Info
Suma podjazdów to 800283 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Sierpień30 - 24
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 53.00km
- Czas 01:46
- VAVG 30.00km/h
- VMAX 50.90km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 235m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Starołęcka. Więcej przekleństw nie będzie
Poniedziałek, 13 października 2014 · dodano: 13.10.2014 | Komentarze 4
Mógłbym w tym miejscu puścić jakąś rozłożystą i
kwietną wiązankę, ale ograniczę się znów tylko do jednego, najgorszego
ze wszystkich przekleństwa: Starołęcka! Ta cholerna ulica zabija we mnie wszystko: chęć jazdy, motywację, no i oczywiście średnią. Najgorsze jest to, że nie mam jej jak ominąć jeśli jadę w kierunku wschodnim - chyba że kierując się kilkanaście kilometrów na... południowy zachód. Jeszcze niedawno był jeszcze przejazd za Laskiem Dębińskim wiaduktem nad Wartą, ale został on zaspawany, bo - uwaga - po kilkudziesięciu latach istnienia tam kładki dla pieszych PKP stwierdziło, że zagrożeniem tam nie są kilkuset tonowe pociągi, tylko piesi i rowerzyści... W linii prostej byłyby dwa kilometry, tak jest ponad pięć. A czemu kładki już nie będzie? Bo nie.
A sam trening to po prostu pięć dych zrobionych ze słabiutką średnią, ale na tej trasie (Krzesiny, Tulce, Siekierki i z powrotem) to standard, bo zakrętów tam tyle, że podczas niejednego górskiego przejazdu tak się nie napracuję kierownicą jak tu. W Tulcach miła niespodzianka - ruch wahadłowy. Tak, nie pomyliłem się, naprawdę miła, bo okolice zjazdu koło kościoła to dotychczas był krajobraz księżycowy, teraz za to się zabrali i jest nadzieja, że już nie będę po przejeździe tamtędy robił kompleksowego przeglądu roweru :)
- DST 52.05km
- Czas 01:42
- VAVG 30.62km/h
- VMAX 52.70km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 121m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Maratonu ani widu :)
Niedziela, 12 października 2014 · dodano: 12.10.2014 | Komentarze 5
Dziś w Poznaniu maraton, czyli znów paraliż miasta, na szczęście tym razem ktoś, kto planował całe to zamieszanie zrobił to z użyciem mózgu, bo w niedzielę, a nie jak ostatnio w przypadku spędu rowerowego w sobotnie godziny szczytu. Na szczęście też trasa nie haczyła o moje rejony, więc na oczy nie widziałem żadnego maratończyka :) A co do mojego podejścia do imprez tego typu to chyba już jest ono znane, a tu mam jeszcze większy problem niż w przypadku imprez kolarskich - bo w ich przypadku z powodu różnych rodzajów rowerów i ograniczeń terenu nie da się zorganizować stukilometrowego przejazdu lasami i polami, tymczasem biegacze? Osobiście nienawidzę biegać, robię to ewentualnie tylko zimą, ale nawet wtedy staram się omijać asfalt przez te dziesięć kilosów - a samemu skazywać się na czterdzieści po asfalcie? Jak dla mnie samobójstwo. No i element ostatni, który irytuje mnie najbardziej - "zawodowi amatorzy", czyli ludzie, którzy z udawania amatorów zrobili sobie sposób na zarabianie kasy, jeżdżąc po całym świecie i trzepiąc grubą kasiorę. Od początku wiadomo, że wygrają, bo robią to seryjnie, więc gdzie ta zdrowa rywalizacja? Na koniec jeden pozytyw i plus na rzecz maratonu "nożnego" względem "pedałowego" - tu nie mam śmiałości napisać nic na temat lansu, bo zrobić nawet stówę rowerem da radę większość, ale przebiec 42 kaemy - to już naprawdę coś.
Ok, dawka żółci zaaplikowana, czas na pozytywy :) Uwielbiam jeździć rowerem w niedziele. Mały ruch, na wsiach spokój, chyba że trafi się akurat na czas wyjazdówki z kościołów, wtedy bywa różnie. Ale dziś naprawdę fajnie mi się pedałowało, bez spinki, bez walki o średnią, po prostu niedzielnie. Zrobiłem "samochodzik" przez Skórzewo, Dopiewo, Trzcielin i (w końcu przejezdne!!!) Komorniki. Pół drogi z muzyką, drugie pół z nowym audiobookiem, spokój, cisza - rewelacja. Szkoda tylko, że liści już więcej na ziemi niż na drzewach...
- DST 54.00km
- Czas 01:48
- VAVG 30.00km/h
- VMAX 52.70km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 280m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Z ciężką głową
Sobota, 11 października 2014 · dodano: 11.10.2014 | Komentarze 4
Po wczorajszym mega fajnym spotkaniu urodzinowym ze znajomymi dziś rano musiałem lekko podochodzić do siebie zanim ruszyłem, więc start był trochę później niż zazwyczaj, czyli przed dwunastą. Nie ma co, nie byłem w najlepszej formie na bicie rekordów i to widać po dzisiejszej średniej. Ale chyba jestem wytłumaczony :) Do tego znów dałem ciała jeśli chodzi o dopompowanie dętek - jakoś nie potrafię ogarnąć tematu właściwego podejścia do obsługi wentyli Presta - czasem uda się tak, że powietrze trzyma tydzień, czasem schodzi tego samego dnia - i tak stało się dziś. Zastanawiałem się czemu tak ciężko mi się jedzie, bo wiatr nie był wystarczającym powodem, ale zanim znalazłem przyczynę już byłem niemal na mecie.
Zrobiłem klasyczne już kółeczko z pętelką przez Krzesiny, Robakowo, Śródkę i Tulce. O dziwo kolarzy jak na tak ładny dzień mało, w sumie minęła mnie tylko po drugiej stronie jakaś kilkunastoosobowa grupa kolarska z samochodowym pilotem. Kulturalni, bo wszyscy ładnie łapki w górę na moje pozdrowienie :) Z "atrakcji" - wczoraj skończył się terminowo remont torowiska, o którym pisałem ostatnio. Z ciekawością nastawiałem się na równiutki przejazd, a nie krajobraz wulkaniczny jak do tej pory. No i niestety - zawód. Jest jak było, są tylko nowe szyny... Jestem na nie.
- DST 123.00km
- Czas 03:56
- VAVG 31.27km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 521m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Co ma stary piernik do wiatraków, czyli urodzinowa seta :)
Piątek, 10 października 2014 · dodano: 10.10.2014 | Komentarze 2
Jakby nie patrzeć urodziny ma się tylko kilkadziesiąt razy w życiu, więc staram się je wykorzystywać zawsze na maksa. No bo w końcu to zawsze jakaś motywacja do zrobienia czegoś ponad. Dziś więc, jako że miałem zaklepane wolne, a na wieczór plany, postanowiłem zrobić coś z sobą i z przedziałem godzinowym 10-14. Oczywiście rowerowo! Wiatr według każdej z prognoz wszędzie inny, ale jednak udało mi się wymyślić jedyny słuszny kierunek: Śmigiel. To małe, ale dość urocze zadupie pamiętam z czasów, gdy udzielałem się w pewnym stowarzyszeniu miłośników kolei i walczyliśmy o niezamykanie wąskotorówki na trasie Stare Bojanowo - Śmigiel - Czacz. Niestety, kilka lat potem, gdy już ze stowarzyszeniem nie miałem kontaktu, kolejka skończyła swój żywot. Wielka szkoda.
Tak więc podróż sentymentalna, choć rowerem w tych rejonach jeszcze nie byłem - zawsze skręcałem wcześniej lub zmieniałem plany. Dziś postanowiłem konsekwentnie dotrzeć do celu, choćby nie wiem co. Trasę chciałem mieć w miarę możliwości zróżnicowaną, więc ruszyłem najpierw na Mosinę i Dymaczewo, w którym skręciłem do Będlewa i korzystając z czasu postanowiłem w końcu skręcić w kierunku tamtejszego pałacu. Widać, że powoli zaczyna coś tam się dziać, bo teren parkowy jest ładnie zagospodarowany, choć sam budynek jeszcze wymaga sporej roboty, żeby można było do niego zapraszać turystów. No i w sumie ja żadnego dziś tam nie widziałem :) Okrążyłem, zrobiłem fotkę i ruszyłem dalej.
Dojechałem do krajowej piątki i zacząłem na otwartym terenie odczuwać upierdliwość wiatru, który nie był co prawda specjalnie mocny, ale wymęczył mnie atakując non stop - głównie w twarz, ale były też chwile gdy był "tylko" boczny, co jak wiemy wcale nie jest przyjemniejsze. Gdzieś za Głuchowem natrafiłem na znajomy, bo już kiedyś go fotografowałem, samotny wiatrak. No nie mogłem się nie zatrzymać :)
Ominąłem zjazd na Kościan i na jakimś rondzie zacząłem się zastanawiać którędy na Śmigiel, bo drogowskazów uświadczyć nie można było. To znaczy były, ale jak już się losowo skręciło tam, gdzie się wydawało. Dla pewności zatrzymałem jakiegoś miejscowego i zapytałem. I co? Trafiłem na niemowę - ma się to szczęście :P Ale pan wykazał się umiejętnościami gestykulacji, naprowadził dobrze, więc w tym miejscu bardzo mu dziękuję.
W końcu się udało - Śmigiel. Miasto wiatraków, bo taki jest oficjalny slogan reklamujący miasteczko I faktycznie były, choć niełatwo je wypatrzyć, a już dojechać szosą to niezła zabawa. Prowadzi bowiem do nich "ulica", czyli kawałek szutru pod górkę, która jednak warto pokonać, bo dwa grubasy na górze prezentują się imponująco. Zresztą - oto zdjęcie 1:1 w porównaniu z rowerem.
Dotarłem do centrum, kupiłem wodę i bułeczki, usiadłem, odebrałem kilka życzeń i delektowałem się wolnym. Pogoda piękna, gdyby nie spadające liście to istne lato, do tego leniwe miasteczka zawsze na mnie dobrze działają, więc relaks miałem pełny. Pokręciłem się jeszcze troszkę, cyknąłem fotkę imponującego kościoła i postanowiłem wracać.

Nie chciałem wracać tą samą drogą, więc w Czaczu poleciałem intuicyjnie na prawo. Zatrzymał mnie jeszcze na chwilę bardzo specyficzny kształt tamtego kościoła - takiego jeszcze nie widziałem, więc postanowiłem "sfocić".
Jazda inną trasą żarła fajnie aż do Kościana. Jechałem przez pola, małe wioseczki, osady i nawet pod wiaduktem kolejowym. Miła odmiana od "piątki". Miałem zamiar tak właśnie kontynuować jazdę, kierując się na Czempiń, ale... Kościan mnie pokonał. Zero drogowskazów, jazda jak w Indiach, każdy stara się wepchać - koszmar. Dwa razy źle skręciłem, więc musiałem zawracać, do tego usłyszałem mój ukochany dźwięk klaksonu od jakiegoś dziadka pierdzącego na skuterku, który chciał mnie zmusić do jazdy "ścieżką", czyli podzielonym na pół chodnikiem z kostki. Dałem mu wykład podczas jazdy co myślę o takim naszym narodowym zachowaniu, czy dotarło nie wiem, bo reakcja była zerowa. Podsumowując: uznaję Kościan za wiochę nad wiochami, i w mojej osobistej klasyfikacji dziś wyprzedził on nawet Luboń.
Okazało się, że dojechałem - sam nie wiem jak - znów do "piątki". Cóż było robić - ruszyłem tą samą drogą, tym razem mając wiatr czasem w plecy, ale głównie z boku. Trochę już robiło się nudno, więc skończyłem słuchać audiobooka i zapodałem sobie nowego Slipknota - i to był strzał w dziesiątkę. Motywacja wzrosła o 666% :)
Zmieniłem końcówkę, czyli nie skręciłem na Będlewo, tylko dojechałem do Stęszewa i do końca już w dużym ruchu. Ze średnią nie jest źle, a nawet jak na stówę to całkiem ok. Generalnie - fajny wyjazd. Choć 100 kilosów pewnie pyknęło ostatnie w tym roku...
- DST 53.40km
- Czas 01:46
- VAVG 30.23km/h
- VMAX 53.90km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 154m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Z Władcą Mostka nie ma żartów
Czwartek, 9 października 2014 · dodano: 09.10.2014 | Komentarze 0
Z duszą na ramieniu postanowiłem dziś sprawdzić jak przedstawia się sytuacja na remontowanym mostku w Czapurach, gdzie od kilku miesięcy jest jakiś kosmiczny objazd, którego jeszcze nie miałem okazji przerabiać. Zanim to się jednak stało to ruszyłem w obowiązkowych korkach przez Luboń i Puszczykowo do Mosiny, gdzie wbrew podmuchom wiatru skręciłem na Rogalin i Radzewice. Wróciłem swoimi śladami i zdziwiony ilością kolarzy o tej porze w dzień roboczy pędziłem na wspomniane Czapury. Tak jak gdzieś wyczytałem jest tam wydzielony pas dla pieszych i (chyba) rowerzystów otoczony w miarę przejezdnym piaskiem, więc objazd można sobie darować, ale za to na samym jego środku powolnym krokiem toczył się PAN INŻYNIER. Capslock w tym miejscu jest zupełnie zamierzony i adekwatny, bo mimo, że PAN INŻYNIER-WŁADCA MOSTKU widział, że oprócz niego nie ma nikogo, a ja chciałbym jednak bez zsiadania z roweru pokonać wolnym tempem ten kawałek, to szedł sobie spokojnym krokiem, zupełnie świadomie blokując mi drogę - ach, kocham tę typowo polską cechę zwaną uprzejmością...
Całe kółko udało się poza tym przejechać bez większych przeszkód, z jednym tylko tradycyjnym "ale". W związku z tym, że chyba jeszcze nie wszystkie nagrody Nobla zostały w tym roku wręczone,
więc korzystam z okazji i zgłaszam do niej konstruktora ulicy
Starołęckiej jako istoty, która jednym projektem niszczy mi psychikę i
średnią praktycznie przy każdym przejeździe. Niby to był projektant, a
jednak również zgrabny psychiatra :) Dziś na odcinku kilometra (i w Czapurach) straciłem to, o co
walczyłem przez pięćdziesiąt, czyli w miarę przyzwoitą średnią.
- DST 54.25km
- Czas 01:46
- VAVG 30.71km/h
- VMAX 52.40km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 99m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Sulejewo - jeszcze (?) po prostym
Środa, 8 października 2014 · dodano: 08.10.2014 | Komentarze 0
Oprócz tego, że wiatr mnie dziś haniebnie oszukał, udając, że jest południowy, a podczas powrotu robiąc się zachodni, nic mnie dziś nie zaskoczyło. Choć w sumie analizując swoje dotychczasowe doświadczenia powyższe też nie powinno wywołać znaku zapytania z mózgu :)
Kurs w tę i nazad to Sulejewa. W tym ostatnim na górce dopadłem jakiegoś kolarza w koszulce ś.p. grupy kolarskiej Mróz, wyprzedziłem, pozdrowiłem i... musiałem zawracać, bo do pracy trzeba było się szykować. Trochę szkoda, bo chętnie bym trochę zwolnił i pojeździł z kimś na zmiany. No ale cóż, Arbeit macht nicht frei...
A, jedna rzecz zaczęła mnie niepokoić - w Mosinie w okolicach przejazdu kolejowego zakwitły znaki "uwaga objazd" i "budowa wiaduktu". Jeszcze wszystko jest przejezdne, ale czyżby niedługo będę na jakiś rok odcięty od kolejnej trasy? To już naprawdę przestaje być śmieszne, nawet mimo tego, że nigdy nie było... :/
- DST 53.00km
- Czas 01:46
- VAVG 30.00km/h
- VMAX 51.50km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 181m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Tańczący z liśćmi
Wtorek, 7 października 2014 · dodano: 07.10.2014 | Komentarze 0
Tak jak zapowiadałem wczoraj - dziś wiatr ruszył ku ostremu natarciu. Nie było co prawda jakiejś wielkiej tragedii, bo przeszkadzały bardziej podmuchy niż ciągłość, ale jednak trochę mnie to wszystko wymęczyło. Tym bardziej, że znów chcąc jechać na wschód musiałem ruszyć na południowy zachód.
Nie ma jednak tego złego - jeśli już szukać pozytywów to w związku z tym, że jakieś 2/3 mojej dzisiejszej trasy przez Puszczykowo, Mosinę, Rogalin i do Radzewic wraz z nawrotem prowadziło przez lasy i puszczę, a jesień już jest zdecydowanie widoczna, to podrzucane wiatrem liście dawały mi przepiękny pokaz, fruwając, zmieniając kierunki, tworząc malownicze wiry, a niektóre nawet co jakiś czas spadając mi na strój i kask niczym pijane motyle. Bajka :)
Żeby nie było jednak za różowo to obowiązkowo jak już znalazłem się na terenach zabudowanych to miejsce pozytywnych liści zajęły zdecydowanie negatywne korki złożone z samochodów i ciężarówek, w związku z czym aż od Lubonia po sam Dębiec wbrew sobie skorzystałem z cudownie już wybrzuszonej i usyfionej kostki na tamtejszej śmieszce, tracąc oczywiście średnią.
- DST 53.10km
- Czas 01:45
- VAVG 30.34km/h
- VMAX 56.40km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 179m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Git
Poniedziałek, 6 października 2014 · dodano: 06.10.2014 | Komentarze 0
Dziś - w przeciwieństwie do wczorajszego elaboratu - krótko. Fajnie się jechało!
Mimo wschodniego wiatru odpuściłem tym razem walkę z remontowanym przejazdem kolejowym i pojechałem naokoło, czyli na południowy zachód przez Puszczykowo i potem skręciłem do Rogalina, dalej Mieczewa, zawijając się i wracając tą samą trasą. Praktycznie ciągle wiało mi z boku, więc nie siliłem się na bezowocne wyciskanie średniej tylko na sympatyczne kręcenie. Skończyłem jedną, a zacząłem kolejną książkę zawijaną na uszach, cieszyłem się widokiem jeszcze zielonych i pięknych lasów na trasie, a przede wszystkim celebrowałem te momenty wolności przed całym dniem w pracy i użeraniem się z przyłażącym tam bydłem (wiem, wiem, miłość bliźniego to moja podstawowa cecha)...:) No i jeszcze sympatyczna temperatura, idealna na lekką, długą bluzę i trochę przedłużone spodnie - jakby dostosowana dokładnie pode mnie.
Tyle dziwnego u mnie optymizmu :) Wracamy do realu - na jutro zapowiadany jest mega silny wiatr.
- DST 54.10km
- Czas 01:47
- VAVG 30.34km/h
- VMAX 51.90km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 152m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Kościelnie i elegancko :)
Niedziela, 5 października 2014 · dodano: 05.10.2014 | Komentarze 8
To, że zamknęli mi wszystkie drogi na wschód z delikatnym południowym odchyłem nie oznacza, że mnie tam nie będzie :) Dziś z powodu wiatru znów z kierunku E ruszyłem swoimi wczorajszymi śladami, zaliczając zamknięty przejazd kolejowy, tym razem pokonałem go o tyle łatwiej, że z remontujących nie było nikogo i jedyne co musiałem zrobić to poskakać nad wykopanymi dziurami.
W Krzesinach zatrzymałem się na chwilę przy drewnianym kościółku, bo zobaczyłem rzadki tam widok, czyli otwarte drzwi. Niestety na zdjęcie nie było szansy (nie płakałem - wnętrze tyłka nie rwie), bo ciemnica tam zapadła straszna, ale za to jak już się zbierałem to z pieczary wyłonił się dość sympatyczny ksiądz ze słowami: "czołem rowerzyście!" i z zapytaniem skąd jestem. Wyjaśniłem, że Poznań, ale w sumie to Jelenia Góra, stąd moje zainteresowanie akurat tym zabytkiem, bo drugi podobny w Polsce to tylko Wang i więcej nie ma. Dostałem życzenia szerokiej drogi oraz prośbę o pozdrowienie Karpacza i ruszyłem. Generalnie czarnej stonki unikam jak mogę, ale akurat to spotkanie uznaję za pozytywne :)
Trasę dziś skorygowałem - poleciałem na Gądki i podjazd do Szczodrzykowa, potem zakręt do Śródki i w Nagradowicach nawrót na Tulce. Tam znów wątek kościelny, bo akurat miałem moment ciszy w słuchaniu death metalu i mijając tamtejsze sanktuarium usłyszałem jakiś dziecięcy chór - ciekawy kontrast :) Końcówka trasy to już typowe nudy, bo taka sama jak zwykle. O dobrej średniej jadąc tamtędy nie ma co myśleć, więc z tego co wywalczyłem jestem w miarę zadowolony.
A po południu kopsnęliśmy się z Żoną do Mosiny, ogarnąć w końcu widok z wieży na Osowej Górze. Na piechotę, żeby nie było - razem ze spacerem po miasteczku wyszło 9 kilometrów. Nie powiem, coraz lepiej to wygląda, choć Mosina to zadupie wybitne, że ho ho :) Fajnie, że rewitalizują tory na tej trasie fajnie zaczyna działać kolej drezynowa (aż żal, że dziś na to czasu nie było, bo pani Maria, która ożywia ten szlak, a była i jest moją klientką, ma naprawdę serce do tej sprawy) - oby tak dalej.
Kilka fotek z góry i jedna z dołu:


A na koniec rzeźba z podwórza żydowskiej bożnicy, no i znany w Poznaniu Elegant z Mosiny :)

- DST 53.40km
- Czas 01:46
- VAVG 30.23km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 137m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Odcięcie
Sobota, 4 października 2014 · dodano: 04.10.2014 | Komentarze 0
Dzisiaj w sumie z porannego treningu warto wymienić tylko jeden element: kolejną zamkniętą z powodu remontu drogę, po której zazwyczaj jeżdżę. Tym razem padło na wymianę torowiska na przejeździe kolejowym przy Sandomierskiej. Wyznaczono jakiś objazd, ale znając topografię tej części miasta jedyną opcją, którędy może prowadzić to autostrada, a czasu miałem mało, więc nie ośmieliłem się sprawdzić i dwukrotnie miałem okazję przedzierać się na piechotę między ciężkim sprzętem zdzierającym szyny.
Tym samym podczas jazdy na wschód mam: zamnkiętą Sandomierską, rozkopaną do bitej ziemi Głuszynę oraz rozwalony most w Czapurach. Oficjalnie potwierdzam, że zostałem odcięty od wschodu, może i dobrze, jakby co Ruscy mnie tak szybko nie wezmą :) Gorzej, że teraz będę musiał jechać w lewo, żeby dojechać na prawo.
Trening z motywem "V". czyli Krzesiny, Tulce, Gowarzewo i z powrotem tak samo. Wiatr już mocniejszy niż ostatnio i jak zwykle idealnie dostosowany pode mnie, czyli albo w pysk, albo z boku. Średnia słaba.






