Gleba
Piątek, 18 lipca 2014
· Komentarze(4)
Od kiedy mam szosę zaliczyłem już tysiące zakrętów na asfalcie, kilka dobrych treningów w ostrym deszczu i przemknąłem przez niezliczoną ilość rond i niebezpiecznych skrzyżowań. No i nic mi się nie stało, do tej pory na tym sprzęcie zero upadków. Gdzie może jednak w Polsce nastąpić ten pierwszy bolesny raz? Oczywiście na tym cholernym, debilnym i zagrażającym w naszych warunkach życiu oraz zdrowiu wynalazku, czyli ścieżce rowerowej... A konkretnie na krawężniku będącym jej oczywistym i jakże swojskim elementem. Trafiło mi się to w momencie gdy analizowałem czy koło Polibudy zaufać rozsądkowi i dalej jechać po asfalcie czy może wybrać DDR-a, zgodnie z obowiązującymi u nas przepisami, które spychają rowerzystów do getta zbudowanego z kostki Bauma. Niestety dla siebie wybrałem tę drugą opcję, nie wiem czy źle podniosłem koło czy może żeby w tym miejscu wjechać bez ryzyka trzeba zwolnić do zera, fakt jest taki, że podczas pokonywania krawężnika (no bo po co robić ścieżki z wygodnym i bezpiecznym wjazdem) wylądowałem nawet nie wiem kiedy na ziemi, zyskując w gratisie rozorane kolano i łokieć. Rower na szczęście wytrzymał całą akcję, ale mam skrzywioną prawą klamkomanetkę (to że nie da jej się wyprostować świadczy o sile z jaką szosa spotkała się z nawierzchnią) oraz zryty kawałek siodełka. Początkowo bałem się, że skrzywiły się też obręcze, ale po wypięciu na chwilę kół i zamontowaniu ponownie wszystko wygląda raczej ok. Ocenię to przy kolejnym treningu.
Cała sytuacja zdarzyła się na szczęście już podczas powrotu, zaledwie kilka kilometrów od domu, bo gdyby było na samym początku to chyba bym się nie zdecydował na dalszą jazdę, bo kapało ze mnie ostro na czerwono. A wcześniej zafundowałem sobie rundkę przez Puszczę Zielonka - dojechałem przez Koziegłowy i Wierzonkę do Karłowic, gdzie zawróciłem i pomknąłem swoimi śladami, zaliczając obowiązkowe stanie na wiecznie remontowanych kawałkach trasy. Średnia mogła być lepsza, ale wierzcie mi, że lekko mi się na końcu odechciało cisnąć.
Po raz kolejny ostrzegam: ścieżki rowerowe albo zdrowie - wybór należy do ciebie...
Cała sytuacja zdarzyła się na szczęście już podczas powrotu, zaledwie kilka kilometrów od domu, bo gdyby było na samym początku to chyba bym się nie zdecydował na dalszą jazdę, bo kapało ze mnie ostro na czerwono. A wcześniej zafundowałem sobie rundkę przez Puszczę Zielonka - dojechałem przez Koziegłowy i Wierzonkę do Karłowic, gdzie zawróciłem i pomknąłem swoimi śladami, zaliczając obowiązkowe stanie na wiecznie remontowanych kawałkach trasy. Średnia mogła być lepsza, ale wierzcie mi, że lekko mi się na końcu odechciało cisnąć.
Po raz kolejny ostrzegam: ścieżki rowerowe albo zdrowie - wybór należy do ciebie...














