Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239634.85 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

Jelotek

Środa, 14 sierpnia 2019 · dodano: 14.08.2019 | Komentarze 20

Dzisiejszy wypad nastąpił wyjątkowo późno, bo po jedenastej. Ale mam wytłumaczenie - wczorajsze nadrabianie jeleniogórskich zaległości towarzyskich "lekko" nam się przedłużyło, jednak nie każdego wieczora ma się okazję podyskutować z rzeczniczką prasową jednej z głównych państwowych spółek o jej uzależnieniu od rządzącej nam wszem i wobec partii. Grunt, że przyznała w końcu, że będzie głosowała na nią jedynie dla własnego partykularnego interesu, bo co stołek, to stołek. Ale poza tym dziewczę całkiem sympatyczne i ogarnięte - życzę, żeby utrzymała posadę jako... dobry fachowiec zatrzymany na nim przez nową ekipę :)

Co do rowerowania - na pierwszy ogień poszła dziś Kapella, czyli miejsce, na które wjeżdża się tylko w jednym celu: wykorzystania okazji do zrobienia fotek Kotliny Jeleniogórskiej i okolic, jeśli oczywiście pogoda pozwala. A ta prezentowała się całkiem sympatycznie, choć wiatr na górze był solidny i miałem problemy, żeby podczas zjazdu wycisnąć marne 50 km/h. Tylko ta zalegająca w kilku miejscach od ponad roku tarka już "lekko" irytuje :/

Fotki ze wspomnianej (Kapelli, nie tarki):


Niebiesko! :) - Kapella
Zielono! :) - Kapella


Na szczycie, czyli Łysej Górze, chwila relaksu...
Łysa Góra - Kapella
Uschnąć się nie da - Kapella
...i powrót swoimi śladami na jeleniogórskie Zabobrze. Na dole stwierdziłem, że mimo podmuchów z zachodu jednak ciągnie mnie w ukochane Rudawy, więc tam skierowałem swe koła, przy okazji po raz pierwszy zaliczając w całości obwodnicę Maciejowej - jest godna, ale pobocze to śmiech. Przez łzy.

Potem już klasycznie: Radomierz, Janowice Wielkie, Trzcińsko, Bobrów, Wojanów, Łomnica i do Jeleniej. Wszędzie dokoła - jak zwykle - cycuchy :)
Cycuchy Rudawskie


No i oczywiście nie zabrakło ziomala :)

Relive TUTAJ - na nim trasa wygląda niczym skaczący kotek, a na mapie niczym jelonek. Stąd tytuł wpisu.


Kategoria Góry


Po oscypki

Wtorek, 13 sierpnia 2019 · dodano: 13.08.2019 | Komentarze 7

Po wczorajszych popołudniowych, wieczornych oraz nocnych opadach na szczęście już mało co zostało - nad ranem niebo zaczęło się nawet przejaśniać, do tego nie oznaczało to znacznego zwiększenia temperatury, czyli miodzio - można było kręcić!

Wiatr też jakoś nie miażdżył, ot, chwilowe podmuchy, raz słabsze, raz mocniejsze, ale co najważniejsze - z grubsza z jednego kierunku, czyli rzecz, którą w WLKP spotykam niezwykle rzadko. Trzeba było skorzystać :)

Kierunek był mało ambitny, ale z tytułową misją - po oscypki do Szklarskiej Poręby. Co prawda jak zawsze mam pewne wątpliwości co do ich autentyczności gdziekolwiek poza Podhalem (a nawet i tam), ale skoro smak się z grubsza zgadza, to nie ma co wybrzydzać :)

Trasa: Jelenia Góra - Cieplice - Wojcieszyce - Piechowice - Szklarska Górna (PKP) - nawrotka do Piechowic - Sobieszów - Zachełmie - Podgórzyn - Stawy Podgórzyńskie - Cieplice - Jelenia.
Karkonosze w sercu noszę :) - Trasa Czeska
Na lewo patrz! - Trasa Czeska





Oscypki zostały nabyte i zawiezione na sam dół. Prócz jednego, ale nie mogłem się powstrzymać :) Aha, sporo czasu zajęło mi czekanie, aż bydł... to znaczy kochane dwunożne istoty łaskawie usuną się z kadrów.

Wjazd do Jeleniej od strony Sobieszowa, w tle dumnie trzymający się wciąż Zamek Chojnik.

Nie mogło zabraknąć rzutu okiem na Stawy Podgórzyńskie - tam, mimo koszmarku architektonicznego, który przy nich straszy, jest wciąż pięknie.
Stawy Podgórzyńskie
Zza winkla - Stawy Podgórzyńśkie
Makabryła - Stawy Podgórzyńskie
Oj tak, jestem u siebie :)
U siebie - Szklarska Poręba
Aha, jeśli dobrze odczytałem przesłanie, to w jakimś z niedawnych wpisów Mors sugerował, że na tej dziwnej uliczce o koszmarnej nawierzchni, zaraz obok Bazy Pod Ponurą Małpą, mnie "nie widzi". Otóż sprawdziłem - ja się widzę, wjeżdża się na to bez zatrzymywania, choć średnio przyjemnie. Gorzej się zjeżdża, bo wolniej :)
Iiii tam... A miał być hardkor :) - Szklarska Poręba Średnia
Zjazd z niby
Od wczoraj czegoś mi brakowało z codzienności. Ale nic w przyrodzie nie ginie - gdy wjeżdżałem do Sobieszowa, zaraz przed rondem, usłyszałem klakson. Faktycznie, akurat musiałem lekko skorygować tor jazdy, ale zachowanie ostrożności przy wyprzedzaniu nie należało akurat do mnie, tylko do kierowcy Corsy. Oczywiście nie odnotowano ani połowy z regulaminowej odległości.

Prowadzący auto został przeze mnie dogoniony, ale zanim zdążyłem coś powiedzieć, usłyszałem:

- Po...ało cię?

- Mnie? To chyba nie w tym kierunku przekaz. Przecież widziałeś, że omijam dziurę, więc powinieneś tym bardziej uważać podczas wyprzedzania, już nie mówiąc o podwójnej ciągłej. Poza tym zastanów się lepiej, zanim bezpodstawnie użyjesz klaksonu, bo za to jest mandat.

(tu nastąpiło dobre pięć sekund ciszy, zauważyłem skupienie na twarzy, a potem skinięcie głową i...)

- Przepraszam.

No proszę da się :)

TUTAJ Relive.

A na koniec kadr z popołudniowego spaceru (12 kilosów) pomiędzy Michałowicami a Szklarską. Kropa była w swoim żywiole :)
Bóbr karkonoski :)
Teraz znów wybywamy z domu, więc na wszelkie opinie i uszczypliwości (już się oczywiście pojawiły, te zębate) odpowiem albo dużo później, albo jutro. Wtedy też nadrobię zaległości na BS.


Kategoria Góry


Nieplaning górski

Poniedziałek, 12 sierpnia 2019 · dodano: 12.08.2019 | Komentarze 17

Kilka dni temu nawet nie podejrzewałem, że jeszcze w sierpniu będzie okazja do pokręcenia rowerem po górach. Jednak gdy firma zaczęła sugestywnie chrząkać, przypominając, iż z moim urlopem czas najwyższy coś zrobić, nie trzeba mnie było dwa razy namawiać. W sumie nie trzeba by było nawet pół raza :) Na planowanie jakichś odkrywczych wypadów czasu nie było, padło więc na wakacje u siebie, czyli wypad w Sudety. Ma się ten komfort :)

Wolne krótkie, ale jest, wczoraj udało się przemieścić rodzinnie do Jeleniej, w koszmarnym zresztą upale. Dziś za to... zmarzłem. Taaaa, polski klimat, taki debilny :)

Ruszając rano nie miałem kompletnie pomysłu na to, gdzie jechać. Finalnie stanęło na miksie rudawsko-karkonoskim: start z centrum Jeleniej przez okolice lotniska do Łomnicy, stamtąd do Wojanowa, Bobrowa i Trzcińska, gdzie zacząłem wspinaczkę mniejszą, przez Przełęcz Karpnicką do Karpnik, a z nich już solidniejszą, Przełęczą Pod Średnicą, łykając Strużnicę, Gruszków i Kowary, z których doczłapałem się do dolnych rejonów Karpacza, a po zjeździe zaliczyłem jeszcze Mniszków, Sosnówkę oraz Staniszów, zanim zaparkowałem w Jelonce. Co się zresztą rozpisywać, lepszy jak zwykle jest Relive.

Kilka(naście) fotek:
Wojanów, wersja nadrzeczna
Rzut okiem wstecz
Rudawy w przebłyskach
Bobrowania ciąg dalszy
Sokoliki, rzut niesokolim okiem
Bliższa wersja Sokolików
Bo góry najlepiej ogląda się z góry
Rudawy Janowickie zza winkla
Przełęcz Pod Średnicą z górki
To proste - prosto! :)
Rzut telefonu na Karkonosze
Na Karpacz prosto
Sosnówka, rzut okiem za siebie
Pogoda nie pomagała :/
Nie obyło się bez odwiedzin u koleżanek... :)
U koleżanek, odcinek 1
Część druga wizytacji koleżanek
...choć i kolegów nie zabrakło :)
Końcentracja pełna
Staniszów, muflon kolonizator
Wieś Ścięgny, położona na drodze z Kowar do Karpacza, jeszcze niecałe dwa lata temu nazywała się formalnie Ściegny, bez nóżki przy "e". Jednak dzięki lobby mieszkańców wsi, w końcu udało się uprawomocnić nazwę używaną tu od kilkudziesięciu lat, zamiast tej sztucznej, której używali jedynie turyści oraz istoty napływowe. I to nie nazywa moc samorządu! :)Ścięgny uzyskały w końcu swą właściwą nazwę
Takie OSP, jak w Strużnicy, to ja rozumiem!
OSP w wersji innej
No i coś, co przewidywałem już ostatnio - jak Jelenia buduje asfaltową DDR-kę, to coś będzie musiało być nie tak. No i faktycznie, sporo przewyższeń zdobyłem dziś na nowym wynalazku prowadzącym do Łomnicy...
Przewyższenia ddr-kowe gratis - Łomnicka, Jelenia Góra
Niestety, koniec wypadu to już czysty deszcz, który praktycznie nie odpuścił do końca dnia. W związku z tym zamiast wypadu w góry wpadło tylko jedenaście kilometrów spaceru w tę i z powrotem na Perłę Zachodu, ale wykonane częściowo górą, Ścieżką Poetów. Jako że nie mam siły już dziś wklejać więcej zdjęć, póki co tylko Relive :)


Kategoria Góry


  • DST 54.70km
  • Czas 01:49
  • VAVG 30.11km/h
  • VMAX 52.40km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 217m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Gul gul

Niedziela, 11 sierpnia 2019 · dodano: 11.08.2019 | Komentarze 9

Wpis robiony na szybko. Ostrzegam :)

Wczoraj późnym popołudniem nastąpiła BS-owa integracja z wykorzystaniem niewielkiej ilości procentów z kolegą Marcinem (pozdro!), a dziś wyjazd o dziewiątej rano, bo później się nie dało, a szkoda, bo mam naglącą potrzebę wyspania się.

Trasa - typowe, najbardziej klasyczne z klasycznych "kondominiów", czyli z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Krosinko, Dymaczewo, Łódź, Wirobel, Stęszew, Dębienko, Szreniawę i Komorniki do domu.

Skoro pojawił się Luboń, to musi być "coś". Tym razem objazd, o którym dowiedzieć się można dopiero, gdy się przed nim pojawi. Gdziekolwiek wcześniej informacji brak.

Na trasie nic nowego...

...a w Mosinie prawdziwy Gul. I Gul :)

No i najważniejszy element wyjazdu: napotkanie dwóch walczących ze sobą jelonków. Niestety, jakoś zdjęć żałosna, bo zanim zdążyłem podjechać, to widziałem już same kupry :/



Relive TUTAJ, a sama jazda przyzwoita, bo wiatr solidny, ale w miarę sprawiedliwy (o dziwo).




  • DST 57.10km
  • Czas 01:56
  • VAVG 29.53km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 200m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Żabiennie

Sobota, 10 sierpnia 2019 · dodano: 10.08.2019 | Komentarze 11

Dzisiejszy wypad wypadł (a masło się zmaśliło) na południe, bo stamtąd miało wiać, a ja miałem podczas powrotu delektować się podmuchami w plecy.

No i faktycznie, najpierw wiało z południa. A potem już tylko z zachodu, oczywiście wtedy, gdy zawróciłem. Nawet nie byłem zdziwiony :)

Trasa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Grzybno - Pecna - Drużyna - Krosno - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Wiry - Luboń - Poznań.

Tyle razy jeździłem przez Żabno, a do tej pory nie zauważyłem, że mają taki klimatyczny przystanek. Lepiej późno niż wcale :)

Pałac w Grzybnie, jak i cała wioska, położona kompletnie pośrodku niczego, są jednymi z moich ulubionych.

A gdzieś tutaj miałem towarzysza, czyli potężnego kruka, którego krzyki i nawoływania spowodowały u mnie ciary.


Na wysokości OSP w Żabinku przyuważyłem, że właśnie zmienia się wiatr. Szpetna była moja reakcje, przyznaję :)

Wypad, jak i sam wpis, takie se. Miałem chrapkę na fajną średnią, ale skupiłem się na utrzymaniu pionu :)

TUTAJ Relive.




  • DST 59.25km
  • Czas 02:06
  • VAVG 28.21km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 200m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Stę(szew)kanie

Piątek, 9 sierpnia 2019 · dodano: 09.08.2019 | Komentarze 9

Wiało dziś tak samo jak wczoraj, jak nie bardziej. Tyle mam do powiedzenia, dziękuję, dobranoc.

No dobra, parę słów wypadałoby jeszcze skrobnąć.

No to... Wiało :) Na tyle, że odpuściłem jakąkolwiek walkę już na starcie, wykonując baaaaaardzo powolne "kondominium" w wersji odwrotnej niż zazwyczaj, czyli: Poznań - Komorniki - Szreniawa - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Zatrzymałem się wyjątkowo w Stęszewie, nie żebym jakoś specjalnie był zachwycony tym zadu... tym miasteczkiem, ale trzeba było znaleźć jakiś motyw do fotek. Efekt mizerny, ale przynajmniej wpis nie wygląda łyso :)


W temacie dość zabawnym, czyli laickości państwa na P., kolejny dowód na to, że.. to naprawdę zabawne :)

Myślę, że Najświętsza Maryja Panna do dziś nie może opanować radości z faktu, że została patronką Stęszewa :)

No i na koniec obrazek z jednej z odnóg ulicy Głogowskiej. Normalnie aż "zatęskniłem" za klimatami, jakie tam można zastać zimą. Powoli zaczynam szukać łyżew pasujących do kół rowerowych :)

Dystans jest poszerzony o odcinek "dopracowy".




  • DST 62.50km
  • Czas 02:12
  • VAVG 28.41km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 114m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Czarodziej UZ

Czwartek, 8 sierpnia 2019 · dodano: 08.08.2019 | Komentarze 10

Pewnie w tym miejscu, żeby zabrzmiało bardziej pro, powinienem napisać, że dzisiaj była luźna rozkrętka po wczorajszej secie, bo nie można codziennie cisnąć, to niezdrowe, bla bla bla.

A prawda jest taka, że żałosny wynik, jaki osiągnąłem, to maks tego, co dało się wymodzić przy tym wietrze, który wrócił na moje nieszczęście na swoje ulubione tory, z których jeden ma na imię Upierdliwość, a drugi Zmienność. Łącznie to prawdziwy Czarodziej UZ. Duło tak, że każdy mijany większy pojazd zmuszał mnie do schowania się głęboko za barankiem, żeby nie zostać zwianym z drogi. Komfortu nie poprawiały też krajobrazy, czyli pola, pola i pola - ani się schować, ani skorzystać, bo w najlepszym wypadku zacinało z ukosa.

No nic, odfajkowane.

Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.


O dziwo nie stałem dziś na ŻADNYM zamkniętym przejeździe kolejowym. Święto jakieś. Czas, który bym na to stracił, poświęciłem na kupno całkiem dobrej jagodzianki w Strusiu :)

Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 107.00km
  • Czas 03:29
  • VAVG 30.72km/h
  • VMAX 57.30km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 445m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Seta kościelna, czyli miś na dziś

Środa, 7 sierpnia 2019 · dodano: 07.08.2019 | Komentarze 19

Za zrobienie jakiegoś wspólnego dystansu z kolegą BUS-em wstępnie zbieraliśmy się od jakiegoś czasu, ale wciąż nie pasował któryś z terminów. W końcu jednak udało się zgrać i na wolną środę zaplanować wypad. To znaczy wrrróćć, ja tylko dałem znać, że mi pasuje, ustaliliśmy, że robimy stówę, mamy na nią ze wszystkim maks cztery godziny, a wybór szlaków zostawiłem towarzyszowi, który z natury nie rusza się z domu bez zamiaru zrobienia czegoś w granicach 100+.

Zbiórka została ustalona na punkt dziewiątą rano i niczym w zegarku każdy z nas pojawił się o tej godzinie na Rondzie Śródka (dotarłem tam oczywiście głównie Wartostradą), z którego bez zbędnych formalności udaliśmy się na wschód, czyli ulicą Warszawską, a następnie wzdłuż DK92. I tu, jako że z BUS-em jechałem już któryś raz, dość intuicyjnie poszła nam synchronizacja sposobu jazdy - ja, który jednak wolę zatrzymywać się na czerwonym, chcąc nie chcąc stawałem, a kolega mający do tego tematu, hmm, bardziej luźne podejście, swoimi sposobami mijał skrzyżowania. I każdy był zadowolony, bo jeden mógł oszczędzać siły na dalszą drogę, a drugi (to ja!) z musu cisnąć na pedały, żeby nadrobić różnicę :)

Tak było przez jakieś trzydzieści kilometrów - w tym czasie udało się minąć Swarzędz, Jasin, Paczkowo, Kostrzyn, Siedlec i dotrzeć do Nekli, gdzie nastąpił pierwszy przystanek. I to... przy kościele. Ale za to jakim! Na tyle specyficznym, że aż żal było go dokładnie nie obejrzeć, bo bardziej przypomina cerkiew niż typowe katolickie świątynie.
Elementy lekko obce :) - Kościół św. Andrzeja Apostoła w Nekli
Po zaparkowaniu udało się wyhaczyć pewnego jegomościa koszącego trawę dookoła przybytku. A skoro już tam był, to nie omieszkałem zapytać, czy zamknięty kościół na pewno musi być zamknięty :) Okazało się, że niekoniecznie, owym jegomościem okazał się (sprawdziłem potem w necie, bo był w cywilu) proboszcz, który sam z siebie poleciał na plebanię po klucze i od strony zakrystii wprowadził nas do środka. A tam wiele smaczków, które naprawdę warto zobaczyć, zaczynając od rozet, przez bardziej klasyczne witraże, aż po zabytkowe obrazy, zawierające interesujące wschodnie motywy.
Zabytkowy ołtarz - Kościół św. Andrzeja Apostoła w Nekli
Rozeta cud-miód - Kościół św. Andrzeja Apostoła w Nekli
Zabytkowy obraz ze wschodnimi wpływami - Kościół św. Andrzeja Apostoła w Nekli
Czarno to widzę - kościół w Nekli
Kolejny przykład maestrii w tworzeniu witraży - Kościół św. Andrzeja Apostoła w Nekli
Co ciekawe, budynek nie jest specjalnie stary, bo budowany w latach 1899-1901, na miejscu drewnianej świątyni z XVIII wieku, jednak większość elementów pochodzi właśnie z tamtego okresu. Oprowadzający nas duchowny okazał się całkiem dobrze zorientowany, za co mu chwała, jak i za samą chęć pokazania tego, co najciekawsze. Rzadko chwalę za coś księży, więc tym bardziej brawa :)

Jedyne, co pozostało zagadką, to pytanie: skąd pomysł na taki bizantyjski wygląd?
Widok od wschodu - Kościół św. Andrzeja Apostoła w Nekli
Część pułudniowo-zachodnia - Kościół św. Andrzeja Apostoła w Nekli
Ukrzyżowanie - Kościół św. Andrzeja Apostoła w Nekli
Grobowiec przy kościele w Nekli
Trochę czasu zeszło, trzeba było więc lekko przyspieszyć - do kolekcji zdjęć doszedł jeszcze tylko zabytkowy sprzęt przy niekielskim OSP...
Sikawkowość zaawansowana - OSP Nekla
...a my świetną leśną drogą dotarliśmy do Czerniejewa, gdzie oczywiście nie zamierzaliśmy korzystać z polskiej myśli technicznej.
Polska myśl techniczna :/ - Czerniejewo
Zabawy kątomierzem - Czerniejewo
Całkiem imponujący kościół Jana Chrzciciela został tym razem ominięty...
Kośćiół Jana Chrzciciela w Czerniejewie
...lecz pałacu w Czerniejewie olać się, co zrozumiałe, nie dało. Przepiękny kompleks budynków, które powstawały od 1771 roku, wciąż robi wrażenie, choć ostra renowacja by się przydała, nie ma co ukrywać :)
Zabytkowa brama wjazdowa - Pałac w Czerniejewie
Wozownia, teraz restauracja - Pałac w Czerniejewie
Schody by się przydało odnowić - Pałac w Czerniejewie
Jednak i tak najbardziej urzekł mnie zagadkowo brzmiący Szlak Misiów, który odkryłem za mostkiem, sugerując się podróbą Uszatka :)
Mostek dla misiów :) - Czerniejewo
Zagadkowo brzmiący Szlak Misiów - Czerniejewo
Z daleka jak Uszatek :) - Czerniejewo
Dalsza część trasy to znów znakomity asfalt oraz wynalazki, których się wystrzegaliśmy.
Dalszy ciąg złego zła :) - trasa do Pobiedzisk
Przez Wierzycę i wieś idealną dla propagandystów pewnej rządzącej partii...
Wieś idealna dla wieców pewnej partii :)
...dojechaliśmy do Pobiedzisk, w których nakarmione zostały żappsy, do tego w cenach promocyjnych :) A dalej już świetna trasa przez Puszczę Zielonkę do Tuczna. Tamże zobaczyłem jedne z piękniejszych koni, jakie zdarzyło mi się "upolować".
Przepiękne konie - Puszcza Zielonka
Końcówka, czyli ostatnie 25 kilometrów, to już dobrze objeżdżone rejony - Karłowice, Wierzonka, Kobylnica, Janikowo, Bałtycka, Główna i do Śródki, gdzie nastąpił rozjazd - mnie czekał jeszcze kawałek po bruku i potem Wartostradą do domu.

BUS - dzięki za walkę, motywację do sety oraz za pomysł na trasę, było ciekawie, do tego udało się zdobyć "bonusa" w postaci kompleksowego odwiedzenia kościoła w Nekli, pustego, czyli najciekawszego. Wiatr momentami był upierdliwy, ale jakoś udało się wycisnąć przyzwoitą średnią. Szkoda tylko, że pod koniec już łeb mi pękał, bo zrobiło się dla mnie zdecydowanie za ciepło. Na całe szczęście udało się przejechać bez zagrożenia burzami - te przyszły do Poznania dopiero po południu.

Zdecydowanie pozytywny wyjazd :)

Poniżej trasa, a Relive TUTAJ.




  • DST 62.40km
  • Czas 02:08
  • VAVG 29.25km/h
  • VMAX 52.60km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 205m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wydrokindżał

Wtorek, 6 sierpnia 2019 · dodano: 06.08.2019 | Komentarze 10

Ponownie dzisiaj główną "atrakcją" wypadu był wiatr, łaskawie pomagający (a może bardziej - mniej przeszkadzający) przez jakąś jedną piątą jazdy, a przez resztę centralnie uwalający. No życie. Do tego powoli robi się znów ciepło (dla mnie za ciepło) - fuj!

Trasa to klasyczne "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Szreniawa - Komorniki - Poznań. 

Pisać za bardzo nie ma o czym, bo skończyło się na powolnym człapaniu, więc jedynie dwie smętne fotki :)


W sumie lepiej bawiłem się na spacerze z psem, bo znów udało mi się odbierając nadgodziny spełnić swój proczworonożny obowiązek. Dzisiaj ponownie Dębina, ale tym razem misja pod kryptonimem "kindżał" oraz "wydra" :)
Władczyni kindżałów - Las Dębiński
Dumnie iść przez świat - Las Dębiński
Kijek uratowany :) - Las Dębiński
Wydra! :) - Las Dębiński
Z perspektywy drzew upadłych - Las Dębiński
Póki jeszcze jest zielono - Las Dębiński
Do pracy zaś podjechałem testowo nie Czarnuchem, a staruszkiem STR-em, który został chwilowo reanimowany - po wymianie linek i klocków da się nim jeździć bez większego ryzyka. Tylko po co? :)




  • DST 61.00km
  • Czas 02:05
  • VAVG 29.28km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 135m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Niby sympatico

Poniedziałek, 5 sierpnia 2019 · dodano: 05.08.2019 | Komentarze 13

Dzisiaj jazda mogłaby być całkiem sympatyczna, bo temperatura znakomita i słońce takie nieśmiałe, gdyby nie wiatr, który zachowywał się z grubsza tak samo jak wczoraj - upierdliwie i złośliwie. Wiem, nic nowego nie napisałem, ale troszkę zasłużonej żółci się należy gnojowi za to, że znów nie zamierzał pomagać w temacie walki o średnią, a wręcz chciał ją sprytnie uwalić. W sumie się udało :)

Trasa to znów sporo miejskich klimatów, poszerzonych o te swarzędzkie, wcale nie lepsze, a fragmentami nawet gorsze. Trasa: Dębiec - Wartostrada - Malta - Warszawska - Antoninek - Swarzędz - Jasin - Paczkowo - Siekierki - Gowarzewo - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Las Dębiecki - dom.

Przygód - na szczęście - zabrakło, czyli nuuuuda :)
Wiejsko, anielsko...
Malta - fotka klasyczna
Relive TUTAJ.

Dystans zawiera drogę do pracy, ale jeszcze przed nią udało mi się zrobić pięciokilometrowy spacer z Kropą po Dębinie, dziś fantastycznie pustej. Za to po raz pierwszy widziałem tu taaaaaką rybę (to ten podłużny cień widoczny w prawym dolnym rogu).
Taaaaaka ryba (widoczna w prawym rogu) - Dębin
Pies za to w nastroju klasycznym :)
Potwór z bagien - Dębina
Kropkozaur - Dębina

Relive z Dębiny - TUTAJ.