Info
Suma podjazdów to 813283 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Październik30 - 16
- 2026, Wrzesień30 - 11
- 2026, Sierpień31 - 24
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 53.70km
- Czas 01:47
- VAVG 30.11km/h
- VMAX 52.70km/h
- Temperatura 23.0°C
- Podjazdy 197m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Simpatico
Czwartek, 15 września 2016 · dodano: 15.09.2016 | Komentarze 23
No, dziś już kręciło mi się zdecydowanie lepiej. Po pierwsze się wyspałem, bo w robocie miałem pojawić się o godzinę później, do tego pogoda wyluzowała poślady i już nie było w końcu tak gorąco. No i przez 1/3 drogi byłem nawet bliski stwierdzenia, że jest bezwietrznie, ale szybko zostałem przywrócony do równowagi i ta bliskość stała się znaczną odległością :)
Kierunek wciąż wschodni, ale dziś pojechałem najpierw na południe, przez Luboń i Puszczykowo, dopiero potem na Rogalinek, Rogalin, Świątniki i kawałek za Mieczewo, gdzie zawróciłem swoimi śladami. Bardzo mi się sympatycznie zresztą dziś przemieszczało, z jeszcze zielonymi lasami dokoła i jeszcze nieskończoną sagą o Wiedźminie. Tylko przy wjeździe z Łęczycy do Puszczykowa, gdzie droga rowerowa jest węższa niż stringi wygłodzonego anorektyka, mało brakowało a bym spowodował kolizję podczas wyprzedzania jakiejś cichociemnej kobiety, która zasłuchawkowana za nic miała moje błagalne prośby o zjechanie na bok, a gdy już udało się znaleźć lukę to jak z podziemi pojawił się z naprzeciwka jakiś dziadek. Ale doświadczenie polskościeżkowe zrobiło swoje, sprawnie wyminąłem potencjalnego denata, przeprosiłem i już dalej kręciłem bez przygód.
- DST 51.42km
- Czas 01:46
- VAVG 29.11km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 79m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Bezwennie
Środa, 14 września 2016 · dodano: 14.09.2016 | Komentarze 8
Oj, ciężko się było zmobilizować dziś do wyjazdu. Przemęczony jestem po tym moim "urlopie", ciężko mi się wstaje, ale nadrobić kilka glutowych wyjazdów trzeba. Za to zupełnie nie mam weny do pisania, więc dziś krótko i konkretnie, niczym emerytka na widok wolnego miejsca w tramwaju. Tylko że wolniej :)
Zgodnie z kierunkiem - dziś już solidnego - wiatru pokręciłem na wschód, jedną ze sprawdzonych tras z Dębca przez Starołękę, Krzesiny, Jaryszki, Gądki, Szczodrzykowo, Krzyżowniki, Tulce, znów Jaryszki i Starołęcką. Nie spieszyło mi się, więc średnia jest jaka jest, ale dziś byłem dla siebie tolerancyjny.
W Jaryszkach powstają kolejne magazyny (a pamiętam czasy, gdy wystawała zza horyzontu jedynie drukarnia "Rzepy") i co jadę to robi się tam coraz bardziej spory tirowy korek. Ciekawe kiedy zacznie się lament związany z nieprzemyślanym wydawaniem zgód na budowę na terenie nieprzystosowanym do takiego obłożenia. I czemu nie będę zaskoczony jak to już się stanie? Bycie Polaczkiem uczy używania wyobraźni :)
- DST 51.50km
- Czas 01:43
- VAVG 30.00km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 26.0°C
- Podjazdy 124m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Pantoflisko
Wtorek, 13 września 2016 · dodano: 13.09.2016 | Komentarze 5
Ok, powoli wracam do cyklu życiowego przeciętnego pantofelka. Co oznacza, że po tygodniu "urlopu" znów jestem w pracy, dzięki czemu mam też ciut więcej czasu na niezbędne elementy egzystencji, czyli choćby BS. To tyle w temacie choroby zwanej optymizmem :)
Oczywiście sprzątanie po remoncie się nie skończyło, ale tu już nie ma specjalnego ciśnienia, więc mogłem dziś wykręcić jedynie słuszne pięć dych. Mimo że temperatura nie zachęcała, choć po ósmej rano była jeszcze do przeżycia, to jechało mi się całkiem spoko, of kors prócz przeprawy przez Starołęcką, którą objechałem dziś w tę i z powrotem z powodu wschodniego kierunku wiatru.
Znudziły mi się wyjeżdżone tysiące razy ścieżki, więc postanowiłem zrobić dziś z nich miks. Najpierw ruszyłem do Czapur, skąd skręciłem na Babki, Daszewice i Borówiec. Tam postanowiłem sprawdzić czy ktoś może wpadł na pomysł, że raz na sto lat warto zweryfikować stan nawierzchni i pokryć stare, urywające koła betonowe płyty asfaltem. No nie wpadł. Najciekawsze jest to, że dobry asfalt jest w tej wiosce praktycznie dokoła, prócz tego jednego kilometrowego kawałka. Aktualnie sprawę przekazałem w celu wyjaśnień kumplowi z dzieciństwa, Foxowi Mulderowi, bo prawda jest pewnie gdzieś daleko stąd, w łapach jakiegoś urzędasa z kosmosu.
Zamiast fundować sobie darmowy masaż sado-maso lekko zawróciłem i skierowałem się na Robakowo oraz Gądki, następnie Żerniki, w których po raz pierwszy objechałem w całości niedawno wybudowane rondo w środku pola, by wykończyć trasę jadąc przez Krzesiny oraz Starołękę.
Mała edycja wpisu: czy ja pisałem coś o większej ilości czasu? Nie było tego zdania. Wpis zacząłem dodawać koło osiemnastej, a ludzkość jakby na to czekała i nastąpił atak Hunów. Niniejszym zamykam go teraz, już z domu, lekko przed 22.
- DST 52.20km
- Czas 01:44
- VAVG 30.12km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 29.0°C
- Podjazdy 194m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Nienormalu ciąg dalszy :)
Poniedziałek, 12 września 2016 · dodano: 12.09.2016 | Komentarze 32
Jeśli ktoś miał nadzieję, że wrócę do normalności ten się mylił. Ja nie miałem złudzeń, jak już to liczyłem na cud, ale jak zwykle go nie było i mój ateizm, również w tematyce remontowej, się umocnił. Same się nie ogarnęły rzeczy niedokończone, więc trzeba było pomóc rzeczywistości i zapytać niezawodnego kumpla czy może ma dziś wolne i nie chce zaliczyć darmowej siłowni w postaci wynoszenia niepotrzebnych elementów dotychczasowej egzystencji, montowania resztek, transportowi czego trzeba tam, gdzie trzeba. O dziwo wolne miał, pomóc chciał, dzięki czemu po raz kolejny okazało się, że ludzi niezawodnych spotyka się w życiu przypadkowo, ale jak już się trafi to z wieczną gwarancją. Dzięki :) Oczywiście zostało jeszcze sporo do zrobienia, ale już powoli widać metę. Po zapytaniu czy mogę jakoś się zrewanżować okazało się, że jakby mi się chciało to w sumie niedawno poszła dętka w rzadko używanym rowerze, a że doświadczenia nie ma to chętnie skorzysta z mojej pomocy. W to mi graj :) Koło otrzymało jeszcze w pakiecie smarowanie zębatek, niestety więcej pomóc nie mogłem, gdyż przyjechało ono w bagażniku, bez innych dość istotnych elementów.
Morsie, jakbyś pytał moje poglądy na temat lewicowości to bym zaczął od takowego podejścia do innych :)
Przedtem jednak byłem na rowerze. Jakby napisał Fuckt czy inny SrExpress - "Szok! Czy to powrót do nałogu???". Co oznacza, że udało mi się wykręcić pełne pięć dych. A że było gorąco to na trasie wybitnie cienistej, czyli Dębiec - Luboń - Wiry - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Rogalin - za Śwątnikami nawrót - Rogalinek - Wiórek - Czapury - Starołęka - Dębiec. Mimo upału i korków udało się zrobić program 30+. Ku chwale Ojczyzny! :)
- DST 32.45km
- Czas 01:04
- VAVG 30.42km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 30.0°C
- Podjazdy 50m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Poweselnoglut
Niedziela, 11 września 2016 · dodano: 11.09.2016 | Komentarze 15
..."na lewo, na prawo, w górę i w dół"...
...i takie tam wybitnie ekskluzywne oraz inteligenckie rozrywki już za mną. Było fajnie, ale chyba już jestem za stary na zbyt dużo tsssst-ów w tłumie, natomiast picie wódy to dla mnie osobiście katorga, a nie przyjemność (za to naleweczki domowej roboty były przecudowne), więc w jedynie pół-upojeniu - jak rasowe chamidło - obserwowałem przeobrażanie się motyli w poczwarki, czyli początkowo weselnych gości "ą-ę" ("zaprawdę, barszczyk udało się wyśmienicie" - godzina 18) w bełkoczące i wylewające z siebie hekatomby bełkotu istoty ("żże cco k..., jak szsze mno njee zatańszysz?" - godzina 1:30). Nagle okazało się, że mam w centralnej Polsce rodzinę większą niż sądziłem, co wychodzi jedynie na weselach oraz niestety pogrzebach. Napastliwe toto jak najbardziej upierdliwe komary, choć zdecydowanie bardziej sympatyczne, do tego zachęcające do chłeptania, a nie wysysania :) A że chyba po raz pierwszy usadzono nas z Żoną odgórnie w sektorze "seniorskim", z innymi staruszkami w wieku 30+ to już inna sprawa. Zegara nie oszukasz, chyba że męskim botoksem :)
Podsumowując: zabawa była przednia, choć o dziwo dość trzeźwa. Dzięki czemu udało się wyjechać wcześniej niż zamierzaliśmy, kosztem niestety okazji do skonsumowania porannego piwka. Ale powrót do remontu naglił, tak samo jak chęć zdążenia przed popołudniowymi niedzielnymi korkami oraz - co to ukrywać - nadzieja na choć kawałek roweru. Bo poranny spacer wzdłuż rzeki Pllicy, mimo pięknie wschodzącego słońca i cudownego lasu dokoła, to nie to samo.
W Poznaniu wylądowaliśmy około godziny piętnastej, a ja dostałem wspaniałomyślnie zgodę na wykonanie gluta, trzeciego pod rząd. Dziękuję :) Temperatura w wysokości trzech dych nawet nie zachęcała do dłuższej aktywności, więc po prostu pojechałem na południowy zachód, przez Luboń, Wiry, Komorniki, Rosnówko, Plewiska do domu. O dziwo mimo upału oraz - znów zauważonej na połowie dystansu - niedopompowanej gumy z tyłu poszło adekwatnie do temperatury, czyli ujdzie w tłumie weselnym taka średnia :)
- DST 33.40km
- Czas 01:09
- VAVG 29.04km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 45m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut mgielnoporanny
Sobota, 10 września 2016 · dodano: 10.09.2016 | Komentarze 7
Wiem, mam z głową ) wyjazd o 6:45, tak żeby zdążyć przed wyjazdem na wesele choć chwilę pokręcić. We mgle, na trasie Poznań - Plewiska - Gołuski - Dąbrówka - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
A, i nawet wykonać mój najkrótszy wpis na BS. Kompletnie bez treści :)
- DST 32.00km
- Czas 01:05
- VAVG 29.54km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 56m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Mała Pigi...
Piątek, 9 września 2016 · dodano: 09.09.2016 | Komentarze 3
.. dokończ fugi, jakby zaśpiewała Faza, Skaza czy inna Shazza, znając moją sytuację. Bo ja nie zdążyłem. Co było oczywiste, ale łudzić się jest rzeczą ludzką.
Malować sufit zacząłem o siódmej rano, godzinę później miałem już dość, zostawiłem więc sprawę w dobrych rękach i postanowiłem lekko odświeżyć umysł, ale racjonalnie. Bowiem na rower przeznaczyłem dziś jedynie minimalne minimum, czyli tyle, ile zajmuje wykonanie gluta - jak wiadomo dystansu mniejszego niż 50 km. Wyleciałem z domu tak szybko, że nawet nie wziąłem kasy, dowodu i innych pierdół. Tak bardzo musiałem :) Nie dopompowałem też kół, a na drugim kilometrze popsuła mi się podsiodłówka, a że czasu miałem mniej niż zero to po prostu zapakowałem ją w kieszonkę na plecach. Od tego momentu musiałem uważać nie tylko na samochody, ale i na miłośników polowań w klimacie safari.
Co do trasy to nie miałem zupełnie pomysłu, więc pojechałem do Komornik, potem Plewisk i Rosnówka, gdzie zakręciłem znów na Komorniki. Tam stanąłem w korku, który udało mi się w końcu pokonać, aby za chwilę stanąć w korku. Wszystko przez remont więzła autostradowego, który na moje oko wydał się gordyjski, więc zawróciłem i skręciłem w pierwszą uliczkę, która jak sądziłem prowadzi tam, gdzie chcę. Słowo "sądziłem" okazało się kluczowe. Pogubiłem się, pokręciłem, pownerwiałem, by w końcu wylądować kilkaset metrów za punktem, który opuściłem. Ale jednak do przodu. Kij, że zaliczając wszystkie możliwe kierunki świata :) Mimo wszystko zadowolony, że nie znalazłem się gdzieś we Wrocławiu dokręciłem do domu.
A tam - malowanie, borowanie w ścianie, panelach, meblach, wizyta serwisanta od kuchenki, wynoszenie pierdół do piwnicy, spacery po pierdoły do sklepu, czyszczenie, koniec po trzynastu godzinach.... a i tak dupa. No nic, szansa na wykonanie remontu z asystą i w terminie uwalona. Jutro z rana wyjazd na wesele przez pół Polski, w niedzielę późny powrót. Tyle miałem z weekendu, ładnej pogody i roweru :/ Jedynie tsssssst-y jako perspektywa trzymają mnie przy życiu :)
- DST 51.50km
- Czas 01:45
- VAVG 29.43km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 113m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
RZy
Czwartek, 8 września 2016 · dodano: 08.09.2016 | Komentarze 5
Z góry (drugie piętro) przepraszam cały pracujący lud miast i wsi za zawód, ale znów będzie głównie o remoncie. Muszę odreagować :)
Kolejny dzień z "rz" jak "rzeź" w tytule przypomniał mi, że lepiej żyć w syfie i brudzie niż w czystości, do której trzeba dojść przez ubabranie się w g...ładzi :) Jaskiniowcy nie robili remontów i co, źle im było? W sumie sam nie wiem, ale jak wrócę do roboty to zapytam pierwszego napotkanego, który niezawodnie pojawi się u mnie z jakimś mentalnym problemem.
Do tego czas spędzony podczas remontu znika odwrotnie proporcjonalnie do tego, który sobie tyka podczas wykonywania czynności zawodowych. Ten drugi wlecze się jak flaki z olejem, pierwszy - zapieprza niczym Majka na jakimś skomplikowanym podjeździe. Czyli zupełnie abstrakcyjnie i nielogicznie. A poza tym dochodzą atrakcje typu: w jednym oddziale marketu budowlanego na C wycinają jedno, ale już drugie nie, zrobienie dziury w blacie pod zlew jest niemożliwe nawet jeśli się zna dokładny wymiar, trzeba przywieźć zlew, tu to, tu tamto... W sumie w puszcze samochodowej spędziłem dziś kilka godzin, które powinienem przy puszce z farbą. Jaki jest tego wynik? Nie zdążę, bo na weekend wyjeżdżam na wesele. Ktoś napisze: to oczywiste, że z założenia nie da się zdążyć zgodnie z planem. I ma 100% racji. O dziwo nawet ja to wiedziałem :)
No ale roweru sobie odmówić nie mogłem :) Siódma rano z małym groszem start, czyli najgorsza z możliwych, korki na Starołęckiej, potem na wschód, gdzie zatrzymał mnie remont remontu (sprzed roku) na Głuszynie, następnie Koninko, Gądki, Krzyżowniki, Tulce, Krzesiny, Starołęcka (korki)... czyli powolny standard. Nie chciało mi się spieszyć, bo wiedziałem, że od nawrotu każdy centymetr to bliżej widoku na "rz". Czytający w myślach dróżnicy kolejowi promocyjnie zamknęli mi przed pyskiem trzy przejazdy kolejowe, a kierowcy to w ogóle jakby starali się zaproponować łagodniejszy wymiar kary, dając możliwość zostania paćką na asfalcie (wersja barwy czerwonej do ustalenia, są próbki, już wiem, całkiem niedrogie) lub puszczenia farby zamiast przebywania razem z nią. Dziękuję :)
- DST 51.70km
- Czas 01:42
- VAVG 30.41km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 196m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Gnój, szambo i kamieni kupa :)
Środa, 7 września 2016 · dodano: 07.09.2016 | Komentarze 6
Tssst!
Faktycznie, bez powyższego remontu zrobić się nie da. Nagroda za cały dzień koszmaru musi być. Jakbym pracował jako budowlaniec to pewnie zostałbym alkoholikiem i skończył żywot pod postacią zaślinionego żula gdzieś na śmietniku. Na szczęście mam do tego dwie lewe ręce (do budowlanki oczywiście), więc jestem bezpieczny :)
Dziś, poza gruntowaniem i białkowaniem, hitem dnia było skręcanie mebli. Dosłownie: dnia, bo na ogarnięcie ośmiu sztuk dwie osoby (w tym jedna z doświadczeniem w temacie, bynajmniej nie chodzi o mnie) potrzebowały około sześciu bezcennych godzin. Najlepszym z najlepszych pomysłów było wyrzucenie instrukcji (czcionka na moje oko - drobna czwóreczka) i zdanie się na intuicję. Przyspieszyło to rozwiązanie sprawy o jakieś dwa albo trzy. Lata :) Do tego jeszcze sama zawartość - ja rozumiem, że zawiasów nie ma co dawać na zapas, ale śrubki wyliczone co do jednej wydaje mi się już przesadą. Dobrze, że nie kichnąłem ani razu i żadna nie wpadła w jakieś niedostępne miejsce, bo byłby problem. A tubka kleju o pojemności, która nie pozwoliłaby na sztachnięcie się nawet najbardziej wygłodniałemu ćpunowi... no hit.
Aha, to blog rowerowy, a nie dla montażystów. Ups. Sorry :)
Między siódmą a dziewiątą rano, w ramach chwili relaksu, udało mi się wykręcić pięć dyszek na trasie: Dębiec - Luboń - Mosina - Rogalin - Mieczewo i z powrotem. Nie chciało mi się cisnąć, ale że fajny kawałeczek od Rogalinka do nawrotu pociągnąłem się za Panem Szambo, trzymającym przyzwoite 30+...
...to już głupio było odpuszczać i starłem się do końca utrzymać w miarę przyzwoitą średnią.
Podczas powrotu zauważyłem jeden z najgenialniejszych widoków ostatnich lat:
Wiem, może nie powala on wizualnie, ale już tłumaczę, że to, co widać to rozsypana w pył jedna z najbardziej gównianych DDR-ek w WLKP, czyli ta z Lubonia. Szkoda, że tylko na kawałku niedaleko budowanego wiaduktu kolejowego, ale może drogowcom się coś omsknie i polecą do końca? To tylko kilka kilometrów kostki... :)
- DST 52.60km
- Czas 01:47
- VAVG 29.50km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 102m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Tytuł? Nie mam na to siły :)
Wtorek, 6 września 2016 · dodano: 06.09.2016 | Komentarze 12
Po jedenastu godzinach wykonywania rzeczy kompletnie abstrakcyjnych, typu: wyskrobywanie starych fug, rozbijanie kafelków sprzed z grubsza miliarda lat, pod którymi mieszkała podobna ilość żywych istot, jeżdżenie po całym mieście w celu zakupu mebli, wnoszenie ich do mieszkania, zmywanie ścian, malowanie sufitu... i wiele, wiele innych, miałem ochotę jedynie na jedno...
TSSSST! :)
W końcu po tym dźwięku urlop zaczął wyglądać choć trochę jak urlop, a nie jak rzeź. Zachciało się zaległy przeznaczyć na remont kuchni to mam za swoje :/
Rano udało mi się jednak wyskoczyć w miarę wcześnie na rower, w ten sposób, że o dziewiątej rano byłem w domu. Wiatr wiał solidnie z północy, co przy standardowej taktyce oznaczałoby marnowanie czasu kręceniem przez cały Poznań, więc wybrałem wersję kombinowaną - najpierw na północ, potem na południe, potem na wschód, potem na północ, a następnie to samo, tyle że odwrotnie. Czyli: Dębiec - Starołęka - Krzesiny - Żerniki - Tulce - Swarzędz oraz nawrót. Nawet nie miałem siły cisnąć, co widać po średniej, a teraz nie chce mi się narzekać. Może to jest sposób - wymęczyć mnie na tyle, żebym nie miał ochoty marudzić? :)






