Troglopaniusiom za kierownicami mówię stanowcze NIE!

Poniedziałek, 10 marca 2014 · Komentarze(0)
Po kilku dniach normalności wracam do stałego cyklu, czyli przede mną sześć dni w robocie. No i w związku z tym konieczność wyruszenia o 8 rano - jeszcze trzymał delikatny mrozik, ale już z tendencją do przyzwoitej temperatury.

Wiatr wiał "boczno", czyli zarówno bocznie, jak i mocno. Prawa autorskie do neologizmu zastrzeżone :) Jedynym godnym wzmianki zdarzeniem (a prawie zderzeniem) była mijanka na pustej prostej drodze koło Wiórka, gdzie jakaś tępa, potraktowana przez wrednego fryzjera na łbie trwałą paniusia stwierdziła, że wyprzedzi traktor dokładnie w momencie, gdy ja będę jechał koło niego po drugiej, przeciwnej stronie. Minęła mnie dosłownie na centymetry, spychając na pobocze. Żałowałem,jedynie że nie miałem dziś kamerki oraz że nie miałem na tyle refleksu, żeby wyciągnąć rękę na poziomie lusterka. Za to troglopaniusia otrzymała solidną wiązankę, zupełnie niezwiązaną z niedawnym dniem kobiet :) No nic, nie będę się tu wypowiadał na temat kobiet za kółkiem, ale na szczęście zawsze patrzę najpierw za kierownicę i zachowuję podwójną ostrożność. Dziś się opłaciło.

Bo danie po poście smakuje najlepiej :)

Niedziela, 9 marca 2014 · Komentarze(2)
Tytułowy post to oczywiście wypad do Krakowa z okazji (CENZURA) lat ukończonych przez moją Małżonkę. Choć może w związku z tym za post to bym tego wyjazdu nie uznał, bo nie brakowało niczego... prócz roweru :) Na szczęście pogoda była w Małopolsce raczej barowa, więc dużo pochodziliśmy (m.in. zdobyty został Kopiec Kościuszki), a rowerzystów było na tyle mało, że nie miałem morderczych myśli wobec nich za to, że oni mogą, a ja nie :) Poniżej zdjątko z zachmurzonym widokiem z Kopca.



Powrót do Poznania stał się faktem. Dziś ruszyłem wcześnie z rana, lekko mając obawy czy pamiętam o co w tej całej zabawie z dwoma kółkami i pedałami chodzi. Pamiętałem. Dystansik dla mnie klasyczny, pięć dych pyknęło przy w miarę pustych niedzielnych drogach, wiaterek miał być słaby, a wiał całkiem zacnie. Na nawrocie w Sulejewie (dużo zaległości w domu, więc nie planowałem dalej) miałem jednak i tak średnią 29 km/h, więc postanowiłem docisnąć do czegoś w miarę przyzwoitego - i chyba się udało. Rowerzyści wykwitli na całej trasie jak radosne muchomorki po deszczu - aż momentami było mi za tłoczno. Jednak nie było ani jednej jednostki, która by nie odmachała - to zdecydowany plusik w temacie kulturalnej edukacji w naszym kraju :)

Fajnie wrócić do żywych!

Wietrzna rzeź przed urlopem

Wtorek, 4 marca 2014 · Komentarze(0)
Jako że od wczoraj pozostaję w stanie egzystencjalnym dość żywiołowego truchła, to żeby utrzymać klimacik postanowiłem odkurzyć lekko zapomnianego już rumaka apokalipsy, czyli crossa.

Oj tak, to była prawdziwa apokalipsa. Raz, że po kilku dniach na szosie poczułem się po ruszeniu taką kobyłą jak dumny laureat konkursu na Przedszkolaka Sezonu, który w nagrodę otrzymał karnet na kursik Rudym 102, a dwa że pogoda też postanowiła być mistyczna i znów zafundowała mi jedenastą plagę egipską (gorszą plagą jest tylko ta szósta, czyli wrzody), zwaną roboczo "Wiatr Mocno w Ryj". Oj, ciężko było :)



Szkło w Krzesinach jak leżało tak leży. Jest jedynie lekko rozjeżdżone przez przypadkowych rowerzystów.

A teraz - do końca tygodnia - wyjazd, więc żegnam się (w imię ojca...) z rowerem na kilka dni... Na szczęście też - po 8 dniach non stop - odpoczynek od pracy.

Wiatr upierdliwy boczny

Poniedziałek, 3 marca 2014 · Komentarze(0)
Pogoda zaczyna się lekko kopać, ale dziś jeszcze bez opadów, więc udało mi się znów wyrwać na te niecałe dwie godzinki przed pracą. Za to zabił mnie paskudny boczny wiatr, więc aktualnie informuję, że nie żyję do odwołania :)

Pojechałem przez Mosinę i Rogalin do Mieczewa, pierwotnie miałem zamiar wracać przez Czapury i Starołękę, ale w porę sobie przypomniałem jak ta ostatnia wygląda w dni robocze i postanowiłem wrócić tą samą drogą. Wyszła na mapce zgrabna "L"-ka. Kibiców Lecha proszę o niewybijanie mi szyb z tego powodu :)

Średnia przez ten wspomniany boczny kierunek wyszła "taka se".


2 godziny przyjemności i znów kierat

Niedziela, 2 marca 2014 · Komentarze(2)
Bez zbędnego rozpisywania się - niedziela w pracy, jedyna szansa na rower to jak zwykle godziny poranne. Kursik przez Starołękę (o dziwo dziś pustą) przez Koninko, Tulce i do Gowarzewa, a następnie nawrót. 

Za piękna ta zima mi się wydaje, żeby była prawdziwa :)



A w pracy pozwalniały nam się z sześcioosobowego zespołu dwie jednostki - zapowiada się ostry zapieprz, bo we czwórkę musimy ogarnąć to, co robiła szóstka. Ciężkie czasy dla rowerka się zapowiadają, tym bardziej, że od środy znów kierunek Kraków na kilka dni - zupełnie bezbicyklowy wyjazd.

Mąka mąka mąka

Sobota, 1 marca 2014 · Komentarze(2)
Jak zwykle dziś praca i jak zwykle trzeba było wcześnie wstać, żeby zaliczyć obowiązkową poranna rundkę. Po spojrzeniu za okno pierwsze co ujrzałem to.. mąka. A w sumie gęsta mgła, która utrzymywała się praktycznie do połowy treningu. No ale cóż, twardym trzeba być, nie miętkim - ruszyłem. Nauczony doświadczeniem nie zaufałem też pierwszej z brzegu prognozie pogody i sprawdziłem cztery różne. Wyszło.. pół na pół jeśli chodzi o kierunek wiatru - jakby zsumować to wyszłoby, że jest on.. północno-południowy:) a realnie okazał się wschodni z wszelkimi możliwymi odchyłami, ale o tym przekonałem się dopiero patrząc na łopoczące flagi po drodze.

Ruszyłem więc przez całe miasto (jak my to lubimy) i po 10 kilometrach wojny ze światłami i unikaniem ścieżek wyjechałem dłuuuuga prostą, czyli wyjazdówkę na Warszawę. Wiaterek się wzmagał, ale schowałem się sprytnie za baranka i dopedałowałem do Kostrzyna, gdzie zawróciłem i od tego momentu wiaterek albo mi pomagał albo owiewał pysk z boku. Chrapka była na średnią w okolicach 31, ale powrót przez miasto zredukował jak zwykle marzenia.

W Antoninku zauważyłem, że zniknęło wielkie logo Volkswagena, które tam od zawsze górowało i - nie powiem - wywoływało pewne skojarzenia, nie wiem czy tylko we mnie. Może to tylko mój umysł kojarzy wielką fabrykę z kominem oraz niemieckie logo jako groźne :) a czemu zniknęło? Nie wiem.

Na koniec chwila abstrakcji, związanej z dzisiejszym mgielnym motywem przewodnim. No to... mąka mąka mąka :)

http://www.youtube.com/watch?v=sq47NshNKXQ

Przyzwoita średnia z F-16 w tle

Piątek, 28 lutego 2014 · Komentarze(0)
Ledwo udało mi się wyzdrowieć (potwierdziło się, że dzięki jeździe na rowerze, bo przez dwa dni bez niej smarkałem i kasłałem na potęgę), wzięło mnie jakieś przemęczenie. Nie ma co ukrywać - jestem w trakcie 8-dniowego maratonu w robocie, dopiero półmetek, a ja wczoraj poszedłem spać o 22. Co ostatni raz zdarzyło mi się chyba w czasach, gdy na blat od stołu zerkałem od dołu :)

No ale dzięki temu, że się wyspałem dziś miałem trochę sił, żeby przydepnąć. Wiatr nie był zły, około 10 km/h, głównie boczny, ale taki dobrze współpracujący. Dzięki temu na połowie dystansu, w Sulejewie, miałem średnią 30 km/h, czyli jak na tę bardziej męczącą część całkiem ok. Miałem smaka na jakieś fajne podmuchy z tyłu przy powrocie, ale niestety boczny kierunek się ustabilizował. Ale i tak udało się dobić te 31 na godzinę, tzn byłoby lepiej, gdyby nie stanie na permanentnie zamkniętym przejeździe kolejowym w Łęczycy oraz masakryczny korek na estakadzie nad A-2, przed samym wjeździe do Poznania. Tu po raz pierwszy dziś zmuszony zostałem do zjechania na ścieżkę, bo do tej pory udawało mi się tego skrzętnie unikać. Znów te problemy ze wzrokiem :)

Także pod sam koniec usłyszałem znajomy dźwięk, będący przekleństwem Krzesin i całej południowej części miasta, czyli grzmot, jakie wydają F-16-tki. Dziś po raz pierwszy mogłem podziwiać je w całej okazałości - tak nisko lecących nie widziałem jeszcze nigdy, zawsze była to jakaś kropka ze skrzydełkami na niebie, a tu piękny brzuszek, zacna linia - no no, robią wrażenie Chyba też na moich słuchawkach, teraz już świętej pamięci, bo w tym samym momencie jedna mi padła. Przypadek? :)


Deja vu polskiej rzeczywistości

Czwartek, 27 lutego 2014 · Komentarze(2)
To nie tak, że dopadł mnie jakiś sklerotyczny Parkinson i wklejam zdjęcie z treningu sprzed dwóch dni. To tutaj jest dzisiejsze. Łęczyca. 35 km/h to prędkość, podczas której moje koła napotkały ten sielski, polski widoczek. Na szczęście i o dziwo - bez ofiar. Ale to już w sumie nudne się robi. Może po prostu budujmy ścieżki od razu ze szkła?

A sam trening miał dwie wady - południowo-wschodni wiatr, wcale dziś nie silny, ale o tyle problematyczny, że nie ma z południa Poznania drogi, która by szła dokładnie w tym kierunku. A tak lubię jeździć najbardziej - połowę pod wiatr i powrót z przyjemnym podmuchem w plecki. No więc musiałem kombinować i wyszło na to, że w sumie praktycznie wciąż czułem boczny podmuch. Druga wada - ta cholera Starołęka. Pisałem już kilka razy o tym wąskim gardle miasta (na wykresie z Endomondo to te "górki" pod koniec), ale wciąż mnie zadziwia bezczelność kierowców parkujących i wyjeżdżających z każdego kierunku jakby na ślepo oraz tępota pieszych, którzy uznają całą szerokość ulicy za nienarysowane przejście. A skoro nim jest to po co patrzeć czy coś nie nadjeżdża?

Pozytywne jest za to jedna rzecz - znów dziś odbył się trening :) dwa dni chodzenia po 5 km w tę i z powrotem do pracy skutkowały tylko nienawistnymi myślami wobec mijających mnie rowerzystów. Czego się wstydzę :)


Szklana pułapka - część kolejna, czyli o polskich ścieżkach

Poniedziałek, 24 lutego 2014 · Komentarze(1)
Ja rozumiem, że dla służb miejskich konieczność budowania ścieżek rowerowych to przykra konieczność. Ja wiem, że to upierdliwe, bo jak już się wybuduje te 200 metrów asfaltu, który kończy się w polu, to i tak trzeba się tym zajmować. Ale - do cholery - jak już coś takiego powstało to niech raz na dwa dni ktoś się pojawi, zobaczy w jakim stanie się te wypierdki na miejskim organizmie znajdują, a nie zapomina, a ty rowerzysto się martw, kombinuj, walcz o przetrwanie!

Skąd moje rozgoryczenie? Stąd:

I stąd:

Oto dwa kawałeczki ścieżki w poznańskich Krzesinach, zaraz przy szkole. Dawno tędy nie jeździłem, ale mam już zainstalowany radar w temacie jazdy w tym miejscu i na szczęście zdążyłem zahamować. I przejść całą (CAŁĄ!) ścieżkę dźwigając rower na ramieniu. Nie wiem jak długo to szkło tu leży, ale mogę się założyć, że nie od dziś. Starałem się jakoś to uporządkować, ale się poddałem - za dużo tego, praktycznie na całej długości.

Przy okazji, już abstrahując od służb porządkowych - jakim trzeba być imbecylem, żeby porozwalać szkło na takiej przestrzeni? I to w miejscu, gdzie na 100% pojawią się istoty najbardziej narażone na skutki najechania na nie, czyli rowerzyści? Brak mózgu od jakiegoś czasu uznaję za nierozerwalną cechę znacznej części naszych rodaków :/

A sama trasa ciekawa - z Poznania przez Krzesiny, Tulce, Szczodrzykowo, Szczytniki i Starołękę. Ale po powyższych przygodach jakoś średnią miałem motywację do bicia rekordów, pojechałem spokojnie, tym bardziej, że silnie wiało.

A na koniec jeszcze jeden smaczek-zagadka. Jeśli remontuje się latarnie to gdzie nasze kochane dziubaski zajmujące się tego typu rzeczami na 100% zaparkują swoje opancerzone pojazdy? Pewnie zgadliście, ale tu na wszelki wypadek zdjęcie z odpowiedzią:

Teraz dwa dni odpoczynku od roweru - praca na rano. Po dzisiejszym dniu jest mi to potrzebne, nerwy i psychikę muszę ukoić :)

Na czosnkowym dopingu :)

Niedziela, 23 lutego 2014 · Komentarze(5)
Wbrew logice (a może właśnie z nią zgodnie?) i - tym bardziej - wbrew podszeptom Żony postanowiłem, że skoro jestem przeziębiony, a na dworze pięknie świeci słońce to więcej łyknę go na trasie niż przez okno. Na śniadanko napchałem się masy czosnku i już mi się morda śmiała na myśl, że dziś będzie np. jakaś zmasowana akcja kontroli rowerzystów i będę musiał chuchnąć jakiemuś umundurowanemu jegomościowi. No niestety, akurat dziś nie miałem okazji zabić oddechem żadnego policjanta :)

Zaopatrzony w chusteczki ruszyłem. Zamiarem miała być oczywiście pięćdziesiątka (w takim stanie nawet nie myślałem o większej kilometrówce), pierwotnie w postaci kółeczka - przez Komorniki do Stęszewa i powrót przez Mosinę. Jednak na tyle dobrze jechało mi się drogą 261, że postanowiłem nie skręcać, tylko jechać prosto do Zamysłowa i wrócić tą samą trasą. Oczywiście W OGÓLE nie widziałem nakazu jazdy "ścieżką" i zakazu jazdy szosą w Stęszewie. Eh, oczy już nie te, starość nie radość :)

Zauważyłem, że chyba zaczął się już ten mityczny "sezon". Napstrzyło się od sapiących, wolno jadących i co najważniejsze - w ogóle niewiedzących o co chodzi z tym dziwnym odmachiwaniem na pozdrowienie istot. Jest luty, więc i tak dobrze, że mają okazję zażyć kawałka sportu, ale ja już tęsknie za klimatami z temperaturą w okolicach zera. Jakoś tak sympatyczniej było na trasach, współcierpienie w końcu budzi pozytywne uczucia :)

Średnia wyszła w końcu ok. A ja póki co czuję się lepiej. Mówiłem, że pomoże :)

Aha, skończyłem słuchać trylogię "Millenium" Larssona. Szkoda, będzie mi brakowało bohaterów, czyli moich towarzyszy od jakichś trzech miesięcy...