Info
Suma podjazdów to 812678 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Październik28 - 14
- 2026, Wrzesień30 - 11
- 2026, Sierpień31 - 24
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 54.15km
- Czas 01:52
- VAVG 29.01km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 233m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Ciężkogłowie ;)
Sobota, 3 czerwca 2017 · dodano: 03.06.2017 | Komentarze 4
Wczoraj wieczorem
świętowaliśmy w gronie znajomych kolejną rocznicę ślubu, więc z powodów
niezależnych od... zresztą, sami rozumiecie... :), noooo, generalnie nie za
bardzo byłem gotowy wyruszyć wczesnym rankiem :)
Zwlokłem się
dopiero po jedenastej i nastawiłem na powolne, delikatne kręcenie.
Na wszelki wypadek :) Udało się, nie ma co. Jedyne z czym chciałem
zaryzykować to nowa wersja trasy "antyddr-kowej", po raz pierwszy
wykonana od tyłu. Najpierw jednak zaległem na Starołęckiej, z której
wydostanie się zajęło mi o wiele więcej z życia niż bym sobie tego
życzył. Potem już przyjemniej minąłem Krzesiny, w Jaryszkach zakręciłem
na Koninko, by znów pojawić się w Poznaniu na wysokości Głuszyny.
Stamtąd do Daszewic, Wiórka, Rogalinka, Mosiny, Puszczykowa oraz
Lubonia, gdzie... No właśnie. Przejechanie kilometra w centrum tego
zadupia było koszmarem większym niż zazwyczaj. Dopiero na miejscu
uświadomiłem sobie czemu - przecież jutro jest JEDEN dzień, gdy sklepy
będą zamknięte, więc zaczęła się zakupowa sracz... rozwolnienie. Outlet,
"galeria", market, dyskonty i inne tego typu przybytki były oblegane
jakby po północy rozpoczynała się okupacja kraju, a zapasy trzeba zrobić
co najmniej na rok do przodu. Cóż, Polska :) A tak w ogóle to tutejsze
korki były koroną dzisiejszego wyjazdu, wykonanego w akompaniamencie solidnego wmorderindu. Na szczęście nie było za gorąco, uff uff uff. A i wspomnianych ddr-ek uniknąłem całkiem sporo, zaliczając jedynie bodajże trzy. Kolarzy
mijałem około miliarda, może ciut mniej.
Zapomniałem podsumować rowerowy miesiąc maj. Nadrabiam - wykręciłem 1608 kilometrów, szosą i crossem po płaskim, ale i zaliczyłem kilka dni w górach na mtb. Średnia wyszła na poziomie 28,1 km/h, ale coraz mniej mnie to interesuje. Sam się sobie dziwię :)
- DST 51.00km
- Czas 01:49
- VAVG 28.07km/h
- VMAX 51.90km/h
- Temperatura 23.0°C
- Podjazdy 262m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
PoPROsię :)
Piątek, 2 czerwca 2017 · dodano: 02.06.2017 | Komentarze 5
Dziś niedługo i treściwie, bo mam wolne, co oznacza, że nie mam czasu :)
Narzekałem, że niedawno było gorąco, choć mniej wiało. Potem, że mocno wiało, ale zrobiło się zimno. W nagrodę mamy miksa - jest gorąco i wieje. Szlag. Nie o taką pogodę walczyłem :) A że niby podmuch wiatru był północno-zachodni (oczywiście nie był, bo mnie śledził) to znów zafundowałem sobie MSW bez "S", czyli miasto (jakieś 3/5 dystansu) + wiatr, bez słoty (coś jak znane z "Chłopaki nie płaczą" nazwisko Psikutas bez "s"). Najpierw z Dębca przez Jeżyce na Golęcin, potem Strzeszynek, Kiekrz, Rogierówko, gdzie przy okazji pyknąłem jeszcze fotkę dobrze trzymającej się staroci, czyli drewnianemu wiatrakowi...
...by przez płytologię stosowaną dostać się do Sadów i Lusowa, gdzie z kolei czekała mnie męka z powodu zaawansowanej ddr-kowej kostkologii. Finisz zaplanowałem wzdłuż Bukowskiej, na krańcu której znajduje się tym razem dobrze trzymająca się nowość (relatywna, oczywiście), czyli Port Lotniczy na Ławicy.
Końcówka to już miejskie męczarnie w 100% (a może nawet ponad) - światła, korki, troglo. Czyli nic nowego, co by można odnotować. Choć może prócz jednego "prosa" z pierwszej części wyjazdu, który był aż tak zawodowy, że kompletnie olał całkiem fajną, szeroką i asfaltową drogę dla rowerów wzdłuż Koszalińskiej, kręcąc dzielnie wśród aut, a następnie - gdy się z nim zrównałem i dałem zmianę - nie odpowiedział na pozdrowienie. Trochę posiedział mi na kole, by zebrać się w sobie, nadąć i rozpocząć ucieczkę, jakby to był jakiś ostatni etap Tour de Koksór. Spojrzałem, wzruszyłem ramionami, olałem. Ja tam nie mam kompleksów do wyleczenia :)
Oczywiście, koleś ewidentnie był napompowany i w jakichkolwiek zawodach mógłbym jedynie oglądać jego skarpetki, ale nie tłumaczy to fenomenu zostania rowerowym bucem. A skoro jesteśmy przy skarpetkach - znalazłem zabawny profil na FB, o nazwie Stylówa PRO, Jeśli kogoś zajmuje fakt, iż bandanka nie pasuje kolorystycznie do stringów, a końcówka okularów jest za mało oliwka, natomiast za bardzo biała, do tego nie ma co robić z kasą, a chce dać zarobić ludziom, którzy wiedzą jak się zarabia na lanserach - można śmiało wspierać budowę rodzinnego PKB. Mnie ta strona fascynuje i przeraża :P
- DST 51.55km
- Czas 01:50
- VAVG 28.12km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 163m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Już mniej literek
Czwartek, 1 czerwca 2017 · dodano: 01.06.2017 | Komentarze 4
Z wczorajszego MSW zostały dziś dwie literki - M jak miasto, ale na szczęście w okrojonej wersji, oraz W jak wiatr. Słoty nie było, bo nie padało, choć szybko przemykające chmury dawały sporą szansę na to, że znów zmoknę. MW również kojarzy się mi źle, z Młodzieżą WeszPolską, więc nie mogło być dziś udanego wyjazdu. I nie było, bo wiatr wycyckał ze mnie wszelkie siły życiowe. No nie ma "letko" :)
Wykręciłem standardzik z Dębca przez Plewiska, Dąbrówkę, Palędzie, Dopiewo, Trzcielin, Konarzewo, Rosnowo i znów Plewiska. Te Plewiska staram się już objechać z każdej strony, byle jak najmniej ucierpieć psychicznie (a rower - fizycznie) w konfrontacji z tamtejszymi remontowymi objazdami, ale bez lekkiego daltonizmu w temacie kolorów świateł oraz konieczności przejazdami DDR-kami (!!!!) się nie obyło.
Skończył się konkurs European Cycling Challenge. Niestety Poznań się nie popisał, ale też nie jest źle. Wykręciliśmy łącznie 173 800 kilometrów, ja dołożyłem z tego coś około 350. Mało, bo zalicza się jedynie kręcenie po mieście, czego staram się zazwyczaj unikać jak ognia. Do tego kila razy mi nie wciągnęło wyniku, bo... jechałem za szybko. Albo za długo :) Zresztą regulamin konkursu rodem z Barei już opisywałem, a w ręczne dodawanie dystansu się bawić nie zamierzałem. Na pewno wiem, że wśród dzielnicy Zielony Dębiec byłem liderem. A finalnie Poznań zajął siódme miejsce na 52 w Europie. Tu pełna klasyfikacja: ECC2017. Fajnie być w czymś lepszym od choćby Rzymu, Nantes, Glasgow czy Manchesteru :)
No i jeszcze wczorajszy podpoznański hit internetu. Po takich sytuacjach sam zaczynam być zwolennikiem obowiązkowej karty rowerowej dla wszystkich, a już na pewno dla takich geniuszy dwóch kółek. A słuchawki są boskie :P W sumie ciekawy patent jako alternatywa dla kasku :) Z drugiej strony - ciekawe jak wyglądała owa kolizja, skoro poruszał się pasem awaryjnym i na czym ona polegała...
- DST 52.15km
- Czas 01:55
- VAVG 27.21km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 240m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
MSW
Środa, 31 maja 2017 · dodano: 31.05.2017 | Komentarze 7
Czyli...
M - Miasto. Pierwotnie chciałem zrobić jedno ze standardowych kółek z nawrotem w Dopiewie, ale po minięciu Plewisk (w sumie to przekopaniu się przez nie, bo wszystko tam wygląda niczym Hiroszima w wersji light) przypomniałem sobie, że dziś jest ostatni dzień rywalizacji w European Cycling Challnege i postanowiłem poświęcić się dla milionów (dobra, dla setek tysięcy, prawie sześciuset, bo tylu mieszkańców ma Poznań), wybierając trasę z maksymalną zawartością kręcenia w granicach wielkopolskiej stolicy. Przez Zakrzewo i Lusowo dotarłem do Sadów, gdzie po dojechaniu do Rogierówka minąłem miejską granicę i od tego momentu każdy metr był elementem walki. W sumie Kiekrz, Wola, Ogrody, Grunwald oraz Dębiec (dwa razy) dały łącznie ponad trzydzieści kilosów. O dziwo zaliczonych. Kosztem średniej, której dziś nie zamierzam komentować, bo bym to musiał robić przy akompaniamencie żyletek tnących me żyły :)
S - Słota. Przed wyjazdem przeanalizowałem pięć prognoz. W ŻADNEJ nie zawarto ani słowa, ani ikonki, z informacją, że będzie padać. Więc, co mnie paradoksalnie w ogóle nie zdziwiło, dobrych kilka kilometrów przyszło mi jechać w deszczu...
W - Wiatr. Pomiatał, rzeźbił, gnoił, masakrował. Nic nowego, ale ostatnimi dniami zamiast niego był upał, teraz zrobiło się sympatycznie, ale coś za coś. Momentami pedałowałem prawie w miejscu. W tym kraju nie może być po prostu normalnie, czytaj: fajnie :)
To tyle z tego dzisiejszego MSW. Tylko proszę nie mieszać mnie z indywiduami pokroju Płaszczaka :)
- DST 54.20km
- Czas 01:52
- VAVG 29.04km/h
- VMAX 50.00km/h
- Temperatura 27.0°C
- Podjazdy 180m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Towarzysko
Wtorek, 30 maja 2017 · dodano: 30.05.2017 | Komentarze 4
Zerkając rano na prognozę pogody i analizując kierunek wiatru już przed startem wiedziałem, że mogę sobie odpuścić ciśnięcie. Więc odpuściłem ;) Raz, że upał, dwa - kierunek wschód oznaczał po pierwsze Starołęcką, po drugie Starołęcką, a po trzecie Starołęcką, która skutecznie stopuje jakiekolwiek wynikowe zapędy. Zresztą nie zawiodłem się w tym temacie, jak zwykle. Niestety. Pierwotnie planowałem wykonać trasę do Koninka, gdzie zamierzałem skręcić na Rogalinek i wrócić przez Mosinę i Puszczykowo, ale się pozmieniało :)
Czemu? Bo w Krzesinach na rondzie "załapałem" towarzystwo innego szosona, z którym w przeciwieństwie do sporej części tych naszych nieszczęsnych napinaczy dało się pogadać, na tyle sympatycznie, że zmieniłem plany i "odprowadziłem" go nieznaną mu wcześniej trasą przez Szczodrzykowo i Dziećmierowo do Kórnika, gdzie rozjechaliśmy się każdy w swoją stronę. Marcin, bo tak zwał się ów kolarz, aktualnie testuje najnowszą wersję Krossa Vento 4.0, a mnie ucieszyły dobre recenzje tego sprzętu. Przy okazji od gadania w gorącym powietrzu straciłem na jakiś czas głos, za to zyskałem chrypę. Zamiana roku normalnie :) A kolegę serdecznie pozdrawiam :)
I na koniec przyuważony wczoraj hicior z w miarę nowego tunelu na Dębcu. Najczęściej jadę przezeń dość szybko, więc nie jestem w stanie powiedzieć kiedy zawisł tam taki oto znak. Dodam, że znajduje się on nad pasem dla rowerów, a nie został zamieniony na znak ścieżki pieszo-rowerowej (C-13/C-16). 
Wysłałem fotkę do stowarzyszenia Rowerowy Poznań, gdzie w odpowiedzi dostałem najpierw znak zapytania, a dziś rano info, że dowiedzieli się u źródła, iż projekt został zatwierdzony omyłkowo z błędami i oznakowanie ma być poprawione. Poezja, szczególnie w przypadku fachamana, który to bezmyślnie zamontował, bo "tak miał w planie". Żałuję tylko, iż nie zawiesił tu w ogóle znaku zakazu jazdy rowerem :) Od rana mam dzięki temu ustawiony dzień i szeroki uśmiech na pysku :)
- DST 51.10km
- Czas 01:45
- VAVG 29.20km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 164m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Średnionieoptymistycznie :)
Poniedziałek, 29 maja 2017 · dodano: 29.05.2017 | Komentarze 6
Człowiek (w razie wątpliwości: chodzi o mnie, bo jeszcze póki co chyba spełniam założenia gatunkowe, choć nie powiem, żebym był z tego dumny) sobie wstał wcześnie rano, zjadł na szybko śniadanie, w sumie poczuł się przyzwoicie, bo jeszcze nie było tak gorąco, wyniósł na dwór rower, stwierdził, że postara się pocisnąć i...
...stanął w korkach. Najpierw Poznań, potem Luboń (nie tylko światła, ale jakaś awaria TIR-a), następnie Komorniki, a gdy już miałem nadzieję, że koniec tych katuszy to jeszcze nastąpiła kumulacja przy zamkniętym przejeździe kolejowym w Palędziu, czerwone w Dąbrówce, już nie mówiąc o opalaniu się na zakorkowanym placu budowy w Plewiskach. A w międzyczasie wylądowałem na dobry kilometr za ciągnikiem. I jak to robić średnią? :)
Odpowiedź: nie robić. I powoli do tego dojrzewam, bo szkoda organów na przejmowanie się takimi pierdołami :)
Trasa: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Rosnowo - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Palędzie - Dąbrówka - Plewiska - Poznań.
Widoczki z dziś w jednym kolażu, który zabił optymizm z kolarzu :)
- DST 52.25km
- Czas 01:41
- VAVG 31.04km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 227m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Koksiki
Niedziela, 28 maja 2017 · dodano: 28.05.2017 | Komentarze 8
W pracy musiałem pojawić się dziś w samo południe, co oznaczało wczesną pobudkę i tak samo wczesny wyjazd. Plus z tego był taki, że w kumulacyjnym momencie temperatura nie doszła do dwudziestu pięciu kresek, choć i tak był to już mój maks tolerancji na ciepło.
Wykonałem klasycznego "kondomika" z Dębca przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Łódź, Stęszew i Komorniki do domu. Jechałem sobie najpierw spokojnie, solowo walcząc z podmuchami i z psującymi się słuchawkami (znów). W pewnym momencie, gdy w Puszczykowie intensywnie próbowałem wykonać kabelkowy cud reanimacyjny, usłyszałem koło siebie świst i zobaczyłem, że mija mnie kilkuosobowy rowerowy peleton. Wszyscy "pro", więc oczywiście ani cześć, ani pocałuj nas w SPD-y, bo przecież ja nie pro, tylko powietrze :) No ale cóż, nie zamierzałem się czepiać, tylko się podczepiać :) Zebrałem poślady i dzielnie trzymałem tempo przez dobrych kilka kilometrów, aż do Dymaczewa, gdzie musiałem się zatrzymać, żeby odebrać telefon. I wyjątkowo cieszyłem się z tego faktu, bo ekipa cisnęła godnie, mnie zaczynał już boleć łeb od upału (no nie jestem stworzony do ciepłego klimatu, nie ma co), a głupio było się tak odczepić bez powodu. Choć i tak by pewnie nikt nie zauważył, bo integracja z przelatującym komarem byłaby większa niż ze mną :) No cóż, dzięki owym koksikom przynajmniej mogłem zrobić sobie bazę do dokręcenia średniej, co łatwe nie było, bo wmordewind nie odpuszczał. Wyszło umiarkowanie przyzwoicie. Nie chcę znać wyniku koksików :)
Skleciłem wczoraj wieczorem pierwszy teścik tej mojej nowej chińszczyzny. Za dużo to z niego się dowiedzieć się nie da, ale za to można wirtualnie zwiedzić "słynną" stację kontroli pojazdów z Fiałkowa i poznać Łaciatka:)
- DST 52.20km
- Czas 01:45
- VAVG 29.83km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 222m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Roklostrada
Sobota, 27 maja 2017 · dodano: 27.05.2017 | Komentarze 5
Upał się szykuje. Na razie jeszcze jest przyzwoicie, ale na początek kolejnego tygodnia zapowiadają Saharę. Czyli tak jak pisałem wcześniej - termin "wiosna" powoli przestaje oznaczać porę roku, która występuje w polskich warunkach. Aktualnie mamy albo zimę, albo lato. Nad jesienią jeszcze zawieszono parol niepewności.
Znów musiałem zmieścić się z pięcioma dychami przed pracą, znów też ciężko mi się wstawało. Gdy przeanalizowałem kierunek wiatru to mina mi zrzedła, bo północno-zachodni oznaczał telepanie się przez całe miasto, ale wnet przypomniałem sobie o nowo otwartym fragmencie Wartostrady i gęba mi się lekko rozjaśniła. I faktycznie - gdy już dotarłem do okolic Mostu Jadwigi i wleciałem na ten fajniutki kawałek asfaltu wzdłuż Warty, podróż do Śródki, a potem dokrętka aż do Bałtyckiej, była niemal sielska. Jednak już pojawiają się pierwsze minusy - teren zaczynają opanowywać rolkarze, pół biedy jeśli ci potrafiący w miarę jeździć, ale dziś prawie bym rozjechał stado pięcsetplusów, uczących się tej sztuki, oczywiście na wjeździe, gdzie jeszcze wydzielony jest pas dla rowerów. Wrrr.



Na Bałtyckiej praktycznie na równi jechałem przez jakiś czas z jednym kolarzem, full wypas rower, lemondka, te sprawy, pełne "pro". Na tyłku miał napisane CityZen, co rozbudziło moją ciekawość poznawczą. Bowiem już trzykrotnie (pisałem o tym zresztą jakieś pół roku temu) ten napis oznaczał jedno: buc (a nawet w jednym przypadku: bucka). Nie zawiodłem się - zero pozdrowienia, wzrok tępo przed siebie, nie mówiąc o uśmiechu. Rozjechaliśmy się każdy w swoją stronę i pewnie nie będziemy tęsknić :)
Po raz pierwszy od dawna do Swarzędza dotarłem przejeżdżając fajnym kawałkiem przez wspomnianą Bałtycką, potem do Paczkowa, tam klasycznie skręt na Siekierki, Tulce i testowo przez Szczepankowo (moje zęby! Czy ktoś kiedykolwiek wyremontuje tę drogę?) oraz Rataje do domu. W tym Szczepankowie godnie usiadł mi na kole jakiś człowiek na crossie i towarzyszył dobrych kilka kilometrów, ale w końcu gdzieś odpadł i nie zdążyłem pogratulować zacięcia. A cały dzisiejszy wypad nawet mi się podobał, szkoda tylko, że musiałem zaliczyć ten spory kawałek miastem, bo mogła być przyzwoita średnia.
Aha, po czym poznać, że nadszedł "sezon"? Wystarczy wytężyć słuch. Mijałem i wyprzedzałem dziś ze trzy weekendowe rodzinne "masy krytyczne". Nie wiedziałem, że łańcuchy mogą wydawać aż tak różne, gwiżdżące, ćwierkające i przerażające dźwięki. Mogą :)
- DST 52.30km
- Czas 01:50
- VAVG 28.53km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 170m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Kruk i lis
Piątek, 26 maja 2017 · dodano: 26.05.2017 | Komentarze 8
Bywa często zwiedzionym,
Kto lubi być chwalonym.
Kruk miał w pysku ser ogromny;
Lis, niby skromny,
Przyszedł do niego i rzekł:
«Miły bracie,
Nie mogę się nacieszyć, kiedy patrzę na cię!
Cóż to za oczy!
Ich blask aż mroczy!
Czyż można dostać
Takową postać?
A pióra jakie!
Szklniące, jednakie.
A jeśli nie jestem w błędzie,
Pewnie i głos śliczny będzie»
Więc kruk w kantaty; skoro pysk rozdziawił,
Ser wypadł, lis go porwał i kruka zostawił.
Ignacy Krasiscki, "Kruk i lis".
Tyle w bajce. Dziś
za to na trasie natrafiłem na sprawną współpracę dwóch kruków
i jednego lisa, co prawda raczej nie przy serze, a przy jakiejś
padlinie. Żałowałem jedynie, że nie mam przy sobie aparatu z
jakimś porządnym zoomem, bo byłoby co kręcić. A tak wyszła
pikselowa komórkwoa kaszanka, ale wklejam jako dowód, że ciekawe
rzeczy można przyuważyć przy drogach serwisowych, takich jak ta
koło Gołusek. W tle, jako dodatek do zestawu, spacerował sobie
jeszcze żuraw, a na drodze rozpaćkany był jakiś nieszczęsny kot.
Zdjęcie tego ostatniego biedaka sobie darowałem, ale ptaka dołączam
w jeszcze większej pikselozie :)

Zrobiłem dziś
próbę. Wiało z północnego zachodu, a ja ruszyłem najpierw na
południe zamiast na północ (Dębiec – Luboń – Wiry –
Komorniki – Szreniawa – Konarzewo – Trzcielin – Dopiewo –
Palędzie – Dąbrówka – Plewiska – Poznań), bo skoro i tak
czekał mnie wmordewind to może jakimś cudem udałoby się go
oszukać…? No i już wiem – nie dałoby się. Gnojka jednego :)
- DST 65.20km
- Czas 02:17
- VAVG 28.55km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 141m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Psia pogoda...
Czwartek, 25 maja 2017 · dodano: 25.05.2017 | Komentarze 7
...była wczoraj. Dziś już o wiele bardziej sympatyczna. Nie padało, pojawiało się nawet momentami słońce i było dość ciepło. No i wiatr spuścił z tonu, gdzieś do poziomu połowy z dnia powszedniego, czyli jedynie urywało łeb, a nie konary drzew :)
Ciężko mi się wstawało, więc wyruszyłem późno i nie miałem jak pokombinować z trasą - wykręciłem w związku z tym jeden z klasyków na zachód, z Dębca przez Plewiska, Zakrzewo, Sierosław, Więckowice, Dopiewo, Palędzie, Dąbrówkę, znów Plewiska i do domu. Człowiek to jednak jest bydlę, które przystosowuje się szybko do trudnych warunków, w związku z czym pokonywanie rozkopanych Plewisk idzie mi coraz sprawniej, w czym zdecydowanie pomaga chwilowy daltonizm w temacie postawionej czasowo sygnalizacji.
W Fiałkowie zajechałem sobie na chwilę na teren coraz bardziej słynnej wśród rowerzystów z całego kraju stacji naprawy pojazdów, tej z napisem "Poznań Główny", wrakiem samolotu oraz znakiem nisko latających czarownic. Ledwo się pojawiłem podleciał do mnie i przywitał radośnie machający krzywym ogonem piesio, który rozbroił mnie kompletnie i dostał trochę głaskania gratis. Tak, to miejsce widocznie ma bardzo pozytywną aurę :)
Dokonałem dalszej części testów kamerki - wciąż jestem zadowolony, już drugi dzień :) Jednak posiadanie czegoś takiego na łbie daje sporo radochy, o której zapomniałem. Można dzięki niej uwiecznić choćby takie smaczki:
Oczywiście w realu tak panicznie to nie wyglądało :)
Jedyne na co narzekam w SJ4000 to bateria. Trzyma maks godzinę, czyli gorzej niż w starym GoPro. Ale główka pracuje i w internetach wyczytałem, iż jeden z głównych sklepów w Polsce prowadzących sprzedaż akcesoriów m.in. do SJCam znajduje się w Poznaniu, na ratajskim Osiedlu Orła Białego. Czyli: zadupie, ale bliskie zadupie :) Szybki telefon w celu upewnienia się czy da się bez wcześniejszego zamówienia zakupić na miejscu to, co potrzeba, i myk! Szybka akcja, korzystając z chwili spokoju w robocie zebrałem dupę w troki i pojechałem rowerem miejskim, czyli najszybciej jak się da. Za darmo. Bowiem dwa razy zmieniając sprzęt, czyli łącznie kręcąc trzema, zrobiłem jedenaście kilometrów z centrum i z powrotem (wyjątkowo dodaję tę liczbę do dzisiejszego ogólnego) nie wydając na to ani złotówki. Część z oszczędzonych kilku złotych za paczkomat została w mojej kieszeni, a część wylądowała w kapeluszu pewnego żebrzącego pana z pieskiem. Bo dziś (w sumie jak co dzień) psy mają u mnie same plusy :) A cała wyprawa była po zastępczą baterię, która kosztowała mnie całe 24 PLN. Mamusiu, jak ja kocham chińskie standardy cenowe! :P
Tak sobie jadąc cieszyłem się, że wyjątkowo nie miałem problemów ani z wypięciem, ani z wpięciem, ani ze stanem technicznym rowerów miejskich. Nawet zacząłem już wierzyć, że stał się cud i nadają się one do jazdy, gdy nagle na Moście Przemysła I przyuważyłem... :)






