Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239634.85 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 51.60km
  • Czas 01:46
  • VAVG 29.21km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 188m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jakmuchawsmole

Środa, 5 czerwca 2019 · dodano: 05.06.2019 | Komentarze 12

Jak w tytule. A czemu bez spacji? Bo nie mam siły :)

Któraś już z rzędu wycieczka po rozgrzanym piekarniku to dla mnie za dużo. Dzisiaj dodatkowo doszedł jeszcze mocny wiatr, co prawda lekko chłodzący, ale jednocześnie udupiający siłą, upierdliwością oraz zmianami kierunku. Brakuje jeszcze do pełnego zestawu pieszczoszków oblodzenia (a co!) na obowiązkowej, połączonej z zakazem jazdy rowerów po drodze, kostkowej śmieszce :)

Nawet nie chciało mi się cisnąć, więc po prostu człapałem, myśląc o połowie arbuza, który zalegał w lodówce. Zawsze to jakaś motywacja. Wykonałem standardowego "mumina" w wersji" dom - Las Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Wiry - Poznań.



Z atrakcji ślimaczych. Taki oto słoń najpierw mnie wyprzedził na wąskiej drodze w Krzesinach, żeby po chwili pełzać z prędkością 5 km/h, a na progach gdzieś 0 km/h. Do tego blokada na rondzie, skręt w lewo i tego typu manewry. A potem się tacy żalą, że ich rowerzyści wyzywają od najgorszych - przecież sam się prosił :)

Będąc w Rogalinku, poszedłem za biało-niebieskim tropem, zobaczyłem resztki peregrynacji, a przy okazji pozwiedzałem sobie piękny drewniany - i co najfajniejsze, pusty (czyli najlepszy) - kościół z początków XVIII wieku. Zapach takich drewnianych przybytków jest cudowny, daje kawałek cienia, a samo miejsce malowniczo góruje nad Wartą. Efekt lekko tylko psuje zniczomat oraz radosne wycinanki tutejszych wiernych :)





Dawno mi tak arbuz nie smakował jak dziś po powrocie :)

A jutro... upał. Plus burze. Suuuper :/




  • DST 55.60km
  • Czas 01:51
  • VAVG 30.05km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 200m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zamiast krasnoludków

Wtorek, 4 czerwca 2019 · dodano: 04.06.2019 | Komentarze 11

Ufff... Kolejny dzionek z cyklu "Polska drugą Afryką". Dość powiedzieć, że władze Poznania od dziesiątej puściły na ulice polewaczki. Niby powinienem się przyzwyczaić, ale jakoś mi nie idzie.

Nie dałem rady ruszyć dziś wcześniej niż przed dziewiątą, czyli sam podpisałem na siebie wyrok. Postanowiłem jednak lekko złagodzić ostrze katowskiego topora i tak pomyśleć nad trasą, żeby w pierwszej części (tej "chłodniejszej") pokręcić przez rejony nasłonecznione, a wrócić przez bardziej zalesione. Wyszło to bardzo średnio, za co po raz kolejny dziękuję panu ministrowi Szyszko oraz jego następcom. Chętnie bym ich wystawił na cały dzień w pełnym słońcu na wycięte połacie lasów, od wysokości Mościenicy do Wiórka.

Finalnie wyszło takie coś: dom - Las Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Szczytniki - Kamionki - Borówiec - Skrzynki - Kórnik - Mościenica - Mieczewo - Świątniki - Rogalin - Rogalinek - Sasinowo - Wiórek - Czapury - Starołęcka - Las Dębiński - dom.

Rozsądnie podchodząc do tematu, znów zrobiłem sobie przerwę na dojście do siebie, tym razem w okolicach Mieczewa.

Tu się dało, szkoda, że nie wszędzie :/

Generalnie przez większość drogi towarzyszyły mi jakieś niebiesko-białe (a w sumie biało-niebieskie) wycinanki, jednak to nie jakaś kolejna akcja kiboli Lecha. Okazało się, że Bozia dalej wędruje :) Niestety daje mało cienia.

W Borówcu dziś kumulacja - nie ma to jak zakwitnąć na prawie kilometrowej zemście Adolfa zaraz za snującym się 10 km/h czymś wielkim oraz podziwiać ciągnący z naprzeciwka sznur ciężarówek...

No i jeszcze obowiązkowe motywy antyrowerowe. Na pierwszy rzut wciąż Borówiec. Taka ciekawostka :)

Starołęcka zapraszała. Nie skorzystałem :)

A na DDR-ce w Krzesinach znów postawiono nowe stojaki :)

Podsumowując - było cholernie ciężko dziś kręcić. Jedyną motywacją do każdego kolejnego ciśnięcia na pedały było to, że im sprawniej będę to robił, tym wcześniej wyląduję pod zacienionym dachem. No ale cóż począć, przecież (tak jak na poniższym, przyuważonym podczas czekania na jednym z dwóch zamkniętych dziś przejazdów kolejowych)...




  • DST 53.70km
  • Czas 01:47
  • VAVG 30.11km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 179m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Upał plus AWS

Poniedziałek, 3 czerwca 2019 · dodano: 03.06.2019 | Komentarze 17

Co do upału to myślę, że za wiele rozpisywać się nie muszę. Jaka ta kobyła była, każdy widział. Gorzej niż w Wielkopolsce było jedynie w Lubuskiem i na Zachodnim Pomorzu, czyli piekiełko musiało być tam nieziemskie. Sytuację lekko ratował jedynie (w końcu się gnój na coś przydał, zamiast tylko przeszkadzać) tak zwany czynnik chłodzący wiatru, co po ludzku oznacza, że piekarnik miał spory przewiew. Niestety ma to w moim przypadku jeden minus - jeszcze bardzo napieprza mnie łeb, bo wiatrzysko celuje mi centralnie pod kask i miesza jajecznicę. Mimo wszystko wyjątkowo wolę jak to robi, bo bez niego na każdych światłach byłbym spalony jak tani grajek w lidze okręgowej :)

Wyruszyłem w miarę wcześnie, bo w okolicach ósmej trzydzieści, gdy dało się jeszcze żyć, a za trasę wybrałem jedną z najbardziej leśnych z szosowych wariacji: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - hopka przed Sulejewem, a tam nawrotka i powrót swoimi śladami.



Był też moment na chwilę odpoczynku między Mosiną a Żabinkiem - nauczyłem się już bowiem, że warto stracić chwilkę czasu w cieniu i przewietrzyć łepetynę, żeby potem aż tak nie cierpieć na słońcu.


Teren był ściśle monitorowany, co widać po kibolskiej vlepce :P Jak to w Polsce bywa, najciemniej pod latarnią.

No i nadszedł czas na rozwinięcie skrótu z tytułu - AWS to wbrew pozorom nie próba reaktywacji pewnego prawicowego trupa, ale coś, co uwielbiam - Atmosferę Wiejskich Sklepików. Dzisiaj, gdy robiłem fotki z makiem, rower zahaczył o krzaki i łańcuch spadł tak pechowo, że nie dało się go założyć ponownie za pomocą zabawy w zmienianie przerzutek - trzeba było działać rękoma. Oczywiście nie miałem ze sobą chusteczek, a do picia jedynie izotonika, więc wyglądałem po całej akcji jak połowa Murzy... to znaczy Afropolaka :) Z musu zawitałem więc do sklepiku w Żabnie, zamierzając kupić jakąś dużą mineralkę, koniecznie gazowaną (uwielbiam) i mega zimną, żeby się ogarnąć oraz przy okazji uzupełnić płyny. Pech chciał, że akurat były same niegazowane, mimo że miła pani przeszukała wszystkie lodówki. Ale w zamian zaproponowała mi, żebym... umył ręce na zapleczu. Normalnie się wzruszyłem :)


Takie sytuacje się pamięta, więc jeśli ktoś będzie chciał dać zarobić przy okazji wycieczki fajnym ludziom, to zapraszam do sklepu PiCo w Żabnie, na wysokości drewnianego kościoła (po drugiej stronie drogi). Chociaż tak mogę się odwdzięczyć za uprzejmość :)

A żeby nie było, że "marudzę" bez powodu, oto dzisiejsze wskazanie termometru.

Chwilę później było już trzydzieści cztery (nie czterdzieści, jak napisałem pierwotnie!). Cudownie! :(




  • DST 53.10km
  • Czas 01:46
  • VAVG 30.06km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Podjazdy 239m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Piekarnik - otwarcie :/

Niedziela, 2 czerwca 2019 · dodano: 02.06.2019 | Komentarze 11

No i niestety - stało się to, co nieuniknione. Pojawił się ukrop z nieba, czyli coś, co mój organizm wykańcza całkowicie. Z dwojga złego zawsze wolę mróz od upału, bo od niego przynajmniej nie mam jajecznicy pod kopułą (prócz tej, którą mam na co dzień). Tymczasem dziś, przy niecałych trzydziestu stopniach i ostrym słońcu, pod koniec jazdy miałem mroczki w oczach, a głowę rozsadzały mi małe młoteczki (dla obrazowego porównania - coś jak ostry kac, tyle że nie pamiętam, kiedy go ostatnio miałem, za to co roku są mi serwowane niechciane zamienniki). Wiem, że są miłośnicy takich warunków pogodowych, ale zastrzegam - u mnie nie jest to kwestia marudzenia, lecz odgórnego działania zbyt wysokich temperatur na moje, nienawidzące ekstremów, jestestwo. Sorry, taką mam kichę :)

W sumie trochę sam sobie jestem winien - wczorajsze "analizy pomeczowe" (do dupy ten mecz) się sporo przedłużyły i nie chciałem ryzykować :) Gdy wyruszyłem, było już po dziesiątej - mam za swoje.

Wykonałem północną pętelkę, głównie przez miasto (korki były nawet, o dziwo): Dębiec - Łazarz - Centrum - Sołacz - Piątkowo - Morasko - Radojewo - Biedrusko - Bolechowo - Owińska - Czerwonak - Koziegłowy - Gdyńska - Bałtycka - Hlonda - Śródka - Garbary - Dębiec. Ominąłem Wartostradę, bo wystarczyło mi to, co widziałem na trasie do Biedruska i w Owińskach - życie mi było więc miłe :)

Sił na opisywanie nie mam, więc będą głównie same fotki robione na szybko. A BS-a (oraz Relive) ogarnę wieczorem, jak wrócę, bo znów trzeba nadrobić kolejne zaległości towarzyskie.













EDIT WIECZORNY:

1. Tutaj Relive.

2. Po południu w tym piekarniku przeszliśmy jeszcze jakieś 10 kilosów podczas odwiedzin przyjaciół na Głuszynie. Pies na szczęście miał momenty oddechu - nienawidzi upału tak samo jak ja.


3. I na koniec (już taki koniec-koniec) dowód na to, że przebywanie w dwóch miejscach na raz nie jest niemożliwe. Proszę bardzo - oto niekopiowane z żadnego portalu fotki jeleniogórskiego Placu Ratuszowego, robione około godziny jedenastej, z 19. Parady Rowerów. Co z tego, że byłem akurat na wysokości podpoznańskich Owińsk? Są? Są!:)





  • DST 52.85km
  • Czas 01:45
  • VAVG 30.20km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Podjazdy 192m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kondominium przyzwoite

Sobota, 1 czerwca 2019 · dodano: 01.06.2019 | Komentarze 3

Dzisiaj bez narzekań, ale też zachwytów - było po prostu przyzwoicie, choć czterech liter nie urywało. Ważne, że łba specjalnie nie urywało - w sumie to wielki powód do zadowolenia, biorąc pod uwagę szczęśliwie już zakończony poprzedni miesiąc :)

Wykonałem "kondominium" w wersji najbardziej klasycznej z klasycznych: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina (znów tam te cholerne korki - skąd?) - Krosinko - Dymaczewo Stare - Dymaczewo Nowe - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań. Korzystam z niej póki jeszcze mogę, bo produkcja gównianej śmieszki antyrowerowej w Witobelu idzie zaskakująco szybko - już za jakiś czas trzeba będzie szukać objazdów lub olać dojazd do Stęszewa.

Najbardziej żałuję, że na wiadukcie we wspomnianej wyżej miejscowości nie zdążyłem wyłapać jadącego dołem parowozu - zrobienie zdjęcia uniemożliwił mi właśnie sznurek aut czekający na wahadle. Kolejny powód, żeby znienawidzić tę inicjatywę :)


Weekend mamy, co widać na załączonym obrazku :) Na szczęście ładnie parka się zamieniła w wężyk na moje "sorry". Znaczy się należeli do elementu myślącego uskuteczniającego ploteczki rowerowe. Oby więcej takich.
Podsumowanie maja, miesiąca dość ciężkiego - 1622 kilometry, trzema rowerami, w tym nowym czołgiem, w deszczu, podczas wietrznych upierdliwości, głównie porannie rekreacyjnie, ale też do pracy. Średnia wyszła na poziomie niecałych 28,7 km/h. No i doszedł do tego motyw od jakiegoś czasu niezbędny, czyli dreptanie, w znakomitej większości z Kropą - coś około 90 kilometrów. A skoro już jesteśmy przy wspomnianej... :)

Trzymam kciuki mocno za wszystkich znajmowych startujących w Maratonie Podróżnika. No i za Tottenham, choć wieczorem będziemy mieli w gościach mocną kadrę sympatyków Liverpoolu, pfff.... :)




  • DST 55.20km
  • Czas 01:54
  • VAVG 29.05km/h
  • VMAX 60.80km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 253m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dębowe ostateczne

Piątek, 31 maja 2019 · dodano: 31.05.2019 | Komentarze 5

No nie poszalałem dzisiaj. Raz, że nie miałem za bardzo ochoty na dociskanie, dwa - po nawrotce wiatr zmienił się z dotychczasowego w pysk na taki z boku, czyli w policzkowy. Werwy to nie dodawało, więc skończyło się grubo tak sobie.

Ale w sumie źle nie było - temperatura sympatyczna, opadów brak, tak samo jak (póki co) ukropu. No i w końcu mogłem ruszyć na południe, za którym się już lekko stęskniłem. Wykonałem glizdę z małą przepukliną na trasie: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosno - Drużyna - Borkowice - Bolesławiec - Dymaczewo Stare - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Wiry - Luboń - Poznań.

Ładny (jeśli się nie mylę) dąb?

Nawet piękny. Niestety, to jego zdjęcie przedpogrzebowe.

Nie znam się, ani na drzewach, ani na tym, po czym poznać, że są do wycięcia, ale na moje oko laika nie jest to upadający trup, a i okolica do zbyt ruchliwych nie należy. Ale pewnie się mylę.

Zrobiłem sobie dzisiaj dwa podjazdy - jeden w Starym Puszczykowie, drugi na Osową Górę.

Ta kropka w połowie zjazdu to skuter, całkiem konkretny, Dogoniłem :)

Przetestowałem też w obydwie strony niedawno odkrytą możliwość ominięcia części Lubonia, ulicami Poznańską i Polną. Póki co jest tam genialnie, bo pola zakrywają wspomnianą mieścinę, a śmieszka jest z jednej strony oznaczona jako chodnik z dopuszczeniem rowerów, a z drugiej znienawidzony niebieski znaczek nie ma powtórzeń pionowych, więc legalnie można olewać to coś, co jest niby z asfaltu, ale fale Dunaju plus krawężnikarstwo stoi tam na wysokim levelu.

Na koniec w małym podsumowaniu (niestety obowiązkowy) koszmarek DDRiP-kowy na odcinku Mosina - Krosno - Drużyna. Smacznego :)




  • DST 63.10km
  • Czas 02:06
  • VAVG 30.05km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 139m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Migiem. I lasem

Czwartek, 30 maja 2019 · dodano: 30.05.2019 | Komentarze 7

Dawno tak się nie zmęczyłem wolnym dniem jak dziś. No ale są dni "wolne" i wolne. Między innymi od cudzysłowu :)

Najpierw noc - średnio przespana, bo Kropa musiała coś pokątnie zeżreć (co na szczęście zdarza się jej już niezmiernie rzadko), dostała rozwolnienia i na zmianę lataliśmy z nią na dwór w celach "wydalniczych". Mi przypadły dwa wypady - gdzieś koło trzeciej, a potem dwadzieścia po szóstej. Chodziłem potem jak zombie.

Gdy udało się ruszyć, była już dziesiąta. Nie żebym miał jakieś ambitne plany, bo na nie czasu nie było, ale lubię być dużo wcześniej z powrotem. Wykonałem kolejną zachodnio-północną pętelkę, z pewnym celem z tyłu głowy. Z Dębca skierowałem się na Plewiska, potem przez Skórzewo, Wysogotowo, Dąbrowę, Lusowo, Batorowo i Swadzim dotarłem do Sadów. Tam właśnie znajdował się wspomniany cel, do tej pory widziany jedynie przez płot (zauważyć się go da również z wysokości DK92). Dzisiaj postanowiłem przyjrzeć się mu bliżej, co super łatwe nie było, bo znajdował się na monitorowanym terenie jakieś firmy (do tej pory nie wiem jakiej). W każdym razie przedarłem się przez hangary, znalazłem biuro, zapytałem miłą panią czy mogę focić, otrzymałem oczywiście zgodę i... mam to.
Dojechane Migiem :)
Z ukosa, lecz wciąż Migiem
MIG (zapewne) 23 z najbliższej możliwej perspektywy. Czyli zza kosza, który - nie ma co ukrywać - lekko psuje efekt :)

Zadowolony z wypełnionej misji, powrót zaplanowałem lekko naokoło - dokręciłem do Lusowa, stamtąd kurs na Zakrzewo, serwisówki, Plewiska i do domu. Pogoda nawet całkiem całkiem, z wiatrem nie poszło na ostro, tylko niezawodne korki w Plewiskach kosztowały mnie sporo nerwów. Aha, no i znów widziałem piękną parę żurawi i znów nie miałem czym im cyknąć choćby przyzwoitej jakości zdjęcia :/

Po powrocie chwila na ogarnięcie się i kluczowy temat dzionka, czyli ostatni termin na wykonanie psu corocznych szczepień ochronnych. Wystarczy, że ja czasem dostaję wścieklizny, Kropa nie musi :) Ta misja poszła zaskakująco gładko, nawet bez piśnięcia, a w nagrodę był godzinny spacer po Dębince.
Najszczęśliwszy zając Poznania :)
Jest kijowo :)
A że uciekła nam praktycznie sprzed nosa sarna, postanowiłem jeszcze wrócić do "mojego" lasu, ale na rowerze. Oczywiście główną motywacją były kolejne testy Czarnucha w terenie. Może jestem minimalistą, jednak wróciłem zadowolony - szczególnie urzekła mnie możliwość człapania na dwóch kółkach po piachu, temat przeze mnie zapomniany od wielu lat. I tak udało się wykręcić w terenie kolejne jedenaście kilosów, doliczonych do dziennego dystansu.
Testów czołgu ciąg dalszy
Chwila na pop(i)as(ek)



Po południu dopadł mnie taki kryzys, że niczym emeryt ze sporym stażem musiałem odespać. Starość nie radość :) W związku z tym wpis powstał o jakiejś kosmicznej porze. Ale jest :)

Relive z migania - tutaj.

Relive "kropkowe" - tu.

A Relive terenowe - o tu, tu, tu :)




  • DST 63.10km
  • Czas 02:09
  • VAVG 29.35km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 126m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nibymuszka

Środa, 29 maja 2019 · dodano: 29.05.2019 | Komentarze 10

Miło było znów poczuć jesień ;) Gdy ruszałem, temperatura ledwo sięgała maksymalnie dychy, zimny i całkiem solidny wiatr powodował odczuwalne pięć, o dziwo ów zestaw nie został poszerzony o opady. Te były wczoraj, coś się nie zgrało. Ale to nic, na jutro przygotowano ostrzeżenie o... nocnych przymrozkach :)

Duło z północny, najpierw więc zaliczyłem upojną randkę przez miasto - korków napotkałem tyle, że niejeden belfer mógłby śmiało zrezygnować z kasy za czas przyszłych protestów i skupić się na nich. Nowością były niedziałające światła na Opolskiej, przy wyjeździe z "mojego" tunelu - co istotne, na swój sposób sprawiedliwe: czerwone mieli wszyscy, samochody, piesi oraz rowerzyści. Co oznaczało, że realnie zielone mieli wszyscy, więc było ciekawie :)

Cała dzisiejsza trasa to północno-zachodnia kombinacja: Dębiec - Grunwald - Bułgarska - Polska - Wola - Smochowice - Przeźmierowo - Swadzim - Sady - Tarnowo Podgórne - Lusowo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań. Oczywiście nie omieszkałem zaliczyć kolejnej jazdy nowym asfaltem na drodze do Lusowa, choć na Stravie wciąż widnieje godna nazwa tego odcinka, czyli "Płyty z gównolitu" :)

W Tarnowie zaciekawiło mnie takie oto cudo

Stałem, patrzyłem i się zastanawiałem, co autor miał na myśli, bo żadnej tabliczki przy tym nie było. W końcu, po odrzuceniu kilku możliwości, postawiłem na muchę. Dumny z siebie (bystrzacha!) ruszyłem dalej. Ku memu zdziwieniu, gdy odpaliłem w domu info o tym miejscu, okazało się, iż zerkałem na... lwa, nawiązującego do herbu gminy. Hmmm. A byłem pewny, że mam bogatą wyobraźnię :)

Jak zwykle zatrzymałem się przy Stadionie Miejskim i tamtejszej lokomotywie. Tym samym, mając w tle ciuchcię i pieczarkę, uhonorowałem bohaterski wyczyn, jakim było utrzymanie ósmego, ostatniego w Grupie Mistrzowskiej, miejsca Lecha w Ekstraklasie. To dobry wynik, bo przecież mogli spaść :)


Aha, na koniec serdecznie pozdrawiam pana kierowcę, któremu WYDAWAŁO się na Dąbrowskiego, na wysokości Woli, że po prawej jest droga rowerowa, czego nie omieszkał zasygnalizować klaksonikiem i łapkami. Jako że tam NIE MA drogi rowerowej (prócz jednego, na oko stumetrowego odcinka pośrodku strefy zamieszkania), otrzymał porcję werbalnych pozdrowień, ze sporą dozą łaciny. Nie mam już zdrowia bowiem na tych, którym w tym kraju coś SIĘ WYDAJE. Może warto zmienić oficjalną nazwę kraju z Rzeczpospolitej Polskiej na WydajeMiSięŻe-czpospolitą?

PS. Dystans zawiera jeszcze kilometry kręcone do pracy Czarnuchem, na razie w jedną stronę. 




  • DST 52.70km
  • Czas 02:05
  • VAVG 25.30km/h
  • VMAX 42.50km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 237m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na K2

Wtorek, 28 maja 2019 · dodano: 28.05.2019 | Komentarze 16

Dzisiaj przynajmniej nie było zaskoczenia - miało padać i wiać, więc padało i wiało. Szkoda, że w innych terminach nasze pogodynki nie są takie nieomylne :) Przyznam jednak, że i padało słabiej niż zapowiadano, a i wiało jedynie umiarkowanie, za to zawsze w pysk. 

Zacząłem się zbierać koło wpół do dziewiątej rano, przed pracą, gdy o dziwo pojawiła się nawet luka w opadach. Przygotowałem Czarnucha, który aż podskakiwał na myśl o ruszeniu (a może robiła to Kropka? Też czarna), zabrałem do plecaka wiatrówkę-deszczówkę i ruszyłem. Po chwili, na drugim kilometrze, testowałem wyjmowanie z plecaka i zakładanie wiatrówki-deszczówki podczas jazdy i skręcania na światłach w lewo, bo czasu mi było szkoda na zatrzymywanie. Da się :)

Coś pomiędzy ostrą mżawką a deszczem towarzyszyło mi aż do granicy Puszczykowa, a tam właśnie skręciłem w kierunku Jezior, czyli trasą prowadzącą do Greiserówki. Mogłem co prawda kręcić błotnistą, ale niewymagającą ścieżką leśną, jednak postanowiłem sprawdzić amora w warunkach ekstremalnych i pojechałem asfaltem, który tam akurat śmiało mógłby grać w filmie o eksploracji księżyca :)

A gdy już byłem na wysokości Jeziora Góreckiego, nie mogłem sobie odmówić rundki nad jeziorko i poćwiczenia ślizgów na korzonkach. Przy okazji upaprałem się w błocku jak świnia, z czego cieszyłem się niczym prosiak :)



Następnie Greiserówką doczłapałem się do Komornik oraz Szreniawy. Zęby o dziwo mam wciąż w całości :)

A na wspomnianej przed chwilą trasie zdobyłem tytułowe K2, które kiedyś przyuważyłem w jednym z wpisów Jacka. A niby do tego się trzeba jakoś specjalnie przygotowywać... Phi :)

Reszta trasy to już polne nudy po zachodnich asfaltach: Rosnowo, Chomęcice, Głuchowo, Gołuski, Plewiska i Poznań. O dziwo już w warunkach w miarę suchych, prócz samej końcówki, czyli odcinka między ulicą Ostatnią a piekarnią :)

Relive TUTAJ




  • DST 57.60km
  • Czas 01:55
  • VAVG 30.05km/h
  • VMAX 51.30km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 213m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Passenger

Poniedziałek, 27 maja 2019 · dodano: 27.05.2019 | Komentarze 7

Generalnie mogę uznać dzisiejszą pogodę za "dzieńdoberka", ale wyjątkowo tytuł mam niepowiązany, o czym później :)

Ładnie było w sumie - fajne ciepełko, słonecznie, wiaterek upierdliwy, lecz do ogarnięcia. Jaki z tego wniosek? Jutro czeka mnie najprawdopodobniej chomik, bo będzie lało. Proste i logiczne :)

Wykonałem dawno nietestowaną pętelkę południową: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosno - Drużyna Poznańska - Nowinki - Pecna - Grzybno - Żabno - Żabinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. TUTAJ Relive.

Głównym celem było zrobienie zdjęcia kolejnej podmosińskiej atrakcji za Nowinkami, czyli zakazu jazdy rowerem zwykłą drogą, jako alternatywę mając... leśną nieutwardzoną śmieszkę. No ale - jak się okazało - ktoś poszedł tam w końcu po rozum do głowy i go skasował. W sumie szkoda, bo nieźle mnie on zawsze bawił :)

Nie ma więc planowanej fotki, są za to inne, średniej jakości, bo wszędzie było pod światło. Niemal jak z wiatrem :)


W Grzybnie zawitałem na chwilę na podwórze Zespołu Szkół Rolniczych, mieszczących się w zacnym pałacu z początków XX wieku, ładnie do dziś utrzymanym.

Na terenach prowadzących do Żabna co chwilę latały koło mnie jakieś skrzydlate cuda, od rybitw i mew przez myszołowa, a na polu wypatrzyłem żurawia. On mnie niestety też, więc od razu poderwał się do lotu, przez co zamiast fajnej foty mam pikselozę, i to robioną z daleka. Aha, widziałem też borsuka, niestety już w wersji zdecydowanie nieżywej.

A gdzieś w Puszczykowie zauważyłem, że jadę w duecie :)

Towarzysz (lub towarzyszka) trzymała się na tyle mocno, że nie miałem sumienia usuwać go (lub jej) z mojego lewego odnóża, więc tym sposobem miasto Poznań, a konkretnie Dębiec, wzbogaciło się o kolejnego mieszkańca z własną miejscówką niedaleko mojego domu. Czy nucone było coś Igg'yego Popa po drodze - nie mam pojęcia :)