Info
Suma podjazdów to 791174 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec22 - 45
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 56.10km
- Czas 01:52
- VAVG 30.05km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 200m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Koszmar :)
Sobota, 24 listopada 2018 · dodano: 24.11.2018 | Komentarze 13
Zakwitła tu ostatnio teoria, iż nagłe załamanie aury i przyjście arktycznego powietrza spowodowane było (niechcący) moimi pochwałami tyczącymi się pierwszej części miesiąca listopada. Wykluczyć tego się nie da (choć i potwierdzić ciężko), więc na wszelki wypadek napiszę, iż pogoda była dziś paskudna - niezbyt silny wiatr, znaczne ocieplenie (pięć stopni), brak deszczu czy śniegu. Normalnie koszmar :)
No to mamy ten element z głowy. Teraz po cichu dopiszę, iż jechało mi się dziś świetnie, oczywiście jak na możliwości oferowane przez późną jesień. Aż byłem zdziwiony, że mijałem się z tak skromną liczbą kolarzy, nieprzekraczającej dziesięciu osób. W dość dobrym nastroju wykonałem jedno ze standardowych kółeczek: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Mieczewo - Kórnik - kilometr tęsknoty polskich łysych pał, czyli betonowe płyty na granicy Skrzynek i Borówca - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Starołęcka - Hetmańska - Dębiec.
Czas na fotorelację. Tu puszczykowski znakowy miks tego, co jako rowerzysta lubię, z tym, czego najczęściej nienawidzę. Myślę, że łatwo rozszyfrować, które jest które :)
W Świątnikach na cokół powoli wraca figurka Matki Boskiej, widziana tu ostatnio dawno temu, przed pracami konserwatorskimi. Aktualnie widoczna jest jeszcze jak widać... średnio :) Na razie mamy kurnik w trasie na... Kórnik. Wyniku po odsłonięciu (otwarciu?) jestem ciekaw, bo o zabytki trzeba dbać.
Na zwykle całkiem przejezdnym odcinku za Koninkiem, czyli na kompletnym zadupiu, trafił mi się taki oto widok:
Na horyzoncie widać (lub nie widać) zamknięte rogatki i zawracające samochody - jak się okazało zdarzyła się jakaś awaria i kierowcy czekali tu już kilkanaście minut. Ja za bardzo czasu na manewry nie miałem, więc podjechałem pod przejazd i upewniając się z grubsza tysiąc razy, że nic nie jedzie, przejechałem przez torowisko. Zresztą nie byłem sam, ale jedyny na dwóch kołach :)
No i na koniec... Chciałem podczas jazdy zrobić Polskę w pigułce, ale mi się grzybiarka ukryła pod drzewem, więc jest jedynie w tle :) 
Tutaj Relive.
- DST 52.00km
- Czas 01:51
- VAVG 28.11km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 226m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Neverending black
Piątek, 23 listopada 2018 · dodano: 23.11.2018 | Komentarze 17
Nuuudaaaa... Ile dni pod rząd można marznąć, walczyć z zimnymi podmuchami, kręcić na wschód, bo stamtąd wieje, co chwilę korygować wysokość kominiarki na pysku, bo przy każdym zatrzymaniu (a podczas jazdy w mieście jest tego więcej niż samego ruchu) okulary zamieniają się w obłok pary? No ile?
Ale... przecież dzisiaj mamy zupełnie inny dzień! W końcu to black friday!
W związku z tym, gdy czwarta czy piąta pod rząd reklama mnie o tym poinformowała, wyjątkowo wyłączyłem radio, olałem informowanie mnie o jakiejś kolejnej kretyńskiej pseudotradycji i załączyłem sobie audiobooka (faktycznie, potwierdzam zdanie Michussa, iż "Ślepnąc od świateł" wciąga), zmieniając co jakiś czas na muzę. I jakoś nie tylko udało się dojechać do celu, ale i nie bluzgać pod nosem w kierunku specyficznej emfazy lektorów od wygłaszania promocji :) Choć akurat taką jedną mamy wciąż na tapecie :)
Trasa dzisiejsza to "muminek": dom - Lasek Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Szczytniki - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - dom.
Pomiędzy Wiórkiem a Sasinowem wciąż robi się coraz bardziej jasno... :/ Tną gnoje na potęgę - lewo, prawo, wszędzie łyso, tam, gdzie jeszcze niedawno rozciągał się widok na gęsty, piękny las. Niekończąca się od jakichś trzech lat, smutna historia... :/
- DST 53.60km
- Czas 01:54
- VAVG 28.21km/h
- VMAX 50.00km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 208m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Korygująco
Czwartek, 22 listopada 2018 · dodano: 22.11.2018 | Komentarze 20
Dziś nastąpiła teoretycznie mała i delikatna, lecz dla mnie niezwykle istotna, korekta warunków pogodowych - wiało dużo, dużo słabiej niż poprzednio, co oznacza, że na podpoznańskich zadupiach wciąż solidnie, ale w końcu można się było skupić na jeździe, a nie panicznie walczyć o utrzymanie w siodle. Uff :) Co prawda zero pozostało zerem, wynik wciąż nie powala, nawet jak na zimowe warunki, ale przynajmniej komfort był względnie do przyjęcia. Oczywiście jeśli weźmie się pod uwagę, że kręcenie nastąpiło w ubraniu na cebulę, grubych rękawiczkach i kominiarce na ryju.
Co do trasy, to dziś sobie lekko pokombinowałem. Z Dębca skierowałem się na Wartostradę, którą opuściłem gdzieś w połowie, dzięki zbudowanemu jakiś czas temu zjazdowi w kierunku Malty. Na niej pojedynczy rowerzyści i oczywiście masa pieszych oraz tych od kija, do których wciąż nie dociera, co oznacza rysunek z przekreślonym ludzikiem w połączeniu z obrazkiem przedstawiającym dwa kółka. To zdecydowanie zbyt skomplikowane dla sporej części rodaków. 
Od listopada można podobno wdrapać się nie tylko na stok, ale na skromniejszą wersję tego, co mają w Krakowie. W Poznaniu nazywa się to Kopcem Wolności, jego historia sięga prawie stu lat (od zakończenia Powstania Wielkopolskiego), a w międzyczasie został... rozebrany (w czasie okupacji) i za komuny częściowo postawiony na nowo. Aktualnie trwają pracę nad jakimś rozsądnym zagospodarowaniem tego miejsca, z zapewne sympatycznym widokiem na jezioro i miasto.
Przez Miłostowo i Antoninek wydostałem się z Poznania, tym samym zakwitając w swarzędzkich korkach, następnie przez Zalasewo oraz Garbce dostałem się do Tulec, które objechałem sobie kółeczkiem przez Komorniki. Wieś będącą zapomnianym światem pośrodku niczego, ale za to z kawałkiem sympatycznego uroczyska.
Powrót nastąpił przez Żerniki, Jaryszki, Krzesiny, Starołękę oraz Lasek Dębiński, gdzie moje "przepraszam" w kierunku wypinających się na środku dróżki niewiast z jakimiś piłkami do ćwiczeń między nogami wywołało paniczny i zakłopotany chichot :)
Tutaj Relive.
Na koniec dedykacja dla pewnego imigranta z lubuskiego do dolnośląskiego, który twierdzi, że o związkach z danym miastem świadczy w największym stopniu kupienie gruntu czy terenu, a nie korzenie czy wychowanie w nim (vide: wczorajsza dyskusja pod wpisem). W związku z tą żelazną logiką wklejam widok na jedną z najbardziej poznańskich miejscówek - niech nikogo nie zmylą te niemieckie kominy i logo Volkswagena. To prawdziwi poznaniacy, wręcz ugruntowani :)
- DST 52.35km
- Czas 01:55
- VAVG 27.31km/h
- VMAX 52.60km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 272m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Z głowy
Środa, 21 listopada 2018 · dodano: 21.11.2018 | Komentarze 33
Szczerze mówiąc (pisząc), to opisywanie moich dzisiejszych rowerowych męczarni słabo mnie, a już na pewno tych, którzy tu wchodzą, bawi, więc postaram się zawrzeć jedynie najważniejsze elementy. I miejmy to z głowy :)
Zimno - idealne zero, nic wyżej, nic niżej.
Sucho - mimo że w nocy prószyło delikatnie. Za to plus.
Wietrznie - i to jak... :/ Jako że głównym mijanym przeze mnie motywem były pola łamane na łąki, ewentualnie widok na rzeźnię w Robakowie, to osłony przed nim nie miałem żadnej. Silny tak jak wczoraj, podobnie przejmująco zimny, włażący w każdy nieosłonięty fragment pyska, robił ze mnie miazgę niczym bezalkoholowy browar u smakosza spod sklepu nocnego. I tyle na ten temat - dziękuję, nie chcę więcej. Wynik wyszedł tragiczny, ale nie mogło być inaczej.
Trasa to wschodnia kombinacja: Dębiec - Hetmańska - Starołęcka - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Komorniki - Nagradowice - Krzyżowniki - Śródka - Szczodrzykowo - Dachowa - Robakowo - Gądki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Lasek Dębiński - dom.
Robienie po drodze zdjęć nie było potrzebą pierwszego wyboru, jednak udało mi się to w dwóch miejscach: nad A2-ką, choć tu i tak mało brakowało, a rower radośnie odleciałby sobie w kierunku autostrady...
...oraz w "przydomowym" lesie. O dziwo do tej pory wciąż przejezdnym, nawet szosą.
Jest tak paskudnie, że aż ciężko uwierzyć, iż jeszcze niedawno wychwalałem tegoroczny listopad pod same niebio... to znaczy piekła :)
- DST 52.40km
- Czas 01:53
- VAVG 27.82km/h
- VMAX 52.60km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 268m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
WieTRZna zmarzlina
Wtorek, 20 listopada 2018 · dodano: 20.11.2018 | Komentarze 15
Znów najpierw
poszukam plusów, jak nie ja :) Po pierwsze – w nocy nie padało,
dzięki czemu przy temperaturze bliskiej zera wcześnie rano nie
trzeba się było obawiać o szklankę na drogach. Po drugie – w
dzień również nie padało, dzięki czemu można było pojeździć.
To by było na tyle,
a reszta stałaby się milczeniem, gdybym nie prowadził bloga :) Mus to
mus, więc nie obejdzie się bez kilku słodkich słów na temat
wiatru, który wiał dziś tak średnio około 25-30 km/h, do tego
zmiennie, co w połączeniu z tym, co na termometrze, dawało, hmmm,
nie za wysoki komfort jazdy. I w sumie tytuł zawiera wszystko, co
chciałbym przekazać :) Finalny wynik, mimo że tragiczny, i tak
kosztował mnie sporo męczarni, więc najprzyjemniejszym momentem
tego wypadu był… jego koniec.
Trasa to klasyczne w
tę i z powrotem: Poznań – Luboń – Łęczyca – Puszczykowo –
Mosina – Rogalinek – Rogalin – Świątniki i nawrotka zaraz za
nimi, przy budzie z grochówą. Tutaj Relive.
Miło chociaż, że
drogowcy informują na bieżąco, jakie są warunki :)
W Puszczykowie taka
oto sytuacja – jak widać suche drogi to jedno, a rozważna jazda
po nich – zupełnie coś innego.

Tu kolejny rower do
osobistej kolekcji… Choć raczej akurat na tym bym sobie nie
pojeździł, przez te koszyczki… :)
Natomiast tu
człowiek (z jakimś tam stopniem niepełnosprawności), który –
zima nie zima – kursuje na tym swoim trójkołowcu między Luboniem
a Poznaniem regularnie. Często go pozdrawiam, on – jeśli zdąży
zareagować – mnie również. Brawa dla tego pana – to się
nazywa pasja. Nie trzeba być pro, jeździć na sprzęcie za gruby
hajs, ani wylewać siódme poty w rywalizacji o najwyższe miejsce w
maratonach, żeby codziennie coś wygrywać.
- DST 32.20km
- Czas 01:15
- VAVG 25.76km/h
- VMAX 41.50km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 106m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut starołęcko-mokry
Poniedziałek, 19 listopada 2018 · dodano: 19.11.2018 | Komentarze 12
Tym razem w nocy obyło się bez jakichś schizolskich snów, w zamian za to poranek przywitał mnie deszczem. Jeśli mam wybierać, to jednak na przyszłość wolałbym senne mary, ale dobre warunki do jazdy rowerem. Umowa stoi? Hmm, chyba jednak nie :)
Odczekałem do dziewiątej z groszami, już prawie właziłem na chomika, ale przedtem wykonałem ostatni rzut okiem za okno - a tam najpierw ulewa, a zaraz po niej na horyzoncie nieśmiało wyglądające słońce. Postanowiłem, że ryzyk-fizyk, najwyżej się utopię, ale będzie to śmierć honorowa. Wywlekłem crossa i ruszyłem, a że czasu przed pracą już miałem mało, w planach był jedynie glut.
Wiało jak cholera, przez co nawet się cieszyłem, że dłuższa trasa jest wykluczona. Tym samym zrobiłem wschodnio-południową pętelkę, z Dębca przez Hetmańską, Starołęcką, Krzesiny, Jaryszki, Koninko, Szczytniki, Głuszynę, Starołęcką i Lasek Dębiński do domu.
O jeździe wolałbym się nie rozpisywać - zmokłem, usyfiłem się za wszystkie czasy, przewiało mnie... No ale nikt nie mówił, że będzie łatwo, tym bardziej zimą, To na przykład klasyczny widok ze Starołęckiej, w sytuacji, gdy:
- pada deszcz;
- pada śnieg;
- nie pada deszcz;
- nie pada śnieg;
- jest słonecznie;
- jest pochmurno;
- jest zimno;
- jest ciepło;
- jest umiarkowana temperatura;
- szlaban jest zamknięty;
- szlaban jest otwarty;
- jest jesień;
- jest zima;
- jest wiosna;
- jest lato.
I tak dalej. Ciężko tu zostać zaskoczonym :)
W nocy mają być przymrozki - jeśli utrzymają się do rana, niestety z kręcenia nici - jednak trochę jeszcze cenię sobie to moje życie :)
- DST 53.30km
- Czas 01:48
- VAVG 29.61km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 124m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Uchodźczo i atmosferycznie
Niedziela, 18 listopada 2018 · dodano: 18.11.2018 | Komentarze 11
W nocy śniło mi się, że jestem... uchodźcą. Tyle że białym, a uszedłem gdzieś na Bliski Wschód. W sumie sen teoretycznie realny, problem w tym, że cokolwiek chciałem zjeść, okazywało się, iż jest to gotowane na jakichś końskich łbach, a alternatywy nie mam, bo skoro trafiłem do nich, to muszę respektować normy kulturowe :) Gdybym się nie obudził, to pewnie bym się dowiedział, co bym w tych marach zrobił, ale (nie)stety - pozostają domysły.
Chętnie bym rano drzemał dłużej, ale w tyle głowy miałem świadomość, że koło południa zacznie padać deszcz, a już tyle razy przerabiałem łyżwiarstwo figurowe na zamarzniętych drogach, że wolałem sobie darować kolejną dawkę stresu. Chcąc więc pojeździć, musiałem ruszyć maksymalnie po dziewiątej, co łatwe nie było, jednak jakoś doszło do skutku.
Upału zdecydowanie nie było :) Znów minus dwa na starcie, dwie godziny później coś koło zera. Dzisiaj jednak ubrałem się bardziej komfortowo i nie cierpiałem za bardzo, w czym zapewne jednak główną zasługę miał niezbyt silny wiatr z zachodu i północnego zachodu. Nie miałem zamiaru cisnąć, więc spokojnym tempem ruszyłem trasą z Poznania przez Plewiska, Skórzewo, Wysogotowo, Dąbrowę, Zakrzewo, Sierosław, Więckowice, Fiałkowo, Do/u/piewo, gdzie jak zwykle zatrzymał mnie zamykający się przed pyskiem szlaban. Po otwarciu i ruszeniu usłyszałem nagle dziwny narastający szum za sobą, który jednak jakoś nie spieszył się z wyprzedzeniem czy ujawnieniem Jak się okazało, jeszcze przez jakieś dwa kilometry prowadziłem peleton kolarzy. Później jednak w końcu zostałem przezeń pochłonięty i razem pokręciliśmy sobie przez Palędzie i Gołuski do granic Plewisk, gdzie się pożegnałem z sympatycznymi kolegami. Dostałem przy okazji zaproszenie na coniedzielne ustawki przy stacji CEL za Skórzewem o dziewiątej rano, pod kryptonimem 8 Atmosfer, z której niewykluczone, że kiedyś skorzystam, choć godzina jak na ten dzień tygodnia jest rzeźnicza :)
Wracałem bardzo ostrożnie, już w towarzystwie słabego deszczu, który mocniejszy zrobił się na szczęście dopiero po wylądowaniu.
Zdjęć za wiele nie chciało mi się robić, bo paluchy marzły, stąd tylko jedna perspektywa, o której kiedyś już pisałem - zawierająca pewien bufor ochronny dla drzew pod auspicjami miasta Poznań, więc od znaku początku i końca jego granic jest może pięćset metrów. I tak Plewiska, jak i Skórzewo, mogą tu naskoczyć :)
Co będzie jutro, zależy od nocnych i porannych opadów oraz temperatury, Na razie jednak wygląda to średnio, więc zapewne czeka mnie pauza.
Tutaj Relive.
- DST 51.85km
- Czas 01:51
- VAVG 28.03km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 288m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
O/b/djazd
Sobota, 17 listopada 2018 · dodano: 17.11.2018 | Komentarze 10
Zaczęło się.
Można się było do czasu łudzić, że może jakimś cudem zima nie
przyjdzie... Jednak w końcu nadszedł ten dzień, gdy należało odnaleźć zakopane gdzieś głęboko gadżety, czyli kominiarkę oraz grubsze
rękawiczki rowerowe, a i jedna ocieplana bluza okazała się zaledwie połową tego, co potrzeba do zapewnienia jako takiego komfortu
podczas kręcenia.
To właśnie dziś.
Hurra :/ Wyjechałem sobie radośnie przy minus dwóch między ósmą
a dziewiątą rano, a wracałem przy upalnym zerze. Takim na plusie
:) Generalnie dość szybko, bo trzydziestym kilometrze, poczułem,
że jest mi w miarę komfortowo i odważyłem się odsłonić
policzki, za to zimno przechodziło mi do nóg, więc wyszedł remis.
W związku z tym motywacja do jazdy nie osiągała najwyższych
możliwych wskaźników, co widać po wyniku, ale i tak za pewien
osobisty sukces uznaję, że nie skróciłem dystansu do gluta. Choć
zakusy były.
Wykonałem wschodnią
wariację trasy, w wersji: Dębiec – Hetmańska – Starołęcka –
Krzesiny – Jaryszki – Koninko – Sypniewo – Głuszyna –
Babki – Daszewice – Kamionki – Szczytniki – Koninko –
Żerniki – Jaryszki – Krzesiny – Starołęka – Lasek Dębiński
– dom. Tak jak na Relive (które aktualnie ma jakąś awarię, ale będzie później).
Przejeżdżając
przez Koninko, wymyśliłem sobie, że pojadę skrótem przez
kasztanową aleję, bo dawno mnie tam nie było. I nawet bym to
zrobił, gdyby nie "drobna” niedogodność, o której drogowcy
jak zwykle zapomnieli wspomnieć wcześniej. A że opisana była dość oryginalnie, to nie mogłem się powstrzymać i... :)
W sumie ciekawe,
jaka była historia tej tabliczki. Czy ktoś źle obliczył pożądaną
ilość i improwizował z lenistwa? Czy może zabrakło odpowiedniej?
A może tak po prostu miało być? Zagadka nad zagadkami. Natomiast
skoro już byłem, gdzie byłem, to podjechałem zobaczyć stan
remontu tej drogi – jak widać jeszcze trochę potrwa, ale dobrze,
że się zaczął, bo jazda po tym odcinku groziła szybką wizytą u
stomatologa. Byle tylko zachowano piękny zielony klimat tego
miejsca.
Miałem nieodparte wrażenie, że ludzie patrzyli na mnie jak na wariata, gdy tak sobie pełzałem w
mrozie. Zupełnie nie wiem czemu :) Fakt, że rowerowe szlaki zrobiły
się jakieś taki pustawe…
- DST 51.45km
- Czas 01:49
- VAVG 28.32km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 201m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ratunku, policja!
Piątek, 16 listopada 2018 · dodano: 16.11.2018 | Komentarze 14
7:15 rano, Żona zbiera się do pracy, ja próbuję jeszcze chwilę dospać. Pukanie do drzwi. Za nimi człowiek w cywilu, ale pokazujący odznakę.
- Dzień dobry, policja.
Uuuu, pierwsze skojarzenie - jednak władza czyta Bikestatsa :) Tym bardziej, że godzina idealnie odpowiadająca "standardom". Szybka analiza - o który wpis mogło chodzić... Ale jednak nie, jak się okazało, trwały poszukiwania jakiejś dziewczyny, w czym nie za wiele mogliśmy pomóc. A ja póki co nie zostanę pierwszym męczennikiem BS :)
Obudzony już byłem, więc szybka kawka i na rower. Wbrew zapowiedziom dziś jeszcze tak źle pogodowo nie było, choć jazda przy trzech stopniach nie jest moją wymarzoną. A jeśli doda się chłodzący czynnik wiatru, to w ogóle jakiekolwiek marzenia odpadają, prócz jednego - wrócić do domu :) Tempo w związku z tym wybitnie spacerowe.
Wykonałem jedną z klasycznych wschodnich pętelek, której ostatnimi czasy nie miałem okazji przejeżdżać, z powodu zamkniętej drogi w Robakowie. Z Dębca ruszyłem przez Hetmańską, odcierpiałem swoje na Starołęckiej (widać to na Relive), następnie Głuszyna, Koninko, Gądki, testowanie nowej śmieszki w Robakowie (i znów bluzg podczas przejazdu obok rzeźni Sokołowa), Dachowa, Szczodrzykowo, Śródka, Krzyżowniki, Tulce, Żerniki, Jaryszki, Krzesiny, Starołęka, Lasek Dębiński i do domu.
Poranny przymrozek ma się pojawić podobno jutro, więc od niego nie ucieknę, bo w samo południe znów do pracy. A na kolejny tydzień zapowiadają już stałe minusy i śnieg. Coś czuję, że jeszcze widok tak suchej drogi będę wspominał z rozrzewnieniem...
- DST 52.40km
- Czas 01:48
- VAVG 29.11km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 9.0°C
- Podjazdy 223m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ostatki plus Szachty kontrolnie
Czwartek, 15 listopada 2018 · dodano: 15.11.2018 | Komentarze 21
Wygląda na to, że miałem (jako taką, ale jednak) przyjemność jazdy o chyba ostatnim w najbliższym czasie poranku z temperaturą przyjazną rowerzyście. Od jutra podobno czekają nas przymrozki, minusy i inne paskudztwa, a co za tym idzie - śliskie drogi. Średnio mi się to widzi, ale co ja mogę?
W każdym razie dzisiaj nie było jeszcze źle, choć do ideału daleko. Spokojnym tempem wykonałem "muminka" w wersji z Dębca przez Hetmańską, Starołękę, Krzesiny, Jaryszki, Koninko, Głuszynę, Babki, Wiórek, Rogalinek, Puszczykowo, Łęczycę, Wiry i Luboń do domu. Wyjątkowo łaskawi okazali się kierowcy, gdyż żaden nie chciał mnie dziś skasować, rozjechać, ani nawet potrącić. Święto jakieś :)
Wczoraj natomiast pojawiłem się na chwilę na pobliskich Szachtach, gdzie swoim wybitnie amatorskim okiem oceniłem, że budowa wieży widokowej idzie w ekspresowym tempie i o dziwo uda się chyba ją dokończyć w zakładanym terminie, czyli do końca miesiąca. Cieszy mnie to nie tylko z powodu spodziewanych godnych doznań wizualnych, ale też dlatego, iż czuję się jednym z 3487 sponsorów tej inicjatywy, gdyż głosowałem na nią w tamtym roku w Poznańskim Budżecie Obywatelskim :) 


Byle mi tylko tych Szacht, które pamiętam jeszcze jako dziki teren, nie zadeptano... Na szczęście to zadupie, więc jest szansa, że uniknie losu Rusałki, już nie mówiąc o Malcie.






