Info
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj2 - 3
- 2026, Kwiecień30 - 49
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.20km
- Czas 01:51
- VAVG 28.22km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 253m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kórełko oraz szczekadełko
Poniedziałek, 23 września 2019 · dodano: 23.09.2019 | Komentarze 10
Genialnie było wczoraj, dziś - zgodnie ze standardem - musiało się coś spieprzyć :) Znów bowiem pierwsze skrzypce grał zmienny wiatr, niby wschodni, a realnie: każdy możliwy, tylko nie taki, który by mi pomógł. Za to umiarkowany, a momentami dość mocny. Witamy w rzeczywistości. Ale za to niedziela - nie zapominajmy - była dla nas :)
Trasa to "kórełko": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Mieczewo - Mościenica - Kórnik - Skrzynki (tam Zemsta Adolfa) - Borówiec - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Dębina - dom.
Średnia znów była średnia, jazda znów była nijaka, fajerwerków zabrakło - norma. Za to nikt nie chciał mnie zabić, to akurat fajne :)

Dzionek miałem wolny, jednak po powrocie czekało mnie jeszcze załatwianie kilku rzeczy na przedwczoraj, co poszło mi zadziwiająco sprawnie, więc po południu udało się jeszcze rodzinnie pospacerować po Wielkopolskim Parku Narodowym, na odcinku Łęczyca - Puszczykowskie Góry - Wiry. Tym razem nie wziąłem ze sobą aparatu, więc relacja zdjęciowo tylko z telefonu, ale za to nowego, Myślę, że jako tako dał radę, mimo iż to średniak. 












Na koniec: prawdziwy, obskurny i brudny ŻUL... :)
...oraz dowód na to, że Kropa to zdecydowanie mój pies :) Dodam jeszcze, że namiętnie szczeka również na dźwięk kościelnych dzwonów oraz ujada na widok sutanny. Zupełnie nie wiem, po kim to ma... :)
- DST 52.10km
- Czas 01:42
- VAVG 30.65km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 214m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Genialnie, ale i gazetowo
Niedziela, 22 września 2019 · dodano: 22.09.2019 | Komentarze 12
Ha! Doczekałem się jeszcze jednego (a było ich tak niewiele...) genialnego pod względem pogodowym dnia w tym roku. Doceniam i chętnie bym podziękował, ale nie wiem komu, a i domyślam się, że taki na przykład Potwór Spaghetti nie popiera raczej bałwochwalstwa :)
Wyruszyłem dość późno, bo mimo wolnego dnia od rana byłem dość zalatany. Wyjazd o jedenastej był jednak strzałem w dziesiątkę - zrobiło się już sympatycznie i nienachalnie ciepło, a ja byłem najedzony (wyjątkowa sytuacja). Minusem były tłumy rowerzystów, jednak slalomem udawało się je jakoś ominąć. Gorzej z beneficjentami 500+, bo zanim jedna z drugą "madką" się zorientowały, że to, co słyszą to prośba o przepuszczenie, miałem już zero na liczniku.
Udało mi się też oszukać wiatr - wiał z południowego wschodu, a ja ruszyłem na zachód. Nie skapnął się, dzięki czemu przez nawet jakąś jedną trzecią miałem go w plecy :) Wykonałem moje ulubione i niezastąpione "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Szreniawa - Komorniki - Poznań.

Temat tych, co wiszą i będą wisieć, wciąż żywy. Dziś przyuważyłem nawet jednego asa przy śmieszce w Łęczycy - biorąc pod uwagę, że równolegle wisi kategoryczny zakaz jazdy rowerem, kandydat i jego partia są tu idealnym mentalnym strzałem w dychę :)
No i na koniec gazeciarz, ale taki wybitny, rzadko spotykany nawet jak na polskie warunki. Dlatego umieszczam bez krępacji rejestrację z Nowej Soli, a jakby ktoś mnie chciał za to pozwać to mam dowód w postaci filmiku. Kamerka to jednak skarb. Oczywiście marki wozu nietrudno się domyślić...

- DST 63.30km
- Czas 02:15
- VAVG 28.13km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 142m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Neandertalsko :)
Sobota, 21 września 2019 · dodano: 21.09.2019 | Komentarze 6
W temacie pogody za wiele dziś nowego nie napiszę. A w sumie nie napiszę nic :) Wiało umiarkowanie, momentami mocniej, ciągle w pysk albo z boku (więc znów średnia mało ambitna), słońce za to świeciło ładnie i trochę uprzyjemniało kręcenie w temperaturze najpierw zbliżonej do dziesięciu, a pod koniec już nawet piętnastu stopni.
Trasa to zachodnie polne rewiry, gdzie przed podmuchami za cholerę nie dało się skryć. Dmuchało i dmuchało. Z Dębca skierowałem się na Plewiska, następnie zaliczyłem Gołuski, Palędzie, Dopiewiec, Dopiewo, Fiałkowo, Więckowice, Sierosław, Zakrzewo, serwisówki, znów Plewiska i wylądowałem w domu, skąd z kolei popędziłem do pracy, też rowerem, tyle że Czarnuchem. Relive TUTAJ.
Szansę na przyzwoity wynik w sumie pogrzebałem sobie sam, już na początku, gdyż zachciało mi się wykonać kursik po Szachtach, jeszcze rano wolnych od gawiedzi.

Od razu oczywiście pojawiły się sępy, to jest łabędzie i kaczki...
...ale niestety nie byłem przygotowany na tę okoliczność, poza tym podobno dokarmianie powinno się uskuteczniać tylko zimą, więc dziobki pozostały zwieszone na kwintę :)
Z innych dzisiejszych klimatów. Znalazłem Soplicowo rodem z roku 2019, czyli kolumienki, kiczowata fura, prawdziwe postaw się, a zastaw się. Polacy albo Cyganie, innej opcji nie ma :)
Jako kontrast - stary, klasyczny Volviak z ikrą. Ciekawe, co to za blachy? 
A poza tym chmury na horyzoncie nadawały płaszczyznom niemal górski klimat.

Na koniec pozdrowienie znad granicy mojej "ukochanej" wsi na prawach miasta. Jak zwykle słodko, uroczo i swojsko :)
W sumie wciąż mnie zadziwia, czemu "prawactwo" chce wykonywać wspomnianą wyżej czynność fizjologiczną zawsze i wszędzie, niemal na wszystkich. Każdy obiekt jest dobry, nawet najgorsze na świecie "lewactwo". Cóż, widocznie człowiek z neandertaltyzmu wyjdzie, neandertalczyk z człowieka niekoniecznie :)
- DST 61.00km
- Czas 02:10
- VAVG 28.15km/h
- VMAX 51.50km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 143m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Barejakoza
Piątek, 20 września 2019 · dodano: 20.09.2019 | Komentarze 12
Ufff, dziś dało się już kręcić bez obawy o zwianie gdzieś na pobocze (lub nawet dalej). Co prawda do ideału było daleko, do tego dopadł mnie poranny leń, więc średnia wciąż masakruje in minus, ale... jest nadzieja :)
Trasa wciąż i niezmiennie zachodnia, z wiatrem jak zwykle niechcącym współpracować: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Głuchowo - Komorniki - Plewiska - Poznań. Relive TU.
Powoli, ale bardzo powoli, idzie kolorowa jesień.

Niemiła niespodzianka czekała mnie za to w Komornikach. Każdy, kto tamtędy jechał choć raz w dzień roboczy, wie, że z powodu korków można tam znieść jajo, tak na głównej krajówce, jak i każdej z bocznych ulic. Dzisiaj nie było inaczej - zamiast więc przebijać się przez sznurek kilkunastu samochodów, postanowiłem wykonać sprawdzony manewr polegający na wjechanie w boczną, ślepą uliczkę, a dalej już jak na załączonych obrazkach:

Oczywiście "tup, tup, tup" było zależne od natężenia ruchu i ewentualnego widoku radiowozu na horyzoncie :) Wszystko żarło ładnie i klasycznie, aż tu nagle zonk!
Eee???
Do teraz zachodzę w głowę, jaki tępy mózg wpadł na to, żeby postawić w tym miejscu barierkę. Kij z tym, że może komuś przeszkadzali rowerzyści - w Polsce to norma. Ale teraz ciężko jest tu się przecisnąć nawet pieszym. Jak zwykle w tym kraju głupota jest w modzie, gorzej, że za nią płacimy z podatków - tu akurat nie wiem, czy autorem jest gmina Komorniki, czy może państwo, czyli GDDKiA? W sumie tu krajówka jest na odcinku kontrolowanym przez samorząd, więc chyba wina jest obopólna...
Mi pozostało jedynie... przeniesienie roweru. Dzięki, kimkolwiek jesteś, pomysłodawco!
No a skoro jesteśmy przy barierkozie, to jeszcze jeden motyw. Tydzień temu (o tu) wspominałem o nielegalnym wieszaniu banerów wyborczych - zapewne nie było przypadkiem, iż robiła to tylko jedna partia, aktualnie rządząca - właśnie na barierkach. Wisiały sobie i wisiały, aż... zniknęły. Trochę późno, jednak dobre i to.
Jak to ostatnio bywa, kilka kilometrów wpadło w drodze do pracy.
- DST 62.40km
- Czas 02:15
- VAVG 27.73km/h
- VMAX 52.60km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 215m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
...i wiało :)
Czwartek, 19 września 2019 · dodano: 19.09.2019 | Komentarze 10
Jak w tytule - nic nowego :) Tyle, że może minimalnie słabiej, co wcale nie oznacza, że jechało się łatwiej, bo wmordewind był permanentny. Nawet się więc nie starałem walczyć, bo temperatura w granicach dziesięciu stopni nie motywowała. A i dobre kilkanaście kilometrów jazdy po mieście powodowało, że się odechciewało tym bardziej.
Trasa: Dębiec - Górczyn - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Strzeszyn - Psarskie - Kiekrz - Rogierówko - Sady - Swadzim - Batorowo - Lusowo - Zakrzewo - serwisówki - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.
Dwa klasyki:

Po drodze napotkałem istne dżender, czyli przedszkole - o zgrozo! - z tęczą w nazwie. I to jeszcze dwujęzyczne, zapewne polsko-niemieckie :) No i to "&" zamiast "i"... Skandal! :)
W Zakrzewie dopadł mnie całkiem spory głód, więc zatrzymałem się w Żabce. 
Nażarcie się to jedno...
...ale zbieranie Żappsów drugie, niemniej ważne. Jednak jestem zawiedziony, bo dotarłem do poziomu, który tępe pały od marketingu korporacyjnego nazywają "sky is the limit", a wciąż najbardziej wartościowymi nagrodami są "Tomcio Paluchy", wszystkie... z mięsem ::) To sobie mogę....
Znów dokręciłem kilka kilometrów w drodze do pracy.
- DST 58.00km
- Czas 02:06
- VAVG 27.62km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 140m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Powtórka z wiatrywki
Środa, 18 września 2019 · dodano: 18.09.2019 | Komentarze 9
O czym by tu...? O mam, może o wietrze? :)
Nie no, darujmy sobie. Jedynie zahaczę o temat, bo naprawdę nie chcę denerwować tak siebie, jak i innych. W skrócie: było tak samo, jak wczoraj, czyli masakrycznie, co znów dobitnie widać po średniej. Z ciekawości chciałem przetestować, co będzie, gdy dojadę do punktu A, odwrócę się i popędzę częściowo swoimi śladami. No i co było? Podmuchy albo centralnie w pysk, albo w najlepszym wypadku z boku. Choć nie, mijam się z prawdą - raz, gdzieś za Plewiskami miałem okazję doznać wiatru w plecy, przez... około kilometr. A poza tym było dość lodowato. Za to nie padało. Hip, hip... :/
Trasa: Dębiec - Junikowo - Skórzewo - Wysogotowo - Dąbrowa - Sierosław - Więckowice - Drwęsa, tam nawrotka - Więckowice - Sierosław - Zakrzewo - serwisówki - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.
Klasyczny widoczek z dziś, szczególnie jeśli chodzi o to coś, co łopocze. Gdziekolwiek się obróciłem, było podobnie :)
Trasa z dojazdem do pracy.
- DST 63.25km
- Czas 02:20
- VAVG 27.11km/h
- VMAX 54.00km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 132m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wiatrowandalizm
Wtorek, 17 września 2019 · dodano: 17.09.2019 | Komentarze 13
Dobra. Ja naprawdę lubię chłodek, ale jak na połowę września pogoda lekko zaczęła przeginać. Te dwanaście stopni w momencie wyjazdu nie były najgorsze, ale w połączeniu z %$%##$# "czynnikiem chłodzącym" tworzyły koszmarne combo, które powodowało, że marzenie można było mieć tylko jedno - powrót do domu.
Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewsika - Poznań. TUTAJ Relive, ale przekłamane w temacie średniej, bo zapomniałem wyłączyć Endomondo po dojeździe do domu - zrobiłem to dopiero przy śniadaniu :)
Tematu wiatru nie będę rozwijał, bo chyba w całej Polsce było dziś tak samo - urrrywało wszystko. Na jednym z wiaduktów miałem nawet obawę, czy boczny podmuch nie zechce mnie skierować o piętro niżej. A poza tym to była czysta walka o przetrwanie, więc żałosna średnia jest maksem, który zdołałem wyciągnąć. Niestety. Dodatkowo ostatnie kilometry pokonywałem już w deszczu.
Jedynie chmury wciąż nieuczesane i fascynujące.
Inne fotki, ot, zwykłe, codzienne:


W Konarzewie natrafiłem na rzadko spotykany przykład przystankowości zaangażowanej :)
Aż się chciało dopisać: skoro tak, to Szczecin czy Wrocław zawsze niemieckie. Ale nie jestem wandalem, więc nie dopisałem :)
Aaaa właśnie. Wczoraj u kolegi Lapeca zakwitł temat katowandalizmu. Z niemałym trudem, ale jednak odnalazłem w telefonie zdjęcia przedstawiające ów fenomen w Jeleniej Górze :)

I weź teraz zabierz się za oczyszczanie miasta - przecież to wysublimowana forma samobójstwa :)
Udało się rowerem dojechać do pracy - czy tak samo wrócę, jeszcze się okaże, bo leje.
- DST 58.10km
- Czas 02:01
- VAVG 28.81km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 125m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wiosień
Poniedziałek, 16 września 2019 · dodano: 16.09.2019 | Komentarze 6
No i się nie pomyliłem - jeśli wiatr (tak jak wczoraj) bywa sprawiedliwy, jest to albo jego niedopatrzenie, albo błąd. Dzisiaj już wszystko było zgodnie z kanonem sztuki udupialnej, czyli nawet wtedy, gdy podmuchy miały pomagać, były w najlepszym wypadku boczne.
Za to nie padało, a chłodek był idealnie umiarkowany - na starcie było stopni dwanaście, pod sam koniec nawet szesnaście.
Trasa to zachodnie kombinacje: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Relive TU.
Symboliczna fotka na podożynkowym cmentarzu być musi :)
A pogodowo zaiste tytułowy (lub tytułowa) wiosień - niby wiosna (uwaga, to nie rzepak, a chyba gorczyca)...
...a jednak jesień.
Punktem wspólnym jest - a jak - wiatr. W sumie on łączy wszystkie cztery pory roku :/
Do całości doszedł dystans do pracy.
- DST 52.70km
- Czas 01:44
- VAVG 30.40km/h
- VMAX 61.80km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 201m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kochany wiaterek :)
Niedziela, 15 września 2019 · dodano: 15.09.2019 | Komentarze 13
Zdziwko z tym tytułem, prawda? W sumie i dla mnie :)
No ale jeśli codzienny wróg nagle postanawia grać fair, można go nawet pochwalić. Niech ma. Pewnie w rewanżu jutro mnie znów centralnie uwali, tak jak lubi najbardziej :) Jeśli w ogóle ruszę, bo podobno ma padać.
Za co te pochwały? Ano za to, że w końcu był w miarę sprawiedliwy - wiał z południowego zachodu, co wyjątkowo oznaczało, że wiał... z południowego zachodu. Bez wariacji, zmian i takich tam. Tak niespotykanie. Walił mi centralnie w pysk przez ponad trzydzieści kilometrów, ale ostatnie dwadzieścia to już znakomita jazda z podmuchami w plecy - jeśli by tak było codziennie, pewnie nawet przestałbym narzekać :) A i za takie codzienne fałmaksy bym się nie obraził.
Trasa to najklasyczniejsze "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań. TUTAJ Relive.
Wizualnie normalnie wiosna :)


No a tego jeszcze w tunelu na Dębcu, na drodze pieszo-rowerowej z wydzielonymi pasam, jeszcze nie grali :)
- DST 51.85km
- Czas 01:48
- VAVG 28.81km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 159m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Rekreacja, panizacja i lubonizacja :)
Sobota, 14 września 2019 · dodano: 14.09.2019 | Komentarze 12
Gdybym dziś specjalnie narzekał na warunki, zdecydowanie bym przesadził. Wiało co prawda upierdliwie i zmiennie, ale reszta była zaiste godna, czyli kilkanaście stopni (idealnie na poranny dłuższy rękawek) na termometrze, milusio zgrywających się z fajnie, bo niemęcząco świecącym słońcem.
Słabą średnią mogę więc zadedykować jedynie sobie - po prostu mi się nie chciało cisnąć. Ot, cała prawda :) Człapałem noga za nogą, słuchając pewnego gadatliwego radia zamiennie z audiobookiem, traktując wyjazd typowo rekreacyjnie. Za to między innymi dzięki temu w dzisiejszej relacji będzie sporo obrazków.
Trasa: Dębiec - Górczyn - Junikowo - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Tarnowo Podgórne i nawrotka do Lusowa, potem Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań. O tym, czemu wspomniana nawrotka nastąpiła, napiszę za chwilę, najpierw kilka kadrów znad Jeziora Lusowskiego, nad którym się na chwilę zatrzymałem - to też w ramach rekreacji :)




Następnie udałem się wyremontowaną śmieszką do Tarnowa, cykając przy okazji fotkę. 
Właśnie w tym momencie zorientowałem się, że na plaży zostawiłem bidon, stanowiący chwilową podpórkę. Brawo ja. W sumie kij z nim, bo to groszowa (kilkanaście złotych) sprawa, ale szkoda mi były opaski ze swoim nazwiskiem. Nie było wyjścia - zamiast dalszej jazdy tak, jak zaplanowałem, prędko zawróciłem niczym niepyszny, szczerze mówiąc dając sobie marne szanse na odnalezienie zguby. Tymczasem... grzecznie czekała :) Uff.
To jednak nie był koniec atrakcji na dziś - gdy skręcałem na DDR-kę prowadzącą do tunelu na Dębcu, nagle poczułem i usłyszałem donośne łup! Zanim się zorientowałem, co się właściwie stało, mogłem już podziwiać flaka w tylnym kole. Szybki rekonesans i poznałem winnego - był nim solidny kamień, leżący nie wiadomo czemu na samym środku, a którego nie miałem szansy zauważyć przy wchodzeniu w zakręt. Super :/ Plus jedyny, że stało się to zaraz obok znajomego serwisu, więc nie musiałem dreptać do domu, tylko szybko nabyłem dętkę oraz skorzystałem z pompki i stojaka, zmieniając gumę na miejscu. Poszło sprawnie, ale nerw został.
Relive TU, dziś bez zdjęć.
Po powrocie czekała mnie jeszcze misja - odwiedzenie Teściowej z szpitalu, bo na kilka dni tam wylądowała, co w sumie zdarza się raz na jakiś czas, ale dziś przekonałem się, jak to jest nam lepiej w służbie zdrowia. Kadra daje radę, ale na przykład włączenie TV w przybytku HCP (im. świętego Jana Pawła II) kosztuje... 15 złotych na dobę. Ot, ciekawostka.
Za to później wpadło jeszcze ponad siedem kilometrów piechotką i spacer do.. Lubonia. Wiem, wiem, dość intrygująca opcja, ale chciałem połączyć dwie rzeczy - wybieganie psa z pokazaniem Żonie fiołka na lubońskim guanie, czyli tamtejszą plażę miejską, która wyjątkowo daje radę :)




A przy okazji udało się zaliczyć... mecz :) Co prawda nie cały, bo Kropa zaczęła marudzić po kilkunastu minutach, ale zawsze coś. Na wyremontowanym estadio de Luboń spotkały się tuzy A Klasy: Luboński KS - Las Puszczykowo. Stadion opuściliśmy przy wyniku 1:1, a szkoda, bo finalnie (sprawdziłem specjalnie) było 5:5! Jedna z widzianych bramek, ta dla Puszczykowa, wpadła po spalonym, ale akurat VAR nie działał ;) W sumie wesoło było - udzielał się nawet spiker, a trybuny zapełniły się gdzieś w połowie (czyli pojawiło się z grubsza 30 osób).

Fanka najwierniejsza z wiernych, choć dość niecierpliwa :) I jak sądzę, jednak była bardziej za Puszczykowem :)
Na koniec plus dodatni spacerów - kompletnym przypadkiem można się nadziać na parowóz pędzący z Poznania do Wolsztyna. Tu konkretnie Ol49, polska konstrukcja, której kilka egzemplarzy znalazło się w... Korei Północnej :)

A skoro o polskich wynalazkach mowa... :)






