Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 250394.13 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.44 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 814121 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 53.30km
  • Czas 01:42
  • VAVG 31.35km/h
  • VMAX 43.20km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Podjazdy 152m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

W sumie fajnie :)

Niedziela, 28 września 2014 · dodano: 28.09.2014 | Komentarze 3

Jak to u mnie - jeśli jest niedziela to w 87,98% będę w pracy. Kapitalizm zrobił ze mnie współczesnego niewolnika, który musi zaspokajać ludzką weekendową próżność - cóż, sorry, takie mamy czasy :/ Dziś na 12-tą, więc musiałem wstać dość wcześnie, żeby pozwolić sobie na komfort jazdy rowerem. W sumie nawet nie było z tym problemu, bo nasze kochane państwo zafundowało mi budzenie w postaci lecących nad Dębcem dwóch myśliwców F-16. O 7 rano. Tak sympatycznie. Kto miał tę przyjemność słyszeć dźwięk tych cudeniek w bliskiej odległości wie jak skuteczny to budzik...

Za to jechało mi się dziś wyśmienicie. Wiatr już spokojniejszy niż ostatnio, do tego z południa i zachodu i fajny chłodek - yammi :) Na samym początku, w Luboniu, wyskoczył mi zza pleców jakiś kolarz (pozdrawiając, więc plusik) na szosie, która moim niewprawionym okiem kosztowała kilka grubych tysiaków. Posiedziałem mu chwilę na kole i stwierdziłem, że dam zmianę, bo demonem prędkości nie był - a gdy to się stało okazało się, że kolega chyba nie ogarnął tematu, bo został daleko w tyle. Jednak sam rower nie załatwia sprawy :)

Podjechałem sobie przez Mosinę i Iłówiec do Starego Tarnowa, gdzie zawróciłem tą samą trasą. Pomiędzy tymi ostatnimi miejscowościami zaczęła powstawać ścieżka, o dziwo z asfaltu, ale to koniec pozytywów. Bo droga oczywiście robiona jest tylko w jednym kierunku, z koniecznością przejechania na drugą stronę. Już oczyma wyobraźni widzę swoją przyszłą wojnę z kierowcami - BO PRZECIEŻ TAM JEST ŚCIEŻKA! I po klaksonie :)

Aha, a średnia wyszła nawet ok.




  • DST 56.45km
  • Czas 01:51
  • VAVG 30.51km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 178m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Krótko i wietrznie

Sobota, 27 września 2014 · dodano: 27.09.2014 | Komentarze 4

"Wiatr słaby i umiarkowany" - tak brzmiała wczorajsza prognoza pogody na dziś. Jeśli tak było to boję się jaki będzie ten silny wiatr :) Znów mnie zmasakrowało na otwartych terenach, ale mimo wszystko jechało się w miarę, bo cieplutko jak na końcówkę września, nie padało, a do tego Poznań jakiś taki dziwnie przejezdny (czyli stałem na połowie świateł, a nie na wszystkich, jak to bywa zazwyczaj).

Trasa zgodnie z kierunkiem wiatru (teoretycznym), czyli na północny zachód, przez Strzeszynek, Kiekrz, Rokietnicę i powrót przez Mrowino, Napachanie i Przeźmierowo. Jak wytłumaczyć to, że flagi pokazywały w drugiej połowie, że powiew mi sprzyja, a w tym samym czasie wiatr niemal mnie zatrzymywał w miejscu - ponownie wyjaśnić nie potrafię. No ale cóż, nikt nie mówił, że w tej zabawie z pedałami nie będzie bolało :)




  • DST 52.00km
  • Czas 01:44
  • VAVG 30.00km/h
  • VMAX 43.00km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 210m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Komor-nici

Piątek, 26 września 2014 · dodano: 26.09.2014 | Komentarze 0

Właściwie to powinno być Komorniki, ale tytułowy neologizm jest jak najbardziej uzasadniony, gdyż właśnie przez ponad kilometr korka złożonego w 90% z TIR-ów nici zostały z dobrej średniej. A wcale nie jechało mi się źle – mimo chłodku i jak zwykle wariującego wiatru zapowiadało się dobrze na „samochodzikowo-rybkowej” trasie przez Plewiska, Dopiewo, Trzcielin i Szreniawę – do czasu Komornik. W sumie mój błąd, bo dziś nie chciało mi się robić objazdu i zostałem skarcony. Skończyło się ledwo wywalczonymi trzema dychami.

Z dzisiejszych atrakcji wart wspomnienia jest troglodyta o aparycji menela, z obowiązkową czapeczką, znaną nam z wildeckich czy jeżyckich podwórek. Nie wiem kto kretynowi dał prawo jazdy, do tego możliwość sterowania vanem, ale fakt jest faktem, że w Palędziu na skrzyżowaniu na bezczela wepchnął mi się z podporządkowanej. Z natury jadę zawsze pewnie i nie pozwalam na takie zachowania, było też tak dziś, więc bezmózg musiał skorygować swój manewr i miałem okazję spojrzeć mu w pysk – a ten jeszcze śmiał mi się odszczeknąć!

A po południu, korzystając z wolnego dnia, postanowiłem znów zaspokoić swój głód lasu oraz złapać jeszcze ostatnie momenty zieleni i dołożyłem jeszcze nigdzie nieewidencjonowaną dyszkę na crossie po Dębince, tempem całkowicie spacerowym. Wybrudziłem się i usyfiłem błotem przy tym strasznie, ale cieszyłem się z tego jak dziecko :)





  • DST 52.35km
  • Czas 01:43
  • VAVG 30.50km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 159m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Tapiry barwy blond

Czwartek, 25 września 2014 · dodano: 25.09.2014 | Komentarze 0

Jako wybitny "miłośnik" siadających za kółkiem pań w średnim w wieku z tapirem na głowie w kolorze blond, praktycznie już od momentu gdy zamknąłem dziś za sobą drzwi klatki schodowej miałem dzień ustawiony. Bo pierwsze co zauważyłem to taki właśnie tapir pędzący pod prąd Astrą (chyba) jedną z jednokierunkowych wąskich uliczek na Dębcu - oczywiście wzrok skupiony na jednym punkcie, boki i znaki nie istnieją - królowa szosy jedzie przed siebie, być może analizując nową fryzurę lub pedicure. W sumie nawet lubiłbym takie indywidua, gdyby nie zagrażały reszcie ludzkości :)

Po upewnieniu się, że nie jedzie za nią jakaś bliźniaczka mogłem ruszać, mijając remont na Czechosłowackiej - trzeba przyznać, że póki co mimo moich obaw nie ma tragedii. W planach był dziś "kondomik", ale pomny wczorajszej walki z  remontami w Luboniu lekko go zmodyfikowałem jadąc przez Wiry i tamtędy dojeżdżając do Łęczycy. Potem już klasycznie: Mosina, Łódź, Stęszew i powrót przez Komorniki, które - zakorkowane jak zwykle - też sprytnie ominąłem wymyślonym objazdem. Delikatnie kropiło i niedelikatnie wiało, ale jako taką średnią udało się zrobić.

A co na koniec? Tapir numer dwa - tym razem z komórką przy pysku próbujący wyjechać z podporządkowanej wymuszając pierwszeństwo - otrzymała ode mnie krótką informację na temat braku zawartości we łbie pomiędzy żuchwą a odrostami i z wymuszenia nici. Ale klamra mentalna z mojego dzisiejszego treningu w sumie wyszła nawet logiczna...




  • DST 54.10km
  • Czas 01:46
  • VAVG 30.62km/h
  • VMAX 51.10km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 149m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Chłodnik

Środa, 24 września 2014 · dodano: 24.09.2014 | Komentarze 3

Ja naprawdę lubię jak jest chłodno, jednocześnie nienawidząc upałów. Ale pięć stopni na plusie we wrześniu to nawet dla mnie delikatna przesada - a tyle było dziś rano za oknem. Cóż, ciepła bluza i dłuższe spodnie załatwiły sprawę, choć łapy mi zmarzły. Idą jesień i zima, oj idą - lecz jeśli będą takie jak w tamtym i tym roku to obiecuję nie narzekać :)

Zostało mi dziś dzięki południowemu wiatru darowane przepychanie się przez Poznań, choć jak jak zwykle swoje zrobiło miastowieś Luboń - obowiązkowo remoncik i ruch sterowany przez średnio ogarniętego dziadka trochę napsuły mi nerwów i średniej, tak samo jak dwa przejazdy kolejowe - przy tym drugim podczas powrotu już nie wytrzymałem i zamiast czekać na oko 10 minut przepchnąłem się przez centrum Lubonia k... (tu zamiast słowa "koło" ciśnie mi się pewien inwektyw) Poznania, gdzie jak sądziłem remont się skończył - tak, skończył się, ale teraz dziarsko zabrano się za remont remontu :)

A co do samej trasy to klasycznie przez Mosinę do Sulejewa. Wiatr szalał z zachodu na wschód, więc niewiele mi pomógł - nieważne, liczy się, że kolejne pięć dych udało się zaliczyć.

Dziś zobaczyłem, że stuknęło mi pięć tysięcy wejść na bloga - mało czy dużo nie mam pojęcia, ale miło, że ktoś czyta te moje przesycone żółcią wypociny :)




  • DST 56.25km
  • Czas 01:52
  • VAVG 30.13km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 126m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Elaboratu dziś brak

Wtorek, 23 września 2014 · dodano: 23.09.2014 | Komentarze 0

W tym miejscu pierwotnie planowałem napisać dłuższy elaborat na temat dzisiejszego kosmicznie męczącego wiatru, korków, stania na przejazdach kolejowych i objazdach. Ale zostałem tak zmasakrowany dziś w pracy głupotą naszych rodaków, że nie mam na to siły i napiszę tylko, że jechałem rano po mokrych jeszcze drogach przez cały Poznań, mając przed sobą tira z napisem "uwaga, zachodzi przy zakręcie" na każdych światłach - co on stał to ja też. Prędkość średnia 25 km/h moja na tym odcinku na rowerze i jego za kółkiem oddaje chyba jakość i komfort jazdy po mieście... Tragedia.

Potem trochę się odbiłem, ale różowo nie było. Bo już poza miastem:

No i tak to leci neverending story :)

Pozdro!




  • DST 53.00km
  • Czas 01:46
  • VAVG 30.00km/h
  • VMAX 49.20km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 88m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przewianko

Poniedziałek, 22 września 2014 · dodano: 22.09.2014 | Komentarze 1

Zerkając rano za okno i widząc krople deszczu oraz paskudnie silny wiatr myślałem, że Dzień bez Samochodu uczczę Dniem bez  Roweru. No ale jak ma się do roboty na 13-tą, Żona w pracy to nie ma bata - warunki mi niestraszne (nooo, w ramach rozsądku). Przestało w końcu kapać z nieba, więc po mocnej kawie decyzja - jadę, najwyżej mnie zleje. Jak się okazało zostało mi to oszczędzone, ale wiatrzysko zrobiło swoje - pierwszą połowę z dzisiejszej trasy (Skórzewo - Zakrzewo - Drwęsa i nazad) pokonywałem schowany szczelnie za barankiem i z myślami o tym, że jednak lemondka nie byłaby takim złym rozwiązaniem na jesień. Przewiało mnie koszmarnie, ale motywowałem się tym, że powrót na logikę musi być przyjemny, no bo skoro wieje w pysk w jedną, to będzie pomagał w drugą stronę. Jak zwykle okazało się to nieprawdą, cóż, nadzieja matką rowerzystów :) Miło było tylko kawałeczek na prostym kawałku między Drwęsą a Zakrzewem, a część pozostała to wietrzne kuksańce z boku, Do tego dziś chyba ustanowiono Dzień z Traktorem, bo korki z nimi związane spotkałem w czterech miejscach. Całość skończyła się ze średnią na poziomie wyrzyganej trzydziechy - dobrze, że choć tyle.

Pierwszy roboczy dzień remontu na Dębcu od rana o dziwo bez większych problemów. W sumie nawet dzięki zamknięciu Czechosłowackiej dla samochodów mam dla siebie całą szerokość asfaltu - tak by w sumie mogło zostać.




  • DST 52.20km
  • Czas 01:43
  • VAVG 30.41km/h
  • VMAX 52.10km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 71m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Między opadami

Niedziela, 21 września 2014 · dodano: 21.09.2014 | Komentarze 0

W końcu trafiła mi się wolna niedziela, więc zgodnie z żelaznymi zasadami pogodowymi od rana lało. Na szczęście jednak chyba i niebu znudziło się w końcu uprzykrzanie mi życia i się wypsikało między 10 a 11, więc za zgodą Instancji Najwyższej (Żony) mogłem ruszyć trochę później niż zazwyczaj. Jak przestało padać to zaczęło wiać, bo w końcu za pięknie być nie może, ale z dwojga złego niech będzie to. Kierunek wybrałem dziś zachodni, z początkiem na zamkniętym kawałku Czechosłowackiej. Jest on tak zamknięty, że samochody mkną nim aż miło na przełaj, nie wiadomo kto ma pierwszeństwo i w ogóle jest wesoło - prawdziwe Indie na południu Poznania :)

Potem po mokrym jeszcze asfalcie powoli pchałem się przez Skórzewo i Dąbrówkę do Dopiewa, następnie skręt na Więckowice i powrót 307-ką przez Wysogotowo. Na deser kawałek po Grunwaldzkiej - pierwotnie miałem nawet zamiar jechać po DDR-ze po jej południowej stronie, ale cóż - świeżo zakwitła w tamtym roku kostka i podjazdy na posesje co prawda przypomniała mi, że jestem w Polsce, a nie w Szwecji, która była u mnie na audiobooku, ale jakoś nie do końca zachęciła do skorzystania. Naprawdę kocham ten kraj - ulica remontowana w tym samym czasie, a w jednym kierunku zrobiona ścieżka z asfaltu, po drugiej - z koszmaru Bauma. Eh...




  • DST 52.60km
  • Czas 01:44
  • VAVG 30.35km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Podjazdy 100m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyspa Dębiec i koślawe "V"

Sobota, 20 września 2014 · dodano: 20.09.2014 | Komentarze 3

Czasem wydaje mi się, choć może zakrawa to na paranoję, że drogowcy czytają tego bloga. Moja opisywana tu często miłość do wszelakiej maści objazdów i remontów, które napotykam w najbardziej irracjonalnych miejscach, została w końcu ukarana. Remontem na Dębcu. Będą budować pod moim pyskiem rzecz faktycznie potrzebną, czyli tunel pod przejazdem kolejowym, przez który aktualnie potrafi przejechać nawet dziesięć pociągów na godzinę, blokując całkowicie ruch, tak samochodów, jak i pieszych czy rowerów. Wszystko fajnie, tylko że remont trwał będzie... ponad rok, do końca listopada 2015 r. Bosko. Do tego pod domem, który otoczony jest jednokierunkowymi, spokojnymi uliczkami, zainstalują mi przystanek autobusowy...

Remont ruszył dziś z kopyta. Co w polskim wydaniu oznacza, że zamknięto w weekend połowę ulicy Czechosłowackiej (tak, mamy w Poznaniu taką ulicę o ponadczasowej nazwie), zorganizowano objazdy, a robotników... brak. Pusto. Null. Zero. Cóż, chłopaki mają czas, już rozumiem założenia całej operacji... :) A że Dębiec stanie się na ten okres dojazdową wyspą, nooo, może półwyspem, to już inna sprawa.

Jak już minąłem objazd-widmo to zacząłem przebijać się przez poranną mgłę, dawno nie widzianą. Nie żebym tęsknił. Szybko jednak opadła i można było jechać w miarę bezpiecznie. Wiatr niezbyt silny, ale bez określonego kierunku, więc postanowiłem pokręcić trasą, którą ostatnio z przymusu wymyśliłem i mi się spodobała – przez Krzesiny, drogę techniczną wzdłuż S-11, Tulce, Zalasewo i do Swarzędza. Powrót tak samo, wychodzi z tego koślawe “V”, problem tylko w tym, że praktycznie cały czas podmuch jest z boku, co nie pozwala na kosmiczne średnie. Za to na odcinku drogi technicznej był dziś wysyp biegaczy, rolkarzy i bikerów – wszyscy uśmiechnięci, z radością endorfinową na twarzach – znów inny świat przed popołudniem w pracy :)




  • DST 52.20km
  • Czas 01:41
  • VAVG 31.01km/h
  • VMAX 50.10km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 134m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

No!

Piątek, 19 września 2014 · dodano: 19.09.2014 | Komentarze 0

W końcu jakieś przyzwoite warunki do jazdy! Wiatr już nie tak męczący, kierunek w miarę przewidywalny, a nie jak ostatnio jeden z dziesięciu, do tego super temperatura - dobrze mi się dziś jechało. Wybrałem się przez Puszczykowo do Sulejewa, mijając co prawda w Mosinie wąskie gardło, a chwilę potem stojąc w miliardowym już w tym roku podczas moich wycieczek remontowanym odcinku powiązanym z ruchem wahadłowym, ale nawet to nie zepsuło mi przyjemności z jazdy, która dziś w końcu wróciła po tygodniu przepychania się przez zamknięte odcinki i kombinowanie jak objechać jakąś trasę.

Średnia też już wróciła do takiej, którą jestem w stanie zaakceptować, choć była na trasie większa, ale została zgwałcona w końcówce, czyli na kawałku Luboń - Dębiec. Do tego ostatnie kilka kilometrów jechałem w deszczu i w nim musiałem przeskoczyć dwa torowiska, co od czasu gdy kiedyś nie zachowałem ostrożności w podobnej sytuacji i mój taniec na rowerze w celu utrzymania równowagi zostałby automatycznie nominowany do finału każdego You Can Dance, skutkuje tym, że grzecznie i powolutku omijam tego typu przeszkody. Mimo to - było dziś fajnie! :)