Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242716.25 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 36.40km
  • Czas 01:18
  • VAVG 28.00km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 112m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Classico - glutem w mordę #11

Wtorek, 24 listopada 2020 · dodano: 24.11.2020 | Komentarze 21

Wszystko dziś było klasyczne. Jak na czasy pandemii, oczywiście. 12 godzin w pracy, poranne wstawanie o abstrakcyjnej porze, obowiązkowa kawka przed startem, a nawet trasa: taka sama jak wczoraj, tylko dla urozmaicenia wykonana odwrotnie.

Czyli tym razem glut wyglądał tak: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań. Czyli o tak.

Nawet atrakcje były podobne: gazeciarze, wpieprzacze z podporządkowanej oraz koleś z poczty, dla którego przejazd rowerowy oznacza, że ma pierwszeństwo. Nie miał, za to otrzymał darmową lekcję przepisów. Zawsze się może przydać.

Wschody też już się stały klasykiem, ale dzisiaj wygrywały raczej chmury. Tutaj te nad Szachtami...
Poranne słońce nad Szachtami, Poznań
...a tu nad WPN-em.
Dzisiaj słońce miały pochmurną konkurencję
Te wschody powoli stają się klasykiem
Z kolei spojrzenie w drugą stronę. Inny świat.
Spojrzenie w drugą stronę, a tu inny świat
Czaiła się na mnie rozpasana puma :)
Odpoczywająca pantera :)
A tu poniekąd w temacie. 
Za tego kota to szacun :)
Za tego kota to szacun :)

A temperatura... Hm... Szału nie było. Ale pod koniec zrobiło się niemal upalnie :)
Upału nie było :)




  • DST 36.60km
  • Czas 01:19
  • VAVG 27.80km/h
  • VMAX 50.30km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 114m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Drogokoszmarkowo - glutem w mordę #10

Poniedziałek, 23 listopada 2020 · dodano: 23.11.2020 | Komentarze 13

Wróciły dwunastki w pracy, wróciła więc i poranna miazga związana ze wstawaniem, i zaledwie gluty rowerowe.

Aha, jeszcze jedno, o czym zapominałem, gdy jeździłem do roboty na późniejsze godziny. Chamstwo, bezczelność i kretynizm części (zbyt dużej) rodaków, którzy gotowi są ryzykować zdrowiem i życiem innych, byle dotrzeć do celu na czas. Dzisiaj było wszystko - gazciarstwo, wpieprzanie się pod koło, brak sygnalizowania manewrów... Eh.

Trasa: Poznań - Plewiska - Komorniki - Rosnowo - Szreniawa - Komorniki - Luboń - Dębiec - centrum. TUTAJ Relive.

Moje ulubione zerknięcie na WPN dawało radę, choć bywały lepsze :)
Drzewiej też tak bywało
Słońca znakiem nie zasłonisz
No i przykład tego, co w drugim akapicie. Nie dość, że ta komornicka śmieszka jest koszmarna (z równoległym zakazem jazdy rowerem), to jeszcze taki troglo, mimo że mnie widział, nie zatrzymał się kawałek wcześniej (a miał gdzie), żeby dać mi przejechać, tylko jak widać: wysiadł i poszedł zamknąć bramę. Moje sugestie, że halo, coś nie tak, zostały olane. No to poszła salwa z uprzejmościami. Może zapamięta.
Kostkowa DDR-ka i trogodyta za kółkiem. Polska w pigułce
Z rzeczy zabawnych: oto nowa okładka prorządowej gadzinówki, czyli tygodnika "Sieci", choć ja wolę nazwę własną: "śmieci":

Dzisiejsza, świeżutka prasa. Aż mnie korci, żeby kupić (aktualnie większość prasy nabywam w e-kiosku), ale jednak się powstrzymam. Choć kusi, kusi, szczególnie ta błyskawica skierowana prosto w pierś oraz kobiecy szpon :)




  • DST 52.40km
  • Czas 01:56
  • VAVG 27.10km/h
  • VMAX 52.80km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 165m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dostać w kość plus końskość

Niedziela, 22 listopada 2020 · dodano: 22.11.2020 | Komentarze 15

O ja. Jak dzisiaj było paskudnie. Fuj.

Wiało koszmarnie - tak, że nawet szosą ledwo powłóczyłem nogami, tymi znajdującymi się na pedałach. I mimo, że temperatura wydawała się teoretycznie ok, to mityczny czynnik chłodzący robił swoje. Dzięki temu średnia do połowy była tragiczna, potem co prawda trochę odrobiłem, ale finalnie wyszła kicha.

Trasa polna, zachodnia: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Nawet nie za bardzo było na czym zatrzymać oko - tak było szaro. Na szczęście po drodze miałem stajnię w Wirach, a tam radosnego, szalejącego i biegającego w kółko, prawie jak Kropa, konika :) Najpierw podziwiałem jego radość z życia na odległość...
Stajnia w Wirach
Wybieganie musi być!
Szlachetność w całej okazałości
...aż w końcu trafił mi się ten honor, że ta szlachetna istota sama z siebie postanowiła podejść do mnie, przedstawiciela żałosnego gatunku ludzkiego. Okazała się pieszczochą :)
Pieszczoch! :)
Płeć nieznana, ale sukienka może być sugestią :)
No i oczywiście bez dokarmiania nie mogło się obyć.
Na dokarmianie zawsze jest czas :)
Trafiły się jeszcze sarenki, ale w tej paskudnej aurze nawet one wyszły jak jakieś szaraki.
Sarenki zastanawiają się, czemu dziś jest tak paskudnie
Czuwanie i drzemanie :)
Obowiązkowa fota z rowerem i koniec na dziś. A od jutra znów dwunastki w robocie :/
Przy drodze Szreniawa - Rosnowo




  • DST 55.10km
  • Czas 01:57
  • VAVG 28.26km/h
  • VMAX 50.30km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 198m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na spotkanie smoków :)

Sobota, 21 listopada 2020 · dodano: 21.11.2020 | Komentarze 12

Rano mgliście i nieprzejrzyście, po południu już słonecznie, ale wietrznie. Na szczęście miałem wolne, więc mogłem odczekać.

Start po jedenastej, niespiesznie, a sama jazda senna. Kierunek południowo-zachodni, czyli w tym przypadku "kondominium": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Ludwikowo - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Plewiska.

O samej jeździe niewiele da się powiedzieć: walka z wietrzną upierdliwością, zaledwie trzema stopniami na plusie oraz oczywiście debilami na drogach. I jedną wskakującą na ulicę babcią-samobójczynią, która usilnie chciała akurat umrzeć pod moimi wąskimi kołami, jakby nie mogła wybrać jakiegoś tira. Nie dałem jej tej przyjemności :)

Zastanawiałem się, czy brać ze sobą aparat. Szarość i burość podczas startu nie zachęcała. Na szczęście wziąłem, dzięki czemu mam tytułowe smoki :) Bo te właśnie istoty najbardziej ze wszystkich ptaków przypominają mi kormorany czarne. Niedawno specjalnie jechałem do Grzybna, żeby je uchwycić, wyszło średnio, bo się pochowały, a tu proszę, kompletnym przypadkiem trafiła się cała kolonia na jednym z drzew.
Kolonia kormoranów na drzewie
Suszenie piórek kormorana czarnego
Trzy smoki :)
Samotny i zamyślony
Młody kormoran w towarzystwie dwóch zgredów :)
Byłem kontent, choć wolałbym, żeby koczowały ciut bliżej. Tak samo jak stado saren, które ledwo widziałem, ale coś tam udało się uchwycić.
Sarny zauważyły mnie w oddali
Konsumpcja oraz czuwanie
Kozioł, sarna oraz koźlę, czyli rodzina w komplecie
Koniec wątku przyrodniczego na dziś :) Jeszcze ten covidowy, bo zajrzałem sobie pod bramę szpitala w Ludwikowie, pięknie położonego na terenie WPN-u. Ale do środka nie wjechałem, z przyczyn oczywistych.
Brama wjazdowa do szpitala w Ludwikowie
Przejazdu brak, szpital w Ludwikowie
Dworek na terenie szpitala, Ludwikowo
No i jeszcze aura. Tu (okolice Dymaczewa) trwała wciąż walka na niebie...
Wewnętrzna walka aury na niebie
...lecz już przed Witoblem pojawiło się lato. Przy plus trzech :)
Łapanie słońca




  • DST 52.50km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.12km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Podjazdy 131m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Letnio-listopadowa łapanka

Piątek, 20 listopada 2020 · dodano: 20.11.2020 | Komentarze 9

Wyspałem się. Jakie to fajne... :)

Na rower ruszyłem po jedenastej, jak się okazało - w momencie idealnym. Bo co prawda mocno wiało, było chłodno, ale niebo, które z rana było solidnie zachmurzone, nagle stało się przejrzyste, a słońce znów wykonywało swoje wariacje.

Wiatr zachodni, skorzystałem więc i wykonałem kurs tam, gdzie mnie dawno nie było. Wyszła więc trasa: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.

Wizualnie - gdyby nie łyse drzewa - jakaś wiosna albo lato. Tylko te cztery stopnie na plusie w samo południe lekko nie pasują :) Jezioro Lusowskie jak zwykle daje radę.
Pomost nad Jeziorem Lusowskim
Na szczęście obyło się bez kąpieli, Lusowo
ParkoVanie nad Jeziorem Lusowskim
Łódeczka, Jezioro Lusowskie
Rozwalony pomost, Lusowo
Oświetlone łódeczki dwie, Lusowo
Co do drzew - "moje" diabelskie wciąż stoi :)
Wciąż dzielnie stojące martwe drzewo
A na sąsiednim siedziało całe stado mazurków.
Drzewo pełne mazurków
Mazurki trzy
Na polu wygrzewały się sarenki. Nawet mnie nie zauważyły - i bardzo dobrze.
Wypoczywające sarny
Zrelaksowany koziołek sarny
A na moim ulubionym asfalcie z Lusówka do Lusowa...
Falujący asfalt na drodze Lusowo - Lusówko
...motocykle były wszędzie, nawet nie potrzeba było mieć przy sobie lusterka :) Za to przydałby się radar, bo sześćdziesiątką zdecydowanie nie jechali.
60 to na pewno nie było, ledwo zdążyłem uchwycić :)
Podsumowując: relaksacyjny powolny wypad, nastawiony na łapanie resztek słońca, za mną. Miła odmiana po dwunastkach w robocie.




  • DST 31.40km
  • Czas 01:07
  • VAVG 28.12km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 112m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Świetliście - glutem w mordę #9

Czwartek, 19 listopada 2020 · dodano: 19.11.2020 | Komentarze 15

Wchodzę w rytm - druga dwunastka boli mniej, choć wciąż bardzo :)

Schemacik a'la robocik: budzik, drzemka, budzik, drzemka, budzik, nienawiść do niego, wstawanie, kawka, pies, wyjazd. Glut, powrót do Poznania i kurs do roboty.

Wiało solidnie z południowego zachodu, więc trasa opatentowana w tym właśnie kierunku: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.

Dzisiaj przynajmniej dostałem nagrodę, czyli rekompensatę za wczorajszą szarość. Bowiem w moim ulubionym miejscu z widokiem na WPN czekał taki oto wschodzik:
Świerlisty widok na Wielkopolski Park Narodowy
Atak słońca na tyle koło :)
Szachty też dały radę.
Szachty we wschodzącym słońcu. Poznań
Jeszcze ciepło (bo siedem stopni uznaję w połowie listopada za wartość do ogarnięcia), niestety to już chyba ostatki. Nadchodzą noce przymrozki, a tego to już nawet ja nie lubię, choć oczywiście lepsze to niż upały :)

Mógłbym jeszcze coś napisać o wczorajszym kolejnym wydaniu kabaretu z Kaczyńskim w roli głównej, ale... jednak szkoda klawiszy. Fajne jest to, że staje się on w końcu żałosny i śmieszny również dla "swoich", którzy powoli zaczynają się ewakuować. Szkoda, że tak późno i po tak wielkiej demolce. No nic, chyba lepiej wrócić do pracy :)




  • DST 36.50km
  • Czas 01:18
  • VAVG 28.08km/h
  • VMAX 51.70km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 100m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Tradycyjnie i kulturalnie - glutem w mordę #8

Środa, 18 listopada 2020 · dodano: 18.11.2020 | Komentarze 9

Powrót do masakry nastąpił. Pobudka o godzinie, gdy za oknem jeszcze ciemno, kurs jedynie w wersji "rytualny glut" oraz dwanaście godzin w robocie, w tym coroczna wizyta "centrali" gratis. Normalnie chce się żyć. Jako każda istota inna niż człowiek :)

Do tego jeszcze w nocy padało, więc było ryzyko, że będę musiał ruszyć Czarnuchem. Jednak twardym trzeba być, nie miękkim, więc po weryfikacji sytuacji hydrologiczno-meteorologicznej (czyli wyjściu z Kropą) stwierdziłem, że schnie i biorę szosę. Dobra to była decyzja.

Trasa: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Plewiska - Poznań. Krótko. Tak jak na Relive.

Generalnie jechało się spoko, choć oczywiście Luboń nie zawiódł i było postane na czerwonym. A jak wiadomo, im krótszy dystans, tym redukcja tego czynnika trudniejsza. 

Aha, bym zginął. Już w Poznaniu, na skrzyżowaniu Hetmańskiej z Dolną Wildą. Pewna paniusia bowiem otrzymała do kurzego móżdżku zbyt wiele danych do przetworzenia. Pokuszę się o krótką analizę tego, co się w nim działo: "O, jadę z lekkiej górki. O, zbliżam się do ronda. O, przede mną przejście dla pieszych. O, jest też przejazd rowerowy. O, praktycznie już jednym kołem jest na nim rowerzysta. O, czyli mam pierwszeństwo i mogę przyspieszyć". Chwilę potem ja - jednak ludź doświadczony - na szczęście już zapobiegliwie hamowałem, patrząc z przerażeniem na bezdenną pustkę oraz wolność od myślenia w oczach istoty, która siedziała za kierownicą.

Generalnie się spieszyłem, więc fotki tylko żeby jakieś były, z nowego miejska w Komornikach, zwanym szumnie Centrum Tradycji i Kultury. Wiem, brzmi przerażająco, jakby miłościwie nam panująca i żrąca się coraz bardziej między sobą władza chciała udupić i uzależnić od siebie nie tylko państwo, ale i samorządy. Ale chyba to tylko pozory, bo miejsce wydaje się oryginalne i ciekawe, przynajmniej z zewnątrz. Ma nawet bibliotekę, czyli - jak wiadomo - miejsce, gdzie koronawirus tylko czyha, żeby zaatakować, bo zgodnie z rozporządzeniem tego typu przybytki są pozamykane.
Centrum Tradycji i Kultury Gminy Komorniki
Biblioteka publiczna, czyli samo zło, bo zamknięta odgórnie, Komorniki
Serdeczne przywitanie, CTiR Komorniki




  • DST 53.25km
  • Czas 01:54
  • VAVG 28.03km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 180m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po-lato-ne

Wtorek, 17 listopada 2020 · dodano: 17.11.2020 | Komentarze 16

Oj, jak fajnie było się wyspać... Świetna sprawa, gorąco polecam :)

Nawet gdyby mi się chciało jednak wstać wcześniej, nie za bardzo miałbym po co. Bo padało. W co pewnie ciężko uwierzyć jeśli spojrzy się na zdjęcia, które dziś wklejam. W ciągu niedługiego czasu bowiem aura zmieniła się nie do poznania - nagle zrobiło się niemal lato. Wszystko to "zasługa" pewnego gnoja o ksywie "wiatr", który znów wrócił do tego, co lubi najbardziej, czyli zabawę w silnego wmordewinda.

Trasa najlepsza z najlepszych - "kondominium": Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Wiry - Luboń - Poznań.

No czyż to nie prawdziwie letnie kadry? :)
Wiosną bym się takiego kadru nie nachwalił :)
Nepomucen pilnujący Jeziora Dymaczewskiego
Walka barw na niebie
Oczywiście znów nie skorzystałem z uprzejmości kostkowego gów.., eee, śmieszki-abstrakcji na styku Stęszewa i Witobla. Jakoś mi to nie idzie. To znaczy nie jedzie :)
Jak zwykle nie skorzystałem :), Witobel
Taaa, budowa tego czegoś miała sens :/, Witobel
Natomiast jej reszta, asfaltowa, jest tak samo ok, jak bez sensu. No i ta nasza płaska Wielkopolska daje radę... :)
Można było nie psuć mojej ulubione trasy DDR-ką, ale nie jest źle, okolice wielkopolskiej Łodzi
Dzisiaj czaple w ogóle, nie w szczególe, czyli te białe koczujące stadnie w koronach drzew. Pierwszy raz widziałem takie ich ilości.
Stado czapli w koronach drzew
Odlotot czapli
Tyle fajności. Od jutra wracają dwunastki, a ja do maksymalnie mikrodystansów :/




  • DST 51.60km
  • Czas 01:59
  • VAVG 26.02km/h
  • VMAX 51.30km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 157m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Padaka

Poniedziałek, 16 listopada 2020 · dodano: 16.11.2020 | Komentarze 11

Wstępnie dzisiejszy dzionek miał być w miarę luźny, po czekało mnie tylko kilka godzin pracy w domu.

Jak zwykle było wręcz odwrotnie. Dość powiedzieć, że do BS-a zasiadam około dwudziestej, a najczęściej staram się temat mieć załatwiony dużo wcześniej.

Rano miałem misję specjalną, czyli kurs z Teściową do przychodni i z powrotem. A po południu... misję specjalną, czyli kurs z Teściową na prześwietlenie, czego w planach nie było. Za to chciałem ruszyć na rower koło jedenastej, ale lało. Czego również w planach wróżek/Sasinów nie było. Nic nowego.

Chcąc nie chcąc zabrałem się do roboty zamiast kręcić. Zła zmiana :)

Na szczęście koło trzynastej padać przestało, więc skorzystałem z okienka. Czarnuch w ruch i jazda. Finalnie udało się wykręcić zachodni klasyk: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Mokro, wietrznie, w sumie średnio i bez czegokolwiek zasługującego na uchwycenie. Tylko słońce malowniczo walczyło o swoje z chmurami.
Droga Konarzewo - Trzcielin wyjątkowo dziś klimatyczna
Drzewo jaśnie oświecone
Próba walki słońca z chmurami
Poza tym ulubiony widoczek...
Jak zwykle nie mogłem sobie odmówić widoku na WPN
...oraz nieśmiały zachodzik na horyzoncie.
Zachód na horyzoncie
A ja padam na ryj :) Może jutro odsapnę choć na chwilę.




  • DST 52.70km
  • Czas 01:49
  • VAVG 29.01km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 181m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Masokracja

Niedziela, 15 listopada 2020 · dodano: 15.11.2020 | Komentarze 25

Spałem dzisiaj do dziesiątej. Musiałem. I choćby mnie wołami z wyra starano się wyciągnąć, bym się nie dał :)

W związku z tym ruszyłem bardzo późno, bo lekko po dwunastej. Miało to jeden plus - świetną pogodę, szczególnie jak na listopad. Gdyby nie data w kalendarzu i wyłysiałe drzewa, spokojnie uważałbym, że mamy jakiś maj. Mimo wszystko cisnąć mi się nie chciało, bo po co?

A teraz największy minus. Tłum. Tłok. Wszędzie. Miliardy niedzielnych rowerzystów, jeszcze więcej samochodów, korki, zapchane leśne parkingi - koszmar. Jakby nagle cała Polska postanowiła ruszyć dupy, dokładnie tam, gdzie ja kręciłem swoimi stałymi szlakami. A gdy dojechałem do Dębiny dziękowałem ustawodawcom, że w Polsce nie jest łatwo o pozwolenie na broń, bo chyba bym nie wytrzymał i z niej skorzystał. Trzy razy musiałem stawać na kładce nad Wartą, bo: mamuśki z dziećmi, niekumaci Ukraińcy i gówniarzeria ze słuchawkami na uszach. Kląłem, na czym świat stoi.

Trasa: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice - Trzykolne Młyny - powrót do Rogalinka - Sasinowo - Wiórek - Czapury - Starołęka - Las Dębiński - dom. TUTAJ Relive.

Skoro Radzewice, to oczywiście port. A tam... ludzie... :( Ptaki pouciekały. jakiekolwiek życie plus dwunożnego zamarło... Masakra. Wielka szkoda, bo mogłyby być jakieś zdjęcia przy dobrej widoczności. Musiałem się obejść kilkoma cyknięciami pod światło, żeby cokolwiek było.
Świetlista świetlistość, Radzewice
Ulubioy rzeczny port w Radzewicach
Listopadowe babie lato :)
Tonąca (w słońcu) łódka, Radzewice
Ręce mi opadły na widok auta wciśniętego na dziki półwysep. Nawet nie chce mi się tego komentować.
Nawet na półwysep się puszką wcisnęli :/, Radzewice
Inne kadry ukazujące sytuację na drogach:


Fajnie, prawda? :/

No i reszta fotek z dzisiaj. Mało znana hopka w Łęczycy...
Górka w Łęczycy
...lekko falujące pola...
Falujące pola
...polna dróżka w Radzewicach, jedna z eksplorowanych podczas krótkiego urlopu w tym roku...
Polna dróżka, Radzewice
...dwa kółka w Trzykolnych Młynach...
Trzykolne Młyny i dwukolna szosa
...oraz stateczek płynący po Warcie na wysokości Wiórka.
Warta ze stateczkiem
Tyle. Niby fajnie, ale ludzkość mnie dziś przeraziła. Nie lubię tłumów, mas, człowieka w nadmiarze, więc czułem się średnio.