Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242585.35 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791222 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 64.00km
  • Czas 02:17
  • VAVG 28.03km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 225m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kórniczenie w towarzystwie :)

Sobota, 23 listopada 2019 · dodano: 23.11.2019 | Komentarze 16

Dawno, dawno temu (jakoś na wiosnę), za górami (a konkretnie pod jedną - Dziewiczą), za lasami (tymi, które się jeszcze ostały), podczas przypadkowego spotkania z Kamilem wstępnie zgadaliśmy się na szosę we wrześniu. Przyszedł listopad, czas w końcu było wykonać :)

Jak niektórzy wiedzą, umówić się ze mną na rower graniczy z cudem, bo doba ma o kilkadziesiąt godzin za mało. Tu się jednak udało, ale jedyną opcją było ruszenia w "moich" godzinach, czyli między ósmą a jedenastą rano, bo później czekało mnie dogorywanie w robocie. Były też myśli o wypadzie na mtb na wspomnianą Dziewiczą, ale wtedy skończyłoby się jedynie na glucie, a nie na pisiont, więc.. :)

Punkt startowy ustawiony został na wjazdówce z Poznania na Dębcu, więc miałem rzut beretem, kolega musiał przepchać się przez miasto, czego współczuję :) Na miejscu szybki plan, ustalenie dokąd jedziemy i srrru! Finalnie wyszła opcja na Kórnik: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Rogalinek - Rogalin - Mieczewo - Mościenica - Kórnik - Skrzynki - Zemsta Adolfa - Borówiec - Kamionki - Daszewice - Głuszyna - objazd Starołęckiej - Minikowo -Las Dębiński - dom.

Jechało się bardzo sympatycznie, bez mocnego ciśnięcia na pedały, ale też bez odpuszczania. Oczywiście wiatr zrobił swoje gromiąc złem, pomógł głównie na odcinku od Borówca do Głuszyny, ale ten wykorzystany został na pogaduszki :) Temperatura zdecydowanie nie powalała - przez większość drogi miałem na liczniku dwa stopnie. Z atrakcji - jechałem jako lekki inwalida, bo mi się rano zatkało jedno ucho, a Kamil miałby bliższe spotkanie z bagażnikiem auta pewnej niewiasty spod znaku nieogar, jednak udało mu się wyjść cało z akcji zgrabnym piruetem. W sumie cały - pozytywnie zakończony - manewr zasługiwał na nagranie :)

Chwila przerwy nastąpiła w jedynym słusznym miejscu :) Aha, siatka browarów i syf dokoła nie nasz :)

No i oczywiście Dębina pod koniec.

Potem polecieliśmy każdy w swoją stronę - ja do domu się ogarnąć przed pracą, kolega jeszcze dokręcić kawałek do centrum.

Główny motyw zwiedzania wielkopolskich rejonów:

No i zostały upolowane dwie nielegalne polityczne mordy:


Kamil, dzięki za wspólną jazdę, ładnie trzymałeś tempo i miło się gadało. Polecam się na kolejne pięciodyszki :)

Dystans zawiera dojazd do roboty. A TUTAJ Relive.




  • DST 61.30km
  • Czas 02:16
  • VAVG 27.04km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 261m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Koniec świata. To potwierdzone

Piątek, 22 listopada 2019 · dodano: 22.11.2019 | Komentarze 10


Co do tytułu - szczegóły w dalszej części wpisu :)

Najpierw o samej jeździe, czyli dzisiejszym koszmarku. Było paskudnie - chłodno, szaro, buro, a przede wszystkim wietrznie, jak zwykle w wydaniu niesprawiedliwym. Pomocy bowiem było może jakieś dziesięć procent, reszta to w ryj, czasem w ryj, a najczęściej w ryj. Więc wynik masakruje.

Muszę jednak szczerze przyznać, że pogodowe momenty się zdarzały. Chmury dawały radę, gdy tylko przegrywały na chwilę walkę z błękitem.
Chmurność nadwarciańska
Trasa dziwna, bo wymyślana na bieżąco: najpierw z Dębca przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Rogalinek, a tam postanowiłem przetestować boczną dróżkę na Kubalin, którą kiedyś "przejechałem" na mapach Google i z grubsza wiedziałem, czego się spodziewać. Jednak realia przerosły moje "oczekiwania". Choć nie powiem, początki były obiecujące...
Dobra droga do zlej drogi - Rogalinek
...ale im dalej w las, czyli w pole, tym gorzej.
Normalnie jak na Ukrainie - Kubalin
Czołgiem byłoby łatwiej - Kubalin
Poczułem się jak w czasach przed Unią, albo w roku bieżącym, tyle że na Ukrainie :) Dojechałem do granicy wsi...
Tak by wyglądała Polska, gdyby nie UE - Kubalin
...lecz na widok uroczego combo: hotel, hodowla psów oraz części do BMW, w te pędy zawróciłem :)
Hotel dla hodowlanych psów z BMW :)
Powrót nastąpił swoimi śladami, a do dystansu dziennego doszedł dojazd do pracy.

A teraz czas na wyjaśnienie, czemu koniec świata jest bliski. W Luboniu, na ulicy Wschodniej (do tej pory nie wiedziałem, że taka istnieje, ale to szczegół), powstał pierwszy... KONTRAPAS! Dowiedziałem się o tym ze dwa dni temu, z wpisu dość znanego eksperta od transportu, Adama Beima, który sam zapewne nie wierzył w ten cud, bowiem jeszcze niedawno wiceburmistrz Lubonia twierdził, iż ten pomysł nie ma racji bytu, gdyż rowerzyści "od razu na pewno wpadną pod maskę" :) No cóż, jest. Szok i niedowierzanie.
Wjazd na kontrapas, świat się kończy - Luboń
Niemal ideał, o dziwo -Luboń
Sierżant narysowany prawidłowo - Luboń
Pierwszy kontrapas w Luboniu!
O dziwo, wszystko, razem z sierżantami, jest namalowane prawidłowo. Zresztą sama DDR-ka też daje radę, choć jest na takim zadupiu, że mało kto nią jeździ.
Cywilizacja! Szok - Luboń
Jeśli trend się utrzyma i ktoś kiedyś zakopie śmieszkę na Armii Poznań (najlepiej z całą ulicą), to obiecuję, że przestanę psioczyć na tę miejscowość. No dobra, bądźmy poważni - psioczyć mniej :) Choć coś czuję, że to jedynie jaskółka, a do wiosny daleko.

Żeby było jeszcze bardziej apokaliptycznie - czyszczą DDR-kę w Łęczycy z liści! To naprawdę znak, że już niedługo... :)

Na koniec kolejny olewacz prawa. Tym razem wisi sobie przeterminowany Koalicjant. Łapy opadają.

Relive TUTAJ.




  • DST 52.70km
  • Czas 02:03
  • VAVG 25.71km/h
  • VMAX 51.10km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 213m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Prowizorium

Czwartek, 21 listopada 2019 · dodano: 21.11.2019 | Komentarze 8

Czasowo z grubsza miałem dziś powtórkę z rozrywki - rano trochę ganiania za pierdołami, po południu też kilka rzeczy do załatwienia plus pies, czas na rower koło jedenastej.

Tyle wspólnego. Cała reszta diametralnie różna.

Wczoraj świeciło słońce i dało się spokojnie jechać szosą, dzisiaj przez połowę drogi kręciłem w deszczu, początkowo leciutkim, potem już takim, który zapewnił mi trening na rowerze wodnym. Dobrze, że poczułem pismo nosem i wybrałem Czarnucha do jazdy, bo byłoby ciekawie. A wiatr? Eh, szkoda gadać.

Trasa to dziś kompletna prowizorka, bo wschodnie szlaki mam - jak wiadomo - kompletnie skopane. Najpierw z Dębca przez Hetmańską i Starołęcką, następnie koszmarne wizualnie okolice Żegrza i Franowa, przejazd pod Ikeą, zadupia Szczepankowa, potem już lepsze do jazdy Tulce, Żerniki, Koninko, Borówiec, Kamionki, Daszewice, Babki, Czapury, no i końcowa rzeź: Starołęka, Hetmańska i w końcu do domu. TUTAJ Relive.

Nowe tereny to nowe... wycinki :/ Najpierw Tulce...


...potem droga przed Koninkiem, jeszcze dwa dni temu dużo bardziej zadrzewiona.



No i niezawodne Babki.

Bez komentarza.

Z pozytywów - udało się wyskrobać paczkę. Musiał przyjechać pan InPościak i zmienić skrytkę, co finalnie zakończyło się w końcu odebraniem tego, co moje. Faktycznie, tu mogło coś nie zadziałać :P

Aha, jak co roku w listopadzie informuję, iż nie ma mnie dla ludzkości przez najbliższe dni. Myślę o L4 :)




  • DST 54.20km
  • Czas 01:56
  • VAVG 28.03km/h
  • VMAX 52.20km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 244m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Niezły kibel

Środa, 20 listopada 2019 · dodano: 20.11.2019 | Komentarze 10

Dzionek z gatunku zalatanych. Formalnie określa się takowe jako "wolne", ale u mnie z tym ciężko :)

Dwie godziny na rowerowanie znalazłem lekko przed jedenastą. Było tak sobie - niby nie najzimniej, lecz snuł się wschodni, umiarkowany, ale i upierdliwy wiatr, który zniechęcał do walki. Więc jej nie było. Założenie było tylko jedno: wykonać swoje.

W związku z remontami, nie mogłem wybrać żadnej ze swoich klasycznych tras w kierunku E, wymyśliłem więc odchudzone "kórełko": Dębiec - Las Dębiński - Starołęcka - Głuszyna - Daszewice - Kamionki - Borówiec - zemsta Adolfa - Skrzynki - Kórnik - Mościenica - Mieczewo - Świątniki - Rogalin - Rogalinek - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Najważniejsze odkrycie - znalazłem idealny tron dla aktualnego nadleśniczego Nadleśnictwa Babki, oczywiście za zasługi widoczne z tyłu :)
Tron dla nadleśniczego za widoczne z tyłu Tron dla nadleśniczego za widoczne z tyłu
Poza tym wciąż podziwiałem "atrakcje" na Głuszynie.
Jak tu się teraz zrobiło uroczo :/ - Poznań Głuszyna
Cięcie trwa :/ - Poznań Głuszyna
A był tu las... :/ - Poznań Głuszyna
Resztka drzew trzymających wartę - Poznań Głuszyna
Zemsta Adolfa niezmiennie się trzyma. Dochodzę już do etapu, że jadę całą szerokością, bo udało mi się znaleźć jej kilka fragmentów, gdzie plomby mnie wypadają :)
Zemsta Adolfa - Borówiec
A tu nie moje dzieło :) To chyba w sumie nawet nie spełnia definicji dewastacji, bo chyba nie można zniszczyć czegoś, co już nie powinno istnieć? Zresztą Tadeuszowi D. do twarzy bez twarzy :)
Tadeusz D., cenzura zapewne oddolna - Kamionki
No i puszczykowskie klimaty. Na pierwszy ogień klimatyczna restauracja "Lokomotywa", która powstała z pasji i chęci odratowania stacji PKP Puszczykowo. Pizzę mają godną i lubią psy :)
Restauracja Lokomotywa - Puszczykowo
Przy okazji przyjrzałem się pewnemu "czemuś", co okazało się schronem przeciwodłamkowym z 1943 roku. Nazywa się toto Ein Mann Bunker, czyli kibelek ochronny dla wartownika, w którym chował się w wypadku nalotu. Sprytne, lecz dość klaustrofobiczne.
Schron przeciwodłamkowy - Puszczykowo
Tablica inofrmacyjna - Puszczykowo
Dróżnik musi mieć swoje miejsce :) - Puszczykowo
Kawałek dalej klasyka. Ale całkiem fajna, bo legalnie mogłem dzięki niej olać śmieszkę :)
Klasyka klasyk - Puszczykowo
Zawitałem jeszcze do paczkomatu, odebrać zapas dętek i niewielki stojak rowerowy, Wróciłem jednak z pustymi rękoma, bo człek wciskający paczkę do skrytki zrobił to zapewne tak sprytnie, że drzwiczki się nie otwierały. Nawet upojne siedem minut na infolinii oraz sugestia (nie moja, tylko pani) użycia siły, nie pomogły. Jutro musi przyjechać fachman, wyskrobać moją własność i raz jeszcze ją umieścić, gdzie trzeba. Suuuuper :/




  • DST 61.70km
  • Czas 02:09
  • VAVG 28.70km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 203m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Stojakowo

Wtorek, 19 listopada 2019 · dodano: 19.11.2019 | Komentarze 11

Dzisiaj w pracy musiałem być wcześniej niż wcześnie (czyli po ludzku: spóźnić się nie mogłem), więc rowerowanie nastąpiło bez zwłoki, choć ze mnie zwłoki jeszcze były, mimo wypitej kawusi - około 8:30 znajdowałem się już w blokach startowych. Nie było oczywiście też żadnych opcji na kreatywne kręcenie - po prostu szosowa rundka dobrze znanymi szlakami.

A najbardziej znanym i lubianym szlakiem jest "kondominium" - Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.

Jechało się nawet przyzwoicie, choć wiaterek dawał popalić na polach. No i oczywiście zmieniał wrednie zdanie co do kierunku. Jednak jak na listopadowy poranek mogę uznać, że było w miarę ok, mimo że skrzydeł specjalnie nie rozwinąłem.

Klimatycznie było momentami, muszę przyznać.


Gdzieś tak od Stęszewa w radio zaczęło lecieć expose Gomułki, sorry, Gierka, sorry raz jeszcze, Morawieckiego. Nie powiem, populizm całkiem sprawny, okraszony narodowym i swojskim smalczykiem, idealny pod elektorat. No i jeden żart się udał: "polskość oznacza normalność". Dedykuję to w tym momencie - który to już zresztą raz - tym, którzy dziś chcieli ze mnie zrobić marmoladę podczas wyprzedzania na gazetę oraz jednemu klaksoniarzowi z Komornik, któremu zapewne o coś chodziło, choć o co? Nie mam pojęcia. Nie chcę znać definicji nienormalności :)

Aha, przy okazji. W Łodzi znalazłem kolorowy stojak rowerowy. W sumie miło, że pan ze zdjęcia taki postawił koło kościoła, bo przecież nie jest to raczej plakat wyborczy, prawda? Takie powinny być usuwane - zgodnie z prawem - maksymalnie do 30 dni po wyborach, które - przypomnijmy - odbyły się 13 października tego roku. Więc skorzystałem, rozprostowałem kości i pojechałem dalej. Dzięki, panie "vel"!

A na poważnie - mam już sporą kolekcję "przeterminowanych" ryjków wyborczych. Są z każdej opcji - znalazłem kilka hitów: Millera jeszcze z czasów... Koalicji Europejskiej, Szłapkę z N., kogoś tam z Konfederacji i jeszcze z Lewicy, ale nie da się ukryć, że najwięcej  śmiecia zalega partii rządzącej (co mogę udokumentować). Przypadek? :)

Dystans poszerzony o dojazdówkę do pracy.




  • DST 62.80km
  • Czas 02:16
  • VAVG 27.71km/h
  • VMAX 52.60km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 163m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Alternatywnie

Poniedziałek, 18 listopada 2019 · dodano: 18.11.2019 | Komentarze 8

Dzisiaj niestety już nie mogłem sobie pozwolić na wyjazd późniejszy niż przed dziewiątą rano, więc kręciłem w warunkach już nie tak pozytywnie listopadowych jak wczoraj - było chłodniej i zdecydowanie bardziej wietrznie. Co za tym idzie, wymęczyłem się dość srogo, a wynik wrócił do standardów kiepskiej kiepskości :)

Wiało wciąż ze wschodu, a ten kierunek oznacza u mnie aktualnie pole minowe związane z pozamykanymi ulicami i objazdami. Postawiłem sobie więc za punkt honoru znalezienie jakiegoś alternatywnego, a przy tym rozsądnego, objazdu jednej z najbardziej gównianych poznańskich ulic, czyli Starołęckiej, z tą cholerną kostkową, krawężnikową i wjazdoposesjową śmieszką, którą co prawda najczęściej omijam, ale gdy na horyzoncie miga mi radiowóz, jednak od czasu do czasu muszę zaliczyć.

No i napiszę tak: sukces jest połowiczny. Bo objazd ulicami: Dolina Głuszynki, Minikowa, Ożarowska, Czernichowska, Staszowska oraz Klimontowska do Głuszyny jednak istnieje. Niestety, nie jest idealny, bo nagle asfalt zamienia się w nierówną kostkę, w bocznych osiedlowych uliczkach można się pogubić, a i jest kilka zupełnie niepotrzebnie zaprojektowanych skrzyżowań równorzędnych, jednak ważne jest to, iż da się. Co cieszy, bo wciąż żyjemy w kraju,gdzie najbardziej zniechęca do jazdy rowerem... infrastruktura "rowerowa". Przynajmniej mnie.

Cała dzisiejsza trasa to glista w tę i z powrotem: Dębiec - Las Dębiecki - opisany objazd Starołęckiej - Głuszyna - Sypniewo - Koninko - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Gowarzewo, gdzie na rondzie nastąpiła nawrotka.



Jako bonus objazdu miałem okazję do "podziwiania" z daleka sypialni F16-tek w Krzesinach.

Na przejeździe kolejowym na Starołęce wielka awaria szlabanów - działała sygnalizacja, lecz one same się nie zamykały. O dziwo, przynajmniej podczas mojego przejazdu obok, żaden inteligent nie zdecydował się wjechać na torowisko, mimo sporego korka. Za to pociągi jechały wybitnie wolno, co oznacza, że PKP o usterce wie. A jak wie, to już za jakiś tydzień jej nie będzie :)

Relive TUTAJ, a górka to dojazd do pracy.




  • DST 52.60km
  • Czas 01:48
  • VAVG 29.22km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Podjazdy 224m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wielkanocniak, oponowanie oraz Provinz Posen

Niedziela, 17 listopada 2019 · dodano: 17.11.2019 | Komentarze 13

Dziś nie będę w ogóle narzekał. Ani ani. Zero. Null. Gdybym sobie na to pozwolił, znaczyłoby to, że mam z głową bardziej niż mam :) Bo co prawda mógłbym skrobnąć coś o momentami upierdliwym i zmiennym wiaterku, który męczył na otwartych przestrzeniach, ale po co? Przecież takich warunków jak dziś życzyłbym sobie przez całą jesień i zimę.

Wykonałem dziś lekko zmodyfikowane (bo Minikowo nieprzejezdne będzie jeszcze długo, więc trzeba kombinować) "kórełko": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Rogalinek - Rogalin - Mieczewo - Mościenica - Kórnik - Skrzynki - zemsta Adolfa - Borówiec - Kamionki - Daszewice - Głuszyna - Starołęcka - Las Dębiecki - Poznań.


Będąc w Puszczykowie, postanowiłem sprawdzić, jak aktualnie z zewnątrz prezentuje się dawno nieodwiedzane przeze mnie Muzeum Arkadego Fiedlera. Skręciłem więc w jedną z bocznych uliczek, gdzie chowa się willa mieszcząca ów przybytek.

Właśnie sobie uświadomiłem, że nie bylem w środku już ponad pięć lat - czas nadrobić czym prędzej. Jakby ktoś chciał sprawdzić, co tam się znajduje, to proszę, tu link do archiwalnego wpisu. Tymczasem dziś tylko uwieczniłem zza płotu Wielkanocniaka :)


Gdy jechałem sobie przez Rogalinek, zaraz za hopką zauważyłem dwóch kolarzy, w dość nietypowej pozie, bo skupiających się nad rowerem leżącym w rowie. Jeden z nich pomachał, więc się zatrzymałem i po chwili mogłem odpowiedzieć na ciekawe pytanie: czy mam może przy sobie... oponę? Wbrew pozorom nie było ono pozbawione sensu, bo gdy ostatnio jedna z moich gum była na wykończeniu, woziłem ze sobą zapasową, zwijaną oczywiście. Niestety (lub stety), od jakiegoś czasu nie mam potrzeby posiadania przy sobie takiego balastu, który ewidentnie by się teraz przydał, bo jak się okazało, jeden z rowerowych ziomków założył zimowy komplet, druciany. I właśnie drut pękł, praktycznie uniemożliwiając dalszą jazdę. Jedyne co można było zrobić, to wypchanie wnętrza trawą i doczłapanie jakoś do Mosiny, skąd dało się łapać pociąg, lub wezwać wóz techniczny (z tego co wiem, tak się właśnie skończyło). Chłopaki byli na tyle sympatyczni, że naprawdę żałowałem, iż mogę ich poczęstować jedynie dętką (ale nie było sensu brać nawet tego, zresztą zapas mieli). No pech.

No i na koniec wytłumaczenie ostatniego członu tytułu. Provinz Posen brzmi dość dziwnie, prawda? Jednak to nie tylko historyczna pruska nazwa Wielkiego Księstwa Poznańskiego, ale też nowy projekt kilku niezależnych muzyków (między innymi z Much oraz Afro Kolektywu), który w wersji mp3 (legalnej, kupionej online) słuchałem sobie dziś kręcąc. Jeśli ktoś pamięta słynnego Grzegorza z Ciechowa i lubił klimat tego odkrywczego na ówczesne czasy albumu (szczerze mówiąc, to Grzegorza Ciechowskiego toleruję jedynie w tym wydaniu), będzie zachwycony. Tyle że tym razem sięgnięto po wielkopolskie inspiracje, łącznie z użyciem regionalnych instrumentów (m.in. "kozła", czyli lokalnej wersji dud) i zsamplowaniu ich w arcyciekawy sposób. Aha, co ważne akurat dla mnie - graficzną oprawą zajął się koleś znany z płyt... Metalliki, Slayera czy... Lady Gagi.

Tu próbka, zaiste prowincjonalna :)




  • DST 57.10km
  • Czas 02:01
  • VAVG 28.31km/h
  • VMAX 50.00km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 197m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Babkowania ciąg dalszy

Sobota, 16 listopada 2019 · dodano: 16.11.2019 | Komentarze 9

Nastąpił dziś chwilowy powrót jako tako sympatycznej jesieni - czyli zrobiło się umiarkowanie ciepło. Co prawda wciąż gnoił upierdliwy wiatr, a rano padało, więc idealnie nie było, jednak sam fakt, że mogłem pokręcić w rękawiczkach bez długich palców, cieszył.

Miałem dziś do wykonania misję: podjechać do kumpla na Głuszynę zawieźć mu kilka zaległych papierów do podpisania. Co prawda sprawa się nie paliła, ale że nie lubię mieć pewnych rzeczy w tyle głowy, to postanowiłem specjalnie pod ten temat wybrać kierunek jazdy. Generalnie pojechałbym "muminka", ale jak wiadomo mi go skopano. To znaczy rozkopano.

Tym samym skazany byłem na Starołęcką. Dotarłem tam z Dębca lekko naokoło, przez Hetmańską. Oczywiście olałem kostkowy koszmarek z niebieskim znakiem roweru po mojej lewej, czyli nieobowiązującej stronie (bo na postawienie zakazu na szczęście jeszcze nie wpadnięto), co spotkało się jak zwykle z sympatyczną reakcją kochanych rodaków - jeden z nich pozdrowił mnie przeciągłym dźwiękiem klaksonu, z kolei pasażer innego auta coś tam krzyczał przez otwarte okno (zapewne jakieś pozdrowienia), ale miałem słuchawki i stwierdziłem, że nie ma sensu ich ściągać, żeby usłyszeć przekaz.

I tak oto dotarłem do lubianych zawsze przeze mnie leśnych terenów na Głuszynie. 

Nieeee, korekta, przecież znak owego podleśnictwa...

...oznacza aktualnie, że ostatnią rzeczą, jaką można zastać na terenach leśnych to... drzewa. Dawno mnie tu nie było, więc doznałem po raz kolejny w ciągu ostatnich kilku lat szoku wizualnego. 





Kilka kilometrów drzewnej rzezi... Tu były piękne bory... Powinienem się już niestety przyzwyczaić (przecież mieszkam w Polsce za czasów dupnej zmiany), ale cholera nie mogę :/

Dotarłem do kumpla, zostawiłem mu papiery (wracając odebrałem) i pojechałem dalej - przez Sypniewo, Szczytniki, Koninko, Gądki, Robakowo, Borówiec, Kamionki, Szczytniki, Sypniewo, Głuszyna, Starołęcką i Las Dębiński do domu. Tak jak na Relive.

Domyślam się, że każdy ma już odruch wymiotny na widok wycinek zaprezentowany na moim blogu. Ja również. Ale uparte ze mnie bydlę, więc niestety póki one będą na taką skalę, nie odpuszczę.

Dystans zawiera dojazd do pracy. Wczoraj wieczorem niestety ostatni kilometr wracałem na piechotę, bo zaliczyłem pierwszą panę w Czarnuchu. Plusem było przypomnienie sobie, jak milusie jest zdejmowanie grubaśnych opon - zero łyżek czy pozadzieranych paznokci :)




  • DST 62.35km
  • Czas 02:18
  • VAVG 27.11km/h
  • VMAX 52.50km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 150m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ale objazd!

Piątek, 15 listopada 2019 · dodano: 15.11.2019 | Komentarze 13

Jednak takiego listopada to ja nie rozumiem :)

Wczoraj było całkiem fajnie, dziś było całkiem niefajnie. Chłodek chłodkiem, ale wiatr. koszmarnie zimny i silny, zmasakrował mnie kompletnie. Jedyny plus, że nie padało, co jest pocieszeniem może marnym, ale i dość istotnym.

Wiało ze wschodu, więc pierwotnie miałem zamiar wykonać klasycznego "muminka", ale... się nie udało. Bowiem czekała mnie niespodzianka na Minikowie, a dokładnie na ulicy Niżańskiej, którą jeździłem dość często, nawet nie wiedząc, że tak się ona zwie. Niespodzianka była średnia - informacja o nieprzejezdności. Iiiii tam, ja nie przejadę? - pomyślałem sobie. I... nie przejechałem :) Czemu? Ano proszę:

Kilkaset metrów ryłem w tym niczym ambitny krecik, ale w końcu musiałem się poddać, przy którejś rurze i podtapianiu w błocku. Muszę stwierdzić, że oznaczono toto zgodnie z realiami. tym samym zamykając mi jedną z głównych tras. Z ciekawości zapytałem jednego z z robotników, jak długo będzie trwał ten Sajgon, na co usłyszałem:

- Panie, my idziemy z tej, druga ekipa idzie z drugiej. Pewnie nie spotkamy się przed końcem roku. I do tej pory będzie tu na pewno tak nasrane.

Gdy znów wsiadłem na rower, zmieniłem plany i postanowiłem pojechać tak, żeby poznać, jaki to objazd wymyślono. Najpierw jednak dokręciłem przez Jaryszki i Gądki do Robakowa, Dachowej, Szczodrzykowa, Śródki, Krzyżownik, Nagradowic, Komornik, Tulec, Żernik, Jaryszek oraz poznańskich Krzesin, gdzie postanowiłem podążać za tablicami.

I napiszę tak: mało brakowało, a wylądowałbym gdzieś pod Warszawą. Zaliczyłem koszmarne i paskudne okolice, kryjące się pod nazwami: Pokrzywno, Franowo oraz Żegrze, by chyba najbrzydszą w Poznaniu ulicą Obodrzycką dostać się na konkurującą z nią pod tym względem Starołęcką, a dopiero tam trafił się element sympatyczny, czyli Dębina.

Generalnie już mogę stwierdzić, że za ten objazd podziękuję, bo jest koszmarnie długi (TU Relive) oraz razi moje uczucia estetyczne :) No nic, trzeba będzie kombinować dalej - alternatywą jest tylko i wyłącznie wspominana Starołęcka, czyli jakby wybierać, czy ma nami rządzić dalej Kaczyński, czy może jednak Orban.

Pogoda paskuda, objazd paskuda, generalnie paskuda. Fuj! 

Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 53.10km
  • Czas 01:51
  • VAVG 28.70km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 258m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pana i Bozia

Czwartek, 14 listopada 2019 · dodano: 14.11.2019 | Komentarze 10

Po dwóch glutowych dniach fajnie było wrócić na szosę w pełnym wymiarze. Tym bardziej, że wyjątkowo mogłem odespać wczorajsze nienormalne wstawanie przed siódmą rano w celach okołozawodowych. Oby jak najmniej takich głupot w przyszłości :)

Pogoda, prócz chłodku, była całkiem przyzwoita. Wiatr męczył, ale nie zabijał, słońce ładnie świeciło, no i najważniejsze - już nie padało. Taki listopad to ja rozumiem. Gdyby nie tona ciuchów na sobie oraz ciężkie powietrze, pewnie średnia byłaby przyzwoita.

Wykonałem "szczurka": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice, tam nawrotka - Świątniki - Rogalin - Rogalinek - Sasinowo - Wiórek - Czapury - Starołęcka - Las Dębiński - dom.

Skoro Radzewice, to obowiązkowa chwila relaksu w porcie. Ładowanie akumulatorów udane.
Zimowanie, Port Radzewice
Widok z portu, Radzewice
Łyk wód... łódki :), Radzewice
Warta zza szuwarów, Radzewice
Gdy stamtąd wyjeżdżałem, akurat pędził od strony Śremu kolarz, którego - mimo kilkuset metrów przewagi na starcie - udało się dogonić, a potem aż do Czapur powieźć na kole (potem skręcił w kierunku Babek). Czyli aż tak źle ze mną nie jest :)

Niestety, była też łyżka (a i łyżki do opon) dziegciu, oczywiście wylana na Starołęckiej. Dobrze, że przednie, a nie tylne koło.
Codzienność każdego rowerzysty
Miałem też przez chwilę sympatycznego pomocnika, ale gdy zaczął wykonywać niepokojące ruchy wskazujące na załatwienie pewnej potrzeby fizjologicznej na ramę Trek(s)a, jego pani skierowała go na szczęście w inne rejony :)
Pomocnik rowerowy przy wymianie dętki
Aha, spotkałem też Bozię, która ostatnimi tygodniami jest częstym gościem na tym blogu :) Żeby się przywitać, zaryzykowałem nawet mandat za olanie zakazu jazdy rowerem w Łęczycy, co - mam nadzieję - nie zostanie mi zapomniane :)
Ot, rodzima codzienność przydrożna, Łęczyca