Zimoszosing
Poniedziałek, 22 stycznia 2018
· Komentarze(17)
Zrobiłem dziś coś, o czym już niemal zapomniałem - pyknąłem sobie swoje pięć dyszek szosą. Tą swoją emerytowaną, stuningowaną prawie na mtb szosą, która ledwo zipie, ale wciąż jakoś kręci do przodu. Wszystko dzięki w miarę suchym drogom, które kontrastowały z minusową temperaturą, zmuszającą do poruszania się ostrożniej niż zazwyczaj. Obyło się nawet bez gleby, choć zakusy były :)
Wykonałem trasę z Poznania przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Rogalinek, Rogalinek, dojechałem do kojarzonego pewnie przez wszystkich kręcących po wielkopolskich drogach miejsca za Świątnikami spod znaku "grochówka i tirówka", tam zawróciłem i drogę powrotną wykonałem przez Rogalinek, Wiórek, Czapury, Starołękę i do domu. O właśnie tak. Na Starołęckiej, poznańskiej ulicy kochanej z grubsza przeze mnie jak na przykład Luboń, dziś zamiast klasycznego korka zastać było można nadkorek, zafundowany przez drogowców, którzy coś tam sobie łatali, sterując ruchem wahadłowo. Nawet z jednym z nich sobie stojąc pogadałem o rosnącej liczbie samochodów w mieście i o dziwo doszliśmy nawet do kompromisu, że sprawna komunikacja masowa jest jedynym rozsądnym kierunkiem.
Aha, nie mogło obyć się bez polskiej klasyki, czyli puszkowości stosowanej. Bowiem na ścieżce w Łęczycy, która wciąż jest wysokiej klasy darmowym lodowiskiem dla zainteresowanych (ja nie byłem i nie jestem) jakoś się nie pojawiłem, w trosce o swoje zdrowie i życie kręcąc drogą, ignorując irracjonalny (szczególnie zimą) niespełna kilometrowy zakaz jazdy rowerem. I co? Znalazła się oczywiście tępa dzida płci żeńskiej, która uwiesiła się na klaksonie, tak jakby rzeczywistość o nieprzejezdności śmieszki nie docierała do tlenionej główki. Jako że mało co mnie tak wyprowadza z równowagi jak bezinteresowna tępota, to paniusia usłyszała ode mnie taką personalną wiązankę, że śmiało może się zgłosić od dziś do pełnej hipokryzji akcji "me too" - przyznaję, że mnie poniosło i ta akurat wyjątkowo miałaby podstawy :)
W sumie ładnie dziś było, mimo że zmarzłem solidnie.


W gratisie widoczek częściowo zalanej oraz zamrożonej Wartostrady, która aktualnie jest bardziej Rybitwostradą (to te małe białe punkciki na północ od ludzików). To dla tych zazdroszczących, ku pokrzepieniu serc, że aż tak dobrze to w Poznaniu rowerowo zimą nie jest :)

Wykonałem trasę z Poznania przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Rogalinek, Rogalinek, dojechałem do kojarzonego pewnie przez wszystkich kręcących po wielkopolskich drogach miejsca za Świątnikami spod znaku "grochówka i tirówka", tam zawróciłem i drogę powrotną wykonałem przez Rogalinek, Wiórek, Czapury, Starołękę i do domu. O właśnie tak. Na Starołęckiej, poznańskiej ulicy kochanej z grubsza przeze mnie jak na przykład Luboń, dziś zamiast klasycznego korka zastać było można nadkorek, zafundowany przez drogowców, którzy coś tam sobie łatali, sterując ruchem wahadłowo. Nawet z jednym z nich sobie stojąc pogadałem o rosnącej liczbie samochodów w mieście i o dziwo doszliśmy nawet do kompromisu, że sprawna komunikacja masowa jest jedynym rozsądnym kierunkiem.
Aha, nie mogło obyć się bez polskiej klasyki, czyli puszkowości stosowanej. Bowiem na ścieżce w Łęczycy, która wciąż jest wysokiej klasy darmowym lodowiskiem dla zainteresowanych (ja nie byłem i nie jestem) jakoś się nie pojawiłem, w trosce o swoje zdrowie i życie kręcąc drogą, ignorując irracjonalny (szczególnie zimą) niespełna kilometrowy zakaz jazdy rowerem. I co? Znalazła się oczywiście tępa dzida płci żeńskiej, która uwiesiła się na klaksonie, tak jakby rzeczywistość o nieprzejezdności śmieszki nie docierała do tlenionej główki. Jako że mało co mnie tak wyprowadza z równowagi jak bezinteresowna tępota, to paniusia usłyszała ode mnie taką personalną wiązankę, że śmiało może się zgłosić od dziś do pełnej hipokryzji akcji "me too" - przyznaję, że mnie poniosło i ta akurat wyjątkowo miałaby podstawy :)
W sumie ładnie dziś było, mimo że zmarzłem solidnie.


W gratisie widoczek częściowo zalanej oraz zamrożonej Wartostrady, która aktualnie jest bardziej Rybitwostradą (to te małe białe punkciki na północ od ludzików). To dla tych zazdroszczących, ku pokrzepieniu serc, że aż tak dobrze to w Poznaniu rowerowo zimą nie jest :)






















