Info
Suma podjazdów to 783452 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Kwiecień30 - 48
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 62.10km
- Czas 02:24
- VAVG 25.88km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 155m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Żurawiowo
Środa, 23 lutego 2022 · dodano: 23.02.2022 | Komentarze 16
Czy kiedyś przestanie tak cholernie wiać?
Wiem, wiem. Kiedyś na pewno przestanie. Na jeden czy dwa dni, po czym znów wszystko wróci do normy. A właściwie bardziej patonormy, bo to, że w lutym walczę z orkanami i huraganami, a nie z przymrozkami, zdecydowanie nie jest normalne.
Dzisiaj było jeszcze gorzej niż ostatnio - dmuchało non stop, ale do tego praktycznie nie chciało pomagać. Więc średnia poniżej krytyki.
Trasa to klasyk, więc w skrócie: Poznań - Luboń - Komorniki - Chomęcice - Konarzewo - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Palędzie - Plewiska - Poznań.
Wypad uratowały mi jedynie żurawie, których donośny klangor unosił się w okolicach Szreniawy. Tym razem dwójka dorosłych, ostatnio widziałem chyba dokładnie tę parkę z młodym, ale widocznie ten postanowił odlecieć już na swoje.



Aha, no i nawet momentami świeciło słońce. Święto jakieś :)
Dojazd do pracy przez Dębinę.
Dotarłem do roboty Czarnuchem, a kiedy wrócę i czy będzie to dzisiaj? Jeszcze nie wiem, bo czeka mnie kilka nadgodzin (dodatkowo płatnych) spędzanych na pilnowaniu ekipy remontowej. No niestety, padło w końcu na mnie.
- DST 63.30km
- Czas 02:26
- VAVG 26.01km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 124m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Krótki paskud
Wtorek, 22 lutego 2022 · dodano: 22.02.2022 | Komentarze 6
Dzisiaj krótko, bo wyjątkowo ani nie ma o czym pisać, ani czego wklejać. Wpis tak szary jak aura.
Wyjazd typowo przedpracowy, zachodni: Poznań - Plewiska - Komorniki - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Wciąż wiało. Może nie aż tak mocno jak ostatnio, ale w sumie jeszcze gorzej, bo non stop. A podczas nawrotki tylko przez chwilę w plecy - wtedy to wyciągnąłem fałmaksa, do tego na płaskim.
Słońce nie wyjrzało nawet przez chwilę. Jednym słowem - paskud :)
Nawet zwierzaki się pochowały. Nic. Żodyn. Więc w zastępstwie gągoły z Dębiny, które przyuważyłem jadąc Czarnuchem do pracy.
- DST 61.70km
- Czas 02:28
- VAVG 25.01km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 164m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Muflony - reaktywacja :)
Poniedziałek, 21 lutego 2022 · dodano: 21.02.2022 | Komentarze 7
Wróciły huragany. Ale chyba jestem już na tyle zmasakrowany tym lutym, że przestało mnie to specjalnie ruszać. Niczym katowane od zawsze dziecko.
Miałem dylemat: czy jechać szosą, czy wybrać górala, ale ciemne chmury przekonały mnie do tej drugiej wersji. No i nie żałowałem, bo ciężej było mnie zwiać. Choć ryzyko istniało :)
Wyjazd poranny, na praktycznie takiej samej trasie jak wczoraj (Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań). Więc za bardzo nie ma czego opisywać.
Miałem jechać na południe, ale przeczytałem o śmiertelnym wypadku w Puszczykowie i zablokowanej drodze. Przykra sprawa, lecz widocznie los skierował mnie do Lisówek, żeby natrafić na TO. Czyli muflony. Po raz kolejny, ale cieszą tym bardziej, że w kupie i że znów z samcami. I to jakimi dorodnymi :)
Generalnie to wypatrzyłem je z drogi jako małe kropki. Nie do końca wiedząc, czy jest sens jechać, ruszyłem polną drogą w kierunku znajomej ambony (wciąż stoi), zaparkowałem pod nią rower i zacząłem podchody.
Najpierw zobaczyłem różki.
A potem już w całej okazałości piękne stado. Niestety się spłoszyło, ale nie aż tak mocno, mogłem więc cyknąć kilka ujęć.



Wpadły jeszcze sarenki, ale to mniej spektakularne :)
Poza tym było raz paskudnie, a raz całkiem ładnie.
No i jeszcze policja. W miejscu... hmm, specyficznym. 

Dojazd do pracy również Czarnuchem.
- DST 55.10km
- Czas 02:07
- VAVG 26.03km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 171m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Względnie spokojnie
Niedziela, 20 lutego 2022 · dodano: 20.02.2022 | Komentarze 10
Dzisiaj było już zdecydowanie spokojniej, choć do ideału sporo brakowało, bo wciąż wiało całkiem konkretnie. Ale przynajmniej dało się jechać. I to szosą. To już coś :)
Wyjazd około jedenastej, w stanie nakawowania i najedzenia. Tak jakoś dziwnie :)
Drogi jeszcze mokre po nocnych opadach, lecz w trakcie jazdy sympatycznie schły. O proszę, same plusy :)
Trasa polna, podmuchowa, zachodnia, klasyczna: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Ciężkawo się jechało, walczyć mi się nie chciało, wynik więc słaby.
Trafiłem na skutek wczorajszych atrakcji.

Zwierzakowo tak sobie. Sarenki...

...(ta trochę jak Kropa)...
...oraz kruk.
Za to później, podczas spaceru po Dębinie, znów trafiłem na nurogęsi. Fajnie, że wciąż tu są.
Niestety, prognozy na kolejne dni to znów powrót huraganów. I deszczu :/
- DST 52.10km
- Czas 02:12
- VAVG 23.68km/h
- VMAX 53.30km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 186m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Jaka piękna rzeź :)
Sobota, 19 lutego 2022 · dodano: 19.02.2022 | Komentarze 11
Mam kilka pomysłów na opisanie tego, jakie były dziś warunki do jazdy, ale żadna z wersji nie nadaje się do "druku". Postaram się więc jednak opisać je bardziej ogólnie.
Przede wszystkim rządził kolejny orkan. Normalka ostatnio, że w lutym zamiast śniegu mamy klimat jak w Indonezji. I nie chodzi o temperaturę, a o wiatry, które - dosłownie - wyrywają drzewa z korzeniami. Z takimi właśnie walczyłem. A że zostałem po raz kolejny zmasakrowany w temacie średniej? No życie. Znów wyjątkowo nie mam do siebie pretensji :)
Na szczęście miałem wolne, więc nie musiałem spieszyć się z wyruszeniem. Nie ma co, nie była to lekka decyzja, można mi wierzyć :) Ale w końcu stało się. Ruszyłem. Ufff.
Na terenie zabudowanym jeszcze jakoś szło. Przepełzłem przez Luboń, Wiry, Komorniki, ale już od Szreniawy do Rosnowa ledwo ruszałem pedałami. Parę razy nieźle mną dmuchnęło, tak, że prawie wylądowałem na środku drogi. Powiedziałem pas. Tym bardziej, że zaczęło kropić. Glut to i tak dobry wynik przecież w takiej sytuacji.
Droga powrotna to Komorniki, Plewiska, Kotowo, Szachty, Świerczewo, Dębiec i... decyzja o kontynuacji jazdy. Bo się zaczęło rozpogadzać, a ja stwierdziłem, że jakoś przeżyję te dwadzieścia kilosów. Jakoś :) Ale tym razem wybrałem kierunek południowy: Dębinę, Starołękę, Czapury i Wiórek. Tak zrobiłem. Tam też była miazga, ale w głowie rychły finisz, więc jakoś lżej.
O, oto dowód na to, że delikatnie dmuchało :) Ze szczegółami. Jednym słowem: reklama dźwignią orkanu.



Tu ledwo dokręciłem i postanowiłem wykonać nawrotkę.

Tu zaś już inny świat, ten z Dębiny...


...oraz Wiórka.


Postanowiłem podjechać sobie do Babek. I wrócić. To był chyba jedyny raz w życiu, gdy pod górę cisnąłem szybciej niż w dół :) A przy okazji udało się uchwycić Windowsa XP chyba najlepiej w historii :)

Dumny jestem z siebie. Mogło nie być nic, potem pojawił się glut, a finalnie wyszedł jedyny słuszny dystans. Co nie było ani łatwe, ani specjalnie przyjemne.
Nie mogło zabraknąć atrakcji. Tu zostałem strąbiony przez jakiegoś półmózga, który nie odróżnia dopuszczenia od nakazu, jak to bywa w Luboniu...

...a w Czauprach wyprzedził mnie gazeciarz. Oczywiście otrzymał ode mnie porcję pozdrowień, ale o dziwo się zatrzymał, otworzył szybę i... przeprosił. I to szczerze. Wybaczyłem.
Zwierzaków nie było jak uchwycić, więc zaległe sikory...


...które są pretekstem do wklejenia filmiku. W końcu udało mi się bowiem zrobić kompilację kilku ujęć, które mam nadzieję pokażą, z jakiej odległości staram się robić zdjęcia (co łatwe nie jest bez statywu). I przy okazji dać jakieś pojęcie o Kodaku.
- DST 57.50km
- Czas 02:12
- VAVG 26.14km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 195m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Popsujka
Piątek, 18 lutego 2022 · dodano: 18.02.2022 | Komentarze 14
Dzisiaj znów pojawiło się słońce. Zgłupieć można. Miało lać. W sumie za tę pomyłkę jednak się nie obrażam.
Gorzej z wiatrem - tu się wszystko sprawdziło. Niestety. Na szczęście na ten jeden dzień podmuchy TROCHĘ zelżały, co oznacza, że zatrzymywało mnie w miejscu, ale jednak dało się pełzać do przodu :)
Wyjazd poranny, na zachodnie pola. Trasa: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Znów w Lisówkach było pięknie.
Niestety, popsułem sobie humor, bowiem pola na zachodzie zostały zaatakowane przez pracowników Geofizyki Toruń, którzy zasłynęli w tamtym roku poszukiwaniami czegoś tam na terenie rezerwatu w Krajkowie. Nie omieszkałem zapytać - tym razem zabrali się za eksplorację moich objazdówek i szukają gazu oraz ropy. Co to oznacza? Brak zwierzaków, które na długi czas się wystraszą i odzwyczają bywać tam, gdzie robiły to do tej pory, oraz - mam nadzieję, że nie - dewastację terenu. Życzę, żeby nic nie znaleziono, bo człowiek to największy destruktor świata i niech chociaż te rejony sobie darują. A że są z Torunia, to mam alternatywę - podkopy pod ojcem Tadziem, najlepiej dokładnie tam, gdzie ta jego świątynia przypominająca cyrk, z Wielkopolski won!
Tak więc animalsowo skromnie. Wszystko z daleka. Kruk...

...oraz sarenki przed Plewiskami.

Rzadko chwalę wiatr, ale za tę inicjatywę wielkie brawa :) Każda rozwalona ambona cieszy niezmiernie.
Oczywiście średnia tragiczna. No ale cudów być nie może przy takich powiewach.
Przed pracą jeszcze krótko z Kropą na Dębinę. Tam wciąż klimatycznie. 
Dojazd do roboty Czarnuchem.
- DST 32.10km
- Czas 01:17
- VAVG 25.01km/h
- VMAX 43.60km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 125m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glutozaskok
Czwartek, 17 lutego 2022 · dodano: 17.02.2022 | Komentarze 12
Nie powiem, był rano zaskok. Bowiem zamiast ulewy przywitało mnie rano słońce. Szok.
Oczywiście był to jedynie błąd w systemie udupiania rowerzystów. Byłem świadom, że sytuacja prędzej czy później wróci do pogodowej "norny", zapobiegawczo więc nie nastawiałem się na coś więcej niż glut. I dobrze zrobiłem.
Kolejnym elementem, który dziś rządził, był wiatr. Można sobie robić podśmiechujki, że mi zawsze wieje, ale akurat Wielkopolska była regionem, gdzie orkan najbardziej dał się we znaki, więc... wypraszam sobie jakby co :) Jednym krótkim zdaniem: po prostu była rzeźnia.
Nie chcąc tracić okazji do zdjęć z osłonecznionej Dębiny, najpierw wybrałem się do lasu i zdążyłem jeszcze złapać promienie,



Potem pokręciłem w kierunku Lubonia. Gdybym nie zjechał przy barakach na Opolskiej na chodnik z dopuszczeniem, śmiało mógłbym robić to kraulem :)
No a potem zawisło zło nad złem, czyli ciemne chmury nad Luboniem.
Co prawda jeszcze na chwilę wyszło słońce, w idealnym momencie, czyli przy ulubionym widoku za Komornikami i Szreniawą, a przed Rosnowem...
...ale już wiedziałem, że nie ma co ryzykować. Nawrotka przez Komorniki oraz Plewiska i do domu. Tak wyglądało niebo na wysokości Szacht:
...a lunęło trochę po tym, gdy wróciłem do domu. Co prawda potem przestało, ale i tak już byłem w trakcie spaceru do pracy. Przy okazji przetestowałem z dość daleka zoomna na siedzibie jedynego słusznego poznańskiego klubu, czyli Warty :)

- DST 56.60km
- Czas 02:09
- VAVG 26.33km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 167m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pół końca
Środa, 16 lutego 2022 · dodano: 16.02.2022 | Komentarze 34
Okazało się, że koniec świata spóźnił się o jeden dzień. Dzisiaj było takie pół końca :)
Ze zdziwieniem przyjąłem poranny brak opadów. Miało lać, a było sucho. Plusik. Jednak na wszelki wypadek tak zaplanowałem wypad, żeby w razie "w" zawrócić - planem minimalnym był glut, a jeśli uda się coś więcej, to będzie to moje. Uprzedzając fakty - udało się.
Wiatr wzmagał się z każdą minutą, więc walka była z góry skazana na porażkę. Nie spieszyłem się w związku z tym. Na pierwszy rzut poszła już jakiś czas nienawiedzana trasa przez Las Dębiński, Starołękę, Minikowo i Czapury do Wiórka, gdzie zatrzymałem się przy punkcie widokowym na WPN.

Z daleka udało mi się, ledwo bo ledwo, ale jednak, uchwycić samca nurogęsi.
Miałem jechać dalej, ale zakwitło tam wahadło, więc zamiast czekać postanowiłem się cofnąć do Czapur i pojechać do Babek. A tam... hm.
To powyżej to budowa kanalizy, jak doczytałem. Planowane zakończenie robót - sierpień. 2023! No szlag :/
Oczywiście nie wracałem swoimi śladami, tylko dotarłem do Daszewic, gdzie zawróciłem, wcześniej jeszcze focąc alejkę, będącą główną ulicą wsi. Kojarzy mi się ona z typowymi wiochami z województwa łódzkiego - ten sam niski typ zabudowy, liche drzewa, skarby na podwórzach typu rozwalające się studnie. Ma to swój klimat.

Z Babek skierowałem się na poznańską Głuszynę, gdzie spędziłem chwilę w oparach moczarów :)




Zaczynało się chmurzyć, więc zgodnie z założeniem wróciłem przez Minikowo do Poznania, tym razem zatrzymując się już na Dębinie.
Dla kontrastu - fotka z dzisiaj...
...i wczoraj.
Kilka różnic można znaleźć :)
Pod domem stwierdziłem, że raczej niebo mi na głowę nagle nie spadnie, dokręciłem więc do pięciu dyszek, jadąc w wersji tam i z powrotem odcinek: Dębiec - Świerczewo - Szachty - Autodrom - Luboń - Komorniki - Wiry.
Potem ogarnąć się i do pracy, już Czarnuchem. A po południu pogoda skopała się już kompletnie i tak zostanie przez najbliższe kilka dni :(
- DST 62.10km
- Czas 02:20
- VAVG 26.61km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 133m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ostatki
Wtorek, 15 lutego 2022 · dodano: 15.02.2022 | Komentarze 8
Ostatni pogodowo godny (jak na luty) dzień niestety już za mną. Szkoda. Od jutra wiatry, deszcze i co tam jeszcze... :/
Dzisiaj było jeszcze całkiem w miarę. Co prawda w nocy padało, ale nad ranem pozostało już jedynie mokro na drogach, a im później, tym bardziej się wypogadzało. Do tego stopnia, że wizualnie znów zrobiło się prawie wiosennie, a po niebie zaczęły latać malownicze baranki.
Wciąż wiało solidnie, więc nie poszalałem. Zresztą na mojej polnej, zachodniej trasie jest to średnio możliwe. Wykonując wariację: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań wiem, że będę cierpiał. Ale są inne wartości, które mnie tam ciągną :)
O, takie na przykład jak widok z Lisówek:
Lub na przykład odcinek Dopiewiec - Konarzewo:
W Gołuskach taka oto sytuacja:
Ale spokojnie, spokojnie, nic się nie stało, to jedynie ustawka :) Czyli spotkania BS-owca na rowerze z BS-owcem z pracy. W aucie bowiem siedział Jurek, który jakimś cudem mnie wypatrzył i zatrzymał się na chwilę pogadać. Miło było, szkoda, że krótko - musiałem do pracy. Dostałem nawet ofertę podwózki, ale akurat miałem wyjątkowo wiatr w plecy, więc nie skorzystałem :)
No i jeszcze zwierzaki. Sarenki z Konarzewa jak widać nauczyły się bezstresowo żyć niedaleko ludzi...


...natomiast kruk z Trzcielina już mniej :)

Do roboty Czarnuchem. Przez Dębinę, a jak :)
- DST 62.70km
- Czas 02:19
- VAVG 27.06km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 142m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wciąż wiosna tej zimy
Poniedziałek, 14 lutego 2022 · dodano: 14.02.2022 | Komentarze 10
No proszę. Chwilowa wiosna tej zimy trwa. Jak na moje może tak zostać. Ale tak dobrze jak wiemy nie ma.
Dzisiaj co prawda już tak fajnie jak wczoraj nie było, bo wiało mocniej i mniej sprawiedliwie, ale mimo wszystko było godnie. Szkoda tylko, że musiałem wyjechać rano, przez co nie skorzystałem z popołudniowej sympatycznej temperatury, choć i tak jak na luty nie narzekam. A słońce to w ogóle wydarzenie miesiąca :)
Duło z południa, tamże się udałem, na jedną z ulubionych pętelek - z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Żabinko, Żabno, Baranowo, Sowiniec, Mosinę, Puszczykowo, Łęczycę i Luboń do domu. A potem już - po ogarnięciu się - Czarnuchem do pracy.
Odwiedziłem "swój" las między Żabnem a Baranowem. Piękny jak zwykle i jeszcze stoi, choć Lasy Państwowe ewidentnie starają się to zmienić, co widać po koleinach od ciężkiego sprzętu.


Po przejechaniu zakrętasami...
...dotarłem do pól, gdzie zazwyczaj czaję się na ptactwo. Aktualnie są pięknie pozalewane, co cieszy łabędzie, ale też mnie, bo to oznacza, że raczej nigdy nie pojawi się tam deweloperka.



Przy okazji chyba widziałem kotka :) To znaczy na pewno, ale za daleko był do próby namówienia na głaskanie.
Trafiły się również żurawie...

...oraz odpoczywające w oddali sarenki.
Jeszcze motyw z Dębiny...
...i dojazdu do pracy. Pani ewidentnie roweru zapomniała :)






