Info
Suma podjazdów to 783546 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj1 - 1
- 2026, Kwiecień30 - 49
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 57.10km
- Czas 02:02
- VAVG 28.08km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 185m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zadyszczka
Piątek, 28 maja 2021 · dodano: 28.05.2021 | Komentarze 12
Po pierwsze - w końcu udało mi się odebrać koło z serwisu. Śmiga jak nowe. Szkoda, że to dopiero połowa sukcesu, bo drugie, tylne, już od jakiegoś czasu stuka i puka. Ale czasem, nie non stop, więc jest na to niezawodny patent - słuchawki ma maksa :)
Po drugie - miało padać około trzynastej, a zlało mnie konkretnie w samym środku trasy, gdzieś około godziny dziewiątej trzydzieści. A potem, gdy już jechałem do pracy, lunęło tak, że musiałem schować się pod wiaduktem i odczekać całkiem sporo. Nie ma co, jest to jakiś sukces, być zmasakrowanym dwukrotnie deszczem, którego miało nie być.
Po trzecie - na trasie do Lisówek, w Trzcielinie, ludzie zaczęli już mówić mi dzień dobry. Chyba muszę zmienić kierunek :)
Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Konarzewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Tak jak wspomniałem, było pogodowo paskudnie. I, cholera, wciąż wietrznie :/ Choć koniec świata wyglądał dziś nawet malowniczo.
Świat rozjaśniał jedynie rzepak.

Zwierzaków na trasie nie było, uciekły przed deszczem. Ale wybrałem się jeszcze przed robotą na "szybką Dębinę" i udało mi się przyuważyć (łatwe to nie było) ukrytą czaplę. 

Dystans zawiera - tak jak wspomniałem - deszczowy dojazd do roboty.
- DST 52.80km
- Czas 01:53
- VAVG 28.04km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 190m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zółwio i szczepiennie
Czwartek, 27 maja 2021 · dodano: 27.05.2021 | Komentarze 23
Dzisiaj sam wyjazd rowerowy akurat średnio mnie mentalnie zajmował. Były inne motywy, o których za chwilę.
Co do dwóch kółek: wypad poranny, wyjątkowo w jesiennej bluzie, bo naprawdę pi... to znaczy było zimno :) Do tego wiało. Jak zwykle zresztą.
Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Bez przygód. Ale za to z niespodzianką. Co prawda już nie taką dziewiczą, ale zawsze :) Jeśli chodzi o żółwie na Dębinie, temat mam ogarnięty i mnie już nawet nie dziwią. Ale okazało się, że znalazłem jeszcze jednego 25 kilometrów dalej, w Trzcielinie! Widziałem go ostatnio, ale gdy tylko zsiadłem z roweru, uciekł. Dzisiaj byłem bardziej sprytny i podjechałem od drugiej strony, dzięki czemu mam go sfoconego :)
Wypatrzeć tego kurdupla niełatwo w tym krajobrazie. Podpowiadam, że należy szukać w dolnej części zdjęcia.
Gdy wracałem z Lisówek..,
...spotkałem opisywanego już sympatycznego "władcę Karkonoskiej", któremu sprzedałem odkrycie. Aż zawrócił, żeby też uwiecznić gada :)
Potem do pracy, ale nie rowerem, bowiem dzisiaj nadszedł w końcu mój dzień na szczepienie przeciw Covid. Dość późno, bo specjalnie czekałem na Pfizera. No i cóż, jestem po pierwszej dawce. Wszystko poszło sprawnie i sympatycznie - brawo. Oczywiście nie omieszkałem obfocić dość specyficzną wizytę na Międzynarodowych Targach Poznańskich :)


A może przy okazji coś wygram? Nieeee. chyba nie :)

I- (memy za fanpejdżem "NIE") -I
Przy okazji zrobiłem sobie spacerek po centrum Poznania, bo dawno nie łaziłem "turystycznie". 
Tu widok na tory z Mostu Dworcowego, w dole między innymi skład Kolei Wielkopolskich...
...tu kilka spojrzeń na Nowy Bałtyk...

...w tym jedno takie, które zawsze rodzi podtekst.
No i kawałek dawnej Dzielnicy Cesarskiej...
...w tym Aula UAM...
...Plac Mickiewicza z krzyżami...
...oraz Zamek.

Tyle. Po szczepionce póki co jakichś negatywnych objawów brak, prócz tego, że niedawno łapa zaczęła boleć jak na drugi dzień na siłce po długiej przerwie :) Zobaczymy w nocy i jutro, dopuszczam w tyle głowy myśl o ewentualnej jutrzejszej rezygnacji z kręcenia. Ale oby nie.
- DST 57.40km
- Czas 02:04
- VAVG 27.77km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 193m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Padaka
Środa, 26 maja 2021 · dodano: 26.05.2021 | Komentarze 12
Dzisiaj o dziwo jestem zmasakrowany pracą, a nie "wolnym", więc wpis znów z gatunku "padam na ryj", ale jakoś inaczej :)
Na rower wyszedłem lekko po ósmej, gdy specjalnie za ciepło nie było. Bardziej mnie to cieszyło niż martwiło, ale już wciąż paskudny wmordewind wkurzał bardzo. Fuj.
Znów jechałem na rezerwowym kole, bo gdy ruszałem to moje właściwe jeszcze nie było zrobione, a gdy dostałem info, że jest do odbioru, już nie miałem czasu podjechać do serwisu. Niby prosta rzecz, a nie do wykonania :)
Trasa południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Fotki tylko w locie. To znaczy na balocie :) Myszołów się trafił, niestety bardzo daleko, więc ledwo te niewyraźne zdjęcia wykonałem.

To samo z pliszką, nie dała się ładnie uchwycić.
Przynajmniej las był stabilny :)
No i dowodzik na to, że Wielkopolska może i płaska, ale momenciki ma. Takie podjazdy od 3 do 6% pokonuję w ilości kilku-kilkunastu podczas każdego wyjazdu.
Dystans zawiera dojazd do roboty.
- DST 53.10km
- Czas 01:52
- VAVG 28.45km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 183m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Koszmarkowo
Wtorek, 25 maja 2021 · dodano: 25.05.2021 | Komentarze 13
Dziwny dzionek za mną. To znaczy w sumie normalny, wolne = padam na ryj :)
Rano było początkowo pogodnie, ale krótko. Szybko przyszły ciemne chmury i istniało spore ryzyko, że lunie. Postanowiłem więc najpierw pójść z Kropą na Dębinę, a z kręceniem się wstrzymać.
Jak na złość, nie spadła ani kropla. Ja w międzyczasie dostałem info, że koła dzisiaj nie odbiorę (cholerny "sezon"), więc zamontowałem rezerwowe, z dawno nieużywanego Ventyla. Sam nie byłem pewien, czy ono jeszcze było na chodzie, ale po sprawdzeniu okazało się, że o dziwo owszem. Dobrze wiedzieć na przyszłość :)
Ruszyłem więc na trasę. I tak koszmarnie jak dzisiaj już dawno mi się nie jechało. Wiatr nie tylko masakrował siłą, ale i w ogóle nie chciał pomóc. Ani przez chwilę. Masakra, co widać po średniej.
Trasa jak zwykle polna, zachodnia: Poznań - Luboń - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Dąbrówka - serwisówki - Plewiska - Poznań.
Jako że nic interesującego prócz rzezi się nie zdarzyło, przechodzę do fotek. Mało ciekawych, ale coś się musi pojawić, więc najpierw te ze spaceru. Ciekawski kos...
...oraz sroka z kijkiem, czyli kolejna naśladowczyni Kropy :)
Rowerowo było dość szaro, nawet na końcu świata.
Deszcz dopadł mnie kilka razy, między innymi w Trzcielinie. Wlazłem więc pod most :)

Z ptakami skromnie. Trafiła się jedynie kania ruda, ale tylko od tyłu. Dobre i to.


- DST 57.20km
- Czas 01:59
- VAVG 28.84km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 162m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Szprycha w głowie
Poniedziałek, 24 maja 2021 · dodano: 24.05.2021 | Komentarze 12
Ponownie poranna rundka. Jakich wiele już za mną, a mam nadzieję i wiele przede mną.
Na początek mały zonk - przed wyjściem postanowiłem sprawdzić przyczynę lekkiego falowania przedniego koła. Stawiałem na wypaczającą się oponę (ma już od października swoje przejechane, w tym paskudną zimę), ale okazało się, że poluzowała się jedna szprycha. Na moje oko tylko poluzowała, nie pękła, ale i tak wyjazd miałem ciut spieprzony myślą, że na pewno zaraz czeka mnie awaria. To jak z poradami Doktora Google - zostają w głowie na zawsze :) Na szczęście nic takiego się nie stało, a po powrocie od razu poleciałem oddać koło do serwisu - jest jakaś nadzieja, że jutro odbiorę je wycentrowane.
Trasa południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Czasu za wiele nie miałem, ale na boćka na polu zawsze czas znajdę :)


Podjechałem też do swojej "czatowni". Nic wyraźnego się nie trafiło, ale z daleka wpadła kania ruda (chyba, naprawdę ciężko jednoznacznie ocenić) podczas lotu i polowania.



Wiało wciąż paskudnie, ale przynajmniej obyło się bez opadów.
Potem do pracy (dystans zawiera dojazd), na Dębinę nie zdążyłem, ale Kropa swoją porcję codzienności otrzymała :)
- DST 52.60km
- Czas 01:47
- VAVG 29.50km/h
- VMAX 52.60km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 207m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Al-pakino :)
Niedziela, 23 maja 2021 · dodano: 23.05.2021 | Komentarze 18
Wolna niedziela. Fajna rzecz. Oczywiście wewnątrz niej masa planów, więc odpoczynku nie odnotowano :)
Część rowerowa nastąpiła bez zakłóceń, zgodnie z planem, czyli rano. Motywacją były opady, które zapowiadano na wczesne popołudnie. Oczywiście pudło - pojawiły się jakoś koło siedemnastej.
Trasa to w końcu ulubione "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Zaczęło się średnio - na Opolskiej, na wysokości "Sielanki" poruszenie, autobus w bezruchu, karetka na sygnale, korek oraz człowiek przykryty folią termiczną na chodniku. Mam nadzieję, że nie ostatecznie.
Potem już bez przygód, prócz walki z wiatrem. Przegranej :) Za to dzień zrobiło mi przyuważone dziś po raz pierwszy stado alpaków w Trzebawiu. Fajne miejsce, choć dziś zamknięte - musiałem radzić sobie przez płot, żeby cokolwiek sfocić, czyli wersja na cebulę :) Kiedyś muszę wybrać się w dzień, kiedy będzie można zapłacić i wejść do środka. Łatwo nie było, ale sesję udało się wykonać, jako motywatora wykorzystując "koński" patent, czyli kuszenie trawką zza ogrodzenia :) Warto było.




Samo miejsce daje radę, WPN w tle dodaje uroku.




Jak widać żarcie się przydało :)
No i jeszcze widok na WPN z wysokości Łodzi.
Do asfaltowej części DDR-ki nie mam większych zastrzeżeń, z tą kostkową jakoś wciąż mi - dosłownie - nie po drodze :) Co zresztą logiczne.
- DST 56.10km
- Czas 01:58
- VAVG 28.53km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 190m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pogodowo-zagadkowo
Sobota, 22 maja 2021 · dodano: 22.05.2021 | Komentarze 11
Pogodynki jak zwykle zaproponowały mi zagadkę. Bowiem z grubsza każda pokazywała to samo, ale jakoś każda inaczej. Sedno było wspólne: ma padać. Ale kiedy i z jaką intensywnością? Na to każdy miał swój pomysł. Ja zaś za bardzo wybrzydzać nie mogłem, bo sobotę spędziłem najsłodziej jak można, czyli w pracy. Postanowiłem więc ruszyć ot tak, po prostu, licząc się z tym, że w każdej chwili będę musiał zawracać i skończyć co najwyżej z glutem w garści. Jakkolwiek to brzmi :)
Finalnie faktycznie dopadł mnie lekki deszcz, gdzieś między piętnastym a dwudziestym kilometrem, jednak nie na tyle mocny, żeby się poddać. Udało się więc zgarnąć pełną codzienną pulę, i to nawet na szosie.
Trasa zachodnia, wietrzna, polna: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - DPS Lisówki - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
W Lisówkach bywam ostatnio bardzo często, ale dawno nie byłem w okolicach DPS-u. Pięknie położonego w środku lasu, nieopodal pól, gdzie często słuchać żurawie, z mega klimatyczną bramą.

Z chęcią bym tam się zaszył na jakiś czas, ale ten DPS, mimo że przyjmuje gości z zewnątrz (oczywiście nie w czasach pandemii), ma jeden wielki minus: nie można zakwaterować się z psem. Szkoda :(
Aura była o taka:
Na ziemi bardziej słonecznie niż na niebie :)
No i zwierzaki. Myszołów w locie (choć też zastanawiałem się, czy to nie przypadkiem kania)...

...ładnie pozujący potrzeszcz...
...oraz zając, który usilnie starał się udawać, że jest polem uprawnym :)
Nie chciałem go straszyć, ale się nie udało. Szarak po moim jednym niechcącym bardziej gwałtownym ruchu poleciał w szarakową dal.
O dziwo udał się całkiem fajny, choć powolny, wypad. Reszta to już dojazd do pracy.
Aaaa, jeszcze jeden motyw. Tak jak już wspominałem, uczę od dawna rowerzystów, co to jest droga jednokierunkowa. Każdy, kto idzie ze mną na czołówkę, dostaje info, że powinien na ulicy Bohaterów Westerplatte skierować się na drugą stronę, bo tam jest część DDR-ki zgodna z ich kierunkiem jazdy. Chyba kiedyś przesadziłem, bo teraz tam jeżdżą pod prąd. Widocznie muszę złagodzić przekaz :)
- DST 62.50km
- Czas 02:09
- VAVG 29.07km/h
- VMAX 55.80km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 192m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Gęsiego
Piątek, 21 maja 2021 · dodano: 21.05.2021 | Komentarze 13
W związku z celebracją Międzynarodowego Dnia Dojazdu Rowerem do Pracy oczywiście dojechałem rowerem do pracy. Nawet międzynarodowo, bo kilku z Uber Eats widziałem :) W sumie to jedno z niewielu świąt, któremu nie odmawiam racji bytu :)
Wcześniej oczywiście rundka przedpracowa. Wiało naprawdę solidnie z południa, więc oczywiście w tym kierunku się wybrałem, wykonując jedną z fajniejszych pętelek: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań,
Jechało się nawet spoko, choć bez ciśnienia. Walczyć z podmuchami jak zwykle sensu nie było. Jednak bardziej niż nim zmęczony zostałem podwójną rundką przez Luboń, gdzie stałem na dosłownie wszystkich światłach. A jak wiadomo jest tam gdzie stać, oj jest...
Gdy jechałem drogą między Żabnem a Żabinkiem, nagle zobaczyłem, że ktoś szybko wybiega z pola. Początkowo myślałem, że to jakiś biegacz i już wystawiałem łapę w pozdrowieniu, gdy zauważyłem, iż ów niedoszły maratończyk schyla się po coś i przebiega na drugą stronę. Zatrzymałem się z ciekawości i przyjrzałem co ma w rękach. A tam... małe dzikie gęsi. Okazało się, że głupole wygrzewały się na samym środku szosy, a ów rolnik o wielkim sercu porzucił ciągnik i poleciał je skierować znów na pole, żeby nikt ich nie przejechał. Szacun, po raz kolejny w tym zalewie ludzkiego zbydlęcenia mentalnego trafiam na kogoś, kogo z dumą można nazwać człowiekiem. Oczywiście pyknąłem telefonem dwie fotki i gąski zostały wypuszczone - a na niebie krążyła reszta, już dorosła część stada.

Poza tym ptactwa nie było :( Nawet moja miejscówka idealna do zdjęć myszołowów świeciła pustkami.
W lesie zaś "tylko" zieleń.
Dębinę też zdążyłem nawiedzić. Tam spokój, typowy odpoczynek przyrody przed weekendem, gdy na bank ludzkość wylegnie...
Dojazd do roboty, jak się powiedziało, na rowerze.
- DST 61.50km
- Czas 02:07
- VAVG 29.06km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 206m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kopciuszkowo
Czwartek, 20 maja 2021 · dodano: 20.05.2021 | Komentarze 3
Kolejny z wczesnoporannych wypadów przedpracowych. Kawusia i w drogę, z ziewem na ustach.
Niezmiennie duje, dość solidnie, z zachodu, więc znów wpadł standard: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Konarzewo - Chomęcice - Rosnowo - Plewiska - Poznań.
Były Lisówki, a jak :) Ale dziś bez specjalnego podziwiania, tylko myk myk na koniec świata i z powrotem. Ale za to spotkałem po raz kolejny kolarza, którego opisywałem kiedyś tutaj - człowieka, którego po raz pierwszy widziałem podczas podjazdu pod Przełęcz Karkonoską, a potem właśnie na wspomnianym dziś odcinku. Aleksander (jesteśmy już na "ty") to w ogóle ewenement (pozytywny) jak na polskie warunki: wjeżdża około sto razy rocznie na Przełęcz, robi rocznie rowerem 13 tysięcy kilometrów, a lat ma, jak się dzisiaj przyznał... 72. Mistrz, powiadam! Wielki szacun dla niego. Aha, dowiedziałem się, że na PK jeszcze wjechać się nie da, śnieg leży na ostatnich kilkuset metrach. Niewiele to zmienia w moim życiu, ale informację przekazuję dalej :)
Lisówki dziś skromne.
Zwierzaków też nie było za wiele. Jedynie samotny kopciuszek odegrał przede mną wszystkie możliwe pozy :)


Potem jeszcze szybki wypad z Kropą na Dębinę, gdzie przyuważyłem po raz kolejny przyjaźń międzygatunkową...
No i do pracy, dziś znów rowerem.
- DST 61.50km
- Czas 02:07
- VAVG 29.06km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 183m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Niepadaka :)
Środa, 19 maja 2021 · dodano: 19.05.2021 | Komentarze 12
Fajnie chłodno było nad ranem - piętnaście stopni to niemalże ideał. Szkoda tylko, że podmuchy robiły swoje i ze "spoko" zrobiło się "tak se". No ale przynajmniej nie było upałów :)
Wyjazd typowo poranny, lekko po ósmej (do końca miesiąca muszę być wcześniej niż ostatnio w pracy, więc wyboru nie mam), znów na zachód. Trasa banalna niczym ciąg myślowy polityków partii rządzącej (nie obrażając trasy): Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Lisówki wciąż mnie zachwycają. Wiem, że podobne ujęcie już było, ale póki jest rzepak, jest impreza. Trzeba korzystać :)

W międzyczasie nad łbem przeleciał mi żuraw.
Zaś wcześniej spotkałem takiego bardziej "stacjonarnego".
Najfajniejsze było to, że miało padać, a nie padało. Jupi.
Dzięki temu udało się jeszcze polecieć z psem na krótki spacer na Dębinę. Zamiast ulewy było tak jak na załączonym obrazku. Dobra zmiana, w końcu jakaś :)
No i jeszcze zaległość z wczoraj - piękna jaszczurka zwinka, na 99,99% samiec w barwach godowych. O dziwo nawet spokojny, nie zgubił ogona podczas sesji, czego się obawiałem :)

Dystans zawiera dojazd do pracy.






