Info
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec25 - 51
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 55.30km
- Czas 01:57
- VAVG 28.36km/h
- VMAX 52.80km/h
- Temperatura 23.0°C
- Podjazdy 264m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Smajl
Wtorek, 27 czerwca 2017 · dodano: 27.06.2017 | Komentarze 5
Dziś kurs pod
znakiem walki z północno-zachodnim wiatrem, który w praktyce
okazał się południowo-zachodni. Co przyjąłem zupełnie bez
zdziwienia, niczym bite od małego dziecko, które zostało
skonstruowane tylko z inspiracji spod znaku „pińcetplus”, z
refleksją „widocznie tak musi być” :) Do tego doszła jeszcze
rundka przez cały Poznań, co prawda leciutko już wakacyjnie
zluzowanego, ale tak samo jak codziennie świetlisto czerwonego.
Trasa: z Dębca
przez Grunwald na Golęcin, potem Strzeszynek, Kiekrz, Rogierówko,
Sady, Lusówko (jeszcze mnie bolą zęby od tamtejszej DDR-ki),
Zakrzewo, serwisówki, serwisówki, serwisówki, Plewiska i Poznań.
W sumie, mimo wiatru
i wolnego tempa, jechało mi się tak:
:)
No i kolejny dowód,
na to, że piktogramy i pismo obrazkowe to dla niektórych zbyt
skomplikowana do ogarnięcia sprawa. Choć wyjątkowo dla osób
starszych mam tolerancję i grzecznie ominąłem, bez grubszego komentarza :)
- DST 51.00km
- Czas 01:51
- VAVG 27.57km/h
- VMAX 61.00km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 162m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Troglopobudka
Poniedziałek, 26 czerwca 2017 · dodano: 26.06.2017 | Komentarze 42
6:45. To godzina, o której zostałem obudzony. Nie, to złe słowo. Brutalnie wyrwany ze snu na nogi przez dźwięk kosiarki, którą jakiś trogloimbecylokretynodebilopalant odpalił, jakby był środek dnia, a nie nocy. Zlokalizowanie trogloimbecylokretynodebilopalanta przez okno nie było możliwe, bo latał akurat gdzieś po drugiej stronie bloku, a szkoda, bo już zamierzałem wykonać rzut doniczką. I nie jest istotne, że akurat żadnej na stanie nie posiadamy, jakoś bym sobie z tym poradził. Pozostało jedynie zamknięcie okna, na szczęście upały jeszcze nie nadeszły i dało się przeżyć.
Ja wiem, że rok temu już to wklejałem, ale cóż, raz w życiu można się powtórzyć :) NIE TĘSKNILIŚMY!
Niewyspany ruszyłem w trasę lekko po dziewiątej, czując się jakbym kręcił w warunkach idealnie skopiowanych z wczorajszych - chłodno (to akurat fajne), wietrznie (mocno, to akurat niefajnie) oraz pochmurno i deszczowo (skropiło mnie solidnie). Trasa zachodnia, z Poznania przez Luboń, Wiry, Komorniki, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Gołuski, Plewiska i do domu. Znów testowałem serwisówki i znów rozpędziłem się na tej samej górce do sześciu dych. Nuuuda :) Może to lepsze od zaskoczeń, takich jak na przykład włączenie wczoraj przypadkowo TVP2 i ujrzenia tam gali... disco polo. I Kurskiego w pierwszym rzędzie. Doczekałem się upadku tego, co upadło już dawno, wystarczyło te dwadzieścia parę lat czekać na Dobrą Zmianę :)
- DST 52.25km
- Czas 01:50
- VAVG 28.50km/h
- VMAX 61.10km/h
- Temperatura 23.0°C
- Podjazdy 226m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Suchy zaskok
Niedziela, 25 czerwca 2017 · dodano: 25.06.2017 | Komentarze 3
Wczoraj - zupełnie niespodziewanie - zapowiedział się w Poznaniu kumpel z wojska (bo przecież pięć lat uników od zajęć, okopów przed wykładowcami oraz potyczek na studenckim froncie to istne pole walki) i razem zaliczyliśmy część koncertu Laibach z okazji Malty. W ogóle to fenomen, że ten zespół ma w tym mieście nagle tyle fanów (bo ludzkości było mnóstwo), choć jeszcze z miesiąc temu (jestem gotów się założyć) mało kto o nim słyszał, prócz oczywiście miłośników muzy spoza ogólnoogłupiającego radiowego trendu :)
W każdym razie poranne wstawanie lekkie nie było :) Oczywiście bez przesady. Koło dziesiątej byłem już na rowerze, gdyż prognozy zapowiadały na okolice południa burze, deszcze i masakrę. W związku z tym przejechałem całość trasy z Poznania przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Łódź, Stęszew, Komorniki i do domu (czyli "kondomik") o... kompletnie suchej stopie. Za tę wersję braku profesjonalizmu wyjątkowo lubię speców od prognoz pogody ;)
A wiatr... dziś poszalał. Na tyle, że drzewa niemal mi się kłaniały podczas jazdy, a o jego sile niech świadczy fakt, że podczas jednego z wyjątkowych momentów, gdy pomagał (jakaś 1/10 z ogółu), przy zjeździe z niewielkiej górki przy Głogowskiej, rozpędziłem się do ponad 61 km/h. I tak to robi się górskie wyniki na meganudnych płaszczyznach :)
- DST 52.40km
- Czas 01:48
- VAVG 29.11km/h
- VMAX 52.10km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 177m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
NIE TEN
Sobota, 24 czerwca 2017 · dodano: 24.06.2017 | Komentarze 7
Dziś przez pierwsze
kilka kilometrów od momentu wyruszenia z domu byłem przekonany, że
jest to TEN dzień. Dokładnie TEN, wymarzony, gdy będzie w końcu bezwietrznie, sympatycznie, a do tego nie za gorąco. Jechało mi się
bowiem po prostu fajnie, a mijane flagi ukazywały zerowy stopień
powiewu. No ale jednak NIE. Okazało się, że po prostu gnój
przeoczył mój wyjazd, nie wiem czy zaspał, czy zasiedział się
gdzieś w tej swojej wietrznej kloace, ale niestety - szybko doznał olśnienia i przypomniał sobie, jaki w życiu ma cel i że jest nim utrudnianie mi egzystencji. I przestało być pięknie, zaczęło być standardowo.
Standardowa była też trasa, z grubsza wedle schematu: Poznań - Plewiska - Zakrzewo - Więckowice - Dopiewo - Gołuski - Plewiska - Poznań. Jednak dokonałem dalszych "testów serwisowych", czyli objazdu dróg technicznych wzdłuż S11 oraz A2 i coraz więcej ogarniam. Jeszcze trochę i będę mógł oprowadzać po nich rowerowe wycieczki, oczywiście płatne, bo bez przewodnika lub bez lat prób i błędów nie ma się co tam zapuszczać :) Ja sam bym się bał, ale jednak remonty w Plewiskach sprawiły jedno - człowiek odkrył w sobie duszę odkrywcy, jako alternatywę do gazowania się w korkach i na światłach.
- DST 52.40km
- Czas 02:04
- VAVG 25.35km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 183m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Minotaur ciężarny
Piątek, 23 czerwca 2017 · dodano: 23.06.2017 | Komentarze 11
Rano obudziła mnie burza. Lubię burze. A najbardziej lubię, jak jest burza, a ja akurat nie jestem na rowerze. Nie byłem :) A że burza ma magiczne właściwości, zmuszające potencjalnego rowerzystę do mocniejszej integracji z łóżkiem, to skorzystałem bez wahania :)
Kolejne budzenie się miało już owego wahania więcej. Ze zdziwieniem zobaczyłem, że chmury odpuściły swoje zdolności kropelkowe, więc postanowiłem zaryzykować i wyruszyć, ale oczywiście crossem i z perspektywą wcześniejszego powrotu. Kilometr później... zaczęło padać. Na szczęście na chwilę, bo przestało, a ja dzielnie walczyłem z wiatrem, który rozpędzał się dziś fragmentami do solidnych 40-50 km/h. Jako że środek transportu wybrałem zbliżony do czołgu, to pełzałem z prędkością ślimaka z zaburzeniami poruszania się, ale za to przetestowałem nowe serwisówki oraz boczne dróżki na odcinku Poznań - Komorniki - Gołuski - Palędzie. One chyba nigdy nie przestaną zaskakiwać, bo starożytne labirynty to przy nich Pikuś. Minotauruś.
Przed Dopiewcem z daleka zauważyłem grupę pojazdów na sygnałach oraz mini korek, który sprytnie minąłem, korzystając z faktu bycia rowerem, mimo że formalnie byłem człowiekiem :) Jak się okazało na zakręcie przewróciła się ciężarówka, co jest zadaniem niełatwym, ale nie niewykonalnym dla polskich kierowców. Pozwolono mi się przecisnąć przez środek owego zatoru, zdążyłem też cyknąć na szybko zdjęcie, niewyraźne, bo nie chciałem robić kłopotu. Potem okazało się, że kierowca trafił do szpitala, ale raczej nic poważnego mu się nie stało.
Cóż, długi prosty kawałek oraz zakręt, w połączeniu z rodzimą wrodzoną ostrożnością podczas jazdy nie po raz pierwszy okazuje się połączeniem wybuchowym.
Dokręciłem do Dopiewa, potem już standardowo skierowałem się na Trzcielin, Konarzewo, Chomęcice, Komorniki, Wiry oraz Luboń do domu. Czasem wiało mi nawet w plecy, ale głównie wciąż w pysk. Ale za to nie padało, więc nie zmokłem. Always look on the bright side of life :)
- DST 52.30km
- Czas 01:52
- VAVG 28.02km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 26.0°C
- Podjazdy 198m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Wypad na Babki
Czwartek, 22 czerwca 2017 · dodano: 22.06.2017 | Komentarze 8
Nadleśnictwo Babki, oczywiście. Żeby nie było niedomówień. Bowiem założenie kasku na głowę po zmasakrowaniu jej patelnią może być bolesne :)
Dziś, mimo prognoz wskazujących na wiatr zachodni, postanowiłem po raz kolejny sprawdzić co będzie jak postaram się go oszukać i pokręcić najpierw na wschód, licząc, że skoro zawsze zmienia kierunek przy moim nawrocie i takie tam bla bla bla, to tym razem... No cóż, liczyć to ja mogę. Dziury w asfalcie, których było na trasie sporo. Finalnie zafundowałem sobie większość drogi z mocnym wmordewindem, za to nawiedziłem dawno nie wykręcane rejony, w sumie to moje ulubione na południe od Poznania - Krzesiny, Koninko, Szczytniki, Babki, Czapury, Rogalinek, Puszczykowo i wyjątek od całości, czyli znienawidzony Luboń. W nim zaobserwowałem klasyczne zachowanie kierowcy autobusu nr 611, obsługiwanego przez TransLub, który ani myślał o dziękowaniu światłami kierowcom (i raz mi) za ułatwienie wyjazdu z zatoczek (niby nie obowiązek, ale w poznańskim MPK to już praktycznie miły standard), by na rondzie wymusić na chama pierwszeństwo, na zasadzie "duży może więcej". Człowiek ze wsi wyjedzie (przynajmniej na kilkanaście minut kursu), wieś z człowieka nigdy :)
Fotki z Babkami w tle:



Z dzisiejszych, a w sumie już kilkudniowych atrakcji: gnoje z dwóch infolinii uparły się, żeby skutecznie mi coś wcisnąć, a że na rowerze sobie nie pogadamy, to bombardują i bombardują, co najgorsze - zawsze w najciekawszym momencie audiobookowej akcji. Ja nawet chętnie bym ich spuścił na drzewo, ale nie mam jak, bo jak już jestem w trybie dostępności to jak na złość nie dzwonią. Choć mam nadzieję, że w końcu będę miał okazję :)
- DST 52.50km
- Czas 01:52
- VAVG 28.12km/h
- VMAX 50.10km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 242m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Od d...dr-ki strony
Środa, 21 czerwca 2017 · dodano: 21.06.2017 | Komentarze 3
W końcu na jeden dzień odżyłem, a może nawet i odoarciłem pod względem temperatury. Grzało bowiem całkiem rozsądnie, na poziomie dwudziestu stopni, które są moim optimum, choć już blisko maksimum. Z paskudztw pozostał jeszcze mocny wiatr, a także ciągnąca się za mną jak smród po gaciach emeryta wracającego z kolacji, na której głównym daniem była fasolka po bretońsku, jazda miastem. Generująca jak zwykle ostateczny, masakryczny wynik.
Wyruszyłem z Dębca przez Junikowo, potem Wysogotowo, Przeźmierowo, Baranowo, znów Poznań, Sady, Chyby, Napachanie, Rokietnica, Starzyny, Kiekrz, Słupska, Wola, Bułgarska, Górczyn i Dębiec, Trasa była skonstruowana odwrotnie niż zazwyczaj, gdyż chciałem przetestować procentową ilość omijanych DDR-ek w takiej wersji. Jest ich mniej, to znaczy tyle samo, ile w drugą stroną, ale położone są głównie nie w moim kierunku jazdy, więc i wada wzroku nie musi być aż tak duża jak w wersji "klasycznej" :) Za to z ciekawości wjechałem na jedną, która powstała tylko w celu objechania rowerem ronda w Skórzewie i... dwukrotnie bym wylądował pod kołami. Bo w przeciwieństwie do jazdy przez samo rondo, gdzie czułbym się bezpiecznie, tu jestem bardziej zagrożony. Dziwne, bo przecież ścieżki buduje się po to, żeby było nam bezpieczniej, prawda...?
No dobra, sam się roześmiałem jak to przeczytałem :))))
A tak poza tym to o dziwo dziś nawet z kierowcami się dogadywałem. Jeden gdy zobaczył mnie podczas wyjazdu ze stacji paliw przy Bułgasrkiej to nawet się cofnął, inny zrobił mi miejsce w korku, zjeżdżając bardziej w lewo... Fiu fiu. Starczy mi do końca roku tego szczęścia :) Aha, chciałem dziś końcówkę wykonać inaczej, ale przy wyjeździe z Kiekrza zatrzymała mnie tablica z informacją, że remont torowiska na Koszalińskiej, który miał się skończyć przedwczoraj, potrwa jeszcze dwa dni. I nawet mnie to nie zdziwiło, co świadczy o fakcie, że mimo wewnętrznego oporu jestem chyba jednak rasowym Polakiem :/
- DST 54.20km
- Czas 01:54
- VAVG 28.53km/h
- VMAX 64.80km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 270m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Saharoza
Wtorek, 20 czerwca 2017 · dodano: 20.06.2017 | Komentarze 6
Dalszy ciąg jazdy ruchem jednostajnie nieprzyspieszonym. Wczoraj było gorąco, ale dziś nastała już prawdziwa, koszmarna parówa, która motywowała mnie do ruchu jak widok zostawionego w pełnym słońcu wygazowanego browara do jego konsumpcji. Moje założenie było tylko jedno: poruszać się do przodu i jak najmniej zatrzymywać, bo każdy stop oznaczał wewnętrzny prysznic. Częściowo się udało. To znaczy poruszać, bo na przymusowe pauzy patentu nie mam :) A mimo wczesnego wyjazdu (bo praca się sama nie wypracuje) czułem się po powrocie jak po kursie przez Saharę.
Wykręciłem "kondomika" w wersji od Poznania przez Luboń, Komorniki, Szreniawę, Stęszew, Łódź, Dymaczewo, Mosinę, Puszczykowo i Luboń. Wyjątkowo wmordewind, który był niewyjątkowo wmordewindowy, stał się momentami błogosławiony, bo schładzał me lico. Lub po prostu pysk :) A ja, żeby katusze awansowały na jeszcze wyższy level, wsapałem się na Osową Górę, w sumie głównie po to, żeby doznać przyjemności zjazdu i rozkrętki do dość miłej prędkości, na granicy 65 km/h. Tak, tak, w tej płaskiej Wielkopolsce takie cuda!
- DST 51.45km
- Czas 01:49
- VAVG 28.32km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 25.0°C
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Max kolanko
Poniedziałek, 19 czerwca 2017 · dodano: 19.06.2017 | Komentarze 24
Nadeszły dni upalne, na razie umiarkowanie, ale już jest dla mnie blisko granicy. Jechałem więc tempem emeryckim i niewyszukanym, tym bardziej, że coś ostatnio mi strzyka i lekko pobolewa w prawym kolanie, więc starałem się go nie obciążać, tylko jechać na wysokiej kadencji, wiosłując nogami niczym sezonowiec podczas pierwszego w roku czerwcowego wyjazdu. Kolano muszę poobserwować, mam nadzieję, że samo przejdzie. A poza tym to jestem przerażony, że znam już takie wyrażenia jak "wysoka kadencja", bo jeszcze kilka lat temu kojarzyło mi się to jedynie słusznie, aczkolwiek obleśnie - z wyborami :) Co rower+internety robią z człowiekiem... :)
Trasa: Poznań - Plewiska - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Wiatr: no comments :) Średnia: no comments :) Any comments? No comments :)
- DST 54.00km
- Czas 01:53
- VAVG 28.67km/h
- VMAX 44.90km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 268m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Gdy puszki śpią...
Niedziela, 18 czerwca 2017 · dodano: 18.06.2017 | Komentarze 10
...miejskie światła
są w najlepszej formie. Dziś z powodu pólnocno-zachodniego wiatru
musiałem zaliczyć solidną rundkę przez miasto, spodziewając się
co mnie czeka, lecz mając irracjonalną nadzieję na w miarę płynny
przejazd. Tymczasem, mimo prawie zerowego ruchu w okolicach
dziewiątej rano, czułem się dzięki sygnalizacji jak w piątek
pomiędzy piętnastą a szesnastą. Na ponad dwadzieścia (z nudów
liczyłem) mijanych świateł, kręcąc praktycznie tylko i
wyłącznie główną drogą z Dębca na Golęcin te 9,5 kilometra,
zielone trafiło mi się jedynie sześć razy. A na czerwonym mogłem podziwiać wspaniały widok opustoszałego Poznania, bojąc
się ryzykować nadużywania przepisów. I jak tu czuć miętę do
miejskiego monitoringu, który czuwa tylko na mój niewinny portfel?
:)
Gdy już dopchałem
się do wysokości Strzeszyna to przypomniałem sobie, że przecież
przejazd na Koszalińskiej jest do jutra zamknięty i w sumie cała
moja misja była bez sensu, bo i tak się muszę cofnąć na Wolę.
Zrobiłem to wbrew swojej woli :) Choć dzięki temu przypomniałem
sobie jedno z wesel, na którym byłem w tych okolicach jakieś
dziesięć lat temu. Hmm, w sumie słowo „przypomniałem” z
pewnych względów może być traktowane jako nadużycie :)
Jadąc naokoło, w tym
kilkaset metrów po najbardziej lubuskim z wielkopolskich lubuskich
bruków, dokręciłem do Słupskiej, potem Kiekrz, hopka w
Rogierówku, płytami do Sadów, kawałek śmieszką w Lusowie (stali
przy niej miłośnicy paralizatorów, więc nie ryzykowałem), by
wrócić kawałek, dosłownie kawałeczek z wiatrem w plecy przez
Zakrzewo oraz Plewiska. Tam zakwitłem na sygnalizacji remontowej,
która nie przewiduje zaskoczeń w postaci: „o, podjeżdżam i
zielone”, by finalnie doczłapać się do domu, z którego
wystartowałem do pracy. Jak widać codzienna egzystencja z tym
ostatnim elementem rządzącym człowiekiem to emocje wprost niewyobrażalne, niczym w wenezuelskim tasiemcu :)






