Info
Suma podjazdów to 791222 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec23 - 46
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 53.20km
- Czas 01:46
- VAVG 30.11km/h
- VMAX 55.00km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 228m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Fajnie (!) wiało
Poniedziałek, 27 sierpnia 2018 · dodano: 27.08.2018 | Komentarze 13
Uwaga. Pochwalę dziś... wiatr. I to nawet bardzo silny wiatr, który dziś mi towarzyszył. Czemu? Ano bo jak rzadko kiedy był w miarę stabilny co do kierunku i wiał mi w pysk gdzieś przez jedyne 60% jazdy, co jest bardzo, ale to bardzo dobrym wynikiem :)
Momentami urywało łeb, ale i pomagało. Gdyby tak było zawsze, niech mi wieje, niech mnie miażdży, byle w miarę duło w plecki podczas powrotu. Niestety wiem, że miałem okazję załapać się na jeden z wyjątkowych dni wśród roku, a nawet życia spod znaku permanentnego wmordewindu. Dobre i to :)
Trasa to dziś ponownie "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Szreniawa - Komorniki - Poznań. Jeśli ktoś jak zwykle chciałby się ze mną kłócić i mówić, że było bezwietrznie, niech pogada z kilkoma przydrożnymi drzewami. Póki jeszcze stoją.
Wypad zaskakująco udany, a ja ledwo zipię, tak mnie wymęczono w robocie. Powinni tego zabronić lub dać możliwość wyboru: rower albo praca. I pewnie wielu roba... rodaków o dziwo wolałoby to drugie :)
- DST 60.20km
- Czas 02:02
- VAVG 29.61km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 159m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wycieczka pod psem
Niedziela, 26 sierpnia 2018 · dodano: 26.08.2018 | Komentarze 24
Jak wiadomo, klimat umiarkowany to taki, w którym (z małymi jedynie wyjątkami) albo mamy upały, albo marzniemy. Jeszcze trzy dni temu zdychałem z gorąca, dziś... musiałem ubrać pod rowerową koszulkę dodatkową warstwę, a nawet na samym początku żałowałem, że nie zabrałem rękawiczek z długimi palcami. Jednak, ważąc za i przeciw, zdecydowanie wolę te dzisiejsze czternaście stopni niż prawie czterdzieści z ostatniego miesiąca :)
Wiało z zachodu, może niespecjalnie mocno, ale z wystarczającą ilością chłodku, żeby zdemotywować do ciśnięcia. Poddałem się temu grzecznie i po prostu wykonałem swoje, w wersji trasy na zachód, z Poznania przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnowo, Chomęcice, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie, Dąbrówkę i Plewiska do domu (tu Relive). We wspomnianej Dąbrówce przyuważyłem pewną tablicę, przy której aż musiałem się zatrzymać. Otóż, jak się okazuje, w części Nadleśnictwa Konstantynowo, prócz rzeczy oczywistych, takich jak niehałasowanie, nieśmiecenie i niepodpalanie, zakazem objęte jest... spacerowanie z psami. OK, rozumiem jeszcze, respektując archaiczną ustawę o lasach, gdyby zaznaczono, że chodzi o puszczanie ich wolno, bez smyczy, ale zakaz całkowity? Abstrakcja kompletna, w sumie ciekawe, czy zgodna z prawem, bo na przykład uwielbiane przez wszelkie wspólnoty mieszkaniowe tabliczki podobnej treści zostały już zakazane wyrokiem jednego z sądów.
To jeszcze nie koniec czworonożnych tematów. Na granicy Lubonia i Wirów, gdy jechałem dość ruchliwą ulicą Kretą, nagle zauważyłem, że na drogę pakuje się mały szczeniak. Ominąłem go i zacząłem obserwować, kiedy z pobliskich posesji wybiegnie jakiś spanikowany opiekun. Tymczasem... nic. Zero. Zatrzymałem się więc i cofnąłem (na szczęście nic nie jechało) i skierowałem swe kroki ku najbliższemu, hmmm, podwórku, gdzie w międzyczasie pobiegł kurdupel. 
Tam żywego ducha, zacząłem więc najpierw pukać do drzwi i okien, a gdy wciąż była cisza, zajrzałem za płot i zacząłem wołać. Popodziwiałem sobie w międzyczasie dwa rowery z zamontowanymi fotelikami dziecięcymi, dzięki czemu wydedukowałem, że ktoś tu jednak żyje. I faktycznie, po chwili usłyszałem głosy dzieci, a w końcu wyłonił się jakiś dumny tatuś o aparycji lekko skarłowaciałego Sebixa, z puszką w ręku. A tak wyglądał nasz dialog:
- To wasz pies? Proszę go pilnować, bo niemal wpadł mi pod koła.
- ... .
- Przecież ten szczeniak lata wolno, nikt się nim nie opiekuje, zajmijcie się nim, zanim dojdzie do nieszczęścia!
- (foch) No dobra.
Więcej z niego nie wyciągnąłem. Udało mi się też powstrzymać jakimś cudem grubsze słowa, które cisnęły mi się na usta. Pozostaje mieć nadzieję, że coś dotarło, choć mam czarne myśli. Pies był naprawdę śliczny, ale widocznie zahukany, nie chciał nawet do mnie podejść...
A tak wyglądało to od "środka" - szczeniak luzem, ścieżka prowadząca do ruchliwej ulicy niezabezpieczona, właścicieli brak.
Najgorsze jest to, że "opiekunowie" (cudzysłów zamierzony) ewidentnie mają wszystko w dupie, przecież to tylko pies, więc czym się tu przejmować? Nie chcę tu lecieć stereotypami z 500+, ale te nasuwają się tu od razu - widać, że jakaś kasa na remont obejścia jest, dzieci w ilości co najmniej dwóch czy trzech spłodzone, a że geny nieudane i patologia aż w oczy kole? Szczegół. A ten mały kurdupel, jeśli oczywiście dożyje, i tak będzie kochał tych swoich nieszczęsnych dwunogów, jakimikolwiek gnojami by nie byli...
PS. Do pracy i z pracy dziś rowerem miejskim, bo się chłodniej zrobiło, więc dopisuję do ogólnego wyniku.
- DST 53.05km
- Czas 01:46
- VAVG 30.03km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 225m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Drogi jak zawsze
Sobota, 25 sierpnia 2018 · dodano: 25.08.2018 | Komentarze 7
Jedna, najważniejsza informacja - nastąpił koniec upałów! Radość przepełnia me serce wielce, da się znów jeździć bez ryzyka wylądowania w R-ce :) Dziś temperatura była nad wyraz sympatyczna, plus-minus dwadzieścia stopni, niebo umiarkowanie zachmurzone, jednym słowem: warunki niemal idealne.
Z tego szczęścia nie chciało mi się kombinować z trasą, wykonałem więc to samo, co wczoraj, czyli "kondominium", ale w wersji odwrotnej: Poznań - Komorniki - Szreniawa - Stęszew - Łódź - Dymaczewo - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Tu panorama Łodzi:
Dziadygi w Łęczycy nie uświadczylim, za to standardowe korki w Mosinie i Luboniu zakwitły wybitnie, mimo że przecież jutro niedziela handlowa, więc sens i przyjemność czerpana z życia będzie co najmniej taka, jak dziś... Kosztowały mnie one sporo nerwów, ale cóż, siła wyższa. A wiatr? Starał się podskakiwać permanentnym wmordewindem, ale go olałem i jakoś wymodziłem te trzy dychy średniej.
Jeszcze słówko na sobotę o początkach wyjazdu. Ledwo ruszyłem, musiałem hamować. W końcu bowiem udało mi się trafić na jeden ze słynnych bilboardów.
Osobiście, mimo całej mojej "miłości" do PiS, uważam całą tę akcję i jej treść za debilną. Jeśli chce się walczyć z populistami populizmem, stawia się w jednym szeregu z nimi. Choć w sumie, elektorat mamy dojrzały inaczej, więc pewnie o dziwo taka kretyńska kampania PO + N. odniesie jakiś skutek. Ja natomiast skorzystałem z niej w inny sposób - najpierw wytarłem sobie mordę zdradziecką, a potem wykonałem rowerowe selfie na tle PolskęZbawa. Póki jeszcze można legalnie :)
- DST 52.40km
- Czas 01:44
- VAVG 30.23km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 223m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
D(ź)-day
Piątek, 24 sierpnia 2018 · dodano: 24.08.2018 | Komentarze 9
No proszę. Miał dziś być pogodowy Armageddon, coś na kształt burzowego końca świata, nowy potop, a co najmniej D-day, gdzie ja jestem niemiecką armią, a deszcze - atakującymi aliantami. Tymczasem... o dziwo i ku memu zadowoleniu rano przejechałem swoje o suchej stopie. Co prawda wisiało nade mną tyle ciemnych chmur, że w każdej chwili spodziewałem się zmiany kategorii sportu na rower wodny, jednak zostałem oszczędzony. Zmokłem dopiero podczas drogi do pracy.
Trasa to najbardziej standardowe ze standardowych wersji "kondominium", z Dębca przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Dymaczewo, Łódź, Stęszew, Szreniawę i Komorniki do Poznania. Prócz korków-gigantów (jesień coraz bliżej) w Mosinie i Komornikach, jechało się całkiem spoczko, mimo solidnego wiatru, który jednak nawet podczas jednej trzeciej dystansu raczył zbytnio nie przeszkadzać, no bo przecież by nie pomagał, co to, to nie :) A, no i temperatura całkiem sympatyczna.
Po drodze było zarówno tak:
...jak i tak.

Najbardziej cieszyło mnie słońce. A konkretnie to, że go nie było :)
No i dochodzimy do najważniejszej i najbardziej istotnej informacji tego dnia: dziadyga wrócił! Mogę więc ów dzionek śmiało nazwać tak, jak w tytule, D(ź)-dayem. Nasz bohater ostatniej ścieżki wystąpił dziś w swym niezastąpionym uniformie z sezonu lato-jesień-zima-wiosna, trochę tylko źle obliczył kąt upierdliwości, bo wyprzedzałem go wyjątkowo na szerokim odcinku, a nie jak zwykle na wąskim singielku. Cóż, nie żebym tęsknił, ale czasem cieszy, gdy wraca codzienność i (nie)normalność :)
- DST 57.70km
- Czas 01:55
- VAVG 30.10km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 327m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Między drzewami na Kielicha :)
Czwartek, 23 sierpnia 2018 · dodano: 23.08.2018 | Komentarze 13
Podobno był dziś ostatni dzień gorączki. Uff. Oby to była prawda. Natomiast jest też związany z tym minus, bo jak wiadomo w naszej umiarkowanej (hje hje) strefie klimatycznej nie może być po prostu umiarkowanie, więc od jutra zaczynają się burze i deszcze, co oznacza, że zapewne czeka mnie przerwa od rowerowania.
Dzisiaj - jeszcze w prażącym słońcu - zrobiłem dziwne coś, co przypomina ślepą kiszkę. Co prawda nie wiem, jak takowa wygląda, ale tak mi się kojarzy, jak wyszła trasa na Relive :) A konkretnie: ruszyłem z domu przez Hetmańską, Starołęcką, Krzesiny, Jaryszki, Koninko, Borówiec, Kamionki, Daszewice, Babki, Czapury, wjechałem na chwilę do Poznania i po przejechaniu Głuszyny znów powróciłem do Jaryszek, Krzesin i Starołęki, a że coś mi wszyło kilometrów więcej, niż planowałem, to ostatni odcinek skróciłem przez Lasek Dębiński.
W Daszewicach zatrzymałem się na chwilę na, a w sumie to "u" Kielicha. A w sumie u Pawła (nie znam osobiście). A w sumie koło skarpety :) Nooo, wiadomo o co chodzi - reklama dźwignią handlu, a ta jest całkiem ładna, bo jednak co klasyczna Syrena, to klasyczna Syrena. Fotę zrobiłem, symbolicznego łyka izotonika z bidonu wypiłem i pojechałem dalej.
Jeszcze jeden stop zrobiłem między Sypniewem (granica Poznania) a Koninkiem, przy pięknej alei kasztanowców (ponad sto sztuk). Tych chyba na szczęście nikt nie ruszy, bo to pomnik przyrody. A jak fajnie wyglądają tu mijanki dwóch tirów, poezja :) Aha, żeby nie było, że mordercze drzewa blokują rozwój ludzkiej cywilizacji, niedaleko jest objazd, szeroki i z całkiem dobrym asfaltem.
A, jeszcze zadanie dla spostrzegawczych: gdzieś na tym zdjęciu o marnej jakości (bo za duży zoom) znajduje się F16. Do odszukania :)
- DST 114.00km
- Czas 03:55
- VAVG 29.11km/h
- VMAX 53.60km/h
- Temperatura 27.0°C
- Podjazdy 524m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Środowa stówa
Środa, 22 sierpnia 2018 · dodano: 22.08.2018 | Komentarze 45
Nie planowałem na dzisiaj stówy. To stówa - niczym Chuck Norris lub jeszcze wyżej: premier Morawiecki - zaplanowała mnie :) Wszystko dlatego, że okazało się, iż w domu muszę być dopiero około czternastej, więc gdy tylko ruszyłem przed dziesiątą, zaczęła mi kiełkować we łbie myśl, czemu nie wykonać w końcu tej - dopiero trzeciej w tym roku - stówy? No właśnie, czemu nie?
Wiało jeszcze wtedy - o czym oczywiście później - z południowego wschodu, tam więc skierowałem koła roweru: przez Lasek Dębiński, Starołękę, Krzesiny, Jaryszki, Tulce, Dziećmierowo, by dotrzeć do Kórnika, gdzie zakotwiczyłem - niemal dosłownie - na krótką chwilę.


Po wydostaniu się z tego całkiem sympatycznego miasteczka włączyłem się do krajówki o numerze 11, którą poczłapałem sobie na południe, przy okazji z radością zauważając, iż za Koszutami ktoś się zabrał za renowację koźlaków. Fajno!
No i dotarłem do jednego z celów dzisiejszego wypadu - i w końcu trafiłem tam w odpowiednim dniu :)
A że już byłem, gdzie byłem, postanowiłem odnaleźć tamtejszą wąskotorówkę. Niby łatwa sprawa, bo torowisko było przy drodze, więc teoretycznie wystarczyło po nitce do kłębka. Taa.... Nawigacja swoje, ja zagubiony, zacząłem więc pytać tambylców. Jeden starszy pan, czyli wydawałoby się osoba najbardziej kompetentna w temacie wiedzy historycznej, o czymś takim nie słyszał. W ogóle to mało co słyszał :) Potem miłe panie skierowały mnie "gdzieś tam, ale nie wiemy, gdzie to się skręca". Poleciałem więc na czuja, który w pewnym momencie przestał mi pomagać, zapytałem więc trzecią osobę, i dopiero ona skierowała mnie na właściwe, hmmm, tory. Okazało się, że po kilku nawrotkach i walce z tamtejszymi DDR-kami, byłem na miejscu. I jakimś cudem przeoczyłem tak wyraźną tablicę... :)
Średzka Kolej Powiatowa ma 115 lat. Masa czasu, fajnie, że znów ruszyła, choć aktualnie przejezdny jest jedynie czternastokilometrowy odcinek do Zaniemyśla, na który można wybrać się w weekend. Jako że dzisiaj było pusto, pozwiedzałem sobie na dziko, co się dało zobaczyć z rowerem na plecach, w tym o dziwo otwarte WC (tam bez roweru) :)





Trochę czasu mi zeszło, więc w te pędy ruszyłem dalej, przez Zaniemyśl do Śremu. Póki nie było Śremu, jechało się fajnie. We wspomnianym miasteczku nakląłem się za wszystkie czasy, bo tamtejsze gówniane śmieszki nie zmieniają się od lat, a chyba i nigdy się nie zmienią. Tak samo jak co chwilę widziane radiowozy - na kilku kilometrach przyuważyłem ich tam aż pięć, więc karnie jechałem po kostce Bauma niczym jakiś Down (bez obrazy, bo akurat ludzi z tą chorobą bardzo lubię). W zamian dostałem chociaż fragmentami sympatyczne widoczki.

Przed wioską Psarskie zatrzymałem się na chwilę przy Freshu, gdzie wciągnąłem Pepsi, bo już suszyło. Obserwowałem jednocześnie jakiegoś miejscowego, który wpadł na ten sam pomysł, ale nie raczył wyłączyć przez te dziesięć minut poświęconych na stanie w kolejce silnika w starym Mercedesie, smrodząc całą parą. Eh, w tym momencie żałowałem, że nie było akurat policji - tu by się przydała.
Ostatnim istotnym elementem mojego wypadu były kultowe Manieczki, z jeszcze bardziej kultowym Ekwadorem, świątynią dupodajst..., eee, sorry, chciałem napisać: rozrywek kulturalnych mieszkańców miast i wsi z całej Polski. Tej od Karyn i Sebixów :) 
Ostatnie trzydzieści kilometrów to już moje "codzienne" szlaki: Brodnica - Żabno - Mosina - Puszczykowo - Luboń - Poznań.
Obiecałem coś o wietrze, proszę bardzo :) Z grubsza wiał o tak, jak na tych flagach:
Dodam, że ta najbardziej po lewej pokazuje na podmuch z... zachodu. Czyli tam, gdzie teraz już (Śrem) miałem jechać, po tym, jak do tej pory kręciłem pod wiatr ze wschodu. Jupi :) Nic nowego, ale co zrobić?
Tytuł dzisiejszego środowego wpisu jest tandetny, coś jak Petru-Swetru-Hyhyhy, ale ma sens. Ja się cieszę, że udało się wymodzić tę stówę. Aha, i wleciała jedna dożynka.

A na koniec RELIVE. Oraz dawno nie widziana mapka z Enodo.
- DST 54.10km
- Czas 01:50
- VAVG 29.51km/h
- VMAX 52.60km/h
- Temperatura 23.0°C
- Podjazdy 250m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Frontowo
Wtorek, 21 sierpnia 2018 · dodano: 21.08.2018 | Komentarze 21
Generalnie, wbrew mojej naturze, na pogodę nie miałem dziś co narzekać. Fajna, a nawet bardzo fajna jak na sierpień temperatura (23 stopnie, juhu!), zachmurzone niebo, oczywiście niemal ciągły wmordewind, ale jakoś się dało z nim żyć. Czyli co... Coś innego musiało się na mnie uwziąć, a jakże :) Dziś trafiło na miejskie atrakcje, takie jak czerwone, czerwone i czerwone światła, które - mimo jeszcze w miarę wakacyjnej frekwencji na drogach - udupiło mnie przez te kilkanaście kilometrów z Dębca przez Grunwald i Jeżyce do Golęcina.
Tam z pewną radością zauważyłem powrót odświeżonego czołgu na cokół przy CSWL przy ulicy Wojska Polskiego. Zawsze bowiem lubiłem tego typu sprzęty, gdy są uziemione, a nie na froncie. Poza tym była pewna obawa, że to żelastwo stanie się jakimś elementem aktualnego uzbrajania polskiej armii, obok nieudanego zakupu trzydziestoletnich okrętów z Australii :)
Rajd Koszalińską to jak zwykle bajka - lasy, dobre drogi, nawet autostradowa DDR-ka - aż się smutno robi, że tak nie wygląda reszta moich codziennych szlaków.
Następnie nastąpiło kółeczko: przez Strzeszyn, Psarskie, Kiekrz, Rogierówko, SS-kę (Sady-Swadzim), Lusowo, Zakrzewo i Plewiska do domu. W sumie było fajnie, ale niestety średniej po miejskim poprykiwaniu nie nadrobiłem.
Tutaj Relive.
- DST 57.15km
- Czas 01:57
- VAVG 29.31km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 27.0°C
- Podjazdy 249m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Remontowo + WPN-owo
Poniedziałek, 20 sierpnia 2018 · dodano: 20.08.2018 | Komentarze 8
Dziś ruszyłem
niewyspany i nienajedzony. Czyli zgodnie ze standardem, wczoraj był
wyjątek od reguły :) No ale albo rybka, albo akwarium, albo
kręcenie, albo jedzenie, inaczej bym nie zdążał do roboty.
Istnieje co prawda jeszcze jedna opcja: wstawać wcześniej.
No nie oszukujmy
się, ta opcja nie istnieje :)
Gdy ruszałem po
ósmej, było już gorąco, ale do wytrzymania, rozpocząłem więc z
animuszem, który szybko, bo już w Luboniu, mi przeszedł, na
pierwszej czerwonej fali. Potem walczyłem z wiatrem, który się
oczywiście zmienił w drugiej połowie, więc… walczyłem z
wiatrem. Nieudanie, co widać po średniej. No życie.
Trasę wybrałem
dziś wyjątkowo w tę i z powrotem, z Dębca przez Luboń, Łęczycę
(był dziadyga, ale jakiś rezerwowy, nie ten oryginalny),
Puszczykowo, Mosinę, Dymaczewo Nowe i w Będlewie nawrotka swoimi
śladami.

A wybrałem ten kierunek, bo chciałem zobaczyć, jak wygląda styk krajowej piątki z DW431. Nie bez powodu, bo od jakiegoś czasu trwa tam budowa kawałka S5 z Poznania do Wronczyna, a te kilkaset metrów miało być zamknięte dla ruchu na dwa miesiące. Minął... rok. Ostatnio po jakiejś kolejnej awanturze z wykonawcą miało coś ruszyć i faktycznie, ze trzech ludzi na krzyż tam ujrzałem :) Najciekawiej mają mieszkańcy, bo żeby dostać się tam, gdzie widać pędzące tiry, muszą jechać objazdem... szesnaście kilometrów. Najbardziej przerażające jest to, że na tyle długo żyję w tym kraju, iż nawet mnie to nie dziwi :)
Ale znalazłem też plus całej sytuacji: na tej zawsze dość ruchliwej drodze jest cisza, spokój, hula wiatr, a taką sytuację umiłowały sobie skrzydlate drapieżniki, na moje myszołowy, choć z tej odległości ciężko stwierdzić. Żałowałem, że nie miałem porządnego aparatu, bo latało nade mną całe stado (niewyraźna ich fota jest na Relive). Wniosek? Natura odżywa, gdy znika człowiek.
A skoro już jesteśmy przy przyrodzie, lekko odejdę od rowerowania. Wczoraj po południu podjechaliśmy z Kropą do Wielkopolskiego Parku Narodowego, zrobić sobie dziesięciokilometrowy spacer z Mosiny przez Osową Górę i dokoła Jeziora Kociołek. Szczegół, że upał, że koło plaży na Osowej było jak na Krupówkach, na szczęście w samym lesie zastaliśmy w miarę spokój i było co popodziwiać, bo tereny piękne. Dość powiedzieć, że wg Endo wleciało 340 metrów przewyższenia, co jak na wielkopolskie warunki oznacza już coś :) A tu proszę, zdjęcia, na coś ten limit w końcu wykorzystać trzeba :)








Kropka polubiła się nawet z Elegentem z Mosiny :)
- DST 52.20km
- Czas 01:44
- VAVG 30.12km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 154m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pod Orkan :)
Niedziela, 19 sierpnia 2018 · dodano: 19.08.2018 | Komentarze 14
Jednak jak się człowiek (dla niewtajemniczonych: owym podmiotem jestem tu ja) wyśpi i naje przed wyjazdem, to jakoś mu się tak lepiej kręci. I to nawet mimo temperatury znów zahaczającej o niebezpieczne granice dla zawartości tego, co mam pod kopułą (dla niektórych zaskoczenie: chodzi o mózg, przynajmniej formalnie rzecz biorąc).
Ruszyłem w okolicach dziesiątej trzydzieści, spokojny, że nie jest za późno, gdyż po pierwsze miałem wolny dzień, a po drugie: większość rodaków również, czyli o korki martwić się nie musiałem. Wiało z zachodu, może nie silnie, ale upierdliwie i zmiennie, jednak pełny brzuch to jest to, więc wziąłem na luz i bez pośpiechu, ale też bez specjalnego oszczędzania energii zrobiłem kółeczko z Poznania przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Chomęcice, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie, Dąbrówkę i Plewiska do domu. O tak, jak na Relive,
Jako że tereny zachodnie to generalnie pustynia, szukałem jakiegoś punktu zaczepienia do zdjęcia i znalazłem na dziś tylko jeden, kojarzący się z nazwy z tym cholerstwem, które uprzykrza mi niemal codziennie życie. Mądrzy ludzie od nazw wiedzieli co robią :)

Info o dla tych, którzy jakimś cudem nie słyszeli o KS Orkan Konarzewo
:) Klub powstał w 1949 roku, barwy ma niebiesko-pomarańczowe, aktualnie
występuje w poznańskiej okręgówce. Krótkie spojrzenie na kadrę seniorów
mówi jedno: zespół idzie z duchem czasów, bo ma w niej nawet jednego
Serhieja :)
A na koniec, pod domem, zafundowałem sobie jeszcze nagrodę, czyli loda od pana sprzedającego je w budce na Dębcu przy jednej z piekarni, od kiedy pamiętam. Nie żadnego hipstesrkiego, o smaku ciecierzycy pod kołderką z kalarepy i odchodów pazia królowej, a klasycznego włoskiego. Pycha!
- DST 53.40km
- Czas 01:50
- VAVG 29.13km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 254m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Poligon - podejście drugie
Sobota, 18 sierpnia 2018 · dodano: 18.08.2018 | Komentarze 8
Zachciało mi się dziś - za namową północnego wiatru - odwiedzić po raz drugi w życiu poligon w Biedrusku. Pomysł z gatunku kretyńskich, bo żeby na nim się pojawić, musiałem przejechać przez cały Poznań i jego tak samo zaczerwienione świetlne opłotki, typu Suchy Las, łącznie około trzydziestu kilometrów. Chciałem się jednak przekonać, jak to jest pokonać to "kultowe" miejsce odwrotnie niż za pierwszym razem, czyli od strony Złotnik do szlabanu.
I... no znów mnie nie porwało. Ani nie rozerwało, bo dziś sobota i wjazd legalny :) Jedyny sens, jaki widzę w bawienie się w człapaniu w te rejony, to nawrotka gdzieś w połowie, bo i ładnie, i asfalt jeszcze znośny...
Ale im dalej w - a w sumie to poza - las, tym gorzej. W punkcie kulminacyjnym, nazwijmy go "g", bo słowo "gówniany" to tu pieszczota, czekał mnie slalom i trochę lubuskiego w jednym :)

Z ulgą opuściłem to miejsce - może wrócę tu kiedyś czołgiem, bo szosą raczej mi się spieszyć nie będzie :) Ale jeśli ktoś to lubi - miłej zabawy. Ja na razie pas.
Powrót z Biedruska do Poznania był już o wiele bardziej sympatyczny - wybudowana tam asfaltowa (!) ścieżka wije się całkiem malowniczo, choć wciąż mały minusik za brak oczyszczenia początkowego odcinka, a i przejazd podziemiami z lewa na prawo jest dość oryginalnym pomysłem, choć chyba jedynym rozsądnym, więc warunkowo akceptuję :)

Ostatnie kilkanaście kilosów to walka z miejską rzeczywistością, która finalnie pogrzebała moją średnią. No ale nie o nią dziś chodziło - cel był jeden: wykonałem, zobaczyłem, przegrałem. Dziękuję :)
Na koniec Relive - zawiera m.in. szoszona, z którym raz to się ścigałem, raz współpracowałem na poligonie, Mądry człowiek zrobił w końcu to, co i ja powinienem - zawrócił w odpowiednim momencie.






