Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 246575.78 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.46 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 800203 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 61.30km
  • Czas 02:02
  • VAVG 30.15km/h
  • VMAX 50.70km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 205m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Oleiście

Środa, 5 sierpnia 2015 · dodano: 05.08.2015 | Komentarze 0

Dziś rano, głównie dzięki zachmurzonemu niebu, można było chwilę odpocząć od klimatu piekarnika i delektować się atmosferą zaledwie skwierczącego oleju na niedawno rozgrzanej patelni. Zaczęło za to znów mocno wiać z północnego zachodu, no bo przecież jak jest lepiej to nie może być, że nie będzie coś gorzej. Cokolwiek chciałem tym zdaniem przekazać :)

Jeśli wieje z NW to czeka mnie jazda przez miasto - i zgodnie z tą regułą musiałem dziś przemęczyć się najpierw przez 10 kilometrów wśród świateł o barwie intensywnej czerwieni, żeby dotrzeć w końcu do kawałka wolności, czyli trasy przez Strzeszynek do Kiekrza. I to właśnie na pierwszym z torowisk pomiędzy nimi spędziłem w słoneczku, które już się wtedy pojawiło, upojne kilkanaście minut w oczekiwaniu aż towarowy grubas przepuści lokomotywę. Korek zrobił się spory, ja czekałem w nim razem z jednym kolarzem, ale rozmowa coś się nie kleiła, a i po ruszeniu jakoś niespecjalnie kolega reflektował na wspólną jazdę, więc w Kiekrzu ja na Rokietnicę przez Starzyny, on na Lusowo i tyle było w temacie wielkiej braci kolarskiej :)

Potem już częściowo klasycznie - Mrowino, Napachanie, Przeźmierowo. O dziwo nikt nie chciał mnie dziś zabić wyprzedzając na trzeciego, co trzeba odnotować jako sensację XXI wieku, Po dojeździe do Przeźmierowa przypomniałem sobie, że przecież dziś pogrzeb Kulczyka i pół miasta z tego powodu miało zamienić się w twierdzę Poznań, więc szybko skręciłem objazdem przez Baranowo do Wysogotowa i wróciłem do domu przez Plewiska. I tak nadrobiłem dobre 5-6 kilosów, a Kulczyk może to uznać za swój pośmiertny dobry uczynek, bo nabiłem dzięki temu jakieś cosie do Pomocy Mierzonej Kilometrami na Endomondo. Jeśli już szukać jakiegoś pozytywu w tej farsie :)




  • DST 57.50km
  • Czas 01:54
  • VAVG 30.26km/h
  • VMAX 50.10km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Podjazdy 147m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Piekarnik #1

Wtorek, 4 sierpnia 2015 · dodano: 04.08.2015 | Komentarze 2

Kolejny dzień z cyklu: "byle przeżyć". Znów start po ósmej rano, znów na wschód, znów z jednym marzeniem - nie zatrzymywać się, tylko jechać, bo każde "stop" oznaczało włączenie funkcji "grzanie" w organizmie. Oczywiście się nie dało, bo najpierw czekała mnie przeprawa przez Poznań, dziś wyjątkowo dość puste jeżeli chodzi o samochody, za to zakorkowane przez rowerzystów, których prędkość maksymalna na obowiązkowych ścieżkach oscylowała w granicach od 5 do 10 km/h. Przy czym ta ostatnia wartość obowiązywała na zjazdach.

Jak już się udało wyzwolić z miejskiej dżungli to już śmielej pokręciłem DK-92 przez Swarzędz do Kostrzyna, gdzie postanowiłem w ramach pełnego hardkora przejechać się kawałkiem tamtejszego ddr-a, zaraz przy tablicy granicznej. O kurde. Takie zabawy są może dobre dla czterech liter na przykład prezydenta Słupska, ale nie dla mnie. Uciekłem z tego czegoś szybciej niż nań wjechałem. Nigdy więcej.

Powrót przez Siekierki, Tulce i Jaryszki przebiegł bez przeszkód. To znaczy przeszkody były, i to wcale niełatwe do ominięcia, bo zaczął się sezon na kombajny, ciągniki, traktory, furmanki i wszystko, co łatwiej i szybciej przeskoczyć niż objechać. Natomiast w Krzesinach musiałem przetrzeć oczy, żeby potwierdzić, że dobrze widzę. Bo przede mną ukazał się widok niewiasty w bielusieńkim SUV-ie (a jak!) włączającej przy wjeździe na małe, jednopasmowe rondo migacz. No ok, co kto lubi. Ale LEWY???... Jak już się ogarnąłem to próbowałem się wczuć w damską logikę i w sumie... przecież na rondzie skręcamy na początku właśnie w lewo, więc... :)

Właśnie usłyszałem, że upały mają potrwać dwa tygodnie. Dziękuję. Idę się powiesić.




  • DST 54.00km
  • Czas 01:48
  • VAVG 30.00km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 147m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przed ukropem

Poniedziałek, 3 sierpnia 2015 · dodano: 03.08.2015 | Komentarze 2

Mając w tyle głowy (zaraz pod tą podłużną częścią kasku) perspektywę nadchodzących upałów postanowiłem się zmobilizować i wyjechać godzinę wcześniej niż zazwyczaj, czyli lekko po ósmej rano. Decyzja słuszna, o czym przekonałem się podczas powrotu, gdy powoli zmieniałem już swoją formę egzystencji ze stałej w płynną.

Jak zwykle nie trafiłem z wiatrem, ale to też kwestia wyboru trasy, bo jechałem w każdy z możliwych kierunków. Najpierw na południowy wschód, przez Starołękę i Jaryszki do Żernik, potem na wschód do Tulec, skąd pokręciłem na północ, kiedyś koszmarną, a dziś genialną i pokrytą świetnym asfaltem trasą przez Garby i Zalasewo do południowej części Swarzędza, gdzie odwróciłem się na pięcie i wróciłem swoimi śladami. Wiało wciąż pysk (choć niespecjalnie mocno, ale jednak), więc nawet z górki, żeby się rozpędzić musiałem się ostro napocić. Było to pocenie dodatkowe i gratisowe, niezależne od temperatury :)




  • DST 54.40km
  • Czas 01:47
  • VAVG 30.50km/h
  • VMAX 61.50km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 314m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Osowa zemsta

Niedziela, 2 sierpnia 2015 · dodano: 02.08.2015 | Komentarze 0

Jako że wczoraj uwaliła mnie podczas popołudniowej wycieczki do zoo osa, to dziś, w ramach rewanżu na tej małej mendzie musiałem, po prostu musiałem, pojawić się na Osowej Górze. To jak pielgrzymka w intencji. W tym przypadku - jak najszybszego nadejścia pory roku, gdy te wredne paskudztwa wyluzują, bo póki co - pewnie dzięki łagodnej zimie - urodziło się tego tałatajstwa nagle tyle, ile wyborców Kukiza podczas ostatnich wyborów.

Zanim jednak dotarłem do głównego celu, zupełnie olewając wschodni, czyli zupełnie nie pasujący mi do trasy wiatr, przez Luboń i Wiórek dojechałem do Łęczycy. Gdzie - bo przecież to Polska, bo przecież to poranek, bo przecież to niedziela - nie usłyszałbym klaksonu? Ja? "BO TAM JEST ZAKAZ JAZDY ROWEREM!!!" - usłyszałem przez szybkę. No pewnie - na odcinku kilometra, a ścieżka położona jest po drugiej stronie drogi i nie ma na nią możliwości wjazdu od strony Wiórka bez ryzykowania życia. Ale to przecież szczegół. Przez sekundę myślałem, czy może to wszystko powiedzieć temu miłośnikowi dźwiękowej kakofonii z okolic środka kierownicy, ale postanowiłem być ponad to i olać frustrata. Chyba już jestem dojrzałym kolarzem :)

Do Osowej dojechałem zaliczając jeszcze Stare Puszczykowo (zresztą tamtędy wracałem, więc dwa razy). Gdy już pojawiłem się na Pożegowskiej to poczułem się jak na autostradzie. Za mną, przede mną, pode mną, nade mną - rowerzyści. Co najważniejsze - wszyscy uśmiechnięci, pozdrawiający się chociaż kiwnięciem głową. To lubię. Zdublowałem dwóch dżentelmenów (uśmiechniętych mimo wszystko) i pojawiłem się na "szczycie". Strava mi rzekła, że poprawiłem swój wynik o 11 sekund. No "wow", od razu mnie na TdP :)

Po zjeździe postałem sobie w rowerowym korku na światłach i po wyjeździe z Mosiny ruszyłem w końcu na wschód, do Rogalinka, Rogalina, a w końcu do Świątnik, gdzie zawróciłem, widząc na horyzoncie pędzący kilkuosobowy peleton. Świadomy tego, że i tak mnie dojdą jechałem swoje i miałem rację - grupa dopadła mnie między zjazdem a podjazdem w Rogalinie. Nikt mnie nie pozdrowił, nikt nawet nie machnął stopą, więc bez spiny trzymałem tyły przez jakiś czas. Bo co, ja nie skorzystam? :) Tempo było zacne, widać że grupa z najwyższej rowerowej półki, ale cóż, nie będę się prosił o nowe znajomości. Oddając szacunek kolarzom - bo naprawdę robili świetną robotę w temacie (non stop średnia w okolicach 40-50 km/h) - odpuściłem, tym bardziej, że skręcali na Wiórek, a ja wracałem swoimi śladami. Za cienki Bolek ze mnie, z mojego rowerku, z mojej amatorszczyzny. Potem Strava (a właściwie Flybys) pokazała mi, że faktycznie nie mam się czego wstydzić, bo oglądałem plecy nazwisk częstych zwycięzców wśród mastersów w całej Polsce. A że sportowa złość pozwoliła mi poprawić wynik na wspomnianym zjeździe i wjeździe w Rogalinie o 20 sekund to już moje :)

Średnia ogólna - słaba. Bo podjazdy, bo temperatura. No i "bo ja", czyli amator kompletny. I z tym mi dobrze :)




  • DST 55.10km
  • Czas 01:46
  • VAVG 31.19km/h
  • VMAX 50.70km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Podjazdy 239m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Sierpień na razie ma plusa

Sobota, 1 sierpnia 2015 · dodano: 01.08.2015 | Komentarze 2

Ło matko! Jak dobrze jest, gdy wiatr się uspokoi. Błogosławiony ten dzień w końcu nastąpił i póki co sierpień uważam za miesiąc genialny. Pewnie tylko do jutra, bo ma się znów zacząć w naszym kraju pogoda zamówiona przez jakieś lobby Afropolaków, ale póki co jest ok :)

Jechało mi się na tyle dobrze, że w połowie trasy miałem na liczniku średnią na poziomie 30 km/h i w tym na oko jeden z lepszych czasów podjazdu na długiej hopce od Dachowej do Szczordzykowa. Na oko, bo jak na złość nikt nie wpadł na to, żeby zrobić tam segment na Stravie i mogę tylko sobie gdybać w tym temacie. Potem, podczas powrotu przez Tulce i Jaryszki zmienił się - no bo jakżeby nie - kierunek podmuchu na bardziej południowy i towarzyszył mi z boku, więc jakiegoś super wyniku nie wykręciłem, choć i tak jestem zadowolony.

W Gądkach trafiłem na korek... traktorów. Chyba rozpoczęły się jakieś skupy zboża czy czegoś tam (póki KRUS-u nie opłacam nie mam zamiaru wiedzieć o co chodzi) i calutka trasa miała przez to tylko jeden dostępny pas ruchu. Początkowo myślałem, że to jakiś protest, cofnąłem się do roku 2004 i wchodzimy znów do Unii lub mamy kłopot ze świńską górką, ale chyba jednak nie. Zegarki na Androidzie i w Windowsie są w tym temacie zgodne.




  • DST 52.35km
  • Czas 01:44
  • VAVG 30.20km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 107m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

R.I.P.iec

Piątek, 31 lipca 2015 · dodano: 31.07.2015 | Komentarze 0

Dziś kontynuacja z góry przegranej walki z wiatrem. Jedyną różnicą było to, że jego siła ciut-ciut spadła, co oznaczało, że był wczoraj był huragan, a dziś jedynie wichura. Według TEJ SKALI SIŁY WIATRU (a w sumie tabelki na dole) było gdzieś na poziomie punktu dziewiątego, co oznacza, że piwo musiałbym trzymać obydwiema rękami. Spoko, ale ile można jechać bez trzymanki? Teraz dopiero zrozumiałem o co chodziło z tym zakazem picia podczas jazdy :)

Pięć dyszek samo się niestety nie zrobi, więc sapiąc, dysząc i stękając musiałem osobiście wykręcić swoje. Znów za darmo, a w sumie nawet jestem stratny, bo nic nie zarobiłem, a sporo mnie ta jazda kosztowała. Trasa to dojazd przez Plewiska do Dopiewa, potem Więckowice i powrót przez Wysogotowo. Na jednokierunkowej drodze w poznańskim Fabianowie lekko (ale tylko lekko, bo w końcu żyję w Polsce) zdziwił mnie widok dostawczaka jadącego pod prąd. Przyznać trzeba, że jechał bardzo ostrożnie. Może dlatego, że przy uchu miał komórkę? :)

Niniejszym rowerowo miesiąc lipiec mogę uznać za umarły (r.i.p.). Wyszło mi ponad 1650 kilometrów plus to, czego nie wpisuję tłukąc się hulajnogą miejską (bo mentalnie nie jestem gotowy, żeby tratować tego jako roweru). Jeździłem wszystkimi moimi sprzętami, a w sumie tydzień spędziłem w górach, z tyłkiem na siodełku mojego staruszka "mtb", kręcąc w koszmarnych upałach. Miało to wpływ na średnią - zaledwie niecałe 29,3 km/h.




  • DST 54.00km
  • Czas 01:48
  • VAVG 30.00km/h
  • VMAX 60.90km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 92m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

W I A Ł O ! ! ! ! ! !

Czwartek, 30 lipca 2015 · dodano: 30.07.2015 | Komentarze 6

Czy istnieją jeszcze jakieś językowe kalumnie, których nie użyłem pisząc tego a bloga, a mógłbym opisać wiatrzysko takie jak dziś? Szukam w pamięci oraz w nabytych w moim dotychczasowym życiu zasobach słownictwa i nie mogę nic znaleźć. Poświęcę więc mu krótką linijkę:

........................... !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Po tym, z czym się dziś musiałem zmagać przez co najmniej połowę trasy, można mi teraz śmiało zafundować podjazd rowerem pod Rysy i będę dziękował, że dostałem tak banalne i łatwe zadanie. W pewnym momencie, gdy chciałem wyprzedzić kombajn pędzący w granicach 20 km/h i skierowałem się na lewo, w wolną przestrzeń, miałem wrażenie, że zaraz mnie zwieje i zostanę kawałeczkiem drobno zmielonej papki składającej się ze skoszonej trawy i moich bebechów. Z drugiej strony - gdy zdarzył się na Głogowskiej błogosławiony moment, gdy wiało mi w plecy - rozpędziłem się na prawie płaskim terenie do prędkości 61 km/h. I nie będę ukrywał, że w przypływie szaleństwa poczułem sympatię do wiatru, tak jak bite żony wielbią swoich mężów podczas dni trzeźwości. Chwilę później znów go nienawidziłem :)

Trasa: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Trzcielin - Dopiewo - Dąbrowa - Plewiska - Poznań. Moim skromnym zwycięstwem jest to, że wyrzygałem te trzy dychy średniej. Bogowie (wszyscy, mono i politeistyczni) świadkami, ile mnie to kosztowało.




  • DST 54.30km
  • Czas 01:44
  • VAVG 31.33km/h
  • VMAX 50.10km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 134m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Fizolofff

Środa, 29 lipca 2015 · dodano: 29.07.2015 | Komentarze 5

Myślałem, że już nigdy nie dożyję dnia, w którym wiatr będzie przewidywalny. A tu proszę, stało się. Dnia Pańskiego 29 lipca 2015 roku wiało z kierunku ogólnego południowo-zachodniego, raz z południowego, raz z zachodniego, ale jedna jedyna słuszna linia partii została zachowana. I od razu jechało mi się lżej. Byłem tak zdziwiony, że w szoku zapomniałem zrobić kółeczka, tylko dojechałem przez Mosinę do Będlewa, a tam zawróciłem swoimi śladami niczym młody Apacz w panice po zobaczeniu pierwszego białasa.

Podczas powrotu, na w sumie niezłej ścieżce w Łęczycy, doszłoby do czołówki między mną a innym, jadącym z naprzeciwka rowerzystą. Na szczęście obaj możemy sobie pogratulować refleksu. Wszystko przez to, że zrobić jako taką drogę to jedno, ale o nią zadbać wycinając gałęzie ograniczające widoczność na zakrętach - drugie. Nawet zachowując ostrożność można się tam nadziać i tak było dziś. Jednak doświadczenie robi swoje - uff.

W Będlewie dostałem smsa od Żony, że nie żyje Jan Kulczyk. W sumie był to człowiek zupełnie mi obojętny, ale włączyła się gmatwanina myśli. Głośno było na temat afer z udziałem tego najbogatszego Polaka, ale nigdy sądowo chyba nie potwierdzonych. Fakt faktem, że część inwestycji w Poznaniu z jego nazwiskiem w tytule rozwinęło miasto, a z ostatnich czytanych wywiadów z nim wynikało, że zmienia mu się punkt widzenia na bardziej prospołeczny. A osobiście w oddziale swojego kołchozu pisałem drobną umowę z przedstawicielem jego (a w sumie bardziej jego córki) fundacji. I nagle... - nie ma człowieka. Jak widać żadne pieniądze nie dają gwarancji na zdrowie i długie życie. Taki mi się nierowerowy filozof, a nawet fizolof, włączył.




  • DST 54.40km
  • Czas 01:48
  • VAVG 30.22km/h
  • VMAX 53.10km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Podjazdy 115m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z pogodynką za pan brat

Wtorek, 28 lipca 2015 · dodano: 28.07.2015 | Komentarze 8

Genialnej pogody ciąg dalszy. Niebo pochmurne, a kilka minut po starcie zaczęło siąpić, dość wyraźnie, ale nie upierdliwie i nie przestało do połowy trasy. Pod koniec co prawda niestety wyszło słońce, ale już byłem blisko domu, więc moglem się prędko ewakuować do schronu :) Jedyne co wymienić można na minus to dość silny wiatr. Choć przecież ostatnimi czasy pisanie o tym zawiera w sobie tyle pierwiastków zdziwienia jak odpowiedź starszej pani z trwałą ondulacją barwy fioletowej, wychodzącej z kościoła, na pytanie: na kogo zamierza pani głosować w najbliższych wyborach?

Trasa: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Stęszew - Dymaczewo - Mosina - Poznań. W Luboniu - jak zwykle, doświadczenie robi swoje - miałem oczy dokoła głowy, a i tak kilku tamtejszych kierowców spod dumnego znaku "PZ" na rejestracji, jadąc z naprzeciwka zaskoczyło mnie nagłym manewrem skrętu w lewo centralnie przed moim kołem. Coraz bardziej jestem pewny, że to jakaś odmiana tamtejszego sportu narodowego i dają za to jakieś punkty, a może nawet medale? Na przykład z buraka?




  • DST 51.20km
  • Czas 01:42
  • VAVG 30.12km/h
  • VMAX 50.70km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 151m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Snując

Poniedziałek, 27 lipca 2015 · dodano: 27.07.2015 | Komentarze 7

Nadszedł ten dzień, gdy musiałem wrócić do pracy.

Hurra :(

W związku z tym, że zafundowano mi wizytę w tym przybytku wyjątkowo na godzinę 11-tą to też musiałem zwlec się z łóżka o koszmarnie bezsensownej porze - 7:20. Ruszyłem na wschód i po raz kolejny okazało się, że nie tylko bimber, ale również zaspanie przyczyną ślepoty, a nawet głupoty, bo dopadła mnie jakaś wersja pomroczności jasnej i na rondzie w okolicach Minikowa zachowałem się niczym przeciętny polski puszkarz, w zamyśleniu wymuszając pierwszeństwo. Fakt faktem, że rondo jest zbudowane koszmarnie, ale to mnie nie tłumaczy. Wyjątkowo bez szemrania przyjąłem na klatę dźwięk klaksonu i przeprosiłem skruszony. Cóż, nawet saper musi się kiedyś pomylić.

Sytuacja mnie zdecydowanie orzeźwiła i potem jechałem już odpowiedzialnie - przez Krzesiny, Jaryszki, Gądki, Krzyżowniki, Tulce oraz znów Jaryszki i Starołękę. Pogoda genialna - chłodno jak na lato, wiaterek umiarkowany, lekko coś tam pokropiło z nieba - mój ulubiony klimacik. Powinienem za to dostać honorowe obywatelstwo w Wielkiej Brytanii. A już na pewno tamtejszy zasiłek :)