Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 250129.33 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.44 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 813283 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 52.55km
  • Czas 01:45
  • VAVG 30.03km/h
  • VMAX 51.70km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 202m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

DBL, EB i ogólnie ble :)

Piątek, 26 sierpnia 2016 · dodano: 26.08.2016 | Komentarze 8

Mocny południowo-wschodni wiatr nie odpuszcza, więc i ja nie odpuszczam tego kierunku. Chcąc nie chcąc (a bardziej nie chcąc, czemu - może wyjaśni się za chwilę) zebrałem się w sobie dość wcześnie rano, bo w robocie dziś musiałem pojawić się nieco szybciej niż zazwyczaj, i zacząłem pokonywać miejskie przeszkody, których objechać po prostu nie mam jak.

Po przekroczeniu Warty znalazłem się na Starołęckiej. Jestem chyba najbardziej znanym apologetą tej ulicy w internetach :) Jakoś, wolno bo wolno, ale zawsze, udało mi się ją pokonać, ale chcąc sfotografować specyficzną nalepkę ostrzegawczą na tyle betoniarki, dedykowaną konkretnie rowerzystom, udało mi się przypadkowo ukazać kwintesencję rozkoszy jazdy po tej części Poznania.

Wklejam, jakby ktoś twierdził, że moje marudzenie to wymysły :)

Potem było już na szczęście lepiej, dotarłem spokojnie do Czapur, następnie pokręciłem stałą trasą na Wiórek, Rogalinek, skręciłem na Rogalin, dotarłem do Radzewic, tam zawróciłem na pięcie i pomknąłem przez Mosinę, Puszczykowo i Luboń. "Pomknąłem" jest tu sporym nadużyciem, bo na dobrych kilka momentów zakwitłem w korku na "wyremontowanym" przejeździe kolejowym w Mosinie, który po remoncie przypomina źle zaorane kartoflisko.

Mam takie zboczenie, że zerkam sobie bezczelnie ludziom na rejestracje. Dziś zrobiłem to wyjątkowo szczegółowo w przypadku troglokierowcy, który tak mnie sprawnie wyprzedził w Rogalinie osobówką z dwoma (!) przyczepkami, na których znajdowały się łodzie, że gdybym mocniej mrugnął to pewnie mógłbym zacząć sterować nimi lewą rzęsą. Rejestracja - "DBL" (Bolesławiec), dobrze mi znana, bo w Jeleniej Górze jest ona czymś porównywalnym z podpoznańskim "PZ". Tylko skrót bardziej adekwatny, bo kojarzy się jedynie i słusznie z debilizmem :) A wracając, dokładnie na tej samej wysokości, tylko że po drugiej stronie, na gazetę obok mnie śmignęło "EBE", która ma tę przewagę, że kojarzy się nie tylko źle z paskudnym Bełchatowem (byłem kilka razy), ale też dobrze - z piwem :)

Jako próbę zachowania honoru puszkarzy trzeba odnotować miłe zachowania kierowcy we wspomnianym mosińskim korku, który zjechał mi jako jedyny na lewo, żebym mógł przejechać. Brawo, 1:2 to zawsze lepiej niż 0:20 :) Niestety byłem w takim szoku, że tylko podziękowałem, a nie odnotowałem blach.




  • DST 52.15km
  • Czas 01:46
  • VAVG 29.52km/h
  • VMAX 51.70km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 224m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Znalezione - nie ukradzione :)

Czwartek, 25 sierpnia 2016 · dodano: 25.08.2016 | Komentarze 7

Wiatr zmienił dziś kierunek na wschodni, do tego przybrał na sile i skierował me zgrabne odnóża najpierw na uroczą jak zwykle ulicę Starołęcką, gdzie się podenerwowałem tym, co zawsze. Jak już się wydostałem poza miasto to walczyłem już jedynie z podmuchami, natomiast cała reszta już gnoiła mniej.

Minąłem Krzesiny, Jaryszki, okolice Koninka, Gądki, Robakowo, Dachową...

Wrrróć.

To Robakowo. Jadąc zdezelowaną trasą nagle zauważyłem na asfalcie coś, co tym razem wyjątkowo nie przypominało rozjechanego kota, jeża, ani nawet borsuka, których to pozostałości widziałem kilka kilosów wcześniej. Początkowo nawet chciałem olać temat i pojechać dalej, ale coś mnie tknęło i się cofnąłem. Podniosłem, wyjąłem toto z czarnej kabury i zobaczyłem następujące ustrojstwo, zadziwiająco ciężkie:

Na czym bo na czym, na telefonach trochę się znam, ale takiej Motoroli w rękach jeszcze nie miałem. W ostrym słońcu trochę mi zajęło znalezienie włącznika i odblokowanie, myślałem początkowo, że jest całkowicie wyładowana, ale nie. Gdy zobaczyłem wyświetlacz i przeczytałem dane zamówienia, zerknąłem jeszcze dla pewności na górę, zauważyłem czytnik kodów - byłem w domu. To nie smartfon, a sprzęt kurierski (w domu wygooglowałem - model MC55, na alledrogo używany wart około 2,5 kafla). Gdyby była to "słuchawka" to po prostu zadzwoniłbym na jakiś numer, który wydawałby mi się kontaktowy i poinformował, gdzie można odebrać zgubę, w tym przypadku jednak postanowiłem zrobić inaczej - jako że znajdowałem się koło pewnych zakładów, gdzie przyuważyłem dyżurkę, postanowiłem tam zostawić znalezisko. Tym samym - dzięki przypadkowi - znalazłem się na chwilę w miejscu, w którym bym się nie spodziewał, czyli... rzeźni. Owym zakładem był bowiem Sokołów, przekroczyłem jego granicę praktycznie tylko jedną nogą, ale zrobiłem to z mentalnym obrzydzeniem.

Okazało się, że starszy ochroniarz od razu skojarzył w czym rzecz, że prawdopodobnie to jeden z ich kurierów, który niedawno wyjeżdżał. Czy to prawda czy nie nie miałem zamiaru weryfikować, bo i tak znaleźnego się nie spodziewałem, ale pan był na tyle wiarygodny i dziękował za to, że się pojawiłem, że zostawiłem ustrojstwo u niego. Kurier miał szczęście, bo jakby ta Motorola poleżałaby tam jeszcze kilka minut to na 99% zostałaby zmiażdżona przez jeżdżące tam w ilościach hurtowych tiry. A tak to może sobie zapamięta sprawę (raczej na pewno) i jeśli był do tej pory jednym z "klasycznych" przedstawicieli tej branży (oj, mógłbym powieść napisać o ich sposobie jazdy) to może teraz będzie bardziej uważał na rowerzystów. No chyba że robił to już wcześniej - zostało mu to wynagrodzone :)

Po spełnieniu misji pokręciłem dalej przez Szczodrzykowo, Krzyżowniki, Tulce, znów Jaryszki i Krzesiny oraz oczywiście Starołęcką.

Nad Wartą jeszcze upolowałem widok, który zawsze mnie cieszy - odżywający ruch wodny na rzece.

Przez całe to kręcenie się w sprawie czytnika straciłem średnią, ale cóż, bywa. Za to mogę "pochwalić" się powiedzeniem: znalezione - nie kradzione, bo zwrócone.




  • DST 60.65km
  • Czas 02:02
  • VAVG 29.83km/h
  • VMAX 53.20km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 263m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Misiu imposybilny :)

Środa, 24 sierpnia 2016 · dodano: 24.08.2016 | Komentarze 5

Od kilku lat mam ambicję odnalezienia jakiegokolwiek wariantu drogi z południa na północ Poznania, który pozwoliłby mi po pierwsze na choć w przybliżeniu płynny przejazd, a po drugie na niezanieczyszczanie przestrzeni publicznej słowami powszechnie uznawanymi za nieprzystające kulturalnemu rowerzyście. Jakby takowy akurat mnie gdziekolwiek mijał :)

Niestety - poddaję się. Jest to mission impossible, rzecz niewykonalna, nawet w wakacje, Dziś, wybierając wersję przez Górczyn, Bułgarską, Polską i Wawrzyńca, skąd już klasyczną trasą przez Golęcin wyjechałem na Koszalińską, jak zwykle stałem na światłach, w korkach, kretyńskich wysepkach pomiędzy przejazdami i w tysiącu innych upierdliwych elementach miejskiego życia. No nie ma mocnych.

Udało mi się odżyć dopiero za Strzeszynkiem, bo droga na Rokietnicę przez Kiekrz i Starzyny to aktualnie miodzio. Potem, po skręcie na Napachanie, Rogierówko i ponownie Kiekrz, też szło (jechało) nieźle, aż do granic trójkąta Baranowo-Przeźmierowo-Poznań, które jak zwykle było miksem cieniutkiej infrastruktury z cieniutkimi umiejętnościami kierowców, przez co stałem tam, gdzie powinienem jechać. Na finisz wybrałem sobie więc lekkie wydłużenie trasy kawałkiem na Wysogotowo, Skórzewo i Plewiska. Wyszło przez to dziesięć kilometrów więcej, ale na to się w końcu obrażać nie mam zamiaru, bo nadbudowa rzecz ważna :) Niestety nie udało mi się odrobić średniej. Cóż, samobójstwa z tego powodu dziś wyjątkowo nie popełnię. Za to znów poszło kilka fajnych podjazdów.




  • DST 62.10km
  • Czas 02:04
  • VAVG 30.05km/h
  • VMAX 60.20km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 267m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Plaskogórze

Wtorek, 23 sierpnia 2016 · dodano: 23.08.2016 | Komentarze 9

Wyspałem się, pojeździłem, podjadłem. Dzień uznaję za udany, tym bardziej, że dziś do roboty tylko na chwilę :)

Wykręciłem klasycznego "kondomika" z nieklasycznymi wariacjami, głównie dlatego, że mi się podjazdów zachciało. Najpierw więc pokręciłem się trochę po Plewiskach, w których górek nie ma żadnych, ale za to była okazja dobić kilka kilosów. W Rosnowie zaliczyłem coś na kształt hopki, potem przez Stęszew oraz Dymaczewo było płasko i w dół,a wyżyć się w mogłem dopiero na Osowej Górze. Podjazd dupy nie urwał, zjazd również, bo ledwo sześć dych przekroczyłem (uuuuu....), więc podjechałem sobie jeszcze pod Stare Puszyczkowo, a potem jeszcze Wiry drogą z Łęczycy. 

Mikre te nasze górki, więc wyszło skromnie. Ale każdy milimetr w górę to mała cegiełka do personalnej podjazdowej historii. Że tak kiczowato zapseudofilizofuję :)




  • DST 52.60km
  • Czas 01:45
  • VAVG 30.06km/h
  • VMAX 52.70km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 66m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

O Panu Misjonarzu

Poniedziałek, 22 sierpnia 2016 · dodano: 22.08.2016 | Komentarze 18

Wczoraj, po raz pierwszy w tym miesiącu, zatrzymał mnie w domu deszcz, a w sumie solidna ulewa. I tak dzionek miałem pracujący, więc nie czekało mnie tęskne wyglądanie za okno z nadzieją, że przejdzie, tylko pochomikowałem sobie godzinkę przez pracą (33 km, średnia 32,4 km/h – jak zwykle informuję o tym jedynie w celach statystycznych).

W sumie dzień przerwy to nie tragedia, a dziś miałem jeszcze większy smaczek na jazdę. Tym bardziej, że nie padało, był fajny chłodek, tylko – zagadka co? - no oczywiście wiaterek irytował :) Wykonałem jedną z zachodnich wariacji, czyli trasę z Dębca przez Plewiska, Skórzewo, Wysogotowo, Sierosław, Więckowice, Dopiewo, Palędzie i znów Plewiska do domu. Bez przygód, a nawet bez widocznych na mojej drodze debili w czterokołowych puszkach.

A propos debili :) Mam zaległą historyjkę z ostatniej soboty, kiedy to wracałem sobie wieczorkiem z roboty, kręcąc radośnie na miejskim rowerku. Pod koniec trasy, gdy wspinałem się na dość stromą ulicę Świętego Szczepana na Dębcu, dogoniłem kolesia w pełnym „pro” rynsztunku na mtb. I tu zaczęło się robić ciekawie, bo w momencie, gdy zamierzałem go wyprzedzić, a on to zauważył to nagle… zaczął zajeżdżać mi drogę! Ja w lewo, on w lewo, próbuję z prawej, on z prawej… niemal jak na finiszu TdF :)

- Koleś, o co ci chodzi? - ja do niego, gdy wyszedłem po sekundzie z wstępnego szoku.

- Czy masz światła??? Czy masz światła??? - usłyszałem wyszczekane kompulsywne pytania.

- Jak widzisz nie mam, bo jak może zauważyłeś jadę rowerem miejskim, gdzie to, że dynamo mi nie działa okazało się już po ruszeniu i po wypożyczeniu (oczywiście nie wypowiedziałem tego jednym haustem, bo miałem przerwy na manewrowanie kierownicą. I tu przypis – przy rowerze stojącym na stacji nie da się zweryfikować czy lampki działają, a do tego ostatnio sam taką usterkę zgłosiłem przez aplikację mobilną).

- Stwarzasz zagrożenie!!!! Stwarzasz zagrożenie!!!! (Szczegół, że 99% dotychczasowej drogi pokonałem DDR-kami, a w tym momencie na pustej osiedlowej uliczce byliśmy sami).

- Jedyne zagrożenie jakie tu widzę to ty… - powiedziałem i w końcu udało mi się zmylić czujność naszego asa i go wyprzedziłem, a mając już za sobą postanowiłem jeszcze wywnioskować o co w ogóle kaman. Ożywiona dyskusja nie przyniosła szerszych wniosków, a błądzący gdzieś w nieokreślonej w przestrzeni wzrok mojego interlokutora wskazywał na pewne braki w zasobach wewnątrzmózgowych. Dowiedziałem się przez te kilkadziesiąt sekund, że zapewne zginę, że pewnie jestem niedzielnym rowerzystą, że nie znam przepisów. Hehe :) Gdy już nie miałem siły i pogratulowałem mu lepszego samopoczucia z powodu wylania swoich frustracji na kimś innym, usłyszałem coś o konieczności zgłaszania takich rzeczy na policję. Moim ostatnim zdaniem było:

- To zgłaszaj. Przy okazji nie zapomnij się upomnieć o mandat dla siebie za jazdę po asfalcie, a nie drodze pieszo-rowerowej przy Szczepana, skoroś taki przepisowy.

Riposty nie usłyszałem (tego czy w ogóle była i czy zrozumiał moją propozycję nie wiem), więc spokojnie pomachałem na odchodne Panu Misjonarzowi, życząc szerokiej drogi i zwróciłem pojazd na dębieckiej stacji PRM.

Koleś nieźle podniósł mi ciśnienie na koniec męczącego dnia. Oczywiście, abstrahując od formy konwersacji, zgadzam się, że każdy pojazd jadący po zmroku powinien być oświetlony i przy swoich sprzętach włączam czasem led-y nawet w dzień. Na miejskich jednak jest to loteria, zwrot w miejscu wypożyczenia nie jest intuicyjny i prosty, dlatego zawsze gdy zdarza mi się z nich korzystać i nie świecę niczym choinka to karnie kręcę po DDR-kach, chyba że jak w tym przypadku jakaś boczna ulica jest całkowicie pusta. 

Ale coś mi się wydaje, że Misjonarz chyba coś innego chciał odreagować. Być wyprzedzonym przez "amatora" na miejskim czołgu, do tego jadąc pod górę, samemu kręcąc wypasionym mtb, w stroju i kasku... No słabo. Ja bym się wkurzył :)




  • DST 54.10km
  • Czas 01:47
  • VAVG 30.34km/h
  • VMAX 52.20km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 207m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

CityŻen(ua) :)

Sobota, 20 sierpnia 2016 · dodano: 20.08.2016 | Komentarze 4

Moja sobota zaczęła się równo o 7:30. Dźwiękiem odpalonej w tej właśnie minucie za oknem kosiarki. Niestety jej bezmyślny użytkownik wykonywał swą haniebną akcję za daleko, żeby przypadkowo spadła mi na jego głowę doniczka z kwiatami. Nie mogło to się stać również z powodu tego, iż takowej nie posiadam, bo znam bardziej praktyczne gadżety do gromadzenia kurzu. W każdym razie spać się już nie dało (choć przepraszam, Żona moja ma niezwykłe umiejętności w tym względzie i jej się udało), w sumie nawet dobrze, bo w południe musiałem być w pracy.

Skoczyłem najpierw po bułki do piekarni, a po szybkiej kawce byłem już w rowerowych cuglach. Pogodę zapowiadano upalną, ale tak źle nie było, bo 22 stopnie (na plusie - info dla Morsa) zawiera się jeszcze w moim górnym limicie komfortu. Natomiast wiatr się nie zawierał, ale też bez przesady - łba nie urywało, czyli jakby go nie było :) Zgodnie z jego kierunkiem ruszyłem najpierw na północ, potem na południowy zachód, żeby w końcu skręcić tam, gdzie planowałem od początku, czyli wschód. Uwielbiam topografię drogową miasta Poznań :)

Na całej trasie od Dębca przez Starołęcką, Czapury, Rogalinek, Rogalin, Mieczewo, za którym zawróciłem (konkretnie to jak zwykle za grochówką), znów Rogalin i Rogalinek, Mosinę, Puszczykowo i Luboń do Poznania mijałem się z rowerzystami maści wszelakiej, w większości pozdrawiającymi z uśmiechem. Ale oczywiście nie może być za różowo :) Gdy zwolniłem na wciąż rozkopanym przejeździe kolejowym na ulicy Mocka w Mosinie zauważyłem za mną cień, a po chwili przede mną sylwetkę kolarza. Ani cześć, ani pocałuj mnie w rzyć, po prostu wzrok przed siebie i zero pozdrowienia. A na wspomnianej rzyci zauważyłem napis "CityZen" i od razu mi się przypomniało, iż opisywana dwa tygodnie temu (TU) szanowna Bucka na równie wypasionym jak ów dżentelmen sprzęcie też miała dokładnie taki sam napis w tym samym miejscu. Nie żebym się gapił, co to to nie :) I teraz nasuwa mi się pytanie: czy to jakiś znak marketingowy zastrzeżony dla buractwa czy co? Kojarzę pewien przybytek o tej nazwie, do tego związany ze sportem, ale czy tam się tego uczą? Bo na przypadek mi to nie wygląda... Chyba że to ja jestem ślepy i głuchy (lub audiobook zakłócił mi wszelkie zmysły) - w takim przypadku z góry sorry za potwarz :)

A pomyśleć, że kilka kilometrów wcześniej, między Świątnikami a Rogalinkiem, jechałem sobie razem z dościgniętym przeze mnie sympatycznym szosowcem ćwiczącym do triathlonu, z którym ponabijaliśmy się z PRO w wersji PL, sztukantów na rowerach za grubą kasę i z zerową kondycją oraz tym podobnych atrakcji... :)

Aha, jechało się mega fajnie. Bez spinki, bez szaleństw, po prostu po swojemu, Tak lubię.




  • DST 52.20km
  • Czas 01:43
  • VAVG 30.41km/h
  • VMAX 55.30km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 66m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rodzajnik wietrzny

Piątek, 19 sierpnia 2016 · dodano: 19.08.2016 | Komentarze 24

Dziś będzie o wietrze. Wiem, ja to potrafię zaskoczyć :) Ale będzie krótko, bo mam wolny dzień, więc kompletny brak czasu i zaraz muszę spadać kontynuować załatwianie Niezwykle Ważnych Spraw.

Wiało - tu pewnie zdziwię - nie za mocno. Ale za to - tu pewnie nie zdziwię - nieprzewidywalnie. Do tego stopnia, że wtedy, kiedy byłem pewny, że będzie mi "pyszczyło" powiew nawet pomagał, a gdy miał to robić to przeszkadzał. A co najlepsze - flagi pokazywały jeden, stateczny kierunek. No i jak tę cholerę zrozumieć? Gorzej niż z kobietą. A może... taka jest jego/jej płeć? :)

Zrobione dziś kółeczko: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Więckowice - Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Jechało się nawet całkiem sympatycznie, znów w krótkim rowerowym zestawie ubrań, w przeciwieństwie do ostatnich dni, gdy kręciłem w spodniach 3/4 i bluzie z dłuższym rękawkiem.




  • DST 53.40km
  • Czas 01:46
  • VAVG 30.23km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 114m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

UMC

Czwartek, 18 sierpnia 2016 · dodano: 18.08.2016 | Komentarze 3

Krótko, bo wpis na koniec jak zwykle uroczego i pełnego wrażeń (grrrrr) dzionka w pracy.

Po wczorajszym ciężko odchorowanym udupieniem się podczas jazdy zakorkowanym miastem (a przy okazji - wieczorem dowiedziałem się, że to również przez częściowe otwarcie po kilku latach Ronda Kaponiera. Nasi zmyślni kierowcy nie ogarnęli tematu zmiany organizacji ruchu, przez co wpakowali się w nieprzejezdne uliczki jadąc na pamięć. Jak zwykle brawo) wybrałem dziś kierunek zupełnie przeciwny. Pokręciłem na południe, "kondomikiem", od strony Lubonia, Puszczykowa, Mosiny, Dymaczewa, Stęszewa, Komornik do Poznania.

Średnia w końcu ujdzie, na dolnej granicy przyzwoitości, ale potrzebne mi to było po miejskiej rzezi. Głównie dzięki temu, że miałem mało styczności z samochodami, choć na skrzyżowaniu w Komornikach nagle zagłuszyło mi audiobooka miarowe "UMC UMC UMC". Specjalnie nie obracałem się za siebie, dając szansę, że jednak się zaskoczę. Nic z tego. Po chwili wyprzedził mnie - a jak - łysy dżentelmen w czarnym BMW :)




  • DST 54.20km
  • Czas 01:52
  • VAVG 29.04km/h
  • VMAX 53.70km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 203m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pogrom 500+

Środa, 17 sierpnia 2016 · dodano: 17.08.2016 | Komentarze 20


Są wakacje. mówili.


Ruch jest mniejszy, bo wszyscy wyjechali w góry i nad morze, przekonywali.


Nie ma korków, twierdzili.


NO TO JA SIĘ PYTAM CO TO, kurna, JEST????
 

Całą trasę z południa Poznania na północ pokonałem krokiem średnio ogarniętej żaby, do tego z problemami natury psychicznej. Każde światło czekało na mnie radośnie wytrzeszczając żarówy na czerwono, skrzyżowanie było zakorkowane, samochody wyjeżdżały tyłem z posesji bez patrzenia na drogę, a już po nawrocie, w Suchym Lesie, stałem sobie dobrych kilka minut próbując na światłach skręcić w lewo. Udało się to dopiero gdy stanął za mną autobus, bo genialny system widocznie nie przewidział istnienia czegoś takiego jak rowerzysta. A ja przewidziałem, żeby nie kombinować, bo kątem oka ujrzałem w sznureczku radiowóz.

Generalnie z całego mojego wyjazdu na siodełku siedziałem około godziny pięćdziesiąt, a wróciłem do domu po... dwóch godzinach i dwudziestu minutach. Pół godziny stałem, hamowałem, czekałem i się wnerwiałem. Nie wiem, może to w końcu jakiś namacalny dowód istnienia programu 500+ i dumni rodziciele wyjechali w świat zakupionymi z zachodnich szrotów gratami, sfinansowanymi dzięki niemu?

O średniej nie zamierzam pisać. Bo nie :) Odżyłem tylko w dwóch momentach - gdy już znalazłem się na wolnej przestrzeni na Morasku, pokonując tamtejsze góreczki i na chwilę zatrzymując się w lesie.


Dziękuję. Boję się już września :)

W załączeniu ślad treningu, który zazwyczaj choć w kawałku nie przypomina naćpanej harmonijki. Tym razem - wystarczy spojrzeć.




  • DST 51.62km
  • Czas 01:45
  • VAVG 29.50km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 78m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Znów w realu

Wtorek, 16 sierpnia 2016 · dodano: 16.08.2016 | Komentarze 10

W końcu nadszedł ten długo wyczekiwany dzień, w którym znów ruszam do pracy. Oczywiście oczekuję jego końca, a nie rozpoczęcia :)

Udało się wcześniej przewietrzyć mózg robiąc swoje 50+. Przewietrzono mi go nawet zbyt mocno, bo po okresie powiewów słabych i umiarkowanych dziś znów duło mocno. A może to jednak kwestia tej płaskiej Wielkopolski? W każdym razie łatwo nie było, wiało głównie w pysk, ale grunt, że w ogóle było.

Zrobiłem kółko przez Plewiska, potem Komorniki, Rosnowo, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Dąbrówkę, Gołuski i znów Plewiska. Towarzyszyła mi pogoda jak w górach - zaczynałem w słońcu, w połowie trasy niebo zachmurzyło się tak, że byłem pewien, iż za moment lunie, a pod koniec znów świeciło mi na kask. Większych przygód na szczęście zabrakło, choć raz ciśnienie podniósł mi kierowca TIR-a na litewskich blachach, który najpierw w Gołuskach wyprzedził mnie na gazetę na wąskim i niebezpiecznym zakręcie, by sekundę później postanowić nagle skręcić w prawo, oczywiście włączając migacz już po wykonaniu manewru. Dostał ode mnie w zamian darmową lekcję polskiej łaciny, choć coś mi się wydaje, że przy takiej jeździe ma z nią do czynienia na co dzień :)