Info
Suma podjazdów to 812678 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Październik28 - 14
- 2026, Wrzesień30 - 11
- 2026, Sierpień31 - 24
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.70km
- Czas 01:48
- VAVG 29.28km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 129m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Duetowanie, serwisowanie. A, i o bocianie
Poniedziałek, 3 kwietnia 2017 · dodano: 03.04.2017 | Komentarze 8
Miałem dziś dylemat jakim rowerem wyruszyć. Pogoda całkiem, całkiem, więc szosa wydawała się naturalnym wyborem, tym bardziej, że cross dogorywa. Tylko to tylne koło... No ale z duszą na ramieniu jednak zdecydowałem się na tę pierwszą wersję, łudząc się, iż nie będzie większych problemów z jazdą. Jak się okazało - nie było, ale ruszyłem z zamiarem jazdy powolnej, by nie powiedzieć ślimaczej. Szprycha niestety całkowicie wysiadła.
Zamiast patrzeć przed siebie, patrzyłem pod siebie, a konkretnie pod siodełko, obserwując z fascynacją ruchy obręczy. Tak dotarłem do Plewisk, skręciłem na Skórzewo i Dąbrowę, gdzie zatrzymał mnie jadący z naprzeciwka rowerzysta, pytający gdzie dojedzie drogą, z której ja się przypałętałem. Zobaczyłem, że wspomniane wyżej prestiżowe nazwy niewiele mu mówią, więc chwilę pogadaliśmy i okazało się. że przyjechał aż z Gdańska na wczorajszy duatlon, który podobno odbył się na Torze Poznań. Czego to się można dowiedzieć od przyjezdnych :) Finalnie pokręciłem z Kubą, bo tak nazywał się kolega z Verge Team, dwie trzecie trasy, od Zakrzewa przez Więckowice, Dopiewo, Dąbrówkę aż do Plewisk. Gadało się fajnie, tempo początkowe mocne (zapomniałem się z tym kołem) w końcu wyluzowało, ale przyznam, że jednak jazda z człowiekiem o solidnym kopycie na karbonie, do tego trenującym w ciepłych krajach, to ciekawe doznanie :)
W Fiałkowie ja jako "lokals" zaimponowałem tamtejszą atrakcją w postaci nisko startującej wiedźmy, wrakiem "prawie" tupolewa oraz znakiem "Poznań Główny". Potem udało się upolować również pierwszego w tym roku widzianego przeze mnie bociana.
W Plewiskach skojarzyłem, ze rzucił mi się jakiś czas temu w oczy napis "serwis" oraz "rowery". Synapsy zadziałały i wykoncypowałem sobie, że można by zapytać, zupełnie bez nadziei na pozytywną odpowiedź, o możliwość wykonania szybkiej naprawy na miejscu. Pożegnałem się z Kubą, którego czekała jeszcze przeprawa na Jeżyce, wcześniej ze zdziwieniem słysząc od pracownika OneMoreBike, zawalonego sprzętami do naprawy - "no dobra, zobaczymy co da się zrobić". Zszokowany poczekałem na wyrok - okazało się, że ma na miejscu szprychę minimalnie krótszą, ale na swoją odpowiedzialność zgodziłem się łaskawie na próbę jej zamontowania :) Łatwo nie było, ale się udało - koło póki co działa, ale zobaczymy co będzie dalej (opcja, ze mimo centrowania coś pójdzie niestety istnieje). A że zapłaciłem za tę usługę naprawdę grosze - brawo i dzięki wielkie za przychylność. "Spoko, w końcu sam jestem rowerzystą" - po tym poznaje się serwisanta, który wie co robi. No i hasło reklamowe całkiem dobre :)
Średnia wyszła słaba przez pogaduchy, szprychy oraz - uwaga - wiatr. Wmordewind w jakichś 80%. Ale dziś przynajmniej mógłbym przedstawić na to świadka! :)
- DST 53.60km
- Czas 01:50
- VAVG 29.24km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 123m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Szprychologia
Niedziela, 2 kwietnia 2017 · dodano: 02.04.2017 | Komentarze 14
Zmobilizowałem się dziś do wczesnego wyjazdu, pomimo wczorajszej wieczornej integracji ze znajomymi. Przezornie jednak rano potraktowałem się mocną kawką oraz porcją słodkiego, bo zło (czytaj: policja) nie śpi. Choć oczywiście nie za bardzo było się czym martwić, bo pić trzeba "umić" :) Motywacją była zapowiadana na przedpołudnie burza, o której finalnie można powiedzieć jedynie to, że była... zapowiadana.
Ruszyłem po raz pierwszy w tym roku całkowicie w zestawie na krótko, co było wyborem idealnym. Bo wmordewind skutecznie regulował ciepło, a słońce uzupełniało jego braki. Wykonując "kondomika" (wersja: Poznań - Komorniki - Szreniawa - Stęszew - Łódź - Mosina - Puszczykowo - Luboń) najpierw walczyłem z podmuchami, potem gdzieś na trzy do czterech kilometrów nawet wiało mi w plecy, aż tu nagle jakoś dziwnie zaczęło mi się robić pod siodełkiem. Nie, nie miałem problemów gastrycznych... Gorzej - pękła szprycha. Dziwna sprawa - koło wymieniałem pod koniec tamtego roku, w listopadzie lub grudniu (pięć lub sześć tysiaków przejechanych), co prawda na dość budżetowe (jak na szosowe), ale żeby aż tak? Potem jednak przypomniałem sobie lutowe lubuskie, po którym najpierw musiałem podziękować za współpracę temu okrągłemu z przodu, teraz to... Co nie zmienia faktu, iż moje założenie, że nabywam jedynie kola z dużą ilością szprych było słuszne - dzięki temu wolno bo wolno, ale do domu dojechałem, nawet nie luzując hamulca. I pewnie jeszcze trochę pojeżdżę, bo zanim gdzieś, nawet w sprawdzonych miejscach, wyżebrzę możliwość serwisowania, trochę potrwa. Kiszka.
Mimo wszystko jechało mi się fajnie. Dziwne? E tam, czasem trzeba być niepoprawnym optymistą :)
- DST 52.00km
- Czas 01:47
- VAVG 29.16km/h
- VMAX 56.30km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 224m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Relaks
Sobota, 1 kwietnia 2017 · dodano: 01.04.2017 | Komentarze 2
Wpis na szybko, bo jak tu u mnie zazwyczaj - wolny dzień oznacza brak czasu.
Pogoda ładna. Aż za ładna, bo praktycznie z dnia na dzień dwadzieścia stopni o poranku to dla mnie trochę za dużo - łeb zaczyna mnie boleć przy pełnym słońcu i ogólnie nie jest to klimat dla mnie. Cóż, ale jak zwykle w tym kraju nie może być normalnie - albo rządzi PO, albo PiS, albo jest zima, albo lato. Gnój w 100%, na zapach fiołków nie ma czasu :)
Nie chciało mi się dziś cisnąć - tym bardziej, że pierwsze i ostatnie pięć kilometrów to jazda od Dębca przez Starołękę (i oczywiście odwrotnie), a rozwinąć się można było jedynie na środkowym etapie - przez Wiórek i Rogalinek do Mosiny, gdzie dwukrotnie postanowiłem wjechać sobie w ramach relaksu na Osową Górę. Wróciłem swoimi śladami, tym razem pod wiatr, bo najpierw jechałem pod wiatr :)
Rowerzystów naliczyłem co najmniej ze trzydziestu. Buców tylko dwóch. Całkiem nieźle.
Podsumowanie marca - 1621 kilometrów, sporo szosą, sporo crossem. A jaki był ten miesiąc chyba każdy pamięta - wichry ścigały się z huraganami, więc słabiutką średnią na poziomie 28,3 km/h przyjmuję z pokorą.
- DST 56.33km
- Czas 01:49
- VAVG 31.01km/h
- VMAX 53.70km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 201m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
MDM
Piątek, 31 marca 2017 · dodano: 31.03.2017 | Komentarze 2
Czyli Mocniejsze Domknięcie Marca. W końcu, po wielu miesiącach znoju oraz upokorzeń, wiatr się zlitował i zamknął swój paskudny pysk. No, może nie do końca, bo wciąż serwował mi dziś kuksańce z boku oraz wychodził mi twardo na przeciw, ale już jakby opadł gnojek z sił. I tak ma zostać!
Odżyłem. Cała trasa, czyli lekko zmodyfikowany "kondomik" przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Dymaczewo, Stęszew, Szreniawę, Rosnowo oraz Plewiska to po prostu kręcenie. Tak mało, a tak wiele. Nie trzeba się trzymać kurczowo kierownicy, żeby człowieka nie zwiało, nie trzeba też zakładać miliarda warstw ciuchów. Tylko jechać. Już zapomniałem jakie to fajne.
Z wydarzeń dzisiejszych wymienić należy kolejne zapewne "przypadkowe" użycie na mojej wysokości spryskiwacza przez kuriera DHL (jeden z moich "ulubionych" segmentów kierowców) oraz chęć pomocy sympatycznej szosowej niewieście w całkiem konkretnym rynsztunku rowerowym, którą chciałem dżentelmeńsko poholować kawałek w Puszczykowie, ale chyba owym dżentelmenem byłem za bardzo, bo po jakimś kilometrze odpuściła :) W ogóle dziś rowerzystów jak na piątek rano widziałem sporo - wszyscy uśmiechnięci i pozdrawiający. Lanserzy wyjdą pewnie jutro na powierzchnię.
A, no i na wysokości Rosnówka dostałem smsa od kumpla, który kilka lat temu poczuł zew CHWDP (Chcemy Wstąpić Do Policji), w temacie weekendowego spotkania przy piwku. Jak zwykle po kilku wiadomościach nie omieszkał mnie poinformować jaki mandacik należy się za korzystanie z telefonu komórkowego podczas jazdy, a w momencie, gdy mu odpisywałem wyprzedził mnie... radiowóz :) Ale akurat bez kolegi w środku. Madaciku nie było.
- DST 52.10km
- Czas 01:47
- VAVG 29.21km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 121m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Stonehage wersja PL
Czwartek, 30 marca 2017 · dodano: 30.03.2017 | Komentarze 2
Z ręką na sercu - byłem dziś bliski stwierdzenia, że wiatr odpuścił. Gdy kręciłem sobie pierwszą połowę trasy nawet ze zdziwieniem odnotowałem, iż jedzie mi się całkiem przyjemnie i już miałem chrapkę na jakiś godny finalny wynik. Próżna nadzieja, daremny trud - okazało się, że cudów nie ma, a po prostu pomyliły się solidarnie cztery odwiedzone przeze mnie prognozy pogody co do kierunku podmuchów. Tym samym okazało się, że gdy już dotarłem przez Plewiska, Rosnowo, Chomęcice oraz Konarzewo do Trzcielina i zacząłem zawracać przez Dopiewo, Palędzie oraz Plewiska do domu to dopiero zaczęło wiać mi w pysk oraz z boku, zamiast jak dotychczas - tylko z boku. A że czynione to było o sile co najmniej umiarkowanej to... nic nowego u mnie się nie wydarzyło :)
Oczom mym, zaraz za Dopiewcem, ukazał się dziś kolejny przykład polskiej, dumnej, znanej w całej Europie, szkoły jazdy, czerpiącej garściami z tradycji husarii. Ostatnio smaczków znajduję coraz więcej, ale powoli kończą mi się pomysły na wyjaśnianie - jak to jest możliwe. Tak szczerze to chyba wolałbym zajmować się rozwikłaniem zagadki megalitu ze Stonehenge. Choć przyciemnione tylne szyby oraz długa prosta pozwalają mi wysnuć pewne domysły :)
- DST 52.20km
- Czas 01:51
- VAVG 28.22km/h
- VMAX 52.80km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 63m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Pamiętam...
Środa, 29 marca 2017 · dodano: 29.03.2017 | Komentarze 5
...choć jak przez mglę. Ale pamiętam.
Był kiedyś taki dzień, kiedy się obudziłem, spojrzałem na zewnątrz, wystawiłem lewą lub prawą górną kończynę za okno i nie poczułem, że z powodu silnego podmuchu ląduje ona na na zewnętrznej elewacji budynku.
Tak, to było piękne. Nie jestem w stanie stwierdzić jak dawno to było oraz czy nie był to przypadkiem sen, ale łezka w oku się kręci.
Dość wspominków. Wróćmy do rzeczywistości.
No, kurde, dziś wiało i co nieco urywało. Ja wiem, że to stan permanentny i wspominam o tym, mówiąc dosłownie, do wyrzygania, ale takie są fakty. Autentyczne, w dodatku :) Zrobiłem kółeczko z Dębca przez Plewiska, Gołuski, Palędzie, Dopiewo, Więckowice, Zakrzewo, Plewiska i do domu. Najfajniej było na serwisówce przy S11, kiedy spodziewając się, iż podczas zjazdu z wiaduktu choć na chwilę odczuję pomoc w postaci powiewu w plecy, otrzymałem silny cios w pysk, dzięki któremu znalazłem się prawie na drugim pasie. Rower - emocje, zabawa, przygoda, uśmiech :)
Znów przegapiłem kolejnego tegorocznego tysiaka. Niniejszym nadrabiam, informując, iż mam ich cztery.
- DST 52.00km
- Czas 01:49
- VAVG 28.62km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 56m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Cisza
Wtorek, 28 marca 2017 · dodano: 28.03.2017 | Komentarze 14
Ostatnie dni to jazda z muzyką rozkręconą na full, do tego im więcej szatana w niej było, tym lepiej. Wszystko z powodu dźwięków z przodu roweru, które zagłuszyć mogły jedynie deathmetalowe balladki o zarzynaniu świnek morskich. Opcje były dwie - albo kolo, abo stery. Jako że kręcenie tymi drugimi nic nie dało to postanowiłem w końcu wymienić to pierwsze. Bingo! Okazało się, że szprychy były już w takim stanie, że śpiewały i trzeszczały w agonii. Niniejszym - po prawie 45 tysiącach kilometrów - odeszło na łono Manitou. Cześć jego pamięci :)
Nowe koło jest budżetowe, więc założyłem do niego tak samo niewysublimowaną oponę oraz całkiem rozsądną dętkę. To ostatnie dla zachowania pozorów. No i nastała cisza... Fajna rzecz. Minus jest jeden - będę chyba musiał zamontować sobie dzwonek, bo szprychy załatwiały temat wyposażenia w "inny sygnał ostrzegawczy o nieprzeraźliwym dźwięku". Do tego ciągły. Choć z tym nieprzeraźliwym mogłyby być wątpliwości :)
Wykręciłem kółeczko z Dębca przez Luboń, Wiry, Szreniawę, Chomęcice, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie, Dąbrówkę, Plewiska i do domu. Wszystko byłoby fajnie, gdyby wiatr chciał współpracować, ale jak zwykle nie chciał. Cóż, życie. Pod koniec trasy okazało się, że zapomniałem dokręcić stery i poznałem jeszcze inne dźwięki, których nie znałem. Z duszą na ramieniu dotarłem do celu, ale po raz kolejny przekonałem się, że ze mnie dupa, a nie serwisant.
Na deser podjechałem sobie do piekarni, alternatywnej wobec mojej standardowej, po chlebek. Ale tak mnie urzekła etykieta, że nabyłem również drożdżówkę "ZE" serem :)
- DST 53.20km
- Czas 01:50
- VAVG 29.02km/h
- VMAX 50.90km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 122m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Wschód na zachód
Poniedziałek, 27 marca 2017 · dodano: 27.03.2017 | Komentarze 14
Dziś z pewnych, niezależnych ode mnie i w sumie od nikogo (chyba, że ktoś potrafi zrozumieć i logicznie wytłumaczyć koleje ludzkiego losu) przyczyn, jeśli chciałem pokręcić musiałem zrobić to mega wcześnie. Tym samym nadludzkim wysiłkiem wyruszyłem o siódmej, czyli (i niech nikt nie mówi mi, że czarne jest czarne!) o szóstej. Bo zmiany czasu nie uznaję, nie toleruję, a w ogóle to w nią nie wierzę.
Wykręciłem kondomika od strony Dębca, Komornik, Szreniawy, Stęszewa przez Łódź, Mosinę, Puszczykowo oraz Luboń. Świadomie nie przejmowałem się wiatrem i zamiast zwracać uwagę na jego kierunek ruszyłem tam, gdzie jak wydawało mi się, że nie utknę w korkach. Oczywiście się nie udało - zarówno wyjazd z Poznania, jak i przedzieranie się przez tłum PZ-tów szturmujących dojazd z Lubonia do cywilizacji, był koszmarem. Do tego stopnia, że nawet zmuszony byłem do skorzystania z DDR-ki! Wstyd... :)
Za to nie ma to jak spojrzeć sobie na wschodzące słońce. Nawet nad Szachtami.
- DST 53.50km
- Czas 01:47
- VAVG 30.00km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 131m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Zbrodnia zmiany czasu
Niedziela, 26 marca 2017 · dodano: 26.03.2017 | Komentarze 10
Jakby ktoś mnie pytał to winnego wymyślenia zmiany czasu w wiosennej wersji osobiście skazywałbym codziennie na karę dożywotniego więzienia lub jako alternatywę - posiadanie przez tydzień stanu umysłu Antoniego M. Ale że nikt mnie nie pyta to jedynie mogę puścić w eter ów pomysł, do głębokiego przemyślenia.
Do pracy miałem na dwunastą, więc żeby zdążyć musiałem wstać po siódmej rano. Czyli po szóstej. To jest chore. Oczywiście ów zamiar się nie udał, więc wyjechałem dopiero przed dziewiątą - czyli przed ósmą - przez co leciałem do roboty z wywieszonym jęzorem. Do tego jeszcze ktoś sobie wymyślił w Poznaniu jakiś półmaraton, więc planując dzisiejszy wypad musiałem pomimo północnego wiatru zacząć od kursu na południe, w kierunku Plewisk, żeby ominąć centrum. W sumie jednak nie ma tego złego - udało mi się dziś wykombinować nową wersję trasy, której kawałek podpatrzyłem na mapce u pewnego zupełnie anonimowego bajkstatowicza.
Po minięciu Plewisk wjechałem ponownie do Poznania, po to, żeby z niego wyjechać i mijając Skórzewo i Wysogotowo znaleźć się w Przeźmierowie, gdzie przez kolejny atak sklerozy wpakowałem się w okolice giełdy samochodowej, co kosztowało mnie trochę nerwów. Przez Baranówko wjechałem do Poznania i pomknąłem jednym z moich ulubionych duktów, czyli ulicą Slupską do Kiekrza, z którego skręciłem na Rogierówko, wstyd przyznać, ale hopką pokonywaną w tym kierunku po raz pierwszy. No i w końcu znalazłem się na rozstaju dróg w Kobylnikach, dokonując wiekopomnego czynu odkrycia nowego dojazdu do Sadów. Kiedyś ta droga była kartofliskiem przykrytym płytami, teraz o dziwo uzupełniono część ubytków asfaltowymi plombami, nad S11 zrobiono nawet kawałek asfaltowej DDR-ki i cywilizowanej drogi, więc da się jechać. Jak na Polskę w lub po runie (w sumie nie wiem kiedy prace były wykonywanie, przed czy po wyborach) - źle nie jest. A i nawet jakieś pojedyncze drzewa się ostały, szok :)
Potem już od Lusowa wszystko standardowo, czyli syfiasto :) Wróciłem na stare śmieci i przez Zakrzewo oraz Plewiska wróciłem do domu. Czuję się zadowolony pogodowo - było sympatycznie i miło, co oznacza, że pisząc te słowa oraz chwaląc warunki skazuję się jutro na jakąś masakrę :)
Aktualnie w pracy głównie szkolę ukraiński, bo nasi dumni przybysze wyruszyli na weekendowe łowy. Jak ja współczuję ludziom z zachodu, że musieli lub muszą to samo przerabiać w przypadku Polaków "ubogacających" ichniejsze społeczeństwa swoją obecnością...
- DST 53.30km
- Czas 01:54
- VAVG 28.05km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 104m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Niech rozdziobią go...
Sobota, 25 marca 2017 · dodano: 25.03.2017 | Komentarze 8
Jak to zwykle bywa - pochwaliłem pogodę i mam za swoje. Wczoraj było ładnie, ciepło i przyjemnie, dziś było może i wciąż ładnie, ale zimno, a przede wszystkim znów mega wietrznie. Ja, jak to ja - pamiętając o tym, że dzień wcześniej się zgrzałem, ubrałem się w lżejsze ciuchy. Dzięki czemu zmarzłem. Brawa, brawa!
Wykręciłem kółko z Dębca przez Plewiska, Skórzewo, Zakrzewo, Więckowice, Dopiewo, Palędzie, Dąbrówkę, znów Plewiska i do domu. Mimo że wiatr mnie miażdżył i gnoił, starałem się przyjmować to na wątłą klatę ze stoickim spokojem, myśląc sobie: tak musi być. Oazą owego stoicyzmu byłem aż do znalezienia się na DK307 pomiędzy Sierosławem a Więckowicami. Tam najpierw zacząłem kląć w myślach, by po chwili robić już to centralnie na głos. Chciałoby się napisać - im dalej w las... Ale tu było wręcz przeciwnie, bo... A zresztą, zdjęcia (sorry za jakość, ale większość robiłem jadąc) powiedzą za mnie: Szyszko - Ty gnoju...


Smutno mi się zrobiło, bo trasę pokonuję dość często, a te drzewa było jedyną osłoną od naprawdę napieprzającego na tym kawałku wiatru. Teraz będę latał. A to średnia przyjemność na tak ruchliwej drodze. Zaciekawiło mnie tez jedno - jest to droga krajowa, więc wycinka raczej nie była zlecona przez prywatnego właściciela. Więc skąd do cholery obok ciężkiego sprzętu służącego wycince wóz prywatnej firmy z szyldem "drewno kominkowe i opałowe"? Nie mam pojęcia czy jest jakakolwiek regulacja tego, kto zarabia na tej masówce i czemu nie biorą się za to organy państwowe, a prywaciarze? A najgorszym z newsów, które właśnie wyczytałem jest taki, iż na stronie Wielkopolskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich stoi jak byk, że rozpoczęta tu wycinka ma trwać aż do końca kwietnia. Pół drzewa tu nie ustanie, coś się obawiam.
Motywacji do jazdy po tym wszystkim nie miałem, więc zamiast cisnąć zacząłem kontemplować przyrodę i udało mi się wypatrzyć dość rzadkiego ptaka, jakim jest kruk. Żałowałem, że nie mam przy sobie jakiegoś dobrego sprzętu, bo aż się chłopak prosił o porządną sesję zdjęciową :)







