Info
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec25 - 51
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 61.00km
- Czas 02:01
- VAVG 30.25km/h
- VMAX 61.60km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 338m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Positivum
Sobota, 26 sierpnia 2017 · dodano: 26.08.2017 | Komentarze 11
Całkiem fajna sobota się trafiła. Umiarkowanie ciepło, wiatr, hmmmm, jak prawie zwykle ;), bez deszczu... Prócz tego, że wstawanie szło mi opornie, żadnych przeciwwskazań do jazdy. Tylko żal, że po południu trzeba się było stawić w robocie, gdyż chciało się pokręcić gdzieś dalej i dalej.
Wykręciłem "muminkową" trasę, czyli wypracowany przez lata doświadczeń optymalny zestaw anty-DDR-kowy, od strony Dębca, Starołęckiej (miałem jechać skrótem przez Lasek Dębiński, ale postanowiłem przetestować czy wspomniana ulica może jakimś cudem stała się przejezdna - no nie stała się. Zaskoczenia nie było), Krzesin, Koninka, tam skręt na poznańską Głuszynę, potem Babki, Daszewice, Wiórek, Rogalinek, Mosina, Pusczykowo, Luboń i do domu.
W sumie nie do końca ta końcówka (czyli masło maślane level hard) wyglądała tak, jak napisałem. Bowiem w Babkach doszedłem pewnego kolarza, a moją uwagę przyciągnął strój z napisem CitiZen (klub w Poznaniu przy AWF-ie, który celuje głównie w triathlon). Pisałem już kilkukrotnie, że co na trasie napotykałem osoby płci obojga w takich strojach, to spotykałem się z zachowaniem spod znaku "zaawansowany buc" - ani cześć, ani pocałuj mnie w dupę, po prostu wzrok w kierę i świata nie ma. Tym razem z pewną ulgą (wraca czasem wiara w człowieka) przyjąłem odstępstwo od reguły, które skończyło się tym, że od Sasinowa kręciliśmy razem w sympatycznej atmosferze. Nie obyło się bez omówienia powyższego zagadnienia i wnioski o dziwo mieliśmy tożsame :)
Jak się okazało celem kolarza o imieniu Robert była Mosina i okolice Osowej Góry, na której jeszcze nigdy nie był. No to co, obudziła się we mnie dusza przewodnika i postanowiłem nagiąć lekko limit czasowy - tym samym zaliczyłem jeszcze wspomnianą górkę (podobała się ta wielkopolska anomalia, lubię takie reakcje) oraz oczywiście zjazd - niestety trafił mi się powiew w pysk, więc Vmax bez rewelacji - 61,6 km/h. Na Osowej chwilę sobie pogadaliśmy, oczywiście zareklamowałem BS, a i zgadaliśmy się na wspólne kręcenie za czas jakiś. A dzięki temu zamiast klasycznych pięciu dych wpadło mi o dziesięć więcej. Kolejny plus dodatni, w pakiecie z przyzwoitą wartością przewyższeń jak na te nasze tereny, mało konkurencyjne choćby wobec Himalajów :)
- DST 52.70km
- Czas 01:47
- VAVG 29.55km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 161m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Na Hindusa
Piątek, 25 sierpnia 2017 · dodano: 25.08.2017 | Komentarze 8
Dzisiaj niestety nie było już tak woodstockowo jak wczoraj :) Wiało zdecydowanie mocniej, a że znów z kierunków zachodnich to wybrałem się właśnie w tym kierunku, z Dębca przez Luboń, Wiry, Komorniki, Rosnowo, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie, Gołuski i Plewiska do domu, co oznaczało sporą ilość zakrętów i kiepskiej jakości dróg. Jednak lubię tę trasę, mimo że uświadczenie na niej większego skupiska drzew graniczy z cudem. Za to pól mam pod dostatkiem, dzięki czemu otrzymuję gratisowe korepetycje w tematyce agro, ale że mam już i żonę, a rolnikiem być nie zamierzam, to nie przydaje mi się to do niczego, nawet do ewentualnego wzięcia udziału w jedynym programie TVP, który osiąga jeszcze jako taką oglądalność.
Za to pojawiają się skutki uboczne, takie jak spory kawałek pełznięcia za takim czymś, cokolwiek to jest:
A już na poznańskich ścieżkach spotkałem:
1. święte krowy;
2. święte wozy.
W sumie... prawie jak na wakacjach w Indiach :)
PS. (a w sumie EDITED) - wyczaiłem fajnego "cosia", pokazującego całkiem zgrabnie profil przejechanej trasy. Nazywa się toto Relive i jest kompatybilne z Endomondo, Stravą i różnymi Garminami czy Polarami. Przykładowo moja dzisiejsza trasa wyglądała TAK.
- DST 52.40km
- Czas 01:43
- VAVG 30.52km/h
- VMAX 56.00km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 221m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Lubonioomijak
Czwartek, 24 sierpnia 2017 · dodano: 24.08.2017 | Komentarze 13
Dobra, koniec pastwienia się nad "teorią TIR-a", wróćmy na ziemię - wiatr to wiatr :) Tym bardziej, że dziś wyjątkowo udawało mi się z nim współpracować, chłopak zdecydowanie wyluzował (czyli był maksymalnie umiarkowany) i w miarę logiczny co do kierunku. Za to dwa ostatnie dni obśmiechujek mogły skończyć się dla mnie tragicznie, gdyż w Mosinie jeden z kierowców-tirowców chciał się prawdopodobnie zemścić poprzez zrobienie ze mnie marmolady, przy użyciu tylnej naczepy na nowosolskich blachach. Nie dość, że wyprzedził mnie na gazetę, to jeszcze jego wielgachną dupę miałem dosłownie o milimetry od lewego ucha. Nawet zacząłem go gonić, ale niestety - poległem na światłach.
Warunki pogodowe były bardzo ok, a sama jazda sympatyczna i przyjemna niczym wyraz twarzy woodstockowicza po znalezieniu namiotu dilera. Wykonałem "kodomika" od najlepszej strony, czyli: Poznań - Luboń - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Poznań. Pierwotnie trasa miała być inna, a powrót swoimi śladami, ale gdy już przedarłem się przez Lubońskie "ułatwienia" dla rowerzystów to odechciało mi się przerabiania tego samego drugi raz i zmieniłem plany. Nie żałuję. Im mniej Lubonia w życiu, tym zyskuje ono więcej barw :)
- DST 51.40km
- Czas 01:45
- VAVG 29.37km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 164m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
TIRamisu :)
Środa, 23 sierpnia 2017 · dodano: 23.08.2017 | Komentarze 8
Dziś wpis króciutki (i robiony ekspresowo przed pracą), bo ile można pisać to samo i o tym samym? Wiatr wciąż mocno gnoił.... Tfu!!!!! Co ja piszę? TIR-y wciąż powodowały, że powietrze poruszało solidnie flagami, co oczywiście nie jest tożsame z tym, że prądy powietrzne upierdliwie utrudniały mi jazdę. Gdzie tam. Przecież w Wielkopolsce nie wieje, jak powszechnie wiadomo :) Do tego wydaje mi się, iż kilka razy pojawiły się drobinki trotylu, ale już co do tego nie mam pewności :)
Trasa: Dębiec - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Dębiec.Temperatura wzrosła już do aż 17 kresek na plusie, jednak - jak się okazało - podjąłem słuszną decyzję o ubraniu się w cieplejszą bluzę. Na drogach jeszcze względny spokój, czyli cisza przed burzą, jaką będzie koniec lata i zapuszkowanie miast i wsi.
Skończyłem w końcu trylogię "Ostatnie Imperium" Sandersona, w wersji audiobookowej. Szkoda się było żegnać z bohaterami, ale cóż zrobić - wydawnictwo zdecydowanie polecam, szczególnie jeśli ktoś lubi inteligentne fantasy, do tego ze sporą ilością przemyśleń filozoficzno-teologicznych. Teraz zaczynam kontynuację "Millenium", autorstwa Davida Lagercrantza.
Tu jedna z moich ulubionych alejek między Szreniawą a Rosnówkiem:
A mi znów udało się przyłapać wredne TIR-y w akcji! :)

- DST 52.25km
- Czas 01:48
- VAVG 29.03km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 163m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Prezesi kukurydzy :)
Wtorek, 22 sierpnia 2017 · dodano: 22.08.2017 | Komentarze 8
Gdy tylko wyruszyłem dziś na trasę, na wszelki wypadek ubrany w rowerową bluzę z długim rękawem, pierwszym co poczułem był zimny, arktyczny powiew wiatru. Już wiedziałem, że znów będzie fajnie. I że w związku z tym rewelacji to się nie ma co spodziewać, postanowiłem więc - niczym w reklamach - zwiększyć doznania i zamiast ominąć miasto opłotkami, ruszyć przez jego spory kawałek, czyli Górczyn i Junikowo. Jak już dostać po dupie to na całego :)
Z tego, co pamiętam, to najpierw skupiałem się na asfalcie przed i pod przednim kołem, bo tak było bardziej aerodynamicznie i udawało się przy schowaniu za barankiem wycisnąć jakieś kosmiczne wartości typu 25, a nawet 26 km/h (choć standardem było 23), a potem, gdy po dotarciu do Dopiewa przez Wysogotowo, Sierosław i Więckowice zaczęło nawet fragmentami lekko mnie popychać, znów gapiłem się w podłoże do samego domu, żeby choć trochę nadrobić wynik. Po dzisiejszym wyjeździe mogę rysować górne elementy ramy z pamięci, tak samo jak każdy detal swoich butów :)
Kukurydza ostatnimi czasy zaczyna uzyskiwać wysokość kilku prezesów stojących na stołku podczas miesięcznicy, czym stwarza zagrożenie dla otoczenia, zresztą tak samo jak pierwowzór :) Tu na przykład na końcu drogi czekało mnie rozwidlenie, które musiałem pokonać na czuja, bo nic nie widziałem - tak też było jeszcze kilka razy. A niby to drzewa mordują...
Wymęczyły mnie dzisiejsze warunki, bo te 16 stopni były co prawda całkiem spoko, jednak przewiało mnie do cna. No ale jak się wczoraj można było dowiedzieć z komentarza pod wpisem, to wcale nie wiatr, a zjawisko wywoływane przez przejeżdżające TIR-y, nawet tam, gdzie ich nie ma. Ja bym poszedł dalej i nie zapomniał o trotylu, który wciąż zalega w powietrzu po pewnym pamiętnym zamachu o świcie i już wszystko jest na swoim miejscu. Tym miejscem jest świat teorii spiskowych :)
W załączeniu wiatr, którego nie ma, bo są TIR-y, których nie ma, z dziś: :)

- DST 52.10km
- Czas 01:50
- VAVG 28.42km/h
- VMAX 52.10km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 184m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Glizdex
Poniedziałek, 21 sierpnia 2017 · dodano: 21.08.2017 | Komentarze 7
No i znów się pogoda lekko zbiesiła, choć wolę te dzisiejsze 15 stopni niż 30+ z archetypowego polskiego lata. Chmury wisiały na tyle nisko, że wyruszyłem szosą w pełni świadomy, iż zamiast powrotu może mnie czekać przypływ, ale postanowiłem zaryzykować i finalnie była to dobra decyzja, bo tylko postraszyło, a po południu nawet się rozpogodziło. Tyle po raz kolejny w temacie sensowności zawodu o magicznej nazwie "pogodynek/ka".
Zamiast standardowego kółeczka zrobiłem glizdę w tę i z powrotem, z małym brzuszkiem w środku, czyli z Poznania przez Plewiska, Dąbrówkę, Palędzie, Dopiewo, Podłoziny, tam nawrotka i znów Dopiewo, Palędzie, ze zmianą w Gołuskach oraz Komornikach i końcówce znów zaliczyłem Plewiska, docierając przez nie do domu.
Podłoziny... hmmm. Zagadka - co projektant umieścił na końcu tak zacnie wyłożonego asfaltu?
Pewnie nikt nie będzie zaskoczony :) Nawet fragmencik tędy pojechałem, ba zabrakło mi kawałka dystansu.
W tej samej okolicy, na wysokości przejazdu kolejowego (100% zamykalności rogatek na mój widok), uświadczyłem wizualizację ideologicznej walki pomiędzy KAŻDY INNY, WSZYSCY RÓWNI a SEKCJA JEŻYCE I PLEWISKA (cokolwiek to jest), która umiliła mi czekanie na przejeżdżający skład. Tu w ogóle jest głębszy temat, bo nic nie jest oczywiste - jeśli najpierw był napis antynazioli, potem pomazany przez nazioli, to czemu przekreślone są dwa celtyki, a nie trzy? Czy jednak owa sekcja była pierwsza, ale wtedy kto by skreślił KAŻDYCH? Czy może jakaś trzecia siła była? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi... :)
Aha, wiało i to konkretnie, mocno. Głównie wmordewindowo i z boku, co "zrobiło" mi wynik. A jako że ostatnio na moim bajkstatsie pojawiają się morsiaste teorie, mówiące o tym, że skoro ostatniej soboty, podczas bezrowerowej wizyty w Wielkopolsce, pogoda się wyklarowała i wiatr osłabł, to jest to dowód na to, że generalnie tu nigdy nie wieje, a ja sobie coś wymyślam. W związku z tym umieszczam załącznik, ukazujący fakt istnienia całkiem solidnych podmuchów powietrza. Wolę teraz, niż potem tracić czas na bezproduktywne przepychanki w tej tematyce :)
- DST 57.05km
- Czas 01:50
- VAVG 31.12km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 271m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Świet(l)nie
Niedziela, 20 sierpnia 2017 · dodano: 20.08.2017 | Komentarze 6
Na jeden dzień wróciła fajność. I znów w niedzielę. Pasuje mi to, bo prócz tłoku na ścieżkach rowerowych, które tworzą różne mózgi i bezmózgi, reszta normalnych dróg staje się o wiele bardziej przejezdna, nawet w mieście. Choć żałowałem lekko, iż moja dzisiejsza trasa przebiega w 1/3 przez nie, gdyż średnia pewnie byłaby o jakiś kilometr wyższa. No ale mimo wszystko wybornie się jechało, mimo kilku poważnych przystanków z gatunku "świetlisty szlak" :)
Wiatr miał wiać z północnego zachodu, co oczywiście okazało się momentami teorią, bo krążył niczym ksiądz wokół koperty podczas kolędy. Był średniej siły, pomagać nie chciał, z drugiej strony też przeszkadzał umiarkowanie, udało się więc skończyć wypad przyzwoicie. Trasę zrobiłem dziś kombinowaną - z Dębca na północ Poznania przez Golęcin, potem wzdłuż Koszalińskiej na Strzeszynek, w Kiekrzu skręt do Rokietnicy, tam odbiłem na Napachanie, gdzie postanowiłem odkopać dawno nieodwiedzaną drogę do Tarnowa Podgórnego. Chciałem głównie się przekonać, czy może jakiś dobry człowiek nie wysadził w powietrze tamtejszej śmieszki o szerokości ćwiartki Pudziana. Niestety nie, ale zniknęło kilka niebieskich oznaczeń z rowerkiem, czyli idzie ku dobremu :) Z Tarnowa wydostałem się wzdłuż DK92, mijając Sady, Swadzim oraz Przeźmierowo, pojawiając się w Poznaniu na wysokości Woli i dokręcając do domu Bułgarską i przez Górczyn.

Zadowolony jestem, bo wyprzedziłem kilku solidnie wyglądających szoszonów, a tylko jeden usiadł mi na kole przed Starzynami - wcale nie był najmłodszy, a dzielnie kręcił, za co szacun. Nie pogadaliśmy sobie, bo w Rokietnicy nastąpiło rozdzielenie kierunków, ale usłyszałem na rondzie głośne "dzięki!". Poza tym - oczy dokoła głowy na DDR-kach, bo bezmyślnych mamusiotatusiów z bemyślnymi bachorami nie brakowało. Do schabowego, nie na rowery! :)
Generalnie - było bardzo miło, mimo miasta i świateł. A skoro już jestem przy tych ostatnich - pszczółkę XXL dziś widziałem :) Szkoda, że fota robiona na szybko i z rąsi, bo mało wyraźna, ale wrażenie na żywo było porażające - pani miała na sobie strój tak odblaskowy, że na jej miejscu obawiałbym się zalotów nisko latających trzmieli :)
- DST 51.90km
- Czas 01:50
- VAVG 28.31km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 164m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Jesienioprzypominacz
Sobota, 19 sierpnia 2017 · dodano: 19.08.2017 | Komentarze 9
Coraz bardziej przeraża mnie to, że coraz częściej mam rację :) Czułem pismo nosem, że jeśli przez dwa dni była całkiem fajna i nawet nie za bardzo wietrzna pogoda, to spieprzy się ona szybciej niż patologia konstruuje w tym kraju kolejne embriony na myśl o 500+... yyy... to znaczy chciałem napisać: ku chwale ojczyzny :) Stało się. Jednak mogło być gorzej, bo poranne chmury zapowiadały deszcz, który na szczęście nie nadszedł, ale i tak przez jego potencjalność wyruszyłem dopiero przed jedenastą.
Na co będę najbardziej narzekał? Coś czuję, że odpowiedź na tę zagadkę rozwiązałoby na oko 101% osób tu zaglądających. Wmordewind, oczywiście, silny i towarzyszący mi przez większość trasy z Dębca przez Luboń, Wiry, Komorniki, Rosnowo, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie, Gołuski i Plewiska do domu, skutecznie zatarł dobre wspomnienia z ostatnich wyjazdów. Ale pozwolił przypomnieć sobie, co czeka mnie jesienią - może i dobrze, czas wrócić na ziemię :) Jest jednak nadzieja - po południu zrobiło się już znów sympatycznie, więc jakaś szansa istnieje, że utrzyma się taki stan do jutra.
Zabrałem ze sobą kamerkę, ale tak to już bywa, że przy niej nagle kierowcy stają się przerażająco uprzejmi i żadnego hardkora nie upolowałem. W zamian print screen (niewyraźny, bo musiałem sporo wyzoomować) z zachowaniem rowerzysty, który tak się spieszył, że na pełnej parze wjechał na skrzyżowanie przy Dolnej Wildzie, uznając pewnie, że kolor czerwony na sygnalizatorze idealnie pasuje mu do malowania ramy. Tym razem przeżył, ale po raz kolejny się przekonuję, że znaczna część tego narodu zamiast dostępu do środków transportu powinna skupić się na bardziej pasujących tu mentalnie aktywnościach - gapieniu się w TV (najlepiej "P") oraz wchłanianiu schabowego :)
- DST 52.55km
- Czas 01:44
- VAVG 30.32km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 259m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Puszkinologia stosowana
Piątek, 18 sierpnia 2017 · dodano: 18.08.2017 | Komentarze 4
Kolejny dzień ze zdziwkiem w tle. Moje ukryte głęboko w podświadomości pokłady polactwa wyciągają czułki, gdy jest zbyt miło i fajnie, bo to podejrzane :) A dziś było ciepło, ale nie za gorąco, słonecznie, ale nie upalnie, sucho, miło, nawet wiatr był przyzwoity. Coś się kroi... pewnie jutro spadnie śnieg z deszczem, spadać na mnie będą lodowe sople, a na drodze pojawi się gołoledź :)
Jednak oczywiście narzekać nie zamierzam. Jechało mi się naprawdę fajnie. Byłoby jeszcze fajniej, gdyby nie piątek, piątunio, piątuś, czyli alternatywna wersja poniedziałku, poniedziałkunia, poniedziałusia. A mianowicie puszka na puszce puszkami poganiała. Wykonałem "kondomik" (Poznań - Luboń - Puszczykowo - Mosina - Łódź - Stęszew - Komorniki - Poznań), który ma to do siebie, że przejeżdża się przez miejscowości w większości doskonale skomunikowane z Poznaniem (przykładowo przez Puszczykowo oraz Mosinę przejeżdża kilka pociągów lub autobusów na godzinę, czas jazdy to od kilkunastu minut do pół godziny), a mimo to ludzkość korkuje drogi osobówkami, w których rzadko kiedy widuję więcej niż jedną osobę. Tak było również dzisiejszego pięknego poranka. Puszkin w wersji czystej. W Komornikach zaś pokonanie samochodowego - z grubsza kilometrowego - wężyka wykonałem prawie przez cmentarz. Jakoś trzeba sobie radzić :)
- DST 52.50km
- Czas 01:45
- VAVG 30.00km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 273m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Dziwminek
Czwartek, 17 sierpnia 2017 · dodano: 17.08.2017 | Komentarze 10
Cudowna temperatura nam nastała! Siedemnaście stopni, do tego na plusie, oraz w pakiecie znaczne zachmurzenie przez połowę trasy (przez drugą niestety borykałem się już ze słońcem), więc mogę śmiało napisać, że kręciłem w osobistym pogodowym ideale. Nawet wiatr wyjątkowo był spokojny niczym po prozacu, więc jego dość lekkie plaskacze po pysku nawet mnie nie irytowały. Sam jestem w szoku :)
Wykonałem muminka, lub jak kto woli MAPS (Lasek Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Koninko - Poznań Głuszyna - Babki - Daszewice - Czapury - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Luboń - Poznań) bez PiS. Czyli w tę lepszą stronę :) Nikt mnie nie chciał zabić, nikt nie klaksonił, nikt nawet nie zamierzał wymusić pierwszeństwa! Dziwy jakieś :) Jedyne co to musiałem się napocić, żeby te trzy dychy wycisnąć, bo trasa jest wymagająca jeśli chodzi o zakręty i zmiany kierunku. Ale prawie nie ma DDR-ek, co jest jak wiadomo celem samym w sobie.
Cholerna praca i tracenie w niej czasu. Te kilka zdań na krzyż zacząłem dodawać około czternastej, kończę już w domu, przed dziesiątą wieczorem. Powinni tego zakazać (chodzenia do roboty), muszą być jakieś priorytety :)






