Info
Suma podjazdów to 791174 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec22 - 45
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 31.80km
- Czas 01:16
- VAVG 25.11km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 111m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut poszukiwawczy
Środa, 16 stycznia 2019 · dodano: 16.01.2019 | Komentarze 8
Po wczorajszym smutnym, śniegowym dzionku, podczas którego wpadł jedynie godzinny chomik (31 kilometrów), bardzo ucieszyły mnie wieczorne opady deszczu i wzrost temperatury, który zmył z dróg większość tego białego gów... to znaczy puszku. Już mniej radosne były jednak wciąż te same dźwięki kropli bombardujących okno i parapet, utrzymujące się do godzin porannych.
A jednak! W końcu przestało lać i udało mi się przed pracą wykonać marnego bo marnego, ale chociaż gluta. Drogi powoli obsychały, więc jechało się niczym wczesną wiosną, a i tak samo duło. Czyli paskudne. Jednak radość z wiatru pod kaskiem była ważniejsza niż niedogodności - co jednodniowy głodek, to... jednodniowy głodek :)
Wykonałem krótką, powolną pętelkę w wersji: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań. W Komornikach były i ekstremalne przewyższenia... :)
...i kostkowe koszmarki, zresztą będące o dziwo lepszą alternatywą niż główna, zakorkowana "piątka"...
Główną zaletą tej DDR-ki jest to, że... nikt z niej nie korzysta. A już na pewno jej nie sprząta :) O czym przekonałem się na własnym przykładzie. Bowiem podczas mojej ostatniej wycieczki, tej, z której ledwo wróciłem, gdy robiłem tu jedną z fotek, powiew wiatru przewrócił mi rower, a przy okazji odpadł mi plastik od manetki. Zorientowałem się dopiero pod domem, a we wspomnianych warunkach powrót odpadał, dziś więc bez większych nadziei ruszyłem na misję poszukiwawczą. Miłe zaskoczenie - leżało toto w trawie i na mnie czekało.


Cuda się jednak zdarzają! Nie odpuściłbym sobie, gdybym nie poszukał. Jak widać warto było, ale teraz znów moja kiera wygląda jak pirat, bo taki sam element z lewej strony straciłem już dawno temu, nawet nie wiem gdzie.
Pojeździłem, można się cieszyć!
Co jutro? Praca, a z rowerem się zobaczy.
Relive tutaj.
- DST 30.70km
- Czas 01:20
- VAVG 23.03km/h
- VMAX 31.00km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 108m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nagłe Oberwanie Świata. Plus inny gnój
Poniedziałek, 14 stycznia 2019 · dodano: 14.01.2019 | Komentarze 8
Co za dzień… :/
Zacznę od spraw rowerowych, bo w końcu od tego jest ten blog. Wyruszyłem sobie raźnie koło 11 rano, gdy słoneczko ładnie świeciło, myśląc nawet o wzięciu szosy. Coś mnie jednak tknęło, żeby się powstrzymać. Ufff..
Zaraz po starcie na niebie zaczęła się jakaś dziwna walka żywiołów, niestety zakończona porażką tych pozytywnych. Czyli, po ludzku, zaczęło padać, najpierw na mokro, potem na biało. Przejdzie, pomyślałem optymistycznie. Debil ze mnie. W Plewiskach bowiem znalazłem się w oku cyklonu, już tylko z jednym pomysłem - powrotu. No ale czy w tę, czy w drugą - wszędzie było już albo biało, albo tak ślisko, że błoto pośniegowe wydawało się zbawieniem. A wiatr... szkoda pisać. Momentami miałem wrażenie, że zmiecie mnie pod jakiś pojazd. Obyło się bez. Również bez gleby.
Nie chce mi się opisywać szczegółów tej farsy, a nie jazdy, na trasie: Poznań - Plewiska - Komorniki - Wiry - Luboń - Poznań. Grunt, że dojechałem, a średnia? Lepiej o niej nie wspominać, ale umieścić trzeba. Z bólem serca…
Kilka fotek.


Było więcej, ale… No właśnie. Dzionek miał ciąg dalszy. Miałem wolne, więc po południu wybrałem się na zakupy. Z telefonem. A w sumie - jak zwykle - z dwoma. Gdy wracałem, zorientowałem się, że mój stan posiadania zmniejszył się o równe 50%. Szybko zacząłem przeglądać swoje ślady, podpytałem też w odwiedzanych sklepach. Tu i tu - nic. Po pół godzinie szukania wróciłem do domu, zalogowałem się na swoje konto Google i sprawdziłem, czy telefon wskazuje lokalizację. O dziwo... wskazywał, tylko że już jakieś pół kilometra dalej, na Osiedlu Dębina. Niestety nie była ona precyzyjna, do wyboru były dwa bloki. A że ciągle był sygnał, wprowadziłem w życie swój plan, czyli sobie znanymi sposobami dostałem się do obydwu miejscówek i piętro po piętrze (czyli dwa razy po dziesięć) chodziłem dzwoniąc do siebie z drugiego numeru i nasłuchując, czy może nie odezwie się mój dzwonek. Niestety :/
Poddałem się i pojechałem na policję (ponad pół godziny czekania) zgłosić kradzież lub przywłaszczenie. Oczywiście dyżurny chciał mnie od tego odwieść (eh, te ich statystyki), jednak się uparłem i takowe poszło, ze szczegółami znanej mi ogólnie lokalizacji. Pewnie nic to nie da, ale przynajmniej mam czyste sumienie, że zrobiłem wszystko, co możliwe. W międzyczasie telefon przestał się ukazywać w sieci :/
Zdjęcia pozostały więc tylko na Relive (zdążyłem to stworzyć po powrocie z roweru), a ja już nie mam sprzętu do robienia przyzwoitej jakości fotek. Ale nic to, gdyż i tak na 99% jutro nigdzie się nie wybiorę, bo praca to jedno, a szklanka na drogach - drugie.
I taki to miałem radosny dzień. Tej ludzkiej mendzie, która przywłaszczyła sobie czyjeś dobro, zamiast je oddać, najchętniej włożyłbym dzisiejsze zaspy w dupę. Szkoda mi nie sprzętu, bo ten się kupi, ale zdjęć, kontaktów, ważnych smsów... Tym bardziej, że ten gnój nawet nie jest w stanie go odpalić, bo poblokowany został na wszelkie możliwe sposoby. A wystarczyło odebrać jedno z około setki moich połączeń, może nawet bym wybaczył, jakby okazał się jakimś dziadkiem, to dał znaleźne...
W międzyczasie dowiedziałem się jeszcze o śmierci Pawła Adamowicza.
Ciśnie mi się sporo gorzkich słów o naszym społeczeństwie, ale chyba lepiej będzie, jak się powstrzymam.
- DST 54.00km
- Czas 02:08
- VAVG 25.31km/h
- VMAX 43.00km/h
- Temperatura 4.0°C
- Podjazdy 215m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Bez serducha
Niedziela, 13 stycznia 2019 · dodano: 13.01.2019 | Komentarze 10
Głównymi tematami dzisiejszego wpisu będą: WOŚP, Żydzi i przepaść. Wiem, wiem, dla części tej najbardziej prawilnej części narodu te trzy pojęcia to synonimy, ale ja nie z tych :)
No to po kolei. Od rana padało, potem niby przestało, więc koło jedenastej ruszyłem, oczywiście crossem, bo miałem takie leciutkie podejrzenie, że brak opadów to jedynie mało wykwintna podpucha. Jak się okazało - niestety się nie pomyliłem. Jednak patrząc na sytuację pogodową choćby na Śląsku, tu było znów niemal idealnie. No bo jazda w połowie stycznia na swoim ulubionym dystansie w proporcjach: jedna trzecia umiarkowanej suchości, jedna trzecia mżawki i jedna trzecia ulewy, nie może zasługiwać na zbyt wielkie potępienie. Za to wiatr - owszem, ale przecież to już zupełnie inna historia :)
Wykonałem lekko zmodyfikowane "kondominium", ale w wersji alternatywnej: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Stęszew - Dymaczewo - Łódź - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
W końcu odważyłem się sprawdzić, co wyrosło z boku ronda na trasie Wiry - Komorniki. Jak się okazało - całkiem fajny objazd zawsze zakorkowanego kawałka "piątki". Niestety, jak widać, wykonany gówniano. Łapy opadają. Na wsiach wciąż asfalt to przywilej tylko dla czterech kółek :/

Z ciekawości poczytałem sobie to, co na tablicy widocznej w tle. Jak się okazuje, ten fragment nazywany był "Mostem Żydowskim", gdyż to tu pochowano tych z Żydów, którzy zmarli przy budowie wąskotorówki i planowanej przez Niemców podczas II Wojny Światowej autostrady Warszawa - Berlin. Więcej informacji poniżej.
Poniżej zaś nie ZUS, a Urząd Gminy... wiejskiej. Nieźle :)
Gdy dotarłem do Trzebawia, podczas walki z wiatrem przyuważyłem po drugiej stronie drogi ciekawą terenową górkę, schowaną w lesie. Szybka nawrotka i już na niej byłem. Jak się okazało, znalazłem niespodziankę, czyli fragment nieistniejącego mostu (?) nad trasą Poznań - Wolsztyn. Aż się pokusiłem na kilka fotek, choć była lekka obawa, czy rower nie poleci sobie w dół, w celu zapoznania się z podkładami :)



Od Stęszewa już padało, a potem lało, więc przygód nie było. Za to kałuża w butach - owszem :)
Pod koniec trasy przypomniało mi się, że dziś przecież kolejny finał WOŚP. A że od jakichś trzech lat jakoś jeszcze chętniej mi się wspiera tę inicjatywę, to rozglądałem się za jakimiś puszkarzami, coby nakleić sobie serducho na rower. A tu... nic. Cały Luboń, Świerczewo, no i oczywiście Dębiec w szczegółach, bo jeszcze specjalnie objechałem swoją dzielnię - kicha. Jakoś mi się to zgrało z zakazem handlu, bo nie da się ukryć, że to tam było najłatwiej o możliwość wrzucenia kilku groszy. W końcu się poddałem i zrobiłem przelew z domu. A z ciekawości obejrzałem dziś "Wiadomości" TVPartyjnej, które zawsze dają mi sporo emocji. Tu zaskoczenie - powiedzieli o Orkiestrze! Przez pół minuty, gdzieś w środku wydania, ale powiedzieli :)
***
EDIT: życie dopisało smutny, gdański koniec mojego ostatniego akapitu :/ Byle tylko jacyś idioci nie zrobili sobie z tego politycznego oręża.
- DST 53.10km
- Czas 01:51
- VAVG 28.70km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 154m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nominalnie
Sobota, 12 stycznia 2019 · dodano: 12.01.2019 | Komentarze 14
Dwunasty dzień stycznia roku bieżącego bez krępacji nominuję do miana "zimowego dnia idealnego". Skoro już musi być zima, niech będzie taka, jak dziś. I to nawet mimo naprawdę solidnego wiatru.
Wyruszałem koło jedenastej, czyli dość późno, ale jak się bierze wolne "na pieska" (dla zainteresowanych - wszystko z Kropką w porządku, nawet zaczyna znów być podwórkowym odkurzaczem, niestety), to można sobie pozwolić :) Na termometrze trzy stopnie, w momencie wyjazdu sucho, od połowy mżawka, wspomniane podmuchy mocne, ale do przeżycia. Szosa była wyborem naturalnym.

Wykonałem klasyczną zachodnią
pętelkę: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Dąbrówka - serwisówki - Plewiska - Poznań. Tempo spacerowe, bo po co się męczyć? :) Na odcinku Chomęcice - Konarzewo podholowałem też ambitnie kręcącego na góralu rowerzystę.
Pod koniec, już w Poznaniu, upolowałem Pegaza :) Tym razem z drugiej strony płotu, bo jak ostatnio próbowałem cyknąć fotę od frontu, to aktywizował się nadgorliwy cieć, zapewne w myślach widzący we mnie terrorystę, szykującego atak jeśli nie gazem, to czymś innym musztardowym :)

Na słuchawkach dziś m.in. nowy singiel ziomali z Norwegii, o fajnej nazwie, fajnej muzyce, no i kilku innych fajnych aspektach :)
- DST 52.40km
- Czas 01:52
- VAVG 28.07km/h
- VMAX 53.60km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 184m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Minium
Piątek, 11 stycznia 2019 · dodano: 11.01.2019 | Komentarze 17
Czyli "kondominium", ale niedorobione :) Pierwotnie miał być ów wspomniany klasyk wykonany w pełni, ale po wyjechaniu z Poznania, przejechaniu przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę i Dymaczewo postanowiłem, że "obsikam" (cudzysłów zamierzony) kolejną ze swoich często odwiedzanych miejscowość z okazji nowego roku. Tym samym zawitałem do Będlewa, tam zawróciłem i poczłapałem do siebie swoimi śladami. Wyszło więc maksymalnie "minium" :)
Patrząc na sytuację pogodową, która zakwitła niedługo po moim powrocie, czyli po jedenastej rano - najpierw śnieżek, a potem ślizgawica - uznaję, że miałem farta, tym bardziej, iż odświeżyłem dziś szosę. Udało mi się bowiem przejechać niemal suchą stopą. Niemal, bo gdy jechałem głównymi drogami, było całkiem spoko. Nawet na mojej ukochanej i wielbionej (ekhm) śmieszce w Łęczycy musiałem bawić się jedynie w slalom między napaćkanymi ponad miarę kupkami z soli, a nie - jak to najczęściej zimą - w paniczne unikanie lodowych placków.
Ale im dalej w las (jeszcze trochę się go ostało...), tym ciekawiej. 
Na trasie Dymaczewo - Będlewo znalazłem się w trochę innym świecie - śnieżnym, śliskim i takim, że cieszyłem się, iż czeka mnie za sekundę powrót.

A potem już tak było wszędzie :)
Chciałem jeszcze słówko wspomnieć o dzisiejszym Vmaxie - nie uzyskałem go jadąc z wiatrem czy z górki, a wręcz przeciwnie, goniąc... traktor. Chwała nieistniejącym bogom za stworzenie ciągników John Deere! Szkoda, że po dwóch kilometrach, w Mosinie, skręcił sobie na Kórnik. Ale i tak kierowca dostał ode mnie podziękowania za podholowanie :)
Na koniec przyuważony na Dębcu samochód. Niby taki niemiecki, a jednak wybitnie polski :)
- DST 53.00km
- Czas 02:07
- VAVG 25.04km/h
- VMAX 43.50km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 243m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kleruś :)
Czwartek, 10 stycznia 2019 · dodano: 10.01.2019 | Komentarze 8
Ostatnie, co mógłbym napisać o ostatniej nocy to to, że została dobrze przespana. Ale dziś Kropa jest spokojniejsza, zaczyna dokazywać, ma apetyt, nawet pokazuje, że należy ją wynieść na poważniejszą sprawę. Idzie ku dobremu :) Tylko z kołnierzem już nauczyła sobie radzić w kilka sekund, więc dziś nabyliśmy specjalne ubranko pooperacyjne. Czeka na przetestowanie, choć coś czuję, że jeśli w ogóle uda się go założyć, to swoisty escape room i tak dojdzie do skutku :)
Teraz o rowerze. Znów się udało pokręcić, nawet o suchym tyłku. Pies został pod opieką Żony, ja wystartowałem koło dziesiątej, przy temperaturze zera stopni, która nie zmieniła się do końca wyjazdu. Wiało solidnie z północy z wariacjami, wybrałem się więc znów przez całe miasto - z Dębca przez Górecką, Grunwald, Jeżyce na Piątkowo, gdzie zaliczając kolejny w życiu zamknięty szlaban zacząłem wspinać się na Morasko...
...a tam na spontanie skręciłem w kierunku Biedruska. Warto było, bo po drodze spotkałem... kler. Całkiem pomysłowy zresztą :)
W samym Poznaniu śniegu za dużo nie było, ale w "górach" (hje hje) wciąż przysypane. W tle Dziewicza Góra.
Do Biedruska dotarłem ścieżką z kolejnym ślimakiem, a powrót wykonałem przez Bolechowo, Owińska, Czerwonak, Koziegłowy, Gdyńską oraz Wartostradę. Dawno nie miałem okazji zaliczyć tylu kilometrów kostki, co częściowo widać na Relive, no ale dziś miałem to tak totalnie w dupie, jak chyba nigdy. Spokojnie, już mi przeszło, ten nienormalny stan był jedynie chwilowy :)
W Biedrusku przyuważyłem nowy, całkiem imponujący mural.
A pod koniec poszedłem za grafficiarskim ciosem. Wiem, jeden z obrazków już tu był, ale rzuca się w.... oko :)

W nocy ma przyjść mróz, jutro wiatr i przelotne opady, a do tego idę do pracy. Nie wygląda to dobrze, ale może choć glut wpadnie :)
- DST 51.70km
- Czas 02:04
- VAVG 25.02km/h
- VMAX 43.50km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 211m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Przed i po
Środa, 9 stycznia 2019 · dodano: 09.01.2019 | Komentarze 35
Przed i po czym? Wytłumaczę pod koniec wpisu.
Przed - czyli start na klasycznego gluta, trochę przed wpół do dziesiątej rano, na trasie z Dębca przez zakorkowaną i zablokowaną dzięki zamkniętym rogatkom Kopaninę, następnie opłotkami do Junikowa, samobójczy odcinek śmieszkami w Skórzewie, zakręt na serwisówki przed Dąbrówką i powrót przez Plewiska. Tutaj Relive z tego wypadu.
Natomiast lekko po trzynastej postanowiłem dobić do pięciu dych (brakowało siedemnastu kilometrów), w tym celu skierowałem się na północ Poznania, czyli lewą stroną Wartostrady do Śródki i kawałka dalej, tam nawrotka i powrót, tym razem prawobrzeżną częścią wspomnianego traktu. Tu Relive z tej części.
Pogoda była... hm. Jak na styczeń - mogła być gorsza :) Oto typowy widoczek z dziś:
Czyli: mżawica plus kilka mocniejszych oberwań chmur. Nic przyjemnego, ale do ogarnięcia - lepsze to niż chomik oraz śnieżne zaspy.
W Skórzewie mój "ulubiony" miks dwóch różnych nawierzchni tej samej DDR-ki wciąż trzyma się mocno. Niestety.
Jadąc w kierunku Śródki miałem nadzieję, iż dokończono już odcinek trasy na "W" między Mostem Rocha a Chwaliszewem - niestety, miodzio jest do pewnego momentu, ale dalej wciąż mamy do wyboru albo błocko, albo bruk.
Na miejscu niewiele się zmieniło przez tydzień, więc fotki jedynie pro forma :)

Chciałem przy okazji posłuchać "zielonej symfonii", ale jak na złość akurat przestało padać. No nic, następnym razem może uda mi się trafić na ulewę :)
Jutro mam wolne, ale czy pokręcę - szanse są pół na pół, bo na noc zapowiadane są opady śniegu, a na dzień zero na termometrze. Się zobaczy. Tym bardziej, że będę miał ważniejsze sprawy na głowie...
Tym samym przechodzę do wyjaśnienia tytułu. W jego centrum jest bowiem Kropka, a dokładnie zabieg sterylizacji, na którą dziś byliśmy umówieni w samo południe. Oj, siedziała ta sprawa od dawna w tyle głowy, bo to nic przyjemnego, tak dla psa, jak i opiekunów, ale w końcu trzeba się było zdecydować, głównie z powodów zdrowotnych. Przeżyliśmy już pierwszą cieczkę i ciążę urojoną, teraz nadszedł idealny czas na działanie. Oczywiście zasięgnęliśmy języka wszędzie, gdzie to możliwe (Michuss, dzięki raz jeszcze za uspokojenie, masz u mnie przy okazji zapas "Piekielnej" od Pegaza gratis), wiedzieliśmy więc z grubsza z czym to "się je".
Całość poszła dość szybko i sprawnie - Kropa dostała najpierw "głupiego Jasia", czyli odpływała pod moją opieką. A że jest hardkorem, to jeszcze poszczekała na dzwoniący telefon w gabinecie. Po niecałych czterech godzinach była do odebrania, już wybudzona - oczywiście pies naćpany, ale generalnie kumaty. Po przetransportowaniu do domu powoli dochodziła do siebie (robi to do teraz, a że co chwilę jest głaskana, ten wpis dodaję już chyba trzecią godzinę), ale już zdążyła sobie pospacerować po pokoju, wysikać się tam, gdzie nie powinna, a także nauczyć zdejmowania kołnierza (trzeba pomyśleć o jakiejś alternatywie). Cóż, uznaję to za dobry prognostyk na szybką rekonwalescencję, choć noc zapewne będzie średnio przespana. No i czeka nas kilka ciężkich dni z gojeniem w centrum. A patyczki niestety muszą poczekać te kilkanaście dni na najbardziej zainteresowaną nimi czworonożną mieszkankę Poznania :)
Miejsce "akcji" mijałem dziś podczas dokrętki dwukrotnie.
- DST 33.00km
- Czas 01:18
- VAVG 25.38km/h
- VMAX 41.50km/h
- Temperatura 4.0°C
- Podjazdy 126m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut solno-dziadowski
Wtorek, 8 stycznia 2019 · dodano: 08.01.2019 | Komentarze 14
Miała być pogodowa kicha i.. była. Ale taka, że w porównaniu z ostatnimi kichami, była to kicha lepszego sortu :) Najważniejszym jej elementem był brak zalegającego białego ścierwa na drogach, z prostej przyczyny - w nocy i nad ranem lało i było na plusie, dzięki czemu zostało ono spłukane niemal do zera.
Deszcz nie był jakoś specjalnie mocny, ot, zwykły kapuśniak+, ale wyszedł dziś jedynie glut, bo po pierwsze rano czasu nie miałem za wiele (robota wzywała), chciałem jeszcze z psem zaliczyć spacer przed jutrzejszym ciężkim dla niej dniem (udało się), poza tym wiało. No i po prostu więcej mi się nie chciało - czasem trzeba wiedzieć, kiedy z roweru zejść, mniej usyfiony :)
Trasa to pętelka dokoła Puszczykowa, z zaliczeniem jeszcze obowiązkowo Lubonia i Łęczycy, w wersji takiej jak na Relive. Tempo znów ślimacze, bo chlapało (nawet jak przestawało padać) i duło nieprzyjemnie.
Jak zwykle nie obeszło się bez śmieszek, w tym tych umiarkowanych..
...debilnych, czyli bez wjazdu i wyjazdu...
...oraz tych, które już dawno powinny być skasowane i zalesione, ale w zamian szykuje się ich remont i dewastacja przyrody...
Po takim kursie i tonach błocka oraz solanki, które pochłonął rower (niedawno czyszczony), mój łańcuch śmiało może brać udział w castingu do drugiej części filmu "Pustynna burza", a napęd i jego okolice - do konkursu na najbardziej usyfione dwa kółka stycznia... :/
Na koniec zdjęcie, które zapewne ucieszy grono fanek i fanów pewnego tajemniczego jegomościa z DDR-ki w Łęczycy, co to pojawia się i znika... :) "Dziadyga z solanką w tle" - dzieło współczesne, w stylu brutalnego realizmu.
Na najbliższe dni pogodę sprawdziłem raz, i więcej ochoty na to nie mam. Wiatr, śnieg, deszcz, a w związku z tym zapewne w końcu znów chomik.
- DST 51.55km
- Czas 01:48
- VAVG 28.64km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 198m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zimnominium
Poniedziałek, 7 stycznia 2019 · dodano: 07.01.2019 | Komentarze 16
Przed dzisiejszym ruszeniem w drogę w mej głowie zakwitł ten sam dylemat co wczoraj, tylko że bardziej :) Chodzi oczywiście o wybór sprzętu do kręcenia - przy lekkim minusie i pozamarzanej jeszcze na poboczach wodzie, intuicyjny wydawał się cross, ale że dopiero na szosie czuję, że żyję, to z lekkim drżeniem serca wybrałem jednak bramkę numer dwa.
I... chyba dobrze zrobiłem. Poruszałem się co prawda ostrożnie niczym człony pewnej partii pod drzwiami prezesa, ale wróciłem w jednym kawałku, bez zaliczonej gleby. Do tego pod koniec wypadu na termometrze było już prawie-prawie zero, więc nawet mogłem się lekko rozkręcić i wycisnąć średnią choć minimalnie graniczącą z tą, którą uznaję za mniej wstydliwą.
Trasa wyszła na spontanie, bo pierwotnie chciałem dostać się na południe, ale "się mi" skręciło na zachód i wyszło "kodnominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Najgorzej było... No gdzie? Oczywiście, na śmieszkach :) Łęczyca jak zwykle niezawodna. Choć przyznać trzeba, że troszkę solą napierdziano..
A na Świerczewie w Poznaniu... nie napierdziano :) Za to prócz śladów kół wyraźnie wyodrębniają się na części rowerowej odciski stóp i psich łap.
Natomiast w temacie domniemanej śmieszki na odcinku Dymaczewo Nowe - Stęszew wciąż znak zapytania, na razie jedynie straszy rozkopane pobocze. Jednak miałem dziś już siłą rzeczy wizualizację, jak zimą będzie się ona prezentowała - i miałem w uszach ten przyszłościowy dźwięk klaksonów... :)
Fajnie dziś było. I nawet nie wiało mocno. Niestety - zerkam na prognozy jutrzejsze i dalsze, a tam... chomik welcome to :/
Relive TUTAJ.
- DST 52.30km
- Czas 01:54
- VAVG 27.53km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 258m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ślimacznie
Niedziela, 6 stycznia 2019 · dodano: 06.01.2019 | Komentarze 13
Gdy ruszałem dziś koło dziesiątej rano, miałem pewną obawę, czy szosa jest odpowiednim sprzętem na tę eskapadę. Nie padał śnieg, nie walił deszcz, ale jednak drogi się lekko szkliły. Postanowiłem, że jednak zaryzykuję, ale poruszać się będę wolno i kompletnie bez ciśnienia, żeby nie prowokować bliższego spotkania pierwszego stopnia z glebą. Uprzedzając dalszą relację - udało się.
Wiało niby z północy, a jak się okazało podczas powrotu - ze wschodu (dziękuję w tym miejscu pogodzie za znakomity miks wmordewindu ze zboczkiem, pochlastać się było można), wykonałem więc trasę (o) pietruszkę: Dębiec - Hetmańska - Wartostrada - Śródka - Chemiczna - Gdyńska - Koziegłowy - Kicin - Mielno - Wierzonka - Karłowice - Wierzonka - Kobylnica - Janikowo - Główna - Malta - Wartostrada - Dębiec.
Chyba po raz pierwszy w życiu cieszyłem się, gdy wyjechałem z Wartostrady i pojawiłem się na normalnych drogach - powodem była solanka, która na tych drugich została już całkowicie wchłonięta, a na rowerówce wciąż zalegała tonami. A przecież wystarczyłoby zamontować na niej ogrzewanie podłogowe i nie byłby tematu. Czy coś tam :)
Podsumowaniem dzisiejszej średniej jest ślimaczek na Gdyńskiej, a w sumie jego środek. Kto jechał, ten wie, że projektanta powinno się w nim zamurować za karę :)
Na trasie Wierzonka - Kobylinica wciąż trwa dobra zmiana. Trwa i trwa, a zamiast się zwijać, wciąż poszerza... :/
Tu dowód koronny w temacie wiatru. Wrrr :)
Pozytywy? Zdecydowanie brak białego ścierwa na drogach oraz temperatura "plus zero". Zobaczymy jak będzie jutro.
Relive TUTAJ.






