O, jest Relive :)




  • DST 53.05km
  • Czas 01:46
  • VAVG 30.03km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 155m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szczuro(nie)łap

Wtorek, 24 lipca 2018 · dodano: 24.07.2018 | Komentarze 8

Ruszyłem dziś na zachód Poznania. Tam nie ma Wartostrady. Tam jest wszystko, tylko nie to, co może ułatwić życie rowerzyście. W sumie w zamian jest bardzo wiele tego, co może je utrudnić.

Na czwartym kilometrze, po wyjechaniu z Dębca, przepchaniu się przez Górczyn i dotarciu do wysokości stadionu Lecha, miałem na koncie - lekko licząc - osiem czerwonych świateł zaliczonych pod rząd. Trochę lepiej zrobiło się na Grunwaldzkiej, a przyzwoicie dopiero pomiędzy Junikowem a Wysogotowem. A od tego momentu pola, pola, pola i pola. Poprzecinane polami. Skryć się przed wiatrem nie było jak, ale dziś paradoksalnie jechało się lepiej niż wczoraj, gdy wiał słabiej, ale za to nastąpiła zdecydowana wmordewindowa przesada. Tym razem wyszło bardziej sprawiedliwie, choć oczywiście bez cudów. Dotarłem do Lusowa i Batorowa, stamtąd SS-ką do Swadzimia i Sadów, gdzie zawinąłem się z powrotem, wracając częściowo swoimi śladami, by w Zakrzewie skręcić na kolejne serwisówki, Plewiska i do domu. Wyszedł... szczur. Co prawda z lekkim przerostem prostaty, ale w miarę zdrowy, choć nóżki musiałem dorobić :)

Jazda była bez spiny, jak zwykle zresztą. Po co się męczyć, gdy upał sam w sobie daje po dupie? - to odwieczne pytanie jak zwykle ma tylko jedną odpowiedź: nie męczyć się w ogóle :) Stanąć, gdy się chce, jechać, gdy się nie chce stać, byle zdążyć do pracy i wyprowadzić psa. O!

W WLKP powoli zacierają się granice między tradycyjnym rolnictwem a lotami na księżyc. Ten budynek zaraz za stogami świeżo skoszonego czegoś to biuro, gdzie zajmują się jakimiś kosmicznymi prototypami, a w wolnych chwilach tworzą ultra wygodne fotele. Być może do kombajnów, niewykluczone :)

Relive tutaj. Zawiera pod koniec m.in. rowerzystę, dla którego piktogram ludzika pod tunelem na Dębcu oznacza część drogi przeznaczonej dla dwóch kółek. Jednak ślepi też mogą jeździć?




  • DST 52.20km
  • Czas 01:46
  • VAVG 29.55km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 213m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pustoty

Poniedziałek, 23 lipca 2018 · dodano: 23.07.2018 | Komentarze 5

Kurde. Prawie mi nie przechodzi przez klawiaturę to, co właśnie piszę, ale... W wakacje da się nawet PRAWIE polubić jazdę po mieście. Słowo "prawie" jest tu dość istotne, bo owo lubienie obejmuje dużo mniejszy ruch samochodów na ulicach, niestety światła jak masakrują chęci do kręcenia w ciągu roku, tak robią to i teraz.

Ruszając między ósmą a dziewiątą rano byłem aż zdziwiony, że nawet na DDR-kach, tak po polsku krzyżujących się z posesjami i uliczkami podporządkowanymi. mimo moich naturalnych zachowań asekurujących typu "zając na środku pola", nikt nie chciał mnie zabić. To miłe. Potem puściutka Wartostrada, ale i widok niecodzienny - śmieszka na Moście Tylman, to znaczy Rocha, bez rowerzystów i tłumów pieszych. Wniosek - świat bez studentów byłby piękniejszy :)

Nawet na Malcie nie natknąłem się na tłumy. Kosmos jakiś :)


Po wydostaniu się z Poznania dotarłem pod wiatr do Swarzędza, w Paczkowie skręciłem pod wiatr do Siekierek i Gowarzewa, kawałek miałem powiew w plecy, żeby za Tulcami... mieć pod wiatr. I w ten sposób zamiast korzystać na ostatnim odcinku przez Żerniki, Jaryszki, Krzesiny i Lasek Dębiński, cierpiałem. No i pożegnałem w miarę rokującą średnią...:/

W Gowarzewie miało już być po objazdach z powodu budowy ronda. I faktycznie, ono samo już powstało, ale... rozkopano tym razem drogę z drugiej strony, jest więc w sumie gorzej niż było, bo przejazdu nie ma w ogóle. To oczywiście wersja oficjalna. Jak się po niej jechało, można zobaczyć na Relive, które jest tutaj.

Wściekły jestem na ten wmordewind! Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle :)




  • DST 61.50km
  • Czas 02:09
  • VAVG 28.60km/h
  • VMAX 54.00km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 302m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Poligoń(się)

Niedziela, 22 lipca 2018 · dodano: 22.07.2018 | Komentarze 22

Wolna od handlu niedziela oznacza jedno: na rower należy wyruszyć jak najwcześniej, bo jeśli zaśpimy, staniemy w korkach. Tyle że nie tych samochodowych, a wszelkich innych możliwych, które powstają, gdy ludzkość nie wie czym wypełnić pustkę po tradycji narodowej, czyli kompulsywnemu krążeniu bez celu po galeriach. No i... nie udało mi się. Musiałem odespać, dostałem więc za swoje.

Choć i tak mogło być gorzej - ruszyłem jakoś po dziesiątej, gdy jeszcze część rodaków walczyła z syndromem dnia poprzedniego (bo przecież wczoraj była sobota), dzięki czemu taka na przykład Wartostrada była w miarę przejezdna, zdarzyła się nawet okazja do zrobienia zdjęcia bez ani jednego ludzia! Ale czaiłem się nań dłuższą chwilę :)

Jak można wywnioskować - ruszyłem na północ, bo tak miało wiać. Wiać jego mać, oczywiście teoria a praktyka to dwie różne rzeczy, kompletnie bez związku ze sobą. Tym samym dostałem po tyłku najpierw z N, potem solidarnie z W i E, by podczas nawrotki otrzymać w pakiecie jeszcze sporo S-ów. Czuję się więc rozgrzeszony za masakryczną średnią, tym bardziej, że w końcu dziś dokonałem rzeczy, na którą czaiłem się od dawna, ale brakowało mi śmiałości :) I tu dochodzimy do tytułu.

Gdy minąłem bowiem calutki Poznań, Koziegłowy, Czerwonak, cholerne Owińska z tych ich wynalazkami antyrowerowymi, Bolechowo oraz Promnice, i dotarłem do Biedruska, z pewną obawą skierowałem się ku tamtejszemu poligonowi. Otwarty w weekendy dla pieszych i rowerzystów jest od jakichś ośmiu lat, a ja - chyba wstyd - zawitałem tam po raz pierwszy. Tłumaczy mnie to, że generalnie w Biedrusku zawsze robiłem nawrotkę do tych moich pięciu dych i nie chciało mi się kombinować. Dziś jednak nadejszła wiekopomna chwila.

Minąłem magiczny, otwarty szlaban...

...i znalazłem się - nie bójmy się tego powiedzieć - w dupie. Bo co to miało być? Ten wychwalany przez miliardy rowerzystów (a i tylu dziś tu minąłem) genialny szlak? Chyba dla sadomasochistów. Sorry za jakość zdjęć, ale ręce mi się trzęsły :)


Na szczęście okazało się, że to złe miłego początki - takiego czegoś jest może z półtora do dwóch kilometrów na ogólnych sześć, pozostały teren to nawet przyjazny asfalt. A i widokowo milusio.

Lekko jedynie rozpraszały takie oto tabliczki :)

W Złotnikach nastąpił koniec tego oryginalnego szlaku. W sumie podobało mi się, ale muszę się kiedyś wybrać na spokojnie, crossem, bo jest co zwiedzać po drodze, oczywiście tam, gdzie nie ma zakazów. Aha, chyba nikogo nie zdziwi fakt, iż mając do wyboru dwie opcje kierunku: praktycznie ciągle lekko pod górkę lub z górki, akurat nieświadomie wybrałem tę pierwszą :)

Powrót nastąpił przez Jelonek, Suchy Las, wspinaczkę do Moraska i potem z niego zjazd (wiało mi w pysk, choć miało w plecy, więc ledwo wyrzygałem pięć dych fałmaksa) oraz masakrę miejsko-świetlną na odcinku: Piątkowo - Sołacz - Kaponiera - Głogowska - Górczyn - Dębiec. Wyszło o dyszkę więcej niż zazwyczaj, na co nie narzekam, szkoda tylko że zapomniałem uzupełnić bidon przed wyjazdem i prawie uschłem na trasie, z której Relive znajduje się tu. A jak na płaskie tereny wyszło umiarkowanie przyzwoite przewyższenie.

I jeszcze nawiązanie do pierwszego akapitu. Obrazek jeden z tysiąca podobnych. Wyprzedzanie takich to niemal sport ekstremalny - na "przepraszam" każde rozjeżdża się w panice w swoją stronę, cud, że zazwyczaj obywa się bez ofiar :) A uszy mnie jeszcze do teraz bolą od świergotu setek nienaoliwionych łańcuchów.




  • DST 52.20km
  • Czas 01:44
  • VAVG 30.12km/h
  • VMAX 54.00km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 249m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

PoPROsię :)

Sobota, 21 lipca 2018 · dodano: 21.07.2018 | Komentarze 8

Wychodzi na to, że lato wraca. Dziś już jak na moje zrobiło się za gorąco, ale jako że w pakiecie dostałem ciut słabszy wiatr, to… jak to było? A. Jestem w stanie to zaakceptować :)

Powiew był północny, czyli czekała mnie jazda przez pół Poznania, jednak o dziwo w wakacyjną sobotę bolało to mniej niż zazwyczaj. Oj, tak by mogły wyglądać ulice codziennie – samochodów mało, pieszych wskakujących niespodziewanie pod koła niedużo, jedynie światła wciąż czerwone i czerwone. Ale i tak odcinek Dębiec – Górczyn – Jeżyce – Golęcin wspominam wyjątkowo bez nienawiści :)

Potem już zaczęło się to, co lubię: jedna z niewielu prostych w granicach Poznania, gdzie można się jako tako rozkręcić, do tego w cieniu drzew, czyli Koszalińska...

Minąłem Psarskie i dotarłem do poznańskiego Kiekrza. Podczas wspinania się na tamtejszą hopkę dostałem smsa i gdy go odczytywałem, nagle zauważyłem, że wyprzedza mnie jakiś kolarz – mina zacięta, wzrok przed siebie, oczywiście pozdrowienia brak – PRO znaczy się :) No to co… czas było nauczyć naszego kolegę, którego rowerowa kultura zapewne gryzie, że nie ma ze mną tak łatwo, więc spiąłem się w sobie i zacząłem gonić (jedyna sytuacja w życiu, gdy żałowałem, że nie używam spd-ów), by na kolejnej hopce, w Rogierówku, dogonić i wyprzedzić, tylko po to, żeby po tym manewrze zwolnić, bo przyjemności z kręceniem z bucami jakoś nie odczuwam :) Nasz Kwiato bis poleciał dalej, a ja zająłem się czymś, co wcześniej planowałem, czyli odwiedzinami u pewnego sztywnego kolesia czającego się przy drodze, z którym podzieliłem się na chwilę nakryciem głowy.

Gdy już ruszałem, zagadała mnie sympatyczna pani spacerująca z pieskiem, informując, że „pan Tadeusz już niestety nie żyje”. Jak się okazało, chodziło o twórcę rzeźby, tutejszego artystę Tadeusza Marszewskiego, który zmarł jakiś rok temu w wieku młodym, bo 65 lat. Był jednocześnie kustoszem oprowadzającym po leżącym kawałek dalej zabytkowym wiatraku – dla mnie nowością było to, że można było w ogóle go zwiedzać. Szkoda człowieka z pasją…

Do domu dotarłem oklepaną ostatnio trasą przez Kobylniki, SS-kę Sady + Swadzim, Batorowo, Lusowo, Zakrzewo, serwisówki i Plewiska. Oczywiście zmienił się kierunek wiatru, więc wynik, który mi się urodził w głowie po przyzwoitej pierwszej połowie, został „lekko” skorygowany przez okrutną rzeczywistość :)

Rekive tutaj. Aaaa, i jeszcze na koniec... :)




  • DST 53.55km
  • Czas 01:47
  • VAVG 30.03km/h
  • VMAX 52.20km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 225m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

"Pedał, dziwka" plus Sebixik gratis :)

Piątek, 20 lipca 2018 · dodano: 20.07.2018 | Komentarze 24

Wróciła względna normalność, czyli zaczynam znów - póki co - kręcić codziennie.

Co ważne: udało mi się lekko oszukać wiatr: rzadko bo rzadko, ale czasem i to wychodzi. Tym samym z grubsza było pół na pół z powiewami, głównie przez to, że postanowiłem olać niby północno-zachodni kierunek miażdżenia i wyruszyć na "kondominium" (Poznań - Komorniki - Szreniawa - Stęszew - Łódź - Dymaczewo - Mosina - Puszczykowo - Luboń - Poznań), czyli rejony południowe. Zanim się gnój zorientował - zrobiłem swoje. A jechało się nawet sympatycznie, bo w wakacje wioski i lokalne zadupia są całkiem przejezdne - prócz Lubonia oczywiście ;)

W Witobelu, czyli takiej wiosce zaraz za Stęszewem, zobaczyłem coś, na widok czego zrobiłem nagłą nawrotkę. Cenię sobie bowiem sąsiedzkie inicjatywy. Ta tutaj ma zdecydowanie jakieś grubsze podteksty :)


Od razu skojarzyło mi się to z bohaterskimi akcjami poznańskich prawdziwych Polaków (tych najprawdziwszych i najbielszych), którzy co jakiś czas pod osłoną nocy na płocie domu prezydenta Poznania umieszczają podobne pozdrowienia (z tego co pamiętam "pedał" i "zdrajca"), a jego żona już została w podobny sposób nazwana "aborcyjną k...". Choć tu skala wydaje się bardziej przyziemna :) Żeby było jeszcze bardziej smakowicie - dom z tyłu to prawdopodobnie część terenu, na którym znajduje się ubojnia drobiu o intrygującej nazwie "Jądrex". Od razu informuję - to nie moja akcja, bo choć do rzeźni mam stosunek grupowy (pozamykać wszystkie), to tego typu inicjatyw nie pochwalam :)

To jednak nie koniec atrakcji - gdy wsiadałem na rower, nagle wyłonił się pędzący grubo ponad setę na terenie zabudowanym sportowy samochód, w ten sposób wchodzący w zakręt, że praktycznie znalazł się w całości na przeciwległym pasie ruchu. W pierwszej chwili chciałem uwiecznić tego asa na fotce, ale zrezygnowałem, bo mimo telefonu w ręce przy takiej prędkości niewiele bym uchwycił. Spojrzałem tylko za siebie i ruszyłem. Jakiś kilometr dalej pojawiło się po mojej lewej... dokładnie to samo auto, a z niego wychylił się najbardziej klasyczny z klasycznych Sebixów (czapeczka, koszulka Kolejorza, te sprawy), który lekko piskliwym jak na swoje gabaryty głosikiem zagaił:

- Tej, robiłeś mi zdjęcia?
- Słucham? O co ci chodzi?
- No wcześniej jak stałeś - robiłeś mi jakieś zdjęcia?
- Nie no, nic nie zrobiłem - odparłem, zresztą zgodnie z prawdą.
- No to ok, sorry. Nara.
- Nara...

To się nazywa człowiek wielkiej wiary :) Poleciał dalej, oczywiście z piskiem opon, Co prawda narodziło mi się w głowie kilka zagadnień, typu: od kiedy to jesteśmy na "ty" (bo z taką inicjatywą na trasie wychodzę jedynie w przypadku rowerzystów) albo: czy napis na płocie w sumie nie spełnia kryterium uwiecznienia tego ziomusia, ale... jakoś postanowiłem ugryźć się w język. Ciekawa mieścina ten Witobel, nie powiem :)




  • DST 52.30km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.02km/h
  • VMAX 53.80km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 154m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Powrót po długiej przerwie :)

Czwartek, 19 lipca 2018 · dodano: 19.07.2018 | Komentarze 13

No bo kilkadziesiąt godzin bez kręcenia to bardzo długi okres, prawda? :)

Wczoraj zostałem w końcu pokonany przez deszcz. Co ciekawe - ostatni raz nie wyszedłem na rower z powodu pogody w... styczniu, a przerwę spowodowaną wyjazdem do Krakowa miałem w marcu. Tymczasem poległem nie w jakimś kwietniu, a w lipcu. Polskie lato :) Za to nadrobiłem chomika (31 km w godzinę), co ma jeden plus - okazało się, że pies już dojrzał na tyle, iż nie lata mi za nogami, a w momencie największego zainteresowania traktuje je jako oryginalną wersję pralki :) Cenna informacja na zimowe miesiące.

Dziś już ruszyłem, nawet szosą. Jak to się skończyło? Ostatnie piętnaście kilosów kręciłem w deszczu, a w sumie bardziej mżawce, niezbyt silnej, ale upierdliwej i zmuszającej do ostrożnego wchodzenia w zakręty, których dziś nie brakowało. Trasę bowiem zrobiłem zachodnią: z Poznania przez Plewiska, Dąbrówkę, Palędzie, Dopiewo, Trzcielin, Konarzewo, Chomęcice, Rosnowo i Plewiska do domu. O tak jak na Relive.

Nie tylko padało, ale i wiało. Upierdliwie, dość silnie i z jednym określonym zamiarem - zmordewindować mnie :) A że większość moich szlaków na zachód to takie widoczki...

...to mogłem niewiele. No i w sumie to tragicznym wynikiem wszystko się skończyło.

Zatrzymałem się na chwilę w Trzcielinie, gdzie po raz pierwszy wpadł mi w oko ukryty gdzieś za postpeggerowskim syfem całkiem ładny dworek. W stanie takim sobie, a szkoda, bo mogłaby być perełka.