Info

Suma podjazdów to 722394 metrów.
Więcej o mnie.












Moje rowery
Wykres roczny

Archiwum bloga
- 2025, Kwiecień4 - 10
- 2025, Marzec31 - 197
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 208
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 475
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
Listopad, 2018
Dystans całkowity: | 1577.55 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
Czas w ruchu: | 55:00 |
Średnia prędkość: | 28.68 km/h |
Maksymalna prędkość: | 56.40 km/h |
Suma podjazdów: | 6315 m |
Liczba aktywności: | 30 |
Średnio na aktywność: | 52.58 km i 1h 50m |
Więcej statystyk |
- DST 52.40km
- Czas 01:53
- VAVG 27.82km/h
- VMAX 52.60km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 268m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
WieTRZna zmarzlina
Wtorek, 20 listopada 2018 · dodano: 20.11.2018 | Komentarze 15
Znów najpierw
poszukam plusów, jak nie ja :) Po pierwsze – w nocy nie padało,
dzięki czemu przy temperaturze bliskiej zera wcześnie rano nie
trzeba się było obawiać o szklankę na drogach. Po drugie – w
dzień również nie padało, dzięki czemu można było pojeździć.
To by było na tyle,
a reszta stałaby się milczeniem, gdybym nie prowadził bloga :) Mus to
mus, więc nie obejdzie się bez kilku słodkich słów na temat
wiatru, który wiał dziś tak średnio około 25-30 km/h, do tego
zmiennie, co w połączeniu z tym, co na termometrze, dawało, hmmm,
nie za wysoki komfort jazdy. I w sumie tytuł zawiera wszystko, co
chciałbym przekazać :) Finalny wynik, mimo że tragiczny, i tak
kosztował mnie sporo męczarni, więc najprzyjemniejszym momentem
tego wypadu był… jego koniec.
Trasa to klasyczne w
tę i z powrotem: Poznań – Luboń – Łęczyca – Puszczykowo –
Mosina – Rogalinek – Rogalin – Świątniki i nawrotka zaraz za
nimi, przy budzie z grochówą. Tutaj Relive.
Miło chociaż, że
drogowcy informują na bieżąco, jakie są warunki :)
W Puszczykowie taka
oto sytuacja – jak widać suche drogi to jedno, a rozważna jazda
po nich – zupełnie coś innego.
Tu kolejny rower do
osobistej kolekcji… Choć raczej akurat na tym bym sobie nie
pojeździł, przez te koszyczki… :)
Natomiast tu
człowiek (z jakimś tam stopniem niepełnosprawności), który –
zima nie zima – kursuje na tym swoim trójkołowcu między Luboniem
a Poznaniem regularnie. Często go pozdrawiam, on – jeśli zdąży
zareagować – mnie również. Brawa dla tego pana – to się
nazywa pasja. Nie trzeba być pro, jeździć na sprzęcie za gruby
hajs, ani wylewać siódme poty w rywalizacji o najwyższe miejsce w
maratonach, żeby codziennie coś wygrywać.
- DST 32.20km
- Czas 01:15
- VAVG 25.76km/h
- VMAX 41.50km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 106m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut starołęcko-mokry
Poniedziałek, 19 listopada 2018 · dodano: 19.11.2018 | Komentarze 12
Tym razem w nocy obyło się bez jakichś schizolskich snów, w zamian za to poranek przywitał mnie deszczem. Jeśli mam wybierać, to jednak na przyszłość wolałbym senne mary, ale dobre warunki do jazdy rowerem. Umowa stoi? Hmm, chyba jednak nie :)
Odczekałem do dziewiątej z groszami, już prawie właziłem na chomika, ale przedtem wykonałem ostatni rzut okiem za okno - a tam najpierw ulewa, a zaraz po niej na horyzoncie nieśmiało wyglądające słońce. Postanowiłem, że ryzyk-fizyk, najwyżej się utopię, ale będzie to śmierć honorowa. Wywlekłem crossa i ruszyłem, a że czasu przed pracą już miałem mało, w planach był jedynie glut.
Wiało jak cholera, przez co nawet się cieszyłem, że dłuższa trasa jest wykluczona. Tym samym zrobiłem wschodnio-południową pętelkę, z Dębca przez Hetmańską, Starołęcką, Krzesiny, Jaryszki, Koninko, Szczytniki, Głuszynę, Starołęcką i Lasek Dębiński do domu.
O jeździe wolałbym się nie rozpisywać - zmokłem, usyfiłem się za wszystkie czasy, przewiało mnie... No ale nikt nie mówił, że będzie łatwo, tym bardziej zimą, To na przykład klasyczny widok ze Starołęckiej, w sytuacji, gdy:
- pada deszcz;
- pada śnieg;
- nie pada deszcz;
- nie pada śnieg;
- jest słonecznie;
- jest pochmurno;
- jest zimno;
- jest ciepło;
- jest umiarkowana temperatura;
- szlaban jest zamknięty;
- szlaban jest otwarty;
- jest jesień;
- jest zima;
- jest wiosna;
- jest lato.
I tak dalej. Ciężko tu zostać zaskoczonym :)
W nocy mają być przymrozki - jeśli utrzymają się do rana, niestety z kręcenia nici - jednak trochę jeszcze cenię sobie to moje życie :)
- DST 53.30km
- Czas 01:48
- VAVG 29.61km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 124m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Uchodźczo i atmosferycznie
Niedziela, 18 listopada 2018 · dodano: 18.11.2018 | Komentarze 11
W nocy śniło mi się, że jestem... uchodźcą. Tyle że białym, a uszedłem gdzieś na Bliski Wschód. W sumie sen teoretycznie realny, problem w tym, że cokolwiek chciałem zjeść, okazywało się, iż jest to gotowane na jakichś końskich łbach, a alternatywy nie mam, bo skoro trafiłem do nich, to muszę respektować normy kulturowe :) Gdybym się nie obudził, to pewnie bym się dowiedział, co bym w tych marach zrobił, ale (nie)stety - pozostają domysły.
Chętnie bym rano drzemał dłużej, ale w tyle głowy miałem świadomość, że koło południa zacznie padać deszcz, a już tyle razy przerabiałem łyżwiarstwo figurowe na zamarzniętych drogach, że wolałem sobie darować kolejną dawkę stresu. Chcąc więc pojeździć, musiałem ruszyć maksymalnie po dziewiątej, co łatwe nie było, jednak jakoś doszło do skutku.
Upału zdecydowanie nie było :) Znów minus dwa na starcie, dwie godziny później coś koło zera. Dzisiaj jednak ubrałem się bardziej komfortowo i nie cierpiałem za bardzo, w czym zapewne jednak główną zasługę miał niezbyt silny wiatr z zachodu i północnego zachodu. Nie miałem zamiaru cisnąć, więc spokojnym tempem ruszyłem trasą z Poznania przez Plewiska, Skórzewo, Wysogotowo, Dąbrowę, Zakrzewo, Sierosław, Więckowice, Fiałkowo, Do/u/piewo, gdzie jak zwykle zatrzymał mnie zamykający się przed pyskiem szlaban. Po otwarciu i ruszeniu usłyszałem nagle dziwny narastający szum za sobą, który jednak jakoś nie spieszył się z wyprzedzeniem czy ujawnieniem Jak się okazało, jeszcze przez jakieś dwa kilometry prowadziłem peleton kolarzy. Później jednak w końcu zostałem przezeń pochłonięty i razem pokręciliśmy sobie przez Palędzie i Gołuski do granic Plewisk, gdzie się pożegnałem z sympatycznymi kolegami. Dostałem przy okazji zaproszenie na coniedzielne ustawki przy stacji CEL za Skórzewem o dziewiątej rano, pod kryptonimem 8 Atmosfer, z której niewykluczone, że kiedyś skorzystam, choć godzina jak na ten dzień tygodnia jest rzeźnicza :)
Wracałem bardzo ostrożnie, już w towarzystwie słabego deszczu, który mocniejszy zrobił się na szczęście dopiero po wylądowaniu.
Zdjęć za wiele nie chciało mi się robić, bo paluchy marzły, stąd tylko jedna perspektywa, o której kiedyś już pisałem - zawierająca pewien bufor ochronny dla drzew pod auspicjami miasta Poznań, więc od znaku początku i końca jego granic jest może pięćset metrów. I tak Plewiska, jak i Skórzewo, mogą tu naskoczyć :)
Co będzie jutro, zależy od nocnych i porannych opadów oraz temperatury, Na razie jednak wygląda to średnio, więc zapewne czeka mnie pauza.
Tutaj Relive.
- DST 51.85km
- Czas 01:51
- VAVG 28.03km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 288m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
O/b/djazd
Sobota, 17 listopada 2018 · dodano: 17.11.2018 | Komentarze 10
Zaczęło się.
Można się było do czasu łudzić, że może jakimś cudem zima nie
przyjdzie... Jednak w końcu nadszedł ten dzień, gdy należało odnaleźć zakopane gdzieś głęboko gadżety, czyli kominiarkę oraz grubsze
rękawiczki rowerowe, a i jedna ocieplana bluza okazała się zaledwie połową tego, co potrzeba do zapewnienia jako takiego komfortu
podczas kręcenia.
To właśnie dziś.
Hurra :/ Wyjechałem sobie radośnie przy minus dwóch między ósmą
a dziewiątą rano, a wracałem przy upalnym zerze. Takim na plusie
:) Generalnie dość szybko, bo trzydziestym kilometrze, poczułem,
że jest mi w miarę komfortowo i odważyłem się odsłonić
policzki, za to zimno przechodziło mi do nóg, więc wyszedł remis.
W związku z tym motywacja do jazdy nie osiągała najwyższych
możliwych wskaźników, co widać po wyniku, ale i tak za pewien
osobisty sukces uznaję, że nie skróciłem dystansu do gluta. Choć
zakusy były.
Wykonałem wschodnią
wariację trasy, w wersji: Dębiec – Hetmańska – Starołęcka –
Krzesiny – Jaryszki – Koninko – Sypniewo – Głuszyna –
Babki – Daszewice – Kamionki – Szczytniki – Koninko –
Żerniki – Jaryszki – Krzesiny – Starołęka – Lasek Dębiński
– dom. Tak jak na Relive (które aktualnie ma jakąś awarię, ale będzie później).
Przejeżdżając
przez Koninko, wymyśliłem sobie, że pojadę skrótem przez
kasztanową aleję, bo dawno mnie tam nie było. I nawet bym to
zrobił, gdyby nie "drobna” niedogodność, o której drogowcy
jak zwykle zapomnieli wspomnieć wcześniej. A że opisana była dość oryginalnie, to nie mogłem się powstrzymać i... :)
W sumie ciekawe,
jaka była historia tej tabliczki. Czy ktoś źle obliczył pożądaną
ilość i improwizował z lenistwa? Czy może zabrakło odpowiedniej?
A może tak po prostu miało być? Zagadka nad zagadkami. Natomiast
skoro już byłem, gdzie byłem, to podjechałem zobaczyć stan
remontu tej drogi – jak widać jeszcze trochę potrwa, ale dobrze,
że się zaczął, bo jazda po tym odcinku groziła szybką wizytą u
stomatologa. Byle tylko zachowano piękny zielony klimat tego
miejsca.
Miałem nieodparte wrażenie, że ludzie patrzyli na mnie jak na wariata, gdy tak sobie pełzałem w
mrozie. Zupełnie nie wiem czemu :) Fakt, że rowerowe szlaki zrobiły
się jakieś taki pustawe…
- DST 51.45km
- Czas 01:49
- VAVG 28.32km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 201m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ratunku, policja!
Piątek, 16 listopada 2018 · dodano: 16.11.2018 | Komentarze 14
7:15 rano, Żona zbiera się do pracy, ja próbuję jeszcze chwilę dospać. Pukanie do drzwi. Za nimi człowiek w cywilu, ale pokazujący odznakę.
- Dzień dobry, policja.
Uuuu, pierwsze skojarzenie - jednak władza czyta Bikestatsa :) Tym bardziej, że godzina idealnie odpowiadająca "standardom". Szybka analiza - o który wpis mogło chodzić... Ale jednak nie, jak się okazało, trwały poszukiwania jakiejś dziewczyny, w czym nie za wiele mogliśmy pomóc. A ja póki co nie zostanę pierwszym męczennikiem BS :)
Obudzony już byłem, więc szybka kawka i na rower. Wbrew zapowiedziom dziś jeszcze tak źle pogodowo nie było, choć jazda przy trzech stopniach nie jest moją wymarzoną. A jeśli doda się chłodzący czynnik wiatru, to w ogóle jakiekolwiek marzenia odpadają, prócz jednego - wrócić do domu :) Tempo w związku z tym wybitnie spacerowe.
Wykonałem jedną z klasycznych wschodnich pętelek, której ostatnimi czasy nie miałem okazji przejeżdżać, z powodu zamkniętej drogi w Robakowie. Z Dębca ruszyłem przez Hetmańską, odcierpiałem swoje na Starołęckiej (widać to na Relive), następnie Głuszyna, Koninko, Gądki, testowanie nowej śmieszki w Robakowie (i znów bluzg podczas przejazdu obok rzeźni Sokołowa), Dachowa, Szczodrzykowo, Śródka, Krzyżowniki, Tulce, Żerniki, Jaryszki, Krzesiny, Starołęka, Lasek Dębiński i do domu.
Poranny przymrozek ma się pojawić podobno jutro, więc od niego nie ucieknę, bo w samo południe znów do pracy. A na kolejny tydzień zapowiadają już stałe minusy i śnieg. Coś czuję, że jeszcze widok tak suchej drogi będę wspominał z rozrzewnieniem...
- DST 52.40km
- Czas 01:48
- VAVG 29.11km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 9.0°C
- Podjazdy 223m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ostatki plus Szachty kontrolnie
Czwartek, 15 listopada 2018 · dodano: 15.11.2018 | Komentarze 21
Wygląda na to, że miałem (jako taką, ale jednak) przyjemność jazdy o chyba ostatnim w najbliższym czasie poranku z temperaturą przyjazną rowerzyście. Od jutra podobno czekają nas przymrozki, minusy i inne paskudztwa, a co za tym idzie - śliskie drogi. Średnio mi się to widzi, ale co ja mogę?
W każdym razie dzisiaj nie było jeszcze źle, choć do ideału daleko. Spokojnym tempem wykonałem "muminka" w wersji z Dębca przez Hetmańską, Starołękę, Krzesiny, Jaryszki, Koninko, Głuszynę, Babki, Wiórek, Rogalinek, Puszczykowo, Łęczycę, Wiry i Luboń do domu. Wyjątkowo łaskawi okazali się kierowcy, gdyż żaden nie chciał mnie dziś skasować, rozjechać, ani nawet potrącić. Święto jakieś :)
Wczoraj natomiast pojawiłem się na chwilę na pobliskich Szachtach, gdzie swoim wybitnie amatorskim okiem oceniłem, że budowa wieży widokowej idzie w ekspresowym tempie i o dziwo uda się chyba ją dokończyć w zakładanym terminie, czyli do końca miesiąca. Cieszy mnie to nie tylko z powodu spodziewanych godnych doznań wizualnych, ale też dlatego, iż czuję się jednym z 3487 sponsorów tej inicjatywy, gdyż głosowałem na nią w tamtym roku w Poznańskim Budżecie Obywatelskim :)
Byle mi tylko tych Szacht, które pamiętam jeszcze jako dziki teren, nie zadeptano... Na szczęście to zadupie, więc jest szansa, że uniknie losu Rusałki, już nie mówiąc o Malcie.
- DST 53.30km
- Czas 01:55
- VAVG 27.81km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 9.0°C
- Podjazdy 179m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Śmieszkoweryfikacja
Środa, 14 listopada 2018 · dodano: 14.11.2018 | Komentarze 2
Ależ dziś było
paskudnie! Co prawda jeszcze nie nadeszło zapowiadane spore
ochłodzenie, ale wzmógł się zdecydowanie wiatr, który powodował,
że to prawie dziesięć na plusie odczuwalne było niczym
temperatura bliska zera. Do tego wmordewind wrócił na swoje z góry
upatrzone pozycje – nawet gdy flagi pokazywały, iż teoretycznie
pomaga, to przy ziemi było wręcz odwrotnie. Finalnie wyszło, jak
wyszło, czyli pisząc bez ogródek – do dupy.
Wybrałem kierunek
zachód, a konkretnie dopracowywaną wciąż pętelkę w postaci:
Poznań – Plewiska – serwisówki – Dąbrówka – Palędzie –
Dopiewiec – Do/u/piewo – Podłoziny – nawrotka do D. -
Konarzewo – Chomęcice (tam zakwitł kolejny remont i wahadło) –
Plewiska – Poznań.
Cel akurat takiej
wersji wyjazdu był jeden główny – zweryfikować jak wygląda
stan śmieszek we wspomnianym Dopiewie. I jeśli na obwodnicy
niestety będzie tak, jak się obawiałem, czyli kosteczka zaczyna
powoli być oznaczana, tak na odcinku prowadzącym do Podłozin
czekała mnie miła niespodzianka. Bowiem pod koniec tego czegoś, co
straszy od dawna i na co się wjeżdża tylko po to, żeby zrobić
zdjęcie na bloga…
...widać, że to,
co miało być śmieszką, na szczęście będzie chodnikiem.
Ufff… A specjalnie pytałem robotników ze dwa miesiące temu, co
właściwie robią. Zdania były podzielone, z przewagą śmieszki.
Jak widać czasem nieważne, co się robi, ważne, że się robi :)
Na przejeździe w
Podłozinach napotkałem takie oto wyznanie miłości (to
serduszko…):
A na drugim boczku
istną walkę idei :) Na tę chwilę wygrywają ci od ”OK racism. Każdy taki
sam, wszyscy nierówni” :)
A przy okazji
- znaleziony niedawno mem, który nieźle mnie rozbawił :)
Aha, na drodze
rowerowej wzdłuż Świerczewa wybory już się dawno skończyły. A
szkoda :/
TUTAJ Relive.
- DST 52.70km
- Czas 01:49
- VAVG 29.01km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 9.0°C
- Podjazdy 221m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Plus i minus
Wtorek, 13 listopada 2018 · dodano: 13.11.2018 | Komentarze 16
Plus - pogodynki się pomyliły. A żeby być precyzyjnym: reagowały na bieżąco. Około siódmej trzydzieści rano pokazywały jeszcze, że za pół godziny będzie lać, na co od wczoraj byłem psychicznie jako tako przygotowany, ale gdy po spacerze z psem zrobiłem szybkie F5, okazało się, że w sumie chodzi o okolice południa. Tak mi się też wydawało po zerknięciu na niebo, ale co ja tam mogę wiedzieć, przecież wystarczy zaufać profesjonalistom... Taaaa :) Jednak nie obraziłem się, że mogłem pokręcić, co to, to nie. A padać zaczęło chwilę po tym, jak wylądowałem w domu.
Minus - wszystko poza tym :) Tak jak wczoraj było pogodowo genialnie, tak dziś do dupy. Wiatr mi się klasycznie zmienił po drodze ze wschodniego na zachodni, oczywiście wtedy, gdy chciałbym, żeby było dokładnie odwrotnie. Było zimno. Szaro. Brzydko. Fuj. Może za wyjątkiem wariacji chmur ze słońcem na horyzoncie.
Wykręciłem "muminka": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Wiórek - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Lasek Dębiński - dom. Przed Wiórkiem ze smutkiem zauważyłem, że jakoś mi... jasno. No tak... kolejne połacie lasu poległy :/
Aha, jeszcze jakiś wyjątkowy cymbał w tirze na bydgoskich blachach postanowił mnie wyprzedzić tak, że farbą od napisów na przyczepie mogłem się podrapać po policzku. Nawet gnoja nie zdążyłem solidnie potraktować (nie)werbalnie, bo zanim udało mi się ochłonąć, leciał już dalej próbować mordować niewinnych. Jednak to nie zmienia mojej ogólnej sympatii i dogadywania się z tirowcami - czarna owca to na szczęście nie ogół.
- DST 53.20km
- Czas 01:41
- VAVG 31.60km/h
- VMAX 56.40km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 257m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ciut szybsze wolne
Poniedziałek, 12 listopada 2018 · dodano: 12.11.2018 | Komentarze 15
Formalnie dziwny to
był dzień. Niby zwykły roboczy poniedziałek, lecz - jak się finalnie
okazało - jednak wolny, tyle że ustanowiony na zasadzie ”wódz
chcieć, partia robić”, jak zwykle bez użycia dość praktycznego organu zwanego mózgiem, przez co o tym, że nie muszę iść do
roboty dowiedziałem się dopiero na cztery dni przed. Kupa czasu na
planowanie, z przewagą kupy :)
Jednak darowanemu
koniowi… Za wolne należy podziękować, bo czym jak czym, ale
leniuchowaniem nie pogardzę :) Wyspałem się, zjadłem porządne
rodzinne śniadanie i ruszyłem po jedenastej, czyli tak, jak się
ruszać powinno, a nie jak zwykle, do czego bywam zmuszany przez
pracę: głodny i śpiący.
Zacząłem od
przejazdu z Dębca przez pustą Hetmańską, ale na Starołęce już
tak różowo nie było, bo ta ulica jest tak inteligentnie
skonstruowana, że wystarczy już jeden samochód, żeby zrobił się
korek :) Jednak dzięki olaniu śmieszki jakoś bez ubytków na
psychice dotarłem do Czapur, następnie przez Wiórek dopchałem się
do Rogalinka, gdzie przyuważyłem pędzącego kilkaset metrów
przede mną kolarza. Cisnął całkiem konkretnie, więc dogonienie
go łatwe nie było, ale jako że nie ma dla mnie lepszego
motywatora, to udało się to w Rogalinie i razem dotarliśmy do
moich ulubionych Radzewic – kolega poleciał dalej do Zaniemyśla,
ja jak zwykle skręciłem odetchnąć pełną piersią w
nadwarciańskim rzecznym porcie. Jak widać na zdjęciach, wojaki
wczoraj widocznie celebrowały niepodległość :)
Chwilę sobie
posiedziałem i zawróciłem częściowo swoimi śladami do
Rogalinka, wyprzedzając jeszcze po drodze trójkę szoszonów w
wersji ”unisex”, następnie skorygowałem końcówkę trasy,
zaliczając jeszcze Mosinę, Puszczykowo, Łęczycę i Dębiec.
Rowerzystów było niczym w ”sezonie”, czyli jak mrówków, ale w
listopadzie przynajmniej wszyscy kumają o co chodzi z pozdrawianiem
i uśmiechaniem się do siebie. Brawo.
A najważniejsze
zostawiłem na koniec – wiatr chyba w końcu stwierdził, że warto
dać mi choć jeden dzień oddechu od swojego paskudnego charakteru i
nie tylko nie był silny, ale przede wszystkim zachowywał się
sprawiedliwie, wiejąc tak, jak powinien – pół na pół. Co
skrzętnie wykorzystałem. Oj, nóżka podawała, czy co tam się
pisze jak się jest pro. Nie jestem, więc jedynie przyznam, że było
godnie jak na jazdę solo, a gdyby nie miejskie fragmenty, mogło być jeszcze godniej
:)
Jutro podobno od
rana ma lać :( Zapowiada się przerwa.
Relive TUTAJ.
- DST 58.30km
- Czas 01:58
- VAVG 29.64km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 257m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Rogal(ink)owo
Niedziela, 11 listopada 2018 · dodano: 11.11.2018 | Komentarze 21
Jakoś tak mam, że nie lubię tłumów, do jakiegokolwiek świętowania mam stosunek wybitnie przerywany, a z wiekiem nawet zanikający. Jednak zrobiłbym wyjątek dla dwóch - tłustego czwartku i dzisiejszego, jeśli kluczowym jego elementem byłoby masowe żarcie rogali świętomarcińskich, dofinansowane przez państwo :) Rano bowiem pochłonąłem prawie dwa takowe, co nastroiło mnie wybitnie pozytywnie do jazdy.
Niestety, zaraz po ruszeniu dostałem lekko w pysk, bo w Luboniu zakwitł jakiś bieg, przez który miałem okazję pozwiedzać sobie boczne uliczki tej uroczej miejscowości. Normalnie wymarzony początek :) Potem zakwitłem przed zamykającym mi się na przejeździe szlabanie, a gdy czekanie się przedłużało, olałem temat i ruszyłem kolejnym objazdem. Tym samym już na piątym kilometrze byłem zmęczony psychicznie niczym po setce pod wiatr. A skoro jesteśmy przy nim - początkowo wydawał się słabiutki, ale potem trochę przyspieszył, do tego nie mógł się zdecydować czy jest ze wschodu, czy z południa. Wiedział tylko jedno - jak mi uprzykrzyć życie, co niestety udało mu się wybitnie, a to z kolei przełożyło się na średnią.
Wykonałem "muminka" w wersji: Poznań - Luboń (dwa razy dłużej niż zazwyczaj) - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Wiórek - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Starołęcka - Hetmańska - dom. Przygód nie było, prócz może popisów narodowej husarii na czterech kołach, która - zapewne z emocji - usilnie chciała zrobić ze mnie placuszek.
Lubię tę windowsową hopkę :)
A koleżanki dziś niestety były za daleko do podjęcia jakichś konstruktywnych dyskusji :)
Specjalnie się zmobilizowałem, żeby nie dodawać wpisu po wspólnym marszu pod rączkę władz państwowych z ONR-em, tylko jeszcze przed nim. Mógłbym popłynąć :) Ale niech się bawią - na zdrowie, ja idę z Kropą wykonać swój, mniej formalny i mniej tłumny, ale przynajmniej pozwalający załatwić kilka naprawdę istotnych spraw :)