Info
Suma podjazdów to 814121 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Listopad4 - 0
- 2026, Październik31 - 16
- 2026, Wrzesień30 - 11
- 2026, Sierpień31 - 24
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 56.40km
- Czas 01:49
- VAVG 31.05km/h
- VMAX 45.80km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 207m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Rondo-vous :)
Środa, 27 sierpnia 2014 · dodano: 27.08.2014 | Komentarze 3
Nie ma to jak znów wrócić na szosę. To jednak uzależnia, wczorajsza jazda czołgiem była fajną odmianą, ale jednak lekkość (a w sumie jak na szosę to ciężkość - 10,5 kg) Vento robi swoje. Dziś nie padało, trochę wiało, ale zrobiło się przyjemniej jeśli chodzi o temperaturę i ogólnie klimacik :)
Wiatr północno-zachodni, czekała mnie więc przeprawa przez miasto, która o dziwo poszła dość sprawnie i już chciałem chwalić ten niespotykany fakt, gdy... na Golęcinie: prawie 10 minut czekania na zamkniętym przejeździe kolejowym. Przed Kiekrzem: 5 minut. Już przed domem na Dębcu - kolejne 5. No szlag człowieka trafia. 20 minut w plecy.
Ale sama jazda fajna, podjechałem do Rokietnicy, skręciłem w Mrowinie na Poznań, w międzyczasie trafiając za Napachaniem na... rondo ze światłami. Fantastyczny wynalazek, tak samo jak irracjonalny :) Wytłumaczeniem jest tylko fakt, że trwa tam remont, ale i tak sołtys Wąchocka pewnie gnije teraz z zazdrości, że to nie on wpadł na ten pomysł.
- DST 52.33km
- Czas 01:49
- VAVG 28.81km/h
- VMAX 44.20km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 100m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Cross - reaktywacja
Wtorek, 26 sierpnia 2014 · dodano: 26.08.2014 | Komentarze 5
W sumie to po spojrzeniu rano za okno byłem pewny, że z roweru dziś nic nie wyjdzie. Deszcz, chmury i w ogóle średnio przyjemnie. Ale około 9-tej padać przestało, chodniki pod oknem zaczęły wysychać, do pracy na 13-tą... Wpadłem więc na pomysł jednodniowej reaktywacji crossa - dawno nie używanego na dystansie powyżej 10 kilometrów, czyli generalnie zaniedbanego i smętnie na mnie spoglądającego przy każdym zaprzęgnięciu szosy.
Cross wrócił niedawno z delikatnego serwisu, ma wyregulowanego przerzutki, nowe linki i pancerze, jednym słowem: znów da się nim jeździć, choć boję się, że kaseta już długo nie pociągnie. Jednak dziś sprawił się na medal, choć zapakowanie się na ten czołg po tylu dniach na szosie było wyzwaniem. Na pierwszym kilometrze zacząłem nucić melodię z "czterech pancernych", a na piątym rozpocząłem poszukiwania wolnego miejsca na zamontowanie zgrabnego działka, na przykład do wybijania pieszych i niesubordynowanych rowerzystów :)
Siedząc wygodnie jak na kanapie ruszyłem na Mosinę, skręciłem do Rogalina i dojechałem do Mieczewa, gdzie zawróciłem tą samą trasą. Wiatr na ciężkim sprzęcie o dziwo bardziej męczy, a może to po prostu kwestia samego, niemało ważącego roweru? Miałem chrapkę na średnią w okolicach 29 km/h, bo wiele więcej crossem nie wyciągnę, udało się połowicznie, bo korki w Luboniu mnie spowolniły na końcu i skończyło się lekko pod kreską. Nieważne, w sumie fajnie mi się dziś jechało, jednak zmiana roweru co jakiś czas (byle nie na zombie-górala, którym ostatnio kręciłem po Karkonoszach) pozwala walczyć z rutyną. Polecam każdemu.
- DST 52.20km
- Czas 01:41
- VAVG 31.01km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 178m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Do roboty... grrr
Poniedziałek, 25 sierpnia 2014 · dodano: 25.08.2014 | Komentarze 4
Urlop odszedł do krainy wiecznych łowów, dziś za mną trening ustawiony godzinowo na zdążenie do pracy. W związku z tym nastawienie też hurrraoptymistyczne nie było. W ogóle to chodzenie do roboty powinno być odgórnie zakazane ;)
Zrobiłem trasę "samochodzika", ale wyjątkowo odwrotnie, najpierw przez Szreniawę i Trzcielin, a powrót przez Dopiewo i Skórzewo. Generalnie decyzja była słuszna, bo mimo że 800 metrów od domu stałem przez 5 minut koło Lidla na ustawionych tu na czas remontu światłach (jakiś tir się nie potrafił wyrobić w jednym rzucie i zaliczyłem czerwone-zielone-czerwone stojąc w tym samym miejscu) i wnerwiałem się jeszcze w kilku miejscach, ale ominęły mnie za to kilometrowe korki po drugiej stronie w Luboniu i Komornikach. To się chyba nigdy nie skończy...
Jechało się fajnie, co prawda wiaterek nie do końca chciał pomagać, ale za to temperatura była na tyle przyjemna, że ani nie zmarzłem ani się nie ugotowałem w bluzie z długim rękawem.
No nic, czas do pracy. Aha, mam też newsa nad newsami: udało mi się dziś doładować kartę PEKA. Przez internet! System zadziałał! Wciąż jestem w szoku :)
- DST 53.00km
- Czas 01:45
- VAVG 30.29km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 114m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Nie przenoście nam...
Niedziela, 24 sierpnia 2014 · dodano: 24.08.2014 | Komentarze 4
...Poznania do Fiałkowa :) Choć w sumie... Już od jakiegoś czasu w okolicach zakładu wulkanizacyjnego (chyba) w tej małej miejscowości można zauważyć fajne elementy, niby reklamowe, niby nie, ale zdecydowanie godne zauważenia. Kiedyś był to wyrwany prosto z PRL-u wóz Milicji Obywatelskiej (chyba wklejałem zdjęcie), od niedawna przed wjazdem do serwisu zauważyć można... Poznań :) Brawo za wysoki poziom abstrakcji!
A sam trening... Oj, ciężko dziś było. Co chwilę przelotne opady deszczu, chłodno i do tego bardzo silny i niezdecydowany wiatr. Namęczyłem się nieziemsko, żeby wyciągnąć tę trzydziestkę ze średniej, jakoś się udało. Trasa była dziś inna niż zazwyczaj - początek jak zwykle przy zachodnim wietrze na Dopiewo, ale potem pojechałem w kierunku Więckowic i wróciłem przez Wysogotowo. Na samym końcu w związku z tym czekała mnie kilkukilometrowa rundka po Poznaniu - i znów sobie przypomniałem, że dla władz miasta pojęcie "niedziela" oznacza tylko to, że nie muszą grzać stołków w pracy, a przystosowanie świateł do mniejszego ruchu? Po co? Jak zwykle więc żabimi skokami przemieszczałem się od czerwonego do czerwonego.
I jeszcze na koniec zdjęcia z wczoraj, które zrobiłem gdy szedłem spacerkiem do miasta wzdłuż ścieżki pieszo-rowerowej na Dolnej Wildzie. Chyba za dużo komentować nie muszę, bo prawdopodobnie wszyscy jesteśmy już przyzwyczajeni do ubytków w okolicach, gdzie powinien znajdować się mózg u znacznej części naszych rodaków...
- DST 51.40km
- Czas 01:36
- VAVG 32.12km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 186m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Korzystam
Sobota, 23 sierpnia 2014 · dodano: 23.08.2014 | Komentarze 5
Mam wrażenie, że czas na urlopie to jakaś paskudna imitacja tego prawdziwego, który powoli leci sobie podczas dni roboczych. Kończy się o wiele za szybko i nie ma nad nim żadnej kontroli. Oszustwo :) Niestety wielkimi krokami zbliża się dzień sądu - od poniedziałku wracam do zwykłego trybu, znów wrócą korpoklimaty, które podczas wolnego mogłem zbywać tekstem" "mam to gdzieś, nie ma mnie w robocie". Oj, chyba za bardzo przyzwyczaiłem się do dobrego...
Póki co korzystam - nie będę przez ostatnie dwa dni robił tysiąca kilometrów, ale korzystam z przywileju wstawania o której mi się zachce, a tu już daje umysłowi dużo magii :) Dziś wyjechałem o 9:30, gdy jeszcze słońce biło się z lekkim deszczykiem o wygraną. Temperatura na dworze kosmicznie genialna - jak dla mnie kilkanaście stopni może być przez cały rok, ewentualnie z małym wyjątkiem na grudniowe święta, podczas których dopuściłbym na trzy dni trochę śniegu w celu utrzymania klimatu. A mam tak, że skoro temperatura mi odpowiada to automatycznie czuję się lepiej, co chyba widać po ostatnich wynikach na szosie (o góralu zapomnijmy).
"Kondomik" przez Mosinę, Dymaczewo i Stęszew poszedł dziś w miarę sprawnie, mimo podziwiania czerni asfaltu i wdychania spalin podczas trzech poczekalni spowodowanych remontami. Wiatr wiał dość przewidywalnie, samochodów mało - no i wycisnąłem jak dla mnie satysfakcjonującą średnią. Rowerzystów sporo, praktycznie każdy odmachiwał - i to też zaliczę jako plus tego jak na mnie niezwykle optymistycznego wpisu :)
- DST 52.27km
- Czas 01:38
- VAVG 32.00km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 102m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Realia
Piątek, 22 sierpnia 2014 · dodano: 22.08.2014 | Komentarze 3
Do wlekących się traktorów już się jakoś przyzwyczaiłem, choć irytacja przy każdym korku nimi spowodowanymi wciąż ma wysoki poziom. Ale są rzeczy gorsze, tak jak w Luboniu - od Łęczycy po sam Dębiec z powodu miliarda remontów na raz co chwilę z boku wyjeżdżają wielkie, opancerzone pojazdy, dla których prędkość 20 km/h to już niemal śmierć w oczach. Te kilka kilometrów to prawdziwa tragedia, bo raz, że niebezpiecznie, dwa, że zabija średnią zupełnie naturalnie i bezinteresownie. Dziś nie było inaczej, cóż, chciało mi się wrócić do poznańskich realiów to mam :)
Ścieżka w Łęczycy częściowo została zamknięta, a i tak istoty wszelakie pchają się na wyłączony kawałek, mimo że obok kusi (przynajmniej mnie) piękny asfalt. Nie rozumiem tego instynktu lemingów... Ja tam jestem w siódmym niebie, że mogę po prostu jechać a nie bać o zdrowie i życie na ddr-ku.
Noga po górkach fajnie kręci. Dziś trasa do Sulejewa i z powrotem, przez Żabno, gdzie już niedługo impreza roku :)
- DST 51.50km
- Czas 01:38
- VAVG 31.53km/h
- VMAX 50.00km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 74m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Powrót na szosę
Czwartek, 21 sierpnia 2014 · dodano: 22.08.2014 | Komentarze 0
Wszędzie dobrze, ale... i tak dalej. Mimo uroków górek fajnie w końcu wsiąść na ten wątły kawałek aluminium oraz gumy i popędzić nieskrzypiącym rowerem po kawałku płaskiego.
Trening znany i lubiany, czyli "samochodzik" przez Skórzewo, Dopiewo, Trzcielin, Komorniki i Luboń do Poznania. Średnia w końcu przyjemna dla nóg - nie ma co, brakowało mi tego.
- DST 54.00km
- Czas 02:02
- VAVG 26.56km/h
- VMAX 54.00km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 758m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Urlop - Karkonosze 2014. Epilog
Środa, 20 sierpnia 2014 · dodano: 22.08.2014 | Komentarze 0
No i nadszedł dzień ostatni, wyjazd zaplanowaliśmy na popołudnie, więc była jeszcze okazja pokręcić. Nie chciało mi się kombinować i ruszyłem po prostu do Szklarskiej, jednak tym razem dojeżdżając do parkingu pod Kamieńczykiem i wracając tą samą drogą. Nogi na tyle już przystosowały się do górek, że nawet specjalnie się nie zmęczyłem wjazdem, choć oczywiście przy tym moim sprzęcie drugim Majką nie zostałem, a o jakości zjazdu wspominać może lepiej nie będę. Za to zmarzłem, bo temperatura nie przekraczała dziesięciu stopni.
Akumulatory naładowałem, swoje zrobiłem, odpocząłem i najważniejszą część urlopu uważam za udaną. 2,5 tysiąca to łącznie przewyższenie, które w ciągu tych czterech dni zrobiłem starym, rozsypującym się trupem plus do tego kilka górskich wypraw. Nie wiem czy to mało czy dużo, fakt jest jeden - w końcu znów poczułem, że żyję po codziennym, niemal wyrzygiwanym pobycie w pracy :)

- DST 52.50km
- Czas 01:59
- VAVG 26.47km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 485m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Urlop - Karkonosze 2014. Staniszów, Karpacz
Wtorek, 19 sierpnia 2014 · dodano: 22.08.2014 | Komentarze 0
Wiatr przez cały pobyt wiał z kierunków południowo-zachodnich, więc już trzeciego dnia dała o sobie znać pewna monotonia. Trzeba było coś kombinować, żeby ciągle nie jeździć tymi samymi ścieżkami. No i wykombinowałem ósemeczkę. Najpierw podjazd do Staniszowa, czyli trasa obok dwóch odrestaurowanych niedawno pałaców. Potem zjazd genialną widokowo drogą w dół do Sosnówki i skręt w lewo określonym na Stravie odcinkiem "Sosnówka masarnia", który wcale lekki nie jest. W końcu Miłków, jak zwykle dziurawy, z nową atrakcją, która jeszcze się buduje. Widok mnie zaskoczył, nie ma co :)
Dla relaksu wjechałem sobie do Karpacza, jak zwykle skręcając koło Tesco na Ścięgny. Oj, chciało się rozpędzić, ale niestety - dość szybko w tym moim trupie zabrakło przerzutek, a przednie koło niemal trzymałem zębami :)
Cofnąłem się znów do Sosnówki i ruszyłem tym razem do Podgórzyna, potem Sobieszowa i Piechowic, które objechałem i wróciłem Trasą Czeską. Chciałem być sprytny i zafundować sobie jeszcze fajny zjazd w Wojcieszycach, no ale znów drogowcy okazali się ode mnie sprytniejsi i rozwalili całą wioskę całkowicie, tak że ledwo przejechałem mtb, nie chcąc myśleć o tym, co by było podczas ewentualnej jazdy szosą. Na koniec jeszcze zakorkowana o dziwo Jelenia, ale najważniejsze, że trening został zaliczony, a rower i ja wróciliśmy w całości :)
A po południu zrobiliśmy sobie mentalnego hardkora, czyli wyjazd do Szklarskiej w pełni sezonu. Ludź na ludziu - masakra. Jednak równowaga psychiczna została zachowana dzięki wizycie w bliskiej nam oazie spokoju, czyli w knajpie Widok, na szczęście mało znanej, przez co jeszcze nie "zabydlonej". A widok z niej jest naprawdę warty każdej złotówki wydanej na browara :)
- DST 53.40km
- Czas 02:03
- VAVG 26.05km/h
- VMAX 54.00km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 652m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Urlop - Karkonosze 2014. Michałowice i Chojnik
Poniedziałek, 18 sierpnia 2014 · dodano: 21.08.2014 | Komentarze 2
Dzień trzeci, a rowerowo drugi to misja Michałowice. Baaardzo dawno nie zaliczałem tego podjazdu, więc smaczek nań miałem nieziemski. Dla niewtajemniczonych: Michałowice położone są administracyjnie w granicach Piechowic i graniczą z Jagniątkowem, czyli najwyżej położoną częścią Jeleniej Góry. Jednak realnie to zupełnie niezależny byt, w którym działa nawet teatro-kabaret o nazwie Teatr Nasz. Arcyciekawe miejsce, które trzeba koniecznie odwiedzić - i to koniecznie rowerem, żeby docenić uroki wspinaczki, szczególnie od strony Piechowic. Wiem, wiem, wytrawni górale szosowi nawet by na ten podjazd nie spojrzeli, ale ja mam do niego sentyment i tyle :)
Do Piechowic dojechałem Trasą Czeską, potem kawałeczek w dół i zaczął się sens poniedziałkowej wyprawy. Chyba niedawno odbywał się tu jakiś maraton, bo na asfalcie pełno było napisów: "ktośtam dajesz!" czy "cośtam team, do przodu!", jednak mnie najbardziej urzekł ten z samego początku o treści: "Nowy ogień w dupie!" :)
Kręciłem sobie pod górkę i kręciłem, w sumie dosłownie, bo kilkukilometrowa wspinaczka tam to głównie serpentynki, spoglądałem sobie w dół i cieszyłem się jak dziecko, że jadę. Tym bardziej, że były też takie atrakcje, uchwycone w biegu:
W końcu dotarłem do góry, pogratulowałem sam sobie i cyknąłem fotkę z widoczkiem. Było to jednocześnie ostatnie ujęcie górala z lusterkiem, bo chwilę później zerwał się silny wiatr, przewrócił rower, a lusterko (co mnie nawet nie zdziwiło myśląc o ostatnich dniach) skończyło w kawałkach pod kierownicą.
Cieszyłem się na zjazd, który w końcu nadszedł, ale niestety - droga do Jagniątkowa w znacznej części to po prostu muldy z asfaltu i bardziej można tam ćwiczyć uniki niż szybką jazdę. A już na końcu, przed Sobieszowem - ha! Remont...
Kilometrów było mi mało, więc ruszyłem jeszcze w kierunku Sosnówki, cykając w pędzie fotkę zalewu:
Najfajniejszy był powrót, bo od Miłkowa miałem wiaterek w plecy i nadrobiłem trochę średnią, która - jak przez cały wyjazd - miażdżyła.
A po południu jeszcze - już pieszo - wyprawa na Zamek Chojnik. Niestety ktoś wpadł na pomysł wybrukowania zielonego szlaku, co osobiście mi się w głowie nie mieściło, cóż, świat się kończy :/ Ale abstrahując od tego: przyjemną fotkę z góry udało się jak zwykle cyknąć:

A na deser: Stawy Podgórzyńskie, do których zrobiliśmy sobie spacer z Cieplic. Oj, spałem potem tego dnia jak dziecko :)






