Misyjnie
Piątek, 5 czerwca 2015
· Komentarze(2)
MISJA 1
Wczoraj umówiłem się z kumplem, że do niego podjadę pomóc mu w skręceniu kierownicy przy rowerze jego narzeczonej, którą to co prawda wymontował, ale zamontować już nie mógł. Spoko, co dwie głowy to nie jedna, zobaczymy w czym rzecz, powiedziałem, i rano ruszyłem w jego kierunku, czyli na poznańską Głuszynę (co już samo w sobie wymaga pomocy humanitarnej, bo większego zadupia w mieście po prostu nie ma). No i niestety - albo śruba się ułamała (choć nie wyglądało na to), albo coś stało się z gwintem, bo mimo kilkunastominutowych prób musiałem się poddać. Bicykl to jakiś marketowy szrot, wyciągany z piwnicy maks dwa razy do roku, więc możliwe, że śruba wykonana przez jakieś małe chińskie rączki miała jedną funkcję: trzymać kierę i broń Boże jej nie ruszać. Kumpel nabędzie nową i mam nadzieję rozwiążemy zagadkę. Misja: niewykonana.
Ale skoro już byłem, gdzie byłem, i nawet przejechałem żywy przez Starołęcką, to postanowiłem już kręcić dalej - do Koninka, Szczodrzykowa, Krzyżownik, gdzie nawróciłem tradycyjnie na Tulce i dalej przez Żerniki do domu. W Gądkach przy Rabenie zostałem przystopowany przez stado TIR-ów, więc lekko zagazowany jechałem sobie tempem emeryckim. A kawałek dalej, w Robakowie, znów czekał mnie przykry widok kilku transporterów ze świniami, czekającymi na zakończenie swojego żywota "ku chwale ludzkości". Smutny widok, jak zwykle, ale w końcu gatunek ludzki musi nadrobić ten cały jeden dzień świąteczny, gdy przez cholerny kodeks pracy na półkach mogło zabraknąć świeżych zwłok do skonsumowania. Co nie?
MISJA 2
Tu już misja samobójcza. Pójście do pracy. Pierwotnie miałem mieć wolny nie tylko ten weekend, ale i cały tydzień z powodu remontu mojego zakładu pracy chronionej, ale jak to z planami - sypnęły się na etapie szczegółów. Tak więc z szumnie zapowiadanego relaksu ostały się nici, a my musieliśmy porzucić to, co sobie ustawiliśmy i zająć kluczowe stanowiska w robocie. Ja wziąłem na siebie piątek, reszta obstawiła sobotę i niedzielę. Szkoda gadać. Oczywiście niezmiernie się cieszę, że zamiast grzać się na słoneczku nad wodą lub w lesie będę mógł pomoc Szanownym Klientom w ich Niezwykle Ważnych Sprawach, Które Muszą Być Rozwiązane Koniecznie Dziś, A Jeśli Nie Będą To Nastąpi Koniec Świata :)
No cóż - ta misja przede mną. Oby zakończyła się szybko i bez ofiar :)



























