Info
Suma podjazdów to 784363 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj7 - 9
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.10km
- Czas 01:50
- VAVG 28.42km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura -2.0°C
- Podjazdy 236m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Trójpak
Środa, 28 listopada 2018 · dodano: 28.11.2018 | Komentarze 14
Łatwe to nie było, ale się udało. Założyć trzy pary skarpet :) Co prawda musiałem odnaleźć jakieś stare, rozklekotane adidasy, żeby stało się to wykonalne, jednak mój eksperyment pokazał, że się da. Dzięki temu jakoś przeżyłem te minus trzy na starcie i delikatne zero na finiszu.
W sumie nie jechało mi się dziś najgorzej - zimno jak zimno, ale wiatr nie miażdżył, tylko lekko gnoił, jednak cisnąć i tak nie zamierzałem - w końcu mrozy są od tego, żeby delektować się jazdą, hehe :)
Ruszyłem po ósmej, najpierw zaliczając obowiązkową Starołęcką, gdzie jak zwykle zakwitłem na miliardach potencjalnych stopów, z zamkniętymi rogatkami włącznie. A gdy już ruszyłem, to... stanąłem, żeby przepuścić pieszych na zebrze, a przy okazji zrobiłem miejsce dla włączających się samochodów z podporządkowanej. Bardzo się to nie spodobało taksiarzowi, który ewidentnie miał zamiar zignorować uprzywilejowanych na pasach, co zakomunikował mi moim ulubionym dźwiękiem klaksonu. Wytłumaczyłem co i jak gestami, ale że z natury jestem osobą niezwykle uczynną i troskliwą, to pozwoliłem mu jeszcze poćwiczyć wciskanie tego niezbędnego elementu wyposażenia olewając położoną kawałek dalej DDR-kę :) Zawsze to jakaś forma ruchu, praca jest siedząca, więc się przyda. Podziękowań nie odnotowałem :)
Wydostałem się z Poznania drogą przez Krzesiny i Jaryszki, by pojawić się na tych jałowych polach, które wypełniają przestrzenie między autostradą a eską. 

W Robakowie (tym słynnym, od rzeźni) wciąż jestem na etapie testowania nowej śmieszki. Nie tylko ja (sorry za jakość zdjęć) zresztą :)
Stwierdziłem, że wyedukuję ludzi na wsi i podczas wyprzedzania rzekłem spokojnym głosem: "halo, halo, to jest ścieżka dla rowerów, chodnik jest obok!". W odpowiedzi usłyszałem przerażone: "łojej", a następnie coś w stylu: "Але я не знав!". No tak... :) A jakieś dwieście metrów dalej...
Tu już nawet nie próbowałem tłumaczyć, bo wystarczyło mi jedno spojrzenie na te dziwne rysy, pół słowiańskie, pół mongolskie, żeby wiedzieć, kto zacz :) Cóż, widocznie na Ukrainie coś takiego jak asfalt dla rowerów to wciąż rzecz niespotykana.
Wspomniana DDR-ka w sumie aż taka zła nie jest, prócz jakieś cholernej mody z tych okolic, nakazującej budować tego typu przybytki raz po prawej, raz po lewej, raz po prawej, raz po lewej... Tu nie jest inaczej. Chodzą legendy, że ktoś kiedyś jechał tym kawałkiem po drugiej stronie, ale czy to prawda - nie mam pojęcia :)
Dachowa, Robakowo, Szczodrzykowo, chwila nad stawem położonym koło gospodarstwa rolnego, gdzie zawsze jest masa ciekawego ptactwa...
...następnie Śródka, Krzyżowniki, Nagradowice, Komorniki, Tulce, Żerniki, Jaryszki, Krzesiny, Starołęka, Lasek Dębiński i do domu. Tak jak na Relive.
Cóż, kolejny rowerowy dzień zaliczony. Przyjemności z tego za wiele nie było :)
- DST 52.20km
- Czas 01:51
- VAVG 28.22km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 133m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Fasolówka :)
Wtorek, 27 listopada 2018 · dodano: 27.11.2018 | Komentarze 10
Minus dwa - taka wartość przywitała mnie z rana, gdy ruszałem. Niecałe dwie godziny później pławiłem się już w ciepełku, bo zero na termometrze to już jest coś. Mimo to czułem, jak smar zamarza mi na łańcuchu, a dwie pary skarpet założone na nogi to za mało co najmniej o jeszcze jedną. Na szczęście dziś wiatr nie był jakoś specjalnie upierdliwy, przynajmniej jeśli chodzi o siłę, bo to, że najpierw walił w pysk, żeby po nawrotce walić w pysk, było rzeczą oczywistą jak to, że słońce wciąż wschodzi. Choć w tym temacie musiałem zaufać doświadczeniu, a nie empirii, gdyż nad całym Poznaniem i okolicach zaległ smog, a powietrze znów zaczęło cuchnąć mokrymi skarpetami i przepoconymi butami. Oddychać można było dopiero na wolnych przestrzeniach, czyli polach, z których zaczynał się z kolei unosić zapaszek powoli gnijących buraków.
Wykonałem jedno z zachodnich kółek: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Dąbrowa - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Do/u/piewo - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Trasa została lekko skorygowana, bo gdy na Wołczyńskiej stanąłem w korku, to perspektywy na jego opuszczenie przed pracą były nikłe, więc zawróciłem i pokręciłem objazdem.
Wczoraj znalazłem chwilę czasu na wymianę klocków hamulcowych z tyłu, po raz pierwszy od momentu zakupu roweru, czyli po kilkunastu tysiącach kilometrów. Kurde, zapomniałem jakie to fajne - tak wciskać klamkomanetkę i się zatrzymywać. Fenomenalna sprawa :) Z radości pobawiłem się tą opcją kilkanaście razy po ruszeniu, niemal jak Jaś Fasola w pokoju 426 :)
Od jutra jeszcze zimniej :/
Tutaj Relive.
- DST 52.00km
- Czas 01:54
- VAVG 27.37km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 280m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Podbram(k)owo
Poniedziałek, 26 listopada 2018 · dodano: 26.11.2018 | Komentarze 13
To ten, tego... Byłoby na tyle w temacie zaciskania zębów, gdy należało pochwalić ładną aurę, żeby ta wredota nie zechciała się zepsuć. Przez dwa ostatnie dni nie chwaliłem, mimo że było całkiem spoko, a i tak przyszło to, co dziś - zimno (choć jeszcze lekko powyżej zera), na szczęście wciąż sucho, ale za to wiatr znów zaczął się popisywać i swoją siłą robić z półotwartej lodówki istny zamrażalnik. Co - w połączeniu z wykonaniem połowy kursu przez miasto - dało wynik zaiste emerytalno-rentowy.
Trasa to klasyczna "pietrucha" w wersji: Dębiec - Wartostrada - Gdyńska - Koziegłowy - Kicin - Kliny - Mielno - Wierzonka - Karłowice - Wierzonka - Kobylnica - Janikowo - Bogucin - Główna - Bałtycka - Wartostrada - Dębiec.
Gdy byłem w Wierzonce, zdecydowałem - za namową Grigora - zatrzymać się na chwilę przy tamtejszym kolosie, czyli gospodarstwie rolnym. Niestety, nie dość, że wszystko pozamykane na trzy, a nawet cztery spusty, to jeszcze zakazy wstępu, a w środku jakieś szemrane towarzystwo. Postanowiłem nie ryzykować, tym bardziej, że akurat w słuchanym audiobooku Żulczyka tłumaczono coś za pomocą miksu z robienia kotleta z twarzy z pokazywaniem, że klamka niekoniecznie zawsze oznacza element przy drzwiach :) Zrobiłem tylko foty z daleka, spróbowałem odczytać, co jest na jednej z tablic (nie do odszyfrowania) i poleciałem dalej.

Aha, zawsze lubiłem te kółeczka na starych bramach :)
Na moim ulubionym odcinku prowadzącym do Kobylnicy postanowiłem zatrzymać się na chwilę koło lasu. Taaaa... :/
Tutaj Relive.
- DST 53.55km
- Czas 01:47
- VAVG 30.03km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 173m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Modelowo
Niedziela, 25 listopada 2018 · dodano: 25.11.2018 | Komentarze 14
Dzisiaj - podobnie jak wczoraj - było paskudnie :) Znów niezbyt mocny wiatr, temperatura powyżej zera i takie tam, choć muszę przyznać, że dość mokre drogi i spore zachmurzenie w trakcie wyjazdu pozwoliły mi na nieco mniejszy wyrzut sumienia podczas pisania poprzedniego zdania. A ono z kolei ma nie prowokować aury, zgodnie z teorią, iż jak chwalę pogodę, to ona w zamian postanawia się skopać :) I niestety wychodzi na to, że jednak nie mam z tym nic wspólnego, bo od jutra podobno wraca mróz...
Trasa to wschodni miszmasz: dom - Lasek Dębiński - Starołęcka - Głuszyna - Sypniewo - Koninko - Gądki - Robakowo - Dachowa - Szczytniki - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Lasek Dębiński - dom.
Tutaj Relive.
Z zaskoczeniem zauważyłem, że z opisywanym niedawno remontem kasztanowej alei na granicy poznańskiego Sypniewa i Koninka uporano się w mig - co prawda ładny asfalt jest jedynie do połowy drogi, ale lepsze to niż nic.

Po południu udało się jeszcze zdążyć zaliczyć coś, na co ostrzyłem sobie od jakiegoś czasu szczerbate ząbki, a mianowicie zorganizowaną w Zespole Szkół Komunikacji przez Poznański Klub Modelarzy Kolejowych z okazji Katarzynek wystawę makiet i miniatur, zawierającą tę najsłynniejszą, ze stacją Międzychód Letnisko. Genialna sprawa i wielki szacun dla organizatorów i hobbystów, bo każda makieta miała swój osobny nadzór, kontrolę ruchu, a nawet zamykane szlabany na rogatkach, o dbałości o szczegóły nie wspominając :)










No i przy okazji udało się (na razie z dołu) podpatrzeć coroczną atrakcję na Placu Wolności.

EDIT (po godzinie 23 tego samego dnia): tak mnie zauroczyły te mikro składy, że zrobiłem krótki filmik z modelarskich odwiedzin:
Niestety dzieciarni z niego nie dało się usunąć :) Ale trzeba przyznać, że wyjątkowo dawała radę, bo nie wrzeszczała, a skupiała się na podziwianiu.
- DST 56.10km
- Czas 01:52
- VAVG 30.05km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 200m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Koszmar :)
Sobota, 24 listopada 2018 · dodano: 24.11.2018 | Komentarze 13
Zakwitła tu ostatnio teoria, iż nagłe załamanie aury i przyjście arktycznego powietrza spowodowane było (niechcący) moimi pochwałami tyczącymi się pierwszej części miesiąca listopada. Wykluczyć tego się nie da (choć i potwierdzić ciężko), więc na wszelki wypadek napiszę, iż pogoda była dziś paskudna - niezbyt silny wiatr, znaczne ocieplenie (pięć stopni), brak deszczu czy śniegu. Normalnie koszmar :)
No to mamy ten element z głowy. Teraz po cichu dopiszę, iż jechało mi się dziś świetnie, oczywiście jak na możliwości oferowane przez późną jesień. Aż byłem zdziwiony, że mijałem się z tak skromną liczbą kolarzy, nieprzekraczającej dziesięciu osób. W dość dobrym nastroju wykonałem jedno ze standardowych kółeczek: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Mieczewo - Kórnik - kilometr tęsknoty polskich łysych pał, czyli betonowe płyty na granicy Skrzynek i Borówca - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Starołęcka - Hetmańska - Dębiec.
Czas na fotorelację. Tu puszczykowski znakowy miks tego, co jako rowerzysta lubię, z tym, czego najczęściej nienawidzę. Myślę, że łatwo rozszyfrować, które jest które :)
W Świątnikach na cokół powoli wraca figurka Matki Boskiej, widziana tu ostatnio dawno temu, przed pracami konserwatorskimi. Aktualnie widoczna jest jeszcze jak widać... średnio :) Na razie mamy kurnik w trasie na... Kórnik. Wyniku po odsłonięciu (otwarciu?) jestem ciekaw, bo o zabytki trzeba dbać.
Na zwykle całkiem przejezdnym odcinku za Koninkiem, czyli na kompletnym zadupiu, trafił mi się taki oto widok:
Na horyzoncie widać (lub nie widać) zamknięte rogatki i zawracające samochody - jak się okazało zdarzyła się jakaś awaria i kierowcy czekali tu już kilkanaście minut. Ja za bardzo czasu na manewry nie miałem, więc podjechałem pod przejazd i upewniając się z grubsza tysiąc razy, że nic nie jedzie, przejechałem przez torowisko. Zresztą nie byłem sam, ale jedyny na dwóch kołach :)
No i na koniec... Chciałem podczas jazdy zrobić Polskę w pigułce, ale mi się grzybiarka ukryła pod drzewem, więc jest jedynie w tle :) 
Tutaj Relive.
- DST 52.00km
- Czas 01:51
- VAVG 28.11km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 226m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Neverending black
Piątek, 23 listopada 2018 · dodano: 23.11.2018 | Komentarze 17
Nuuudaaaa... Ile dni pod rząd można marznąć, walczyć z zimnymi podmuchami, kręcić na wschód, bo stamtąd wieje, co chwilę korygować wysokość kominiarki na pysku, bo przy każdym zatrzymaniu (a podczas jazdy w mieście jest tego więcej niż samego ruchu) okulary zamieniają się w obłok pary? No ile?
Ale... przecież dzisiaj mamy zupełnie inny dzień! W końcu to black friday!
W związku z tym, gdy czwarta czy piąta pod rząd reklama mnie o tym poinformowała, wyjątkowo wyłączyłem radio, olałem informowanie mnie o jakiejś kolejnej kretyńskiej pseudotradycji i załączyłem sobie audiobooka (faktycznie, potwierdzam zdanie Michussa, iż "Ślepnąc od świateł" wciąga), zmieniając co jakiś czas na muzę. I jakoś nie tylko udało się dojechać do celu, ale i nie bluzgać pod nosem w kierunku specyficznej emfazy lektorów od wygłaszania promocji :) Choć akurat taką jedną mamy wciąż na tapecie :)
Trasa dzisiejsza to "muminek": dom - Lasek Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Szczytniki - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - dom.
Pomiędzy Wiórkiem a Sasinowem wciąż robi się coraz bardziej jasno... :/ Tną gnoje na potęgę - lewo, prawo, wszędzie łyso, tam, gdzie jeszcze niedawno rozciągał się widok na gęsty, piękny las. Niekończąca się od jakichś trzech lat, smutna historia... :/
- DST 53.60km
- Czas 01:54
- VAVG 28.21km/h
- VMAX 50.00km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 208m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Korygująco
Czwartek, 22 listopada 2018 · dodano: 22.11.2018 | Komentarze 20
Dziś nastąpiła teoretycznie mała i delikatna, lecz dla mnie niezwykle istotna, korekta warunków pogodowych - wiało dużo, dużo słabiej niż poprzednio, co oznacza, że na podpoznańskich zadupiach wciąż solidnie, ale w końcu można się było skupić na jeździe, a nie panicznie walczyć o utrzymanie w siodle. Uff :) Co prawda zero pozostało zerem, wynik wciąż nie powala, nawet jak na zimowe warunki, ale przynajmniej komfort był względnie do przyjęcia. Oczywiście jeśli weźmie się pod uwagę, że kręcenie nastąpiło w ubraniu na cebulę, grubych rękawiczkach i kominiarce na ryju.
Co do trasy, to dziś sobie lekko pokombinowałem. Z Dębca skierowałem się na Wartostradę, którą opuściłem gdzieś w połowie, dzięki zbudowanemu jakiś czas temu zjazdowi w kierunku Malty. Na niej pojedynczy rowerzyści i oczywiście masa pieszych oraz tych od kija, do których wciąż nie dociera, co oznacza rysunek z przekreślonym ludzikiem w połączeniu z obrazkiem przedstawiającym dwa kółka. To zdecydowanie zbyt skomplikowane dla sporej części rodaków. 
Od listopada można podobno wdrapać się nie tylko na stok, ale na skromniejszą wersję tego, co mają w Krakowie. W Poznaniu nazywa się to Kopcem Wolności, jego historia sięga prawie stu lat (od zakończenia Powstania Wielkopolskiego), a w międzyczasie został... rozebrany (w czasie okupacji) i za komuny częściowo postawiony na nowo. Aktualnie trwają pracę nad jakimś rozsądnym zagospodarowaniem tego miejsca, z zapewne sympatycznym widokiem na jezioro i miasto.
Przez Miłostowo i Antoninek wydostałem się z Poznania, tym samym zakwitając w swarzędzkich korkach, następnie przez Zalasewo oraz Garbce dostałem się do Tulec, które objechałem sobie kółeczkiem przez Komorniki. Wieś będącą zapomnianym światem pośrodku niczego, ale za to z kawałkiem sympatycznego uroczyska.
Powrót nastąpił przez Żerniki, Jaryszki, Krzesiny, Starołękę oraz Lasek Dębiński, gdzie moje "przepraszam" w kierunku wypinających się na środku dróżki niewiast z jakimiś piłkami do ćwiczeń między nogami wywołało paniczny i zakłopotany chichot :)
Tutaj Relive.
Na koniec dedykacja dla pewnego imigranta z lubuskiego do dolnośląskiego, który twierdzi, że o związkach z danym miastem świadczy w największym stopniu kupienie gruntu czy terenu, a nie korzenie czy wychowanie w nim (vide: wczorajsza dyskusja pod wpisem). W związku z tą żelazną logiką wklejam widok na jedną z najbardziej poznańskich miejscówek - niech nikogo nie zmylą te niemieckie kominy i logo Volkswagena. To prawdziwi poznaniacy, wręcz ugruntowani :)
- DST 52.35km
- Czas 01:55
- VAVG 27.31km/h
- VMAX 52.60km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 272m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Z głowy
Środa, 21 listopada 2018 · dodano: 21.11.2018 | Komentarze 33
Szczerze mówiąc (pisząc), to opisywanie moich dzisiejszych rowerowych męczarni słabo mnie, a już na pewno tych, którzy tu wchodzą, bawi, więc postaram się zawrzeć jedynie najważniejsze elementy. I miejmy to z głowy :)
Zimno - idealne zero, nic wyżej, nic niżej.
Sucho - mimo że w nocy prószyło delikatnie. Za to plus.
Wietrznie - i to jak... :/ Jako że głównym mijanym przeze mnie motywem były pola łamane na łąki, ewentualnie widok na rzeźnię w Robakowie, to osłony przed nim nie miałem żadnej. Silny tak jak wczoraj, podobnie przejmująco zimny, włażący w każdy nieosłonięty fragment pyska, robił ze mnie miazgę niczym bezalkoholowy browar u smakosza spod sklepu nocnego. I tyle na ten temat - dziękuję, nie chcę więcej. Wynik wyszedł tragiczny, ale nie mogło być inaczej.
Trasa to wschodnia kombinacja: Dębiec - Hetmańska - Starołęcka - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Komorniki - Nagradowice - Krzyżowniki - Śródka - Szczodrzykowo - Dachowa - Robakowo - Gądki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Lasek Dębiński - dom.
Robienie po drodze zdjęć nie było potrzebą pierwszego wyboru, jednak udało mi się to w dwóch miejscach: nad A2-ką, choć tu i tak mało brakowało, a rower radośnie odleciałby sobie w kierunku autostrady...
...oraz w "przydomowym" lesie. O dziwo do tej pory wciąż przejezdnym, nawet szosą.
Jest tak paskudnie, że aż ciężko uwierzyć, iż jeszcze niedawno wychwalałem tegoroczny listopad pod same niebio... to znaczy piekła :)
- DST 52.40km
- Czas 01:53
- VAVG 27.82km/h
- VMAX 52.60km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 268m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
WieTRZna zmarzlina
Wtorek, 20 listopada 2018 · dodano: 20.11.2018 | Komentarze 15
Znów najpierw
poszukam plusów, jak nie ja :) Po pierwsze – w nocy nie padało,
dzięki czemu przy temperaturze bliskiej zera wcześnie rano nie
trzeba się było obawiać o szklankę na drogach. Po drugie – w
dzień również nie padało, dzięki czemu można było pojeździć.
To by było na tyle,
a reszta stałaby się milczeniem, gdybym nie prowadził bloga :) Mus to
mus, więc nie obejdzie się bez kilku słodkich słów na temat
wiatru, który wiał dziś tak średnio około 25-30 km/h, do tego
zmiennie, co w połączeniu z tym, co na termometrze, dawało, hmmm,
nie za wysoki komfort jazdy. I w sumie tytuł zawiera wszystko, co
chciałbym przekazać :) Finalny wynik, mimo że tragiczny, i tak
kosztował mnie sporo męczarni, więc najprzyjemniejszym momentem
tego wypadu był… jego koniec.
Trasa to klasyczne w
tę i z powrotem: Poznań – Luboń – Łęczyca – Puszczykowo –
Mosina – Rogalinek – Rogalin – Świątniki i nawrotka zaraz za
nimi, przy budzie z grochówą. Tutaj Relive.
Miło chociaż, że
drogowcy informują na bieżąco, jakie są warunki :)
W Puszczykowie taka
oto sytuacja – jak widać suche drogi to jedno, a rozważna jazda
po nich – zupełnie coś innego.

Tu kolejny rower do
osobistej kolekcji… Choć raczej akurat na tym bym sobie nie
pojeździł, przez te koszyczki… :)
Natomiast tu
człowiek (z jakimś tam stopniem niepełnosprawności), który –
zima nie zima – kursuje na tym swoim trójkołowcu między Luboniem
a Poznaniem regularnie. Często go pozdrawiam, on – jeśli zdąży
zareagować – mnie również. Brawa dla tego pana – to się
nazywa pasja. Nie trzeba być pro, jeździć na sprzęcie za gruby
hajs, ani wylewać siódme poty w rywalizacji o najwyższe miejsce w
maratonach, żeby codziennie coś wygrywać.
- DST 32.20km
- Czas 01:15
- VAVG 25.76km/h
- VMAX 41.50km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 106m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut starołęcko-mokry
Poniedziałek, 19 listopada 2018 · dodano: 19.11.2018 | Komentarze 12
Tym razem w nocy obyło się bez jakichś schizolskich snów, w zamian za to poranek przywitał mnie deszczem. Jeśli mam wybierać, to jednak na przyszłość wolałbym senne mary, ale dobre warunki do jazdy rowerem. Umowa stoi? Hmm, chyba jednak nie :)
Odczekałem do dziewiątej z groszami, już prawie właziłem na chomika, ale przedtem wykonałem ostatni rzut okiem za okno - a tam najpierw ulewa, a zaraz po niej na horyzoncie nieśmiało wyglądające słońce. Postanowiłem, że ryzyk-fizyk, najwyżej się utopię, ale będzie to śmierć honorowa. Wywlekłem crossa i ruszyłem, a że czasu przed pracą już miałem mało, w planach był jedynie glut.
Wiało jak cholera, przez co nawet się cieszyłem, że dłuższa trasa jest wykluczona. Tym samym zrobiłem wschodnio-południową pętelkę, z Dębca przez Hetmańską, Starołęcką, Krzesiny, Jaryszki, Koninko, Szczytniki, Głuszynę, Starołęcką i Lasek Dębiński do domu.
O jeździe wolałbym się nie rozpisywać - zmokłem, usyfiłem się za wszystkie czasy, przewiało mnie... No ale nikt nie mówił, że będzie łatwo, tym bardziej zimą, To na przykład klasyczny widok ze Starołęckiej, w sytuacji, gdy:
- pada deszcz;
- pada śnieg;
- nie pada deszcz;
- nie pada śnieg;
- jest słonecznie;
- jest pochmurno;
- jest zimno;
- jest ciepło;
- jest umiarkowana temperatura;
- szlaban jest zamknięty;
- szlaban jest otwarty;
- jest jesień;
- jest zima;
- jest wiosna;
- jest lato.
I tak dalej. Ciężko tu zostać zaskoczonym :)
W nocy mają być przymrozki - jeśli utrzymają się do rana, niestety z kręcenia nici - jednak trochę jeszcze cenię sobie to moje życie :)






