Info
Suma podjazdów to 783546 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj1 - 0
- 2026, Kwiecień30 - 48
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 31.70km
- Czas 01:16
- VAVG 25.03km/h
- VMAX 41.20km/h
- Temperatura -4.0°C
- Podjazdy 133m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut bałwankowo-luźny
Niedziela, 26 grudnia 2021 · dodano: 26.12.2021 | Komentarze 14
Dzisiaj już bez większych obowiązków, gdyż rodzinka zgodnie z założeniem zaplanowała wczesny wyjazd, żeby uniknąć popołudniowego tłoku. Ale też czas na odpoczynek, bo tego ostatnio brakowało.
Wciąż zimno - i to bardzo. W nocy minus kilkanaście, nad ranem "zaledwie" minus dziesięć. Po wczorajszym zamarzaniu podczas krótkiego wyjazdu nie miałem zamiaru robić sobie powtórki, więc nie było mowy o wyruszeniu skoro świt.
Najpierw spacer. Ale bez Kropy, bo ta się znów przeziębiła, bierze antybiotyki (codziennie pojawia się na zastrzyk u weterynarza, dzisiaj zresztą też, na szczęście to - odpukać - pomaga), czyli taki bardziej nastawiony na focenie. Wpadło kilka okazów ptasiej drobnicy, ale bardziej skupiłem się na pięknie Dębiny w zimowym wydaniu. O, tu na przykład mroźny wschód słońca:
Inne zdjęcia pewnie powklejam w kolejnych dniach.
Zmarzłem, więc do domu na śniadanie, ciepłą herbatę i takie tam przed rowerowaniem. Zgodnie z założeniem i brakiem chęci na dłuższą jazdę, w planach był jedynie glut. Co prawda już było cieplusio (minus pięć, a potem nawet minus cztery), ale nie ma co kopać się z koniem, jazda ma być przyjemnością, nie męką, tym bardziej, iż mimo wszystko sytuacja na szlakach idealna jeszcze nie była. Więc na luzie ruszyłem koło południa, pierwotnie chcąc jechać na wschód. Dębiną było to dość ryzykowne, bo lód, w związku z czym skierowałem się do przejazdu mostem Przemysła na Hetmańskiej. No ale niestety, tak jak z grubsza DDR-ki były czarne, tak na nim sytuacja wyglądała tak:
Zjechać na drogę nie miałem jak (barierki), coś mi się wydawało, że Starołęcka też będzie zasyfiona, wykonałem więc nawrotkę. Ale skorzystałem z okazji i uchwyciłem śryż na Warcie. 

Powrót na Dębiec, a potem - chcąc nie chcąc - Luboń. Już rozjechany - widocznie mieszkańcy zdążyli wyjechać z kibli gdzieś dalej :) Rozjechanym byłbym także ja, przez debila-kierowcę TransLubu, który wyprzedził mnie na gazetę na wiadukcie nad A2, ale jakoś przeżyłem. Ot, święta po lubońsku.
Potem Wiry i Komorniki, gdzie zrobiłem nawrotkę i wróciłem swoimi śladami. Nastąpiła ona przy bałwanku - zresztą nie omieszkałem dzisiaj z nim zrobić sobie selfiaczka. A co, mało jest ku temu okazji, można raz na jakiś czas nagiąć zasady :)

Spoko było. Bez ciśnienia, w słońcu, z marznącymi stopami... :)
Na koniec przydomowy gawron. 
Przy spojrzeniu oko w oko wygląda jak baribal :)
Tyle. Rowerem zaledwie 30+, za to piechotką wyszła ponad dycha. Jutro znów do roboty, mróz nie odpuszcza, więc maks glut. Jeśli w ogóle.
- DST 31.30km
- Czas 01:15
- VAVG 25.04km/h
- VMAX 40.40km/h
- Temperatura -9.0°C
- Podjazdy 117m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut grubominusowy
Sobota, 25 grudnia 2021 · dodano: 25.12.2021 | Komentarze 15
Zgodnie z wczorajszymi zapowiedziami - dzisiaj poszaleć nie miałem zamiaru. No i nie poszalałem :)
Na rowerowanie miałem czas do godziny 10:30. W końcu wolne, święta, jakieś tam. A tymczasem na dworze przed dziewiąta... no cóż, upału nie było :) Najniższą temperaturą, jaką odnotowałęm było minus 9,8 stopnia. Potem już lepiej - zaledwie minus osiem :)
Do tego po wieczornych opadach drogi były sporym wyzwaniem. Drogi rowerowe kompletnie nieprzejezdne, więc oczywiście olałem, główne nawet ok, oczywiście prócz rond, zakrętów, bocznych i wiaduktów. A że wszystko to zaliczyłem, bywało wesoło :) O dziwo najgorsza sytuacja trafił się w Luboniu, czego się nie spodziewałem, bo przecież lubończycy to naród, który bez auta do kibla nie ruszy, a tymczasem ulice nierozjeżdżone. Na szczęście ruch mały, więc mogłem bezpiecznie jechać środkiem, mając gdzieś lód.
Trasa taka sama jak wczoraj, tylko odwrotnie: Poznań- Plewiska - Komorniki - Rosnowo - Szreniawa - Komorniki - Wiry - Luboń - Poznań.
O dziwo bez ekscesów - tylko jeden nadgorliwiec przed Luboniem mi zaklaksonił, bo pewnie według niego powinienem kręcić po lodzie, a nie po asfalcie.
Malowniczo było - to przyznam :)

W Poznaniu w końcu można było olać DDR-ki - jupi! :)
No i napotkany bałwan. Całkiem sympatyczny :)

Dowód na to, że z temperaturą nie ściemniałem :)
Potem jeszcze na chwilę na Dębinę, przed przyjazdem rodziny. Jak zwykle "mój" las rządził :)
- DST 31.30km
- Czas 01:15
- VAVG 25.04km/h
- VMAX 41.60km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 106m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut wigilijny
Piątek, 24 grudnia 2021 · dodano: 24.12.2021 | Komentarze 12
Dzisiaj krótko, bo wiadomo co.
Generalnie cud, że w ogóle cokolwiek wykręciłem. Wczoraj wieczorem i w nocy bowiem Poznań zasypało konkretnie. Nad ranem nie było lepiej - doszła kolejna porcja białego gów... to znaczy puszku. Wybrałem się więc najpierw na spacer, żeby przewietrzyć czerep, łącząc to częściowo z wizytą z Kropą u weta.
Potem ogarnianie miliarda spraw związanych z przygotowaniem dzisiejszej kolacji. Rodzice zapowiadali się u nas na okolice piętnastej, więc czasu za dużo nie było. Ale i tak wykorzystałem pogodowe okienko i wykonałem tytułowego gluta.
Jechało się ciężko, nie tyle przez śnieg, ale śliskie pośniegowe błoto. To w ogóle była masakra, bo gazeciarze swoje, ale problem był również z tymi grzecznie i przepisowo wyprzedzającymi, bo robiąc to najeżdżali na breję znajdującą się na środku drogi, która lądowała na mnie. I tak źle, i tak niedobrze. A na Głogowskiej oczywiście zdarzył się kolejny, który uważał, że jedzie drogą szybkiego ruchu, a nie zwykłą wojewódzką - czyli jak wiadomo klakson poszedł w ruch, a w rewanżu moja morda. Oj, nie było świątecznie :)
Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Konarzewo - Plewiska - Poznań.
Fotek dziś mało. Poranek na Dębinie...
...nocna sytuacja pogodowa na Dębcu...
...oraz brak widoku na WPN :)
Zwierzaków dziś brak, więc zaległy dzięcioł sprzed kilku dni. "Naprawdę? Tak podczas konsumpcji? Wstydu nie masz?" :)
Na noc zapowiadają srogie przymrozki, więc może być rano ślisko. Jeśli da się jechać, może wykonam gluta, ale sam nie wiem czy się uda. Do tego trzeba będzie pełnić kilka funkcji związanych z gościnnością, czyli może być różnie.
Dużo odpoczynku i wszystkiego co najlepsze życzę Wszystkim tu zaglądającym :)
- DST 52.60km
- Czas 02:06
- VAVG 25.05km/h
- VMAX 46.10km/h
- Temperatura -3.0°C
- Podjazdy 171m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ponownie misyjnie
Czwartek, 23 grudnia 2021 · dodano: 23.12.2021 | Komentarze 14
Kontynuacja wolnego, czyli zalatania.
Oczywiście większość rzeczy postanowiłem załatwić najlepiej jak można, czyli na rowerze. Odbiór ciasta co prawda był pod domem, ale miałem jeszcze do wykonania misję załatwienia pewnej książki na prezent. Tak się złożyło, że dostępnej jedynie w katolickich księgarniach, a i to ze sporą dozą ryzyka, że nawet tam nie. Więc najpierw swoje dwukołowe kroki skierowałem ku centrum Poznania, a konkretnie Wzgórza Wojciecha. Tam bowiem przy bazylice świętego Jerzego znajduje się sklep z książkami. No i niestety, szukanego egzemplarza nie było, za to była tak sobie pomocna pani, oczywiście bez maseczki. No ale to przecież jasne, że na terenie kościelnym wirusa nie ma, co nie? :)
Powrót przez Stary Rynek, gdzie przetestowałem na kilku bocznych uliczkach częściowo nową kostkę, nawet płaską - na mtb się jeździ po niej całkiem przyjaźnie.
Na Dębiec już nie wracałem, tylko na wysokości Hetmańskiej przekroczyłem Wartę i ruszyłem w trasę w tę i z powrotem: Starołęka, Minikowo, Czapury, Wiórek, Sasinowo, Rogalinek, znów Sasinowo i powrót prawie idealnie swoimi śladami.
Rześko było minus trzy. Nie powiem, zmarzłem :)
Fotki. Stary Rynek.
Bazylika i parkowanie w klasztorze. A co! :)


Klimatyczny warsztat rowerowy.

Zatrzymałem się na chwilę w Wiórku, spojrzeć na WPN. 

Ledwo bo ledwo, ale wypatrzyłem kormorana. A on mnie :)

Niestety aktualnie znów sypnęło śniegiem. I to solidnie. A w nocy przymrozek. Biorąc pod uwagę, że jutro nie będzie czasu na czekanie na odwilż, raczej nie pokręcę :/
- DST 51.10km
- Czas 02:02
- VAVG 25.13km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 186m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
(Po)wolnościowo
Środa, 22 grudnia 2021 · dodano: 22.12.2021 | Komentarze 12
Wolny dzionek. Jak zwykle padam na ryj :)
Wyspanie się zostało zaliczone, ale potem trzeba było już się spieszyć. Na początek oczywiście rower.
Było zimno, a po wczorajszych opadach na drogach jeszcze częściowo tak sobie, więc wyruszyłem Czarnuchem. To była dobra decyzja.
Trasa zachodnia, ale wykonana odwrotnie niż zazwyczaj: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Konarzewo - Chomęcice - Rosnowo - Szreniawa - Komorniki - Luboń - Poznań.
Specjalnie taka wersja, bo zaplanowałem odebranie ze sklepu w Komornikach bezglutenowych uszek do barszczu i babki dla Ojca, który glutenu jeść nie może, a że rodzice przyjeżdżają do Poznania, to trzeba było takowe załatwić. Misja wykonana.
Czas na fotki.

W Lisówkach tym razem podjechałem w okolice Samicy Stęszewskiej, zobaczyć jak prezentuje się zimą. Może być :)



Gdy kawałek dalej fociłem bagienko w Trzcielinie, które było znów pod lodem...
...nagle coś zaczęło obcierać mi się o nogi. No tak :) Nie dało się olać.

Z innych zwierzaków: sarenki...

...oraz myszołów. Jak widać nie chciał współpracować.

Drogi rowerowe na szczęście nieodśnieżone, to znaczy jeszcze nie wszystkie. Taka była ta przy Ostatniej. Oczywiście olałem i oczywiście znalazł się klaksoniarz. Ale nawet nie chciało mi się irytować, zresztą większym debilem okazał się idiota w Porsche na wrocławskich blachach, który by mnie przejechał ignorując mój ręczy kierunkowskaz skrętu w lewo. Na szczęście byłem ostrożny. W zamian będzie w internetach, niestety niszowych :)
- DST 61.50km
- Czas 02:16
- VAVG 27.13km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 167m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kotoporannik :)
Wtorek, 21 grudnia 2021 · dodano: 21.12.2021 | Komentarze 15
Dzisiaj ze mną typowa poranna przedpracówka.
O tyle dziwna, że słoneczna. Nie mogłem się odnaleźć :)
Trasa znów zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Czyli klasyk.
W Konarzewie już jakimś cudem wysuszyli kałużę ciągnącą się przez połowę wsi. Dzięki czemu obyło się bez gleby.
A tak oto ładnie było:
Znów widziałem muflony, znów same samice. Ale na tyle daleko, że zdjęcie jedynie symboliczne.
Wpadł też kruk.
No i... Trzcinka :) Dzisiaj była, łaziła po płocie, ale na mój widok zeskoczyła z niego niczym torpeda. A potem nie chciała mnie puścić. Jak zwykle aż żal było odjeżdżać.








Potem do pracy, Czarnuchem, bo pogoda niby pewna, ale jednak lepiej dmuchać na zimne. Dosłownie.
EDIT: życie samo dopisało ciąg dalszy. Oto jak wyglądał wspomniany powrót z roboty. Dobrze, że szosą jednak nie pojechałem :P Nie muszę dodawać, że w prognozach o śniegu ani mru mru...

- DST 63.10km
- Czas 02:22
- VAVG 26.66km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 185m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Los muflonos y los szklankos :)
Poniedziałek, 20 grudnia 2021 · dodano: 20.12.2021 | Komentarze 10
Dzisiaj rano ruszyłem na pewniaka. Wyszło słońce, pogoda wydawała się piękna, na termometrze coś między zerem a jednym stopniem na plusie. Tylko kręcić. I to szosą.
Mina mi zrzedła już kawałek po wyjeździe - po wczorajszych opadach drogi jeszcze nie do końca wyschły, a przez niską temperaturę zrobiła się lekka szklaneczka. Ale taka chropowata, po której dało się kręcić, byle ostrożnie. Tak też robiłem, skrupulatnie omijając wszelkie kałuże, które były małymi lodowiskami.
Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski -Głuchowo - Komorniki - Plewiska - Poznań.
Tak jak pisałem - jazda ostrożna, powolna, do tego połączona z walką z wiatrem na polach, więc na średnią nie patrzyłem. Za to znów trafił mi się rarytas - w okolicach Trzcielina co prawda nie było żadnego z "moich" zwierzaków, za to wypatrzyłem muflony. Tym razem jednak same samice. Mam nadzieję, że to nie sprawka mend, mentalnych gnoi i ludzkich ścierw, czyli mówiąc w skrócie myśliwych. Jednak biorąc pod uwagę, że do lutego akurat polować można, ciężko być optymistą.



A tak poza tym było zaskakująco słonecznie. Lisówki i Trzcielin więc jak zwykle rządziły :)


No i jeszcze nawiązanie do początku wpisu - w Konarzewie coś chyba pękło i na skrzyżowaniu zrobiło się zarówno lodowo, jak i mokro. Chciałem być mądry i zjechałem na chodnik, żeby się nie wywalić. Po chwili... leżałem, bo okazało się, że największy lód zalegał właśnie tam :) Ale że prędkość akurat miałem niewiele wyższą niż panująca temperatura, to po prostu łagodnie jak baranek wylądowałem na boku, na resztkach śniegu. Takie gleby to ja mogę mieć :)
Do pracy pojechałem Czarnuchem. Wtedy już padał... deszcz ze śniegiem. W grudniu jak w... grudniu :)
- DST 36.70km
- Czas 01:28
- VAVG 25.02km/h
- VMAX 43.60km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 119m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut dopracowy
Niedziela, 19 grudnia 2021 · dodano: 19.12.2021 | Komentarze 14
Dzisiaj tylko glut. Dobrze, że w ogóle tyle.
Po pierwsze, mam to nieszczęście, że raz na jakiś czas czeka na mnie z utęsknieniem niedziela w robocie. I to najczęściej na względne rano, więc ani pokręcić, ani się wyspać, szczególnie zimą.
Po drugie, mokro nad ranem było, z ryzykiem większych opadów. Wybrałem się więc Czarnuchem, z założeniem, że nawet nie walczę o większy dystans, bo czasu brak, a i mocny wiatr motywacji nie dawał. Więc jest to, co jest.
Trasa zakręcona - najpierw kilka kilometrów po Lesie Dębińskim, potem przez Górczyn i Fabianowo-Kotowo do Plewisk, które przejechałem i skierowałem się na serwisówki, ale przy stacji elektroenergetycznej musiałem zawrócić, w większości swoimi śladami na Dębiec, skąd już prosto do centrum.
Fotki jedynie symboliczne, bo szaro i ponuro, do tego bez aparatu. Wspomniana stacja...
...niewyraźne, bardzo daleko pasące się na polu sarenki...
...oraz Dębina.
No i jeszcze sikory, a co :) Jak zwykle klasyka gatunk(ów): bogatka spokojnie je, a modraszka coś kombinuje, z zaciętym wyrazem dzioba :)
Dystans (będzie) zawiera(ł) jeszcze wieczorny powrót z pracy.
- DST 56.50km
- Czas 02:08
- VAVG 26.48km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 191m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Przedpracak
Sobota, 18 grudnia 2021 · dodano: 18.12.2021 | Komentarze 6
Udało się wstać dzisiaj ciut wcześniej i dokręcić rowerem do pracy. Niby nic, bo mam do niej w linii prostej pięć kilometrów, a że zrobiłem ich dziesięć razy więcej? Oj tam, oj tam :)
W robocie miałem być o jedenastej, czyli misja do zrealizowania w teorii bez problemu, ale trzeba było wziąć pod uwagę dwa czynniki: korki i Luboń. W sumie na jedno wychodzi :) Spóźnić się nie mogłem, bo zmieniałem kolegę, więc mały stresik był. No dobra, nie było. Przecież to tylko praca.
Trasa to skrócona zachodnia pętla: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Dębiec - centrum.
Wiało i zimniło. Walki więc nie było. Bo po co?
Wziąłem ze sobą jedynie kompakt, więc fotki tylko symboliczne. Baran z Konarzewa...
...i czapla zza Dopiewca.

Jeszcze klasyk z Rosnowa...
...i na deser motyw z Dębiny - kowalik tańczący na rurze :)
Jutro muszę być w pracy jeszcze wcześniej, do tego ma padać. Chyba rower odpadnie, choć jakiś cień nadziei sobie daję.
- DST 51.70km
- Czas 01:57
- VAVG 26.51km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 151m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Szosa! :)
Piątek, 17 grudnia 2021 · dodano: 17.12.2021 | Komentarze 10
Po prawie dwóch tygodniach kręcenia na mtb w końcu nadszedł czas, by wsiąść na szosę. Był lekki stresik - jak się na tym jeździ? :)
Na szczęście osoby z kijkiem z tyłu nie potrzebowałem. Przypomnienie sobie o co chodzi poszło sprawnie, tylko szybko skorygowałem szybkość wchodzenia w zakręty na wąskich kołach. No i generalnie nie pędziłem, bo syf jeszcze częściowo zalegał na niektórych drogach, a i wiatr znów zaczął solidnie dokazywać. Zdecydowanie zbyt solidnie. Więc jazda powolna, krok po kroczku.
Miałem wolne, więc po pierwsze się wyspałem, a po drugie z kręceniem odczekałem praktycznie do południa. Najpierw bowiem zafundowałem Kropie spacer po Dębinie, żeby wykonać to jeszcze w słońcu, które o dziwo rano się pojawiło.
Trasa północno-zachodnia: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Dawno mnie nie było nad Jeziorem Lusowskim. Czas było nadrobić. Tak samo jak ulubiony odcinek Lusowo - Lusówko.




Sporo zwierzaków wpadło. I jak tu pędzić, jeśli co chwilę trzeba hamować? :)
Na początek sarenki.

...łabędzie i dzikie gęsi odpoczywające na polu...
...no i myszołów. "Lekko" niewyraźny podczas odlotu :)

Na dzisiaj tyle. Spokojny dzień, choć było też trochę latania związanego z nadchodzącym wolnym. Niestety teraz czeka mnie zdecydowanie pracujący weekend - i to na rano. Więc jeśli cokolwiek pokręcę (o ile aura pozwoli), to będą to jakieś symboliczne dystanse.






