Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242649.45 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791284 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 55.50km
  • Czas 02:01
  • VAVG 27.52km/h
  • VMAX 50.70km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 248m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szarobur

Czwartek, 16 listopada 2017 · dodano: 16.11.2017 | Komentarze 8

Kolejny wypad spod znaku/ów "szaro, buro, ponuro, dodupno". Nad ranem mgły, potem już lepiej, ale i tak musiałem aktywować swoje pseudoświatełka, wiatr jakiś taki niezdecydowany, choć na szczęście nie masakrował (a jedynie przez swój chłodek i upierdliwość demotywował), a i nawet (tu uwaga, jeśli macie koło siebie przypadkowo jakiegoś obcokrajowca, to każcie mu końcówkę zdania przeczytać na głos) zdarzyła się przelotna mżawka, która usyfiła i tak już rzężący napęd.

Ani mi się nie chciało cisnąć, a nawet jakby mi się chciało to... by mi się nie chciało :) Zrobiłem więc powolutku trasę dokładnie w tę i z powrotem z Dębca przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę (nowy wiadukt wciąż jest poprzedzony objazdami) i Żabinko do hopki za Żabnem. Gdzieś delikatnie przed połową dystansu zostałbym skasowany przez jakiegoś lub jakąś (byłem zajęty hamowaniem i ratowaniem się zjazdem na pobocze, więc nie zdążyłem tego ustalić) troglodyta/tkę, wyprzedzającego/ą ciężarówkę na zakręcie, przecinającego podwójną ciągłą. Jedyne co mi się udało to wykrzyczeć na głos to, co myślę o cnocie matki tego czegoś, zaocznie wybierając płeć męską, bo żeńska forma owego słowa chyba nie istnieje :)

Na liściastej DDR-ce w Łęczycy, po której od jakiegoś czasu pełznę z prędkością trzaśniętego ślimaka, zatrzymał mnie idący rowerzysta pytając, czy często mi padają gumy w szosie. On akurat pechowo dreptał właśnie z takim defektem. Podzieliłem się swoim wybitnym i bogatym doświadczeniem w tym temacie, chciałem tez poczęstować dętką, ale raz, że miał koło 26, więc by nie pasowała, dwa, że podobno miał blisko.

Przeraża mnie moja niechęć do przyspieszania. Chyba dojrzewam :)




  • DST 60.25km
  • Czas 02:09
  • VAVG 28.02km/h
  • VMAX 56.90km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 307m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na emeryckim kole

Środa, 15 listopada 2017 · dodano: 15.11.2017 | Komentarze 7

Wróciły gorące dni. Siedem stopni na plusie - prawie żałowałem, że ubrałem długi zestaw ciuchów :) W związku z powrotem lata w czystej postaci, udało mi się również wyjechać w miarę wcześnie, czyli... No, wcześniej niż wczoraj. Grubo przed południem w każdym razie :)

Jako że wiało (umiarkowanie) z południowego zachodu, to dostosowując się do podmuchów (oczywiście tylko w teorii) wykonałem z grubsza "kondomika" z wariacjami: Poznań - Luboń - Komorniki - Stęszew - Łódź - Dymaczewo - Mosina - Puszczykowo - Wiry - Luboń - Poznań. Miałem trochę czasu, więc zaliczyłem jeden z ostatnich (a może ostatni?) wjazd na Osową Górę, licząc na jakiś fajny Vmax przy zjeździe, ale wiatr postanowił, że mi się nie należy i w konsekwencji wyszedł tylko jakiś wypierdek.

Ale za to po raz kolejny odniosłem mały życiowy sukces, nie zaliczając gleby na wciąż pełnej liści ścieżce w Łęczycy.

W Stęszewie zdziwiłem się, że jakoś ciężko mi idzie ściganie takiego oto sprzętu:

Nie tyle zaciekawiła mnie jego prędkość podczas jazdy pod wiatr (no bo trening czyni mistrza), zbliżona do tego, co widnieje na znaku, ile fakt braku poruszania nogami. Podczas wyprzedzania potwierdziły się moje "podejrzenia": rower elektryczny. Lekko mi ulżyło - czyli mimo spadku formy na jesień, problem z dogonieniem emeryta nie jest jeszcze u mnie czymś realnym :)

Wpadło dziesięć nadprogramowych kilosów, sam nie wiem kiedy. Jechało się lepiej niż ostatnio, choć do pogodowego ideału (10-15 stopni) sporo brakowało. A ja sobie lekko post factum uświadomiłem, że jakieś trzysta kilometrów temu przekroczyłem 16 000 w tym roku. Ma się ten refleks :)




  • DST 52.60km
  • Czas 01:55
  • VAVG 27.44km/h
  • VMAX 51.90km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 173m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

DOLAR

Wtorek, 14 listopada 2017 · dodano: 14.11.2017 | Komentarze 9

Czyli po prostu Dzień Ogromnie Leniwego Amatora Rowerowego :) Wyruszyłem dziś w samo południe, co już samo w sobie zakrawa o hańbę, ale że praca nie wzywała, a i Żona miała wolne, to można było korzystać. Miałem nadzieję, że w związku z późną godziną uda mi się pokręcić w sympatycznych warunkach, ale gdzie tam... Trzy (słownie: trzy) stopnie, do tego przenikliwy i zimny wiaterek... Jakoś zbyt szybko to idzie :/

Kompletnie bez żadnej spiny, powolutku, wykonałem taką oto glizdę: z Dębca przez Plewiska, Dąbrówkę, Palędzie, w Dopiewcu objazd Konarzewa przez Trzcielin do Dopiewa, następnie powrót po swoich śladach, a końcówka to droga przez Gołuski, Komorniki oraz znów Plewiska i do domu. Zauważyłem jeden wielki plus: kończy się remont plewiskowej części Grunwaldzkiej (w końcu...) - dzięki szatanowi da się już tam jeździć w obydwie strony. Za to jest też minus, a może w sumie neutrus, bo w tym kraju mało co mnie dziwi: w związku z budową nowego odcinka S11 od jakiegoś czasu istnieje objazd drogi między Chomęcicami a Konarzewem. Żeby było łatwiej, na jednym jego kawałku zaczęto... remont. No i teraz mamy do wyboru: drogę zamkniętą lub rozkopaną. Brawo :)

Dziś bez zdjęć, bo przy takiej pogodzie robiąc jakiekolwiek dostałbym bana na BS za namawianie do samobójstwa :) A kręci się tak ciężko, że w sumie byłoby to częściowo prawdą.




  • DST 52.70km
  • Czas 01:55
  • VAVG 27.50km/h
  • VMAX 51.90km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Podjazdy 269m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nie faster, nie harder, ale za to skuter :)

Poniedziałek, 13 listopada 2017 · dodano: 13.11.2017 | Komentarze 8

W życiu nie spodziewałem się, że odbieranie jeszcze kilku dni zaległego urlopu w listopadzie będzie mnie tak cieszyło. Mimo braku planów wyjazdowych dobrze jest bowiem wyspać się w takie ponure dni, jak ten dzisiejszy i wyruszyć nie o ósmej rano, ale grubo po dziesiątej, czyli już wtedy, gdy temperatura wzrośnie do astronomicznych plus czterech. Boję się tylko, że się rozleniwię i zechce mi się przedłużyć wolne jeszcze na okres grudzień - luty :)

W nocy padało, a nad ranem drogi były jeszcze mokre, mimo to ruszyłem szosą, zakładając jednak błogosławiony tylni błotnik. Wiało z północnego zachodu, mocno, lecz już nie aż tak bardzo, ale z góry odpuściłem sobie walkę o dobry wynik - nie dość, że czekało mnie kilkanaście kilometrów jazdy miastem w najbardziej zakorkowanym rozumieniu tego słowa, to jeszcze wszechobecne liście i błocko na DDR-kach torpedowały myśli o przejmowaniu się o średnią. I tak już zostanie do końca roku, bo życie mi miłe :)

Trasa (tu Relive) okrągła niczym (chyba już przez tych na górze uznawane za coś normalnego i naturalnego w przestrzeni publicznej) celtyczki na marszu narodowców: Dębiec - Górczyn - Golęcin - Strzeszyn - Kiekrz - Rogierówko - Sady - Lusowo - Zakrzewo - Plewiska - Poznań.

Na ścieżce przy Niestachowskiej, zaraz obok Uniwerku Przyrodniczego, napotkałem na pozostawiony (bo na tym to polega) elektroniczny skuter do wypożyczenia. Chyba fajna rzecz, choć tania nie jest - minuta jazdy to 69 groszy, ma też póki co ograniczony zasięg, czyli centrum i północ Poznania. Ale plusik za to, że jest to elektryczne i ma wymienne baterie, które niby są na bieżąco uzupełniane. Jak na razie ochy i achy w necie mieszają się z krytycznymi uwagami, ale sama idea bardzo mi się podoba. Za to już zdecydowanie mniej parkowanie na DDR-ce, jednak postanowiłem wybaczyć i jedynie cyknąć sobie fotę :)




  • DST 51.30km
  • Czas 01:51
  • VAVG 27.73km/h
  • VMAX 52.10km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 170m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Koza nostra

Niedziela, 12 listopada 2017 · dodano: 12.11.2017 | Komentarze 19

Orkan Marcin powoli odchodzi - i kij mu na drogę - ale jeszcze dziś w godzinach przedpołudniowych starał się uprzykrzyć życie ludziom, szczególnie tym na rowerach. Wybaczam gnojkowi, byle już sobie poleciał i nie wracał. A to, że mi dziś kompletnie uwalił przyjemność jazdy, w tym zmasakrował średnią, niech pozostanie jego słodkim zwycięstwem.

Wykonałem dziś trasę lekko dziewiczą, przynajmniej w takiej wersji. Ruszyłem z Dębca przez Luboń, Wiry oraz Komorniki, następnie skręciłem na Głuchowo, Gołuski i Palędzie, potem objechałem Konarzewo dokoła, dotarłem do Dopiewa i wróciłem częściowo swoimi śladami, ale korygując końcówkę o Plewiska. W pewnym momencie, gdy mijałem się, jadąc pod wiatr, z grupką trzech kolarzy, zauważyłem, że oni też... walczą z podmuchami. Czyli nie tylko ja tak mam, że do wyboru jest: wmordewind albo wmordewind. Ufff :)

Z tej dzisiejszej wariacji wyszedł jeden plus. Jako że w pewnym momencie w Konarzewie pokręciłem sobie skrótem, miałem okazję poznać nowego kumpla. Jest spoko - mało gada, nie je mięsa, wydaje się kontaktowy... :)


Było też kilku innych ziomali. Ale ci byli mniej gotowi do do pogaduszek :)

Lubię być wśród swoich :)




  • DST 54.20km
  • Czas 02:10
  • VAVG 25.02km/h
  • VMAX 45.50km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 226m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Za wolno(ść)

Sobota, 11 listopada 2017 · dodano: 11.11.2017 | Komentarze 14

No, to chyba dziś już legalnie mogę ponarzekać na wiatr, tym bardziej, że nikt mi nie powie, że czarne jest czarne (czy jakoś tak), twierdząc, iż nie wiało :) Bo duło jak cholera. To trzeci orkan w dość krótkim czasie, za co w sumie możemy jako ludzkość podziękować sami sobie, rozwalając środowisko nadmiernym użytkowaniem samochodów, paleniem jakimiś śmieciami, rozpylaniem freonu, wycinaniem lasów... I dobrze nam tak. Oby skończyło się jedynie na uprzykrzaniu jazdy na rowerze, a nie czymś poważniejszym, od czego - póki co - jesteśmy szczęśliwie w miarę wolni w naszej strefie geograficznej. Za to fajnie się patrzy w TV jak niejaki Marcin cofa dym z rac na pyszczki niektórych miłośników czystości Polski, tych z celtykami na sztandarach :)

Wyruszyłem na rower dość późno (lekko przed południem), bo pomimo faktu, że nigdy nie było mi do twarzy w biało-czerwonym, to każdy ustawowo dzień wolny świętuję solidnym wyspaniem. Cześć i chwała wygodnej pościeli! - oto moje hasło na dziś :) Coś tam kropiło, ale niezbyt mocno, jednak kilka spojrzeń na uginające się drzewa i myśli o szosie odeszły w niebyt. Ruszyłem crossem. Zresztą "ruszyłem" jest niezbyt adekwatnym pojęciem, więc zastąpię go wyrażeniem "wypełznąłem", a potem też jedynie pełzałem.

Z Dębca dokręciłem przez Świerczewo do wysokości Szacht, gdzie cyknąłem fotę pro forma, żeby jakakolwiek była i limit nie myślał, że o nim zapomniałem :)

Następnie przez opłotki Lubonia dotarłem do okolic rzadko mijanego, pustego dziś Autodromu wybudowanego przez Skodę, gdzie można się przeszkolić w wychodzeniu z poślizgów, jeździe po lodzie i innych tego typu atrakcji. Fajna sprawa.

Minąłem Komorniki, Szreniawę, Dębno i w Stęszewie w końcu skręciłem w kierunku Łodzi, Dymaczewa i Mosiny, z której przez Puszczykowo oraz Luboń dokręciłem do domu, tym samym znów wykonując "kondomika". A dzisiejszego wyniku komentować może nie będę, napiszę jedynie, że te marne 25 km/h kosztowały mnie sporo zdrowia.

Na koniec, specjalnie dla Bajskstatsowiczów z sąsiedniego województwa, robiona z rąsi panorama Łodzi. Za mną kościół, po lewej jezioro Dymaczewskie, po prawej cmentarz. Kilkaset metrów wcześniej można zajrzeć do świątyni Świadków Jehowy, a naprzeciwko kupić sadzonki. Koniec atrakcji :)




  • DST 52.00km
  • Czas 01:58
  • VAVG 26.44km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 195m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Słuchowiskowo

Piątek, 10 listopada 2017 · dodano: 10.11.2017 | Komentarze 16

Z zapowiadanych na dziś: deszczu i wichur, realne okazały się: mżawka i całkiem mocny wiatr. Czyli w sumie lajcik i należałoby się cieszyć. Prawie tak to odczuwałem, choć jak wiadomo prawie robi swoje :) W każdym razie o jeździe szosą nie było dziś mowy i wybrałem się w drogę crossem.

Sześć stopni - to już jest malutkie (ale malutkie) wyzwanie. W konfrontacji z plus trzydziestoma wygrywa u mnie jednak w przedbiegach. Wymyśliłem sobie na dziś trasę na zasadzie miksa, czyli połączenia dwóch wcześniejszych elementem, przy którym dawno nie byłem. Ruszyłem z Dębca przez Luboń, tam odstałem swoje, potem przez Wiry i Komorniki do granic Stęszewa, żeby z niego odbić w bok, do Dębna, gdzie na chwilę zatrzymałem się obok jeziorka o tej samej nazwie.

Tu czekał mnie kawałek hardkora - bowiem odcinek do Trzcielina przez Joankę zawsze potrafił przypomnieć o niewyleczonych zębach. Nic się niestety nie zmieniło, choć jest nadzieja, bo budują kolejny fragment S11 i zrobiono kawałek asfaltu bez dziur. Zawsze coś. Potem już klasycznie: Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Relive tu.

Skończyłem słuchać "Zapisane w wodzie" Pauly Hawkins. I cóż... to jej "dzieło", jak i wcześniejsza "Dziewczyna z pociągu", nie pomagają mi walczyć z wewnętrznym stereotypem, który nauczył mnie, że z czym jak czym, ale z pisaniem kryminałów rzadko której kobiecie idzie dobrze :) Choć w wersji audiobookowej dało się wytrzymać, bo nagrano to całkiem solidnie. Ale gdzie mu tam do tego, co zapodałem sobie później, czyli genialnie sporządzonego słuchowiska na podstawie reportażu Rafała Molendy o jednej ze zmian podczas misji w Afganistanie z lat 2012-2013. Nazywa się to "Błękitna pustynia" i było nominowane do odpowiednika europejskiego Oscara w klasyfikacji produkcji radiowych i telewizyjnych. Po trzech rozdziałach wcale się nie dziwię - Więckewicz jako narrator plus zestaw godnych aktorów, a w tle bardzo autentyczne odgłosy wojenne to jest to. Polecam.




  • DST 55.20km
  • Czas 01:57
  • VAVG 28.31km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 243m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Qqrydzianie

Czwartek, 9 listopada 2017 · dodano: 09.11.2017 | Komentarze 10

Na trasie dziś kolekcja "jesień 2017, wersja jeszcze łagodna" - pochmurno, ale bez opadów, buro, ale nie ciemno, zimno, ale nie za bardzo, wietrznie, ale nie masakrująco. Do tego ostatniego dodałbym jeszcze zmienność kierunku "pod rowerzystę", choć to akurat nie sezonowość, a objaw permanentny, jak wiadomo :)

Trasa to lekko zmodyfikowany "kondomik" od strony Dębca przez Luboń, Wiry, Puszczykowo, Mosinę, Dymaczewo, Łódź, Stęszew, Szreniawę, Rosnowo, Plewiska i do domu. Prócz kilku gazeciarzy, dla których wyprzedzenie rowerzysty o milimetry jest zapewne sportem narodowym, obyło się bez przygód. Był tylko jak zwykle leciutki stres na ścieżce w Łęczycy, bo wpasowanie się w ten singielek na drodze między liśćmi wymagał sporej dozy uwagi. Ale udało się tym razem nie zaliczyć gleby.

Chciałem zrobić fotę z panoramą WPN-u, ale z niewiadomych mi przyczyn wciąż na polach zalega niezebrana kukurydza i nie było jak. Nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałem tak późne zbiory tego nieprzetworzonego popcornu, choć w sumie się nie znam i może tak ma być - całkiem możliwe, że przegapiłem ostatnich kilka tysięcy wydań "Agrobiznesu" :)

Jutro deszcze, wiatr i takie tam. Z roweru mogą być nici.




  • DST 53.15km
  • Czas 01:53
  • VAVG 28.22km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 168m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Busstopując

Środa, 8 listopada 2017 · dodano: 08.11.2017 | Komentarze 9

Wiatr dziś łaskawie raczył skorygować kierunek i zaczął wiać ze wschodu, przy okazji wzmacniając swoją siłę. Jednak to jeszcze nic, bo podobno po Grzesiu, który już nas nawiedził, do ataku na Polskę szykuje się niejaki orkan Marcin. W związku z tym narzekanie na podmuchy zostawię sobie na przyszłe dni. Póki co wspomnę jedynie, że w połowie drogi byłem najszczęśliwszym człowiekiem w Wielkopolsce, gdy w końcu przestałem z nimi walczyć czołowo, a zacząłem zaledwie z boku :)

Trasę wykonałem tę o kształcie Polski (co widać po przekrzywieniu głowy na filmiku z Relive), czyli przez Lasek Dębiński, Starołękę, Krzesiny, Żerniki, Tulce, Gowarzewo, Siekierki, Kostrzyn, Paczkowo, Stęszew, Antoninek i... To za moment. Najpierw zatrzymałem się jeszcze na chwilę na Ostrowie Tumskim, żeby sfocić bliźniaczkę gnieźnieńskiej katedry, tylko że poznańską i w sumie całkiem inną :) W każdym razie to tu podobno leżą truchełka Mieszków vol. 1 oraz vol. 2, Chrobrego czy Kazia Odnowiciela. Czyli dość zacnie.

Obok stoi jeszcze pomnik JPII, zwanego tu przez niektórych w tej wersji jako surfującego papieża. Mi bardziej przypomina Batmana, ale przyznać trzeba, że ma walor rzadko spotykany w naszym kraju - jest dość podobny do pierwowzoru, a nie do jakiegoś gargamela, stawianego na zasadzie kopiuj-wklej po całej Polsce. Ciekawostka - pomysłodawcą jego postawienia był abepe Paetz. TEN Paetz :)

Po chwili zadumy (hje hje) ruszyłem dalej, kierując się przez most nad Wartą w kierunku Garbar. Miałem bowiem tam pewną misję poznawczą. Jednak nie miała ona zacząć się od razu, gdyż początek ulicy wyglądał jak zwykle, czyli na czerwono zawsze i wszędzie. Tu jeszcze mnie nie za wiele interesowało.

Najciekawsze czekało na końcu - wczoraj bowiem otwarto tam specjalny buspas, który ma służyć:
1. Autobusom.
2. Taksówkom.
3. Karetkom.
4. Rowerzystom.
5. Samochodom, w których prócz kierującego znajdują się jeszcze dwie osoby.

Oto ON. Jak widać, również znad kasku, teoria a praktyka to niekompatybilne pojęcia :)


Jeden autobus, jedna taksówka, ja i jeden samochód z pasażerami (ten za mną, na warszawskich blachach) - to pojazdy, które miały prawo być po prawej stronie jezdni. Reszta... Przemilczę. Pokonanie tych 400 metrów zajęło mi prawie 10 minut! Trzeba jednak przyznać, że olewanie - bezczelne lub przez przeoczenie - oznakowania to jedno, ale też należy się mocny pstryczek temu, kto ustawił światła włączające się na maks kilka sekund i zlikwidował jeden pas w kierunku Drogi Dębińskiej. Pozostaje mieć nadzieję, że miasto skoryguje swe błędy, a i zacznie bardziej edukować pojazdy nieuprzywilejowane, bo w tej chwili jest gorzej, niż było. A nastawiałem się na spokojny, szybki przejazd. Oj, naiwny ja...




  • DST 53.00km
  • Czas 01:53
  • VAVG 28.14km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Podjazdy 223m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Półfajnie

Wtorek, 7 listopada 2017 · dodano: 07.11.2017 | Komentarze 11

Miałem dziś wolny dzień, więc z pasją, zapałem oraz całkowitym zaangażowaniem zająłem się jedną ze swoich pasji. Czyli się wyspałem :) Jednak nie samym snem człowiek żyje, jest jeszcze poranna kawa o poranku (czyli o dziesiątej), no i coś tam jeszcze... A, mam. Rower.

Zmartwił mnie kierunek wiatru - północno-wschodni. Oznaczał on bowiem, że jeśli chcę jechać zgodnie ze swoimi zasadami, to czeka mnie dwukrotne przepychanie się przez Poznań, z południa na północ i z powrotem. W sumie to połowa mojego klasycznego dystansu. No ale cóż, nikt nie obiecywał, że będzie lekko, co to, to nie. Jeszcze niedawno było zresztą łatwiej, ale nadeszły czasy na okresowe zalewanie Wartostrady, więc trzeba kręcić ulicami. I tyle w temacie, bo po raz kolejny powstrzymam się od zalania bloga stekiem bluzgów o jakości owego kręcenia :)

Przyjemniej zrobiło się chwilę po przekroczeniu granicy stolicy Wielkopolski, czyli w Bogucinie, następnie Kobylnicy, a najlepiej było u celu, czyli w Jerzykowie, w którym jak zwykle zatrzymałem się nad Jeziorem Kowalskim.

Od tego momentu miało być łatwiej, bo z wiatrem, ale nie było, jak zwykle :) Mimo wszystko nie narzekałem, bo wiedziałem, że na końcu znów będzie Poznań, więc nerwy należy oszczędzać. Przydały się :)

Trasa w sumie bez historii, ale ma jeden duży plus, prócz dużej dozy miejskich minusów - jak na Wielkopolskę jest w miarę "górzysta", aż serce rośnie. Lubię to.