Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242779.75 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791371 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 56.40km
  • Czas 02:00
  • VAVG 28.20km/h
  • VMAX 50.50km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 129m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Gąsiorkowo

Piątek, 23 lipca 2021 · dodano: 23.07.2021 | Komentarze 12

Wyjazd poranny, jeszcze przedupałowy. Od jutra wraca temperaturowa rzeźnia.

Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Ciężko się jechało, za co po raz kolejny pozdro dla wiatru - niezbyt mocnego, ale wciąż dającego w pysk.

Na wielki plus (znów) jakość asfaltu na odcinku Konarzewo - Trzcielin. Miodzio. Trochę się przestraszyłem widząc dziś jakieś pracy przy skrajni, ale dopytałem - będzie szerokie pobocze, nie śmieszka. Cudownie.

Nie dało się nie zatrzymać przy słonecznikach w Trzcielinie. Czas naglił, ale nie mogłem sobie odmówić.
Zapylanko :)
Jeszcze niedojrzałe słoneczniki
Zachmurzone pole słoneczników
Gdy robiłem te fotki, nad głową przeleciało mi żurawie trio.
Żurawie trio na niebie
Kawałek dalej zastałem szpaki przy śniadaniu...
Szpaki przy śniadaniu
...ale poranek zrobiły mi dzierzby gąsiorki. Najpierw przyuważyłem samca na krzaku, dość daleko...
Samiec gąsiorka w oddali
...potem ów ninja schował się w zbożu...
Ninja w kłosach :)
...ale w zamian niemal pod pysk podleciała mi samica. Ciekawska, sympatyczna, dając sobie zrobić wyraźne foto. Dziękuję :)
Samica dzierzby gąsiorek. Przyleciała mi pod nos ładnie zapozować :)
O dziwo przyrodniczo ciekawy to był poranny wyjazd. Kto by się spodziewał? :)

Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 51.80km
  • Czas 01:47
  • VAVG 29.05km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 200m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kondopak

Czwartek, 22 lipca 2021 · dodano: 22.07.2021 | Komentarze 8

W końcu jeden dzień, gdy dane mi było się wyspać. Leniuchowałem do dziewiątej, potem wypiłem kawę i nawet coś wyjątkowo zjadłem zanim wyruszyłem na rower. Dziwne to wszystko :)

Ucieszyłem się, że miało wiać z południa i zachodu, bo to oznaczało, że mogę wykonać "kondominium", z założeniem że się troszkę pomęczę pod podmuchy, a potem wrócę z bajecznym wiatrem w plecy. Taaa... Nie muszę chyba wspominać, że teoria i praktyka mają się nijak do siebie? :) Fragmentami bowiem duło mi nawet z... północnego wschodu, oczywiście wtedy, gdy już byłem po nawrotce.

Wspomniane "kondominium" to: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Prawie niewidoczny WPN w tle
Początek już zwiastował, że lekko nie będzie. Specjalnie zawsze jadę przez Opolską do Lubonia, bo dzięki temu mogę zjechać sobie z wiaduktu nad A2 i już na starcie mieć zaliczone te 50 km/h (takie zboczenie). Niestety, dziś mi się trafił dziadek w Matizie. Nie dość, że na wspomnianym zjeździe wycisnął niecałe 40 km/h, to potem jechał o tak:
Dziadek w Matizie, do tego w Luboniu. Finalnie skręcił w... prawo
Pytanie: gdzie skręcił? Odpowiedź: w prawo. To chyba oczywiste :)

Odwiedziłem alpaki w Rosnówku.
Przy alpakach, Trzebaw
Niestety, zostały już lepiej ogrodzone i na karmienie trawką nie ma opcji. Trzeba było sobie więc radzić ze zdjęciami przez płot.
W trakcie myślenia
Intruz przyuważony
To jest życie! :)
Wspólne żarcie
Zaciekawienie było, ale za daleko na dokarmianie trawką
A po południu jeszcze wpadło z Kropą trzynaście kilometrów, ale piechotą. Nawiedziłem Dębinę oraz Szachty (pewnie jutro wkleję fotki). Jestem jednak zniesmaczony: na tych drugich cywilizują ostatnie dzikie elementy, gdzie mogłem spokojnie psa puścić. Będzie asfalt :( A co za tym idzie - pojawią się nieogary. I rodzinki. I dzieciaczki. I rowerzyści. Eh :/




  • DST 56.50km
  • Czas 02:00
  • VAVG 28.25km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Podjazdy 159m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Średnicowo

Środa, 21 lipca 2021 · dodano: 21.07.2021 | Komentarze 9

Kolejny wypad przedpracowy. Niezbędny do zachowania jako takiej równowagi psychicznej w robocie :)

Temperatura ok, wiatr nie ok, czyli średnio wychodzi, że średnio. I dokładnie tak mi się jechało.

Trasa: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.

Wypad - jak to ostatnio - bez historii. Ale jak zwykle kilka niezbędnych punktów należy odhaczyć. Między innymi klimat Jeziora Lusowskiego.
Pochmurnie na pomoście, Jezioro Lusowskie
Łodzie na Jeziorze Lusowskim
Samotny wędkarz bez wędki
Udało się przyuważyć jednego samotnego żurawia. Chodzącego dość pokracznie :)
Żuraw boczkiem-boczkiem
Żuraw w pozycji
Gdy jechałem sobie powoli ulicą Wołczyńską, akurat bardziej skupiony na włączaniu radia, bo mi się zawieszało, nagle zobaczyłem, że ktoś mnie wyprzedza. Tak po takiemu, co ma napisane na dupie, czyli bez ani be, ani me, ani nawet bez kukuryku. Biało-czerwony kolarz wyklęty :) Oczywiście usiadłem mu za karę na kole i już miałem wyprzedzać, ale skręcił w boczną uliczkę i nie miałem okazji nauczyć kultury oraz sztuki mówienia "cześć". A szkoda :)

Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 57.15km
  • Czas 01:59
  • VAVG 28.82km/h
  • VMAX 51.10km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 174m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zimorodnie

Wtorek, 20 lipca 2021 · dodano: 20.07.2021 | Komentarze 14

Znów zalatany dzień, więc wpis ekspres.

Wyjazd poranny, już ze słabszym wiatrem, ale mimo wszystko upierdliwym. Za to temperatura fajna - jak na moje taka byłaby idealna przez całe wakacje, ba! cały rok..

Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - serwisówki - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Poznań.

Źle się nie jechało, ale też dobrze nie. Ot, poranny standard. Potem zaś dojazd do pracy.

Zanim o kwestiach rowerowych, coś, co zrobiło mi dzień. Zdążyłem jeszcze z wywieszonym jęzorem polecieć z psem na Dębinę i uchwycić zimorodka! Ledwo bo ledwo, zdjęciu do ostrości wiele brakuje, ale mam go! Czaiłem się przez rok, żeby widzieć przez te kilka sekund, no i jest :)
Zimorodek cudem uchwycony na poznańskiej Dębinie
A poza tym - spotkał mnie szok i niedowierzanie. Kilka dni mnie nie było na odcinku Konarzewo - Trzcielin, a tam zamiast dziur wielgachnych widnieje piękny i gładki asfalt! Kolejny raz koniec świata mnie zastał :) Do tego - wbrew obawom - żadne drzewo nie zostało wycięte i nikt nie wpadł na pomysł budowy jakiejś żałosnej śmieszki.
Całkiem nowy, gładki asfalt na trasie Trzcielin - Konarzewo. Szok i niedowierzanie! :)
Aha, no i monstra zaczynają wychodzić na powierzchnię.
Monstra zaczynają wychodzić na powierzchnię




  • DST 57.45km
  • Czas 02:03
  • VAVG 28.02km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 166m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przykroczas

Poniedziałek, 19 lipca 2021 · dodano: 19.07.2021 | Komentarze 13

Po kilku dniach wolnego przyszedł ten przykry czas, gdy trzeba wrócić do pracy. Ech :/

Wyjazd więc poranny, niewyspany, do tego wietrzny. Same paskudy,

Trasa zachodnia z północnym odchyłem, znów w wersji w tę i z powrotem: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko, gdzie nastąpiła nawrotka.

Nie walczyłem, co widać po średniej. Za to odnalazłem kolejny koniec świata, przy jednej z bocznych uliczek Lusówka. Może to - mimo podobnej nazwy - nie Lisówki, ale jakaś ich namiastka owszem :)
Kolejny koniec świata odkryty :) Lusówko
A zaraz obok jakiś wiejski heheszek przerobił Sierosław na Sierota. A w sumie to Sieroła.
Był Sierosław, jest Sierota
No i jeszcze bociek na polowaniu. W czasie mojej bytności bezowocnym.
Spacerujący bociek
Przydałaby się lupa :)Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 52.10km
  • Czas 01:51
  • VAVG 28.16km/h
  • VMAX 52.30km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 149m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wpis pa-pieski :)

Niedziela, 18 lipca 2021 · dodano: 18.07.2021 | Komentarze 8

Noc z dwoma psami w mieszkaniu - zgodnie z założeniami - była spokojna. Każdy z czworonogów znalazł swoje miejsce do chrapania. Bajka.

W związku z tym nawet udało mi się wyspać. Dziwnie jakoś :)

Na rower wyjazd lekko po dziewiątej, gdy jeszcze tak bardzo nie grzało. Niestety znów solidnie wiało z zachodu i północy, więc motywacji do walki nie było.

Trasa: Poznań - Plewiska - Junikowo - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.

Jako pierwsze zdjęcie, żeby się lepiej czytało - uśmiechnięty kos :)
Uśmiechnięty kos
A to już te zwyczajne z trasy. Dość sporo ludzi jak na poranek na plaży w Lusowie, jak widać na terenie gminy Tarnowo Podgórne...
Poranny tłok na plaży w Lusowie
...samotna łódka...
Łódka w trzcinach. Lusowo
...i drzewa przy drodze do Lusówka.
Drzewa przy drodze Lusowo - Lusówko
A późnej ostatni już niestety (póki co) wspólny spacer w duecie Kropa plus Piorun. Kierunek najlepszy: Dębina i Warta.
Czarne zające :)
Zmęczone klony :)
Biegiem do Warty
Warta na wysokości Dębiny
Prawie jak spojrzenie w lustro :)
Późnym popołudniem Piorun pojechał do siebie (ukryć się go nie udało) razem z kocykiem, a Kropa przynajmniej odzyskała swoją piłeczkę :)
Piorun - kandydat na piłkarza :)




  • DST 52.10km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.42km/h
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Atak klonów :)

Sobota, 17 lipca 2021 · dodano: 17.07.2021 | Komentarze 11

Dzisiaj o rowerze będzie mało. Wczoraj było dużo, więc trzeba zachować równowagę w przyrodzie :)

Rano wczesna pobudka, ale nie w celu wyjścia na dwa kółka, lecz w oczekiwaniu na znajomych, którzy jechali na wesele na Śląsk i mieli nam przekazać pewien zacny "prezent" na weekend. O nim jeszcze będzie :)

Po wizycie śniadanie, czas na aklimatyzację i w drogę. Spieszyć mi się nie chciało, wiatr wiał jakoś dziwnie, raz ze wschodu, raz z północy, raz z zachodu, więc tym bardziej nie cisnąłem. No i trasa banalna, w tę i z powrotem: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - MInikowo - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Gowarzewo - Siekierki Wielki - Skałowo, gdzie nastąpiła nawrotka.

Jak zwykle odwiedziłem znajome stadko z Gowarzewa. A tam nie tylko Dawid i Goliat...
Dawid i Goliat :)
...ale i owieczki mroku :)
Owieczki mroku :)
Mieszane stadko z Gowarzewa
W Skałowie zaś jak zwykle zdjęcie przy jamniku prowadzącym do schroniska dla zwierząt.
Przed schroniskiem w Skałowie
I tak właśnie zgrabnie dochodzimy do wspomnianego na początku "prezentu". Był nim Piorun, o którym już kilka razy wspominałem. Ma to do siebie, że to pies po przejściach, który praktycznie nie toleruje facetów, ale jakimś cudem spotkał mnie honor zdobycia jego zaufania. Nie było więc wyjścia i na weekend mamy przyjemność mieć dwa czarne kundelki na stanie :)

Oczywiście bez spaceru odbyć się nie mogło - Dębina i Warta zdobyta. Istny atak klonów :) Fotorelacja poniżej.
Kijkowy czarny duet
W te pędy :)
Czarna mafia na tropie :)
Czarnuchy w dżungli :)
Przeciąganie kijka nad Wartą
Piorun jako żongler
Pościg klonów :)
Fajnie mieć dwa psy, nawet chwilowo :)




  • DST 110.20km
  • Czas 03:40
  • VAVG 30.05km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 406m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Drewniane sto

Piątek, 16 lipca 2021 · dodano: 16.07.2021 | Komentarze 23

Wstyd się przyznać, ale w tym roku to pierwsza seta. Wcześniej nie było ani czasu, ani specjalnej motywacji.

Tym razem się udało, choć motywacją była pewna tajemnicza misja na trasie. Ona została wykonana, o szczegółach sza, ale miejmy nadzieję, że jej skutki będą długotrwałe :)

Trasa została opracowana przez BUS-a, który ją zgrabnie wytyczył tak, żeby wyszło sto plus. Ja znałem pewne odcinki, jednak pośrodku było sporo dziur, które niniejszym zostały nadrobione. Przy okazji oczy cieszyły fajne widoczki i kilka hopek – dzięki za pomysł!

Start z Dębca przed dziewiątą, przez miasto na Zawady do punktu zbiórki i w drogę. Najpierw znaną i lubianą wojewódzką przez Kobylnicę do Pobiedzisk, gdzie nastąpiło odbicie w nieznane mi rejony. Fajne polne drogi, wiatr, który nie był upierdliwy, można jechać :) Oto kilka widoczków z odcinka do Kiszkowa:
Hopki przed Kiszkowem
Bociek na polu w okolicach Kiszkowa
Nazwy wsi jakieś takie się kojarzące – G(ł)ówienka i Srocko. Istny szlak fekalny :)
To
Jadąc szlakiem fekalnym... :)
Dobrze się jechało, człowiek nie wiadomo kiedy znalazł się w… Węgorzewie :)
Chyba trochę za dobrze się jechało... :)
Nad głową latał niewyraźny myszołów. W ogóle dziś światło do zdjęć koszmarne, sorry za jakość.
Niewyraźny myszołowa cień
We wspomnianym Kiszkowie chwila nad pierwszym z zaliczonych dziś trzech drewnianych kościołów. Ładny, do tego z ciekawym krzyżem. Bezkrzyżowym :) Za to z gołębiem.
Kościół w Kiszkowie pod światło
Tył kościołą w Kiszkowie
Krzyż... bez krzyża. Za to z gołębiem. Kiszkowo
Z górki rozpościera się widok na zakład o romantycznej nazwie Agrobud :)
Widok na zakłady w Kiszkowie
Jest tam też drugi kościół. Taki klasyczny. Po co dwa w małej miejscowości? Ciężkie pytanie.
Drugi z kościołów w Kiszkowie. Taki klasyczny
Kawałek dalej wyskoczyło centrum. W nim miś na zakrętki…
Miś na zakrętki :) Kiszkowo
...oraz, hmmm…, pizzeria. Jakoś nie wzbudziła mojego zaufania :)
Chyba bym nie ufał :) Kiszkowo
Kolejnym punktem był Rejowiec i… drewniany kościół. Też klimatyczny, choć analizując tablicę parafialną widać, że proboszcz ma ostro nasr… no, jest typowym proboszczem szukającym wszędzie szatana :)
Front kościoła w Rejowcu
Kościół w Rejowcu w pełnej krasie
Jest tam też Polska ze światełek. To na górze to chyba przekop Mierzei Wiślanej :)
Przykościelna Polska ze światełek :) Rejowiec
Tyłu świątyni pilnują trzy boćki.
Bociania straż :)
Aha, po drodze jeszcze znalazła się towarowa linia prowadząca do jednego z zakładów dystrybucji paliw.
Tory prowadzące do zakładu rozwążącego paliwa
Potem przez mniejsze i jeszcze mniejsze wioski dojazd do okolic Sławy Wielkopolskiej, a następnie Łopuchowa, zresztą siedziby jednego z nadleśnictw. Tam zjechałem sobie na chwilę nad jedno z jeziorek.
Jezioro w okolicach Łopuchowa
W planach było odbicie do Długiej Gośliny w celu zaliczenia trzeciego i ostatniego drewniaka. Tak też się stało. Reklamowany jest przez apostołkę apostołów. Cokolwiek to znaczy.
Kolejny drewniany kościół - Długa Goślina
Flaga apostołki apostołów, cokolwiek to znaczy
Obok straszy ciekawy... hm... dworek?
Ciekawy dworek, Długa Goślina
No a potem boczkiem do Kątów. Po drodze trafiła się piękna, stara stodoła. Pamiętam takie z wyjazdów do babci.
Piękna stara stodoła
No i cel. Mała niespodzianka. Gdybym wiedział, wziąłbym przenośną armatę :) Bowiem to siedziba gnoi, czyli skup dziczyzny. Obok domek myśliwski i pięknie leżące ambony. Niech na zawsze pozostaną w tej pozycji :)
Przy zakładzie dla mend, czyli pod punktem skupu dziczyzny
Domek myśliwski w Kątach
Ambony w jedynej słusznej pozycji
Oto najpiękniejszy moment trasy.
Najfajniejszy moment dzisiejszej trasy
Chcąc nie chcąc trzeba było zawitać w Murowanej Goślinie. Mam awersję do tej mieściny, głównie przez to:
Antystandardy rowerowe Murowanej Gośliny
Ale żeby nie było, w locie zrobiłem fotkę całkiem ładnych kamienic w rynku.
Uchwycone z rąsi kamienice, Murowana Goślina
No i odbicie na Biedrusko. Tam też nastąpił podział peletonu na pół – tematu nie ma co rozwijać, każdy ma swoje podejście do pewnych kwestii drogowych i na tym pozostańmy :) W sumie wyszło na to, że ostatnie 25 kilometrów jechałem solo, choć niekoniecznie, bo po czymkolwiek się jedzie, i tak w końcu wyląduje się w dupie, czyli na którymś ze świateł.

Fajna wycieczka, w końcu stówa, dzionek udany :) Na koniec jeszcze kibel z okolic Promna.




  • DST 53.70km
  • Czas 01:51
  • VAVG 29.03km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 160m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Odwiedzić bielika

Czwartek, 15 lipca 2021 · dodano: 15.07.2021 | Komentarze 9

Powtórka z rozrywki - miało padać i burzyć, a nie padało i nie burzyło. Narzekać na to zamiaru nie mam.

Wyjazd poranny, w szarzyźnie, która mnie cieszy w temacie odczuwania temperatury, ale już jeśli chodzi o robienie jakichkolwiek fotek zdecydowanie mniej. No nie dogodzisz ;)

Trasa południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Krajkowo - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Sam wypad uznałbym za kolejny z sennych codziennych, ale dzionek uratował mi jeden motyw. Zawsze gdy znajduję się przy granicy Baranowa z Krajkowem, zatrzymuję się i zerkam na pewne uschnięte drzewo. Nie bez powodu - dwa razy widziałem na nim bieliki. Dziś zdarzyło się to po raz trzeci, tym razem w wersji solo. Oczywiście musiałem użyć maksymalnego zooma, do tego ów piękny ptak po kilku sekundach odleciał, więc zdjęcia są jakie są. Ale są :)
Samotny bielik
Profil bielika
Bielik w maksymalnym możliwym powiększeniu
Tu w locie. Nawet przez chwilę w towarzystwie kani rudej.
Ledwo uchwycony w locie bielik
Bielik i kania ruda podczas mijanki
Żeby nie było, że ściemniam, oto miejsce, z którego cykałem foty. Wspomniane drzewo to to jasne z tyłu.
Punkt widokowy na drzewo z bielikiem
Jak zwykle nawiedziłem "swój" paprociowy las.
Zielono mi
Trafił się również żuraw między balotami.
Żuraw między balotami
No i kolejny news dnia: da się przejechać przez Luboń nie stojąc w korkach! Wystarczy... awaria sygnalizacji. Naprawdę było spoko, nawet ci z podporządkowanych raczej nie mieli powodów do narzekania, bo wjeżdżali dość płynnie. No i nie można tak zostawić?
Luboń bez korków! Wszystko dzięki... awarii świateł
Aha, jednak nie można zapominać, że to Luboń. Więc debili nie zabrakło - dla niektórych tam pierwszeństwo to pojęcie abstrakcyjne.




  • DST 51.60km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.15km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 205m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pochmurne portowanie

Środa, 14 lipca 2021 · dodano: 14.07.2021 | Komentarze 10

Dzisiaj krótko, bo - jak zwykle - wolne u mnie oznacza permanentny brak czasu.

Wyjazd po dziewiątej, na trasę w wersji w tę i z powrotem, czyli z Dębca przez Las Dębiński, Minikowo, Starołękę, Czapury, Wiórek, Sasinowo, Rogalinek, Rogalin i Świątniki do Radzewic, gdzie obowiązkowo zameldowałem się w tamtejszym porcie.

Jak zwykle nie miałem szczęścia do... szczęścia. Nie tylko rano solidnie duło, do tego zmiennie, ale i gdy we wspomnianym porcie zabrałem się za zdjęcia, nagle solidnie się zachmurzyło, a wręcz zrobiło się burzowo. Więc obiekty niestety w szarości. Szkoda.

Taki oto smutas rządził:
W zachmurzonym Porcie Radzewice
Ulubiona łódeczka w Porcie Radzewice
Zakola Warty na wysokości szuwar w Radzewicach
Udało się w miarę wyraźnie ująć pliszkę siwą...
Pliszka siwa w pozycji spoczynkowej
Wrzeszcząca pliszka siwa
...oraz dymówkę.
Dymówka z profiu
Niestety dzwoniec, choć ciekawski, wyszedł bardzo słabo.
Ciekawski, lecz niestety niewyraźny dzwoniec
Dzwoniec w szarzyźnie
Aha, widziałem jeszcze boćka. Ale nie w gnieździe, tylko na dachu.
Bocian na dachu
Grzało. Nawet ślimak miał dość :)
Ślimak kryjący się przed słońcem
Dębina dzisiaj tylko w wersji przejazdowej.
W pędzie przez poznańską Dębinę