Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239864.60 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 784210 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 54.70km
  • Czas 02:01
  • VAVG 27.12km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 134m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Czarnowidztwo

Piątek, 28 grudnia 2018 · dodano: 28.12.2018 | Komentarze 15

Grudniowego dokręcania ciąg dalszy. Wciąż pogoda bardziej jesienna niż zimowa, co w sumie cieszy, bo lepiej zmoknąć niż panicznie łapać równowagę na oblodzonej ulicy lub torować sobie drogę łopatą wśród zasp. Jednak nie oznacza to oczywiście, że jechało mi się dziś dobrze, bo głównie siąpiło, czasem następowało oberwanie chmury, a jedynie chwilami niebo było wolne od opadów.

Wykonałem zachodnie kółko, jedno z wielu opatentowanych: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Dąbrówka - serwisówki - Plewiska - Poznań. Wolniutko, bo wiało solidnie i zmiennie, więc utrzymałem typowy zimowy poziom, który gdybym trenował, nazywałby się pewnie roztrenowaniem :)

Już na szóstym kilometrze pysk mi się złośliwie roześmiał, bo przyuważyłem, jak policja spisuje kierowcę srebrnego BMW (nie da się ukryć, mam wiele uczuć do tej marki, baaaaardzo szczerych), niestety po chwili stężała, gdyż stanąłem w potężnym korku na granicy Poznania i Plewisk, który dopiero po odczekaniu swojego i upierdliwym pełznięciem za sznurem aut udało mi się ominąć. Potem był już luz.

Choć perspektywy były, hmm... mało optymistyczne :)

Zdarzały się również momenty straszne - zawsze bowiem gdy patrzę na kościół w Dopiewie miewam coś na kształt zawału :) Architekt musiał być wybitnie wredną bestią.

Fiałkowo, czyli... Poznań Główny, tym razem w barwach Powstania Wielkopolskiego.

A skoro już jesteśmy tak przy temacie, jak i w tej okolicy - niedaleko Fiałkowa znajdują się Więckowice, czyli jedna długa ulica, przy której jakiś czas temu oczyszczono teren wokół stawu. Niestety wycięto (cóż za zaskoczenie) wiele drzew, co prawda nasadzono kilka nowych, ale zrobiło się trochę smutno. Interesujący jest pomost, którego istnienie co prawda nie za bardzo do mnie przemawia, ale skoro powstał, to można sobie zrobić na nim fotę. Może o to chodzi? :)


Poza tym, że generalnie jest smętnie i łyso...

...można się jeszcze poduczyć, gdyż przy przebudowie tego miejsca dołożono ścieżkę edukacyjną oraz pomnik ku czci powstańców. I to jest chyba jedyny plus na tej pustyni z wodą pośrodku.


Relive TUTAJ.




  • DST 52.20km
  • Czas 01:51
  • VAVG 28.22km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 201m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Marszowo

Czwartek, 27 grudnia 2018 · dodano: 27.12.2018 | Komentarze 22

Pierwotnie miałem dziś mieć wolny dzionek, ale jak to z pracą - czasem nie ma wyjścia, trzeba zacisnąć zęby i się w niej pojawić nadprogramowo. Wyjątkowo i ja się na to zgodziłem (raz na ruski rok można), ale pod warunkiem, że stanie się to na zasadzie "będę jak będę", czyli bez stresu o zbyt wczesne wstawanie i takie tam powidoki codzienności. Tym samym spałem dziś do dziewiątej, zanim ruszyłem zjadłem śniadanie, napiłem się kawki oraz na spokojnie (jak to mówią w Wielkopolsce - "ze spokojem") ogarnąłem psa i dopiero wtedy ruszyłem.

Co prawda w nocy padało, ale w dzień dało się już kręcić niemal na sucho, jednak na wszelki wypadek po raz pierwszy zamontowałem w T-rek(si)u "mobilny" błotnik. Przydał się, bo suchy tyłek to wartość sama w sobie :) Wykonałem lekko zmodyfikowane "kondominium" w wersji: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewa dwa - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. W końcu bez wahadeł (ale są jeszcze pojedyncze miejsca z nieodnowionym asfaltem, więc na pewno się jeszcze pojawią), za to ze sporym poświątecznym ruchem, w którym oczywiście nie zabrakło istot z defektami w mózgownicach (szczególnie pozdrawiam w tym miejscu srebrne BMW wyprzedzające na trzeciego przed Dymaczewem).

W sumie to przyzwoicie mi się jechało - może bez fajerwerków, ale za to bez śniegu, lodu, szklanki, gołoledzi, przymrozku czy zawiei, czyli.. jakoś dziwnie ;)

Wciąż zagadką pozostaje, czym będzie to, co w tle widoczne jest na poziomie kół. Zastanawiam się nad tym nie tylko ja, ale i część wielkopolskiego BS-a. Teorie są dwie - DDR-ka lub poszerzone pobocze. Całym sercem jestem za tym drugim, choć głowa mówi, że to Polska i będzie raczej śmieszka. Ale gdzie w tej układance zmieścić rów, który ciągnie się od Witobla (Witobela?) do Łodzi? Nie mam pojęcia.

Dzisiaj setne obchody Powstania Wielkopolskiego...

...więc gdy byłem z psem na spacerze, musiałem swoje odczekać, bo ulicę prowadzącą do lasu miałem zablokowaną przez kolumnę na sygnale, w której prawdopodobnie znajdował się Morawiecki. Tym razem żadne Seicento, z tego co wiem, nie ucierpiało :) A Kropa aż nabrała marszowego drygu :)




  • DST 53.00km
  • Czas 01:57
  • VAVG 27.18km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 150m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Głównie usznie :)

Środa, 26 grudnia 2018 · dodano: 26.12.2018 | Komentarze 13

Kolejny dziwny grudniowy dzionek - dość ciepły (pięć stopni, do tego na plusie), ale jednocześnie pod znakiem siąpiącego bardzo, ale to bardzo leciutko deszczu i znów silnego zachodniego wiatru. Jechało się (pod "się" należy wstawić moją skromną osobę) więc co prawda fajnie, bo szosą, ale komfortu w tym było niewiele. Jednak oczywiście mogło być gorzej, lecz na szczęście białe święta ominęły okołopoznańskie rejony - i niech tak już będzie co roku. Z góry dziękuję :)

Samo kręcenie to powolne pełzanie na trasie spłaszczonego czegoś o kształcie niczego, czyli: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Głuchowo - Plewiska - Poznań. Znów na drogach pusto, więc jeden gazeciarz nawet nie zepsuł mi całokształtu fajności z widoku niezakorkowanych ulic oraz lubianych miejsc bez puszek w tle :)


Po drodze, korzystając z mentalnie sprzyjającej aury, skończyłem słuchać "Dallas '63" Stephena Kinga (rzadko mi się zdarza, że nie jestem jakąś książką znudzony ani przez minutę, i ta jest właśnie taka), a przez resztę czasu - jak zwykle w czasie świąt - nadrobiłem zaległości w mrocznej muzie mojego okresu spod znaku "bachor666+". Nowy Amorphis (mimo że złagodniał) to miód na uszy, a że zaczął kolaborować z innym kultowym głosem - Anneke van Giersbergen, miałem wypad ustawiony :)




  • DST 52.30km
  • Czas 02:05
  • VAVG 25.10km/h
  • VMAX 41.50km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 155m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Hirschberger Strasse

Wtorek, 25 grudnia 2018 · dodano: 25.12.2018 | Komentarze 16

Dziś wpis na szybko, ze względów rodzinno-każdych innych.

Od rana padało, ale w końcu przestało. Przygotowany oczywiście byłem na to, że gdy ruszę, będzie po chwili zupełnie odwrotnie, co częściowo się stało, jednak na szczęście bez tragedii - głównie kropiło i obyło się bez większych ulew.

Trasa to spontan, więc wygląda jak rozpaćkany dinozaur. Ruszyłem koło dziesiątej, z Dębca przez Kopaninę, Grunwald, Junikowo, Skórzewo, Wysogotowo, Dąbrowę, Zakrzewo, serwisówki, Dąbrówkę, Palędzie, Gołuski i Plewiska do Poznania. Miasto było cudowanie puste (czemu nie może tak być codziennie?), więc mimo warunków oraz dość silnego wiatru kręciło mi się mentalnie znakomicie, choć wolno. Odkryłem przy okazji nową serwisówkę wzdłuż S11, która ma nawet wstęp, rozwinięcie i zakończenie :) No i swoją nazwę, idealnie pasującą na BS:

Z okazji przybycia do Poznania silnej, trzyosobowej (bo pies też człowiek) reprezentacji Jeleniej Góry, nawiedziłem po raz pierwszy ulicę... Jeleniogórską. No dupy nie rwie :) Za to krzyżuje się z Kamiennogórską, na której wyhaczyłem idealną z nazwy knajpę - Sloik :)

A kawałek dalej góry :P

Tu zaś robi się toto dobre, dość okrągłe, z ryżu.

Nie da się w dni robocze przeoczyć tego zakładu, bo snuje się nad nim genialna woń w "klimacie" popcornu. Lepiej pachnie jedynie na Garbarach, przy palarni kawy Astra :)

TUTAJ, jak zwykle, Relive. A zaległości na BS, również jak zwykle, później :)




  • DST 53.20km
  • Czas 01:56
  • VAVG 27.52km/h
  • VMAX 50.30km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 221m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

WeSSołych :)

Poniedziałek, 24 grudnia 2018 · dodano: 24.12.2018 | Komentarze 8

Spokojnie, wbrew tytułowi nie zapisałem się do ONR-u :) Podwójne "S" jest wynikiem wybranej na dziś trasy, której środkiem był duet miejscówek na tę literę, czyli północno-zachodnia pętelka: Dębiec - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Strzeszynek - Psarskie - Kiekrz - Rogierówko - Kobylniki - Sady - Swadzim - Lusowo - Zakrzewo - serwisówki - Plewiska - Poznań.

Było zimno, w sporej mierze miejsko (choć przyznać trzeba, że nawet przejezdnie, prócz świateł oczywiście), no i najważniejsze, niestety - wietrznie. Arktyczny wiatr zmiażdżył u mnie jakiekolwiek zakusy do walki, stąd wynik jest, jaki jest, służący tylko jednemu - zaliczeniu tych swoich pięciu dych.

Atrakcji za wiele nie było, bo kierowcy wyjątkowo uprzejmie zachowywali się na drogach, choć oczywiście i tępoty nie dało się uniknąć, przecież jeździłem po Polsce przez prawie dwie godziny :)

Na Golęcinie trafiłem na częściowo idealne hasło. Trzeba by jedynie usunąć z niego słowo "przedszkole" oraz kompletnie niepotrzebny wizerunek dwunożnego ssaka (które zaparkowało mi nie wiadomo kiedy na ramie) i byłoby git :)

Na Koszalińskiej zaś, w miejscu jedynie słusznym do zrobienia foty, napotkałem minus wynikający z plusów - solanka służąca do zapewnienia komfortu rowerzystom powodowała, że w takie dni jak dzisiaj gorzej jechało się niemal idealną DDR-ką niż drogą.

Wszystkim życzę sympatycznego odpoczynku i udanego rowerowania, jeśli do niego dojdzie. Czy mi się uda to drugie, się dopiero okaże, bo prognozy zapowiadają syf z nieba, a i rodzinką z Jeleniej, która zawitała do Poznania, trzeba się zająć. No i oczywiście jeszcze jednym czworonogiem do wyspacerowania :)

Nadrabianie BS-owych zaległości też będzie opóźnione, bo już czas nagli.

Relive TUTAJ.




  • DST 31.70km
  • Czas 01:16
  • VAVG 25.03km/h
  • VMAX 42.00km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 128m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ponadpółglut

Niedziela, 23 grudnia 2018 · dodano: 23.12.2018 | Komentarze 13

Tyle razy doświadczenie uczyło - nie ufaj prognozom. A człowiek - niczym bita żona alkoholika - wciąż ufa, choć już nie wierzy. I mam za swoje ;)

Padać miało od jedenastej rano. Istniało więc ryzyko że jeśli ruszę po dziewiątej, to zmoknę. Wybrałem się więc crossem, jak to człowiek rozsądny. Wsiadłem na rower, wykonałem kilka pierwszych ruchów nogą i... zaczęło padać. Na początku niemrawo, ale gdy przez Hetmańską dotarłem do Starołęckiej, już całkiem solidnie. W związku z tym postanowiłem zdecydowanie skorygować plan na dziś i przez Lasek Dębiński skierowałem się bliżej domu. A że byłem już tam, gdzie byłem, to łyknąłem (nawet dosłownie, bo błocko wyjmowałem potem z zębów) troszkę łagodnego terenu.


Kilometrów było mało, bo zaledwie sześć, co nie zalicza się nawet do kategorii półgluta, kręciłem w związku z tym dalej. Zahaczyłem o mój ukochany Luboń, następnie Łęczycę, Wiry, Komorniki i wróciłem jak niepyszny, za to przemoknięty (bo potem już centralnie lało, co widać na Relive), do chałupy. No i miało być tak pięknie, a skończyło się jak (prawie) zawsze. A ten się jeszcze brechta :)

Po południu zaliczyłem jeszcze z Kropą spacer po Dębinie. Jednak zanim do niej dotarłem, musiałem pokonać przejście dla pieszych. Niby prosta sprawa, tym bardziej, że kierowca z lewej grzecznie się zatrzymał, żeby mnie przepuścić. Tymczasem po prawej ukazał się pędzący na granicy "spalonego", czyli czasowej utraty prawka - nie bójmy się tego słowa - debil. Nie dość, że nie zwolnił (a miał na to sporo czasu), to jeszcze zatrzymał się z piskiem opon w ostatniej chwili, na deser serwując mi jeszcze... przeciągły klakson! Oj, mam nadzieję, że małolaty, które siedziały z tyłu, odnotowały skrzętnie tę sporą dawkę łaciny mojego autorstwa wobec tatusia. Choć pewnie już ją od niego słyszały nie raz na trasie - bo pewnie nie byłem pierwszym pieszym decydującym się wykonać tak bezczelny manewr jak wejście na zebrę...




  • DST 53.50km
  • Czas 02:08
  • VAVG 25.08km/h
  • VMAX 43.00km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 127m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Huragannie

Sobota, 22 grudnia 2018 · dodano: 22.12.2018 | Komentarze 12

Bardzo się cieszę, iż udało mi się dziś pojeździć.

OK, codzienna dawna chorego optymizmu wykorzystana, czas na realia :)

Co, do cholery, było dziś z tym wiatrem? Jeszcze zanim ruszyłem, co nastąpiło po dziewiątej rano, miałem wrażenie, że widoczne za oknem gałęzie mają naglącą potrzebę poczucia ducha świąt, tak intensywnie kierowały się ku pobliskim budynkom. Gdy zaś już znalazłem się na zewnątrz, najpierw lekko mnie rozpłaszczyło na ścianie, za co serdecznie przepraszam kochanych sąsiadów, a dopiero po chwili byłem w stanie wsiąść na rower :)

Na szczęście za środek transportu wybrałem dziś ponownie crossa, dzięki czemu jakoś udało się nie odlecieć, za to były fragmenty, gdy stając na pedałach ledwo wyciągałem 15 km/h. Powrót był bardziej sympatyczny, choć też bez cudów, bo się oczywiście kierunek podmuchu skorygował z południowo-zachodniego na północno-zachodni, czyli zostałem ofiarą zboka.

Trasa: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Połowa z tego w deszczu, raz silniejszym, raz słabszym.

Ten wyjazd zabił we mnie całkowicie kreatywność, na szczęście było dziś niebo, niech więc ono stanowi klu dzisiejszego wpisu. Ja postaram się zaś tę męczarnię wykasować z pamięci :)



TUTAJ Relive.




  • DST 51.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 25.50km/h
  • VMAX 43.00km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 146m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ponadglutowo

Piątek, 21 grudnia 2018 · dodano: 21.12.2018 | Komentarze 53

Wczoraj nad Poznań przyleciała wielka kloaka z białym gów... to znaczy puszkiem, która zmusiła mnie do pozostaniu w domu i przywitania się z chomikiem (32 km, ze średnią w okolicach 31 km/h), co jak zwykle było dość traumatyczne, nawet mimo nadrobienia zaległości z serialem "Westworld". Zadowolona była jak zwykle tylko Kropka, która dostała gratis spacer po pierwszym z życiu większym śniegu. Prócz nurkowania w zaspach i szczekania na spotkane po drodze bałwany, różnica była podstawowa i diametralna - kijki były bardziej białe :)

Dzisiaj spodziewałem się powtórki z rozrywki, ale... No właśnie. O dziwo zrobiło się w nocy trochę cieplej, breja na drogach się roztopiła i można było zrobić podejście do jazdy crossem. Namawiać mnie za długo nie trzeba było, więc ruszyłem dziarsko po dziewiątej. Akurat zaczął padać deszcz, ale skoro już tyłek został na siodle usadzony, to przynajmniej glut był obowiązkiem. Zacząłem od Opolskiej...

...następnie przeturlałem się przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, by w Rosnowie zatrzymać się na chwilę przy "moim" widoczku, dziś w zimowej scenerii.

I w tym miejscu miałem zawracać, ale... Pojechałem dalej. Bywa :) Tak mnie bowiem zachęcił brak opadów, a także - mały bo mały, ale istniejący - zapas czasu, że postanowiłem dokręcić do pięciu dych. Co wykonałem na jednej z klasycznych tras, czyli przez Chomęcice, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do domu. Generalnie było całkiem przejezdnie, póki się nie skręciło gdzieś w bok. Bo jak się skręciło... :)

Ostatnie dziesięć kilometrów wracałem (oczywiście) już w deszczu. W drodze powrotnej wstąpiłem jeszcze po odbiór żarła ze sklepu ze zdrową żywnością. Może i ono jest dobre dla zdrowia, ale dla portfela na pewno nie :)

Na drogach paradoksalnie było dość bezpiecznie. Za wyjątkiem zachowań kurierów (dziś Poczta Polska i DHL rywalizowały na poziom tępoty), którzy jak zwykle o tej porze zachowują się jak poje...chani. 

Relive TUTAJ. A jutro prawdopodobnie znów deszczowo :/




  • DST 53.20km
  • Czas 01:57
  • VAVG 27.28km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 0.0°C
  • Podjazdy 251m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zależnie

Środa, 19 grudnia 2018 · dodano: 19.12.2018 | Komentarze 13

Gdyby ktoś się mnie zapytał, czy pogoda się dziś zepsuła czy poprawiła, odpowiedziałbym prosto, precyzyjnie i konkretnie: to zależy :)

Największy plus to brak opadów. No i słońce, które gdzieś tam nieśmiało momentami ukazywało swe zmienne oblicze na horyzoncie. I tak jak w całej rozciągłości nienawidzę owego żółtego karła latem, gdy robi mi z mózgownicy jajecznicę, tak zimą moje uczucia wobec niego się nagle ocieplają.

Były plusy, czas na listę minusów. Przede wszystkim jeszcze dość śliskie drogi, po których poruszałem się nad wyraz ostrożnie, co odbiło się na średniej, która nawet jak na zimę przy jeździe szosą średnio (czyli zgodnie z nazwą) przystoi. Temperatura też nie powalała, ale najwięcej minusowych punktów zgarnął dziś zimny i mocny wiatr, czyli taki, jakiego mi wcale a wcale nie brakowało ostatnimi dniami. 

Wykonałem "L"-kę, lub jeśli się patrzy z perspektywy Relive - pysk z wielkim nosem - w wersji w tę i z powrotem: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Rogalin - Świątniki i na wysokości Polski w pigułce, czyli oflagowanego stanowiska z grochówką i bigosem oraz grzybiarką w tle, zawróciłem.



Miło, że znów mogłem pojeździć szosą, choć do komfortu sporo zabrakło. Od jutra ponownie straszą gołoledzią, a następnie deszczami. Zobaczymy :/




  • DST 31.40km
  • Czas 01:15
  • VAVG 25.12km/h
  • VMAX 41.00km/h
  • Temperatura 0.0°C
  • Podjazdy 102m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut BGŻ

Wtorek, 18 grudnia 2018 · dodano: 18.12.2018 | Komentarze 7

No i znów dałem się oszukać. Co prawda miałem pewne podejrzenie, iż jestem robiony w konia, gdy koło dziewiątej minut trzydzieści ruszałem crossem w drogę, wykorzystując pogodową lukę. Od rana bowiem padało, mniej lub bardziej, a nagle przestało. No ale co, zastanawiać się nie było nad czym... Hyc! :)

Czasu miałem mało, bo w samo południe musiałem być w pracy, więc starałem się streszczać. A starania i realizacja to jak wiadomo dwie różne rzeczy, szczególnie, gdy się wyląduje na Starołęckiej (a trafiłem tam objazdem przez Hetmańską, gdyż wiało ze wschodu) i zakwitnie tam w korkach, na światłach, przejściach dla pieszych oraz obowiązkowo na zamkniętych rogatkach. Potem na szczęście było już ciut lepiej, bo przestrzenie zaczęły być przejezdne, za to owinęła mnie mieszanina smogu i lekkiej mgiełki.

Jak widać, tragedii na drogach jeszcze nie było. Przez Krzesiny i Jaryszki dotarłem do opłotek Żernik, stamtąd skręciłem sobie na wiadukt nad S11 i zawróciłem w kierunku domu. Od tego momentu zaczęła się klasyczna mżawica, a następnie regularny deszcz ze śniegiem. Oj, ciężkie to były kilometry, bo opad z niską temperaturą to nie jest połączenie, o którym bym jakoś specjalnie marzył :)

Skróciłem powrót przez Lasek Dębiński. Było... wesoło :) Ale obyło się bez przywitania z podłożem, tak więc rozwijam ten niby bankowy tytuł - glut to był Bez Gleby Żadnej :)

Miał być chomik, jest glut, w warunkach mało rowerowo intuicyjnych. To chyba jednak powód do zadowolenia :)

Relive TUTAJ.