Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239992.60 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 784507 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 53.50km
  • Czas 01:57
  • VAVG 27.44km/h
  • VMAX 50.00km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 243m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Antyplotek

Wtorek, 2 stycznia 2018 · dodano: 02.01.2018 | Komentarze 3

Na szczęście plotki autorstwa internetowych pogodynek w temacie deszczu okazały się zdeka przesadzone, z czego rano niezmiernie się ucieszyłem. Taka mała heheszka zawsze dobrze robi :) Co prawda gdy później jechałem do pracy to już mżyło, ale podczas mojego niezwykle skomplikowanego wypadu spod znaku "muminek" (Dębiec - Lasek Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Koninko - Poznań Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Wiry - Luboń - Poznań) trafiło mnie zaledwie kilka kropelek.

Wiało słabiej niż wczoraj, ale jednak dość solidnie, co zmotywowało mnie do... braku ciśnięcia. No bo po co kopać się z koniem? :) Dodatkowo wiedziałem, że pod koniec czeka mnie czerwona fala w Luboniu i się nie zawiodłem. Niestety :) Za to na singielku w Łęczycy tym razem nie czatował na mnie żaden dziadyga, ha! No i w sumie ładnie było, choć jazda po tych naszych wielkopolskich, wietrznych pustyniach potrafi wymęczyć.

Nie podsumowałem jeszcze grudnia - niniejszym nadrabiam. Nie był to łatwy miesiąc, bo nie tylko wiało, padało, ale i sypnęło śniegiem, co w jedynym przypadku szosowego wypad skończyło się koniecznością częściowego powrotu autobusem, jako alternatywy do rowerowego łyżwiarstwa figurowego. Jako że głównie kręciłem crossem, to wyszła marniutka średnia - niecałe 26,3 km/h, ale dystans jak na miesiąc zimowy wpadł przyzwoity - 1378 km.

Na podsumowanie całego roku przyjdzie czas... jak przyjdzie czas :)




  • DST 33.10km
  • Czas 01:13
  • VAVG 27.21km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 106m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut noworoczny + Ł.

Poniedziałek, 1 stycznia 2018 · dodano: 01.01.2018 | Komentarze 20

Rok dwa tysiące siedemnasty (nie dwutysięczny siedemnasty, zapamiętać proszę!) na szczęście już za nami (bo bywały lata zdecydowanie lepsze), kolejny się zaczął i w sumie dziś w teorii o rowerze nie było mowy. Jeszcze rano byłem bowiem jakieś ćwierć tysiąca kilometrów od Poznania, ale że na ten tydzień zapowiadano deszcze, to udało się wykombinować trochę wcześniejszy powrót (tu jak zwykle ukłon dla Żony za tolerancję dla mojej szajby). No bo jak to nie przywitać dwa tysiące osiemnastego (nie dwutysięcznego osiemnastego!) na rowerze? :)

Wystartowałem w okolicach piętnastej, mając świadomość, że więcej niż gluta dziś nie wycisnę, bo za godzinę robiło się ciemno. Wiatr nie ułatwiał sprawy, bo cisnął solidnie, w przeciwieństwie do mnie, z banalnego powodu - nie chciało mi się :) Kierunek południowo-zachodni spowodował, że pierwszą miejscowością, do której zawitałem był - a jak - Luboń. Jupi :) Następnie przez Wiry i Komorniki dostałem się do Szreniawy, w Rosnówku skręciłem na Plewiska oraz Poznań i to by było na tyle. W domu pojawiłem się już na styku granicy dnia z wieczorem. Ale nie powiem - słoneczko mi godnie umilało wyjazd.


Tym samym "sezon" uważam za otwarty. Można? Moszna :)

I jeszcze parę słów i obrazów na koniec, kompletnie nierowerowych. Przełom 2017 i 2018 spędziliśmy w mieście Łódź, nie do końca z własnego wyboru, ale skoro moi Rodzice w tym mieście się poznali, wzięli ślub (właśnie w Sylwestra) i właśnie tam postanowili celebrować kosmiczną rocznicę czterdziestolecia... :)

Grafik był tak napięty, że nawet nie było sensu się odzywać do znajomych z BS, ale za to udało mi się wykaraskać czas na dwa spacery po tym mieście, które naprawdę darzę sentymentem. Muszę jednak szczerze napisać, że takich kontrastów dawno już nie widziałem - niestety czas tu momentami stanął w miejscu, a miejscami się nawet cofał. Piotrkowska jak zwykle lśni i robi przepiękne wrażenie, secesja miażdży, ale większość prób zagłębienia się w "prawdziwe" miasto to już zadanie dla socjologa na dobrych kilka prac habilitacyjnych. No i kwestie drogowe - przez te dwa dni poruszaliśmy się samochodem, tramwajami i na pieszo. Kierowcy generalnie mają ok, bo arterie są szerokie i kilkupasmowe - to zdecydowanie tu kasta uprzywilejowana. Komunikacja miejsca w sumie też daje radę. Natomiast piesi mają przerąbane - wszędzie guziczki, minuty czekania, kompletnie bezsensownego, oj, zdecydowanie do poprawy. Niestety nie miałem okazji przetestować jazdy na dwóch kółkach, ale aż się rzuca w oczy pytanie - po cholerę budować tam wydzielone DDR-ki, jeśli spokojnie można "poświęcić" kawałek pasa (Aleja Włókniarzy czy Zachodnia) i nie tworzyć kostkowych koszmarków (choć widziałem, że asfalt też się pojawia).

Za to duży plus dla aspektów kulinarnych - polecam szczególnie restaurację Retro na Limanowskiego (rewelacyjne podejście do tematu wege plus pyszny sos żurawinowy) oraz pyrową polewkę z Zakładu Bistro na Pietrynie :)

Proszę Państwa, oto UĆ :)














A na koniec (nie ma to jak wyczerpać sobie limit zdjęć na cały miesiąc już pierwszego) mój ulubiony kierunek jazdy tramwajów:

No i może kiedyś kiedyś kogoś Łódź połączy? :P




  • DST 52.10km
  • Czas 01:57
  • VAVG 26.72km/h
  • VMAX 50.30km/h
  • Temperatura -2.0°C
  • Podjazdy 249m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ostatki

Sobota, 30 grudnia 2017 · dodano: 30.12.2017 | Komentarze 7

Musiałem wyjechać dziś wcześnie, gdy temperatura była jeszcze minusowa. Wyjścia za bardzo nie miałem, jeśli chciałem pokręcić, więc trzeba było brać, co dają. Jak się okazało, bardziej odpowiedni byłby wyjazd crossem, ale zasugerowałem się suchym asfaltem za oknem i wybrałem szosę.

Już na pierwszym zakręcie przy Dolnej Wildzie i Drodze Dębińskiej chciałem wrócić i zamienić sprzęt, ale stwierdziłem, że spróbuję, zachowując jednak ostrożność i jadąc wolno. Nie było niebezpiecznie, jednak pojedyncze lodowe placki i szklące się fragmentami drogi zmusiły mnie do bardzo odpowiedzialnego przemieszczania się w czasoprzestrzeni. Tak zostało w sumie przez całą trasę (Dębiec - Starołęka - Czapury - Wiórek - Rogalinek - Rogalin - Świątniki i powrót swoimi śladami), co widocznie jest na antyśredniej :)

To było moje ostatnie rowerowanie w 2017. Za chwilę wyruszamy na Sylwka do miejsca, gdzie nie pokręcę, bo nie mam na czym, wrócę więc na dwa kółka pewnie drugiego stycznia, jeśli oczywiście pogoda pozwoli. Na podsumowanie roku czas przyjdzie przy pierwszej bikestatsowej okazji, na razie więc życzę udanej zabawy i owocnej cyklozy w 2018! :)




  • DST 52.40km
  • Czas 01:53
  • VAVG 27.82km/h
  • VMAX 50.20km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 219m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nieparanoidalnie

Piątek, 29 grudnia 2017 · dodano: 29.12.2017 | Komentarze 7

Po wczorajszym deszczowym i bezrowerowym (bo 33 km na chomiku w nieco ponad godzinę za rowerowanie uznać nie można) dzionku, dziś udało się wykręcić najlepszy na świecie dystans. Czemu jest najlepszy - nie pamiętam, bo uznałem go za taki już dawno, ale z faktami się nie dyskutuje :)

Było sucho, za to znów zimno (pomiędzy jednym a dwoma stopniami na plusie), no i ciągle wietrznie. Czyli prawie bez zaskoczenia. Pierwotnie chciałem skierować się ku odsłoniętym na maksa serwisówkom na zachodzie, ale kilka kilometrów męczarni po Luboniu mi wystarczyło, żeby zmienić kierunek, gdyż rzeźni miałem dość. Wykonałem więc ponownie "kondomik" w wersji Poznań - Luboń - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Komorniki - Poznań. Swoje odstałem oczywiście jak zwykle w Mosinie i Luboniu, Komorniki to pełzanie, ale chyba najdłużej męczyłem się w Stęszewie, gdzie korki spowodowało dwóch... rowerzystów, takich z zestawu "mam koszyk i dzięki temu mogę jechać niemalże środkiem ulicy".

Aha, Łęczyca i słynna ścieżka. Dziś, gdy na nią wjeżdżałem, sam się z siebie śmiałem, że mam paranoję z tymi "kamizelkowcami", którzy pojawiają się na niej, poruszając w tę i z powrotem, jakby na mnie czekali. I co? Bezkolizyjny kawałek przejechałem samotnie, a na wielokrotnie "foconym" singielku... dziadyga, wsiadający na rower i ruszający mi naprzeciw. To chyba jednak nie paranoja :) Jednak to ja w tym przypadku nie odpuściłem i uznałem się za pojazd uprzywilejowany, niech sobie nie myślą!




  • DST 52.30km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.02km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 315m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

ELka

Środa, 27 grudnia 2017 · dodano: 27.12.2017 | Komentarze 2

Trasę miałem dziś zdecydowanie nieskomplikowaną - z Dębca przez Luboń, Wiry, Puszczykowo, Mosinę, Rogalinek, Rogalin i Świątniki do Radzewic, gdzie zawróciłem i kręciłem do domu dokładnie takim samym śladem. Wyszła z tego taka lekko wykrzywiona "eL"-ka, jak Legia czy Lech, zresztą jeden pies, liczy się przecież tylko KS Karkonosze (aktualnie grający prawie na najwyższym szczeblu, czyli w III lidze) :P

Ruch w Poznaniu niezbyt duży, w Luboniu całkiem solidny, co oczywiste - no bo przecież w końcu otwarto dyskonty, galerię i maka :) W gratisie postałem sobie na wszystkich możliwych światłach, ale to również norma. Jednak jechało się przyzwoicie, bo pogoda wciąż dopisuje jak na grudzień, mimo smogu i już niższej temperatury w godzinach porannych.

Na ścieżce w Łęczycy znów napotkałem kolejnego "kamizelkowca" (bo wyróżnia ich właśnie ten element), ale dziś jadącego z naprzeciwka - ani raczył się zatrzymać, żeby bezkolizyjnie się wyminąć, więc musiałem zrobić to ja, zjeżdżając w błotko, co na szosowych oponkach jest mało sympatyczne. Oczywiście spotkanie, zgodnie z prawem Murphy'ego, nie mogło nastąpić na szerszym i oczyszczonym odcinku, tylko na usyfionym singielku. A w ogóle wydaje mi się, że to wszystko nie jest przypadkiem - oni tam na mnie czekają. Temat do zbadania przez jakąś komisję. Antek, rzuć te parówki i przyjeżdżaj, zajmij się czymś istotnym! :)

A skoro już jesteśmy, przy kim jesteśmy... :) Dziś w Poznaniu obchody 99-lecia Powstania Wielkopolskiego. Jak wiadomo, najważniejszym jego etapem była katastrofa pewnego tupolewa, jednak lewackie i antypolskie władze miasta nie przyjmują tej oczywistości i nie zgodziły się na odczytanie apelu smoleńskiego, w związku z czym celebracja jedynego udanego polskiego powstania odbędzie się po raz kolejny bez... asysty wojska. Szukam jakiegoś mądrego komentarza, ale widocznie jestem za mało umysłowo polski, żeby to ogarnąć :)




  • DST 51.30km
  • Czas 01:48
  • VAVG 28.50km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 206m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Życzeniowo

Wtorek, 26 grudnia 2017 · dodano: 26.12.2017 | Komentarze 14

Jeśli mogę (mogę?) mieć jakieś nieśmiałe życzenia na kolejny rok, to już się przygotowałem: żeby codziennie był wolny dzień, pensja wpadała bez konieczności chodzenia do pracy, a przez całą zimę pogoda była taka, jak dziś. Wiem, jak się połączy dwa pierwsze punkty, to wyjdzie magiczne słowo "emerytura", do której mi jeszcze daleko, poza tym wtedy dostaje się zapomogę, a nie pieniądze. Więc może choć to trzecie da się załatwić, hę? :)

Warunki pogodowe (względne oczywiście, gdy pamięta się o porze roku) były prawie genialne. Prawie, bo wiaterek jeszcze dokuczał, choć i tak słabej niż wczoraj. Ale te siedem na plusie i suche drogi - oj, tak, zdecydowanie tak :) Byłem w takim szoku, że nawet z trasą nie kombinowałem, tylko wykonałem - podobnie jak wczoraj - "kondomika", choć odwrotnie: w wersji z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Dymaczewo, Łódź, Stęszew, Komorniki i do domu. No i wróciła przyjemność z jazdy, pewnie na krótko, ale dobre i to.

Był tylko jeden minus. Jako że początek drogi to kurs ulicą Armii Poznań, której najczęściej unikam, to dopiero dziś upewniłem się, że moje obawy stały się faktem - Luboń formalnie otworzył kolejny odcinek swojej specjalności, czyli drogi pieszo-rowerowej, która wzmaga kreatywność. Polega ona na szukaniu objazdów, byle je omijać. Przesadzam? No to proszę bardzo:

Przypomnę tylko, że za kilka dni pyknie nam rok 2018, a nie na przykład 1992, co w Luboniu jak widać nie ma żadnego znaczenia :) W sumie to to dobra opcja dla treningów ekstremalnego mtb, bo nie dość, że każda kostka leci w swoją stronę (co czuć pod kołami), to jeszcze wyjeżdża się na osiedlowej drodze (wciąż z kostki), a potem już pozostaje labirynt wzdłuż nowego ronda, tak intuicyjny jak jazda po prąd. Jak zwykle brawa dla mojego ukochanego "miasteczka" na L.! :)




  • DST 52.70km
  • Czas 01:57
  • VAVG 27.03km/h
  • VMAX 50.50km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 225m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zaskok

Poniedziałek, 25 grudnia 2017 · dodano: 25.12.2017 | Komentarze 3

Mówiąc (a w sumie to pisząc) szczerze - jestem pozytywnie zaskoczony tegorocznymi świętami. Klimaty typu "Polska tylko biała" na szczęście w tym roku pozostały jedynie na sztandarach najlepszego sortu Polaków, a o dziwo żadne białe paskudztwo nie spadło, jest zadziwiająco ciepło i sucho... Tylko ten wiatr... Wciąż gnojący koszmarnie, ale jeśli to ma być podatek od możliwości jazdy, to wyjątkowo nie mam zamiaru narzekać.

Ruszyłem grubo po obfitym śniadaniu, bez specjalnych negocjacji otrzymując dwie godzinki dla dwóch kółek. Duło z południowego zachodu, więc wybór trasy był prosty: "kondomik" w wersji Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Stęszew - Łódź - Dymaczewo - Mosina - Puszczykowo - Luboń - Poznań. Tempem ślimaczym  i bez ciśnienia wykonałem swoje, do tego szosą (i nawet nie zaskoczyła mnie żadna śnieżyca!), o której już powoli zapominałem.

Ku mojemu zdziwieniu kierowcy zachowywali się w większości rozsądnie, wyprzedzali mnie w bezpiecznej odległości i nie szarżowali. Albo to przypadek, albo faktycznie w tym narodzie to praca wywołuje najgorsze instynkty, a gdy nie trzeba się do niej spieszyć, to nawet zasady ruchu drogowego da się ogarnąć. Zagadka dla socjologów. Drogi były przejezdne, dość puste, ale oczywiście nie może być idealnie, gdy na trasie ma się Luboń, i to dwukrotnie :) Tam bowiem światła pozostawione zostały jak w dni robocze, więc stałem na każdych. W pewnym momencie postanowiłem uwiecznić ów fakt, bo się nudziłem i znałem je na pamięć, więc wiedziałem, że zdążę.

Aha, znalazłem jeszcze bliźniaka. Nie, nie, spokojnie, pewna katastrofa na terytorium Rosji nie okazała się mistyfikacją, chodzi mi o naśladowcę waćpana z końcówki tego wpisu. Miałem deja vu, gdy tak samo wcisnął mi się pod koła na DDR-ce w Łęczycy (miał łatwiej, bo skręcał na nią ze ścieżki od strony Puszczykowa, ja natomiast musiałem - oczywiście dla mojego bezpieczeństwa - przeciąć ulicę, żeby nie jechać pod zakaz), tak samo nie patrząc na boki, i tak samo blokując mnie na dobrych kilkaset metrów dzięki rozpędzeniu się do prędkości kilkunastu kilometrów na godzinę. Pozostało mi karnie usiąść mu na kole, bo jakakolwiek próba wyprzedzenia mogła skończyć się tragicznie :) A teraz proszę sobie wyobrazić, jak ta dróżka wygląda w "sezonie" i jak bardzo można wykazać się kreatywnością w wymyślaniu nowych przekleństw :)




  • DST 56.30km
  • Czas 02:14
  • VAVG 25.21km/h
  • VMAX 43.50km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 169m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wolne! :)

Niedziela, 24 grudnia 2017 · dodano: 24.12.2017 | Komentarze 2

W tym roku święta spędzamy u mojej Teściowej. Wiem, brzmi traumatycznie :) Ale spokojnie - udała mi się akurat wyjątkowo, więc psychika nie ucierpi. Plus tego jest taki, że nie trzeba nigdzie wyjeżdżać, do minusów należą za to przedświąteczne przygotowania. Na szczęście ja już swoje wykonałem, więc dziś misja czekała moją lepszą połówkę, która pojechała pomagać, a ja, jako że mam dobre serduszko i nie mogę patrzeć, jak kobiety się męczą, mogłem spokojnie pójść na rower :)

Co w sumie też łatwe nie było. Jak wiało, wie chyba każdy, choć największe alerty dotyczyły Pomorza, Kujaw, no i właśnie Wielkopolski. Do tego cały czas mżyło. Więc nawet nie chce mi się opisywać doznań tego wyjazdu - po porostu wycierpiałem swoje na trasie: Poznań - Plewiska - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewo - Podłoziny, tam nawrotka, znów Plewiska - Palędzie - Gołuski - Głuchowo - Komorniki - Plewiska - Poznań. Brr i fuj.

Cóż, na szybko pozostaje mi życzyć wesołych świąt tym, którzy wierzą, natomiast mi pokrewnym sceptykom rodzinnego odpoczynku, korzystania z wolnych dni, a i może i pokręcenia rowerowego? A ja zgodnie z tradycją wstawiam piosenkę, może mało optymistyczną, ale odzywającą mi się w głowie co roku o tej porze.




  • DST 54.20km
  • Czas 02:10
  • VAVG 25.02km/h
  • VMAX 50.50km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Podjazdy 229m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Lubonisie

Sobota, 23 grudnia 2017 · dodano: 23.12.2017 | Komentarze 7

Żmudnego wykonywania rocznej nadbudowy ciąg dalszy. Dziś było dżdżyście (kto do cholery wynalazł to słowo?), w miarę ciepło, ale za to wiało jak sam sku...baniec. O wyjeździe szosą nawet nie pomyślałem, więc gdzieś w okolicach połowy drogi wykręcanej crossem miałem na liczniku coś w okolicach 22 km/h, i to wyrzygane niemałym wysiłkiem. Nie ma to jak porządny górski trening po płaszczyznach :) Za to przyznać trzeba, że po tym, jak sobie przypomniałem, czemu nienawidzę jazdy na rowerze, gdy tylko parę razy zawiało mi  plecy, od razu skojarzyłem, czemu tak to kocham :)

Trasa to "kondomik" od strony Poznania, Lubonia, Komornik, Szreniawy, Stęszewa, tam nawrotka na Łódź, Dymaczewo, Mosinę, Puszczykowo, znów Luboń i do domu. W Mosinie na dosłownie dwie i pół sekundy wpadłem do rowerowego z życzeniami, co kosztowało mnie później trochę stania w korkach, ale nie aż takich, jak w Luboniu, gdzie jak zwykle panowała zakupowa sracz... zakupowe rozwolnienie :) A skoro już tam jesteśmy... W końcu prawie dokończono to coś, co znajduje się na styku tej miejscowości ze starą ścieżką w Łęczycy. I jest bardzo prawilnie, jak to tylko może być, gdy PKP dogada się z władzami Lubonia - jest kosteczka na nowym odcinku widocznym w dali (no bo po co asfalt?), jest obowiązkowy znak, wedle którego na te kilkanaście metrów powinno się zjechać na drogę lub zejść z roweru, żeby znów wrócić na DDR-kę... W ogóle, ale to w ogóle, nie jestem zdziwiony :)

No i jeszcze nie opuszczamy mojego ukochanego miasteczka - znalazłem bowiem tam coś, co - gdybym nie miał odgórnych planów sylwestrowych - skierowało by moje kroki z przełomu roku właśnie tam. Hasło bowiem bardzo mi się spodobało - "Sylwester z Dudą"!

Przecież to genialne - wystarczy długopis, wolny lokal (obowiązkowo z przedpokojem), kilka ustaw jawnie łamiących trójpodział władz i można się calutką noc bawić w odchodzenie od ćwierćwiecza demokracji. Nooo, chyba że ja coś tu jak zwykle nadinterpretuję :)




  • DST 54.20km
  • Czas 02:06
  • VAVG 25.81km/h
  • VMAX 50.00km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 180m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Atrakcyjnie

Piątek, 22 grudnia 2017 · dodano: 22.12.2017 | Komentarze 6

Wczoraj zima zmieniła się ponownie w jesień, oczywiście serwując deszczyk gratis. Skończyło się w związku z tym jedynie godziną na chomiku (33 km) oraz spacerem do pracy. Już bez ciśnienia na dystans łatwiej jest przełknąć takie sytuacje :)

Dzisiaj też mnie delikatnie skropiło, ale raz, że jechałem crossem, dwa, że z góry spadała woda, a nie białe gów..., wrrróć, biały puszek, trzy - zrobiło się trochę cieplej, więc miałem to generalnie tam, gdzie powinno się mieć takie rzeczy. Nie będę doprecyzowywał gdzie. A sama jazda po prostu się odbyła - powolutku, bo wiało znów solidnie, ostrożnie, bo błocko jest zdradliwe, oraz leniwie - bo grudzień to nie miesiąc na rekordy,

Trasa (tu Relive): Poznań - Plewiska - Skórzewo - Zakrzewo - Lusowo - Tarnowo Podgórne - Sady - Swadzim - Poznań na odcinku Ogrody-Bułgarska-Górczyn-Dębiec). Między Lusowem a Tarnowem jak zwykle wytrzęsło mnie na adolfowych płytach za wszelkie czasy - to norma i standard. Ale za to kolei ponownie nie udało mi się bez przygód pokonać nowej DDR-ki za Skórzewem (tej od "my tu nie jesteśmy od stawiania znaków"). Dzisiejsza atrakcja wyglądała tak:

Pierwszy mój przejazd tym kawałkiem bez konieczności zatrzymywania się uznam za drogowe święto :)