Ładny był dzionek jak na grudzień? No ładny. Sympatyczna pogoda i w końcu mniejszy wiatr był? No był. I co? I ja musiałem pójść dziś do pracy sporo wcześniej niż zazwyczaj, więc udało mi się zrobić tylko przed wyjściem żałosnego gluta. Oczywiście, mogłem wstać trochę po szóstej rano, ogarnąć się, wyruszyć po ciemku i po zamarzniętych jeszcze drogach, ale... nie mogłem. Szanujmy się :) Gorsze jest to, że w związku z pewnymi zawodowymi zawirowaniami niestety czasowo czeka mnie lekki odpoczynek od roweru lub jeszcze więcej glutów.
Co do trasy to ruszyłem na zachód, z Poznania przez Plewiska do Skórzewa, które jest kolejną wiochą w okolicy z permanentnym remontem. Na szczęście akurat ten dobiega końca, szkoda tylko, że w jego wyniku jest częściowo jeszcze bardziej gówniano niż było przed nim. Oczywiście chodzi o DDR-kę, którą - jak to w Polsce w XXI wieku - wykonano z kostki. Co prawda jeszcze dość przejezdnej, ale sam fakt woła o pomstę do piekła. Tym bardziej, że chwilę droga zamienia się na asfaltową. Zagadką pozostaje, czemu nie dało się zrobić całości z tego samego tworzywa, no ale nawet nie mam zamiaru dociekać.
Ścieżka jest oczywiście oznakowana i dopuszczona do ruchu (czytaj: nakazuje się nią jechać), mimo prowadzonych robót. I tak w pewnym momencie przed sobą miałem: A za sobą: Dodam, że chciałem dotrzeć do ronda widocznego na tej pierwszej fotce z powyższych. Nie chciałem się kopać z koniem (mechanicznym), pozostało więc cofnąć się kilkaset metrów, a że jacyś tam robotnicy robili coś tam, to zagadałem:
- Panowie, dalibyście tu jakiś znak, że ścieżka jest nieprzejezdna. - Ale my tu nie od znaków. - No to chociaż machajcie :) - Ale my tu nie od machania :)
Tyle było z rozmowy :)
Powrót nastąpił serwisówkami i znów przez Plewiska do domu, w którym musiałem się szybko ogarnąć i teleportować do roboty. Robić nadgodziny, oł je.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"