Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242775.05 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791371 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 54.20km
  • Czas 01:56
  • VAVG 28.03km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 203m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Czarnowidztwo :)

Piątek, 5 marca 2021 · dodano: 05.03.2021 | Komentarze 19

Dziwna była dziś pogoda. Mroźno i wietrznie, ale jednocześnie słonecznie. A po południu pojawił się... śnieg. W marcu jak w du... to znaczy w garncu :)

Muszę przyznać, że gdyby nie podmuchy, byłoby nawet sympatycznie. Temperatura przy pięknym słońcu była do przyjęcia, może to nie ostatnie plus kilkanaście, ale zawsze mogło być gorzej.

Trasa w znacznej części miejska (czerwone, czerwone, czerwone): Dębiec - Górecka - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Obornicka - Suchy Las - Jelonek - Złotniki - Sobota - Bytkowo - Rokietnica - Starzyny - Kiekrz - Krzyżowniki - Wola - Ogrody - Bułgarska - Górczyn - Dębiec.

Tak było rano:
Serprntyna z widokiem na Sobotę
Znów nie trafiłem z dniem :)
Jak zwykle nie trafiłem z dniem :)
Na Przybyszewskiego trafiła się kolizja tramwaju z ambulansem do przewożenia krwi. Na szczęście dość niegroźna - tylko jedna osoba wylądowała w szpitalu.
Kolizja tramwaju z ambulansem na Przybyszewskiego, Poznań
Na trasie wyhaczyłem myszołowa w locie. Niestety od tyłu :)
Tył myszołowa
Myszołów wypatruje ofiary
Po południu, gdy pogoda się spieprzyła (nawet pojawiła się kilka razy zawierucha), udało się skorzystać z wolnego i przegonić Kropę po Dębinie. Kilka sprawdzonych miejscówek odwiedziłem, coś tam się uchwycić dało, ale zadowolony jestem najbardziej z "polowania" na dzięcioła czarnego. A w sumie to na dwa, bo udało mi się uchwycić parkę, za którą latałem jak głupi po lesie :)
Samiec dzięcioła czarnego zza gałązek
Samica czarnego dzięcioła
Parka dzięciołów czarnych
Tak właśnie wygląda Dębina w tygodniu, gdy ludzi jest mało. Zwierzaki czują luz, jest co poobserwować. Przed nami weekend, więc ludzka stonka zapełni każdy kawałek terenów zielonych. Choć jest nadzieja, że tak źle nie będzie, przynajmniej w samym Poznaniu - podobno otwierają Śnieżycowy Jar, dość oddalony od miasta, więc wszyscy pojadą właśnie tam. Krupówki przy tym mogą być pikusiem :)




  • DST 53.20km
  • Czas 01:58
  • VAVG 27.05km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 132m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Tańczący z łabędziami

Czwartek, 4 marca 2021 · dodano: 04.03.2021 | Komentarze 11

Miało być paskudnie i paskudnie było. Ale mogło też być zdecydowanie gorzej.

Było szaro? Było. Wiało jak cholera? Wiało. Zrobiło się chłodno? Zrobiło. Padało? No nie padało. I to jest plus.

Jechało mi się koszmarnie i nie będę tego ukrywał. Wystarczy spojrzeć na średnią. Przyjemności w tym tyle co nic, może prócz kilku fragmentów, gdy o dziwo duło w plecy. Jednak było tego tak mało, że najfajniejszym etapem wycieczki był powrót do domu.

Trasa północno-zachodnia: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - serwisówki - Plewiska - Poznań.

Odwiedziłem przede wszystkim Jezioro Lusowskie. Mam do niego słabość.
Pokłonione drzewo, Jezioro Lusowskie
Tym razem bidonu nie zapomniałem :)
Wodowanie na Jeziorze Lusowskim
Ostatnio zawiodłem dyżurnego łabędzia, który myślał, że mam przy sobie żarcie. Dzisiaj się przygotowałem i miałem ze sobą troszkę chleba, na który rzucił się łapczywie. Spryciarz nawet specjalnie zanosił go do wody, żeby mu się lepiej pochłaniało. Wiem, pieczywo nie jest dla ptaków, więc rzuciłem jedynie symboliczną ilość, żeby nie marudził, że rowerzyści tacy źli :)
Nadchodzi głodomór
Analiza poznawcza kawałka chleba :)
Moczenie dzioba
Udało się jeszcze przyłapać rzadko tu widziane czernice. Oto pan...
Pan czernica
...a to pani.
Skromniejsza w upierzeniu pani czernica
Łabędzie wpadły jeszcze w Lusówku, ale już niechętne do współpracy.
Nieśmiała parka łabędzi
Podpatrywałem też parkę żurawi, które o dziwo czuły już wiosnę. Jeden nawet zaczął skakać :)
Zawiane żurawie ;)
Niewyraźny, ale pełen radości podskok :)
Wietrzenie paszek
Buziak w czubek :)
Udało się jeszcze z dala przyuważyć pustułkę. Ledwo widoczną w tej szarzyźnie,
Pustułka na latarni
Aha, napisałem, że było chłodno? Gdzieeeee taaaam :)
Takie tam przy plus trzech :)
Na jutro rano zapowiadane są przymrozki. Słodko.




  • DST 54.20km
  • Czas 01:54
  • VAVG 28.53km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 140m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Fajniak

Środa, 3 marca 2021 · dodano: 03.03.2021 | Komentarze 11

O, w końcu mogę użyć nowomowy w pozytywnym kontekście i nazwać dzisiejszy wypad tytułowym "fajnikiem".

Pogoda - jak na początek marca - świetna. Ciepło, słonecznie, wiatr solidny, ale w miarę sprawiedliwy. Idealne warunki na spokojne, wciąż zimowe, kręcenie. Jaki z tego wniosek? Od jutra pogoda ma się spieprzyć :)

Trasa południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Krajkowo - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Wiry - Luboń - Poznań.

A skoro powyższy zestaw, to nie mogło zabraknąć lasu. Mojego ulubionego, tego znajdującego się kawałek za Żabnem. Jeszcze nie pachnie on wiosną, ale i tak jest godnie.
Ku szczytom
W lesie, czyli jak najbardziej na miejscu
Marcowy las
Nad głową mi stukało, więc się zaczaiłem i w końcu udało się wytropić autora. A w sumie to autorkę - samicę dzięcioła dużego.
Samica dzięcioła dużego
Przy drodze uchwyciłem jeszcze latającego bardzo wysoko myszołowa.
Pikujący myszołów
Zatrzymałem się jeszcze na chwilę w Łęczycy, popatrzeć na znajome kozy i owce. Miałem szczęście, bo akurat były młode, do tego w trakcie karmienia. Dwójka z nich była czarna, a takiego ojca nie przyuważyłem. Hm :)
Kozioł zamyślony
Kozioł biegnie na obiad
Małę czarne szukają dojścia do pokarmu
Cierpliwa matka
Białe też pod opieką
Tak jak wspomniałem - od jutra zmiana pogody. Ma być znów zimno, wietrznie, a nawet deszczowo. Eh :/




  • DST 53.10km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.45km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 129m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szorcik

Wtorek, 2 marca 2021 · dodano: 02.03.2021 | Komentarze 10

Dzisiaj wpis krótki, istny szorcik, bo padam na ryj.

A skoro padam na ryj, to oznacza, że miałem wolne :) Tak to jakoś u mnie jest.

Start na rowerowanie nastąpił między dziesiątą a jedenastą, w warunkach całkiem przyzwoitych jeśli chodzi o teorię. W praktyce oczywiście wszystko psuł wiatr, z którym nie ma lekko, jak powszechnie wiadomo.

Trasa ponownie zachodnia: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Boczna droga w okolicach LIsówek
Tak jak wczoraj zwierzaki same właziły pod koła, jakby wiedząc, że jest zbyt pochmurno, żeby dobre zdjęcia wyszły, tak dziś musiałem ostro się skupić, żeby cokolwiek zobaczyć. Na przykład taki koziołek sarny - zoom go ledwo złapał, więc widok żałosny.
Był tak daleko, że ledwo zoom go złapał. I moje oczy :)
Myszołowy też mało widoczne podczas lotu. Ale przynajmniej udało mi się obok siebie uchwycić tak zwyczajnego...
Myszołów zwyczajny
...jak i włochatego.
Myszołów włochaty w locie
Tu jeszcze jeden zwyczajny podczas wizytacji pola, czyli polowania :)
Myszołów na polu, wersja z profilu
No i znów zostałem zauważony :)
A po południu, w nawale miliona spraw, czekało mnie jeszcze skręcanie szafki na buty z Jysk. O instrukcjach montażu powinno napisać się kiedyś doktorat, masakra :) No ale miałem wsparcie największego technika w Poznaniu, więc się udało :)
Największy ekspert w temacie skręcania szafek na buty :)
Ta sama mądrala podczas radochy z powodu mojego powrotu z piekarni. Dwie minuty to jak wiadomo wieczność :)
Radość po oczekiwaniu pod piekarnią. Dwie minuty to jak wiadomo wieczność :)




  • DST 53.25km
  • Czas 01:54
  • VAVG 28.03km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 157m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jeziorowo i postegzorcystycznie

Poniedziałek, 1 marca 2021 · dodano: 01.03.2021 | Komentarze 10

Wczoraj byliśmy z wizytacją u przyjaciół, którzy w końcu się wybudowali (za jakiś miliard lat dom będzie już ich, ale chyba wszyscy znamy te polskie realia) i ogarnęli na tyle, że mogą przyjmować gości, oczywiście przy zachowaniu obostrzeń epidemicznych, czyli każdy pije z osobnego kufla :) Przy okazji mieliśmy okazję przypomnieć sobie, czemu nie chcemy mieć latorośli - bo co prawda ich mała Hania jest dzieckiem świetnym i kumatym, ale oczekiwanie przez półtorej godziny, aż w końcu zaśnie, było, hmmm... odświeżające. Dźwięki, jakie wydawała przez ten czas dwulatka oduczana spania ze smoczkiem można porównać jedynie do tych z na przykład "Egzorcysty" :) Więc zdecydowanie pozostaniemy przy zwierzakach, a argument o podawaniu szklanki wody na starość odbijam, że te akustyczne wygibasy raczej sugerują, że szklanka by była, owszem, ale pełna krwi z poderżniętego gardła w czasie opętania, hehe.

Dzisiaj za to mogłem się wyspać i wyruszyć dopiero koło dziesiątej. To całkiem fajne.

Pogoda się lekko ogarnęła, czyli wiało słabiej, choć wciąż solidnie, co przy niewysokiej temperaturze solidnie demotywowało. No ale zawsze mogło być gorzej. Wykonałem ponownie pętelkę zachodnią, z Dębca przez Plewiska, Komorniki, Rosnowo, Chomęcice, Konarzewo, Trzcelin, Lisówki, znów Trzcielin i Konarzewo, a następnie Palędzie, Gołuski i Plewiska do domu.

Miałem trochę więcej czasu, a jednocześnie nie chciało mi się jechać gdzieś dalej, skupiłem się więc na relaksie. Podjechałem sobie między innymi nad Jezioro Tomickie w Lisówkach. Mały, klimatyczny zbiornik, na szczęście mało oblegany.
Nad Jeziorem Tomickim
Przy kładce, Jezioro Tomickie
100?zpieczeństwa :), Jezioro Tomickie
Widoczek z Jeziora Tomickiego
Gęsiego
Spokojna dzika gęś
Same okolice Lisówek jak zwykle warte odwiedzin.
Tam, gdzie końćzy się asfalt
Przycięte wierzby za Lisówkami
Było szaro i ponuro, ale jakieś tam zwierzaki udało się uwiecznić. Jednego myszołowa...
Myszołów analizuje czy stanowię zagrożenie
...samotnego szpaka...
Samotny szpak
...oraz parę żurawi w locie.
Żurawie w locie
Trafiłem również na sarnie zebranie...
Podczas zebrania :)
...oraz na coś, co niekoniecznie chciałem uwiecznić :)
Niekoniecznie chciałem akurat to uchwycić :)
No i jeszcze mała perwersja z wczoraj: złoty trunek pity z kufla z logiem Policji. Autentycznym :)
Złoty trunek pity z kufla z logiem Policji smakuje perwersyjnie :)




  • DST 51.50km
  • Czas 01:54
  • VAVG 27.11km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 128m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przetrzepakowany

Niedziela, 28 lutego 2021 · dodano: 28.02.2021 | Komentarze 12

Oj, przyjemności z jazdy było dziś niewiele. Gdzieś w okolicach zera.

Oczywiście winny był wiatr - chyba jeszcze mocniejszy niż wczoraj, zmieniający kierunek wedle swojego widzimisię, nieprzewidywalny i upierdliwy. No i do pomocy niechętny, choć muszę mu przyznać, że może przez jakieś sześć czy siedem kilometrów miałem go w plecy.

Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Czyli przez pola i tylko pola.

Tyle na dzisiaj, bo na popołudnie plany, a i jestem zniesmaczony dzisiejszym wyjazdem :)

Jeszcze fotki. Na początek jakieś dziwne trzepaki, ostatnio zamontowane pod Plewiskami :)
Spore trzepaki zamontowali pod Plewiskami :)
Żuraw się trafił pod amboną. Na szczęście pustą.
Żuraw na tle ambony
Zamiast dużych drapieżników dzisiaj drobnica. Jeden trznadel...
Trznadel na gałęzi
...oraz dzierzba srokosz. Taki ptasi ninja :)
Ptak-ninja, czyli srokosz
Dzierzba srokosz na drucie
Srokosz mnie wypatrzył




  • DST 57.20km
  • Czas 02:06
  • VAVG 27.24km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 192m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wydmuchowo

Sobota, 27 lutego 2021 · dodano: 27.02.2021 | Komentarze 19

Koszmarnie mi się dzisiaj jechało. Co z tego, że było w miarę ciepło (choć bez przesady) i nie padało, skoro mocny wiatr z północnego zachodu zabijał wszelką radość z kręcenia? W mieście (a tego było zdecydowanie za dużo) jeszcze dało się przed nim ukryć, ale już na polach byłem pomiatany niczym chorągiewka. Brr.

Finalnie wyszedł więc wynik poniżej jakiejkolwiek krytyki, jedyna radocha była z tego, że udało się dobić kolejne pięć dych do tegorocznego wyniku i że znów zostało to wykonane szosą.

Trasa spod znaku czerwonego światła: Dębiec - Górecka - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Strzeszyn - Psarskie - Kiekrz - Rogierówko - Kobylniki - Sady - Swadzim - Baranowo - Lusowo - Zakrzewo - Plewiska - Poznań.

Na niebie trwała nieustanna walka błękitu z szarością.
Podniebna walka barw
Polski w trocinie ciąg dalszy. Tym razem w okolicach Lusowa i Zakrzewa... :/
Coraz bardziej łysa droga w okolicach Zakrzewa
Najwięksi beneficjenci współczesnych smutnych czasów :/
Przy okazji wyhaczyłem reklamę atrakcji gminy Dopiewo :)
Reklama dźwignią handlu? :)
Przy przejeździe na Psarskim jak zwykle odstałem swoje, czekając na jakiś Impuls. Przyjechał ten z Pomorza Zachodniego.
Zachodniopomorski Impuls przejeżdża przez Poznań Kiekrz
Były i sarenki, ale bardzo daleko, więc niewyraźne.
Ledwo widoczne stadko
Reszta to dojazd do pracy, bo niestety sobotę miałem pracującą.

Ptaków dziś brak, więc w zamian lekko zmutowana kolorystycznie kawka spod domu.
Kawka w interesującym
Wszystkie barwy kawki udającej srokę :)
Biorąc pod uwagę "malowanie", najbliżej jej do sroki. Czyżby jakiś międzygatunkowy mezalians nastąpił? :)




  • DST 62.10km
  • Czas 02:26
  • VAVG 25.52km/h
  • VMAX 42.00km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 126m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jazda bądź co (ła)bądź

Piątek, 26 lutego 2021 · dodano: 26.02.2021 | Komentarze 8

Pogoda miała się spieprzyć, więc się spieprzyła. Tym razem nie było niespodzianki.

A nie, sorry, była! Deszcze zapowiadali na okolice jedenastej, więc - zgodnie z zapowiedziami - lunęło chwilę po tym, jak ruszyłem. Czyli przed dziewiątą. Na szczęście nie był to jakiś wielki opad, choć też momentami nie taki słaby. Przeszło mi nawet przez myśl, żeby skrócić dystans do gluta, ale wtedy akurat przeszło. Poza tym niedawno jeszcze jeździłem po lodzie przy minus kilkunastu, więc nie było co panikować :) Tym bardziej, że zapobiegliwie zabrałem znów ze sobą Czarnucha, a nie szosę.

Trasa: Dębiec - Górczyn - Junikowo - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Skórzewo - Plewiska - Poznań.

Wiało solidnie, ale do wytrzymania. Te sześć stopni na plusie też złe nie było jak na luty. 

Podjechałem sobie na chwilę na główną plażę w Lusowie. Tam cisza, spokój, kilka kaczek i jeden łabędź. Bidula przypłynął do mnie, myśląc, że mam coś do żarcia, ale niestety. Na wszelki wypadek przetrząsnąłem plecak, niestety nie znalazłem nawet okruszka. Szkoda. Zawiedziony odczłapał.
Zmrożone Jezioro Lusowskie
A jakieś jeść to jest? :)
Zawiedziony łabędź. Przykro mi, ale nie miałem przy sobie żadnego żarełka :(
Plaża nad Jeziorem Lusowskim
Kaczki tego, że pęknie pod nimi lód. się nie boją. Bo nawet jeśli, to co? :)
Kaczkom cienki lód niestraszny
Spore stado łabędzi widziałem jeszcze przy granicy z Lusówkiem, ale nawet nie chciało mi się wyciągać aparatu. Skoro jeden przedstawiciel gatunku tak ładnie mi się zaprezentował w komórce, to nie było sensu się rozdrabniać.
Przyczajony rower, ukryte łabędzie
Jadąc słuchałem sobie o taśmach Obajtka, jakby nie patrzeć dziubdziusia Kaczyńskiego, szykowanego na następcę Morawieckiego, człowieka wolności (hehe) gadzinowego tygodnika "Sieci" (czyt. śmieci) oraz człowieka roku dupowłaznego "Wprost", i ryj mi się śmiał. Nie ma to jak widzieć, jak wiją się ci, którzy na nagraniach innych nie zostawiali suchej nitki. Radocha niemal taka, jak u Kropy na widok kijka :)
Jest kijek, jest szaleństwo w oczach ;)
Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 57.50km
  • Czas 02:00
  • VAVG 28.75km/h
  • VMAX 50.50km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 149m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Relaksacyjnie

Czwartek, 25 lutego 2021 · dodano: 25.02.2021 | Komentarze 13

Wolne. Jak ja lubię to słowo :)

Co prawda jak to zwykle u mnie bywa, nie oznaczało to, iż miałem cały dzionek na nicnierobienie, ale przynajmniej swoje pięć dych mogłem wykonać bez niepotrzebnego pośpiechu. To cenne.

Wyjazd około dziesiątej, przy znakomitej, jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest luty, pogodzie: słonecznie, ładnie, sucho. Wiatr przemilczmy :)

Wykonałem południową pętelkę, jedną z ulubionych: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Krajkowo - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Mosina.

Sama jazda była mało ważna. w końcu to blog rowerowy, hehe :) Bo postanowiłem dzisiaj zrobić jedno: znaleźć miejsce, gdzie po prostu stanę, zdejmę słuchawki, popatrzę na przyrodę i się psychicznie zrelaksuję. Udało się. Owo miejsce było na granicy Krajkowa i Baranowa, nad samą Wartą, wśród rozlewisk i dorzecza. Oto one:
Drzewo przy rozlewisku
Widok na zakola Warty w kierunku Krajkowa
Lekko jeszcze pozamarzana Warta
Łabędzie na Warcie
Ptaków latała cała masa, ale wszystkie płochliwe jak cholera, więc z łowów nici. Jedynie jeden wytrzeszczający na mnie ślipia potrzeszcz wpadł :)
Potrzeszcz wytrzeszczający ślipia
Zdziwiony potrzeszcz
W końcu potrzescz wychylił się zza badyli
Zrobiłem jeszcze rundkę po samym Krajkowie i prócz krzyża z kompleksem, który kończy tę wieś...
Krzyż z całym kompleksem, Krajkowo
...odnalazłem zamarznięty kanałek, z masą zakazów, ale tym razem żadnym rowerowym :)
Dużo zakazów, ale tym razem nic o rowerach :), Krajkowo
Nad kanałkiem w Krajkowie
"Mój" (ulubiony) las również nawiedziłem.
Leśne świetlne refleksy
Spotkałem kolejną parę żurawi, z jednym znalazłem się nawet oko w oko. Nooo, załóżmy :)
Kolejna para żurawi spotkana w lutym
Kręcenie kuprem
Oko w oko z żurawiem :)
Fajny dzionek.

Jutro znów do roboty, do tego ma się sporo ochłodzić. No trudno.




  • DST 60.20km
  • Czas 02:08
  • VAVG 28.22km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 155m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Włochato

Środa, 24 lutego 2021 · dodano: 24.02.2021 | Komentarze 16

Wyjazd jeśli chodzi o warunki bliźniaczy z wczorajszym: w miarę ciepło, z wiatrem upierdliwcem głównie w pysk, ale poza tym w dość przyjaznej aurze do człapania.

Trasę wykonałem zachodnią, czyli polną: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Poznań. To jeden z największych klasyków ostatnich lat, od czasu gdy wyczaiłem, że po polach szwenda się najwięcej zwierzaków, obserwowanych bacznie przez skrzydlatych łowców.

Dzisiaj za bardzo czasu nie miałem na jakieś łowy, a i focić za bardzo nie było czego, choć coś tam wpadło pod obiektyw. Między innymi dobry znajomy spod Trzcielina, czyli myszołów włochaty. On chyba już tu się na stałe zadomowił, co mnie bardzo cieszy, bo nie mam nic do uchodźców :)
Widzę cię, ty tam z aparatem!
Myszołów włochaty na polu
Widziałem również dwie parki żurawi - jedna w okolicach Gołusek...
Żurawi duet, drugi tego dnia

...druga w Lisówkach, z pogardą zerkającą na ambonę. Moja szkoła :)
Żurawie zerkające z pogardą na ambonę
No i jak zwykle sarenki. Póki stacjonują na polach (niestety daleko) to korzystam :)
Sarny przy A2
Jeszcze moje ulubione drzewko. W sumie to jestem noga w ich rozpoznawaniu (zawsze bardziej interesowałem się fauną), więc zakładam, że to jakiś bardzo chudy dąb. Lub cokolwiek innego. Ważne, że (jeszcze) nie wycięte :)
Pod ulubionym drzewem
Potem pojechałem do pracy. Choć to nie do końca precyzyjne określenie, gdyż 1,5 kilometra przed nią dupa zaczęła mi falować, co oznaczało jedno - pana w tylnej oponie Czarnucha. Zmieniać po drodze nie było sensu, więc doczłapałem się piechotą, a serwisem zająłem na miejscu.

Aha, od soboty na pyski zakładamy z kagańców jedynie maseczki. Kij z tym, że rok jeździłem z kominem i uważałem, że to dobrze - teraz będzie zakaz. Ale pewnie jak zwykle będzie to rozporządzenie, a nie nowa ustawa. Ta aktualna reguluje tylko nakaz zasłaniania ogólnie, chyba tylko za wyjątkiem rąk. Więc wciąż będę kręcił w kominie, w sumie o wiele szczelniejszym niż jakaś bawełniana pseudomaska. Bo jednak oddychać podczas poruszania się lubię - to całkiem przydatne.