Info
Suma podjazdów to 785004 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj11 - 16
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 51.40km
- Czas 01:42
- VAVG 30.24km/h
- VMAX 53.80km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 74m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Zasapany i wyspany
Niedziela, 25 października 2015 · dodano: 25.10.2015 | Komentarze 6
Dzięki zmianie czasu, a także temu, że do pracy mogłem dziś się wybrać wedle własnego widzimisię, udało mi się wyspać. Ostatnia okazja, bo od jutra CBA i CBŚ będą nam fundować pobudki od piątej rano, więc trzeba korzystać :)
Spodziewałem się ciut lepszej pogody (ma się wymagania jak na drugą połowę października, nie?), ale narzekać nie będę. Co prawda delikatnie momentami mżyło, a wiatr teoretycznie był slaby, a praktycznie wiejący non stop z kierunków zmiennych, lecz mimo wszystko kręciło mi się całkiem sympatycznie, z nowym audiobookiem Cobena na uszach (bo mam pojemne uszy). Na trasie przez Luboń, Wiry, Komorniki, Trzcielin, Dopiewo i Plewiska spotkałem bodajże czterech rowerzystów, w większości uśmiechniętych.
Przed pracą wizyta w urynie wyborczej, napełnić korytko na kolejne cztery latka. Coś czuję, że wieczorem po ogłoszeniu wyników bez browara się nie obędzie.
- DST 56.65km
- Czas 01:51
- VAVG 30.62km/h
- VMAX 47.00km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 117m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Taka jesień - oł je!
Sobota, 24 października 2015 · dodano: 24.10.2015 | Komentarze 5
Niestety moje nadzieje, że flak w tylnym kole był spowodowany jedynie jakąś błahostką okazały się płonne. Wieczorem w napompowanym na maxa ogumieniu pozostała jedynie połowa powietrza, więc nie miałem wyjścia i po pracy spędziłem upojną randkę z rozkręconym rowerem. Przejrzałem dogłębnie dętkę oraz oponę i znalazł się winny. Ten sam zresztą co ostatnio. Po kolcu, który wbił mi się jakiś czas temu, a który jak sądziłem skutecznie wyciągnąłem pozostała mała zadra wewnątrz, która zapewne po wczorajszym kontakcie z dziurą na wahadle, a nie - sorry, otworem technologicznym, rozwaliła mi kolejną dętkę. Postanowiłem już więcej się nie męczyć i zamontowałem oponę rezerwową, tę natomiast w wolnej chwili potraktuję papierem ściernym i może coś z niej jeszcze będzie. Przy okazji wymieniłem też w końcu tylne klocki hamulcowe, o czym oczywiście dziś rano nie pamiętałem i o mało co bym nie zaliczył gleby spowodowanej tym, że rower nagle otrzymał zapomnianą funkcję zwaną "hamowanie" :)
A co do samej dzisiejszej jazdy to choćbym chciał (a wyjątkowo nie chcę) to nie miałbym się czego czepiać. Wiatr się uspokoił, choć wariował co do kierunku. Temperatura zrobiła się idealna, w okolicach 15 stopni. Ruch przez większą część trasy nie był duży, więc nikt nie zdążył mnie zamienić w miazgę za pomocą puszki. Jedynie pod koniec, w Luboniu, przez"centrum" którego nieopatrznie się wybrałem chcąc ominąć zamknięty przejazd kolejowy, trafiłem na korek spowodowany przez mieszkańców tej miejscowości spędzających jak co weekend czas na intelektualnej rozrywce, poszerzaniu horyzontów i zgłębianiu tematów egzystencjalno-metaficzynych. A nie, pomyłka. Odbywających swą obowiązkową. cotygodniową pielgrzymkę do położonych obok siebie - galerii handlowej, czegoś o nazwie zbliżonej do FuckTory Outlet praz dwóch dyskontów. Moje nerwy są na to za słabe :)
Trasa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Stęszew - Łódź - Mosina - Puszczykowo - Luboń - Poznań. Gdzieś między Łodzią a Dymaczewem mijałem się z potężną (ze dwadzieścia osób) grupką kolarzy, a chwilę potem jeszcze z dwoma. Wszyscy ładnie pozdrowili, co tylko potwierdza teorię, że im bliżej zimy tym rowerzyści na placu boju zostają co kulturalniejsi.
A dziś jesień była przepiękna!
- DST 51.10km
- Czas 01:45
- VAVG 29.20km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 116m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Wiatrogum
Piątek, 23 października 2015 · dodano: 23.10.2015 | Komentarze 4
Wiatrzysko wróciło. Nie żebym specjalnie tęsknił. Wręcz przeciwnie - z dziką rozkoszą wygnałbym tę mendę na kraniec świata bez możliwości odwrotu. Niestety takimi mocami nie dysponuję, choć gdyby tak było to pewnie zostałbym guru szeroko rozumianej braci rowerowej i celem zamachów terrorystycznych zorganizowanych grup co bardziej agresywnych żeglarzy :)
Pogdybaliśmy, rozmarzyliśmy się, a pięć dyszek samo się nie wykręci. Po wyjściu z domu lekko mnie cofnęło z powrotem, ale ja nie z takich co się poddają przez byle błachostkę wyciągającą plomby z zębów. Jak juź ruszyłem to pierwsze co usłyszałem to "łup!" z okolic tylnego koła i poczułem średnio przyjemny kontakt mojego dupska z siodełkiem. Okazało się, że klucząc na dębieckim wahadle między samochodami wpadłem w jedną z ośmiu tysięcy dziur obecnych na odcinku stu metrów pomiędzy betonowymi płytami. Z niepokojem obserwowałem potem zachowanie koła, na szczęście tym razem szprycha nie poszła, za to prawdopodobnie stało się to przyczynkiem do innego defektu, o czym za moment.
Kręciłem pod wiatr, przez Plewiska, Gołuski, Dopiewo. Łatwo nie było, no ale przecież przy powiewie w pysk przyjemnie być może. Zacząłem się dziwić przy nawrocie, gdy teoretycznie powinno być lżej, a było "tak se". Pociłem się, sapałem, a demonem prędkości zostać jakoś nie mogłem. Skojarzyłem o co kaman dopiero w Komornikach, gdy podjeżdżając pod krawężnik chcąc ominąć korki odczułem, że powietrza w tylnym kole mam mało. Bardzo mało. Nie wiem ile tak jechałem, ale coś czuję, że od klepnięcia w dziurę na początku znikało z kilometra na kilometr. Wyjąłem pompkę i stwierdziłem, że wymieniać dętki nie będę, spróbuję dojechać te dziesięć kilometrów dopompowując w razie potrzeby. Udało mi się dotrzeć do domu tylko z jednym zatrzymaniem w tym celu. Na miejscu dopompowałem na full pompką stacjonarną i do mojego wyjścia do pracy nie zeszło. Zobaczę po powrocie jak wygląda sytuacja. Obym nie musiał znów się bawić w wymianę dętki, bo już w tym roku mój limit cierpliwości w tym temacie się wyczerpał.
- DST 56.40km
- Czas 01:52
- VAVG 30.21km/h
- VMAX 53.90km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 100m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Co wolno wojewodzie...
Czwartek, 22 października 2015 · dodano: 22.10.2015 | Komentarze 6
Chwilowo pogoda zrobiła się zacna, można więc dziś było zrobić swoje pięć dyszek bez obaw o urwanie łba przez wiatr czy konieczności założenia stroju nurka na drogę. Oby więcej takich dni! Po solidnej dawce snu (wczoraj byłem tak zmęczony, że poszedłem spać około 23!) rano kręciło mi się sympatycznie, tym bardziej, że powiew miałem ze swojego ulubionego kierunku, czyli południowo-zachodniego. Trasa dobrze znana, przez Luboń, potem Wiry, Komorniki, Rosnowo, Stęszew, zakręt do Łodzi i Dymaczewa oraz powrót przez Mosinę i Puszczykowo. Jak już miałem chwilę czasu i byłem w Mosinie to zatrzymałem się w tamtejszym rowerowym zrobić wstępne podejście do nowego kasku, bo mój ukochany, dziesięcioletni MET dokonał dziś przy zakładaniu go na mój łeb swojego żywota (R.I.P.).
Przed wyjazdem nieopatrznie włączyłem internety i wyczytałem, że wojewoda wielkopolski zakazał stosowania znaków dopuszczających ruch rowerowy na niektórych chodnikach (tu link do newsa). Podniosło mi to ciśnienie równie skutecznie jak poranna kawa, bo jeszcze niedawno na tym blogu chwaliłem fakt, że coraz więcej jest takich rozwiązań - na górze niebieski znak drogi dla pieszych, a poniżej napis "dopuszcza się ruch rowerów". Dawało mi to ten komfort, że nikt nie zmuszał mnie do korzystania z polskich DDR-owych koszmarków, a i chodnikowi rowerzyści (fakt, zakała rodu, ale niech mają) byli pewnie happy. A teraz co? Wersja optymistyczna (mało realna) - zniknie znaczek dopuszczenia rowerów, zostanie tylko dla pieszych. Wersja pesymistyczna (czyli w PL jak zwykle najbardziej realna) - znak zamieni się na C16/C13 i posypią się, również na mnie, mandaciki, bo sorry, ale szosą to ja na pozbruku i po krawężnikach nie ujadę. Wojewodzie serdecznie gratuluję, przypominam, że w niedzielę wybory. Aha, i jeszcze ciekawostka z jego oficjalnego CV na stronie partii, z działu hobby: "sport (piłkarz, kolarz, mistrz wielkopolski w biegach narciarskich, skoczek narciarski, szachista, tenisista stołowy). Szachista by pasował, reszta jak widać niekoniecznie :)
- DST 53.20km
- Czas 01:45
- VAVG 30.40km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 68m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Frajda
Środa, 21 października 2015 · dodano: 21.10.2015 | Komentarze 6
Jednak te przerwy od roweru od czasu do czasu robią dobrze. Wczoraj znów odpuściłem, bo mżyło i padało całe przedpołudnie (potem nie wiem, bo gniłem w pracy), a w jeździe z mokrym tyłkiem jakoś przyjemności nie znajduję. Dziś pojawił się już głodek, więc ucieszyłem się, że za oknem jest jeszcze co prawda mokro, ale tej mokrości już z góry nie przybywa. Bez zastanowienia - szosa. Jakie to fajne bydle, wiecie? ;)
Nie zniechęcił mnie nawet kilkusetmetrowy korek zaraz pod domem, jak zwykle spowodowany usytuowaniem obok siebie non stop zamkniętego przejazdu kolejowego z objazdem. Ani kolejne (nowe, ze smakowicie bezsensownie ustawioną sygnalizacją) wahadło, tym razem w Skórzewie, na którym miałem sporo czasu (czerwone zaliczyłem dwa razy przy jednym rzucie) na przejrzenie w smartfonie zaległych maili sięgających gdzieś 2004 roku. Po prostu cieszyłem się jazdą - do Wysogotowa, potem DK-307 do Więckowic, skąd jak zwykle skierowałem się do Dopiewa i wróciłem przez Plewiska. Było dość ślisko, więc nie szarżowałem, w przeciwieństwie do puszkołbów, przez których na wszelki wypadek włączyłem wszystkie możliwe światełka, które miałem zamontowane (w tym prestiżowy przedni led w kolorze różowym, zakupiony niedawno w LIdlu :) No co, w sklepie było słabe oświetlenie).
Dopiero dziś zauważyłem, że stuknęło mi już 15 tysiaków w tym roku. Jest ok.
- DST 52.30km
- Czas 01:52
- VAVG 28.02km/h
- VMAX 41.50km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 102m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zostałem...
Poniedziałek, 19 października 2015 · dodano: 19.10.2015 | Komentarze 9
...i tu mam wątpliwości jak zakończyć zdanie. Jeśli ładnie to napiszę, że oszukany. Jeśli bardziej brzydko to napiszę, że wydymany.
Przez co?
Ano przez pogodę. W sumie nie po raz pierwszy, ale tak perfidnie bywa rzadko.
Żeby pokręcić przed pracą musiałem wyjechać maks o dziewiątej. Za oknem niebo zachmurzone, do momentu wyjazdu od czasu do czasu pojawiała się lekka mżawka. No to decyzja - albo zostaję w domu, albo cross. Łatwa do przewidzenia. I co? Ledwo wyjechałem poza Poznań ukazało się słoneczko zza chmur, asfalt okazał się suchutki, a z nieba nie spadła ani kropelka. Doszedłem do wniosku, że jestem luzerem jakich mało, bo zamiast męczyć się jadąc czołgiem mogłem szybciutko płynąć szosą. Złapałem się na tym, że aż modliłem się o jakiś leciutki opad, żeby zlikwidować dysonans, ale nie. Menda tym razem odpuściła.
Postanowiłem jednak przekuć porażkę w sukces i odwiedzić rejony, gdzie normalnie się nie zapuszczam, bo wiążę się to z dużą ilością ddr-ek made in Poland. Czyli dojechałem do Mosiny i skręciłem na Drużynę Poznańską, a następnie Pecnę, w której zawróciłem. Miejscowość ta jest na granicy powiatu kościańskiego (choć to jeszcze teren podlegający pod Mosinę), co uświadomiłem sobie, gdy zakwitł mi kawałek wcześniej, w Nowinkach, znak, którego ostatnio tu nie było. O taki:
Niech ktoś mi logicznie wyjaśni po co ten zakaz. Błagam. Potrzebuję choć kawałka logicznego wytłumaczenia. Oczywiście nie muszę dodawać. że żadnej drogi dla rowerów tam nie ma, nie licząc ścieżki leśnej położonej po stronie na której się znajdowałem robiąc zdjęcie. Oczywiście zakaz olałem, za to chętnie pogratuluję idiocie, który to w tym miejscu postawił. Kościańskie macki jak widać sięgają dalej niż myślałem :)
Wiatr, nie za bardzo silny, ale mnie dziś porządnie wymęczył w obydwie strony. Wróciłem dziś do domu solidnie zmęczony.
- DST 51.35km
- Czas 01:42
- VAVG 30.21km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 161m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Ślimaczo
Niedziela, 18 października 2015 · dodano: 18.10.2015 | Komentarze 6
Wczoraj, chcąc nie chcąc, mając zamiar pokręcić musiałem przed pracą zasiąść na crossie. Dziś w końcu trafił mi się dzień wolny, więc mogłem poszaleć z wyborem. Odczekałem sobie aż przejdą poranne lekkie opady i delikatnie po jedenastej ruszyłem. Szosą. Drogi były jeszcze mokre, więc początkowo jechałem w tempie, przy którym wędrujące ślimaki pewnie żałowały, że nie dysponują wbudowanymi gdzieś klaksonami w celu wyrażenia swojej dezaprobaty. Potem jednak, gdzieś w połowie drogi, asfalty były już bezpieczniejsze i mogłem trochę przykręcić tempo.
Zrobiłem rundkę przez Plewiska, Gołuski, Dopiewo, Trzcielin, Szreniawę i Luboń. W ciszy, przy dość małym ruchu, o dziwo bez większych przygód, choć jak zwykle kilku szajbusom z rejestracjami "PZ" mógłbym urwać lusterka podczas niezwykle skomplikowanego i trudnego do opanowania przez nich manewru wyprzedzania. Wystarczyło lekko ruszyć paznokciem małego palca lewej ręki.
Cieszy kolejny zaliczony kurs, i to na wąskich kołach. Jak zwykle jesienią, już nie pisząc o zimie, jest to powód do samozadowolenia.
P.S. (a w sumie lekka edycja wpisu) - późnym popołudniem wybraliśmy się z Żoną na spacer do Lasku Dębińskiego. Umieszczałem już zdjęcia z tego miejsca wiosną, umieszczałem latem, czas na jesień. Zimą też umieszczę :)


A najbardziej zadowolone były z naszej wizyty kaczki. Po zeżarciu połowy chleba nie miały siły już się nawet ruszać :)
- DST 52.50km
- Czas 01:50
- VAVG 28.64km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 151m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Inglisz łeder
Sobota, 17 października 2015 · dodano: 17.10.2015 | Komentarze 2
Wczoraj wreszcie, po raz pierwszy od 14 kwietnia tego roku (specjalnie sprawdziłem), pokonały mój rowerowy nałóg szeroko rozumiane przeciwności. A konkretnie deszcz, który tym razem nie dawał nawet nadziei, że tak sobie tylko udaje, straszy lub żartuje (a jak wiadomo ma on poczucie humoru porównywalne jakościowo do przeciętnego grubego jegomościa z sumiastym wąsem, będącego niezbędnym elementem każdego polskiego wesela). Za to przypomniałem sobie jak to było, gdy się kręciło na chomiku (paskudnie) oraz nadrobiłem delikatnie "Grę o tron".
Dziś też miałem obawy czy uda mi się rano wyjechać przed pracą, bo za oknem kałuże i pojedyncze krople jeszcze się pojawiały, ale stwierdziłem, że poświęcę jak zwykle crossa, a gdyby się rozpadało to najwyżej zawrócę. Na szczęście nie musiałem. Wiatr w końcu zmienił kierunek na zachodni, a i też chwilowo osłabł. Alleluja!!!! Ale dziwnie było nie musieć psychicznie nastawiać się na Starołęcką. Morale wzrosło o +166344 :)
Trasę zrobiłem jedną ze swoich ulubionych, czyli "kondomik" od strony Puszczykowa i Mosiny, potem Dymaczewo, Łódź, Stęszew i Komorniki, dziś zakorkowane jak w poniedziałek w godzinach szczytu. Wiadomo - weekend się zaczął, a galerie i markety same na wieś nie przyjadą. W Stęszewie mijałem się z grupą trzech kolaży, przyznać trzeba, że odważnych, bo było dość ślisko, a poza tym - rowerowe pustki. Ścieżki za to pełne mokrych liści, a czynne i nieczynne torowiska (których jak wiadomo w mojej okolicy nie brakuje) stanowią idealne pole manewru do ćwiczeń przygotowujących do spacerów na linie nad wodospadem Niagara. Cieszyłem się, ze wybrałem na dziś crossa, co prawda prędkości nie te, ale za to jaki komfort.
- DST 51.80km
- Czas 01:51
- VAVG 28.00km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 179m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Robinsonada
Czwartek, 15 października 2015 · dodano: 15.10.2015 | Komentarze 4
Z tego co pamiętam to Robinson Crusoe został rozbitkiem podczas sztormu, gdy jego statek został pokonany przez wiatr i deszcz. Widzę analogię. Różnice są dwie - mnie się udało dotrzeć w całości do celu, a do tego nie wpadłbym na to, żeby nawracać żadnego Piętaszka na chrześcijaństwo. Bo najpierw ktoś by mnie musiał nawrócić :)
To, że miało urywać łeb zarówno wiedziałem, jak i widziałem za oknem jeszcze przed wyjazdem. Nie było zaskoczenia po wyruszeniu - drzewa się pięknie uginały, a mi koła się podwijały na każdym zakręcie. Co do deszczu to 99% moich ukochanych pogodynek twierdziło, że pojawi się on po godzinie jedenastej, więc (o ja naiwny) sądziłem, że już wtedy, gdy będę z kubkiem kawy w reku przed wyjściem do pracy słuchał w ciepełku bębnienia kropli o parapet. Oczywiście nie muszę dodawać, że było inaczej - zaczęło padać w niecałą godzinę po tym jak wyścibiłem nos za drzwi. I nie przestało.
Trasa (a jakże, eh) na wschód - Starołęcka tak zakorkowana, że musiałem wyrzec się swoich ideałów i żeby nie kwitnąć przez jakieś pół godziny w miejscu powoli przejechałem spory kawałek po chodniku. Następnie Krzesiny, Gądki, Szczodrzykowo, skręt w Krzyżownikach i powrót przez Tulce oraz Żerniki. I to właśnie tam wszystko - po wczorajszym dniu dobroci dla zwierząt - wróciło do czterokołowej normy, bo gdy zjeżdżałem z górki wymusił pierwszeństwo (nawet nie patrząc czy coś jedzie, gdy włączał się do ruchu), a ja w ostatniej chwili dałem po hamulcach, co mnie uratowało, żółty dostawczak RTV Euro AGD. Szkoda, że akurat z tej firmy, bo ostatnio chwaliłem sobie sprawne dostarczenie oraz montaż pralki od nich, ale nie ma zmiłuj - obiecałem sobie wymieniać każdy namacalny przypadek tego typu chamstwa, więc wymieniam (jakby co - skrzyżowanie drogi 433 z ulicą Ostrowską, około godziny 9:30. To gdyby ktoś chciał jakoś uhonorować szanownego pana kierowcę).
Dopłynąłem do domu, zupełnie nie patrząc na średnią. Chlup chlup chlup - to pamiętam. I niech nikt mi dziś nie podważa, że to był deszcz! :)
- DST 52.20km
- Czas 01:48
- VAVG 29.00km/h
- VMAX 50.90km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 82m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Wpis science-fiction
Środa, 14 października 2015 · dodano: 14.10.2015 | Komentarze 12
Dziś zacznę nietypowo. Bardzo nietypowo. Od pochwały dwójki kierowców. Ja!!! Czuję się jakbym spotkał dwa razy Yeti podczas tej samej wycieczki. Pierwsza sytuacja - w okolicach Lasku Dębińskiego, gdy starałem się przepchać przez spory korek jeden z samochodów zjechał lekko w lewo, żeby mnie przepuścić. Prawie się ukłoniłem na wysokość łańcucha z szoku w ramach podziękowań. Druga - gdy podczas powrotu zjeżdżałem z DDR-ki łączącej Hetmańską z Drogą Dębińską i chciałem pasem dla rowerów włączyć się do ruchu, po drugiej stronie zatrzymała się samoistnie "L"-ka z osobą płci odmiennej za kierownicą. Wiadomo, warunki testowe to co innego niż zwykła jazda, ale zawsze. Do tego kierowca ciężarówki, przez którego i tak musiałem stać i czekać, bo mając dobre 500 metrów żeby mnie zobaczyć nie raczył nawet zwolnić, dostał od instruktorki siarczyście po klaksonie. Tyle mnie dobrego dziś spotkało. Proszę gdzieś zarchiwizować ten wpis, bo jak zniknie to nikt mi potem nie uwierzy, że napisałem to, co napisałem :)
Mniej przyjemna była za to dzisiejsza jazda - znów silny wschodni wiatr. Znów miasto zapuszkowane. Znów na Starołęce (i za nią) zamknięte przejazdy. Bez kombinacji pojechałem w tę i z powrotem do Gowarzewa przez Tulce. Średnia taka jak się spodziewałem od jesieni w dół, czyli słabiutka. W Krzesinach dziś już ukrytych chipsożerców nie przyuważyłem, za to rzuciły mi się w oczy słodziutkie pociechy bez skrępowania palące papierosy na przystanku autobusowym.






