Info
Suma podjazdów to 799329 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Sierpień22 - 17
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 63.10km
- Czas 02:09
- VAVG 29.35km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 126m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nibymuszka
Środa, 29 maja 2019 · dodano: 29.05.2019 | Komentarze 10
Miło było znów poczuć jesień ;) Gdy ruszałem, temperatura ledwo sięgała maksymalnie dychy, zimny i całkiem solidny wiatr powodował odczuwalne pięć, o dziwo ów zestaw nie został poszerzony o opady. Te były wczoraj, coś się nie zgrało. Ale to nic, na jutro przygotowano ostrzeżenie o... nocnych przymrozkach :)
Duło z północny, najpierw więc zaliczyłem upojną randkę przez miasto - korków napotkałem tyle, że niejeden belfer mógłby śmiało zrezygnować z kasy za czas przyszłych protestów i skupić się na nich. Nowością były niedziałające światła na Opolskiej, przy wyjeździe z "mojego" tunelu - co istotne, na swój sposób sprawiedliwe: czerwone mieli wszyscy, samochody, piesi oraz rowerzyści. Co oznaczało, że realnie zielone mieli wszyscy, więc było ciekawie :)
Cała dzisiejsza trasa to północno-zachodnia kombinacja: Dębiec - Grunwald - Bułgarska - Polska - Wola - Smochowice - Przeźmierowo - Swadzim - Sady - Tarnowo Podgórne - Lusowo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań. Oczywiście nie omieszkałem zaliczyć kolejnej jazdy nowym asfaltem na drodze do Lusowa, choć na Stravie wciąż widnieje godna nazwa tego odcinka, czyli "Płyty z gównolitu" :)
W Tarnowie zaciekawiło mnie takie oto cudo
Stałem, patrzyłem i się zastanawiałem, co autor miał na myśli, bo żadnej tabliczki przy tym nie było. W końcu, po odrzuceniu kilku możliwości, postawiłem na muchę. Dumny z siebie (bystrzacha!) ruszyłem dalej. Ku memu zdziwieniu, gdy odpaliłem w domu info o tym miejscu, okazało się, iż zerkałem na... lwa, nawiązującego do herbu gminy. Hmmm. A byłem pewny, że mam bogatą wyobraźnię :)
Jak zwykle zatrzymałem się przy Stadionie Miejskim i tamtejszej lokomotywie. Tym samym, mając w tle ciuchcię i pieczarkę, uhonorowałem bohaterski wyczyn, jakim było utrzymanie ósmego, ostatniego w Grupie Mistrzowskiej, miejsca Lecha w Ekstraklasie. To dobry wynik, bo przecież mogli spaść :)

Aha, na koniec serdecznie pozdrawiam pana kierowcę, któremu WYDAWAŁO się na Dąbrowskiego, na wysokości Woli, że po prawej jest droga rowerowa, czego nie omieszkał zasygnalizować klaksonikiem i łapkami. Jako że tam NIE MA drogi rowerowej (prócz jednego, na oko stumetrowego odcinka pośrodku strefy zamieszkania), otrzymał porcję werbalnych pozdrowień, ze sporą dozą łaciny. Nie mam już zdrowia bowiem na tych, którym w tym kraju coś SIĘ WYDAJE. Może warto zmienić oficjalną nazwę kraju z Rzeczpospolitej Polskiej na WydajeMiSięŻe-czpospolitą?
PS. Dystans zawiera jeszcze kilometry kręcone do pracy Czarnuchem, na razie w jedną stronę.
- DST 52.70km
- Czas 02:05
- VAVG 25.30km/h
- VMAX 42.50km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 237m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Na K2
Wtorek, 28 maja 2019 · dodano: 28.05.2019 | Komentarze 16
Dzisiaj przynajmniej nie było zaskoczenia - miało padać i wiać, więc padało i wiało. Szkoda, że w innych terminach nasze pogodynki nie są takie nieomylne :) Przyznam jednak, że i padało słabiej niż zapowiadano, a i wiało jedynie umiarkowanie, za to zawsze w pysk.
Zacząłem się zbierać koło wpół do dziewiątej rano, przed pracą, gdy o dziwo pojawiła się nawet luka w opadach. Przygotowałem Czarnucha, który aż podskakiwał na myśl o ruszeniu (a może robiła to Kropka? Też czarna), zabrałem do plecaka wiatrówkę-deszczówkę i ruszyłem. Po chwili, na drugim kilometrze, testowałem wyjmowanie z plecaka i zakładanie wiatrówki-deszczówki podczas jazdy i skręcania na światłach w lewo, bo czasu mi było szkoda na zatrzymywanie. Da się :)
Coś pomiędzy ostrą mżawką a deszczem towarzyszyło mi aż do granicy Puszczykowa, a tam właśnie skręciłem w kierunku Jezior, czyli trasą prowadzącą do Greiserówki. Mogłem co prawda kręcić błotnistą, ale niewymagającą ścieżką leśną, jednak postanowiłem sprawdzić amora w warunkach ekstremalnych i pojechałem asfaltem, który tam akurat śmiało mógłby grać w filmie o eksploracji księżyca :)
A gdy już byłem na wysokości Jeziora Góreckiego, nie mogłem sobie odmówić rundki nad jeziorko i poćwiczenia ślizgów na korzonkach. Przy okazji upaprałem się w błocku jak świnia, z czego cieszyłem się niczym prosiak :)


Następnie Greiserówką doczłapałem się do Komornik oraz Szreniawy. Zęby o dziwo mam wciąż w całości :)
A na wspomnianej przed chwilą trasie zdobyłem tytułowe K2, które kiedyś przyuważyłem w jednym z wpisów Jacka. A niby do tego się trzeba jakoś specjalnie przygotowywać... Phi :)
Reszta trasy to już polne nudy po zachodnich asfaltach: Rosnowo, Chomęcice, Głuchowo, Gołuski, Plewiska i Poznań. O dziwo już w warunkach w miarę suchych, prócz samej końcówki, czyli odcinka między ulicą Ostatnią a piekarnią :)
Relive TUTAJ
- DST 57.60km
- Czas 01:55
- VAVG 30.05km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 213m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Passenger
Poniedziałek, 27 maja 2019 · dodano: 27.05.2019 | Komentarze 7
Generalnie mogę uznać dzisiejszą pogodę za "dzieńdoberka", ale wyjątkowo tytuł mam niepowiązany, o czym później :)
Ładnie było w sumie - fajne ciepełko, słonecznie, wiaterek upierdliwy, lecz do ogarnięcia. Jaki z tego wniosek? Jutro czeka mnie najprawdopodobniej chomik, bo będzie lało. Proste i logiczne :)
Wykonałem dawno nietestowaną pętelkę południową: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosno - Drużyna Poznańska - Nowinki - Pecna - Grzybno - Żabno - Żabinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. TUTAJ Relive.
Głównym celem było zrobienie zdjęcia kolejnej podmosińskiej atrakcji za Nowinkami, czyli zakazu jazdy rowerem zwykłą drogą, jako alternatywę mając... leśną nieutwardzoną śmieszkę. No ale - jak się okazało - ktoś poszedł tam w końcu po rozum do głowy i go skasował. W sumie szkoda, bo nieźle mnie on zawsze bawił :)
Nie ma więc planowanej fotki, są za to inne, średniej jakości, bo wszędzie było pod światło. Niemal jak z wiatrem :)

W Grzybnie zawitałem na chwilę na podwórze Zespołu Szkół Rolniczych, mieszczących się w zacnym pałacu z początków XX wieku, ładnie do dziś utrzymanym.
Na terenach prowadzących do Żabna co chwilę latały koło mnie jakieś skrzydlate cuda, od rybitw i mew przez myszołowa, a na polu wypatrzyłem żurawia. On mnie niestety też, więc od razu poderwał się do lotu, przez co zamiast fajnej foty mam pikselozę, i to robioną z daleka. Aha, widziałem też borsuka, niestety już w wersji zdecydowanie nieżywej.
A gdzieś w Puszczykowie zauważyłem, że jadę w duecie :)
Towarzysz (lub towarzyszka) trzymała się na tyle mocno, że nie miałem sumienia usuwać go (lub jej) z mojego lewego odnóża, więc tym sposobem miasto Poznań, a konkretnie Dębiec, wzbogaciło się o kolejnego mieszkańca z własną miejscówką niedaleko mojego domu. Czy nucone było coś Igg'yego Popa po drodze - nie mam pojęcia :)
- DST 52.60km
- Czas 01:43
- VAVG 30.64km/h
- VMAX 60.60km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 194m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
SpoKondominium
Niedziela, 26 maja 2019 · dodano: 26.05.2019 | Komentarze 15
Od czego by tu zacząć... O, mam. Wiało :) I to całkiem konkretnie, czego dowodem niech będzie dzisiejszy fałmaks, wcale nie osiągnięty gdzieś podczas zjazdu z Osowej Góry (na której nie byłem), tylko na ulicy Głogowskiej w Poznaniu. Skoro przez chwilę dmuchało w plecy, aż żal było tego nie wykorzystać.
O dziwo nie będę narzekał, bo powiewy w miarę sprawiedliwe rozłożyły mi się po drodze i kierunek południowo-zachodni z grubsza był utrzymany. Wykonałem więc przed pracą, tylko trochę się wkurzając, niemal klasyczne "kondominium": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Witobel - Stęszew - Dębienko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Pogoda - prócz powiewów - była godna, Nie za ciepło, nie za zimno, czyli tak jak lubię. Mamy przecież niby klimat umiarkowany, więc choć raz na jakiś czas możemy mieć normalne wartości na termometrze. Poza tym nie padało, co jak wiadomo ostatnio jest powodem do co najmniej lekkiego zdziwka :)

Niestety dzisiaj nie napatoczył mi się przed koła żaden rozsądnie cisnący ciągnik, więc musiałem liczyć jedynie na siebie. Jakoś poszło.
Moja ulubiona abstrakcja z Dymaczewa Starego wciąż trzyma się mocno :) A w sumie jakościowo niewiele odbiega od sporej części niby bardziej utwardzonych polskich DDR-ek...

No i wybory - przypominam tym, którzy jeszcze nie poszli do urn. Ja oczywiście byłem, co polecam każdemu, bo jeśli ktoś przez swoje lenistwo nie rusza swoich szanownych czterech liter do urny, niech potem nie marudzi, że jest mu źle. No a ja, od kiedy mam taką możliwość, oddaję swój głos zgodnie z wytycznymi ustawy o co najmniej dwóch przecinających się kreskach. Jak najbardziej legalnie i z coraz większą wprawą :)
- DST 54.00km
- Czas 01:44
- VAVG 31.15km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 133m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dzionek sprawiedliwości
Sobota, 25 maja 2019 · dodano: 25.05.2019 | Komentarze 11
Wiało :)
Wiem, w tym momencie część tu zaglądających zrezygnowała z dalszego czytania, lecz i tak się rozwinę, w tym nawet pozytywnie, z minimalnym poziomem marudzenia :)
Najpierw jednak o trasie, wykonanej rano przed pracą. Była z grubsza zbliżona do tej wczorajszej (jednak ciut smuklejsza wizualnie), ale wykonana odwrotnie: z Poznania przez Plewiska, potem Gołuski, Palędzie, Dopiewiec, Dopiewo, Fiałkowo, Więckowice, Sierosław, Zakrzewo, Dąbrowę i Plewiska do domu. Jest ona tak nudna, że nawet nie było po co się zatrzymywać, żeby zrobić zdjęcie, więc rowerowe jest tylko jedno, z najbardziej klasycznej codziennej sytuacji :)

Nadszedł czas na wspomniany pozytyw - jako że duło z zachodu, ale zbyt często również z północy, to po pokonaniu pierwszego odcinka, na wysokości Dopiewa, miałem przed oczami perspektywę orania już tylko i wyłącznie pod wiatr. A tu proszę, czekała mnie sympatyczna niespodzianka w postaci takiej oto kolubryny:


Pociągnąłem się za nią od Dopiewa do Więckowic (tam się niestety rozstaliśmy), czyli dobrych kilka kilometrów, które były najcudowniejszym momentem wycieczki, bo ciągnik (nie wiem jaka to marka) dzielnie wyciągał 30+ na najbardziej odsłoniętym fragmencie. Niniejszym dziękuję :) Dzięki temu między innymi średnia całkowita wyszła taka, jaka być powinna o wiele częściej, ale jak wiadomo taki dzionek sprawiedliwości jest jedynie wyjątkiem potwierdzającym regułę. A może to z okazji daty? Choć nie do końca wiem, czy to, że 25 maja jest Dniem Stemplarza, Piwowara oraz Mleka, już nie wspominając o Dniu Ręcznika, ma z tym jakikolwiek związek :)
Na uszach miałem dzisiaj... Britney :)
Relive TUTAJ.
- DST 52.80km
- Czas 01:49
- VAVG 29.06km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 123m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Jakotakizm
Piątek, 24 maja 2019 · dodano: 24.05.2019 | Komentarze 22
Czarnuch to Czarnuch, fajnie się na nim kręci, ale jednak miło było w końcu posadzić cztery litery na czymś mniej stabilnym i twardym, czyli szosie. Nie da się ukryć, że jednak to mi sprawia najwięcej przyjemności :)
Pogoda się znacznie poprawiła - było sympatycznie ciepło, nie padało. Tu narzekać nie mam prawa. A na co mam prawo? Oczywiście na wmordewind :) Towarzyszył mi gnojek na każdym kilometrze, praktycznie bez wyjątku, jedynie czasem ustępując pola wrednemu boczniakowi. Grrrr... Przez to nie dodaję dzisiejszego wypadu do kategorii "dzieńdobrowych". To raczej "jakotakizm".
Trasę stanowiła zachodnia pętelka: Poznań - Plewiska - Junikowo - Skórzewo - Wysogotowo - Dąbrowa - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Dąbrówka - serwisówki - Plewiska - Poznań.
To biedne drzewo - jak widać - niedługo pójdzie pod nóż. Szkoda, bo choć faktycznie na oko nie jest już w najlepszej kondycji (lecz i tak wydaje się solidniejsze od krzyża), to jednak co roku jakoś jeszcze dzielnie kwitnie. 
Po południu - gdy już ogarnąłem wszystkie zaległe sprawy z terminem "na przedwczoraj", jeszcze udało się pyknąć z Żoną i psem do WPN-u, choć głównym celem było pokazanie jedynej w Luboniu miejscówki, na widok której nie ma się odruchu wymiotnego (a wręcz przeciwnie), czyli Kocich Dołów (zwanych też czasem Kaczymi). Podobało się :)




Należy pamiętać, żeby przy najbliższej planowanej akcji wyburzania Lubonia zostawić tę miejscówkę w spokoju :)
A Kropa? W swoim żywiole :) 
- DST 54.00km
- Czas 02:09
- VAVG 25.12km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 252m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wiatrysyn
Czwartek, 23 maja 2019 · dodano: 23.05.2019 | Komentarze 21
Czarna pogodowa seria od wczoraj trwa, naturalne więc, że do dzisiejszej jazdy wybrany został ponownie Czarnuch. Po pierwsze ciemne chmury groziły potencjalnym deszczem (finalnie trafiło mnie jedynie kilka kropel), po drugie wiało jak sam wiatrysyn (takie pojęcie uknułem podczas z góry przegranej walki z mega mocnym północnym - oczywiście z wariacjami, żeby nie było za łatwo - podmuchem). A po trzecie... fajnie się bawię podczas jazdy tym czołgiem :)
Wykonałem kółeczko w wersji: Dębiec - Górecka - Grunwald - Jeżyce - Niestachowska - Obornicka - Suchy Las - Jelonek - Złotniki - Złotkowo - Sobota - Rokietnica - Kiekrz - DK92 - Ogrody - Bułgarska - Górczyn - Dębiec.
Prócz miejskiej walki, udało mi się zaliczyć mega lubianą przeze mnie trasę wzdłuż Jeziora Kierskiego - częściowo (choć malutko) po bocznych terenowych dróżkach.





Jeśli kogoś dziwi czemu mam na kierownicy dwie ręce, a i tak wykonane są zdjęcia, to uspokajam, nie zostałem mutantem :) Odkurzyłem po prostu kamerkę - i oczywiście jak codziennie kilka razy ktoś chce mnie zabić, tak dziś, gdy miałbym dowody - nikt :)
W Sobocie uważałem na głowę...
...a na Niestachowskiej trafiłem na remont śmieszki...
...więc tu na razie jest ściernisko, ale będzie DDR-kowe wypasisko :) Taka jak na ukończonym już odcinku.
Średnia dziś bardzo średnia, bo wiatr plus korki, a poza tym więcej było zabawy niż jazdy. Podoba mi się ten kierunek działań, choć zdążenie do pracy nie było łatwym zadaniem :)
Relive TUTAJ.
- DST 53.00km
- Czas 02:02
- VAVG 26.07km/h
- VMAX 53.20km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 235m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
WTC
Środa, 22 maja 2019 · dodano: 22.05.2019 | Komentarze 14
Tytuł oznacza to, na co ostrzyłem sobie ząbki od niedzieli, ale że pogoda była zacna, to nie miałem okazji, bo szosa to priorytet. Dziś w końcu, w związku z silnym i umiarkowanym wiatrem, nocnymi opadami oraz ich groźbą podczas samego wyjazdu, syfem na drogach i takich tam, udało się wykonać Wielki Test Czarnucha :)
W sumie to taki wielki to on nie był - klasyczne pięć dych, mających kilka celów - regulację do końca przerzutek (wystarczyła zabawa z "beczułkami"), sprawdzenie hamulców (działają!), zabawę amorem (bujanka jak u dresa na dzielni) oraz uwalenie roweru poprzez zawitanie na chwilę w lesie i nad Jeziorem Strzeszyńskim. Wszystkie zostały spełnione, a ja po pierwszym wypadzie już wiem, że zakup był słuszny. Nawet da się zrobić przyzwoitego fałmaksa :)
Trasa to jeden z klasyków, ten północno-zachodni: Dębiec - Górczyn - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Strzeszyn - Psarskie - Kiekrz - Rogierówko - Kobylniki - Sady - Lusowo - Zakrzewo - serwisówki - Plewiska - Poznań. Zostałem zabity korkami, szczególnie na samym początku, co widać na Relive. Oj, przydały się sprawne hamulce przy manewrowaniu między samochodami.
Od dawna czekałem na moment, gdy pojawię się nad Strzeszynkiem i będę mógł przejechać po piasku, wpieprzyć się w kałużę czy ubabrać w błocku bez martwienia się o to, że już z wymienionych nie wyjadę.



No i jeszcze ten komfort na polskim przekleństwie, czyli DDR-kach. Na takich przyzwoitych...

...to w ogóle nie ma tematu, ale nawet rodzime klasyki, czyli klepka projektowana przez istoty bez piątej klepki, mniej bolą. Co oczywiście nie oznacza, że można je tolerować :)
Na koniec horror rodem z Poznania, z rowerzystą w roli głównej, znaleziony na portalu epoznan.pl (tutaj link). Uwaga, można zacząć się bać :) Na Osiedlu Tysiąclecia - jak pisze czytelniczka - zdarzyło się TO: "szłam chodnikiem od strony przystanku os. Lecha w stronę przystanku os. Tysiąclecia - wyjaśnia Paulina. - Od tyłu zajechał mnie rowerem mężczyzna i nie zatrzymując się mocno ścisnął za pośladek, po czym szybko odjechał zanim zdążyłam zareagować. Dzięki Bogu poza uczuciem zniesmaczenia i upokorzenia nic mi się nie stało - dodaje. (...) Nie sądzę, abym była pierwszą ofiarą i nie mam zamiaru patrzeć na takiego delikwenta, co napastuje kobiety w biały dzień - kończy".
Temat jest nośny, co widać po ilości komentarzy. Do tego znalazła się kolejna ofiara, którą w maju ubiegłego roku spotkała "podobna sytuacja". Uważajcie więc, drogie panie (choć cholera wie, może panowie też?), na osobnika poruszającego się "rowerem sportowym typu góral" (hje hje) ubranego w "czarne/ciemno-siwe krótkie spodenki sportowe, T-shirt tego samego koloru, czarną czapkę z daszkiem i ciemne rękawiczki rowerowe" (w sumie dość spora ilość szczegółów jak na kogoś, kto nie ma zamiaru patrzeć). Rowerzysta-pośladkowicz może czaić się właśnie na Was! :)
- DST 53.55km
- Czas 01:47
- VAVG 30.03km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 180m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Buenos dias
Wtorek, 21 maja 2019 · dodano: 21.05.2019 | Komentarze 9
No to co... Kolejny dzieńdoberek, o dziwo! ;) Ale spokojnie, chyba dość już tego sympatycznego, od jutra całodniowe deszcze zapowiadają. Oby i tym razem wyzyskiwacze publicznej kasy, czyli pogodynki i pogodynkowie, się mylili.
Było ciepło do ogarnięcia, wiało umiarkowanie, nie padało - perfectamente, skoro jesteśmy przy języku hiszpańskim. Co prawda pod koniec już lekko się przegrzewałem, jednak jeśli tak mają wyglądać upały, niech będą - byle nie większe.
Wykonałem wschodnie kółeczko o postaci pieska bez nóżek: Dębiec - Las Dębiński - Starołęcka - Czapury - Babki - Daszewice - Kamionki - Borówiec - Gądki - Robakowo - Dachowa - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Las Dębiński - dom.

Z wydarzeń wartych odnotowania mogę wymienić... absolutne nic :) Za to spędziłem dobre kilka minut z rozdziawioną papą, podziwiając trening jednego z pilotów F16, który raz to spadał w dół, raz latał do góry nogami, raz robił beczki, raz latał centralnie nad ziemią. Wszystko w upojnym towarzyszeniu dźwięków wydawanych przez sprzęt osiągający prędkości przewyższające dwa machy. Niestety był za daleko, żeby wyszło jakieś rozsądne zdjęcie, więc jedynie fotka poglądowa, z dużym zoomem.
Z tematów nierowerowych: z zainteresowaniem śledziłem losy wyroku na zwyroli z Polski, Białorusi i Niemiec, którzy w roku 2017 zrobili "happening" (info tutaj) pod bramą z napisem "Arbeit mach frei" w Oświęcimiu, polegający na rozebraniu się do naga, pokazaniu napisu "Love", oraz... zarżnięciu jagnięcia. Miał być to - według tych chorych umysłów - "antywojenny protest, a zabita przez nich owca miała być symbolem ofiar toczonych na świecie wojen". O dziwo polski sąd obniżył kary, główny rzeźnik z grupy tych oszołomów dostał rok więzienia, pomocnik osiem miesięcy, a reszta grzywny w wysokości 7,5 tysiąca złotych. Ja żałuję tylko jednego - że nasi antywojenni aktywiści nie wpadli na pomysł popełnienia zbiorowego samobójstwa, przynajmniej świat by odetchnął, a także lekko wzrósłby poziom IQ ogółu ludzkości...
- DST 52.40km
- Czas 01:44
- VAVG 30.23km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 156m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Guten Tag
Poniedziałek, 20 maja 2019 · dodano: 20.05.2019 | Komentarze 9
W związku z faktem, że było ciepło, lecz nie gorąco, nie padało (choć groziło) oraz wiało całkiem solidnie, lecz sprawiedliwie, uznaję dzisiejszy poranny wyjazd za ten z gatunku "dobrych dni" - stąd tytuł.
Pierwotnie myślałem, że cały wypad będzie paniczną ucieczką przed burzą. bo słońce podejrzanie romansowało z ciemnymi chmurami na horyzoncie, ale jak się okazało martwiłem się niepotrzebnie - dopadła mnie co prawda jakaś pojedyncza kropla, jednak jedynie zagubiona. I oczywiście sprawdziłem - nie była to zemsta jakiegoś przelatującego nade mną ptaka :)
No i w związku z pogodą wybrałem szosę, kolega Czarnuch jeszcze troszkę musi poczekać na swój pełnometrażowy wyjazd.
Trasa to wschodnie kółeczko: Dębiec - Wartostrada - Malta - Warszawska - Swarzędz - Paczkowo - Siekierki - Gowarzewo - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Koninko - Starołęka - Las Dębiński - dom.

Udało mi się uchwycić miejsce, w którym jakieś siedem lat temu straciłbym życie: w widocznych koleinach zimą zamarzła woda, ja nie zdążyłem tego zauważyć i wylądowałem na środku krajówki, w ostatniej chwili turlając się na pobocze na widok pędzącego na mnie tira. Na szczęście skończyło się jedynie skasowaniem części roweru (wtedy to właśnie mój stary góral zyskał miano zombiaka), lecz lekka trauma co do tego miejsca została do dziś,
Z ciekawostek - od kilku dni krąży po poznańskich parafiach peregrynacja. Co to takiego? Ano ludzie mają okazję obejrzeć sobie obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Ale uwaga - to nie oryginał, a jednie kopia, co już mi trąci lekkim absurdem. Bo choć nie kumam modlenia się nawet do autentycznych malowideł, jednak rozumiem, że jakoś to dla niektórych może trzymać się kupy (cuda, objawienia, w co kto tam wierzy, poza tym liczy się wartość artystyczna oryginału), to nawet poświęcona podróba jest wciąż tylko podróbą. Ale co ja tam wiem :) W każdym razie już za tydzień na Starołęce...
No i na koniec polski wartostradowy klasyk - dziś reprezentuje go działkowicz-klapkowicz. Do sadzenia kalarepy najwidoczniej umiejętność czytania obrazków nie jest niezbędna :)
Relive TUTAJ.






