Powtórkowo-rozrywkowo
Niedziela, 18 lutego 2018
· Komentarze(7)
Generalnie
dzisiejszy wyjazd to powtórka z rozrywki. Bardzo niskich lotów, ale
jednak jakiejś tam rozrywki. Wyruszyłem tak jak ostatnimi czasy z
musu przed pracą dość wcześnie, bo po ósmej rano (wiem, wiem,
dla niektórych to środek dnia, ale u mnie najlepsza pora na
spanie), co ma swoje plusy (w weekendy mały ruch), ale śliskie
drogi sponsorowane przez noce przymrozki to przyjemność
zdecydowanie średnia. Zresztą temat opisuję w tym roku dość
namiętnie, więc nie będę się powtarzał – grunt, że dzięki
dobrej koordynacji i ostrożnego kołowego stąpania po przeróżnych
atrakcjach typu ronda czy co ostrzejsze zakręty, nie musiałem
zaznajamiać swoich zębów z podłożem.
Trasa dzisiejsza to z okazji północno-zachodniego wiatru najpierw kilkanaście kilometrów po na czerwono świecącym Poznaniu (Dębiec – Górczyn – Golęcin), potem już bardziej przejezdnymi opłotkami (Strzeszynek – Psarskie – Kiekrz – Rogierówko), następnie odcinek-koszmarek z Sadów przez Lusowo do granic Zakrzewa, a końcówka to całkiem sympatyczne kręcenie z fragmentem powiewu w plecy między Wysogotowem, Skórzewem, Plewiskami i domem. Finalnie wyszło powolutku, ale z zaliczeniem najlepszego na świecie dystansu :)
Ścieżka przy Koszalińskiej świeci. Nie tylko lekko już schnącym przymrozkiem, ale i przykładem, jak powinno się robić DDR-ki.

Tu (czyli przed Sadami) natomiast brutalny powrót do polskich realiów. Pół drogi z górzystego szutru, pół to wciąż strasząca zemsta Adolfa, a na horyzoncie droga dla rowerów nad trasą szybkiego ruchu, oczywiście położona tylko po jednej stronie wiaduktu.

Na deser wiatrak w Rogierówku. Sądząc po reakcjach czworonogów o rozmiarach XXL, gdyby nie płoty oraz inne obwarowania, również mógłbym skończyć jako smakowity kąsek :)

Trasa dzisiejsza to z okazji północno-zachodniego wiatru najpierw kilkanaście kilometrów po na czerwono świecącym Poznaniu (Dębiec – Górczyn – Golęcin), potem już bardziej przejezdnymi opłotkami (Strzeszynek – Psarskie – Kiekrz – Rogierówko), następnie odcinek-koszmarek z Sadów przez Lusowo do granic Zakrzewa, a końcówka to całkiem sympatyczne kręcenie z fragmentem powiewu w plecy między Wysogotowem, Skórzewem, Plewiskami i domem. Finalnie wyszło powolutku, ale z zaliczeniem najlepszego na świecie dystansu :)
Ścieżka przy Koszalińskiej świeci. Nie tylko lekko już schnącym przymrozkiem, ale i przykładem, jak powinno się robić DDR-ki.

Tu (czyli przed Sadami) natomiast brutalny powrót do polskich realiów. Pół drogi z górzystego szutru, pół to wciąż strasząca zemsta Adolfa, a na horyzoncie droga dla rowerów nad trasą szybkiego ruchu, oczywiście położona tylko po jednej stronie wiaduktu.

Na deser wiatrak w Rogierówku. Sądząc po reakcjach czworonogów o rozmiarach XXL, gdyby nie płoty oraz inne obwarowania, również mógłbym skończyć jako smakowity kąsek :)










































