Info
Suma podjazdów to 791701 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec30 - 59
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 51.00km
- Czas 01:41
- VAVG 30.30km/h
- VMAX 41.70km/h
- Temperatura 29.0°C
- Podjazdy 199m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Gumowy bluzg
Niedziela, 27 lipca 2014 · dodano: 27.07.2014 | Komentarze 3
Ustawa o ochronie języka polskiego nie pozwala mi skomentować dzisiejszego treningu tak, jak mi się marzy. Więc napiszę tylko tyle: nieodłączny zestaw: polska ścieżka "rowerowa" oraz opona szosowa - co może z tego wyniknąć? Nie trzeba być członkiem Mensy, żeby się domyśleć - tydzień temu wymiana opony z przodu, po dzisiejszym dniu - zapewne też z tyłu. Zapewne, bo diagnozę będę mógł postawić wieczorem, jak spojrzę dokładnie na gumy. Na pewno poszła dętka od uderzenia w powierzchnię tego czegoś, czemu najbliżej do krajobrazu po wybuchu wulkanu, a co udowadnia, że słowo "asfalt" może być rozumiane bardzo szeroko, czyli przejazdu nad Wartą na ulicy Hetmańskiej. Czy to szkło czy tylko wynik konfrontacji z polską myślą technologiczną sprawdzić nie zdążyłem, bo czas miałem wyliczony przed pracą co do minuty, a dzięki skorzystaniu z DDR-a czekał mnie trzykilometrowy spacer, bo rozbierać roweru w miarę blisko od domu nie miało sensu.
Tak to właśnie wyglądają moje ostatnie wyjazdy. Jak nie urok to s...syk dętki :/ Zostałem aktualnie bez jakiegokolwiek roweru, bo cross w serwisie pewnie do połowy tygodnia, ja jutro cały dzień w pracy i z ewentualnym zakupem opony się nie wyrobię. Szczerze mówiąc nie uśmiecha mi się ładować co tydzień kasę w kolejny tego typu element, więc mam nadzieję, że to tylko dętka.
Na trasie dziś też jakoś specjalnie komfortowo się nie jechało, bo gorąco, bo znów władowałem się w tarkę na Głuszynie, bo.... Takich "bobosiów" mógłbym dziś wiele mnożyć, jedyny plus, że awaria łaskawie nie wydarzyła się na przykład w połowie drogi, a dokładnie po przejechaniu już obowiązkowych pięciu dych.
Przed chwilą wyleciałem na chwilę do otwartego w weekendy Intersportu, żeby kupić na wszelki wypadek choć dętkę. Trochę się naczekałem, bo sprzedawca przede mną obsługiwał paniusię w wieku 50+, zainteresowaną zakupem miejskiego składaczka. Wytrzymałem prezentację składania ramy, wciągania kierownicy i pompowania kółeczek. Tolerancję miałem jeszcze nawet przy "kochanieńki, ale pan mi dobierz jakieś wygodne siodełeczko pod pupcię". Zaczęła się kończyć dopiero przy wyborze koszyczka. Na szczęście pani się zdecydowała, ale musiała sprawdzić ile ma na karcie i czy przejdzie zakup. Ja w tym czasie wykupiłem ostatnią dostępną dętkę w pożądanym rozmiarze i skierowałem się do kas, a tu... no kto? Ta sama paniusia. po raz piąty próbująca sprawdzić jaki ma limit na karcie, a ile musi dołożyć gotówką. Czemu o tym piszę? Bo chcąc nie chcąc usłyszałem ile ów składaczek jest wart. Zgadniecie? 2 300 zł. Promocja, bo siodełko można było dostać na podstawie jakiegoś kuponu. Zapłaciłem swoje 17 PLN i szybko wyszedłem, pogrążony w głębokiej zadumie nad gatunkiem ludzkim.
- DST 52.20km
- Czas 01:39
- VAVG 31.64km/h
- VMAX 51.90km/h
- Temperatura 26.0°C
- Podjazdy 86m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Gadżet dnia: kubeczek
Sobota, 26 lipca 2014 · dodano: 26.07.2014 | Komentarze 4
Kilkudniowy maraton w pracy oficjalnie zaczęty, a to co ewentualnie uda się wypedałować przed nią to już moje. Dziś cudem się zwlokłem rano, bo wczoraj skorzystałem z niespotykanego do tej pory pomysłu Żony i zamiast nabijać kabzę taryfiarzom wróciliśmy sobie ze Starego, gdzie odgrzewaliśmy lekko zaniedbane przez permanentny brak czasu znajomości, na piechotę. Zrobione szybkim tempem ponad 7 kilometrów raz, że pozwoliło pozbyć się procentów (nie było ich dużo), dwa, że przypomniało mi klimat moich ukochanych nocnych wycieczek z kawalerskich czasów. Żona dała radę, po pierwszej byliśmy w domu, ale za to wstać dziś łatwo nie było.
Ale jednak ciągnie wilka do lasu - około dziewiątej odpaliłem wrotki i w trasę. Aktualnie, w czasach objazdów, żeby dostać się na wymuszony wiatrem kierunek południowo-wschodni muszę jechać na... południowy zachód (Mosina), potem na północny wschód (Rogalin), by w końcu dostać kawałeczek bonusu w postaci kierunku właściwego (Świątniki, potem Mieczewo). Mimo wszystko jechało się dobrze, wiatr trochę przeszkadzał, ale niespecjalnie, więc udało się jako-tako przyzwoitą średnią wyrobić.
Przed Rogalinem, zaraz za Wartą, jechałem krótko z innym szosowcem, koleś pełna profeska, dobry rower, lemondka i fajny patent: na kierownicy po środku miejsce na... kubeczek :) W kubeczku o gabarytach tych z KFC dwie słomki, żeby nie tracić czasu na zbędne ruchy rękoma, nic tylko siorbać. Chwilę pogadaliśmy na temat jazdy solo i w grupie, a potem nasze drogi się rozjechały - on wracał do Poznania, ja jechałem prosto. I to właśnie najbardziej lubię w całej tej zabawie w rower - kogoś minąć, zamienić parę słów, podłączyć się pod grupkę, ale poza tym być wolnym - nieograniczonym trasą jakiegoś maratonu czy założeń treningowych. I się, motyla noga, nie dam :)
- DST 54.00km
- Czas 01:46
- VAVG 30.57km/h
- VMAX 44.60km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 130m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Wolne. Czyli pada
Piątek, 25 lipca 2014 · dodano: 25.07.2014 | Komentarze 4
Wczoraj dostałem walkowera od deszczu, dziś dzień wolny i pierwotnie były plany na jakiś dłuższy wyjazd. No, to plany planami, a od rana opady. Udało mi się jednak - po niezwykle potrzebnej dawce lenistwa, czyli spania do dziewiątej - znaleźć jedną lukę i postanowiłem zrobić choćby pięć dych. Obiecałem sobie, choćbym miał się przemieszczać kanałami, nie fundować sobie kolejnej rundki przez miasto. Kanały zostały mi oszczędzone. za to wszelakie objazdy i mijanki - oczywiście nie. Dwa razy czekałem na postawionych na czas remontu światłach, miałem przyjemność na Głuszynie przypomnieć sobie przez 3 kilometry, że szosa i tarka na ulicy to zdecydowanie złe połączenie, dwukrotnie czekałem na przejazdach kolejowych, a na końcu dopadł mnie deszcz. Jak ja lubię jak wszystko jest na swoim miejscu i nie odbiega od codziennej normy :)
Zastanawiałem się czemu tak ciężko mi się jechało. Odkryłem przez przypadek już w domu - po ostatnim wypadku na DDR-e tylne koło mi się przestawiło i hamulec co obrót ocierał o obręcz. Jak jeszcze coś odkryję to pomyślę o wojnie sądowej z magistratem za zdezelowanie mi bicykla...
A propos napraw. Z ciekawości na chwilę przejechałem się swoim starym crossem. Po kilometrze miałem dość, wróciłem, szmatka w ruch, szybkie czyszczenie, żeby wiochy nie było i rower powędrował do pobliskiego serwisu. Przez nieużywanie i chyba zasolenie po zimie nie działa przednia przerzutka (pewnie do wymiany), linki hamulcowe jakby zwiotczały i zablokowały tył, a przodowi już niewiele brakuje. Chłopaki mają ogarnąć temat do wtorku, dowiem się wtedy więcej ile reaktywacja trupa będzie mnie kosztować...
- DST 53.10km
- Czas 01:45
- VAVG 30.34km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 26.0°C
- Podjazdy 160m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Saper
Środa, 23 lipca 2014 · dodano: 23.07.2014 | Komentarze 0
Powoli zaczynam żałować, że zdecydowaliśmy się na zamieszkanie w południowej części Poznania. Kiedyś, gdy zdarzało mi się okupować inne rejony miasta (a na lewym brzegu Warty zaliczyłem w swym życiu kilka dłuższych miejscówek, od Grunwaldu i Centrum aż po Piątkowo) wydawało mi się, że wiatr praktycznie non stop wieje z południa. A teraz? Świnia robi tylko małe wyjątki od reguły, a tak wciąż północ, północ i północ, więc przy moim zamiłowaniu do powrotu z wiatrem w plecki ostatnimi czasy praktycznie 2/3 roku spędzam na przepychanie się przez zakorkowane ulice, ślęczę na światłach albo klnę na ścieżki. Bo jazda miastem, nawet latem, to aktualnie masakra. Żeby nie być gołosłownym: oto mapka z dnia dzisiejszego, pobrana z portalu epoznan.pl:
No i się rodzi zagadka: kropeczki to objazdy, utrudnienia i remonty. Bohater T. zamieszkuje w punkcie położonym poniżej Wildy. Chce jechać na północ, względnie zachód lub wschód. Kiedy popełni rytualne samobójstwo poprzez powieszenia się za pomocą szprychy na lewym pedale, jakiego koloru będzie posoka oraz ile wyniesie suma ubezpieczenia po odliczeniu podatku? :) Oj, jak widać miasto Poznań nie zapomina na czym polegała kultowa gra saper...
Dziś oczywiście kursik przez wspomniane wcześniej atrakcje. Poza miastem, na trasie do Murowanej, dwa przymusowe zjazdy na położone po przeciwnej stronie ścieżki, każda z kostki i mająca 1-1,5 km max. Oczywiście żeby się do nich dostać trzeba przełajem pokonać ulicę, ryzykując życie. Dla mojego bezpieczeństwa oczywiście. Po co inaczej stawiano by zakaz jazdy rowerem? :)
Eh, pomarudziłem dziś sobie, sorry. Widocznie nastąpiło u mnie przemęczenie organizmu. Tego miejskiego.
- DST 57.20km
- Czas 01:52
- VAVG 30.64km/h
- VMAX 44.90km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 56m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Między koleinami
Wtorek, 22 lipca 2014 · dodano: 22.07.2014 | Komentarze 4
- DST 53.10km
- Czas 01:45
- VAVG 30.34km/h
- VMAX 52.80km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 74m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Wiało - dziś bez narzekania
Poniedziałek, 21 lipca 2014 · dodano: 21.07.2014 | Komentarze 0
Po raz pierwszy od dawna nie byłem wściekły na wiatr, że tak mocno wieje. Czemu? Bo łagodził ten cholerny upał, który będzie nas jeszcze masakrował co najmniej do piątku. Byłem więc nawet tolerancyjny dla faktu, że wiało mi prościutko w twarz w jedną stronę, a podczas powrotu już jakoś niekoniecznie w plecki. Ważne, że dzięki temu udało mi się przeżyć te dwie godzinki w miarę dobrym zdrowiu. Trasa - klasyk do Jerzykowa i nawrót.
Nie dość, że skwar jeszcze potrwa to kierunek podmuchów ma się utrzymywać przez ten okres taki sam, czyli północny wschód i sam wschód, co oznaczało będzie dla mnie tak jak dziś smażenie się na światłach podczas jazdy przez miasto. Samochodów na szczęście mało, ale wystarczyły dwie "L"-ki oraz dwa wyjeżdżające tyłem i tarasujące cały pas ruchu ciężarówki, żeby zabić marzenia o godnej średniej i moją chęć do walki. Wyszło jak wyszło, prędkości przyzwoite, takie jak wczoraj, jeśli w ogóle to pojawią się pewnie dopiero gdy będę miał okazję jechać na południe.
Ścieżki koło Polibudy po ostatnim kankanie po krawężniku konsekwentnie już nie zauważam :)
- DST 52.00km
- Czas 01:38
- VAVG 31.84km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 30.0°C
- Podjazdy 54m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Czerwono mi
Niedziela, 20 lipca 2014 · dodano: 20.07.2014 | Komentarze 4
Ufff... Okazało się, że te trzy ostatnie dętki to "tylko" opona, żaden problem z taśmą czy jakaś zadra na feldze. Sprawdziłem to dziś na trasie, a wczoraj wieczorem zamontowałem nową gumę, z konieczności z czerwonym paskiem i powiem szczerze, że mi się spodobała, chyba nawet wygląda lepiej niż ta pierwotna, czarno-biała. Niby pierdoła, nigdy nie bylem jakimś rowerowym estetą, ale cóż... Gdy za jakiś czas padnie mi tylna opona to pójdę dalej w eksperymenty kolorystyczne. Vento aktualnie prezentuje się tak:
Czerwień to też główna kolorystyka mojego pyska po powrocie ;) Przygrzało nieźle, mimo że wyjechałem lekko przed dziewiątą to dało mi nieźle w kość, generalnie zdycham już przy temperaturze 25 stopni, jeśli tak jak dziś jest ponad 30 to zamieniam się w jakieś apatyczną istotę, którą celem jest przetrwanie, a nie jakieś godne zauważenia wyniki. Tym bardziej byłem zdziwiony, że dziś na trasie z Poznania do Sulejewa i z powrotem udało mi się wykręcić średnią prawie na poziomie 32 km/h. I tyle pewnie by było, gdyby nie wleczenie się na ostatnim półtorakilometrowym odcinku za autobusem oraz - jakże by inaczej - mijanka spowodowana remontem na wlocie do Poznania.
- DST 52.20km
- Czas 01:44
- VAVG 30.12km/h
- VMAX 43.20km/h
- Temperatura 30.0°C
- Podjazdy 138m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Fatum
Sobota, 19 lipca 2014 · dodano: 19.07.2014 | Komentarze 0
No to sobie wykrakałem. Dopadło mnie jakieś rowerowe fatum, codziennie coś. Najpierw banał, czyli dętka. Wczoraj drift po krawężniku, gleba na ścieżce i skrzywiona klamka przy kierownicy. A dziś? Raz, że rano gdy chciałem dopompować to same przednie koło, w którym wymieniałem przedwczoraj gumę to końcówka od wentyla została w pompce i dętka oczywiście out. Na szybko założyłem kolejną, bo staram się mieć w domu zapas i ruszyłem w trasę przez Krzesiny i Tulce do Siekierek. Gdzieś przed Tulcami stwierdziłem, że jakoś za ciężko mi się jedzie, zatrzymałem się i ku swojej irytacji stwierdziłem, że z przodu powietrza mam może jakoś z 1-1,5 bara. Co jest? Dopompowałem ile się dało, pomyślałem sobie, że to może niedokładnie dokręcony wentyl i pojechałem dalej. Do Siekierek jakoś dojechałem, ale znów na może nie kapciu, ale na bamboszu na pewno. Powrót to już zatrzymywanie i pompowanie co 5-6 kilometrów, stwierdziłem, że dętki wymieniać na trasie nie będę, jakoś dotrę, a w domu na spokojnie, nie w ponad trzydziestostopniowym upale obejrzę sobie felgę i oponę. Przy okazji starałem się jeszcze ambicjonalnie trzymać jakieś w miarę tempo, udało się wyrzygać tę trzydziestkę i sam jestem z siebie dumny.
W domu przed pracą szybka wiwisekcja sprzętu - i winny został znaleziony. Rysa od szkła na oponie, po tej samej stronie na dętce. Urok polskich dróg. Nawet nie wiem czy to od dziś, czy już jakiś czas jeździłem z defektem, dobrze się stało, że nie przy okazji jakiejś setki. Nie lubię bawić się w jakieś łatanie, sklejanie i tego typu rzeczy, więc poleciałem jeszcze szybko do chłopaków z Bike Inc., którzy niedawno przeprowadzili się na nowe miejsce przy Czechosłowackiej. Niestety nie mieli akurat opony z biało-czarnym designem, więc zakupiłem z musu podobną do tej dotychczasowej, tylko z paskiem czerwonym. Wieczorem zamontuję i zobaczę jak będzie się prezentowała taka biało-czerwona krowa. O ile to nie coś z kołem. Tfuuu, wypluć!
- DST 52.00km
- Czas 01:44
- VAVG 30.00km/h
- VMAX 50.00km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 85m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Gleba
Piątek, 18 lipca 2014 · dodano: 18.07.2014 | Komentarze 4
Od kiedy mam szosę zaliczyłem już tysiące zakrętów na asfalcie, kilka dobrych treningów w ostrym deszczu i przemknąłem przez niezliczoną ilość rond i niebezpiecznych skrzyżowań. No i nic mi się nie stało, do tej pory na tym sprzęcie zero upadków. Gdzie może jednak w Polsce nastąpić ten pierwszy bolesny raz? Oczywiście na tym cholernym, debilnym i zagrażającym w naszych warunkach życiu oraz zdrowiu wynalazku, czyli ścieżce rowerowej... A konkretnie na krawężniku będącym jej oczywistym i jakże swojskim elementem. Trafiło mi się to w momencie gdy analizowałem czy koło Polibudy zaufać rozsądkowi i dalej jechać po asfalcie czy może wybrać DDR-a, zgodnie z obowiązującymi u nas przepisami, które spychają rowerzystów do getta zbudowanego z kostki Bauma. Niestety dla siebie wybrałem tę drugą opcję, nie wiem czy źle podniosłem koło czy może żeby w tym miejscu wjechać bez ryzyka trzeba zwolnić do zera, fakt jest taki, że podczas pokonywania krawężnika (no bo po co robić ścieżki z wygodnym i bezpiecznym wjazdem) wylądowałem nawet nie wiem kiedy na ziemi, zyskując w gratisie rozorane kolano i łokieć. Rower na szczęście wytrzymał całą akcję, ale mam skrzywioną prawą klamkomanetkę (to że nie da jej się wyprostować świadczy o sile z jaką szosa spotkała się z nawierzchnią) oraz zryty kawałek siodełka. Początkowo bałem się, że skrzywiły się też obręcze, ale po wypięciu na chwilę kół i zamontowaniu ponownie wszystko wygląda raczej ok. Ocenię to przy kolejnym treningu.
Cała sytuacja zdarzyła się na szczęście już podczas powrotu, zaledwie kilka kilometrów od domu, bo gdyby było na samym początku to chyba bym się nie zdecydował na dalszą jazdę, bo kapało ze mnie ostro na czerwono. A wcześniej zafundowałem sobie rundkę przez Puszczę Zielonka - dojechałem przez Koziegłowy i Wierzonkę do Karłowic, gdzie zawróciłem i pomknąłem swoimi śladami, zaliczając obowiązkowe stanie na wiecznie remontowanych kawałkach trasy. Średnia mogła być lepsza, ale wierzcie mi, że lekko mi się na końcu odechciało cisnąć.
Po raz kolejny ostrzegam: ścieżki rowerowe albo zdrowie - wybór należy do ciebie...
- DST 52.40km
- Czas 01:44
- VAVG 30.23km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 43m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Pana (premiera) i PEKA (kontynuacja)
Czwartek, 17 lipca 2014 · dodano: 17.07.2014 | Komentarze 0
Po pierwsze - tak jak twierdził Księgowy smoła z opon powoli schodzi. Z tym że bardzo powoli, dziś przez połowę trasy jechałem jak na samochodowych zimówkach w środku lata, taka skorupa mi się zrobiła. Dźwięk jaki wydawały też był bardzo zbliżony :)
Po drugie (mam nadzieję, że nie jest to związane z punktem pierwszym) zasnęła dziś snem spokojnym i wiecznym przednia dętka, jeszcze pierwotna, ta sama od momentu zakupu szosy. Przejechałem na niej w sumie ponad 8 tysięcy kilometrów, więc nawet nie mam jej tego za złe, staruszka swoje zrobiła. Tym bardziej, że flak zauważyłem już w domu, po powrocie. I szczerze mówiąc miałem pewne obawy przy wymianie, bo w szosie jeszcze tego nie robiłem, wydawało mi się, że z wąską oponą będą problemy, a tu proszę, wszystko poszło zgrabnie w kilka minut, więc zdążyłem jeszcze przed pracą. Mam tylko nadzieję, że nie jest to grubsza sprawa, czyli np. opona przegrzana od smoły...
Dzisiejsza trasa z powodu nawrotu północno-wschodniego wiatru prowadziła przez miasto, więc standardowo postałem sobie na wszystkich możliwych światłach, powdychałem spaliny i powkurzałem się na korki. Dzień jak co dzień. Oddechu nabrałem dopiero po dziesiątym kilometrze, już poza granicami Poznania, choć dzięki zmiennym podmuchom sobie specjalnie nie poszalałem, co widać po średniej. Dojechałem do Biskupic, tam chciałem zażyć chwili relaksu nad Jeziorem Kowalskim, ale gdy skręciłem z głównej trasy to czekał na mnie za zakrętem... No co mogło czekać? Oczywiście remont. Poślizgałem się więc po piachu rozsypanym na całym asfalcie, zakopałem się w dwóch miejscach, dojechałem nad jeziorko, cyknąłem fotkę i wróciłem przez te same wertepy.
Obiecałem jeszcze słów kilka o wspominanej wczoraj karcie PEKA. W końcu mam już ją aktywną, ale to nie koniec przebojów. Wczoraj próbowałem zalogować się jeszcze do konta w internecie, naiwnie sądząc, że skoro podałem we wniosku o wydanie karty maila to uda mi się to raz-dwa na jego podstawie. Gdzie tam! Konto po adresie nie istniało. No to spróbowałem się zarejestrować. Przeszedłem kilka kroków, podając swoje dane, dodając też nie wiadomo po co zdjęcie, w końcu szczęśliwie dotarłem do etapu ostatniego, gdzie system zapytał mnie o to... gdzie chcę odebrać swoją kartę PEKA! Którą przecież mam juź od ponad roku... Ręce mi opadły, anulowałem całą operację i zacząłem się wgłebiać w dział "pytania i odpowiedzi". To był właściwy trop. Okazało się, że ci, którzy nie podali maila w formularzu (ja podałem, ale urzędasy wiedzą lepiej, więc nie podałem) mogą zalogować się przez podanie numeru karty oraz numeru PESEL. Jeeeeest! Byłem już w matrixie! Ale... tylko przez chwilę. W momencie bowiem, gdy dodawałem swój adres mailowy do danych wszystko się zawiesiło, zostałem wylogowany i już za cholerę zalogować się nie mogłem na podstawie żadnych parametrów. Odpuściłem więc sprawę, a wieczorem po kilku godzinach dostałem dwa maile z takim samym linkiem aktywacyjnym... I o dziwo zadziałało, udało mi się nawet, jako że jest to karta prepaid, wpłacić na nią próbne 10 PLN. Dotarło na kartę. Dzień później.
Mam nadzieję, że póki co to moje ostatnie przeboje z szumnie nazwaną Poznańską Elektroniczną Kartą Aglomeracyjną. Przy okazji wspomnę tylko, że bilet liniowy podrożał w moim przypadku o 10 złotych, a te jednorazowe, które do tej pory kosztowały 2,80 na 15 minut, teraz są za 3 złote... na minut 10. W ramach dodatkowych atrakcji - firmie, która wypuściła w/w system kilka dni temu przepaliły się serwery - raz. Dwa - PEKA miała służyć jako karta do parkomatów od 1 lipca. Do tej pory działa na terenie kawałka Jeżyc i koniec. Bo trzeba ręcznie wgrać oprogramowanie, a jakoś nikomu się do tego nie spieszy. Eh, tego Bareję można by jeszcze mnożyć i mnożyć... I to wszystko dzieje się na moich oczach - dziękuję :)






