Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239570.05 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783546 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 31.70km
  • Czas 01:16
  • VAVG 25.03km/h
  • VMAX 41.20km/h
  • Temperatura -4.0°C
  • Podjazdy 133m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut bałwankowo-luźny

Niedziela, 26 grudnia 2021 · dodano: 26.12.2021 | Komentarze 14

Dzisiaj już bez większych obowiązków, gdyż rodzinka zgodnie z założeniem zaplanowała wczesny wyjazd, żeby uniknąć popołudniowego tłoku. Ale też czas na odpoczynek, bo tego ostatnio brakowało.

Wciąż zimno - i to bardzo. W nocy minus kilkanaście, nad ranem "zaledwie" minus dziesięć. Po wczorajszym zamarzaniu podczas krótkiego wyjazdu nie miałem zamiaru robić sobie powtórki, więc nie było mowy o wyruszeniu skoro świt.

Najpierw spacer. Ale bez Kropy, bo ta się znów przeziębiła, bierze antybiotyki (codziennie pojawia się na zastrzyk u weterynarza, dzisiaj zresztą też, na szczęście to - odpukać - pomaga), czyli taki bardziej nastawiony na focenie. Wpadło kilka okazów ptasiej drobnicy, ale bardziej skupiłem się na pięknie Dębiny w zimowym wydaniu. O, tu na przykład mroźny wschód słońca:
Mroźny wschód słońca na poznańskiej Dębinie
Inne zdjęcia pewnie powklejam w kolejnych dniach.

Zmarzłem, więc do domu na śniadanie, ciepłą herbatę i takie tam przed rowerowaniem. Zgodnie z założeniem i brakiem chęci na dłuższą jazdę, w planach był jedynie glut. Co prawda już było cieplusio (minus pięć, a potem nawet minus cztery), ale nie ma co kopać się z koniem, jazda ma być przyjemnością, nie męką, tym bardziej, iż mimo wszystko sytuacja na szlakach idealna jeszcze nie była. Więc na luzie ruszyłem koło południa, pierwotnie chcąc jechać na wschód. Dębiną było to dość ryzykowne, bo lód, w związku z czym skierowałem się do przejazdu mostem Przemysła na Hetmańskiej. No ale niestety, tak jak z grubsza DDR-ki były czarne, tak na nim sytuacja wyglądała tak:
Słabo przejezdny most Przemysła w Poznaniu
Zjechać na drogę nie miałem jak (barierki), coś mi się wydawało, że Starołęcka też będzie zasyfiona, wykonałem więc nawrotkę. Ale skorzystałem z okazji i uchwyciłem śryż na Warcie.
Śryż na Warcie w Poznaniu
Zbliżenie na śryż
Powrót na Dębiec, a potem - chcąc nie chcąc - Luboń. Już rozjechany - widocznie mieszkańcy zdążyli wyjechać z kibli gdzieś dalej :) Rozjechanym byłbym także ja, przez debila-kierowcę TransLubu, który wyprzedził mnie na gazetę na wiadukcie nad A2, ale jakoś przeżyłem. Ot, święta po lubońsku.

Potem Wiry i Komorniki, gdzie zrobiłem nawrotkę i wróciłem swoimi śladami. Nastąpiła ona przy bałwanku - zresztą nie omieszkałem dzisiaj z nim zrobić sobie selfiaczka. A co, mało jest ku temu okazji, można raz na jakiś czas nagiąć zasady :)
Bałwanek-rowerzysta
Selfiaczek ze znajomym na trasie. Ja z prawej :)
Spoko było. Bez ciśnienia, w słońcu, z marznącymi stopami... :)

Na koniec przydomowy gawron.
Gawron z profilu
Przy spojrzeniu oko w oko wygląda jak baribal :)
Z grizzli, wrrrróćććć, gawronem oko w oko :)
Tyle. Rowerem zaledwie 30+, za to piechotką wyszła ponad dycha. Jutro znów do roboty, mróz nie odpuszcza, więc maks glut. Jeśli w ogóle.




  • DST 31.30km
  • Czas 01:15
  • VAVG 25.04km/h
  • VMAX 40.40km/h
  • Temperatura -9.0°C
  • Podjazdy 117m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut grubominusowy

Sobota, 25 grudnia 2021 · dodano: 25.12.2021 | Komentarze 15

Zgodnie z wczorajszymi zapowiedziami - dzisiaj poszaleć nie miałem zamiaru. No i nie poszalałem :)

Na rowerowanie miałem czas do godziny 10:30. W końcu wolne, święta, jakieś tam. A tymczasem na dworze przed dziewiąta... no cóż, upału nie było :) Najniższą temperaturą, jaką odnotowałęm było minus 9,8 stopnia. Potem już lepiej - zaledwie minus osiem :)

Do tego po wieczornych opadach drogi były sporym wyzwaniem. Drogi rowerowe kompletnie nieprzejezdne, więc oczywiście olałem, główne nawet ok, oczywiście prócz rond, zakrętów, bocznych i wiaduktów. A że wszystko to zaliczyłem, bywało wesoło :) O dziwo najgorsza sytuacja trafił się w Luboniu, czego się nie spodziewałem, bo przecież lubończycy to naród, który bez auta do kibla nie ruszy, a tymczasem ulice nierozjeżdżone. Na szczęście ruch mały, więc mogłem bezpiecznie jechać środkiem, mając gdzieś lód.

Trasa taka sama jak wczoraj, tylko odwrotnie: Poznań- Plewiska - Komorniki - Rosnowo - Szreniawa - Komorniki - Wiry - Luboń - Poznań.

O dziwo bez ekscesów - tylko jeden nadgorliwiec przed Luboniem mi zaklaksonił, bo pewnie według niego powinienem kręcić po lodzie, a nie po asfalcie.

Malowniczo było - to przyznam :)
Widok na WPN dzisiaj zacny
No jednak zima :)
W Poznaniu w końcu można było olać DDR-ki - jupi! :)
Drogi rowerowe w syfie, można legalnie jechać ulicą - bossssko :)
No i napotkany bałwan. Całkiem sympatyczny :)
Ten po prawej to nie ja. Ja jestem ciut wyższy :)
Bałwan w wersji portretowej
Dowód na to, że z temperaturą nie ściemniałem :)
Prawie minus dziesięć - no upału nie było :)
Potem jeszcze na chwilę na Dębinę, przed przyjazdem rodziny. Jak zwykle "mój" las rządził :)
Pomroźność jasna :) Poznańska Dębina




  • DST 31.30km
  • Czas 01:15
  • VAVG 25.04km/h
  • VMAX 41.60km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 106m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut wigilijny

Piątek, 24 grudnia 2021 · dodano: 24.12.2021 | Komentarze 12

Dzisiaj krótko, bo wiadomo co.

Generalnie cud, że w ogóle cokolwiek wykręciłem. Wczoraj wieczorem i w nocy bowiem Poznań zasypało konkretnie. Nad ranem nie było lepiej - doszła kolejna porcja białego gów... to znaczy puszku. Wybrałem się więc najpierw na spacer, żeby przewietrzyć czerep, łącząc to częściowo z wizytą z Kropą u weta.

Potem ogarnianie miliarda spraw związanych z przygotowaniem dzisiejszej kolacji. Rodzice zapowiadali się u nas na okolice piętnastej, więc czasu za dużo nie było. Ale i tak wykorzystałem pogodowe okienko i wykonałem tytułowego gluta.

Jechało się ciężko, nie tyle przez śnieg, ale śliskie pośniegowe błoto. To w ogóle była masakra, bo gazeciarze swoje, ale problem był również z tymi grzecznie i przepisowo wyprzedzającymi, bo robiąc to najeżdżali na breję znajdującą się na środku drogi, która lądowała na mnie. I tak źle, i tak niedobrze. A na Głogowskiej oczywiście zdarzył się kolejny, który uważał, że jedzie drogą szybkiego ruchu, a nie zwykłą wojewódzką - czyli jak wiadomo klakson poszedł w ruch, a w rewanżu moja morda. Oj, nie było świątecznie :)

Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Konarzewo - Plewiska - Poznań.

Fotek dziś mało. Poranek na Dębinie...
Poranek na poznańskiej Dębinie
...nocna sytuacja pogodowa na Dębcu...
Sytuacja śniegowa w nocy
...oraz brak widoku na WPN :)
Niewidoczny widoczek w śniegowym syfie
Zwierzaków dziś brak, więc zaległy dzięcioł sprzed kilku dni. "Naprawdę? Tak podczas konsumpcji? Wstydu nie masz?" :)
Na noc zapowiadają srogie przymrozki, więc może być rano ślisko. Jeśli da się jechać, może wykonam gluta, ale sam nie wiem czy się uda. Do tego trzeba będzie pełnić kilka funkcji związanych z gościnnością, czyli może być różnie.

Dużo odpoczynku i wszystkiego co najlepsze życzę Wszystkim tu zaglądającym :)




  • DST 52.60km
  • Czas 02:06
  • VAVG 25.05km/h
  • VMAX 46.10km/h
  • Temperatura -3.0°C
  • Podjazdy 171m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ponownie misyjnie

Czwartek, 23 grudnia 2021 · dodano: 23.12.2021 | Komentarze 14

Kontynuacja wolnego, czyli zalatania.

Oczywiście większość rzeczy postanowiłem załatwić najlepiej jak można, czyli na rowerze. Odbiór ciasta co prawda był pod domem, ale miałem jeszcze do wykonania misję załatwienia pewnej książki na prezent. Tak się złożyło, że dostępnej jedynie w katolickich księgarniach, a i to ze sporą dozą ryzyka, że nawet tam nie. Więc najpierw swoje dwukołowe kroki skierowałem ku centrum Poznania, a konkretnie Wzgórza Wojciecha. Tam bowiem przy bazylice świętego Jerzego znajduje się sklep z książkami. No i niestety, szukanego egzemplarza nie było, za to była tak sobie pomocna pani, oczywiście bez maseczki. No ale to przecież jasne, że na terenie kościelnym wirusa nie ma, co nie? :)

Powrót przez Stary Rynek, gdzie przetestowałem na kilku bocznych uliczkach częściowo nową kostkę, nawet płaską - na mtb się jeździ po niej całkiem przyjaźnie.

Na Dębiec już nie wracałem, tylko na wysokości Hetmańskiej przekroczyłem Wartę i ruszyłem w trasę w tę i z powrotem: Starołęka, Minikowo, Czapury, Wiórek, Sasinowo, Rogalinek, znów Sasinowo i powrót prawie idealnie swoimi śladami.

Rześko było  minus trzy. Nie powiem, zmarzłem :)

Fotki. Stary Rynek.
Widok na poznański Ratusz
Bazylika i parkowanie w klasztorze. A co! :)
Bazylika św. Jerzego w Poznaniu
Parkowanie w klasztorze. A co tam! :)
Zagadkowa skrzynka
Klimatyczny warsztat rowerowy.
Klimatyczny warsztat rowerowy
Rower pod rowerzystą
Zatrzymałem się na chwilę w Wiórku, spojrzeć na WPN.
Punkt widokowy w Wiórku
Zakole Warty przy WPN-ie
Ledwo bo ledwo, ale wypatrzyłem kormorana. A on mnie :)
Ledwo wypatrzony kormoran
Dziób w dziób z kormoranem :)
Niestety aktualnie znów sypnęło śniegiem. I to solidnie. A w nocy przymrozek. Biorąc pod uwagę, że jutro nie będzie czasu na czekanie na odwilż, raczej nie pokręcę :/




  • DST 51.10km
  • Czas 02:02
  • VAVG 25.13km/h
  • VMAX 51.10km/h
  • Temperatura -1.0°C
  • Podjazdy 186m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

(Po)wolnościowo

Środa, 22 grudnia 2021 · dodano: 22.12.2021 | Komentarze 12

Wolny dzionek. Jak zwykle padam na ryj :)

Wyspanie się zostało zaliczone, ale potem trzeba było już się spieszyć. Na początek oczywiście rower.

Było zimno, a po wczorajszych opadach na drogach jeszcze częściowo tak sobie, więc wyruszyłem Czarnuchem. To była dobra decyzja.

Trasa zachodnia, ale wykonana odwrotnie niż zazwyczaj: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Konarzewo - Chomęcice - Rosnowo - Szreniawa - Komorniki - Luboń - Poznań.

Specjalnie taka wersja, bo zaplanowałem odebranie ze sklepu w Komornikach bezglutenowych uszek do barszczu i babki dla Ojca, który glutenu jeść nie może, a że rodzice przyjeżdżają do Poznania, to trzeba było takowe załatwić. Misja wykonana.

Czas na fotki.
Szlak wierzbowy koło Dopiewa :)
Parkowanie przy wierzbach
W Lisówkach tym razem podjechałem w okolice Samicy Stęszewskiej, zobaczyć jak prezentuje się zimą. Może być :)
Samica Stęszewska w Lisówkach
Zimowe klimaty w Lisówkach
Zbliżenie na piękny świat
Druga strona rzeczki Samicy
Gdy kawałek dalej fociłem bagienko w Trzcielinie, które było znów pod lodem...
Bagno w Trzcielinie znów pod lodem
...nagle coś zaczęło obcierać mi się o nogi. No tak :) Nie dało się olać.
No tak... nie dała się nie zauważyć :)
Znów trzeba było chwilę poświęcić kotkowi :)
Z innych zwierzaków: sarenki...
Stado sarenek w mrozie
Dwie sarenki
...oraz myszołów. Jak widać nie chciał współpracować.
Myszołów schowany w gałęziach
Myszołów lecący w oddali
Drogi rowerowe na szczęście nieodśnieżone, to znaczy jeszcze nie wszystkie. Taka była ta przy Ostatniej. Oczywiście olałem i oczywiście znalazł się klaksoniarz. Ale nawet nie chciało mi się irytować, zresztą większym debilem okazał się idiota w Porsche na wrocławskich blachach, który by mnie przejechał ignorując mój ręczy kierunkowskaz skrętu w lewo. Na szczęście byłem ostrożny. W zamian będzie w internetach, niestety niszowych :)
Wieśniak w Porsche. Debil prawie mnie przejechał ignorując mój ręczny kierunkowskaz skrętu w lewo




  • DST 61.50km
  • Czas 02:16
  • VAVG 27.13km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 0.0°C
  • Podjazdy 167m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kotoporannik :)

Wtorek, 21 grudnia 2021 · dodano: 21.12.2021 | Komentarze 15

Dzisiaj ze mną typowa poranna przedpracówka.

O tyle dziwna, że słoneczna. Nie mogłem się odnaleźć :)

Trasa znów zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Czyli klasyk.

W Konarzewie już jakimś cudem wysuszyli kałużę ciągnącą się przez połowę wsi. Dzięki czemu obyło się bez gleby.

A tak oto ładnie było:
Poranne słoneczne szaleństwo z WPN-em w tle
Znów widziałem muflony, znów same samice. Ale na tyle daleko, że zdjęcie jedynie symboliczne.
Stadko samic muflona, z bardzo daleka
Wpadł też kruk.
Kruk na polu
No i... Trzcinka :) Dzisiaj była, łaziła po płocie, ale na mój widok zeskoczyła z niego niczym torpeda. A potem nie chciała mnie puścić. Jak zwykle aż żal było odjeżdżać.
Kotek uprasza się o uwagę :)
Wyczekujące spojrzenie
Prawdziwy pieszczoch
Sama rozkosz :)
Wspinaczka na mnie się udała :)
No i jak tu się nie roczulić? :)
Kot dumnie rozłożony na kolanie
Uśmiech godny rowerzysty :)
Potem do pracy, Czarnuchem, bo pogoda niby pewna, ale jednak lepiej dmuchać na zimne. Dosłownie.

EDIT: życie samo dopisało ciąg dalszy. Oto jak wyglądał wspomniany powrót z roboty. Dobrze, że szosą jednak nie pojechałem :P Nie muszę dodawać, że w prognozach o śniegu ani mru mru...
Powrót z pracy. A miałem jechać do niej szosą, bo o opadach ani mru mru :)
Ale znak ładnie odśnieżony :)




  • DST 63.10km
  • Czas 02:22
  • VAVG 26.66km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 185m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Los muflonos y los szklankos :)

Poniedziałek, 20 grudnia 2021 · dodano: 20.12.2021 | Komentarze 10

Dzisiaj rano ruszyłem na pewniaka. Wyszło słońce, pogoda wydawała się piękna, na termometrze coś między zerem a jednym stopniem na plusie. Tylko kręcić. I to szosą.

Mina mi zrzedła już kawałek po wyjeździe - po wczorajszych opadach drogi jeszcze nie do końca wyschły, a przez niską temperaturę zrobiła się lekka szklaneczka. Ale taka chropowata, po której dało się kręcić, byle ostrożnie. Tak też robiłem, skrupulatnie omijając wszelkie kałuże, które były małymi lodowiskami.

Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski -Głuchowo - Komorniki - Plewiska - Poznań.

Tak jak pisałem - jazda ostrożna, powolna, do tego połączona z walką z wiatrem na polach, więc na średnią nie patrzyłem. Za to znów trafił mi się rarytas - w okolicach Trzcielina co prawda nie było żadnego z "moich" zwierzaków, za to wypatrzyłem muflony. Tym razem jednak same samice. Mam nadzieję, że to nie sprawka mend, mentalnych gnoi i ludzkich ścierw, czyli mówiąc w skrócie myśliwych. Jednak biorąc pod uwagę, że do lutego akurat polować można, ciężko być optymistą.
Samice muflona mnie obserwują
Dzikie muflony na tle wielkopolskich zabudowań
Pasące się samice muflona
Zaniepokojone muflony wystają z trawy
A tak poza tym było zaskakująco słonecznie. Lisówki i Trzcielin więc jak zwykle rządziły :)
Rowerofota w Lisówkach
Słoneczno-zimowe Lisówki
Słoneczne bagno w Trzcielinie
No i jeszcze nawiązanie do początku wpisu - w Konarzewie coś chyba pękło i na skrzyżowaniu zrobiło się zarówno lodowo, jak i mokro. Chciałem być mądry i zjechałem na chodnik, żeby się nie wywalić. Po chwili... leżałem, bo okazało się, że największy lód zalegał właśnie tam :) Ale że prędkość akurat miałem niewiele wyższą niż panująca temperatura, to po prostu łagodnie jak baranek wylądowałem na boku, na resztkach śniegu. Takie gleby to ja mogę mieć :)
Szklanka na zjeździe w Konarzewie
Do pracy pojechałem Czarnuchem. Wtedy już padał... deszcz ze śniegiem. W grudniu jak w... grudniu :)




  • DST 36.70km
  • Czas 01:28
  • VAVG 25.02km/h
  • VMAX 43.60km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 119m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut dopracowy

Niedziela, 19 grudnia 2021 · dodano: 19.12.2021 | Komentarze 14

Dzisiaj tylko glut. Dobrze, że w ogóle tyle.

Po pierwsze, mam to nieszczęście, że raz na jakiś czas czeka na mnie z utęsknieniem niedziela w robocie. I to najczęściej na względne rano, więc ani pokręcić, ani się wyspać, szczególnie zimą. 

Po drugie, mokro nad ranem było, z ryzykiem większych opadów. Wybrałem się więc Czarnuchem, z założeniem, że nawet nie walczę o większy dystans, bo czasu brak, a i mocny wiatr motywacji nie dawał. Więc jest to, co jest.

Trasa zakręcona - najpierw kilka kilometrów po Lesie Dębińskim, potem przez Górczyn i Fabianowo-Kotowo do Plewisk, które przejechałem i skierowałem się na serwisówki, ale przy stacji elektroenergetycznej musiałem zawrócić, w większości swoimi śladami na Dębiec, skąd już prosto do centrum.

Fotki jedynie symboliczne, bo szaro i ponuro, do tego bez aparatu. Wspomniana stacja...
Przy stacji elektroenergetycznej Plewiska
...niewyraźne, bardzo daleko pasące się na polu sarenki...
Prawie niewidoczne w oddali sarny
...oraz Dębina.
Pochmurna poranna Dębina
No i jeszcze sikory, a co :) Jak zwykle klasyka gatunk(ów): bogatka spokojnie je, a modraszka coś kombinuje, z zaciętym wyrazem dzioba :)
Bogatka je, modraszka coś kombinuje :)
Dystans (będzie) zawiera(ł) jeszcze wieczorny powrót z pracy.




  • DST 56.50km
  • Czas 02:08
  • VAVG 26.48km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 191m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przedpracak

Sobota, 18 grudnia 2021 · dodano: 18.12.2021 | Komentarze 6

Udało się wstać dzisiaj ciut wcześniej i dokręcić rowerem do pracy. Niby nic, bo mam do niej w linii prostej pięć kilometrów, a że zrobiłem ich dziesięć razy więcej? Oj tam, oj tam :)

W robocie miałem być o jedenastej, czyli misja do zrealizowania w teorii bez problemu, ale trzeba było wziąć pod uwagę dwa czynniki: korki i Luboń. W sumie na jedno wychodzi :) Spóźnić się nie mogłem, bo zmieniałem kolegę, więc mały stresik był. No dobra, nie było. Przecież to tylko praca.

Trasa to skrócona zachodnia pętla: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Dębiec - centrum.

Wiało i zimniło. Walki więc nie było. Bo po co? 

Wziąłem ze sobą jedynie kompakt, więc fotki tylko symboliczne. Baran z Konarzewa...
Baran z Konarzewa
...i czapla zza Dopiewca.
Czaple lądowanie
Czapla uchwycona kompaktem
Jeszcze klasyk z Rosnowa...
Pochmurny widok na WPN
...i na deser motyw z Dębiny - kowalik tańczący na rurze :)
Kowalik tańczy na rurze :)
Jutro muszę być w pracy jeszcze wcześniej, do tego ma padać. Chyba rower odpadnie, choć jakiś cień nadziei sobie daję.




  • DST 51.70km
  • Czas 01:57
  • VAVG 26.51km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 151m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szosa! :)

Piątek, 17 grudnia 2021 · dodano: 17.12.2021 | Komentarze 10

Po prawie dwóch tygodniach kręcenia na mtb w końcu nadszedł czas, by wsiąść na szosę. Był lekki stresik - jak się na tym jeździ? :)

Na szczęście osoby z kijkiem z tyłu nie potrzebowałem. Przypomnienie sobie o co chodzi poszło sprawnie, tylko szybko skorygowałem szybkość wchodzenia w zakręty na wąskich kołach. No i generalnie nie pędziłem, bo syf jeszcze częściowo zalegał na niektórych drogach, a i wiatr znów zaczął solidnie dokazywać. Zdecydowanie zbyt solidnie. Więc jazda powolna, krok po kroczku.

Miałem wolne, więc po pierwsze się wyspałem, a po drugie z kręceniem odczekałem praktycznie do południa. Najpierw bowiem zafundowałem Kropie spacer po Dębinie, żeby wykonać to jeszcze w słońcu, które o dziwo rano się pojawiło.

Trasa północno-zachodnia: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.

Dawno mnie nie było nad Jeziorem Lusowskim. Czas było nadrobić. Tak samo jak ulubiony odcinek Lusowo - Lusówko.
Słonecznie na pomoście w Lusowie
Martwe drzewo nad Jeziorem Lusowskim
Kładka w Lusowie
Diabelskie drzewo mocno się trzyma
Walka na niebie
Sporo zwierzaków wpadło. I jak tu pędzić, jeśli co chwilę trzeba hamować? :)

Na początek sarenki.
Parka sarenek
Czujna sarenka na polu
...łabędzie i dzikie gęsi odpoczywające na polu...
Łabędzie i dzikie gęsi odpoczywają na polu
...no i myszołów. "Lekko" niewyraźny podczas odlotu :)
Myszołów z profilu
Niewyraźny odlot myszołowa
Na dzisiaj tyle. Spokojny dzień, choć było też trochę latania związanego z nadchodzącym wolnym. Niestety teraz czeka mnie zdecydowanie pracujący weekend - i to na rano. Więc jeśli cokolwiek pokręcę (o ile aura pozwoli), to będą to jakieś symboliczne dystanse.