Mały głód

Czwartek, 2 października 2014 · Komentarze(4)
Wczoraj niestety przegrałem z aurą i obowiązkami zawodowymi, dziś więc miałem już małego głoda po jednym dniu bez roweru. Głód głodem, a jazda przez miasto przypomniała mi o mrocznej części całej tej zabawy - ruch może nie był specjalnie duży jak na Poznań, ale zagęszczenie ciężarówek i samochodów skręcających wszędzie - lewo, prawo, tył, bok, a jakby jeszcze można było do góry to pewnie i tego by próbowali - było masakryczne. Przy granicy miasta miałem średnią niewiele ponad 26 km/h, więc jak tylko ujrzałem wyjazd z Gnieźnieńskiej na wolną przestrzeń poczułem się jak prosiak, który uciekł z transportu do rzeźni :)

Końcową średnią, mimo że słabą, musiałem ostro wypocić, ale sama trasa przez Kobylnicę do Biskupic z bocznym wiatrem upłynęła bez przygód. No, może prócz dwukrotnego puknięcia się w kask na widok zawsze i wszędzie spieszących się kierowców, dla których wyprzedzanie, podwójna ciągła i zakręt wcale się nie gryzą, a nawet potrafią być kompatybilne. I jak się tu dziwić, że cała droga na Gniezno upstrzona jest przydrożnymi krzyżami...

No i jeszcze podsumowanie września: 1,5 tysiąca kilometrów, średnia 30,3. Przeciętnie, ale chyba przyzwoicie, a za nami prawdopodobnie ostatni w tym roku miesiąc, gdy pogoda była całkiem ok. Za to pobiłem chyba rekord miesięczny w ilości przesłuchanych audiobooków i płyt. I to mnie cieszy najbardziej, troszku qltóry nie zaszkodzi :)

Korniki

Wtorek, 30 września 2014 · Komentarze(4)
Pogoda od rana zaczęła się lekko psuć, więc zapobiegliwie zwlokłem się i wyjechałem dziś wcześniej niż zazwyczaj, bo lekko po ósmej. Każda z prognoz pokazywała odmienny wiatr, a jako że naprawdę nie dało się z tego wyciągnąć jakiejś przeważającej wersji postanowiłem rozsądnie odpuścić jakiekolwiek kursy przez miasto i pojechać "samochodzikową" trasą. Jednak coś mnie tknęło i zdecydowałem się pokręcić odwrotnie niż zazwyczaj - czyli najpierw Wiry, potem Trzcielin, Dopiewo i powrót przez Skórzewo. Okazało się to już drugą tego dnia dobrą rowerową decyzją (u mnie - szok!).

O słuszności wyboru przekonałem się w Komornikach. Korek, w którym kilka dni temu utknąłem wyglądał dokładnie tak samo, tylko był jeszcze dłuższy. Tak prezentowała się końcówka z tego ponad dwukilometrowego pieszczoszka, ciągnącego się od Szreniawy:

Jak widać mądrze zrobiłem wybierając tę stronę... Jeśli kiedykolwiek będę miał jakieś prawa wyborcze w Komornikach to będę postulował o zmianę nazwy tej miejscowości na Kor(ni)ki, będzie bardziej adekwatna.

Sama jazda nie odpowiedziała mi na pytanie skąd wieje. Jak zwykle czułem, że zawsze w pysk, ale czy tak było pewien nie jestem, bo za silny to ten wiatr na szczęście nie był. Patrząc jednak na średnią na pewno nie odczułem jego pomocy. Sojusznikiem nie był też deszcz, który dał o sobie znać na ostatnich kilometrach - gdybym wyjechał później to zlałoby mnie porządnie, a tak to tylko otrzymałem karnego showera :)

Prawie zacnie

Poniedziałek, 29 września 2014 · Komentarze(2)
Wczoraj w komentarzu napisałem, że budziki spod znaku F-16 w dni robocze ukazują się na niebie dopiero w okolicach godziny 10-tej. Błąd, Dziś nadeszła korekta - 7:30, Żona w drodze do pracy, ja dosypiam smacznie, bo do roboty na 13-tą i nagle ten apokaliptyczny dźwięk. Po raz kolejny dziękuję.

Jak już się (nie)wyspałem to ruszyłem na swoją najbardziej klasyczną pięćdziesiątkę, czyli "kondomik". Taktycznie znów pojechałem przez Wiry, żeby uniknąć remontu w części Lubonia, a potem już standardowo: Mosina, Krosinko, gdzie postałem z zegarkiem (a właściwie komórką) w ręku dokładnie 5 minut w ruchu wahadłowym, Łódź, Stęszew (jak zwykle tu dopadła mnie nagła awaria oczodołów i nie zauważyłem całkowicie irracjonalnego zakazu jazdy na kawałku DK 5), Komorniki (dziś już wykorzystałem mało popularny objazd, bo korek był ponad kilometrowy, od samej Szreniawy) no i Poznań.

Pogoda GENIALNA. Rzadko zdarza mi się chwalić warunki atmosferyczne, ale dziś jest za co - 16 stopni, wiaterek SW mało upierdliwy, rewelacja. Szkoda tylko, że na trasie były te wszystkie przeszkody drogowe, bo czuję, że mógłbym wykręcić jakąś zacną średnią. A tak to wyszła półzacna :)

W sumie fajnie :)

Niedziela, 28 września 2014 · Komentarze(3)
Jak to u mnie - jeśli jest niedziela to w 87,98% będę w pracy. Kapitalizm zrobił ze mnie współczesnego niewolnika, który musi zaspokajać ludzką weekendową próżność - cóż, sorry, takie mamy czasy :/ Dziś na 12-tą, więc musiałem wstać dość wcześnie, żeby pozwolić sobie na komfort jazdy rowerem. W sumie nawet nie było z tym problemu, bo nasze kochane państwo zafundowało mi budzenie w postaci lecących nad Dębcem dwóch myśliwców F-16. O 7 rano. Tak sympatycznie. Kto miał tę przyjemność słyszeć dźwięk tych cudeniek w bliskiej odległości wie jak skuteczny to budzik...

Za to jechało mi się dziś wyśmienicie. Wiatr już spokojniejszy niż ostatnio, do tego z południa i zachodu i fajny chłodek - yammi :) Na samym początku, w Luboniu, wyskoczył mi zza pleców jakiś kolarz (pozdrawiając, więc plusik) na szosie, która moim niewprawionym okiem kosztowała kilka grubych tysiaków. Posiedziałem mu chwilę na kole i stwierdziłem, że dam zmianę, bo demonem prędkości nie był - a gdy to się stało okazało się, że kolega chyba nie ogarnął tematu, bo został daleko w tyle. Jednak sam rower nie załatwia sprawy :)

Podjechałem sobie przez Mosinę i Iłówiec do Starego Tarnowa, gdzie zawróciłem tą samą trasą. Pomiędzy tymi ostatnimi miejscowościami zaczęła powstawać ścieżka, o dziwo z asfaltu, ale to koniec pozytywów. Bo droga oczywiście robiona jest tylko w jednym kierunku, z koniecznością przejechania na drugą stronę. Już oczyma wyobraźni widzę swoją przyszłą wojnę z kierowcami - BO PRZECIEŻ TAM JEST ŚCIEŻKA! I po klaksonie :)

Aha, a średnia wyszła nawet ok.

Krótko i wietrznie

Sobota, 27 września 2014 · Komentarze(4)
"Wiatr słaby i umiarkowany" - tak brzmiała wczorajsza prognoza pogody na dziś. Jeśli tak było to boję się jaki będzie ten silny wiatr :) Znów mnie zmasakrowało na otwartych terenach, ale mimo wszystko jechało się w miarę, bo cieplutko jak na końcówkę września, nie padało, a do tego Poznań jakiś taki dziwnie przejezdny (czyli stałem na połowie świateł, a nie na wszystkich, jak to bywa zazwyczaj).

Trasa zgodnie z kierunkiem wiatru (teoretycznym), czyli na północny zachód, przez Strzeszynek, Kiekrz, Rokietnicę i powrót przez Mrowino, Napachanie i Przeźmierowo. Jak wytłumaczyć to, że flagi pokazywały w drugiej połowie, że powiew mi sprzyja, a w tym samym czasie wiatr niemal mnie zatrzymywał w miejscu - ponownie wyjaśnić nie potrafię. No ale cóż, nikt nie mówił, że w tej zabawie z pedałami nie będzie bolało :)

Komor-nici

Piątek, 26 września 2014 · Komentarze(0)
Właściwie to powinno być Komorniki, ale tytułowy neologizm jest jak najbardziej uzasadniony, gdyż właśnie przez ponad kilometr korka złożonego w 90% z TIR-ów nici zostały z dobrej średniej. A wcale nie jechało mi się źle – mimo chłodku i jak zwykle wariującego wiatru zapowiadało się dobrze na „samochodzikowo-rybkowej” trasie przez Plewiska, Dopiewo, Trzcielin i Szreniawę – do czasu Komornik. W sumie mój błąd, bo dziś nie chciało mi się robić objazdu i zostałem skarcony. Skończyło się ledwo wywalczonymi trzema dychami.

Z dzisiejszych atrakcji wart wspomnienia jest troglodyta o aparycji menela, z obowiązkową czapeczką, znaną nam z wildeckich czy jeżyckich podwórek. Nie wiem kto kretynowi dał prawo jazdy, do tego możliwość sterowania vanem, ale fakt jest faktem, że w Palędziu na skrzyżowaniu na bezczela wepchnął mi się z podporządkowanej. Z natury jadę zawsze pewnie i nie pozwalam na takie zachowania, było też tak dziś, więc bezmózg musiał skorygować swój manewr i miałem okazję spojrzeć mu w pysk – a ten jeszcze śmiał mi się odszczeknąć!

A po południu, korzystając z wolnego dnia, postanowiłem znów zaspokoić swój głód lasu oraz złapać jeszcze ostatnie momenty zieleni i dołożyłem jeszcze nigdzie nieewidencjonowaną dyszkę na crossie po Dębince, tempem całkowicie spacerowym. Wybrudziłem się i usyfiłem błotem przy tym strasznie, ale cieszyłem się z tego jak dziecko :)


Tapiry barwy blond

Czwartek, 25 września 2014 · Komentarze(0)
Jako wybitny "miłośnik" siadających za kółkiem pań w średnim w wieku z tapirem na głowie w kolorze blond, praktycznie już od momentu gdy zamknąłem dziś za sobą drzwi klatki schodowej miałem dzień ustawiony. Bo pierwsze co zauważyłem to taki właśnie tapir pędzący pod prąd Astrą (chyba) jedną z jednokierunkowych wąskich uliczek na Dębcu - oczywiście wzrok skupiony na jednym punkcie, boki i znaki nie istnieją - królowa szosy jedzie przed siebie, być może analizując nową fryzurę lub pedicure. W sumie nawet lubiłbym takie indywidua, gdyby nie zagrażały reszcie ludzkości :)

Po upewnieniu się, że nie jedzie za nią jakaś bliźniaczka mogłem ruszać, mijając remont na Czechosłowackiej - trzeba przyznać, że póki co mimo moich obaw nie ma tragedii. W planach był dziś "kondomik", ale pomny wczorajszej walki z  remontami w Luboniu lekko go zmodyfikowałem jadąc przez Wiry i tamtędy dojeżdżając do Łęczycy. Potem już klasycznie: Mosina, Łódź, Stęszew i powrót przez Komorniki, które - zakorkowane jak zwykle - też sprytnie ominąłem wymyślonym objazdem. Delikatnie kropiło i niedelikatnie wiało, ale jako taką średnią udało się zrobić.

A co na koniec? Tapir numer dwa - tym razem z komórką przy pysku próbujący wyjechać z podporządkowanej wymuszając pierwszeństwo - otrzymała ode mnie krótką informację na temat braku zawartości we łbie pomiędzy żuchwą a odrostami i z wymuszenia nici. Ale klamra mentalna z mojego dzisiejszego treningu w sumie wyszła nawet logiczna...

Chłodnik

Środa, 24 września 2014 · Komentarze(3)
Ja naprawdę lubię jak jest chłodno, jednocześnie nienawidząc upałów. Ale pięć stopni na plusie we wrześniu to nawet dla mnie delikatna przesada - a tyle było dziś rano za oknem. Cóż, ciepła bluza i dłuższe spodnie załatwiły sprawę, choć łapy mi zmarzły. Idą jesień i zima, oj idą - lecz jeśli będą takie jak w tamtym i tym roku to obiecuję nie narzekać :)

Zostało mi dziś dzięki południowemu wiatru darowane przepychanie się przez Poznań, choć jak jak zwykle swoje zrobiło miastowieś Luboń - obowiązkowo remoncik i ruch sterowany przez średnio ogarniętego dziadka trochę napsuły mi nerwów i średniej, tak samo jak dwa przejazdy kolejowe - przy tym drugim podczas powrotu już nie wytrzymałem i zamiast czekać na oko 10 minut przepchnąłem się przez centrum Lubonia k... (tu zamiast słowa "koło" ciśnie mi się pewien inwektyw) Poznania, gdzie jak sądziłem remont się skończył - tak, skończył się, ale teraz dziarsko zabrano się za remont remontu :)

A co do samej trasy to klasycznie przez Mosinę do Sulejewa. Wiatr szalał z zachodu na wschód, więc niewiele mi pomógł - nieważne, liczy się, że kolejne pięć dych udało się zaliczyć.

Dziś zobaczyłem, że stuknęło mi pięć tysięcy wejść na bloga - mało czy dużo nie mam pojęcia, ale miło, że ktoś czyta te moje przesycone żółcią wypociny :)

Elaboratu dziś brak

Wtorek, 23 września 2014 · Komentarze(0)
W tym miejscu pierwotnie planowałem napisać dłuższy elaborat na temat dzisiejszego kosmicznie męczącego wiatru, korków, stania na przejazdach kolejowych i objazdach. Ale zostałem tak zmasakrowany dziś w pracy głupotą naszych rodaków, że nie mam na to siły i napiszę tylko, że jechałem rano po mokrych jeszcze drogach przez cały Poznań, mając przed sobą tira z napisem "uwaga, zachodzi przy zakręcie" na każdych światłach - co on stał to ja też. Prędkość średnia 25 km/h moja na tym odcinku na rowerze i jego za kółkiem oddaje chyba jakość i komfort jazdy po mieście... Tragedia.

Potem trochę się odbiłem, ale różowo nie było. Bo już poza miastem:

No i tak to leci neverending story :)

Pozdro!

Przewianko

Poniedziałek, 22 września 2014 · Komentarze(1)
Zerkając rano za okno i widząc krople deszczu oraz paskudnie silny wiatr myślałem, że Dzień bez Samochodu uczczę Dniem bez  Roweru. No ale jak ma się do roboty na 13-tą, Żona w pracy to nie ma bata - warunki mi niestraszne (nooo, w ramach rozsądku). Przestało w końcu kapać z nieba, więc po mocnej kawie decyzja - jadę, najwyżej mnie zleje. Jak się okazało zostało mi to oszczędzone, ale wiatrzysko zrobiło swoje - pierwszą połowę z dzisiejszej trasy (Skórzewo - Zakrzewo - Drwęsa i nazad) pokonywałem schowany szczelnie za barankiem i z myślami o tym, że jednak lemondka nie byłaby takim złym rozwiązaniem na jesień. Przewiało mnie koszmarnie, ale motywowałem się tym, że powrót na logikę musi być przyjemny, no bo skoro wieje w pysk w jedną, to będzie pomagał w drugą stronę. Jak zwykle okazało się to nieprawdą, cóż, nadzieja matką rowerzystów :) Miło było tylko kawałeczek na prostym kawałku między Drwęsą a Zakrzewem, a część pozostała to wietrzne kuksańce z boku, Do tego dziś chyba ustanowiono Dzień z Traktorem, bo korki z nimi związane spotkałem w czterech miejscach. Całość skończyła się ze średnią na poziomie wyrzyganej trzydziechy - dobrze, że choć tyle.

Pierwszy roboczy dzień remontu na Dębcu od rana o dziwo bez większych problemów. W sumie nawet dzięki zamknięciu Czechosłowackiej dla samochodów mam dla siebie całą szerokość asfaltu - tak by w sumie mogło zostać.