Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239987.50 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 784507 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 52.70km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.75km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Podjazdy 240m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wioooo!...sna?

Sobota, 24 marca 2018 · dodano: 24.03.2018 | Komentarze 10

Chyba jednak będzie wiosna. Swą teorię wynoszę z faktu, że dziś nie musiałem zakładać czterech par skarpet, tony ciuchów, a nawet kominiarki. To już jest jakiś znak :)

Mimo wolnego dnia znów z konieczności wyruszyłem rano, gdy jeszcze nie do końca wyschły drogi po wczorajszych opadach. Byłem jednak już na tyle stęskniony za szosą, że bez zastanowienia osiodłałem T-rek(s)a, który dzięki temu poznał, co to życie: błocko na ddr-ce w Łęczycy pewnie do teraz zaciera ręce (czy co tam ono ma) z satysfakcji. A dziadygów mijałem dziś dwóch, do tego patrzących na siebie z ukosa - czyżby rosła tam konkurencja w utrudnianiu życia szoszonom? :)

Trasa to typowe w tę i z powrotem: z Dębca przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Żabinko i nawrotka na hopce za Żabnem. O tym, że wraca normalność świadczy również fakt, że miało wiać z południa, tymczasem do połowy drogi z grubsza faktycznie tak było, ale już gdy wracałem kierunek zmienił się na wschodni, z północnymi inklinacjami, a momentami nawalało mi centralnie w pysk (niezbyt mocno, ale irytująco). Witaj, o rzeczywistości! :)

Nie rozwinąłem się specjalnie, stawiałem raczej na czerpanie przyjemności z jazdy w lepszych warunkach niż ostatnio. Pozwoliłem sobie nawet na chwilę pauzy na leśnym parkingu. Co ciekawe - oznaczonym jako teren monitorowany przez Lasy Państwowe. Czyżby bali się, że ktoś im zrobi konkurencję i ukradnie to, co w lasach zostać powinno?




  • DST 53.10km
  • Czas 02:02
  • VAVG 26.11km/h
  • VMAX 47.00km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Podjazdy 159m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Misja: pierdel :)

Piątek, 23 marca 2018 · dodano: 23.03.2018 | Komentarze 8

Kolejne pięć dyszek wykonane na zasadzie: chcę, ale muszę :) Pomimo paskudztwa o kryptonimie mżawica (ale lekka, trzeba przyznać uczciwie), które towarzyszyło mi przez większość jazdy, nie miałem nawet przez chwilę wątpliwości, że sprawia mi ten nałóg wciąż przyjemność. Dziwne? Chyba nie, choć dla sporej części ludzkości - niezrozumiałe.

Ruszyłem przed dziesiątą, czyli jak na siebie dość późno, ale wstawanie to wciąż słaby punkt na moim jestestwie. Jednak dzięki temu udało się uniknąć porannych korków, więc jedyne, co mi przeszkadzało to woda lecąca spod kół. Ruszyłem z Dębca w kierunku Plewisk, a gdy znalazłem się na ulicy Wołczyńskiej, przypomniało mi się, że kiedyś pewne sympatyczne starsze małżeństwo zapytało mnie o ulicę Nowosolską, a po moim dociekaniu o jakiś jej orientacyjny punkt, usłyszałem, że jest nim ich cel, czyli... zakład karny :) Postanowiłem w końcu to zweryfikować - oby tylko tak :)

No i... jest. Uroczy, nie ma co :)


W sumie może właśnie odkryłem u siebie nową pasję: zalicz pierdel (rowerem oczywiście). Hm :)

Potem już kręciłem klasycznie na zachód, z północnym odchyłem, z Plewisk do Skórzewa, tam chwila na kontestację dwukołowej polskości (to też oddane zostało w ostatnim roku do "użytku")...

...następnie Zakrzewo, Sierosław, Więckowice, gdzie z kolei coś mi przestało pasować na wysokości tamtejszego stawu, będącego z tego co zauważyłem również centrum kulturalnym wsi. W domu znalazłem zdjęcie, które robiłem w tym samym miejscu całkiem niedawno i... tu też zawitała zła zmiana. Na górze zdjęcie z grudnia 2017, na dole: z dziś. Zadanie: znajdź co najmniej dwie różnice w tle.

Trochę na siłę wyhaczyłem jednak jeden plus, na tabliczce widocznej zaraz za rowerem - znajduje się tam nakaz dla wędkarzy: używamy tylko haczyków bez zadziorów, a ryby wypuszczamy z powrotem do stawu.

Kolejne były: Fiałkowo, Dopiewo, Palędzie, Gołuski, Plewiska i dom. A tu moje rozwlekłe wynaturzenia w wersji short :)

Tym samym odfajkowuję wykonanie czterech tysiaków w 2018. I jeden zakład karny :)




  • DST 52.10km
  • Czas 02:03
  • VAVG 25.41km/h
  • VMAX 41.50km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Podjazdy 229m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Niespodziewanka

Czwartek, 22 marca 2018 · dodano: 22.03.2018 | Komentarze 8

Wybuchu wiosny ciąg dalszy. W szczegółach oznacza to, że gdzieś do ósmej-dziewiątej rano można było mieć szansę na rowerowanie, a chwilę później wyjmować sanki i zamawiać renifery. Bosko.

Uprzedzając fakty - cieszyłem się, że miałem wolny dzień i za punkt honoru postawiłem sobie wyspanie się, bo gdybym zamiast tego wyruszył, to ci, którzy nazwali mnie kiedykolwiek bałwanem, niewiele mijaliby się z prawdą :) Ale że nienawidzę siedzieć bezproduktywnie w domu, po śniadaniu i obowiązkowej kawce postanowiłem zrobić sobie pięciokilometrowy spacer po moim ulubionym Lasku Dębińskim. A gdyby ktoś nie wierzył, że to fajne miejsce w Poznaniu, to Relivik proszę. Choć - codzienność w tym kraju ostatnio - i tu towarzyszył mi dźwięk pił :/

Podczas dreptania zauważyłem, że prószyło coraz słabiej, więc zerknąłem tylko ile mam czasu (bo wolny dzień czasem ma swoje ograniczenia) i zdecydowałem, że jednak spróbuję pokręcić ile się da. Myślałem, że skończy się na glucie, ale jednak finalnie udało się wykonać pełne " kondominium" w wersji z Dębca przez Luboń, Komorniki, Szreniawę, Stęszew, Łódź, Dymaczewo, Mosinę, Puszczykowo, znów Luboń i do domu. Wiało jak zwykle, czyli mocno, w drugiej części znów zaczęło sypać, ale gdy dostaje się niespodziewanego bonusa - nie ma co zbytnio narzekać.

Za Witobelem spotkałem solidne stado gęsi, wybitnie zagubionych. Szkoda, że nie zabrałem ze sobą porządnego aparatu.


Miałem za to ze sobą kamerkę, którą odkurzyłem po jakimś pół roku. Zamontowałem ją sobie głównie w celu przypomnienia sobie jak się nagrywa, ale też jako straszak wobec kierowców - sprawdziła się idealnie :) A ja przy okazji uwieczniłem polską myśl technologiczną w Dębienku...

...wyczyszczoną śmieszkę w Łęczycy...

...dobrą zmianę na niej... :/

...oraz dziadygę w naturalnym środowisku. Choć jego akurat lekko ocenzurowałem :)

Podsumowując: rano byłem pewien, że nie pokręcę. Miło się czasem pozytywnie zaskoczyć.

PS. Na szybko udało mi się skonstruować filmik ze słupkiem na głównym planie :)




  • DST 51.80km
  • Czas 01:49
  • VAVG 28.51km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 154m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z kaleką na uszach

Środa, 21 marca 2018 · dodano: 21.03.2018 | Komentarze 5

Biorąc pod uwagę, jak porąbaną mamy w tym roku pogodę, wedle moich prognoz prawdziwej wiosny doczekamy się może za miesiąc, potrwa ona tydzień, a potem nagle spadną na nas saharyjskie upały. To wersja optymistyczna, bo może być tak, że jej w ogóle nie będzie. W każdym razie, jak na razie, w marcu jak w... dupie. Przepraszam za dosadność, ale wczorajszy wieczorny śnieg mnie mentalnie rozwalił. Wrócić ma jutro... 

Dziś na szczęście łaskawie się wypogodziło. Było co prawda blisko zera i gdzieniegdzie leżały jeszcze białe śnieżne placki, ale dało się kręcić, nawet szosą, z czego skrzętnie skorzystałem na trasie: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Wszystko było nawet fajnie, gdyby nie wiatr, co to niby się snuł, niby go nie było, a dawał kuksańce co zakręt.

W tle wiosna:

Jako element demobilizujący podczas jazdy zadziałało dziś słuchanie na żywo w radiu wystąpienia ministra spraw zagranicznych o nazwisku Czeputowicz, który raz coś bełkotał z sensem, raz gadał kompletnie bez niego podczas swojego expose. Kij z tym, że sam się gubił i brzmiał jak wczesny Gomułka, to akurat rozumiem, bo sam się jąkam gdy czytam nie swoje teksty :) Ale jest kolejnym przykładem gorącego zadeklarowanego patrioty, który nie potrafi zachować krzty szacunku do swojego rodzimego języka - gdy po raz dwudziesty usłyszałem, że coś się wydarzyło w DWUTYSIĘCZNYM którymś, myślałem, że wyrwę z uszu słuchawki razem z kieszonką, w której miałem telefon. To przecież jest cholerny doktor, a może nawet profesor nauk, ekhm, humanistycznych....

Endo dziś skromnie - fałmaks zaledwie 70 km/h, przy realnym lekko ponad 50 km/h. Kryzys? :)




  • DST 57.30km
  • Czas 01:58
  • VAVG 29.14km/h
  • VMAX 50.00km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 143m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Smogowind

Wtorek, 20 marca 2018 · dodano: 20.03.2018 | Komentarze 12

Dziś rano poczułem się jak rodowity krakus. Nooo, może bez przesady, bo tam ludzie powoli zapewne zaczynają w drodze ewolucji wytwarzać sobie alternatywne sposoby oddychania, na przykład przez stopy czy najgłębiej ukryte cebulki włosów, ale widok snującego smożku sprawił, że budząc się na Dębcu pomyślałem o Nowej Hucie. W sumie widoki podobne :)

Gdzieś zza tego, co niewyraźne, nieśmiało wystawało słońce, co dawało szansę na sympatyczną jazdę. No i wiatr nie chciał nawet wybić mi szyb wraz z framugami... W teorii: super. Dziarsko wziąłem więc szosę pod pachę i ruszyłem, pełen optymizmu, który już w Luboniu został sprawnie ugaszony przez korek-gigant. Dzięki temu po raz pierwszy w życiu skorzystałem z dobrodziejstwa rozklekotanego i syfiastego chodnika, wrrrróććć, drogi dla rowerów i pieszych zaraz za autostradą. W tej samej miejscowości odcierpiałem jeszcze swoje, potem skręciłem na Wiry. Komorniki, Szreniawę, Rosnowo, Chomęcice, Głuchowo, serwisówki...

...Dąbrówkę, Palędzie, gdzie centralnie przed pyskiem zamknęły mi się rogatki, a ja spędziłem prawie dziesięć minut podziwiając to migoczącą sygnalizację, to szlaban o barwach barierek na ddr-kach, to w sumie trzy składy pociągów.

Ostatnie kilkanaście kilosów to Gołuski, znów Głuchowo, Komorniki, Plewiska i do domu. Gdzieś na odcinku między głuchowskim zagłębiem siedzib firm kurierskich a Komornikami jeden z kierowców chciał mnie bardzo uświadomić klaksonem podczas wyprzedzania na drodze, że po lewej jest śmieszka - tak jakbym nie wiedział :)

No i wiatr - dorwała mnie najbardziej klasyczna wersja wmordewindu: gdziekolwiek skręciłem, tam wiał mi w facjatę, generalnie niezbyt mocno, choć fragmentami się rozkręcał. Nie powiem, gnój ma refleks, bo jak widać po trasie zakrętów było sporo. Aha, Endomenda wciąż w formie - dziś fałmaksa wykręciłem podobo na poziomie 807 km/h :)

Dystans zawiera również drogę do pracy w jedną stronę, wieczorem dołożę powrót z niej.




  • DST 55.30km
  • Czas 01:58
  • VAVG 28.12km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 0.0°C
  • Podjazdy 229m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na Babki

Poniedziałek, 19 marca 2018 · dodano: 19.03.2018 | Komentarze 10

Uff... Najgorsze wiatrzysko powoli zaczyna odpuszczać. Gnoiło dziś jeszcze naprawdę solidnie, wciąż ze wschodu, ale w porównaniu z wczorajszą rzeźnią była to pieszczota. Co prawda taka autorstwa narąbanego w trzy dupy tatusia wobec latorośli, która nie chce skoczyć z misją do nocnego po kolejnego browara, ale jednak pieszczota :)

Wykonałem trasę dobrze znanego i często testowanego "muminka": dom - Lasek Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Luboń - Dębiec. Słońce świeciło, termometr ukazywał zero nieabsolutne, jest szansa, że póki co nie będę za bardzo marudził :)

Jeśli chodzi o tytuł to bez obaw, nic zbereźnego - po prostu je podziwiałem. Nadleśnictwo, w sensie :) Póki jeszcze oczywiście jest co podziwiać, bo aktualnie lasy znikają szybciej niż punkty procentowe PO i Nowoczesnej razem wzięte.

Na poznańskich Krzesinach za to nie ma lasu, a jest szkoła. A jak jest szkoła, to są nie tylko uczniowie, ale i nauczyciele oraz rodzice. Jest również obok niej DDR-ka. I na tym styku światów robi się wesoło:

Pewnie, o co chodzi, przecież zostawili mi miejsce... Tyle że gdybym jechał crossem, to istniałoby spore ryzyko, że bym się zmieścił, lecz kosztem prawego lusterka (i to bez złośliwego zamiaru). Dodam, że jakieś sto metrów wcześniej można śmiało parkować, ale przecież przejście takiej odległości to potwarz dla szanującego się użytkownika dróg.

Do dystansu dodałem jeszcze przejazd starą szosą na myjkę i z powrotem, Chciałem również odebrać awizo, ale póki co nie było mi dane: kolejka dochodziła do samych drzwi oddziału pocztowego, więc się wycofałem. Pozostawiłem za to na miejscu pełną zadumy damę, taką klasyczną Karynę w wersji XL, która pojawiła się tam sekundę przede mną, konstatując głośno i kulturalnie do swojej koleżanki widząc tłumek: "pojeb...o ich, k...a?" :)




  • DST 53.10km
  • Czas 02:01
  • VAVG 26.33km/h
  • VMAX 52.60km/h
  • Temperatura -2.0°C
  • Podjazdy 261m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kl(ątwi)ąc

Niedziela, 18 marca 2018 · dodano: 18.03.2018 | Komentarze 6

Zupełnie, ale to zupełnie nie spodziewałem się, że będzie dziś lepiej niż wczoraj.

Nie zawiodłem się, niestety.

Choć może, może, idąc tropem zagubionych plusów... Było ciut cieplej, słońce ładnie świeciło, a, no i nie padało. Jupi!

Natomiast wiatr... Co się będę rozpisywał - kto dziś wsiadł na rower, ten wie, że przynajmniej połowa drogi to walka o przetrwanie. Śmiało można było montować żagle do rowerów i odnajdywać przyjemność w żeglowaniu po oceanach dróg gminnych, powiatowych, krajowych i jakie tam jeszcze są dopuszczone do ruchu dwóch kółek :) A że podmuchy były przejmująco zimne, tym ciekawsze to były doznania.

Postanowiłem zaryzykować i jednak wziąć dziś na spacer T-reksa. I o dziwo nie odleciałem. Za to gratis dostałem możliwość testowania, jak to jest, gdy nagle bez mojej ingerencji ja wraz ze sprzętem znajdujemy się kilka centymetrów na lewo lub prawo. Jak jest? Może nie będę się wyrażał :)

Co do trasy... Zdecydowałem skorzystać z dnia wolnego od wszystkiego, co kręci rodaków (oczywiście chodzi o szoping, nie o pracę) i przejechać przez opuszczone miasto. Może i ono takie było, ale światła zachowywały się klasycznie, więc od domu przez centrum, Maltę do Miłostowa kręciłem powoli, ale chociaż doceniałem, iż budynki dawały minimalną osłonę. A potem... się zaczęło. Pierwotnie miałem zamiar jechać do Biskupic i z powrotem, ale w Kobylnicy się poddałem i skręciłem w leśny dukt prowadzący do Wierzonki. Tam odetchnąłem, bo jednak co drzewa, to drzewa.

To samo zdjęcie postanowiłem lekko ubogacić, żeby zobrazować, czym do tego momentu się zajmowałem. To nie była jazda, to było pełzanie. A tak z grubsza się czułem :)

Sorry za jakość, w Paincie cudów nie zrobię ;)

Potem czekał mnie jeszcze kawałek rzeźni: Wierzonka, Karłowice oraz dojazd do granic Puszczy Zielonka to wciąż przegrana walka, natomiast po nawrotce (znów Wierzonka, dalej przez Mielno i Kicin do Koziegłów, skąd azymut na ulicę Gdyńską w Poznaniu) było już lepiej, choć jak zwykle nie do końca, bo wietrzysko co chwilę zmieniało zdanie co do kierunku.


Myślałem, że pyknę się po raz pierwszy w tym roku odebraną wodom Wartostradą, no i w sumie odcinek do Śródki dawał na to szansę...

...ale już kawałek dalej odpuściłem, z poniższego powodu.

Jednak nie ma tego złego - szukając alternatywy odkryłem, że da się już bez problemu dotrzeć do wysokości Polibudy, a stamtąd już klasyczną drogą przez Most Rocha do AWFu i na Dębiec.

Wrażenia? Powstrzymam się - wystarczy spojrzeć na średnią. Pewnie na emeryturze byłbym mega zadowolony, teraz patrzę na siebie z politowaniem. Ale odpuściłem, raz tylko próbując podczas jazdy pod wiatr pocisnąć - po chwili stwierdziłem, że czy jadę 18 w "tlenie" (lub jak to tam się nazywa), czy 20 km/h wypruwając sobie płuca - jeden... znój :)




  • DST 53.50km
  • Czas 02:08
  • VAVG 25.08km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura -5.0°C
  • Podjazdy 207m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Plus na minusie

Sobota, 17 marca 2018 · dodano: 17.03.2018 | Komentarze 7

Plusy, plusy, plusy… W życiu trzeba szukać plusów… Tak twierdzą domorośli psychoterapeuci, więc wychodząc naprzeciw ich sugestiom próbowałem dziś jakiś znaleźć. Przyszedł mi na myśl tylko jeden: finalnie jednak nie padał śnieg. Koniec i kropka, więcej nie znajdę żadnego, choćby mnie przypiekano żywcem.

Tymczasem przypiekać nie chciano, w sumie to wręcz przeciwnie – raczej zamrażać :) O ósmej rano, gdy ruszałem, temperatura na termometrze wywindowała się już co prawda na całe minus pięć (wiosna!), ale pierwszy odczuwalny podmuch zredukował odczucie do (na oko) minus osiemdziesięciu. A potem było tylko gorzej. Zapobiegliwie, jako rowerzysta doświadczony życiem, wybrałem dziś na drogę crossa, znów gratulując sobie wyboru, bo na szosie odleciałbym pewnie gdzieś w zaświaty, jak nie dalej. Ja natomiast, spokojnie jak na wojnie, mając pod tyłkiem czołg (ale model z gatunku tych lżejszych), walczyłem o przetrwanie.

Trasa to wschodnie rewiry – przez Lasek Dębiński i Hetmańską na Starołękę, potem Starołęcką w kierunku Głuszyny, następnie Koninko, Borówiec, Gądki, Robakowo, Szczodrzykowo, Krzyżowniki, Tulce, Żerniki. Jaryszki, Krzesiny, Starołęka i znów przez Dębinę do domu. O taka.

Kombinowałem na wszystkie sposoby, jak schować się przed wiatrem, a wciąż kręcić drogami – w Poznaniu jeszcze jakoś mnie chroniły budynki, niestety już poza miastem chwilami prędkości rzędu 12-16 km/h to był maks, do tego uzyskany sporym wysiłkiem. Miało być lepiej po nawrotce, ale jak zwykle nie było, bo - wiadomix - gnój tylko czeka na takie chwile, żeby zmodyfikować kierunek i w najlepszym wypadku gnoić z boku. Wyjściem było wybranie rejonów mocno zadrzewionych, nawet jeden odwiedziłem, z radością myśląc o odcinku między Koninkiem a Borówcem, lecz gdy weń wjechałem, wymsknęło mi się soczyste kur…! ...cze. Przecież jeszcze niedawno był tu las…


Aha, miałem szukać plusów... No przecież jeszcze tyle drzew zostało... do wycięcia :/

Podsumowując: czysta rzeź - zmarzłem, przewiało mnie, ledwo dojechałem. Nawet święty Florek z OSP w Szczytnikach był zdecydowanie śnięty i mało optymistyczny :)




  • DST 51.40km
  • Czas 02:00
  • VAVG 25.70km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 0.5°C
  • Podjazdy 149m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Program "Skarpetki+"

Piątek, 16 marca 2018 · dodano: 16.03.2018 | Komentarze 10

Miałem nadzieję, że nie będę już musiał być jego beneficjentem, ale niestety, nie ma tak lekko. Zima nie chce odpuścić, dziś zmasakrowała mnie nie tyle temperatura, bo ta była jeszcze całkiem przyzwoita (plusowe zero), ale koszmarnie zimny i mocny… kto, no kto, łapki w górę? Ano, wiatr. Przemarzłem ja, przemarzły mi stopy, przemarzła dusza, która myślami była nie na rowerze, a w jakimś ciepłym pomieszczeniu, gdzie unosiłby się aromat kawy… W sumie chyba tylko to trzymało mnie przy życiu :) A wspomniane skarpetki nie pomogły – widocznie program wsparcia jest nieefektywny.

Trasa to w tę i z powrotem, z domu przez Lasek Dębiński, Starołękę, Krzesiny, Żerniki, Tulce, Gowarzewo i Siekierki do Paczkowa, gdzie zawróciłem na wysokości przejazdu kolejowego, oczywiście zamkniętego. Kręciłem znów starą szosą, która coraz bardziej trzeszczy, stuka i piszczy, obawiam się, że to ostatnie jej podrygi, a pewność mam co do suportu, tak zapieczonego - niczym rasowy lechita na widok legionisty - że praktycznie nie da się już go wymienić. Jednak póki powoli, bo powoli, ale da się na tym czymś posuwać do przodu, korzystam, choć wynik tego wypadu jest jedną wielką mentalną masakrą - dość napisać, że w połowie dystansu moja średnia oscylowała w okolicach 22 km/h, a odrobienie tego nawet do granicy poniżej krytyki łatwe nie było, tym bardziej, iż po drodze miałem las, Starołękę oraz rozkopane Gowarzewo, gdzie aktualnie więcej jest szutru i dziur, niż asfaltu.

Ale spoko… Jutro ma być jeszcze gorzej, bo nad ranem zapowiadają solidny minus, a na dzisiejszy wieczór opady śniegu, co oznacza, że  przed pracą znów zapewne przywitam się z chomikiem i ziomalami ze wspominanego niedawno serialu o templariuszach. W końcu mają jeszcze sporo duszyczek do wyrżnięcia w imię Boga, choć przyznać trzeba, że akurat w poruszanych tu wątkach są w tym najczęściej powściągliwi :)




  • DST 51.50km
  • Czas 01:54
  • VAVG 27.11km/h
  • VMAX 50.70km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 197m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Hańba na uszach

Czwartek, 15 marca 2018 · dodano: 15.03.2018 | Komentarze 13

Winter is coming. Ponownie tej zimy. Dziś już odczuwalne zimno, przynajmniej rano, do tego mrożący wiatr (a będzie gorzej). Nie ma co, powiało optymizmem :)

Ruszyłem znów starą szosą, bo nowej mi szkoda na post-solną pogodę, w związku z czym przemieszczanie się do najszybszych nie należało, tym bardziej, że pierwsze prawie dziesięć kilometrów to pełzanie po mieście - a tam permanentna stójka i sznureczek od Hetmańskiej przez Starołęcką do Minikowa. Potem już było lepiej, ale za to wylądowałem na polach, gdzie wiatr ze mną robił co chciał. Przy okazji przeraziła mnie szybkość powstawania nowych klocków magazynowych - tu jeszcze jakiś miesiąc czy dwa temu była ziemia na ugorze, a rok temu kwitły maki. Teraz... full industrial.

No nic, miejmy nadzieję, że choć będzie osłaniać od wiatru :)

Reszta trasy to "muminek" - Koninko, Głuszyna, Babki, Czapury, Wiórek, Rogalinek, Puszczykowo, Luboń i do domu.

Jeszcze w temacie tytułu wpisu - od niedawna katuję na trasie dorobek zespołu Hańba!, który niedawno otrzymał Paszport "Polityki". Dawno nie słyszałem tak autentycznego punka, teraz uwaga, bez ani jednej gitary czy perkusji, za to z banjo, klarnetem, tubą czy... grzebieniem. A teksty są bardzo, ale bardzo na czasie, bowiem pochodzą z... dwudziestolecia międzywojennego (Tuwim, Broniewski, Brzechwa) - mamy tu opisanych maszerujących faszystów z ONR, niechęć do innych narodów (oczywiście głównie Żydów), bezczelność władzy oraz ówczesnych odmian korporacji, jest też... polski obóz koncentracyj, gdyż nie wolno zapomnieć, że w Berezie Kartuskiej ludzie nie tylko byli zsyłani do ciężkich prac, ale również torturowani i zabijani ("lekka" rysa na pomniku Piłsudskiego, zresztą jak na moje nie jedyna). Wypisz wymaluj historia wraca w tym kraju co jakieś sto lat. Hańba w czystej postaci :)