Info
Suma podjazdów to 791174 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec22 - 45
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 51.70km
- Czas 01:48
- VAVG 28.72km/h
- VMAX 52.60km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 159m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Sztywniutko :)
Środa, 6 lutego 2019 · dodano: 06.02.2019 | Komentarze 6
Całe dwa stopnie! Na plusie! Co prawda dopiero pod koniec mojego dzisiejszego wypadu, ale tyle właśnie było na termometrze dnia dzisiejszego. Żar tropików normalnie :)
Niestety w samo południe musiałem być w pracy, więc skorzystałem jedynie na poziomie codzienności. Jednak miło było nie martwić się o zamarznięte drogi, lód na zakrętach, śnieg w zębach i takie tam. Jedynie wiatr oczywiście po drodze zmienił kierunek, więc nie poszalałem.
Trasa to zachodni rozjechany kapeć: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Gdzieś tam jeszcze po polach leżały zwały i zwałki białego gów... to znaczy puszku, większe lub mniejsze...
...ale generalnie było suchutko, bezproblemowo i... sztywniutko :) 
Przy okazji tego ostatniego słowa pozdrawiam tych, którym podobał się serial "Ślepnąć od świateł" - trzyma poziom książki, tak aktorsko, jak wizualnie. Tymczasem niedawno skończyłem "kolejnego Żulczyka" - "Wzgórze psów", które też zdecydowanie polecam.
Na znanej miejscówce buźka dziś smutna...
To nie ja (rowerem byłoby ciężko, ale przy wietrze w plecy do zrobienia), a nasza rodzima husaria jak zwykle myli teren zabudowany z co najmniej ekspresówką.
- DST 52.70km
- Czas 01:49
- VAVG 29.01km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 216m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Bez puenty
Wtorek, 5 lutego 2019 · dodano: 05.02.2019 | Komentarze 6
Mimo śniegu, zalegającego jeszcze gęsto na chodnikach, bocznych uliczkach i częściowo poboczach, jak i minusowej temperaturze na start (minus trzy, chwilę przed zawitaniem do domu już nawet okrągłe zero), wypad dzisiejszy uznaję za całkiem, całkiem sympatyczny. Głównie dlatego, że chwilowo przestało z nieba sypać, padać czy gradzić (gradować?). W końcu!
Wiało - całkiem solidnie - z południa i zachodu, wykonałem więc swoje ulubione "kondominium" w wersji: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Trzebaw - Szreniawa - Komorniki - Poznań. Bez przygód, bez denerwowania się, spieszenia się, bez napinki. Można? Można!

Tylko pisać nie ma za bardzo o czym, niniejszym kończę ten wpis bez puenty :)
A nie, mam jedno zdziwko - raport z Głogowskiej. "Jakość powietrza dobra". No szok i niedowierzanie!
- DST 32.50km
- Czas 01:16
- VAVG 25.66km/h
- VMAX 42.00km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 85m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut paraodwilżowy
Poniedziałek, 4 lutego 2019 · dodano: 04.02.2019 | Komentarze 9
Dobra. Znów się jakimś cudem udało. Co prawda wpadł jedynie glut, ale nie da się ukryć, że lepszy glut w garści niż chomik na... piętrze.
Ruszyłem (oczywiście crossem) z lekką obawą, czy robię rozsądnie, bo to, co widziałem za oknem, wyglądało mało zachęcająco - główne ulice bowiem były w większości czarne, ale wszystkie boczne albo świeciły na biało, albo szkliły lodem. Jak się okazało - było nieźle, bo temperatura lekko przekroczyła zero, aż żałowałem, że muszę wracać i lecieć do pracy.
Wykonałem kolejną zachodnią pętelkę, tym razem wymyślaną na poczekaniu: Poznań - Plewiska - Skórzewo - serwisówki przy S11 - Plewiska - Poznań.

Najwięcej zabawy - jak zwykle - było na śmieszkach maści wszelakiej. Kilka nawet zaliczyłem, żeby cyknąć relację dla (czyichś) potomnych, ale oczywiście tylko te, które można było zaliczyć bez używania czekana. W takim Skórzewie na przykład można było sobie śmiało zbudować na jednym z kostkowych koszmarków jaką skromniejszą wersję igloo.
Tam w ogóle jest zawsze ciekawie, bo nawet jak część została odśnieżona, to ta... dla pieszych. Ta rowerowa pozostała bielutka niczym mokre sny jakiegoś rodzimego miłośnika skrajnej prawicy.
Dopiero gdy zniknął chodnik, nie było już wyjścia, trzeba było - chcąc nie chcąc - lekko ułatwić życie miłośnikom dwóch kółek.
Poznań akurat muszę w tym względzie pochwalić - to w sumie miła rzecz raz na jakiś czas napisać coś pozytywnego o swoim fyrtlu :)
Relive TUTAJ.
A od jutra podobno ma być bez opadów. W zamian nadejdzie... mróz. Jak nie urok, to problemy gastryczne.
- DST 52.00km
- Czas 01:53
- VAVG 27.61km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 160m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
PA PA (Planowany Atak Przed Apokalipsą)
Niedziela, 3 lutego 2019 · dodano: 03.02.2019 | Komentarze 18
No dobra, trochę naciągnąłem owo planowanie na potrzeby tytułu, bo jeszcze wczoraj wieczorem, jak i w sumie nad ranem, bliski byłem myślom, iż nie pokręcę w ogóle. Taka to zasługa prognoz pogody. Na szczęście jednak to, co zapowiadane było na wczesne godziny, lekko się opóźniło, a ja ruszając po dziewiątej zdążyłem wykonać cały - jedynie słuszny - dystans. I to szosą.
Różowo jednak nie było. Wciąż miałem w głowie bowiem wspomnianą apokalipsę, czyli nadejście opadów białego gów... to znaczy puszku. I w sumie nawet mi się przez kilkanaście minut takowy trafił, ale wtedy jeszcze rozpływał się na stroju i ramie, nie bardzo przeszkadzając w jeździe. Za to wkurzał północno-zachodni wiatr, dziś już niestety upierdliwy. On, jak i zachowawcza jazda (bo mimo wszystko bywało ślisko), dały mikry dzisiejszy wynik.
Trasa to klejony na żywca miks zachodni, z opcją szybkiej nawrotki w razie "w" (nie było to na szczęście konieczne), czyli: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Głuchowo - Gołuski - Palędzie - Dąbrówka - serwisówki przy S11 - Dąbrowa - Wysogotowo - Zakrzewo - Plewiska - Poznań.
Znów zaliczyłem to coś, co zakwitło jakiś czas temu w Komornikach. Czemu? Nie mam pojęcia. Widocznie mam w sobie podświadomego sadomasochistę :)
A przy serwisówce nie mogłem sobie kolejny raz odmówić foty przy mojej ulubionej uliczce. Oczywiście zasługuje na to nazwą, jedną z lepszych jak na moje. 
A gdy już chciałem odjeżdżać, zobaczyłem, że komuś ukradziono tu drzwi do lasu i została tylko klamka :) Na wszelki wypadek nie zabierałem, bo może ktoś jej będzie szukał.
Kilkanaście minut po powrocie zaczęło sypać, zaliczony więc został jeszcze spacer z psem (połowa już w konkretnej śnieżycy) i... tyle zapewne będzie ruchu co najmniej do pojutrza. Bowiem zerkając teraz za okno, gdzie można lepić bałwana, oraz analizując minus na termometrze w nocy, mogę już znów zacząć odkurzać chomika :/
- DST 52.50km
- Czas 01:47
- VAVG 29.44km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 4.0°C
- Podjazdy 211m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wiosna (jednodniowa)
Sobota, 2 lutego 2019 · dodano: 02.02.2019 | Komentarze 14
Jak się miło człowiekowi robi na sercu, gdy pogodynki spektakularnie dają ciała, oczywiście w wersji pozytywnej. Miało być dziś ciepło, owszem, ale jednocześnie deszczowo, a nawet śniegowo-deszczowo. Tymczasem udało mi się przejechać cały dystans o suchej stopie, a nawet tyłku (zamontowany na szybcika błotnik też miał w tym swój udział), czując jednorazowy powiew wiosny. Oj, już tęskno za nią.
Mimo że wiało (niezbyt mocno, muszę przyznać) ze wschodu, to pojechałem na zachód i wykonałem przed pracą moje najukochańsze "kondominium": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Szreniawa - Komorniki - Poznań..Bo tak :)
Zatrzymałem się na chwilę w... górach. Puszczykowskich Górach :)

A że najwyższe wzniesienie tego pomorenowego cosia to zaledwie 117 metrów nad poziomem morza? Oj tam, oj tam :)
Na odcinku "piątki" między Komornikami a Głogowską w Poznaniu znów zostałem dwukrotnie wytrąbiony przez jakichś frustratów - jednego w osobówce, drugiego w wywrotce. Wciąż się nie mogę nadziwić, że nawet zawodowi kierowcy (czyli ten drugi) nie wiedzą, po jakiej klasy drodze się poruszają - to, że autostrada jest pod wiaduktem, na który da się z niej wjechać, nie oznacza, że znajduje się i na nim. Choć - jak widać - dla niektórych nie jest to oczywiste.
Co do paskudnego w teorii pogodowego jutra - niestety wszystko wskazuje na to, że prognozy już się przełożą na rzeczywistość :/ No ale za dziś szacuneczek!
Na koniec podsumowanie stycznia: w ciężkich, naprawdę ciężkich warunkach uciułałem 1217 kilometrów, korzystając z każdej okazji do wyściubienia kół za drzwi. A i tak nie dało się uniknąć 94,5 km na chomiku. Średnia wyszła tragicznie słaba 26,5 km/h. Paskudny to był miesiąc, nie da się ukryć.
- DST 52.25km
- Czas 01:54
- VAVG 27.50km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 216m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Tańcząc w jasnościach
Piątek, 1 lutego 2019 · dodano: 01.02.2019 | Komentarze 10
Dziś - niestety - zwykły dzionek roboczy, nie miałem więc za bardzo pola manewru w temacie godziny wyjazdu. To znaczy wybór owszem był, ale tylko taki: albo ruszam przed dziewiątą, gdy kreseczka na termometrze miała dylemat, czy wskazać na minus cztery czy już na minus trzy, albo nie ruszam wcale. Oczywiście, choć wbrew pozorom decyzja nie była łatwa, wybrałem bramkę numer jeden. Pod koniec nawet pławiłem się w upale, czyli wypasionym zerze.
Tak jak wczoraj, warunki do poruszania się szosą nie były idealne, ale do przeżycia, Wykonałem południowo-wschodniego "szczurka", czyli: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Rogalin - Świątniki, a za nimi nawrotka przy lesie. wrrrróććć, przy "lesie" bo tu już należy użyć czasu przeszłego.
Powrót wykonałem przez Rogalinek. Wiórek, Czapury, Starołęcką (wrrrr...), Hetmańską i do domu.
Jak zwykle - póki jeszcze istnieje - zatrzymałem się pooglądać Wartę na moście przez Rogalinkiem. Eh, szkoda będzie tego miejsca :/
W tym samym Rogalinku, gdy wchodziłem w zakręt na Sasinowo, taki sympatyczny, bo pod kątem prostym, zostałem zaskoczony przez zamarzniętą kałużę, która specjalnie tam na mnie czekała. Hmmm, a zawsze sądziłem, że nie potrafię tańczyć :) A tu proszę, lewo, prawo, nóżki, rączki i... utrzymałem pion. Ufff :) Fakt faktem, gdyby coś jechało z naprzeciwka, to pisałbym teraz pewnie ze szpitala.
Ciekawie było również na śmieszkach, m.in. na tej, którą już wklejałem przez ostatnie dwa dni, a także w Łęczycy. W tym przypadku wybrałem jednak zwykłą drogę. Przy okazji - ktoś wie, co to za znak, ten z rowerem? Jak na moje - nakaz jazdy. I tego się trzymajmy, żeby nie komplikować :)
A ten biały pasek po lewej to coś oznaczonego znakiem podobnym, ale na niebieskim tle. Na bank to zakaz jazdy na dwóch kółkach - to chyba logiczne? :)
Oczywiście się - jako osoba przede wszystkim szanująca prawo - dostosowałem :) Aha, nikt nie klaksonił - czyżby szło powoli ku dobremu?
Na średnią lepiej nie patrzeć - priorytetem było przeżycie. No i walka z wiatrem, który się - gnój jeden - nieźle rozkręcił.
Jutro ma przyjść nagłe ocieplenie. Super! A przy okazji... deszcz ze śniegiem. Suuuuper :/ Chomik się już kłania.
Aha, a skoro już jesteśmy przy czworonogach - info dla fanklubu Kropy: dziś to nasze "bydlę" skończyło rok :)
- DST 55.10km
- Czas 01:58
- VAVG 28.02km/h
- VMAX 50.00km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 181m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Legalne pisiont
Czwartek, 31 stycznia 2019 · dodano: 31.01.2019 | Komentarze 2
Ostatni dzień stycznia miałem wolny, co w końcu pozwoliło mi zrealizować jedno z marzeń - wyspanie się. Potem niespieszne śniadanie, kawka, no i wyczekiwanie, aż zrobi się choć trochę cieplej, bo wbrew szumnym zapowiedziom nie pojawiła się dziś nagle wiosna.
W końcu, gdzieś chwilę przed południem, temperatura przekroczyła magiczne zero w kierunku górnym (w ciągu jazdy wzrosła nawet do plus dwóch!), może więc było ruszać. Tylko czym? Jazdy crossem miałem już dość, tym bardziej, że działa w nim już praktycznie coś koło połowy hamulca, ale drogi były jeszcze zmrożone, więc szosa nie do końca była wyborem intuicyjnym. Jednak stanęło właśnie na tej drugiej - jak szaleć, to szaleć :)
Na początku srogo żałowałem - były bowiem śmieszki zapomniane przez bogów i urzędników, których nie dało się ominąć...
...jednak generalnie, gdy już się zaczęło je olewać, kręciło się całkiem spoko, choć oczywiście wciąż trwała analiza sytuacji na ulicach do kilometra naprzód.
Wykonałem wschodni wariant, w wersji: Dębiec - Hetmańska - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Borówiec - Gądki - Robakowo - Dachowa - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Hetmańska - Dębiec.
Przez jedyny leśny (już niestety częściowo) fragment towarzyszyła mi para drapieżników, prawdopodobnie myszołów (jeden widoczny wyraźnie na tle nieba, drugi ukrył się w cieniu drzewa). Uwielbiam te ich kwilące nawoływania!
Zatrzymałem się na chwilę przy Zalewie Szczodrzykowo, miejscu, gdzie zazwyczaj jest wiele ciekawego ptactwa wodnego. Dziś był jedynie lód, lód i jeszcze więcej lodu. 



Ta miejscówka znana jest jeszcze z jednego ciekawego motywu - kilku śmierci wędkarzy, spowodowanych... zahaczeniem wędką o druty. Jeśli ktoś jest zainteresowany, żeby dowiedzieć się, jak niebezpieczne jest wędkarstwo, proszę bardzo, TUTAJ dowód.
Wpadło pięć legalnych dych - i o to chodziło! :) Relive pod tym linkiem.
Aha, z czekaniem na zamkniętych przejazdach kolejowych dziś bez tragedii - zaledwie trzy na pięć możliwych :)
No i jeszcze kadry z popołudniowego spaceru po Dębinie, do Warty i z powrotem. Pies już zapomniał o sterylce, ADHD pozostało :) 

Kaczki są nudne, perkozy (niestety prawie niewidoczne na zdjęciu) - to dopiero atrakcja :)
- DST 32.00km
- Czas 01:15
- VAVG 25.60km/h
- VMAX 41.50km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 112m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut glizdowościeżkowy
Środa, 30 stycznia 2019 · dodano: 30.01.2019 | Komentarze 4
Po wczorajszym kolejnym ataku zimy tej zimy (a już myślałem, że globalne ocieplenie załatwiło sprawię, jak widzę - jeszcze nie) i zaledwie 31 kilometrach na chomiku, był już głodek jazdy. Tym bardziej, że analizując poprzedni rok, przypomniało mi się, jak to ładnie i zielono jest wiosną, a kolorowo jesienią. Więc się chciało.
Szkopuł był tylko w jednym skromnym "ale" - nocnym przymrozku, który utrzymywał się do okolic dziewiątej rano. A mróz oraz nie wszędzie jeszcze rozjechane śniegowe drogi to połączenie mało komfortowe, więc marzenia z rzeczywistością się lekko - jak zwykle - rozeszły. Finalnie skończyło się na tym, na co pozwoliły mi zasoby czasowe przed pracą, czyli na glucie, zimnej i wietrznej gliździe w wersji: Dębiec - Hetmańska - Starołęcka - Krzesiny - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęcka - Hemańska - Dębiec.
Powyższy obrazek jest dla zmyły, bo to nie górki, to wciąż Poznań, a i drogi w większości były czarne, choć zawierające spore zasoby lodowych placków, jazda była więc nad wyraz ostrożna. Tym bardziej, że jak zwykle śmieszki nadawały się bardziej do trenowania dla Justyny Kowalczyk niż nałogowego rowerzysty :)
Po przejechaniu tego dzisiejszego mikro dystansu mogę uznać się za szczęściarza - stałem zaledwie dwa razy na zamkniętych przejazdach. A mogłem co najmniej trzy! :)
Pisząc wczorajsze podsumowanie roku, zapomniałem o planach na 2019. Oto one w skrócie. A co z nich wyjdzie - zobaczymy, bo zaległości są spore :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Podsumowanie 2018
Wtorek, 29 stycznia 2019 · dodano: 29.01.2019 | Komentarze 13
Zabierałem się za to podsumowanie niczym pies do jeża. No ale kiedyś trzeba :) A że dziś nie pokręciłem, bo pogoda zafundowała w Poznaniu program "Alaska+", to... do dzieła!
***
STYCZEŃ
Rok rozpocząłem dość nietypowo, bo w... Łodzi. Tam bowiem moi Rodzice obchodzili 40-lecie małżeństwa, nie wypadało więc się nie pojawić. 
Jednak Sylwester udało się spędzić na tyle trzeźwo, że nie tak późnym popołudniem wylądowaliśmy w Poznaniu i przyszło mi na dzień dobry z nowym rokiem wykonać symbolicznego gluta. Reszta miesiąca to walka to z deszczem, to z mgłami, to z lodem. Wymieniłem również napęd w crossie.
LUTY
Miesiąc przełomowy, bo to właśnie na jego początku zdecydowałem się na zakup nowej szosy, czyli T-rek(s)a. Bardzo okazyjnie, po dużej zniżce, z minimalnym przebiegiem - do tej pory uważam to za jeden z lepszych zakupów rowerowych.
Jednak - jako że były jeszcze przymrozki - katowałem starego szosowego Ventyla, co było zdecydowanie dobrym wyborem, gdyż zaliczyłem na nim m.in. pierwszy dzwonek, gdy jakiś inteligent wylał w Tulcach na łuku drogi hektolitry wody ze swojego obejścia, która oczywiście w mig zamarzła.
W pierwszej połowie lutego wpadł zawodowo do Poznania kolega Janusz vel Huann, więc udało się nam poznać na żywo, dużo przegadać, a i przy okazji zrobić sporą rundkę po poznańskich Targach. A poza tym? Mroziło - w dzień było nawet minus 9!

Aaa, no i zalało Wartostradę :)
MARZEC
Zaczął się od słynnej tragedii, która rozegrała się kilkaset metrów od mojego domu, gdy polski terrorysta (bo jak to inaczej nazwać?) wysadził w powietrze jedną z kamienic - zginęło kilka osób, wiele straciło tymczasowo dach nad głową. Aktualnie w tym miejscu nie ma nic, prócz ogrodzonego terenu.

Ze spraw rowerowych - zrobiło się ciut cieplej, więc dzięki namowom kolegi Huberta vel BUS-a ((w końcu poznanego w realu) zrobiłem pierwszą tego roku setę.
Zaczęły również masowo znikać z moich tras lasy, które były tam od zawsze, dzięki szkodnikowi o nazwisku Szyszko.
Aha, na początku miesiąca trafił się kilkudniowy, nierowerowy wypad z Żoną do "naszego" Krakowa.
KWIECIEŃ
W drugiej połowie miesiąca wiosna wystrzeliła pełną parą! Zaczęło się robić pięknie i kolorowo.
Jednak najważniejsza rzecz stała się zaraz po Świętach Wielkanocnych - adoptowana została Kropka, która całkowicie pozmieniała mi priorytety :) Rower owszem, owszem, ale dla psa musiał się czas znaleźć, co do dziś odczuwam w postaci permanentnego niedospania :) Kropa podbiła nasze serca, powłaziła nam umiejętnie na głowy, zeżarła połowę mieszkania, ale to wszystko nic przy radości, którą nam zapewniła. Teraz się głośno zastanawiamy, jak to nam się żyło w erze "przedkropokowej"? :)



Pod koniec kwietnia udało się spotkać na żywo kolejnego z mega sympatycznych bikastatswiczów - Marcina vel Lapeca, który po raz kolejny objeżdżał Wielkopolskę rowerowo. Przy okazji uścisnąłem grabę jego kuzynowi, nieświadomie odbierając mu później przyjemność oprowadzenia rowerowo po "mojej" Dębinie :)
MAJ
Niewiele ciekawego, prócz może dość dobrego wykonanego dystansu - 1722 km, oraz intensyfikacji spacerów, bo Kropa już mogła zdobywać świat :) Do tego pojeździłem trochę - jak nie ja - w terenie...

...oraz odkryłem, że mamy pod Poznaniem kopalnię :)
Aha, byłem jeszcze na "słynnym" meczu Lech - Legia, zostając oszukany, bo płaciłem za całość, a dostałem 2/3 :)
CZERWIEC
Na początek wypad w "moje" Sudety, a po powrocie dalsze zwiedzanie świata na dwóch kołach zamiennie z sześcioma, a czasem ośmioma łapami (łącznie) :)


Na "płaskim" też bywało fajnie :)




LIPIEC
Przede wszystkim zrobione 100+ z BUS-em, z powodu smutnej okazji zobaczenia po raz ostatni ponad setki drzew, które szły pod nóż z okazji poszerzania drogi na Buk. 
Ten miesiąc był wybitnie wietrzny, deszczowy, a i dość chłodny jak na środek lata. Choć były i wyjątki.


Poza tym - proszony przez Morsa - zawitałem na zlocie emerytów :)

SIERPIEŃ
Sierpień to miesiąc kórnickiego maratonu, w którym i ja tym razem wziąłem udział jako... kibic. Ale dość aktywny, towarzyszący "grupie Bitelsa" przez kilkanaście kilometrów.
Potem weszła jeszcze seta - tym razem już solo - do Środy Wielkopolskiej, w celu nawiedzenia tamtejszej wąskotorówki. 
Pod koniec miesiąca zaczęły kwitnąć moje ukochane dożynki i było co robić na trasach :) 


Łącznie wyszedł wtedy miesięczny rekord - 1738 km. Sporo też przespacerowane po WPN-ie z psem. 


...a i tam pojeżdżone.
Była temperaturowa masakra!
WRZESIEŃ
Początek miesiąca to znakomita pogoda – słonecznie, ciepło (ale nie za ciepło), czyli warunki idealne. Korzystając z jej dobroci, odwiedziłem sobie stare śmieci, ale też udało mi się wpakować pewnej niedzieli do… muzeum w Stęszewie, co wbrew pozorom okazało się być bardzo ciekawym doznaniem. 
Gdzieś tak w drugiej połowie straciłem z powodu remontu dostęp do mojej ulubionej trasy, czyli „kondominium”, zacząłem więc z musu kombinować z nowymi drogami – kilka z nich objechałem po raz pierwszy, co można uznać za jakiś tam plus tego minusa. Potem, z dnia na dzień, pogoda się zbiesiła i w ciągu jednej doby temperatura spadła o kilkanaście stopni, oczywiście przy okazji zaczęło wiać, do tego zakwitł mi kolejny remont, w Gołuskach. Niechybny to był znak, że kończy się nie tylko rok, ale i termin zgłaszania robót drogowych w celu uzyskania dopłat z Unii :)
Wrzesień do końca miażdżył kolorami, na przykład na Dębinie.
PAŹDZIERNIK
Miesiąc jak zwykle kolorowy, ale i deszczowy. Doszły do tego wybory samorządowe, które upaćkały wszelkie slupy, płoty i tym podobne miejsca pyskami kandydatów. Ja zaś odkryłem, iż w Dupiewie, zwanym oficjalnie Dopiewem, wójt wymyślił sobie, że najłatwiej o głosy wyborców dzięki budowie śmieszki, oczywiście takiej z kostki, w miejscu, gdzie nikt jej nie potrzebuje. Czyli Polska w klasycznym wydaniu. 
Udało się pojechać w moje górki, co jak zwykle mnie naładowało pozytywnie na końcówkę roku. 




Przy okazji zawitałem na przedwyborczą konwencję PiS-u – i przeżyłem, choć brzuch mnie bolał ze śmiechu. 
Po powrocie przyszły wybory z nowymi możliwościami oddawania głosu...
...a ja wraz z Kropą łapałem jeszcze smaczki jesieni w WPN-ie.




Końcówka października to już paskudna pogoda, choć i tak odkryłem ”swoją” rejestrację :)
LISTOPAD
Zaczął się od obowiązkowej już dla mnie wizyty na zapomnianym cmentarzu na Dębcu. 

Zajmowała mnie przez jakiś czas sprawa kretyńskiej śmieszki w Gowarzewie... 
Wszędzie dokoła zaś chciano wycinać, to drzewa, to zwierzęta, dzięki czemu udało się przeprowadzić tu sporo ciekawych dyskusji.
Z okazji kolejnego remontu trzeba było stawać na głowie, żeby go objechać… :)
Resztki słońca wskazywały kierunki...
A i Kropa skorzystała spacerowo. 




Pod sam koniec zaliczyłem mega fajną wystawę zorganizowaną przez modelarzy kolejowych.
No i spotkałem Bukę :) 
GRUDZIEŃ
Zaczął się ślizgawicą i sobie tak trwał. Zaczęto mi też psuć ”kondominium” planami budowy (prawdopodobnie) śmieszki. W międzyczasie otwarto tę w Dupiewie. 
Z pozytywnych rzeczy – można już było nawiedzić wieżę widokową na Szachtach. 

W Poznaniu pojawiły się też hulajnogi, czyli zaczął się niezły burd… bałagan. 
Zaczęło być śnieżnie. 
Ale rok zakończył się deszczowo.
Uffff… Było co opisywać, czas na podsumowanie podsumowania. Żegnajcie, kolejne przeżyte 365 dni :)
***
Rok 2018 zakończyłem z rekordowym dystansem 19 101 km i prawdopodobnie już go nie pobiję, chyba że na emeryturze :) Weszły co prawda zaledwie trzy setki, ale wolę regularność od kumulacji. Średnia za cały okres, na trzech rowerach, to 28,2 km/h. Ciężko ocenić czy to dobrze, czy słabo.
Z rzeczy dodatkowych: przeszedłem (choć to tylko statystyka z rejestrowanych wypadów, czyli znacznie zaniżona) około 950 kilometrów, a na chomiku jakimś cudem siedziałem zaledwie przez 162 kilometry.
Przeczytałem trzynaście książek (mało!), wysłuchałem siedemnaście audiobooków oraz wsączyłem uszami sto trzydzieści sześć albumów muzycznych :)
- DST 52.50km
- Czas 02:03
- VAVG 25.61km/h
- VMAX 41.50km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 189m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Na łyżwach
Poniedziałek, 28 stycznia 2019 · dodano: 28.01.2019 | Komentarze 12
Chwilowo wróciła normalność. Co prawda - z tego co widziałem w prognozach - jedynie na jeden dzień, bo na jutro znów zapowiadają śnieg i przymrozki, ale co skorzystałem to moje. Niestety, do ideału sporo zabrakło, co będzie widoczne w dalszej części wpisu, jednak możliwość jazdy po w większości czarnych drogach wywołała u mnie skurcz na pysku zwany uśmiechem.
Sam sobie post factum gratuluję, iż odpuściłem pomysł ruszenia szosą. Wybrałem crossa ze względu na wieloletnie życiowe doświadczenie (jednak z tą ewolucją coś jest na rzeczy) i podejrzenie, że tak różowo to jednak nie będzie. Nie pomyliłem się.
Trasa to "muminek", ale z guzem mózgu, który pojawił się przez konieczność objechania Lasu Dębińskiego - tam można było ewentualnie wybrać się na łyżwy. Reszta szlaków, czyli przez Hetmańską, Starołękę, Krzesiny, Jaryszki, Koninko, Szczytniki, Sypniewo, Głuszynę, Babki, Czapury, Wiórek, Sasinowo, Rogalinek, Puszczykowo, Łęczyce i Luboń do domu, to mniej lub bardziej mokre drogi, jednak i tak wyglądające na komfortowe względem ostatnich dni. Aż do, oczywiście, DDR-ki w Łęczycy, która prezentowała się tak oto:

Jak widać - nawet próbowałem nią jechać, bawiąc się przy tym całkiem dobrze, bo w końcu niecodziennie można zdobyć umiejętność aktywnego ślizgacza :) W końcu jednak się wkurzyłem, stwierdziłem, że nie ma się co wydurniać i wróciłem na drogę, bo zakaz zakazem, ale zdrowie ważniejsze. O dziwo obyło się tym razem bez klaksonienia.
W Puszczykowie śmieszka wyglądała znacznie lepiej. 
Gdy zatrzymałem się w losowym miejscu, żeby ją sfocić, okazało się, że jednak nie do końca jest losowe, a chyba siła podświadomości kazała mi się zatrzymać akurat w tam :) Przy minusie dla piwosza za śmiecenie, mały plusik za dobry gust - zawsze doceniam, gdy widzę, iż kto nie zatruł się jakimś Harnasiem, a skonsumował bardziej szlachetny trunek.
W Czapurach specjalnie ustąpiłem - w ramach walki z zabobonami - czarnemu kotu. Idącemu do Żabki zresztą. Istny zwierzyniec :)
No i na koniec chyba póki co ostatni RYŚ. Taki wyliniały już.
Jutro prawdopodobnie znów chomik.






