Info
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec25 - 51
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 36.40km
- Czas 01:18
- VAVG 28.00km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 112m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Classico - glutem w mordę #11
Wtorek, 24 listopada 2020 · dodano: 24.11.2020 | Komentarze 21
Wszystko dziś było klasyczne. Jak na czasy pandemii, oczywiście. 12 godzin w pracy, poranne wstawanie o abstrakcyjnej porze, obowiązkowa kawka przed startem, a nawet trasa: taka sama jak wczoraj, tylko dla urozmaicenia wykonana odwrotnie.
Czyli tym razem glut wyglądał tak: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań. Czyli o tak.
Nawet atrakcje były podobne: gazeciarze, wpieprzacze z podporządkowanej oraz koleś z poczty, dla którego przejazd rowerowy oznacza, że ma pierwszeństwo. Nie miał, za to otrzymał darmową lekcję przepisów. Zawsze się może przydać.
Wschody też już się stały klasykiem, ale dzisiaj wygrywały raczej chmury. Tutaj te nad Szachtami...
...a tu nad WPN-em.

Z kolei spojrzenie w drugą stronę. Inny świat.
Czaiła się na mnie rozpasana puma :)
A tu poniekąd w temacie. 
Za tego kota to szacun :)
A temperatura... Hm... Szału nie było. Ale pod koniec zrobiło się niemal upalnie :)
- DST 36.60km
- Czas 01:19
- VAVG 27.80km/h
- VMAX 50.30km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 114m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Drogokoszmarkowo - glutem w mordę #10
Poniedziałek, 23 listopada 2020 · dodano: 23.11.2020 | Komentarze 13
Wróciły dwunastki w pracy, wróciła więc i poranna miazga związana ze wstawaniem, i zaledwie gluty rowerowe.
Aha, jeszcze jedno, o czym zapominałem, gdy jeździłem do roboty na późniejsze godziny. Chamstwo, bezczelność i kretynizm części (zbyt dużej) rodaków, którzy gotowi są ryzykować zdrowiem i życiem innych, byle dotrzeć do celu na czas. Dzisiaj było wszystko - gazciarstwo, wpieprzanie się pod koło, brak sygnalizowania manewrów... Eh.
Trasa: Poznań - Plewiska - Komorniki - Rosnowo - Szreniawa - Komorniki - Luboń - Dębiec - centrum. TUTAJ Relive.
Moje ulubione zerknięcie na WPN dawało radę, choć bywały lepsze :)

No i przykład tego, co w drugim akapicie. Nie dość, że ta komornicka śmieszka jest koszmarna (z równoległym zakazem jazdy rowerem), to jeszcze taki troglo, mimo że mnie widział, nie zatrzymał się kawałek wcześniej (a miał gdzie), żeby dać mi przejechać, tylko jak widać: wysiadł i poszedł zamknąć bramę. Moje sugestie, że halo, coś nie tak, zostały olane. No to poszła salwa z uprzejmościami. Może zapamięta.
Z rzeczy zabawnych: oto nowa okładka prorządowej gadzinówki, czyli tygodnika "Sieci", choć ja wolę nazwę własną: "śmieci":
Dzisiejsza, świeżutka prasa. Aż mnie korci, żeby kupić (aktualnie większość prasy nabywam w e-kiosku), ale jednak się powstrzymam. Choć kusi, kusi, szczególnie ta błyskawica skierowana prosto w pierś oraz kobiecy szpon :)
- DST 52.40km
- Czas 01:56
- VAVG 27.10km/h
- VMAX 52.80km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 165m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dostać w kość plus końskość
Niedziela, 22 listopada 2020 · dodano: 22.11.2020 | Komentarze 15
O ja. Jak dzisiaj było paskudnie. Fuj.
Wiało koszmarnie - tak, że nawet szosą ledwo powłóczyłem nogami, tymi znajdującymi się na pedałach. I mimo, że temperatura wydawała się teoretycznie ok, to mityczny czynnik chłodzący robił swoje. Dzięki temu średnia do połowy była tragiczna, potem co prawda trochę odrobiłem, ale finalnie wyszła kicha.
Trasa polna, zachodnia: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Nawet nie za bardzo było na czym zatrzymać oko - tak było szaro. Na szczęście po drodze miałem stajnię w Wirach, a tam radosnego, szalejącego i biegającego w kółko, prawie jak Kropa, konika :) Najpierw podziwiałem jego radość z życia na odległość...


...aż w końcu trafił mi się ten honor, że ta szlachetna istota sama z siebie postanowiła podejść do mnie, przedstawiciela żałosnego gatunku ludzkiego. Okazała się pieszczochą :)

No i oczywiście bez dokarmiania nie mogło się obyć.
Trafiły się jeszcze sarenki, ale w tej paskudnej aurze nawet one wyszły jak jakieś szaraki.

Obowiązkowa fota z rowerem i koniec na dziś. A od jutra znów dwunastki w robocie :/
- DST 55.10km
- Czas 01:57
- VAVG 28.26km/h
- VMAX 50.30km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 198m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Na spotkanie smoków :)
Sobota, 21 listopada 2020 · dodano: 21.11.2020 | Komentarze 12
Rano mgliście i nieprzejrzyście, po południu już słonecznie, ale wietrznie. Na szczęście miałem wolne, więc mogłem odczekać.
Start po jedenastej, niespiesznie, a sama jazda senna. Kierunek południowo-zachodni, czyli w tym przypadku "kondominium": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Ludwikowo - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Plewiska.
O samej jeździe niewiele da się powiedzieć: walka z wietrzną upierdliwością, zaledwie trzema stopniami na plusie oraz oczywiście debilami na drogach. I jedną wskakującą na ulicę babcią-samobójczynią, która usilnie chciała akurat umrzeć pod moimi wąskimi kołami, jakby nie mogła wybrać jakiegoś tira. Nie dałem jej tej przyjemności :)
Zastanawiałem się, czy brać ze sobą aparat. Szarość i burość podczas startu nie zachęcała. Na szczęście wziąłem, dzięki czemu mam tytułowe smoki :) Bo te właśnie istoty najbardziej ze wszystkich ptaków przypominają mi kormorany czarne. Niedawno specjalnie jechałem do Grzybna, żeby je uchwycić, wyszło średnio, bo się pochowały, a tu proszę, kompletnym przypadkiem trafiła się cała kolonia na jednym z drzew. 




Byłem kontent, choć wolałbym, żeby koczowały ciut bliżej. Tak samo jak stado saren, które ledwo widziałem, ale coś tam udało się uchwycić.


Koniec wątku przyrodniczego na dziś :) Jeszcze ten covidowy, bo zajrzałem sobie pod bramę szpitala w Ludwikowie, pięknie położonego na terenie WPN-u. Ale do środka nie wjechałem, z przyczyn oczywistych. 


No i jeszcze aura. Tu (okolice Dymaczewa) trwała wciąż walka na niebie...
...lecz już przed Witoblem pojawiło się lato. Przy plus trzech :)
- DST 52.50km
- Czas 01:52
- VAVG 28.12km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 4.0°C
- Podjazdy 131m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Letnio-listopadowa łapanka
Piątek, 20 listopada 2020 · dodano: 20.11.2020 | Komentarze 9
Wyspałem się. Jakie to fajne... :)
Na rower ruszyłem po jedenastej, jak się okazało - w momencie idealnym. Bo co prawda mocno wiało, było chłodno, ale niebo, które z rana było solidnie zachmurzone, nagle stało się przejrzyste, a słońce znów wykonywało swoje wariacje.
Wiatr zachodni, skorzystałem więc i wykonałem kurs tam, gdzie mnie dawno nie było. Wyszła więc trasa: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Wizualnie - gdyby nie łyse drzewa - jakaś wiosna albo lato. Tylko te cztery stopnie na plusie w samo południe lekko nie pasują :) Jezioro Lusowskie jak zwykle daje radę.





Co do drzew - "moje" diabelskie wciąż stoi :)
A na sąsiednim siedziało całe stado mazurków.

Na polu wygrzewały się sarenki. Nawet mnie nie zauważyły - i bardzo dobrze.

A na moim ulubionym asfalcie z Lusówka do Lusowa...
...motocykle były wszędzie, nawet nie potrzeba było mieć przy sobie lusterka :) Za to przydałby się radar, bo sześćdziesiątką zdecydowanie nie jechali.
Podsumowując: relaksacyjny powolny wypad, nastawiony na łapanie resztek słońca, za mną. Miła odmiana po dwunastkach w robocie.
- DST 31.40km
- Czas 01:07
- VAVG 28.12km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 112m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Świetliście - glutem w mordę #9
Czwartek, 19 listopada 2020 · dodano: 19.11.2020 | Komentarze 15
Wchodzę w rytm - druga dwunastka boli mniej, choć wciąż bardzo :)
Schemacik a'la robocik: budzik, drzemka, budzik, drzemka, budzik, nienawiść do niego, wstawanie, kawka, pies, wyjazd. Glut, powrót do Poznania i kurs do roboty.
Wiało solidnie z południowego zachodu, więc trasa opatentowana w tym właśnie kierunku: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.
Dzisiaj przynajmniej dostałem nagrodę, czyli rekompensatę za wczorajszą szarość. Bowiem w moim ulubionym miejscu z widokiem na WPN czekał taki oto wschodzik:

Szachty też dały radę.
Jeszcze ciepło (bo siedem stopni uznaję w połowie listopada za wartość do ogarnięcia), niestety to już chyba ostatki. Nadchodzą noce przymrozki, a tego to już nawet ja nie lubię, choć oczywiście lepsze to niż upały :)
Mógłbym jeszcze coś napisać o wczorajszym kolejnym wydaniu kabaretu z Kaczyńskim w roli głównej, ale... jednak szkoda klawiszy. Fajne jest to, że staje się on w końcu żałosny i śmieszny również dla "swoich", którzy powoli zaczynają się ewakuować. Szkoda, że tak późno i po tak wielkiej demolce. No nic, chyba lepiej wrócić do pracy :)
- DST 36.50km
- Czas 01:18
- VAVG 28.08km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 100m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Tradycyjnie i kulturalnie - glutem w mordę #8
Środa, 18 listopada 2020 · dodano: 18.11.2020 | Komentarze 9
Powrót do masakry nastąpił. Pobudka o godzinie, gdy za oknem jeszcze ciemno, kurs jedynie w wersji "rytualny glut" oraz dwanaście godzin w robocie, w tym coroczna wizyta "centrali" gratis. Normalnie chce się żyć. Jako każda istota inna niż człowiek :)
Do tego jeszcze w nocy padało, więc było ryzyko, że będę musiał ruszyć Czarnuchem. Jednak twardym trzeba być, nie miękkim, więc po weryfikacji sytuacji hydrologiczno-meteorologicznej (czyli wyjściu z Kropą) stwierdziłem, że schnie i biorę szosę. Dobra to była decyzja.
Trasa: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Plewiska - Poznań. Krótko. Tak jak na Relive.
Generalnie jechało się spoko, choć oczywiście Luboń nie zawiódł i było postane na czerwonym. A jak wiadomo, im krótszy dystans, tym redukcja tego czynnika trudniejsza.
Aha, bym zginął. Już w Poznaniu, na skrzyżowaniu Hetmańskiej z Dolną Wildą. Pewna paniusia bowiem otrzymała do kurzego móżdżku zbyt wiele danych do przetworzenia. Pokuszę się o krótką analizę tego, co się w nim działo: "O, jadę z lekkiej górki. O, zbliżam się do ronda. O, przede mną przejście dla pieszych. O, jest też przejazd rowerowy. O, praktycznie już jednym kołem jest na nim rowerzysta. O, czyli mam pierwszeństwo i mogę przyspieszyć". Chwilę potem ja - jednak ludź doświadczony - na szczęście już zapobiegliwie hamowałem, patrząc z przerażeniem na bezdenną pustkę oraz wolność od myślenia w oczach istoty, która siedziała za kierownicą.
Generalnie się spieszyłem, więc fotki tylko żeby jakieś były, z nowego miejska w Komornikach, zwanym szumnie Centrum Tradycji i Kultury. Wiem, brzmi przerażająco, jakby miłościwie nam panująca i żrąca się coraz bardziej między sobą władza chciała udupić i uzależnić od siebie nie tylko państwo, ale i samorządy. Ale chyba to tylko pozory, bo miejsce wydaje się oryginalne i ciekawe, przynajmniej z zewnątrz. Ma nawet bibliotekę, czyli - jak wiadomo - miejsce, gdzie koronawirus tylko czyha, żeby zaatakować, bo zgodnie z rozporządzeniem tego typu przybytki są pozamykane.


- DST 53.25km
- Czas 01:54
- VAVG 28.03km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 180m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Po-lato-ne
Wtorek, 17 listopada 2020 · dodano: 17.11.2020 | Komentarze 16
Oj, jak fajnie było się wyspać... Świetna sprawa, gorąco polecam :)
Nawet gdyby mi się chciało jednak wstać wcześniej, nie za bardzo miałbym po co. Bo padało. W co pewnie ciężko uwierzyć jeśli spojrzy się na zdjęcia, które dziś wklejam. W ciągu niedługiego czasu bowiem aura zmieniła się nie do poznania - nagle zrobiło się niemal lato. Wszystko to "zasługa" pewnego gnoja o ksywie "wiatr", który znów wrócił do tego, co lubi najbardziej, czyli zabawę w silnego wmordewinda.
Trasa najlepsza z najlepszych - "kondominium": Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Wiry - Luboń - Poznań.
No czyż to nie prawdziwie letnie kadry? :)


Oczywiście znów nie skorzystałem z uprzejmości kostkowego gów.., eee, śmieszki-abstrakcji na styku Stęszewa i Witobla. Jakoś mi to nie idzie. To znaczy nie jedzie :)

Natomiast jej reszta, asfaltowa, jest tak samo ok, jak bez sensu. No i ta nasza płaska Wielkopolska daje radę... :)
Dzisiaj czaple w ogóle, nie w szczególe, czyli te białe koczujące stadnie w koronach drzew. Pierwszy raz widziałem takie ich ilości.

Tyle fajności. Od jutra wracają dwunastki, a ja do maksymalnie mikrodystansów :/
- DST 51.60km
- Czas 01:59
- VAVG 26.02km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 157m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Padaka
Poniedziałek, 16 listopada 2020 · dodano: 16.11.2020 | Komentarze 11
Wstępnie dzisiejszy dzionek miał być w miarę luźny, po czekało mnie tylko kilka godzin pracy w domu.
Jak zwykle było wręcz odwrotnie. Dość powiedzieć, że do BS-a zasiadam około dwudziestej, a najczęściej staram się temat mieć załatwiony dużo wcześniej.
Rano miałem misję specjalną, czyli kurs z Teściową do przychodni i z powrotem. A po południu... misję specjalną, czyli kurs z Teściową na prześwietlenie, czego w planach nie było. Za to chciałem ruszyć na rower koło jedenastej, ale lało. Czego również w planach wróżek/Sasinów nie było. Nic nowego.
Chcąc nie chcąc zabrałem się do roboty zamiast kręcić. Zła zmiana :)
Na szczęście koło trzynastej padać przestało, więc skorzystałem z okienka. Czarnuch w ruch i jazda. Finalnie udało się wykręcić zachodni klasyk: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Mokro, wietrznie, w sumie średnio i bez czegokolwiek zasługującego na uchwycenie. Tylko słońce malowniczo walczyło o swoje z chmurami.


Poza tym ulubiony widoczek...
...oraz nieśmiały zachodzik na horyzoncie.
A ja padam na ryj :) Może jutro odsapnę choć na chwilę.
- DST 52.70km
- Czas 01:49
- VAVG 29.01km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 181m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Masokracja
Niedziela, 15 listopada 2020 · dodano: 15.11.2020 | Komentarze 25
Spałem dzisiaj do dziesiątej. Musiałem. I choćby mnie wołami z wyra starano się wyciągnąć, bym się nie dał :)
W związku z tym ruszyłem bardzo późno, bo lekko po dwunastej. Miało to jeden plus - świetną pogodę, szczególnie jak na listopad. Gdyby nie data w kalendarzu i wyłysiałe drzewa, spokojnie uważałbym, że mamy jakiś maj. Mimo wszystko cisnąć mi się nie chciało, bo po co?
A teraz największy minus. Tłum. Tłok. Wszędzie. Miliardy niedzielnych rowerzystów, jeszcze więcej samochodów, korki, zapchane leśne parkingi - koszmar. Jakby nagle cała Polska postanowiła ruszyć dupy, dokładnie tam, gdzie ja kręciłem swoimi stałymi szlakami. A gdy dojechałem do Dębiny dziękowałem ustawodawcom, że w Polsce nie jest łatwo o pozwolenie na broń, bo chyba bym nie wytrzymał i z niej skorzystał. Trzy razy musiałem stawać na kładce nad Wartą, bo: mamuśki z dziećmi, niekumaci Ukraińcy i gówniarzeria ze słuchawkami na uszach. Kląłem, na czym świat stoi.
Trasa: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice - Trzykolne Młyny - powrót do Rogalinka - Sasinowo - Wiórek - Czapury - Starołęka - Las Dębiński - dom. TUTAJ Relive.
Skoro Radzewice, to oczywiście port. A tam... ludzie... :( Ptaki pouciekały. jakiekolwiek życie plus dwunożnego zamarło... Masakra. Wielka szkoda, bo mogłyby być jakieś zdjęcia przy dobrej widoczności. Musiałem się obejść kilkoma cyknięciami pod światło, żeby cokolwiek było.



Ręce mi opadły na widok auta wciśniętego na dziki półwysep. Nawet nie chce mi się tego komentować.
Inne kadry ukazujące sytuację na drogach:

Fajnie, prawda? :/
No i reszta fotek z dzisiaj. Mało znana hopka w Łęczycy...
...lekko falujące pola...
...polna dróżka w Radzewicach, jedna z eksplorowanych podczas krótkiego urlopu w tym roku...
...dwa kółka w Trzykolnych Młynach...
...oraz stateczek płynący po Warcie na wysokości Wiórka.
Tyle. Niby fajnie, ale ludzkość mnie dziś przeraziła. Nie lubię tłumów, mas, człowieka w nadmiarze, więc czułem się średnio.






