Info
Suma podjazdów to 784507 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj8 - 12
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.00km
- Czas 01:50
- VAVG 28.36km/h
- VMAX 50.00km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 219m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Maltając
Środa, 21 lutego 2018 · dodano: 21.02.2018 | Komentarze 6
Niby kolejny wolny dzień, ale po czternastej musiałem być w Poznaniu, więc na dłuższe melanże nie było dziś opcji. No i nie ma co ukrywać - zima sama w sobie doń nie zachęca. Choć przyznać trzeba, że źle nie było - suchutko, jakby to napisać... cieplutko względem najbliższych dni, tylko wiatr z północnego zachodu zrobił ze mnie miazgę. Nooo. miażdżkę, bez przesady, będzie gorzej :)
W ramach łączenia pasji najpierw się wyspałem, a potem wyruszyłem, prawie na styk, czyli lekko przed południem. Kierunek podmuchów zmusił mnie do pokonania Poznania z dołu do góry, co było mordęgą na wysokim poziomie, bo wymyśliłem sobie, że zamiast jak zwykle pchać się Drogą Dębińską, spróbuję objechać Rondo Starołęka, a potem pokręcę wzdłuż Zamenhofa. Po zaliczeniu miliarda świateł i tysiąca pit stopów, stwierdziłem, że to był błąd. Jakbym wcześniej tego nie wiedział :) Masakra.
Dawno mnie nie było na Malcie (to znaczy raz próbowałem, ale lodowisko po drodze mnie zniechęciło), postanowiłem więc nadrobić owo niedopatrzenie póki się da, bo wraz z nadejściem wiosny bez kałacha tam się nie pojawię.


Potem już klasyczna walka o przetrwanie - Antoninek, Swarzędz (nie Stęszew!), Paczkowo, Gowarzewo, Tulce, Żerniki, Krzesiny, Starołęka, Lasek Dębiński i do domu. Słowo "przetrwanie" pasuje tu idealnie, bo na wiadukcie między Żernikami a Jaryszkami jakaś tępa dzida płci zbliżonej do kobiecej wyprzedziła mnie w odległości przepisowego... milimetra. Dopiero mój krzyk (nie nadający się do cytowania) spowodował, że odbiła w lewo, ale już po tym, jak prawie zrobiła ze mnie marmoladę. Śremskie blachy mają coś w sobie - zbyt często litery PSR nań zawarte kuszą o rozszerzenie tego skrótu o kilka dodatkowych, nawiązujących do wydalania.
Tym samym trzeci chrzest szosy się dokonał. Szkoda tylko, że ponownie szeroko rozumiane otoczenie nie dało mi szansy na rozwinięcie skrzydeł. To znaczy opon :)
Relive - tutaj.
- DST 54.20km
- Czas 01:56
- VAVG 28.03km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 232m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Plus i minus
Wtorek, 20 lutego 2018 · dodano: 20.02.2018 | Komentarze 10
A w sumie to minusy. Jeden dosłowny, czyli temperatura, drugi też jakby nie patrzeć pokrewny - wiatr, który wrócił już w pełni do swojej ulubionej czynności, czyli udupiania rowerzystów. Duł głównie ze wschodu, ale oczywiście z inklinacjami na zasadzie: ja na południe, on z południa, skręcam na północ, on wita mnie dokładnie stamtąd. Menda jedna, do tego zimna i upierdliwa!
A teraz plus - w końcu było na tyle sucho, że nie szkoda mi było wyciągnąć na dwór Trekozaura, dopiero drugi raz. To jak powolne odwijanie lizaka lub konsumpcja paczki chipsów po jednej sztuce :) Wciąż jestem na etapie dostrajania się z nową szosą, przyzwyczajam się do 105-tkowych manetek i powoli zaczynam je doceniać (choć nie ukrywam, że lubiłem "kciukowanie" ze starej Sory). Jest miodzio :) Szkoda tylko, że przez wiatr i wybór trasy (dom - Lasek Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Koninko - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Luboń - Poznań) nie za bardzo mogłem się rozwinąć, ale na to pewnie jeszcze przyjdzie czas.
Warta na wysokości Rogalinka powoli już wraca do swojego koryta. Szkoda, nadzieja na Zalew Rogalinkowski prysła :)
Aha, na wysokości Jaryszek zrównał się ze mną samochód, opuściła się szyba, z niej wychynęła się męska głowa, która najpierw zlustrowała dokładnie mój rower, by po chwili zapytać: "przepraszam, wie pan może gdzie tu jest siedziba Shimano?". Poinstruowałem, podziękowano mi potem jeszcze światłami. Widać, że swoi :)
- DST 52.10km
- Czas 01:50
- VAVG 28.42km/h
- VMAX 50.10km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 226m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Skoncentrowany
Poniedziałek, 19 lutego 2018 · dodano: 19.02.2018 | Komentarze 9
W końcu udało mi się pokręcić szosą. Po trzech dniach crossowania fajnie było odkurzyć wąskie kółka, nawet te wmontowane w stary sprzęt. Wszystko dzięki jedynej słusznej zimie, która znów wróciła, czyli suchej. Cześć jej i chwała.
Wykonałem "kondominium" w wersji z Poznania przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Dymaczewo, Łódź, Stęszew. Szreniawę, Komorniki i do domu. Jechało się dość spoko, choć wiaterek znów zaczął o sobie dawać znać, a do tego kierowców dziś kompletnie pos...kręcało. Nawet nie zliczę, ilu troglo wyprzedziło mnie na gazetę, ilu włączyło się bezmózgowo z podporządkowanej, ale hitem dnia było obserwowanie jak na wąskiej krajowej piątce kretyn w osobówce wyprzedzał jednego tira na podwójnej ciągłej tak sprytnie, że ledwo zdążył uciec przed drugim, jadącym z naprzeciwka. Brawa.
Na tej samej piątce mądrzy jak zwykle fachowcy-drogowcy postanowili łatać dziury w poniedziałkowy poranek, organizując po dwa kilometry korka przed i za Dębienkiem. Oczywiście też w nim postałem, ale za to dostałem niespotykanego bonusa w postaci przejazdu przez Komorniki PŁYNNIE. Wiem, to nie do wiary, ale dowód jest na Relive. Tamże dym nad Stęszewem, spowodowany paleniem jakimś shitem w jednym z budynków.
Natomiast tutaj fota tylko jedna. Łódzka:)
A, jeszcze coś. Dawno nie było o polityce, prawda? No to będzie :)
Głośno ostatnio jest o burzy, którą wywołał Morawiecki (kolejna marionetka naszego Kuperfuhrera, choć znająca języki), mówiący o tym, że sprawcy mordów podczas II Wojny Światowej nie byli tylko polscy, ale i żydowscy czy ukraińscy. Może zdziwię, ale uważam te słowa za wcale nie szokujące, bo taka była prawda, ale oczywiście (jak tu w PiS) użyto niewłaściwego języka. Generalnie jednak wypowiedź jest dla mnie wyjątkowo zrozumiała, jednak głównie z powodu tego, że gatunek ludzki sam w sobie uważam za szkodliwy dla świata, a podział na narody za jeden z największych debilizmów. Polacy, Niemcy, Żydzi, Papuasi - jeden szrot. Bywają i dobrzy, i źli, wydumana narodowość nie ma tu znaczenia.
A że nudziło mi się dziś w robocie... :)
To teraz tylko pytanie - ktoś wie, czy po spacerniaku w pierdlu można jeździć rowerem? Według nowej pisowskiej ustawy spędzę tam najbliższe trzy lata :)
- DST 52.10km
- Czas 02:03
- VAVG 25.41km/h
- VMAX 43.00km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 249m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Powtórkowo-rozrywkowo
Niedziela, 18 lutego 2018 · dodano: 18.02.2018 | Komentarze 7
Generalnie
dzisiejszy wyjazd to powtórka z rozrywki. Bardzo niskich lotów, ale
jednak jakiejś tam rozrywki. Wyruszyłem tak jak ostatnimi czasy z
musu przed pracą dość wcześnie, bo po ósmej rano (wiem, wiem,
dla niektórych to środek dnia, ale u mnie najlepsza pora na
spanie), co ma swoje plusy (w weekendy mały ruch), ale śliskie
drogi sponsorowane przez noce przymrozki to przyjemność
zdecydowanie średnia. Zresztą temat opisuję w tym roku dość
namiętnie, więc nie będę się powtarzał – grunt, że dzięki
dobrej koordynacji i ostrożnego kołowego stąpania po przeróżnych
atrakcjach typu ronda czy co ostrzejsze zakręty, nie musiałem
zaznajamiać swoich zębów z podłożem.
Trasa dzisiejsza to
z okazji północno-zachodniego wiatru najpierw kilkanaście
kilometrów po na czerwono świecącym Poznaniu (Dębiec – Górczyn –
Golęcin), potem już bardziej przejezdnymi opłotkami (Strzeszynek –
Psarskie – Kiekrz – Rogierówko), następnie odcinek-koszmarek z
Sadów przez Lusowo do granic Zakrzewa, a końcówka to całkiem
sympatyczne kręcenie z fragmentem powiewu w plecy między
Wysogotowem, Skórzewem, Plewiskami i domem. Finalnie wyszło
powolutku, ale z zaliczeniem najlepszego na świecie dystansu :)
Ścieżka przy
Koszalińskiej świeci. Nie tylko lekko już schnącym przymrozkiem,
ale i przykładem, jak powinno się robić DDR-ki.
Tu (czyli przed
Sadami) natomiast brutalny powrót do polskich realiów. Pół drogi
z górzystego szutru, pół to wciąż strasząca zemsta Adolfa, a na
horyzoncie droga dla rowerów nad trasą szybkiego ruchu, oczywiście
położona tylko po jednej stronie wiaduktu.
Na deser wiatrak w
Rogierówku. Sądząc po reakcjach czworonogów o rozmiarach XXL,
gdyby nie płoty oraz inne obwarowania, również mógłbym skończyć
jako smakowity kąsek :)
- DST 52.00km
- Czas 02:02
- VAVG 25.57km/h
- VMAX 43.00km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 153m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Jak po maśle
Sobota, 17 lutego 2018 · dodano: 17.02.2018 | Komentarze 10
Dziś o dziwo, mimo prognoz, które znów zapowiadały opady, udało się wykręcić pełne pięć dyszek. Poszło jak po maśle, co oznacza, że było ślisko jakbym jechał właśnie po tym tłuszczu, przynajmniej w pierwszej połowie dystansu - bowiem gdy wyruszałem po ósmej rano (później musiałem lecieć do pracy) asfalty jeszcze się szkliły postmżawkowo i wymuszały powolną oraz odpowiedzialną jazdę. Udało się bez glebsona.
Trasę wykonałem zachodnią, z Dębca przez Plewiska, Gołuski, Palędzie, Dopiewo, Więckowice, Sierosław, Zakrzewo, serwisówki, Plewiska i do domu. Momentami na wiaduktach, rondach i zakrętach zwalniałem niemal do zera - tę sztukę ostatnimi czasy opanowałem zresztą niemal do perfekcji :)
W Fiałkowie wszystko na swoim miejscu - Tupolew (lub coś podobnego), Poznań Główny oraz znak ostrzegający przed nisko latającymi czarownicami. Zabrakło tylko sympatycznego kundelka, który raz przywitał mnie tam tak radośnie, jakbym był personifikacją najsmakowitszego baleronu.
Gdy jechałem w kierunku Plewisk, na ulicy Wołowskiej zagadali mnie jadący samochodem starsi państwo, pytający o ulicę Nowosolką. Mówiło mi to tyle, co nic, więc powiedziałem, żeby się zatrzymali i sprawdzimy w telefonie. Okazało się, że to niedaleko, jednak zapytałem o jakąś firmę, która tam się znajduję, żeby szybciej skojarzyć. Odpowiedź: zakład karny :) Nawet nie miałem pojęcia, że jest tam takowy. Wniosek: podróże kształcą :)
- DST 31.70km
- Czas 01:16
- VAVG 25.03km/h
- VMAX 42.00km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 99m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
GlutoZUS
Piątek, 16 lutego 2018 · dodano: 16.02.2018 | Komentarze 2
No i co? Miał być Armageddon w wersji light, typu nocne opady, rano ślizgawica, a przed południem lepienie bałwanka, tymczasem... Z wielkiej chmury mały deszcz. Lub bardziej: śnieg. W sumie w większości przypadków byłbym mega zadowolony z tego typu pogodowej pomyłki, ale mając świadomość, że o jedenastej muszę być w pracy (i wyjątkowo nie było opcji zaparkowania roweru), więc szaleć nie mam kiedy, a wręcz skazany jestem na wyruszenie maks o ósmej rano, chyba wolałbym jednak te zawieje i zamiecie, czyli dłuższe spanko gratis :)
No ale skoro trud i znój sam nie przyjdzie, to trzeba mu pomóc. Nawet robiąc crossowego gluta, takiego wymęczonego jak dziś. Po pierwsze znów wiatr konkret, po drugie pozostałości nocnych przyprószeń nie zniknęły jeszcze z dróg i trzeba było kręcić ostrożnie. Zrobione. A w sumie wyrzygane, na granicy przyzwoitości. Trasa to farfocel zachodni, z Dębca przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnowo, znów Komorniki, Plewiska i do domu.
Zdjęć nie robiłem, bo było po prostu brzydko. Żeby jednak nie było pusto na blogu, to wklejam fotę zrobioną z półukrycia w tramwaju. Jak wiadomo od dawna, owoc żywota Twojego je ZUS, a mi trafiła się tego personifikacja. I to na miarę naszych czasów, bo wychwalany jest nawet eZUS :)
- DST 62.40km
- Czas 02:15
- VAVG 27.73km/h
- VMAX 44.60km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 240m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Dzień śnięty
Czwartek, 15 lutego 2018 · dodano: 15.02.2018 | Komentarze 9
Pewnie gdybym miał z głową (bardziej niż mam), to w ten swój wolny dzień wstałbym przed siódmą rano, ubrał na cebulę, dostosowując strój do minusowej temperatury, i pyknął jakieś sto kilometrów z nieokreślonym plusem. No ale jednak nie mam bardziej niż mam :) Wręcz przeciwnie - zgodnie z odwieczną zasadą, mówiącą, iż dzień śnięty należy śnięcić, wyspałem się za wszystkie czasy (czyli do jutra), leniwie ogarnąłem śniadanie i dopiero wtedy ruszyłem, a stało się to lekko po jedenastej, gdy był już nawet jeden stopień powyżej zera.
Zaryzykowałem kurs starszą szosą, czego dziś nie żałowałem - w kontraście do wczoraj było sucho i całkiem przejezdnie, tak jak lubię. Wiatr powoli wraca na swoje standardowe pozycje, choć dziś był jeszcze dość łaskawy, ale znów bawił się w cichacza - gdy chciałem się kilka razy rozpędzić, to dawał mi się rozkulać gdzieś do poziomu 40+, ale już powyżej nagle włączała mu się jakaś kontrola rodzicielska i mnie blokował, więc znów mój Vmax jest poniżej krytyki, a średnia po prostu słaba.
Trasa minimalnie dłuższa niż zazwyczaj, bo mogłem sobie na to pozwolić (choć i tak byłem lekko ograniczony czasowo). Zacząłem na Dębcu, potem wycierpiałem swoje w Luboniu, dotarłem do Puszczykowa, skierowałem się na Rogalinek oraz Rogalin, Mieczewo i Kórnik, w nim skręciłem do Krzyżownik, skąd stałym szlakiem dotarłem przez Tulce, Żerniki, Krzesiny, Starołękę oraz Lasek Dębiński do domu. O właśnie tak.
W Puszczykowie DDR-ka wciąż może służyć do szkolenia umiejętności przez zawodników mtb. Kiedy ktoś się za nią weźmie (a najlepiej - skasuje)? Pewnie nieprędko.
Z kolei całą śmieszkę w Łęczycy przejechałem i dziadygi nie spotkałem (joł!). Jednak w przyrodzie nic nie ginie, i jak nic ukazał mi się on w całej okazałości, właśnie w Puszczykowie :) Zdjęcie nieostre, bo robiłem z daleka i musiałem zzoomować, a sam obiekt nagle zatrzymał się, gdy go wyprzedzałem, jak sądzę nieprzypadkowo.
A tu podobnej jakości obrazek z okolic Mieczewa - kierowca, grzybiarka oraz dziadyga (inny). Polska w pigułce (prawdopodobnie anty).
A tak poza tym to nudno :) Nawet nikt nie chciał mnie przejechać. W sumie to chyba dobrze.
Prognozy mówią, że jutro ma wrócić śnieg z deszczem plus silny wiatr. W związku z tym, że będę musiał być wcześniej w pracy, zakładam, że nie uda mi się pokręcić. Życie. Albo raczej rzyć.
- DST 52.70km
- Czas 02:05
- VAVG 25.30km/h
- VMAX 42.00km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 208m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Karny klocek
Środa, 14 lutego 2018 · dodano: 14.02.2018 | Komentarze 7
Generalnie w tym miejscu, na samym początku wpisu, powinienem zgodnie z tradycją ponarzekać na to, że w południe musiałem iść do roboty i się nie wyspałem, bo zdecydowałem pokręcić. No ale wyjątkowo odpuszczam, bo dzisiaj inni mieli gorzej, mnie przynajmniej nikt nie obudził o szóstej rano i mogłem opuścić lokal bez kajdanek :)
Natomiast muszę podziękować swojej lepszej połowie za głos, a w sumie sms rozsądku wysłany z drogi do pracy. To dzięki niemu bowiem dowiedziałem się, że na drogach jest dość ślisko (nie ślizgo) i jak już planuję ruszać, to lepiej szosę zostawić w domu. Ja znów zostałbym zmylony przez pięknie rozjeżdżoną ulicę, przy której mieszkam.
Niniejszym dziękuję. Czemu? O tym za chwilę. W sumie początek wykonanej dziś trasy na północny wschód (Dębiec - centrum - Malta - Miłostowo - Janikowo - Kobylnica - Biskupice - Jerzykowo i nawrotka swoimi śladami), gdzieś do wysokości mostu Rocha, był całkiem przyzwoity.
Po przekroczeniu Warty znalazłem się w jakimś innym, gorszym świecie. Byłem przygotowany na jakieś tam może błotko, może troszkę syfu, ale na ten widok oniemiałem:

Tak wyglądała calutka Jana Pawła po dwóch stronach. Co najciekawsze - w nocy na 99,99999999% nie padał śnieg, co oznacza, że to lodowisko zalega tam od kilku dni. Oj, karny klocek ((hamulcowy) dla poznańskich służb. Szczerze - nie spodziewałem się takiej niespodzianki. Pokonanie tego odcinka (a potem jeszcze podobnie wyglądającego do granic miasta) wymagało ode mnie sporego skupienia, dzięki czemu obyło się bez gleby. Oczywiście asfalty aż zachęcały do jazdy, ale pod prąd byłoby ciężko :) Po raz kolejny postuluję co zimę zaorać wszelkie DDR-ki, zamienić na kartofliska lub pola uprawne dla roślin ozimych, a wiosną o nich zapomnieć i nie tworzyć od nowa, będzie spokój.
Generalnie po opuszczeniu Poznania zrobiło się sympatyczniej, a na pewno bezpieczniej. Choć i tak poruszałem się na wszelki wypadek ostrożnie.
Nad Jeziorem Kowalskim zatrzymałem się jedynie na chwile (czas mnie naglił). żeby cyknąć fotę silnej opcji kaczej, która jak tylko mnie zauważyła, odnotowała w ptasich móżdżkach akcję-reakcję "człowiek=żarcie" i podpłynęła, jednak niestety musiałem ją zawieść, zgłaszając nieprzygotowanie.


W sumie malowniczo było, choć trochę w kolorystyce rodem z obrazu w telewizorach marki Rubin :)
Oj, specyficzny był to wypad. Nawet nie chcę wiedzieć, ile razy bym leżał, gdybym wybrał się szosą.
Aha, Wartostrada już na granicy przejezdności :)
- DST 51.40km
- Czas 01:52
- VAVG 27.54km/h
- VMAX 45.00km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 149m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
ŚliZGo
Wtorek, 13 lutego 2018 · dodano: 13.02.2018 | Komentarze 8
Proszę nie regulować monitorów. Słowo "ślizgo" jest oficjalnie uznane jako element poznańskiej gwary. A że wygląda coś nie ten teges? No faktycznie :)
Co nie zmienia faktu, że lekko się zdziwiłem, gdy ruszyłem dziś starą szosą na swoje pięć dych. Niby nie było mrozu (zero stopni), ale na drogach zalegała cieniutka błyszcząca warstwa czegoś, co było mieszaniną parującego już lodu z jego przymarzniętymi pozostałościami. Szczególnie "ciekawie" było na wszelkiej maści DDR-kach (tu jak zwykle zresztą), mało uczęszczanych serwisówkach, wiaduktach, a już najbardziej na rondach - jedno z nich, przez Dąbrówką, pokonałem z prędkością tak na oko 0,001 km/h. I tak czując emocje :) Za to Luboń pod tym względem idealny, bo tamtejsze korki trwające 24h/dobę zrobiły swoje.
Gdybym wiedział, że będzie tak wesoło, to ruszyłbym crossem, ale zmylił mnie sympatyczny stan ulicy widzianej z okna. Choć generalnie aż takiej tragedii nie było, wystarczyło zachować trochę ostrożności, nie rozpędzać się i skupić na samej jeździe, a nie na tym, co zazwyczaj, typu pisanie smsów, wyszukiwanie najlepszych kawałków w odtwarzaczu muzycznym czy robienie zdjęć. W związku z tym dziś wpis jest na "sucho", jedyne co mogę zaproponować w razie ewentualnych wątpliwości czy wyjazd się odbył, to wynik szpiegowania przez pewną aplikację. Więc: just Relive in it :)
Trasa: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Chomęcice - Gołuski - Dąbrówka - Palędzie - Gołuski - Głuchowo - Komorniki - Plewiska - Poznań.
Aha, coś w tym jest (wystarczy powiększyć i jechać od góry).
:)
- DST 31.55km
- Czas 01:15
- VAVG 25.24km/h
- VMAX 42.50km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 123m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut z BGP
Poniedziałek, 12 lutego 2018 · dodano: 12.02.2018 | Komentarze 9
Zgłupieć można. Jak był mróz, to nie było śniegu. Lekko się ociepliło - zaczęło sypiać białym gów... puszkiem (BGP). Rano, gdy tylko spojrzałem za okno, wymsknęło mi się coś nieparlamentarnego (a może w sumie powinno się mówić: parlamentarnego, jeśli się weźmie pod uwagę poziom tych naszych osłów?) i zamiast szykować się na rower, wróciłem do łóżka. Czułem jednak podświadomie, że jednak dziś pokręcę.
I tak się stało. Krótko, bo krótko (w południe musiałem być w robocie), ale jednak udało się wykonać gluta, gdy tylko temperatura przekroczyła granicę zera (czyli po dziewiątej). Taktycznie najpierw nawiedziłem spacerkiem piekarnię, by pod przykrywką akcji o kryptonimie "poproszę jeden chleb z makiem oraz jeden razowy, obydwa proszę pokroić" ocenić stan dróg - wynik był umiarkowanie pozytywny, choć oczywiście wybrałem do jazdy crossa.
Sam glut to walka z chlapą i takim sobie wiatrem oraz korkami. Trasa nieskomplikowana: Dębiec - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań. Nie zawiodła mnie śmieszka w Łęczycy (choć dziś ją jedynie "liznąłem") - nawet nie starano się jej odśnieżyć, a o usunięciu zakazy jazdy drogą oczywiście nawet nie zdążyłem się rozmarzyć.
A podjazd ulicą Dworcową był pewnym wyzwaniem, nie powiem :) Dałem radę, ale wyjątkowo posługując się błogosławieństwem, jaki tym razem zapewnił chodnik. Jeszcze kilkaset takich wypadów, podczas których nastąpi dalsza degeneracja mej rowerowej duszy, i sobie koszyczek zamontuję, a może nawet polubię DDR-ki? :)






