Z kaleką na uszach
Środa, 21 marca 2018
· Komentarze(5)
Biorąc pod uwagę, jak porąbaną mamy w tym roku pogodę, wedle moich prognoz prawdziwej wiosny doczekamy się może za miesiąc, potrwa ona tydzień, a potem nagle spadną na nas saharyjskie upały. To wersja optymistyczna, bo może być tak, że jej w ogóle nie będzie. W każdym razie, jak na razie, w marcu jak w... dupie. Przepraszam za dosadność, ale wczorajszy wieczorny śnieg mnie mentalnie rozwalił. Wrócić ma jutro...
Dziś na szczęście łaskawie się wypogodziło. Było co prawda blisko zera i gdzieniegdzie leżały jeszcze białe śnieżne placki, ale dało się kręcić, nawet szosą, z czego skrzętnie skorzystałem na trasie: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Wszystko było nawet fajnie, gdyby nie wiatr, co to niby się snuł, niby go nie było, a dawał kuksańce co zakręt.
W tle wiosna:

Jako element demobilizujący podczas jazdy zadziałało dziś słuchanie na żywo w radiu wystąpienia ministra spraw zagranicznych o nazwisku Czeputowicz, który raz coś bełkotał z sensem, raz gadał kompletnie bez niego podczas swojego expose. Kij z tym, że sam się gubił i brzmiał jak wczesny Gomułka, to akurat rozumiem, bo sam się jąkam gdy czytam nie swoje teksty :) Ale jest kolejnym przykładem gorącego zadeklarowanego patrioty, który nie potrafi zachować krzty szacunku do swojego rodzimego języka - gdy po raz dwudziesty usłyszałem, że coś się wydarzyło w DWUTYSIĘCZNYM którymś, myślałem, że wyrwę z uszu słuchawki razem z kieszonką, w której miałem telefon. To przecież jest cholerny doktor, a może nawet profesor nauk, ekhm, humanistycznych....
Endo dziś skromnie - fałmaks zaledwie 70 km/h, przy realnym lekko ponad 50 km/h. Kryzys? :)
Dziś na szczęście łaskawie się wypogodziło. Było co prawda blisko zera i gdzieniegdzie leżały jeszcze białe śnieżne placki, ale dało się kręcić, nawet szosą, z czego skrzętnie skorzystałem na trasie: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Wszystko było nawet fajnie, gdyby nie wiatr, co to niby się snuł, niby go nie było, a dawał kuksańce co zakręt.
W tle wiosna:

Jako element demobilizujący podczas jazdy zadziałało dziś słuchanie na żywo w radiu wystąpienia ministra spraw zagranicznych o nazwisku Czeputowicz, który raz coś bełkotał z sensem, raz gadał kompletnie bez niego podczas swojego expose. Kij z tym, że sam się gubił i brzmiał jak wczesny Gomułka, to akurat rozumiem, bo sam się jąkam gdy czytam nie swoje teksty :) Ale jest kolejnym przykładem gorącego zadeklarowanego patrioty, który nie potrafi zachować krzty szacunku do swojego rodzimego języka - gdy po raz dwudziesty usłyszałem, że coś się wydarzyło w DWUTYSIĘCZNYM którymś, myślałem, że wyrwę z uszu słuchawki razem z kieszonką, w której miałem telefon. To przecież jest cholerny doktor, a może nawet profesor nauk, ekhm, humanistycznych....
Endo dziś skromnie - fałmaks zaledwie 70 km/h, przy realnym lekko ponad 50 km/h. Kryzys? :)































