Info
Suma podjazdów to 813674 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Październik31 - 16
- 2026, Wrzesień30 - 11
- 2026, Sierpień31 - 24
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.50km
- Czas 01:45
- VAVG 30.00km/h
- VMAX 48.60km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 162m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Łaskawie pochwalam
Środa, 18 maja 2016 · dodano: 18.05.2016 | Komentarze 6
No no, daleko mi od zachwytów, ale w porównaniu z ostatnimi dniami jestem w stanie w całej swej łaskawości uznać, iż dzisiejsza pogoda nie była zła, a nawet całkiem sympatyczna. 13-14 stopni, niebo niebieskawo-chmurno-bezdeszczowe, wiatr już słabszy, ale... gdy nawracałem, ciesząc się, że będzie mi pomagał okazało się, iż wciąż atakuje, z podwojoną mocą. Jak zwykle ciekawostka, jak zwykle niezgodna z logiką, jak zwykle dana mi w promocji. Jednak nie zamierzam narzekać :)
Pojechałem dziś na zachód, z Dębca kierując się ku Plewiskom, potem wzdłuż S-11 do Dąbrówki, Dopiewa, Trzcielina i zakręt oraz powrót przez Konarzewo, korko-Komorniki, Wiry i Luboń. No i przy tym ostatnim, jak to ja, muszę się zatrzymać, gdyż analizując dzisiejsze zachowania kierowców postanowiłem zaproponować tamtejszemu urzędowi "miasta" swoje usługi w dziale promocji. Na szybko skleciłem już nawet dwa hasła zachęcające do zamieszkania w Luboniu k.Poznania (przy czym jak dla mnie owo "k" nie oznacza tu "koło"):
- "Nie potrafisz jeździć? Nie lubisz patrzeć przed siebie przy skręcie w lewo? Uwielbiasz wymuszać pierwszeństwo? Zapraszamy - u nas jeszcze doszkolisz swój brak umiejętności!".
- "Stuningowałeś sobie samochód, ale na zakup mózgu już nie starczyło? Zamieszkaj u nas - poczujesz się jak w jednej, wielkiej rodzinie!".
To tak od ręki. Myślę jednak, że mentalnie wstrzeliłem się idealnie, a do tego nie roszczę sobie do powyższych praw autorskich, śmiało można umieszczać na sztandarach :) A asumptem do powyższego była sytuacja z pierwszego sloganu, niemal dokładnie kopia wklejanej już kiedyś (nawet dwukrotnie) przeze mnie (o TEJ), rozgrywająca się nawet na tej samej ulicy, tylko kawałek wcześniej i tym razem za kierownicą siedział facet. Reszta to kopiuj-wklej. Plusem jest to, że Luboń uczy życia i hamowałem jeszcze wcześniej niż na filmiku.
- DST 52.25km
- Czas 01:50
- VAVG 28.50km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 67m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Nadrobing
Wtorek, 17 maja 2016 · dodano: 17.05.2016 | Komentarze 12
Kolejny dzień "uroczej" wiosny. 11 stopni (ale na plusie, jeśli już bawimy się w tandetny optymizm), wiatr urywający łeb, do tego co jakiś czas krople z nieba. Maj 2016. Nie o taką wiosnę walczylim :)
Wiało tak, że w połowie trasy miałem na liczniku (jadąc szosą!) niewiele ponad 25 km/h. A za sobą jedną górkę, na zjeździe z której osiągnąłem Vmax poniżej trzech dych. Do tego nawet nie ryzykowałem ciśnięcia na światłach przy "późnym zielonym", bo przy wykręcanym tempie jadące z bocznych uliczek samochody mogły mnie skasować zanim dotarłbym do połowy skrzyżowania :)
Zrobiłem trasę od Dębca przez Plewiska, znów Poznań, następnie Wysogotowo, Dąbrowa, Sierosław, Więckowice, Dopiewo, Palędzie, Gołuski, Plewiska i powrót do domu. O dzisiejszej średniej... hm... co by tu napisać? Może, że... A może jednak, że... Albo nie - przemilczę. Wulgaryzmy mają to do siebie, że zaskakująco długo zostają w sieci :)
Przegapiłem moment, gdy pyknęło mi sześć tysiaków w tym roku. Niniejszym nadrabiam owe info :)
- DST 52.30km
- Czas 01:54
- VAVG 27.53km/h
- VMAX 52.50km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 142m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Czy słońce czy deszcz...
Poniedziałek, 16 maja 2016 · dodano: 16.05.2016 | Komentarze 19
Zośka trzyma się dobrze. Aż za dobrze. Dzisiejszą od wczorajszej pogody różniło niewiele, choć gdybym nie miał dnia wolnego za ostatnią pracującą sobotę to z kręcenia byłyby nici. Bo gdy już zdecydowałem się wstać to za oknem siąpiło, z tendencją zdecydowanie zbyt rozwojową w tym kierunku. Byłem jednak dziwnie spokojny, że jednak uda. A pierwszą połowę dnia sponsorował dość częsty gość u mnie, czyli Pan Leń.
Przejaśniać zaczęło się dopiero przed trzynastą, wysępiłem więc od Żony, która wyjątkowo dziś miała też wolne, zgodę (w sumie wielkiego wyboru nie posiadała. Na tyle już mnie zna, że po prostu każe mi na siebie uważać i tyle) na popluskanie się na dworze. Wróć! Na rowerową przejażdżkę :) Warunkiem było wybranie crossa i ostrożna jazda. Pierwsze zaprzęgłem, drugie przyrzekłem. I ruszyłem. Co do przyrzeczenia nie było problemu, bo nawet jakbym chciał szaleć to chyba stojąc w miejscu, tak zimne zachodnie wiatrzysko dawało w kość. Jedynym jego plusem było to, że powiewy szybko suszyły drogi i w pewnym momencie nawet nie widziałem już kałuż.
Minąłem Luboń, Wiry, Komorniki i Rosnowo. Zaczęło nawet być słonecznie!
Kilka kilometrów dalej, w Chomęcicach, przywitała mnie wielka szara ściana i już wiedziałem co mnie czeka. Parę sekund później lunęło. a ja uruchomiłem zasoby pamięci operacyjnej we łbie i w te pędy wziąłem azymut na zadaszoną wiatę przystankową naprzeciwko szkoły. Tam spędziłem dobrych parę minut.
Przejaśniło się lekko, więc pokręciłem dalej, do Konarzewa i Trzcielina. Pokręciłem? Ponurkowałem bardziej :)
Jednak przed Dopiewem zrobiło się już całkiem ładnie, a szosy nieproblemowe. Zgłupieć można - raz sucho, raz mokro, raz za zimno, raz za ciepło, brakuje jedynie kanapki z dżemem i musztardą żeby poczuć się jak w ciąży :)
Miałem nawet kawałek z wiatrem w plecy, ale szybko ukrócony za Dąbrówką, na serwisówce przy S-11 bowiem znów mną zamiatało jak poznańskim Lechem w tym sezonie po meczu z zespołem juniorów Swornicy Czarnowąsy. Gdyby mieli okazję, ale nie wiem w sumie czy chciałoby się im grać z takimi patałachami. Nawet Swornica ma bowiem swój honor ;) Wróciłem przez Plewiska, przewiany i mokry, ale zadowolony.
W Dopiewie, gdy chciałem wyprzedzić jakiegoś rowerowego tubylca, zostałem zaskoczony nagłym włączeniem się do ruchu przy wyjeździe spod sklepu samochodu z paniusią i kilkunastoletnim dziubdziusiem. Raz, że mnie przyblokowała, dwa, że chwilę później nagle zjechała na prawo i gwałtownie zahamowała, coś tam tłumacząc dziubdziusiowi. Owszem, użyła kierunkowskazu. Sekundę po tym, jak skręciła... Minąłem toto, ale nawet nie miałem okazji znacząco puknąć się w kask, bo niewiasta w ogóle nie zwracała uwagi na świat zewnętrzny. Po co? Za to prowadziła (na rejestracjach PZ) kultowego wśród miłośniczek różu Forda Ka, samochód, który widziany gdzieś na drodze powoduje u mnie aktywację wewnętrznego radaru. Podobnie mam z Nissanem Micrą, a także Daewoo Tico z emerytem w środku jadącym z naprzeciwka, jak i czarnym BMW kierowanym przez łysego dżentelmena w dresach znajdującym się za mną. Takie tam uprzedzonka z tras :)
- DST 53.10km
- Czas 01:58
- VAVG 27.00km/h
- VMAX 43.00km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 127m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zimna Zośka, czyli coroczny gnój
Niedziela, 15 maja 2016 · dodano: 15.05.2016 | Komentarze 15
Cokolwiek by nie myśleć o ludowych mądrościach to cholera się sprawdzają. Niestety. Nie inaczej było dziś. Jak co roku piętnasty dzień maja to - choćby dzień wcześniej było czterdzieści stopni na plusie oraz bezchmurne niebo - pogodowa rzeź. Choć i tak wedle prognoz miało być jeszcze gorzej.
Mimo wolnego dnia wystartować musiałem przed dziewiąta, bo na popołudnie były plany, zupełnie nierowerowe. Otworzyłem okno - regularna zima, może tylko bez śniegu. Skorygowałem więc strój o dłuższą bluzę. Po jeszcze chwili włożyłem pod nią bieliznę termo. Po jeszcze momencie powinienem zamontować przy bicyklu parasol, bo zaczęło kropić, a następnie padać. Wiosna, ach to ty!
Trochę odczekałem, z dwójki rowerów wybrałem zgodnie z zasadami logiki crossa i ruszyłem. Plan był taki: minimum to trzydziestokilometrowy glut, a jeśli pogoda się wyklaruje to zobaczymy. Kierunek: Luboń, Wiry, Łęczyca, Puszczykowo, Mosina, tam ogarnięcie warunków - deszcz odpuszcza, szosy mokre, ale bez przesady, "jedynie" masakrujący, zatrzymujący w miejscu wiatr oraz płynące wciąż ciemne chmury. Postanowiłem nawrócić i już w Poznaniu ewentualnie dokręcić do pięciu dych. Tak też zrobiłem, w Luboniu dziwiąc się brakiem korków - dopiero po chwili skojarzyłem, że z powodu święta zamknięte są tamtejsze świątynie autochtonów, czyli outlet oraz galeria (Maca nie mijałem, więc być może jedynie tu był sens życia). Minąłem Szachty i zdecydowałem dobić ostatnie dwadzieścia kilosów trasą do Plewisk, a następnie wrócić do Poznania od strony Junikowa, Grunwaldu i Górczyna.
Kolejna Zośka za rok. Już się cieszę :)
- DST 58.00km
- Czas 01:55
- VAVG 30.26km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 125m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Z Antonim :)
Sobota, 14 maja 2016 · dodano: 14.05.2016 | Komentarze 17
Pomimo ładnej pogody wstawało mi się dziś ciężko i okrutnie. Jak sobie jeszcze pomyślałem, że na trzynastą mam się stawić w robocie to owa czynność stawała się prawie niewykonalna. Jakoś się jednak udało, choć nawet mocna kawa nie chciała mnie przywrócić do pełnej równowagi. I w sumie nie przywróciła, ale sukcesem było już samo to, że się nie przewróciłem po starcie.
Bo w końcu ruszyłem. Pod wiatr, przez miasto, w korkach, po DDR-kach, po światłach. Na szczęście piekło się skończyło, ja wylądowałem w strumieniu zieleni na ulicy Słupskiej, następnie w Kiekrzu, Starzynach, Rokietnicy, skręciłem na Mrowino i Napachanie, a w Przeźmierowie (które objechałem naokoło w celu ominięcia tamtejszych śmieszek) skierowałem się do Plewisk i do domu. Odżyłem, a jechało mi się całkiem, całkiem miło i przyzwoicie.
Tym bardziej. że na trasie towarzyszył mi Antoni. Przypałętał się do mnie wczoraj, przy okazji premiery nowej płyty Big Cyca. Zespołu, który jako pacholęcie wielbiłem niezmiernie, potem - w czasach grania siermiężnego i nie zawsze śmiesznego rocko-polo - moje uwielbienie zdecydowanie wyblakło, a teraz... uwierzyłem, że można się ogarnąć i to ze znakomitym skutkiem. Cała płyta jest naprawdę dobra i - nie ma co ukrywać - jakoś mi bliska :) Ostatnim tak zaangażowanym i dosadnym ich albumem była "Wojna plemników" z 1993 roku. A Antoniego cudownie się wywrzaskuje walcząc z wiatrem i z trotylem we włosach :)
- DST 52.30km
- Czas 01:46
- VAVG 29.60km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 88m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
O burze...
Piątek, 13 maja 2016 · dodano: 13.05.2016 | Komentarze 7
...były w nocy. Nawałnica przetoczyła się konkretna, a że ostatnio jakikolwiek deszcz jest rzadkością to w momencie gdy się obudziłem to spędziłem dobrych kilka minut z fascynacją obserwując pioruny i słuchając grzmotów. Przez co zaburzyłem sobie cykl snu i się nie wyspałem. Brawo ja :)
Spać nie mogłem, więc na rower ruszyłem wcześniej, lekko po ósmej. Błąd. Co jeszcze można bowiem napisać o korkach, nieprzejezdności, wymuszaniu pierwszeństwa przez kierowców, tępakach na bicyklach odkrywających uroki "sezonu" czy (tu nowość) kosiarkowcach z elektrycznymi maczetami, dla których najlepszym miejscem do zaparkowania samochodu roboczego jest DDR-ka? No nic się nie da. Wszystko już tu zamieściłem wcześniej.
Po przejechaniu koło Malty, a potem po przepuszczeniu czterech pociągów na stacji Poznań Wschód, udało się w końcu wydostać z miasta i odżyć, kręcąc do Kobylnicy i Biskupic, w których zawróciłem. Było kawałek fajnie, a następnie było jak zawsze, czyli tak:
Samochodów wydaje się mało, bo to było już drugie czerwone światło w tej turze, na tym samym Rondzie Śródka.
I jak tu się nie BURZ-yć? :)
- DST 53.10km
- Czas 01:49
- VAVG 29.23km/h
- VMAX 52.50km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 90m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Minusoplusy
Czwartek, 12 maja 2016 · dodano: 12.05.2016 | Komentarze 0
Po jednym dniu bez Starołęckiej
nastąpił srogi rewanż. Ogólnomiejski. Od startu po metę stałem.
Z małymi przerwami na momenty, kiedy jechałem :) Występowały one
pomiędzy granicą Poznania na wysokości Krzesin a granicą Poznania
na wyskości Stęszwa. I wtedy było nawet calkiem fajnie. Piszę to
z pozycji bitej codziennie żony, która cieszy się, że mąż pół
dnia nie chlał. Czyli jednym słowem – masakracja.
„Polską” trasę od Dębca,
Starołęki, Krzesin przez Tulce, Gowarzewo, Siekierki, Paczkowo,
Swarzędz do Poznania nawet lubię, ale w dni wolne od pracy. Dziś
takowy nie był, o czym boleśnie przekonałem się na Garbarach, bo
przejechanie tej ulicy zajęło mi całe stulecie. Albo niewiele
mniej.
Są jednak i plusy. Miały być burze, a
nie było. Było ciepło, pogodnie, choć dość wietrznie. W sumie –
całkiem przyjemnie. Drugi plus dzisiejszego dnia to to, że w końcu
znalazłem czas na zakup licznika (budżetówka – Sigma 1200),
dzięki czemu po jego zamontowaniu będę mógł (mam nadzieję) w najbliższym
czasie dokonać eksterminacji gównosprzętu z Lidla. Zrobię to z
dziką rozkoszą :)
- DST 52.10km
- Czas 01:43
- VAVG 30.35km/h
- VMAX 53.10km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 203m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Kosząco
Środa, 11 maja 2016 · dodano: 11.05.2016 | Komentarze 3
Po kilku ostatnich dniach spod znaku "randka ze Starołęcką" dziś nawet gdyby wiało ze wschodu z prędkością 1000 km/h na godzinę, a ja miałbym ów powiew prosto w pysk podczas drogi powrotnej to nie wybrałbym już tego kierunku. Wiało... ze wschodu. Ale ciut słabiej. Choć niewiele :) Mogłem więc dokonać pewnej korekty i skierowałem się najpierw na południowy zachód, do Lubonia, Puszczykowa i Mosiny, w której to skręciłem dopiero tam, skąd nadchodził wiaterek, czyli pod literkę "E" - do Rogalina i Mieczewa, gdzie nawróciłem.
Zanim jednak wyjechałem to w związku z możliwością pojawienia się w robocie dziś na trzynastą, postanowiłem się wyspać. Żona pojechała przed siódmą do pracy, ja przymknąłem jeszcze oczy do przyjemnej podusi i... Dokładnie o 7:01 usłyszałem rytmiczne: brrrrrrr brrrrr brrrrrr rrrr brrr bryryryry brrr (i tak do nieskończoności). Już wiedziałem - zaczęło się. ONI w końcu nadeszli.
Z następnej godziny pamiętam tylko tyle, że próbowałem zasnąć, co udało mi się łącznie na może 15 sekund. Kosiarki warczały, radio włączone w celu ich wyciszenia przeszkadzało, a nie usypiało, warczałem również i ja. Po ósmej już nie miałem siły więcej nie-spać, zrobiłem sobie kawę i ruszyłem wcześniej niż planowałem. Cóż, zawsze jakiś plus. Już na dworze z przerażeniem zobaczyłem, że koszono nie pod moim oknem. Co oznacza w najbliższych dniach powtórkę z rozrywki.
Jadąc ulicą Armii Poznań i kompletnie olewając tamtejszą koszmarnie kostkową drogę pieszo-rowerową zobaczyłem na horyzoncie widok, który nie wiadomo czemu wywołuje u mnie zawsze dreszcz. Tak, chodzi o radiowóz na owej ścieżce zaparkowany. No ale przecież:
- leżała ona przy przeciwległym pasie ruchu;
- nie musiałem wiedzieć, że ona tam jest, bo kręcąc w drugą stronę zasłaniały mi samochody;
- obowiązek zjechania jest tylko na drogi dla rowerów, a nie na wykreślone w 2011 roku z tego obowiązku nieoddzielone od siebie drogi pieszo-rowerowe;
- mogłem akurat wyjechać z bocznej uliczki (to nic, że takowej tam nie ma, szczegół) i nie musiałbym wiedzieć, że jakakolwiek DDR-ka tam istnieje.
Myślicie, że o tym myślałem? Gdzie tam - ukryłem głowę między barankiem, odwróciłem wzrok udając, że nie widzę szanownej władzy i na wszelki wypadek pogłośniłem muzyczkę. Udało się. Chyba. Ja tam w każdym razie nic nie widziałem ani nie słyszałem ;)
Średnia w końcu wygląda ok. Brak Starołęckiej ma moc uzdrawiającą. Żeby nie było za różowo to dostałem zgrabny substytut w postaci Lubonia, gdzie straciłem sporo z wyniku.
- DST 54.20km
- Czas 01:52
- VAVG 29.04km/h
- VMAX 50.30km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 112m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Niechcieć
Wtorek, 10 maja 2016 · dodano: 10.05.2016 | Komentarze 3
Dziś krótko, bo mi się nie chce :)
Różnie niechciecie zresztą męczyły mnie od rana.
Nie chciało mi się wstać. W sumie to u mnie nic wyjątkowego, ale dziś było to już najwyższy level.
Potem, jak ruszyłem, nie chciało mi się cisnąć, bo miałem świadomość, że i tak na początku i na końcu będzie Starołęcka, więc nie ma sensu. I miałem rację. Kręciłem więc spokojnie, krok za kroczkiem, obserwując ptaszki, chmurki, słuchając muzyczki i nie słuchając ptaszków, bo słuchałem muzyki.
Jak wróciłem nie chciało mi się iść do roboty. W sumie to u mnie nic wyjątkowego, ale dziś było to już najwyższy level. Nie żebym się powtarzał :)
Teraz nie chce mi się rozwijać, bo jestem w pracy. Więc kończę :)
Trasa: Dębiec - Starołęka - Krzesiny - Tulce - Krzyżowniki - Dachowa - Gądki - Koninko - Głuszyna - Starołęka - Dębiec.
- DST 20.50km
- Czas 00:49
- VAVG 25.10km/h
- VMAX 34.00km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 48m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Odżywka, czyli Szachty i Dębinka w jednym rzucie
Poniedziałek, 9 maja 2016 · dodano: 09.05.2016 | Komentarze 8
Po dzisiejszej masakrze, jaką zafundowała mi Starołęcka pod koniec szosowania miałem ochotę jeszcze się wyżyć. Wyjątkowo wynalazłem dodatkową niecałą godzinkę wolnego i po zjedzeniu śniadania wpadłem na pomysł dnia: przecież mam jeszcze crossa, a dzięki genialnej pod względem zieleni miejscówce, czyli poznańskiemu Dębcowi (tak, tak!), w pakiecie dwa rewelacyjne kierunki do kręcenia w terenie - i postanowiłem je połączyć.
Najpierw skierowałem się na Szachty - jeszcze do niedawna zapomnianego przez niemal wszystkich i zaniedbanego, acz pięknego zadupia. Na szczęście w tamtym roku, między innymi dzięki budżetowi obywatelskiemu, udało się oczyścić teren, a na części ścieżek nawet wylać asfalt. Byłem tam po raz pierwszy od owej zmiany i powiem jedno - jest genialnie, a w sumie nawet dobrze, że dróżki utwardzone się dość szybko kończą, a w zamian dostajemy spory kawałeczek singli nad samymi oczkami wodnymi oraz zaschniętego błocka. Dla mnie rewela.




W międzyczasie padł mi drugi w tym miesiącu gówno-licznik z Lidla, więc tym bardziej mogłem oddać się jedynie podziwianiu widoków. Szachty mają jednak jeden minus, że w końcu się kończą, zawróciłem więc znów na Dębiec i zawitałem do mojego ukochanego Lasku Dębińskiego, który objechałem wzdłuż i wszerz, a nawet jeszcze bardziej :)


Oj, tego mi było trzeba! Troszkę się nawet zmęczyłem, bo wyszło solidnej jazdy (do tego z wciąż upierdliwym poza lasami wiatrem) ponad 20 kilosów, z czego znaczna część w terenie oraz kawałek po asfaltowych dróżkach na Szachtach. Niestety robi się już jak dla mnie za gorąco - po powrocie zaczęło mi parować pod kaskiem i bolał lekko łeb.
Skończyły mi się liczniki do psucia. Dziś dystans oraz średnią wziąłem z telefonów (po korekcie standardowych błędów), jak mi przyjdzie znów wsiąść na rower to chyba będę musiał liczyć słupki czy coś :)






