Info
Suma podjazdów to 791371 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec26 - 52
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 54.20km
- Czas 02:00
- VAVG 27.10km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 183m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Niespieszność
Czwartek, 26 stycznia 2017 · dodano: 26.01.2017 | Komentarze 20
Niespieszny kursik, znów szosą. Mi się nie chciało przyspieszać. przyspieszeniu nie chciało się chcieć, jednym słowem zgodna leniwa komitywa. A że również nie motywował co prawda niezbyt silny, ale za to zimny wiatr, to w ogóle było sielsko. Albo antysielsko w sumie :)
Pokręciłem na południe, zaczynając od Starołęckiej, gdzie straciłem masę czasu na ddr-ce, która jak na złość była na tyle przejezdna, że za niekorzystanie z niej mógł grozić mandat, a za korzystanie groził poślizg i utrata kilku siekaczy. Jakoś toto pokonałem, by pokręcić dalej na Czapury, Wiórek, Rogalinek, tam skręciłem na Rogalin i Świątniki, gdzie miałem zawrócić, ale owo zawracanie lekko mi się przesunęło w odległości, bo tam gdzie zazwyczaj robię nawrót dziś zalęgły się grzybiarki. A jakoś nie za bardzo chciałem się przy nich zatrzymywać - paparazzi w końcu nie śpią :) Powrót to znów Rogalin, następnie Mosina, Puszczykowo, Łęczyca oraz Luboń, gdzie wstąpiłem jeszcze do oddziału swojego kołchozu odebrać pewien sprzęt. Gdy dostałem go w łapki i uświadomiłem sobie, że w tym małym i kruchym pudełku jest równowartość około dwóch i pół tysiąca nie moich złotych, zmotywowałem się do do jeszcze szybszego niespieszenia się :)
Kierowcy dziś o dziwo zachowywali się nad wyraz rozsądnie, do tego nie łamali przy mnie prawa, używali sygnalizacji, oraz mózgów, co pozwala mi mniemać, iż żaden z nich nie miałby szansy na angaż jako kierowca do transportowania pewnego rodzimego Ministra Wojny, czy tam Obrony, bo jak się okazuje po raz kolejny nie są to tam cechy wskazane :)
- DST 32.00km
- Czas 01:15
- VAVG 25.60km/h
- VMAX 42.50km/h
- Temperatura 0.5°C
- Podjazdy 45m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut szczękowy
Środa, 25 stycznia 2017 · dodano: 25.01.2017 | Komentarze 15
Fajnie i szosowo już było, ale się skończyło, znów zaczyna się poruta, wracamy do gluta :)
No niestety - dwa dni kręcenia po w miarę suchych drogach i jak na razie koniec. W nocy napadało śniegu, pozamarzało, więc nad ranem rowerem mogłem kręcić jedynie w snach. Jednak w końcu temperatura wzrosła do "plus zera" i przed pracą udało mi się zaliczyć crossem 30+ na trasie Poznań - Plewiska - Skórzewo - rondo przed Dąbrówką - serwisówka przy S11 - Plewiska - Poznań.
Po drodze dorwał mnie jeszcze dodatkowo śnieg z deszczem, który usyfił mnie kompletnie, za co bardzo podziękowała mi pralka, która czekała już od wejścia na klatkę schodową z otwartą paszczą (dla czepialskich za słówka - nie, nie trzymam pralki na klatce). Natomiast napędu używałem dziś na zasadzie "nie drażnić". Ustawiłem sobie środkowe przełożenie z przodu, piąteczkę z tyłu i modliłem się do jakiegoś tam zębatkowego bożka o to, żebym nie musiał się zatrzymywać, bo każde ruszenie z miejsca powodowało ryzyko wylądowania z pewnymi dość istotnymi męskimi elementami na ramie. Brrr. I tak to sobie radośnie kręciłem z kolanami na wysokości szczęki, siłą rzeczy mając gdzieś średnią, której nie byłbym w stanie nawet poprawić, bo przyspieszenie powodowało - tu jak wyżej. No i dojechałem. Człowiek przyzwyczaja się jednak szybko do paskudztw wszelakich.
- DST 53.30km
- Czas 01:53
- VAVG 28.30km/h
- VMAX 52.70km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 62m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Znudzenie szosą
Wtorek, 24 stycznia 2017 · dodano: 24.01.2017 | Komentarze 14
Taki żarcik oczywiście :) Drugi kurs w tym roku na wąskich kółkach - pełne szaleństwo! Do tego wolny dzień, więc szaleństwo do kwadratu, ale jak to zwykle u mnie bywa - po południu musiałem być gdzieś na końcu świata, więc wyspałem się średnio.
Pogoda w porównaniu z wczorajszą była jej starszą, brzydszą siostrą. Taką, której nikt nie chce, chyba że po pijaku i od razu wyprzeć ze świadomości :) Czyli: szaro, brudno, smutno, generalnie jakoś tak mało zachęcająco. No i ten wiaterek, co to go niby nie było, a realnie atakował znienacka. Na tyle mocno, że się strasznie wyprułem, mimo że średnia wyszła mi błaha i słaba, do tego na trasie lubianej (Poznań - Luboń - Komorniki - Trzcielin - Dopiewo - Palędzie - Plewiska - Poznań), choć nigdy nie dającej rozwinąć skrzydła przez nagłe zmiany kierunków. Ale nie, nie narzekam! Sama możliwość ślizgania się odśnieżonymi już niemal w pełni asfaltami, choć oczywiście przy zachowaniu pełnego szacunku dla zdradliwych zakrętów, to jest to, co rowetrolle lubią najbardziej :)
A właśnie, właśnie :) Natrafiłem niedawno na młody i ambitny zespół o nazwie Leśne Licho, z pewnym zacnym utworem. Teledysk... no cóż, jak na moje na nagrodę Grammy mają szansę na poziomie Rowu Mariańskiego, ale mnie kupili! :)
No to:
Ratatata ratatata ratatata ta ta!!! :)
- DST 53.30km
- Czas 01:50
- VAVG 29.07km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 116m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Szosa!!!! :)
Poniedziałek, 23 stycznia 2017 · dodano: 23.01.2017 | Komentarze 17
W końcu! Nadejszła
wiekopomna chwila, gdy „już” w dwudziestym trzecim dniu
miłościwie panującego nam roku 2017 usadziłem swoje szanowne dwie
litery na ultrameganiewygodnym szosowym siodle. Ale to nie koniec –
do tego wykonałem jeszcze swój pierwszy kurs tym środkiem
transportu! Jak ja za tym tęskniłem :)
Najpierw jednak zrobiłem kontrolny
wypad crossem po chleb do piekarni, która mieści się w linii
prostej jakieś maks... 50 metrów od mojego domu. Poczułem się jak
rasowy „dziadek monopolowy”, kursujący swoim szrotem przez 365
dni w roku od Żabki przez skup złomu do jakiejś gawry, tudzież
dziupli, tyle że bez koszyczka :) A zrobiłem to w celu weryfikacji
stopnia dewastacji mojego napędu. No i niestety najlepiej nie jest,
to znaczy da się jechać, ale każde mocniejsze przyduszenie pedałów
to już przeskok łańcucha. Czas wymienić ustrojstwo, ale kiedy znaleźć na
to czas?
Natomiast gdy już wystartowałem to
poczułem się znów jak człowiek. Co szosa to jednak szosa. Mimo
ostrożnej jazdy, bo drogi jeszcze idealne nie były, a i
niedziałający tylni hamulec (linka) nie dodawał +10 do "pewności siebie", całego „kondomika” od
strony Dębca, Lubonia, Mosiny do Dymaczewa, Stęszewa, Komornik i
znów Poznania pokonałem z bananem na ryju. Może to nie do końca
wygodne, ale pewnie dzięki temu nie odczuwałem głodu :)
Za Łodzią czekała mnie
niespodzianka. Gdy byłem w trakcie słuchania polecanego tu m.in. przez Księgowego „Pielgrzyma” Terry'ego Hayesa (teraz i ja
polecam, bo jest zacnie), a konkretnie sceny gdy furgonetką dowożony
jest na ścięcie skazaniec w Arabii Saudyjskiej, nagle zatrzymał
się przede mną jadący z naprzeciwka samochód o podobnych
gabarytach, którego kierowca ewidentnie sugerował, żebym również stanął. Miałem już wizję jak z audiobooka, ale ku mej radości
okazał się nim Jurek (kierowcą, a nie audiobookiem) :) Chwila na ploty i wymianę opinii, niestety
krótka, bo musiałem sprężać się do pracy, a Jurek aktualnie w
niej był, więc każdy poleciał w swoją stronę, ja wciąż
używając o dwa koła mniej. Choć przez tę chwilę parkowania
statystycznie każdy z nas miał na tym kawałku powierzchni po trzy
:)
- DST 52.50km
- Czas 02:01
- VAVG 26.03km/h
- VMAX 44.00km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 119m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Awaryjnie
Niedziela, 22 stycznia 2017 · dodano: 22.01.2017 | Komentarze 13
Wpis dodaję na szybko, bo za chwilę idziemy na proszony ą, ę, obiadek do znajomych. No dobra, idziemy do nich na piwo, ale lepiej brzmi pierwsza wersja :)
Wyjechałem późno, bo dobre pół godziny zajęło mi czyszczenie oraz smarowanie crossa, bo po tych ostatnich wycieczkach nabrał żółtawego koloru od piasku i soli. No i chyba przesadziłem z czymś, bo gdzieś na trzydziestym kilometrze łańcuch zaklinował mi się między największą przednią zębatką a plastikową osłoną i dobre kilka minut zeszło mi na wyskrobywaniu go stamtąd za pomocą wożonych ze sobą w podsiodłówce imbusów. Najgorsze jest to, że gdy usunąłem awarię to już każde mocniejsze stąpnięcie powodowało przeskakiwanie napędu, praktycznie na wszystkich biegach. No i obawiam się, że czeka mnie wymiana całości. Zobaczymy, jeśli uda mi się jutro pokręcić choć trochę to sprawdzę.
Zrobiło się całkiem ciepło (trzy stopnie), ale za to wiaterek lekko przyspieszył i jazda do najbardziej komfortowych nie należała. Grunt, że pięć dych wleciało i nawet specjalnie się nie usyfiłem - mogłem nawet śmiało wyciągnąć dziś szosę zamiast crossa, ale mądry Polak po wybraniu PiS-u :)
Na koniec fotka DDR-ki z okolic Żernik, zaraz przy istniejącym tam od jakiegoś pół roku ronda. Wszystko jest według rodzimych norm - obowiązkowa kosteczka, ścieżka pół na pół, zamiast wydzielonej, do tego w bezsensownym miejscu. I nawet bym się nie dziwił, gdyby coś mi nie pasowało na tym rysunku, tylko sam nie wiem co... :P
- DST 34.45km
- Czas 01:21
- VAVG 25.52km/h
- VMAX 44.00km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 52m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glutowe kredki
Sobota, 21 stycznia 2017 · dodano: 21.01.2017 | Komentarze 24
Ostatnio glutowe dystanse stają się u mnie normą. Pocieszam się jednak faktem, że tak na około 95% rodaków nie zdecydowało się jeszcze w tym roku w ogóle nawet na gluta. Oczywiście tego rowerowego :) Więc.. na bezrybiu i rower eeee... rower :)
Dzisiaj ucięcie standardowego i jedynie słusznego dystansu było istną kalką powodu wczorajszego. Czyli szklanki na drogach, która odparowała dopiero w okolicach godziny dziesiątej i wtedy wystartowałem, mając w głowie konieczność zawitania w moim zakładzie pracy chronionej. Znów na zachód, w kierunku Plewisk, w których skręciłem na Skórzewo i w ramach uatrakcyjniania sobie styczniowych wypadów po raz pierwszy w tym roku dotarłem do Dąbrowy, w niej wykonałem zwrot w kierunku DK92 i Wysogotowa, potem znów Skórzewo, Plewiska i do domu.
Brakuje mi inspiracji do glutowych tytułów, a nie lubię koloryzować. Dziś na szczęście przyszło to samo :)
- DST 31.70km
- Czas 01:14
- VAVG 25.70km/h
- VMAX 43.50km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 41m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut nieglebny
Piątek, 20 stycznia 2017 · dodano: 20.01.2017 | Komentarze 9
Otwierałem dziś oczy z pewną taką nieśmiałością. Bowiem świadom prognoz oraz sytuacji za oknem, którą można było od nocy nazwać bez ściemy oraz przesadnej pogodowej skromności jako "szklanka zdecydowanie ponad połowę pełna", po pierwsze wiedziałem, że na pełny kurs nie ma opcji, a po drugie że nawet jeśli wybiorę się na gluta to będzie on wyjątkowo śliski :)
Po wypiciu porannej kawy postanowiłem zrobić rozeznanie terenu przy okazji wyniesienia śmieci, które uświadomiło mi, że... szosa na dziś odpada :) Miałem też wątpliwości co do możliwości crossa w temacie przyczepności, ale zdecydowałem się wykonać te trzy dyszki przed pracą. Nie kombinowałem z trasą, tylko ruszyłem na jeden z ostatnio wynalezionych klasyków, czyli przez Luboń, Wiry, Komorniki i Szreniawę do Rosnowa, gdzie skręciłem znów na Komorniki, Plewiska i do domu. O dziwo nie było tragedii, bo przy zachowaniu rozsądku w temacie przyspieszania oraz wchodzenia w zakręty dało się nie wywrócić. Człowiek w pewnych okolicznościach przyrody uznaje takie rzeczy za wieki sukces :)
- DST 51.70km
- Czas 02:01
- VAVG 25.64km/h
- VMAX 43.00km/h
- Temperatura -6.0°C
- Podjazdy 73m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
(Nie)glut cofnięty
Czwartek, 19 stycznia 2017 · dodano: 19.01.2017 | Komentarze 4
Spokojnie, spokojnie, można czytać bez zwracania zawartości talerza :) Glut bowiem to jak pewnie wiadomo w trollowym słowniku dystans mniejszy niż pięć dych. I o mało dzisiaj takowym skończyłby się wyjazd, gdyż nieopatrznie poszedłem za ciosem dnia poprzedniego i postanowiłem pospać trochę dłużej, mając w tyle głowy, że i tak do roboty na tę trzynastą zdążę.
Gdy już zdecydowałem się na wyjazd, co przy temperaturze minus sześć nie było najbardziej intuicyjną decyzją w moim życiu, niebo było zachmurzone, ale nie wzbudziło u mnie jakichś podejrzeń, w przeciwieństwie do dziś już mocniejszego i mroźnego wiatru. Dokręciłem sobie spokojne do Lubonia, gdzie odczytałem smsa o treści: "W Poznaniu pada śnieg". Jak pada? Przecież tu suchutko i w ogóle... No to się przekonałem, że jednak to nie styczniowy prima aprilis, gdyż między Komornikami a Szreniawą znalazłem się w samym środku mikro burzy śnieżnej. W ciągu kilkudziesięciu sekund zrobiło się biało, a do tego bardzo ślisko, więc nie zastanawiając się postanowiłem zawrócić w Rosnowie, skierować na Plewiska i do domu. Gdzie już... śniegu nie było. Zgłupieć można.
Miałem jeszcze lekki zapas czasu, więc znów na Luboń, znów do Komornik, choć teraz trochę inną trasą, znów przez Wiry, tylko że w przeciwnym kierunku, znów Luboń, znów Poznań... Po tym moim wyjeździe czułem się jak szczeniak goniący własny ogon, ale czego się nie robi w celu likwidacji gluta? Tego dzisiejszego niniejszym uznaję za zneutralizowanego przez cofnięcie. Smacznego ;)
- DST 53.20km
- Czas 01:58
- VAVG 27.05km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura -4.0°C
- Podjazdy 121m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Guzikom śmierć
Środa, 18 stycznia 2017 · dodano: 18.01.2017 | Komentarze 10
Największą atrakcją dnia było to, że miałem wolne. Albo nie, lekko kłamię - była jeszcze większa atrakcja, w sumie powiązana z tą pierwszą, a mianowicie możliwość wyspania się. W związku z tym wyjechałem późno (po jedenastej), ale za to najedzony, kawą napity i mentalnie przygotowany na te minus cztery za oknem. Stara prawda mówi, że wódka sama się nie wypije, papierosy same nie wypalą, a rower sam nie wyjeździ. Wódki nie lubię (za to piwo uwielbiam), papierosy uznaję za temat równie śmierdzący, co abstrakcyjny, więc skupiłem się na rowerze. Nawet jeśli nie występuje on w oryginalnej wersji przysłowia :)
Ruszyłem na południe, do dawno nieodwiedzanej Mosiny, gdzie na chwilę zameldowałem się w sklepie rowerowym, żeby ocenić jak wygląda on pod nowym "zarządem". Nie mam zastrzeżeń :) Do tego nowy właściciel ma już stałych klientów ze Zgrupki (dziś trafiłem na jednego sympatycznego jej przedstawiciela), co dobrze świadczy o fachowości.
Kontynuując trasę klasycznego "kondomika" minąłem Dymaczewo, Łódź, dotarłem do Stęszewa, na wyjeździe z którego, już w sumie zaraz przy granicy z Dębienkiem przekonałem się o bezsensowności w praktyce guziczków na przejściach dla pieszych. Gdy bowiem ja byłem w trakcie hamowania przed światłem czerwonym, z boku do pasów dojeżdżał akurat samotnie na elektrycznym wózku niepełnosprawny starszy człowiek w pozycji półleżącej, do tego szczelnie opatulony kocem od mrozu. Żeby dosięgnąć guzika musiałby... wstać. Zjechałem więc na chodnik, włączyłem go za niego (ładnie podziękował) i udało się załatwić zielone, bo inaczej pewnie czekałby w nieskończoność. Jednocześnie nasunęło mi się pytanie - czy ktokolwiek konsultuje tego typu sprawy z takimi osobami? Czy jest tak jak to było (oczywiście zachowajmy proporcje) z nami, rowerzystami w latach dziewięćdziesiątych, a nawet jeszcze całkiem niedawno?
Do domu dokręciłem przez Szreniawę i Komorniki, momentami żałując, iż nie zdecydowałem się na szosę, bo część trasy była idealnie odśnieżona, za co należą się brawa dla odpowiednich służb. Ale w sumie tyłek już mi się ostro przycrossował, więc na te mniej wygodne dwa kółka jeszcze pewnie trochę poczeka.
- DST 32.10km
- Czas 01:14
- VAVG 26.03km/h
- VMAX 43.50km/h
- Temperatura -3.0°C
- Podjazdy 51m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut bliźniak
Wtorek, 17 stycznia 2017 · dodano: 17.01.2017 | Komentarze 11
Nastawiałem się dziś na "pełnowymiarową" jazdę, bo synoptycy zapowiadali lekki mróz bez opadów. Cóż, połowicznie się sprawdziło. Było mroźno. Co do opadów to sytuacja była mniej klarowna, to znaczy w internecie oraz w TV prognozy pokazywały słoneczko, a tymczasem za oknem prószył śnieg. Ot, delikatna nieścisłość.
W końcu jednak ruszyłem w okolicach dziesiątej rano, ponownie ze świadomością, iż starczy mi czasu jedynie na glutowe trzy dychy przed pracą. Wybrałem nawet trasę z grubsza podobną do wczorajszej, ruszając z Dębca w kierunku Plewisk, tam skręciłem na Skórzewo, gdzie zmodyfikowałem lekko kurs i popedałowałem w kierunku ronda przed Dąbrówką, by wrócić serwisówską przy S11 najpierw do Plewisk, a następnie do domu.
Dotarłem prawie na Alaskę czy inną Syberię, w każdym razie na coś, co posiada śnieg i zorzę :) Podpowiedź - znajduje się ona zaraz przed wjazdem do Plewisk od strony Gołusek :)
Natomiast jadąc przez Skórzewo natrafiłem na emanację Nadziei. Wyłonił się bowiem nagle przede mną taki oto napis, do tego barwy kaczego jajka:
Już, już pełen optymizmu zacząłem wypatrywać jakichś narodowych emblematów tam, gdzie pokazywała strzałka, już chciałem krzyczeć, że ja oddam bliźniaka choćby za darmo, a nawet dopłacę, byleby tylko został eksmitowany do kraju, w którym czułby się zdecydowanie bardziej u siebie, typu Korea Północna...
A tu... kicha. Chodziło o budynek mieszkalny :( Nadzieja prysła.






