Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239634.85 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 62.10km
  • Czas 02:12
  • VAVG 28.23km/h
  • VMAX 54.00km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 208m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pożegnanie z...

Czwartek, 3 października 2019 · dodano: 03.10.2019 | Komentarze 6

...z czym? O tym za chwilę.

Najpierw jednak o porannym przygotowaniu do jazdy. Było zerowe :) Bowiem Kropa w nocy postanowiła mieć problemy żołądkowe, więc o 2.30 w nocy wykonałem mało radosne "tup tup tup" na dwór. Misja się udała (została jeszcze powtórzona przez Żonę, ale już o bardziej cywilizowanej porze, czyli koło 7), ale dzięki temu ja rano byłem nieprzytomny, za to pies - jak nowo narodzony :) Koszty wliczone w opiekę nad kochanym kurduplem.

Drzemek nie mogłem przeciągać w nieskończoność, więc koło dziewiątej ruszyłem w lekkim półśnie. Zanim wystartowałem, zerknąłem za okno, a tam jakaś lekka mżawka, raczej niegroźna, bo przecież nawet w szosie mam błotnik. Chwila, chwila... Szybkie zerknięcie na rower, do którego jeszcze dwa dni temu był on przyczepiony (o, nawet było zdjęcie), a tam... pusto. Przeszukałem wszystko, błotnika brak :( Możliwości są dwie: albo mocowanie się poluzowało i pożegnałem się z nim gdzieś na trasie (ale dziwne, że tego nie poczułem), albo ktoś mi go zwinął, gdy zostawiłem rower pod piekarnią. Żyję w Polsce, więc za bardziej wiarygodną uznaję teorię numer dwa. Wielka szkoda, bo to był porządny kawałek dupochronu, otrzymany w podziękowaniu za jakąś przysługę, które wiernie służył mi przez dobrych kilka lat. No nic, spoczywaj w spokoju... 

Oczywiście po drodze mnie zlało, na szczęście niedługo i niezbyt intensywnie, jednak dość upierdliwie. Trochę mnie to obudziło, ale nie bardzo. Większy wpływ na ogólną żałość miała temperatura - na samym początku coś koło sześciu (!) stopni, pod koniec całe osiem.

Trasa to "kondominium": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań. Raczej wymęczona niż przejechana.



Oto potwierdzenie, że upału to dziś nie było... Nawet zdecydowałem się założyć długopalczaste rękawiczki, które zdecydowanie mi się przydały.

No i - cholera - jednak niektóre pyski, eeee, twarze, na wyborczych plakatach są nieśmiertelne. Urąbany w trawie i ziemi, ale dumnie znów wisi na śmieszce w Łęczycy jeden taki. Chyba jedyny, który pokonał wiatr :)

Dystans powiększony o dojazd do pracy, oczywiście znów w mżawce.




  • DST 51.50km
  • Czas 02:03
  • VAVG 25.12km/h
  • VMAX 41.50km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Podjazdy 205m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wiało, padało, nękało (WPN)

Środa, 2 października 2019 · dodano: 02.10.2019 | Komentarze 13

Sam przed sobą muszę przyznać, że czego jak czego, ale optymizmu w temacie rowerowym mi nie brakuje. Wiem, że będzie padać, ale udaję, że tego nie wiem. No i kończy się to tak, jak dziś. O czym w szczegółach poniżej :)

Generalnie początek, czyli wyjazd koło dziewiątej rano, nie zapowiadał się źle. Drogi mokre po nocy, ale niebo takie z gatunku pół na pól dawały szansę, żeby myśleć (a w sumie nie myśleć), iż wrócę o suchej stopie. Taa... :)

Zapobiegliwie wyruszyłem Czarnuchem, za co sobie później dziękowałem. A przy okazji wymyśliłem, że jeśli się da, to zaliczę kawałek trasy w terenie, co stało się faktem po przejechaniu odcinka z Poznania przez Luboń i Wiry do Łęczycy, gdzie niedawno wyhaczyłem całkiem fajną asfaltową górkę prowadzącą do granic Wielkopolskiego Parku Narodowego. A tam zaczęła się zabawa, czyli koleiny, syf, błocko, błocko, błocko... Czyli radocha :)
Oponki dają radę - WPN
Końcówka kolorowego świata - WPN
Polne pejzaże - WPN
Piaski nieśmiertelne - WPN
Zza winkla spojrzenie nieśmiałe - WPN
Błocko leśne - WPN
W pędzie - WPN
Szreniawa w tle - WPN
Dopchałem się do Greiserówki lasami, następnie do Komornik, Szreniawy i kurs na zachód, bo przecież nie będzie padać, prawda?

Prawda? :)
Łudziłem się, że nie lunie...
Gówno prawda.

Udało mi się dokręcić do Chomęcic, gdzie wyszukałem najbliższy przystanek i zapobiegliwie pod nim schowałem. W ostatniej chwili.
Rower wodny odpoczywa - Chomęcice
Po dobrych piętnastu minutach nieśmiało wystawiłem nos i ruszyłem dalej, licząc na to, że opad był przelotny. 

No nie był. Kilka kilometrów dalej, w Konarzewie, nastąpiła powtórka z rozrywki. 
Kolejna wiata, deszcz gratis - Konarzewo
Tyle że tu już mogłem nie tylko podziwiać opisywaną już kiedyś przeze mnie tfu-rczość zaangażowaną, ale i wyklejkę, zapewne robioną w pobliskiej szkole na lekcji religii, z zaproszeniem na agitację wyborczą pana z partii zrzędzącej :)

Najgorsze jednak ukazało mi się na horyzoncie: nagle zerwał się mocny wiatr, do tego taki, który całkowicie zmienił swój kierunek - do tej pory był południowy, a nagle zrobił się północny. Już wiedziałem, co mnie czeka w drodze powrotnej i się nie myliłem - mordęga :/

Jakoś udało mi się ponownie zacząć kręcić, więc ciągle z podmuchami z boku i w pysk doczłapałem przez Dopiewo, Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do domu. Oj, ciężkie dziś miałem wyzwanie - na szczęście udało się wykręcić swoje pięć dych, ale saszetka z prochami antyprzeziębieniowymi wleciała po powrocie obowiązkowo. Dobrze, że do pracy miałem dziś na trzynastą, bo stojąc pod daszkami - zamiast jadąc - spędziłem dziś dobre pół godziny, bo jeszcze jedna wiata wleciała na samym początku, w Wirach.
Jedna z trzech zwiedzonych dziś wiat - Wiry
Coż, sezon na Polskę podWiatową po raz kolejny uważam za otwarty. Huczna to była impreza, nie ma co :)

TUTAJ Relive.




  • DST 62.55km
  • Czas 02:15
  • VAVG 27.80km/h
  • VMAX 52.30km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 153m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pozytyw...nie :)

Wtorek, 1 października 2019 · dodano: 01.10.2019 | Komentarze 23

Zacznę od pozytywów, bo potem już będzie tylko gorzej :)

Przede wszystkim dało się dziś wyjechać szosą, choć warunki nie były szczególnie nastrajające.

Ok. Koniec pozytywów :)

Poza tym: było dość chłodno jak na początek października - dwanaście stopni z "czynnikiem chłodzącym", czyli odczuwalne z osiem. Do tego wiało silnie, choć na pewno nie tak, jak wczoraj. No i kilka razy podczas wyjazdu mnie zmoczyło - ze dwa razy tak sobie i raz konkretnie. Demotywacja więc konkretna, co przełożyło się na średnią.

Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. O takie coś.

Foty i atmosfera smętne, musiałem więc wlać w nie sztuczny optymizm :)


Wiało...

...ale i znów przywiało nade mnie stadko żurawi. Miło :)

No i po raz pierwszy widziałem autobus mojego ukochanego Pegaza, tego od Musztardy Piekielnej. I cóż... Po jego marce widać, że to firma z tradycjami :)

Do całości doszedł kurs "pracowy".

Podsumowanie ciężkiego września: lekko ponad 1700 kilometrów, kręconych zamiennie szosą oraz na mtb. Niemal ciągle wiało, do tego zdecydowanie zbyt często padało - skończyło się na średniej 28,2 km/h. Do tego doszło 50 kilometrów rejestrowanych spacerów, oczywiście głównie z Kropą. Mało, bo miesiąc był wybitnie zarobiony.




  • DST 31.70km
  • Czas 01:16
  • VAVG 25.03km/h
  • VMAX 51.10km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 135m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut nadwarciański

Poniedziałek, 30 września 2019 · dodano: 30.09.2019 | Komentarze 11

Znów udało mi się wykorzystać niekompetencję pogodynek. Co prawda w stopniu minimalnym, ale zawsze to jakieś małe, skromne zwycięstwo :)

Od rana miało bowiem lać, a jedynie kropiło. Nastąpiła szybka analiza przypadku, burza mózgu, przegrzanie czajnika itp., czego skutkiem była jedyna słuszna decyzja - ruszam. Ale oczywiście Czarnuchem, mistrzem od - nomen omen - czarnej roboty. I praktycznie od początku wiedziałem, że skończy się to jedynie glutem.

Aha, nie napisałem, że wiało, ale chyba dziś w całej Polsce urywało łeb tak samo, więc przynajmniej nie muszę się tłumaczyć, że tak to tak, a nie, że nie :) Wymyśliłem sobie coś logicznego, czyli część pierwsza, pod podmuchy, robiona w lesie, powrót szosą. 

I tym samym wylądowałem na Nadwarciańskim w WPN-ie. Bawiłem się doskonale, usyfiłem masakrycznie, pooddychałem pełną piersią i takie tam :)
Chciałoby się naprzód - Nadwarciański Szlak Rowerowy
Klasyka WPN-owska - Nadwarciański Szlak Rowerowy
Sztormowo - Nadwarciański Szlak Rowerowy
Piaskun - Nadwarciański Szlak Rowerowy
Zacna usyfowość - Nadwarciański Szlak Rowerowy
Ulubione uroczysko - Nadwarciański Szlak Rowerowy
Przyroda dostała już z liścia - Nadwarciański Szlak Rowerowy
Krzaczory, strumyczki... - Nadwarciański Szlak Rowerowy
Cisza, spokój, bory, lasy... - Nadwarciański Szlak Rowerowy
Mostki, czyli esencja - Nadwarciański Szlak Rowerowy
Widok na Wartę z miejsca kultowego - Nadwarciański Szlak Rowerowy
Z tych emocji aż nieostro wyszło :) - Nadwarciański Szlak Rowerowy
Powrót był całkiem fajny, bo duło konkretnie w plecy :) Tyle że już w strugach deszczu...
Usyfion po wsze czasy
Znalazłem jedną pozytywną informację - ktoś nie wytrzymał i lekko uszkodził pysk polityczny na śmieszce w Łęczycy. To nie ja. Może wiatr? :)
Pyskom polityków na DDR-kach ktoś w końcu powiedział NIE :)
Dojechałem do domu na kilka minut przed największym urwaniem chmury.

No i co więcej napisać? Glut to glut, dobry i on, szczególnie, gdy można się wyszaleć w terenie. 

Relive TUTAJ.




  • DST 55.10km
  • Czas 01:56
  • VAVG 28.50km/h
  • VMAX 58.00km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 207m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wietrznie, lecz na spokojnie

Niedziela, 29 września 2019 · dodano: 29.09.2019 | Komentarze 14

Na dziś plan był tylko jeden: wyspać się. Miałem w temacie tyle zaległości, że czekałem na tę wolną niedzielę z niecierpliwością. Generalnie się udało, choć i tak nie było to jeszcze to, o co mi chodziło, bo wczesnym popołudniem trzeba było jeszcze nadrobić zaległości towarzyskie.

Ruszyłem najpóźniej jak mogłem, czyli koło jedenastej, wyjątkowo po śniadaniu, nastrój więc był przyzwoity. Oczywiście do pierwszego podmuchu :) Wiało bowiem tak, że... nie będę się wyrażał. Ale spokojnie - jutro będzie gorzej (do tego ma padać, więc prawdopodobnie jedynie wleci chomik przed pracą).

Postanowiłem temat wziąć na luzie, czyli bez spinki. Włączyłem TOK FM, posłuchałem sobie najpierw wywiadu z doświadczonym taternikiem, który w końcu może wychodzić w swoje góry pozdrawiając ich prawdziwych pasjonatów, a nie paniusie w szpilkach (i nie mógł się nachwalić faktu remontu kolejki na Kasprowy), potem o wcale nie tak ciepłej jak się myśli Lizbonie, następnie przełączyłem się na dark electro i death metal na mp3, by w końcu załadować sobie audiobooka. I jakoś dojechałem, choć nie da się ukryć, że te kilka momentów, gdy ładnie wiało w plecy, było przyjemniejszych niż cała reszta :)

Trasa to "kondominium" wykonane odwrotnie: Poznań - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. TU Relive.

Znów trafiłem na stado - no właśnie - czego? Najbardziej mi to pasuje na gęsi, choć nie mogę wykluczyć i łabędzi, ale nie koczują one przecież na polach...


Takie coś mnie minęło w okolicach Stęszewa...

...a przed Krosinkiem natrafiłem na kolejnego gazeciarza - tym razem nie BMW, a Golf. Z  naklejką "rybką" i kościańską rejestracją (PKS) - koszmarne połączenie :)

Po południu udało się jeszcze odwiedzić "przydomową" Dębinkę, niestety już częściowo w deszczu. Oj, zdecydowanie widać jesień...
Jesień przyszła - Las Dębiński, Poznań
Koloryzacja naturalna - Las Dębiński, Poznań
Obserwacja - Las Dębiński, Poznań
Tu bądź łabądź - Las Dębiński, Poznań
Badylarka klasyczna - Las Dębiński, Poznań
Po cichu, po wielkiemu... - Las Dębiński, Poznań




  • DST 63.50km
  • Czas 02:15
  • VAVG 28.22km/h
  • VMAX 60.80km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 156m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Powrotowo

Sobota, 28 września 2019 · dodano: 28.09.2019 | Komentarze 9

Wiatr wrócił na swoje z góry upatrzone pozycje, czyli znów zaczął lekko gnoić. Lekko, bo to dopiero preludium do tego, co podobno czeka nas w następnych dniach. W sumie nie mogłem się odnaleźć, gdy wiał zaledwie umiarkowanie - coś mi nie pasowało :) Teraz wszystko wydaje się bardziej na swoim miejscu.

Ruszając rano odczuwałem jeszcze poranny chłodek, ale co najważniejsze - nie padało. A miało. Mi to tam nie przeszkadzało :) Wiało z zachodu, więc z góry wiedziałem, że nie mam nawet co się spinać w temacie średniej, bo na polnych rejonach mogę sobie pogwizdać. I się nie spinałem. A nawet nie gwizdałem :)

Trasa: Poznań - Luboń -Wiry - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. TU Relive.


O tym, że wiało, niech świadczy dzisiejszy fałmaks :)

Wsie i miasta są coraz bardziej - nie bójmy się prawdy, a więc konkretnych słów - poobsrywane przedwyborczo. Straszą pyski wszystkich - pisuaru, kloaka-licji czy lewicy. Dziś udało mi się nawet natrafić na amatorsko wykonany kolaż jednego takiego z pewnym zatwardziałym jeszcze niedawno bankierem, zwolennikiem brutalnego kapitalizmu w rodzimym wydaniu (czyli paskudnym), który ostatnio stał się zarówno narodowy, jak i socjalistyczny. Można to połączyć :) Jednak był strasznie sztywny i ręki mi podać nie chciał. Poluję na podobny plakat z tym od Polski w ruinie, co to po wyborach zmieniła się w krótkim czasie w kraj miodem i mlekiem płynący, ale jakoś nie mogę natrafić :)

Między Chomęcicami a Konarzewem kończą wiadukt nad ekspresówką, i się - cholera - zabrali za bezsensowną śmieszkę nad nim. Plus, że asfaltową. Pierwsi piesi już testują masę bitumiczną - oj, będzie chodzone :)

Do pracy też rowerem.




  • DST 63.40km
  • Czas 02:12
  • VAVG 28.82km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 222m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Żurawiowo

Piątek, 27 września 2019 · dodano: 27.09.2019 | Komentarze 18

Muszę przyznać, że pogodowo zrobiło się ciut lepiej. Rano temperatura była całkiem sympatyczna, nie wiało specjalnie mocno (co oczywiście nie tyczyło się kierunku), o dziwo jednak też nie padało, więc teoretycznie można było się rozkręcić. Teoretycznie, bo praktycznie mi się po prostu nie chciało :) 

Wykonałem więc powolne, jeszcze nienajedzone (bo jak zwykle nie zdążyłem) pięć dyszek. Bez spiny, z rozglądaniem się dokoła i zatrzymywaniem się, gdy coś mi się spodobało w jesiennej szarzyźnie. Przez to prawie się spóźniłem do roboty :)

Trasa to wschodni "muminek", ale w wersji odwrotnej niż zazwyczaj, czyli z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Rogalinek, Sasinowo, Wiórek, Czapury, Babki, Głuszynę, Sypniewo, Szczytniki, Koninko, Jaryszki, Krzesiny, Starołękę i Dębinę do domu.

Jesień coraz bardziej wyraźna...





Najdłużej zatrzymałem się chwilę po tym, gdy takie trzy piękne żurawie przeleciały mi z gracją nad głową.

Olewając już całkowicie średnią, wjechałem centralnie w pole, gdzie z daleka słyszałem jeszcze charakterystyczne odgłosy paszczą ich kompanów - niestety były za daleko na wykonanie zdjęcia, a szkoda...

Jak co roku w podobnym terminie okolice Głuszyny Leśnej tracą to, co w nazwie mają zawarte. Znaczy się - grzyby są :)

Do pracy dokręciłem Czarnuchem, tym razem z kamerką. Cóż, warto było ją wziąć, co widać na załączonym screenie z gazeciarzem (a w sumie z całym kioskiem)...




  • DST 61.40km
  • Czas 02:11
  • VAVG 28.12km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 134m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Smętek

Czwartek, 26 września 2019 · dodano: 26.09.2019 | Komentarze 9

Przerabiałem już w tym tygodniu mgłę bez deszczu oraz deszcz bez mgły, dziś miałem to niezwykłe szczęście połączyć jedno z drugim. Suuuuper.

Co prawda nie były to jakieś wielkie opady, taka mżawica, raz mniejsza, raz większa. W każdym razie upierdliwa. Za to mgiełka słabiutka, nieśmiała, ale... upierdliwa. Do tego stopnia, że chwilę po starcie byłem zmuszony do powrotu do domu, bo zapomniałem lampek. A życie jednak jest mi jakoś tam miłe. Przy okazji dobrałem jeszcze tylni błotnik do zestawu.

Trasa znów zachodnia: Dębiec - Górczyn - Kacza - Junikowo - Wysogotowo - Dąbrowa - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Gołuski - Plewiska - Poznań. TU Relive.

Było... brzydko. Tak jak na zdjęciach. I mimo niezbyt silnego wiatru, nie chciało mi się cisnąć, więc niech będzie, że zrobiłem tę pętelkę w tlenie. Albo nawet w lekkim smogu, który pojawia się już powoli w moich okolicach... Swoje zrobiły też korki, w których zakwitł dziś znów Poznań.




Smętny, nudny dzionek, który miał swoją kontynuację dalej w pracy (dystans oczywiście wliczony).




  • DST 64.40km
  • Czas 02:17
  • VAVG 28.20km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 259m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dwa plus(y)

Środa, 25 września 2019 · dodano: 25.09.2019 | Komentarze 11

Względem wczorajszego dnia odnotowałem dziś dwa plusy - było cieplusio (nawet trzynaście stopni, normalnie szaleństwo) oraz słabiej wiało. A to, że magicznym zrządzeniem losu po tym, jak dmuchało w pysk, gdy zrobiłem nawrotkę znów dmuchało w pysk, jest już inną parą kaloszy. Średnia więc znów średnia.

Trasa południowo-wschodnia: Dębiec - Hetmańska - Starołęcka - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice, tam nawrotka - Świątniki - Rogalin - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. TUTAJ Relive.

Było dziwnie - raz słonecznie, raz pochmurno, grunt, że przed południem jeszcze nie padało, mimo że podobno miało. Dziękuję pogodzie za kolejne zwycięstwo nad meteorologami - które to już? :) Aha, no i miło, że widziałem coś przed i za sobą. Jednak bez mgieł kręci się ciut lepiej. 


Prócz tego, że jechało się dość ciężko, były też momenty, gdy ryj mi się uśmiechał. No bo zawsze fajnie jest zobaczyć starych znajomych, a nawet znajome, w radosnym, gorczycowym anturażu... :)

...oraz usiąść na chwilę nad Wartą w ulubionym rzecznym porcie, tym w Radzewicach oczywiście.


A żeby nie było tak sielsko, na zakończenie widoczek na ulicę Starołęcką i pełznące w kierunku centrum Poznania tłumy PZ-tów. Chciało się mieć tańszy kredycik za mieszkanie poprzez zamieszkanie na osiedlach w podpoznańskich wiochach? No to się cierpi :) Dodam tylko, że około godziny piętnastej i szesnastej ten Sajgon jest oczywiście w drugą stronę, a puściutki robi się sąsiedni pas.

Dystans poszerzony o dojazd do pracy.




  • DST 62.60km
  • Czas 02:18
  • VAVG 27.22km/h
  • VMAX 50.20km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 143m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Preludium do gnoju

Wtorek, 24 września 2019 · dodano: 24.09.2019 | Komentarze 8

Jeśli chodzi o tytuł, to nie jest to jakiś szlagier z programu "Rolnik szuka żony", tylko jedyny możliwy opis pierwszego ataku jesiennego paskudztwa. Oto składniki.

Mgła - jeszcze taka nieśmiała, acz momentami skrzętnie pokrywająca horyzont. Nie powiem, malownicze to zjawisko, ale zdecydowanie nie poprawia odczucia bezpieczeństwa podczas jazdy, nawet mimo obwieszenia się niczym choinka.

Niska temperatura - na starcie (godziny poranne) coś koło siedmiu lub ośmiu stopni, na mecie niecałe jedenaście. Zdecydowanie za mało, nawet jak dla mnie.

Wiatr - zimny, silny, demotywujący, zmienny. Czynnik najgorszy. Dzięki niemu średnia jest tak beznadziejna.





Trasa - w tę i z powrotem na wschód: z Dębca przez Dębinę, Starołękę, Krzesiny, Jaryszki, Żerniki, Tulce, Krzyżowniki i po raz pierwszy dojazd do wsi o nazwie Zimin, gdzie zawróciłem. Po co mi był ten Zimin? Nie wiem, ale zawsze się zastanawiałem, co znajduje się na jednej z bocznych dróg, mijanej tysiące razy. I już wiem - smutne wielkopolskie klimaty postpeerelowskie, przypominające mi najbardziej smutne okołołódzkie klimaty postpeerelowskie. Tylko jedne chata w bluszczu była godna zauważenia. No ale być - byłem.

TUTAJ Relive.

Ciężkie czasy znów nadchodzą :)

Do całości doszła dokrętka Czaruchem do pracy.