Info
Suma podjazdów to 800203 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Sierpień29 - 23
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.20km
- Czas 01:43
- VAVG 30.41km/h
- VMAX 50.90km/h
- Temperatura 26.0°C
- Podjazdy 145m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Piekarnik #7 + odkryłem Mekkę!
Sobota, 15 sierpnia 2015 · dodano: 15.08.2015 | Komentarze 2
Podobno piekarnik jest na finiszu. Oby!!! Może znów nadejdą czasy, gdy będę mógł wyjść na rower nie mrożąc przez całą noc bidonu, a nad ranem do kawy nie dodając połowy zamrażalki... A na razie... wciąż ukrop.
Jak zwykle o dziewiątej rano można było jeszcze jako-tako żyć. Wiało wciąż mocno ze wschodu, musiałem więc znów zaliczyć kurs Starołęcką. I tu napiszę rzecz u mnie rzadko spotykaną - brawo dla służb planujących remonty. Wreszcie ktoś użył mózgu i postanowił, że zamknięcie i przebudowa tamtejszego przejazdu kolejowego nastąpi w weekend, i to jeszcze częściowo świąteczny, przez co objazdy są mało upierdliwe, a ta koszmarna ulica stała się nawet przejezdna. Panowie z ciężkim sprzętem zrobili z torowiska mały Wielki Kanion, którym nie podołają nawet emerytowane rowerowe "koszykarki", z moich obserwacji potrafiące przedrzeć się przez najgorsze zasieki. Tym razem pozostał spacerek tunelem, po którym nawet mnie korona z kasku nie spadła.
Dotarłem do Czapur, mając w perspektywie objechaną już miliardy razy trasę na Rogalin i... postanowiłem zaszaleć. Olałem pierwotny plan i skręciłem w kierunku Babek, spodziewając się przymusowego nawrotu, mając w pamięci, że w pewnym momencie zaczynał się będący "od zawsze" gnój związany z przebudową tamtych okolic - nie do przejechania nie tylko szosą, ale nawet crossem. A tu proszę - piękny asfalt. Yhm, ciekawe jak długo. Daszewice - ok (z małym wyjątkiem). Kamionki - poezja. O co chodzi? Doszła do tego dość specyficzna "reklama" OSP (?) i już wiedziałem, że odkryłem nową rowerową mekkę.
A co najważniejsze - ZERO, dosłowne ZERO ścieżek rowerowych. Za co w zamian? Genialny, wart powtarzania w całej Polsce patent, dla którego aż na chwilę wjechałem na kostkę:
Czyli ruch "dopuszczony", a nie "nakazany". Wszyscy szczęśliwi - ja jadąc asfaltem, chodnikowcy - bo są i podjazdy pod posesje, jest Poz-Bruk, czyli kwint esencja dotychczasowych ścieżkowych standardów. Chyba jedynym poszkodowanym jest milicja, bo niech mi tu spróbują dać mandat! Biedactwa... :)
W takich warunkach dotarłem do Borówca, potem w ramach eksploracji terenu znalazłem drogę alternatywną do pieszego wiaduktu nad S11 (tyle lat nieświadomości!), którą dokręciłem do Gądek. Trasę skończyłem w... lesie. Nie pytajcie. Lekko się pogubiłem :)
Uśmiechnięty i mega zadowolony z odkrycia nowych szlaków, do tego tak komfortowych, zawróciłem swoimi śladami. Wiatr co prawda jak zwykle nie chciał pomagać, ale dziś nawet to mi nie przeszkadzało. W obydwie strony mijałem znaczną ilość - też pewnie dopiero trasowo uświadomionych - rowerzystów, tak dużą, że w pewnym momencie musiałem puścić kierownicę i pozdrawiać dwoma rękoma.
Warto jednak raz na jakiś czas skręcić i "zaryzykować". Trasa wchodzi w kanon moich obowiązkowych. Za znalezienie idealnego asfaltu w okolicach Poznania można dać mi Nobla, a za podzielenie się mapką jakiś krzyż kawalerski :)
- DST 56.30km
- Czas 01:54
- VAVG 29.63km/h
- VMAX 50.10km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 148m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
"Dopuki" walczysz...
Piątek, 14 sierpnia 2015 · dodano: 14.08.2015 | Komentarze 3
O 9 rano można było jeszcze oddychać, więc dzisiejszego dnia nie zaliczam do "piekarnika". W zamian za to pojawił się znów silny wiatr, do tego średnio konkretny co do kierunku. Przy moich wybitnych zdolnościach przewidywania oznaczało to, że mam przed sobą jakieś 75% jazdy z powiewem w pysk. Tak zaplanować sobie trasę potrafię chyba tylko ja :)
Ruszyłem klasycznie, przez Starołękę i Krzesiny do Tulec, a potem do Gowarzewa, w którym postanowiłem poeksperymentować i skręcić na Swarzędz. Wiało w twarz. Zakręciłem na Zalasewo i Garby. W twarz. Z Tulec tą samą trasą jak w drugą stronę. Z boku. No kurde! W perspektywie miałem jeszcze Starołęcką, gdzie tracę zawsze minimum pół kilosa ze średniej. Cóż, mogłem się poddać. Naprawdę mogłem. Ale tego nie zrobiłem. Z moich starań finalnie nic nie wyszło. bo wynik jest tragiczny, ale się starałem, mając motywatora. Jakiego? Otóż wczorajszy napis znaleziony na ulicy Tokarskiej :)
Reasumując: dopUki nie używasz słownika jesteś analfabetą. A ja jednak nie zostałem zwycięŻcą.
A po południu, korzystając z wolnego dnia kopsnęliśmy się z Żoną do Mosiny. I teraz mogę się pochwalić, że zostałem osowogórskim triathlonistą, gdyż nie tylko pod tę hopkę wjeżdżałem, nie tylko właziłem na nogach, ale w końcu sobie popływałem w tamtejszej gliniance.
O właśnie tam, w dole:



- DST 53.00km
- Czas 01:53
- VAVG 28.14km/h
- VMAX 48.80km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 118m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Crossoregeneracja
Czwartek, 13 sierpnia 2015 · dodano: 13.08.2015 | Komentarze 2
W końcu! W końcu coś pokropiło z nieba. W normalnych warunkach bym uważał, że za napisanie takich słów powinno się od razu szukać dla mnie ustronnego miejsca z deficytem klamek, ale analizując ostatni tydzień ten minimalny deszczyk okazał się błogosławieństwem. Oraz okazją do odkurzenia crossa, bo trochę mnie już szosa znużyła. A już jazda nią przez miasto w ogóle.
Sadzając tyłek na siodełku poczułem, że świat jest mój. DDR-ki mi nie groźne, krawężniki to pikuś, a czekanie na światłach - mało znacząca niedogodność. Proszę, jak się zmienia optyka po przesiadce z wąskotorówki na parowóz. Pokręciłem klasycznie i bez spiny na północ, przez caaaalutki Poznań do Kobylnicy i Biskupic, gdzie zauważyłem, że zakwitł piękny asfalt na dotychczasowym zjeździe do Jeziora Kowalskiego. Co prawda w połowie tej drogi panuje cały czas rozpierducha, ale dojechać się da. Na chwilkę się zatrzymałem, powdychałem zapach wody wymieszanej ze spalinami, podjechałem pod hopkę w kierunku na Kołatę i zawróciłem.
W międzyczasie zupełnie się wypogodziło i na zjazdach żałowałem, że jednak nie wziąłem szosy. Ale co cztery litery odpoczęły to ich :) Niestety znów zaczął się ukrop. Szkoda, ale nawet te kilka godzin wytchnienia pozwoliły mi na minimalną regenerację.
- DST 52.20km
- Czas 01:41
- VAVG 31.01km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 30.0°C
- Podjazdy 68m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Piekarnik #6
Środa, 12 sierpnia 2015 · dodano: 12.08.2015 | Komentarze 4
Nie ma zmiłuj. Pogodowy gnój nie zamierza odpuszczać. W nocy nie mogę spać, budzę się co kilka godzin, a mimo otwartego na oścież okna nad łóżkiem, nad ranem czuję się jakbym nocował w saunie. O tym, żeby w takim stanie oczekiwać od siebie podczas obowiązkowej pięćdziesiątki jakichś fajerwerków nawet nie myślę. Po prostu wyjechać, przejechać, dojechać.
Dziś olałem prognozowane, potencjalne, jak zwykle nijak mające się do realiów, kierunki wiatru i pojechałem tam, gdzie mi się zachciało. A zachciało mi się na zachód, przez Górczyn, Junikowo, Wysogotowo, Zakrzewo, WIęckowice, Fiałkowo, Dopiewo, Gołuski i Plewiska. Czyli jedna ze standardowych glizd w ciąży, widoczna na mapce (dziś jeszcze wklejam). Jechało mi się o dziwo nawet fajnie, głównie z powodu małej ilości przystanków, przez co było niewiele okazji, żeby ugotować się w sekundę po zatrzymaniu. Niestety izotonik z bidonie skończył mi się dość szybko, więc po wylądowaniu w domu wytrąbiłem niemal na raz (uwaga, teraz wpis będzie zawierał lokowanie produktów): ćwierć dużej butli Rivivy pomarańczowej, tyle samo gazowanej wody Żywiec z cytryną oraz połowę Mirindy. I wciąż mi się chce pić. To lato jest gorsze niż permanentny kac! :)
A w pracy wczoraj znów utrzymany zakaz używania klimy. Nie dało się wytrzymać, wyglądaliśmy wszyscy jak małe murzyńskie plemię o barwach od brązowej przez czerwoną aż do intensywnego różu. Prowadziliśmy więc dywersję w celu podtrzymania podstawowych funkcji życiowych, włączając nawiew co jakiś czas i wystawialiśmy czujkę, która pilnowała czy nie nadchodzi ktoś z dyrekcji. Co za czasy... Na szczęście wieczorem łaskawie zakaz zniesiono i w końcu można było oddychać. Boję się co dziś mnie czeka.
- DST 54.50km
- Czas 01:50
- VAVG 29.73km/h
- VMAX 46.00km/h
- Temperatura 29.0°C
- Podjazdy 131m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Piekarnik #5
Wtorek, 11 sierpnia 2015 · dodano: 11.08.2015 | Komentarze 4
Zdychania ciąg dalszy. Dziś jazda bez pary, a także przez upały bez specjalnej chęci, co widać po średniej. Co prawda gdyby nie Starołęcka to pewnie bym dobił do tych trzech dych, ale... nie dobiłem :) Cały czas dość solidnie wiało, choć o dziwo po drzewach tego nie było widać, a czuć jedynie na wysokości próbującego przyspieszyć rowerzysty - tak jakby nastąpił jakiś constans pomiędzy przyrodą a wiatrem, który pewnie też ma dość tego cholernego słońca i ukropu.
Trasa: Dębiec - Starołęka - Krzesiny - Żerniki - Tulce - Krzyżowniki - Dachowa - Robakowo - Koninko - Głuszyna oraz powrót przez Starołękę. Mimo że jechałem głównie po wioskach to samochody dostawcze i tiry dostały dziś jakieś sr..., eee, to znaczy rozwolnienia. Miliardy tych grubasów wymieszane z traktorami (jednym ciągiem w pewnym momencie wyprzedziłem trzy) oraz latającymi jak opętane F-16-tkami powodowały, że czułem się jak w jakimś okupowanym Donbasie, a nie na zachodzie cywilizowanego kraju.
P.S. Dzięki pomocy bikestatowicza csx (raz jeszcze dzięki!) udało mi się przywrócić widoczność mapek z Endo. Nie będę wklejał wszystkich, bo żeby się pokazywały trzeba się zgodzić na udostępnienie ich szeroko rozumianemu ogółowi, a cenię sobie choć ostatki prywatności. Ale dobrze wiedzieć, że jednak to działa - a kłamie ta apka tak samo jak kłamała. Dziś się zawiesiła, sama wyłączyła, zjadła trzy kilometry i pokazała prędkość maksymalną 414,6 km/h :)
- DST 55.00km
- Czas 01:50
- VAVG 30.00km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura 26.0°C
- Podjazdy 114m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Kaputt
Poniedziałek, 10 sierpnia 2015 · dodano: 10.08.2015 | Komentarze 4
No proszę. Tyle lat mieszkam w Poznaniu i nie spodziewałem się, że uda mi się tu pogubić. A jednak. Zachciało mi się kombinowania z trasą, zamiast jak Pan Bóg (jak zwykle do wyboru który) przykazał i mam za swoje. Coś mi się ubzdurało, że po minięciu Malty, ulicy Dymka, a potem Browarnej (nie tylko piękna nazwa, ale i okolica) uda mi się z automatu pojawić w okolicach Głównej. Nie da się. Tym bardziej jeśli pędząc grubo ponad trzy dychy wjeżdża się na rondo w Antoninku nie zdążając przeczytać gdzie i jak należy skręcić. Dzięki temu zafundowałem sobie powrót do uwielbianego centrum miasta przez Miłostowo i dopiero potem znów skręciłem tam, gdzie chciałem, czyli w kierunku Kobylnicy. Dokręciłem do miejscowości Bugaj, zawróciłem i dotarłem do domu już trasą klasyczną.
Tyle z dziś. Nie mam weny. Jacyś jajogłowi gdzieś tam w stolycy sobie wymyślili, że trzeba nagle zacząć oszczędzać energię. Wszędzie. W związku z tym siedzę od siedmiu godzin w robocie, w pomieszczeniu bez klimy. I dodatkowo bez okien. Zaraz zacznę gryźć.
- DST 54.00km
- Czas 01:48
- VAVG 30.00km/h
- VMAX 46.20km/h
- Temperatura 29.0°C
- Podjazdy 97m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Piekarnik #4
Niedziela, 9 sierpnia 2015 · dodano: 09.08.2015 | Komentarze 0
Serii "co cię nie zabije to cię spali żywcem" ciąg dalszy. Dziś ciut mniej na blacie niż choćby wczoraj, czyli o 10 rano ledwo oddychałem, ale jednak oddychałem. Nowość spośród ostatnich dni.
Zaczęło wiać z północy, więc za mną kilkunastokilometrowy kurs razy dwa przez Poznań, a potem tak samo zaczerwieniony na światłach Suchy Las, zanim znalazłem się na wolnej przestrzeni. Plus jedyny, że ruch wakacyjno-niedzielny niewielki, ale sygnalizacja robiła swoje, więc co kilkaset metrów czekały mnie urocze momenty, gdy podczas zatrzymywania się wszędzie i zawsze w sekundę wypacałem resztki zawartej we mnie H2O. O dziwo Strava mi pokazała, że w tych warunkach zrobiłem swój rekord podjazdu na ulicy Żeromskiego, od wiaduktu na Golęcin do skrzyżowania. Czego się nie robi, żeby złapać kawałek ruchu powietrza :)
Trasa do Chludowa, gdzie zakręciłem się na pięcie, oraz powrót. Na wiadukcie przy Górczynie mijałem jakieś powoodstockowe ludzkie resztki, jak zwykle niegroźne mentalnie, więc nawet nie miałem sumienia uświadamiać ich krzykiem, że to pas tylko rowerowy, tylko grzecznie poprosiłem o zrobienie miejsca i podziękowałem.
- DST 54.10km
- Czas 01:44
- VAVG 31.21km/h
- VMAX 50.90km/h
- Temperatura 30.0°C
- Podjazdy 216m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Piekarnik #3
Sobota, 8 sierpnia 2015 · dodano: 08.08.2015 | Komentarze 2
Błogosławieństwem jest mieszkać w miejscu, z którego mam zaledwie kilka kilometrów do parku narodowego, a kilkanaście do parków krajobrazowych. Bez tego została by ze mnie dziś skwarka, a może bardziej świeżo spreparowana mumia o średnio atrakcyjnych walorach wizualnych. Na szczęście zestaw: 7:30 rano + duża ilość drzew + picie + picie + picie dało wynik równania na satysfakcjonującym poziomie, który można zawrzeć w jednym stwierdzeniu: "pacjent przeżył".
Pojechałem dziś przez Puszczykowo i Mosinę do Żabna, potem hopka do i z Sulejewa oraz nawrót. Tylko na tyle było mnie dziś stać. A jak dowiedziałem się, że synoptycy zapowiadają nam taki gnój do okolic dwudziestego sierpnia to znów nabrałem ochoty na rytualne samobójstwo. Eh, gdyby dziś nie te drzewa...
- DST 53.10km
- Czas 01:46
- VAVG 30.06km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 30.0°C
- Podjazdy 132m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Piekarnik #2
Piątek, 7 sierpnia 2015 · dodano: 07.08.2015 | Komentarze 0
Tak naprawdę to po tym haszu w tytule powinna być dużo większa wartość, ale ostatnie dwa-trzy dni były minimalnie chłodniejsze, przynajmniej rano. Dziś wyszło cało paskudztwo lata, bo nawet gdy wyjeżdżałem po siódmej rano (jednak potrafię być rozsądny, ha) to już ta cholera gdzieś tam na górze zajmująca się przykręcaniem stopnia grzania grubo przesadziła.
Wczoraj udało mi się nabyć na szybko nową oponę. Nie miałem czasu marudzić, wiedziałem jedno - po tym co widać na zdjęciu we wczorajszym wpisie odpuszczam sobie na jakiś czas markę Schwalbe. Olałem też kolorki, bo ostatnio musiał być czerwony pasek, teraz stwierdziłem, że nie jestem lalunią wybierającą buciki w butiku ani hipsteroistotą muszącą mieć wszystko w jedynym słusznie designie. Mój wybór padł na nieznaną mi dotychczas markę Vittoria, a model Zaffiro, z delikatnym bieżnikiem - już z myślą o jesieni. Zobaczymy. Na razie nie czuję specjalnego oporu, jedzie się przyjemnie, Ale dziś nie szalałem, bo chciałem jedynie przeżyć te dwie godziny i nie zejść na zawał.
Trasa: Dębiec - Starołęka - Głuszyna - Koninko - Tulce - Gowarzewo. I nazad. Bez kombinowania, bez wymyślnych zmian kierunku, za to jak na wielkopolskie warunki ze sporą liczbą zakrętów. Dojechałem, wróciłem i nastąpiła najlepsza część wyjazdu. Czyli prysznic :)
- DST 53.70km
- Czas 01:46
- VAVG 30.40km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 27.0°C
- Podjazdy 192m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
TrakTour
Czwartek, 6 sierpnia 2015 · dodano: 06.08.2015 | Komentarze 5
Już od kilku sezonów przekonuje się, że jedynym sprawdzonym patentem na upały jest jazda ocienionymi terenami, których na szczęście na południe od Poznania nie brakuje. Dziś więc wybrałem trasę prowadzącą przez Wielkopolski Park Narodowy oraz Rogaliński Park Krajobrazowy. Najpierw Starołęcka, po przejechaniu której dostałem motywującego smsa od kumpla, który podobno gdzieś mnie tam widział jak się przepycham między samochodami. Potem Czapury, Wiórek, Rogalin, dojazd do Mieczewa i nawrót oraz powrót przez Mosinę i Puszczykowo.
W Świątnikach chciał ze mnie zrobić miazgę koleś w ciężarówce z dwoma toi-toiami na pace, który wyjeżdżał z podporządkowanej na pełnej parze, jakby to była główna. Po tym jak musiałem wjechać niemal na środek drogi na jego pysku nie widziałem jakiejkolwiek głębszej refleksji - widocznie w tak gównianej branży zatrudnia się również gównianych kierowców.
Przyjemniej jechało mi się za to z powrotem, bo podczepiłem się pod wyjątkowo dobrze jadącego traktorzystę i zrobiłem sobie TrakTour od Rogalinka do Mosiny z prędkościami między 35 a 40 km/h. Niestety w końcu trzeba się było rozstać.
No i jeszcze mniej miła sprawa. Od kilku dni miałem wrażenie dziwnego toczenia w tylnym kole, ale nie miałem za bardzo czasu zająć się tematem. Sprawdzałem tylko na szybko szprychy, bo od jakiegoś czasu mam schizy, że wciąż mi pękają, ale to nie było to. Dziś w końcu przypadkowo spojrzałem na tylną oponę i lekko mi włos się zjeżył na taki oto widok:
Nie wiem od kiedy jeżdżę na czymś takim, ale oczyma wyobraźni już widzę co by było gdyby pękły na trasie te resztki niteczek utrzymujących całość. Dobrze, że to, późno bo późno, ale zauważyłem. Dziś przed pracą muszę nabyć szybko jakiś zamiennik, bo samobójcą nie jestem i na takiej gumie nie zamierzam przejechać już nawet metra.






