Info
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj2 - 3
- 2026, Kwiecień30 - 49
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 62.10km
- Czas 02:12
- VAVG 28.23km/h
- VMAX 54.00km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 208m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pożegnanie z...
Czwartek, 3 października 2019 · dodano: 03.10.2019 | Komentarze 6
...z czym? O tym za chwilę.
Najpierw jednak o porannym przygotowaniu do jazdy. Było zerowe :) Bowiem Kropa w nocy postanowiła mieć problemy żołądkowe, więc o 2.30 w nocy wykonałem mało radosne "tup tup tup" na dwór. Misja się udała (została jeszcze powtórzona przez Żonę, ale już o bardziej cywilizowanej porze, czyli koło 7), ale dzięki temu ja rano byłem nieprzytomny, za to pies - jak nowo narodzony :) Koszty wliczone w opiekę nad kochanym kurduplem.
Drzemek nie mogłem przeciągać w nieskończoność, więc koło dziewiątej ruszyłem w lekkim półśnie. Zanim wystartowałem, zerknąłem za okno, a tam jakaś lekka mżawka, raczej niegroźna, bo przecież nawet w szosie mam błotnik. Chwila, chwila... Szybkie zerknięcie na rower, do którego jeszcze dwa dni temu był on przyczepiony (o, nawet było zdjęcie), a tam... pusto. Przeszukałem wszystko, błotnika brak :( Możliwości są dwie: albo mocowanie się poluzowało i pożegnałem się z nim gdzieś na trasie (ale dziwne, że tego nie poczułem), albo ktoś mi go zwinął, gdy zostawiłem rower pod piekarnią. Żyję w Polsce, więc za bardziej wiarygodną uznaję teorię numer dwa. Wielka szkoda, bo to był porządny kawałek dupochronu, otrzymany w podziękowaniu za jakąś przysługę, które wiernie służył mi przez dobrych kilka lat. No nic, spoczywaj w spokoju...
Oczywiście po drodze mnie zlało, na szczęście niedługo i niezbyt intensywnie, jednak dość upierdliwie. Trochę mnie to obudziło, ale nie bardzo. Większy wpływ na ogólną żałość miała temperatura - na samym początku coś koło sześciu (!) stopni, pod koniec całe osiem.
Trasa to "kondominium": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań. Raczej wymęczona niż przejechana.


Oto potwierdzenie, że upału to dziś nie było... Nawet zdecydowałem się założyć długopalczaste rękawiczki, które zdecydowanie mi się przydały.
No i - cholera - jednak niektóre pyski, eeee, twarze, na wyborczych plakatach są nieśmiertelne. Urąbany w trawie i ziemi, ale dumnie znów wisi na śmieszce w Łęczycy jeden taki. Chyba jedyny, który pokonał wiatr :)
Dystans powiększony o dojazd do pracy, oczywiście znów w mżawce.
- DST 51.50km
- Czas 02:03
- VAVG 25.12km/h
- VMAX 41.50km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 205m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wiało, padało, nękało (WPN)
Środa, 2 października 2019 · dodano: 02.10.2019 | Komentarze 13
Sam przed sobą muszę przyznać, że czego jak czego, ale optymizmu w temacie rowerowym mi nie brakuje. Wiem, że będzie padać, ale udaję, że tego nie wiem. No i kończy się to tak, jak dziś. O czym w szczegółach poniżej :)
Generalnie początek, czyli wyjazd koło dziewiątej rano, nie zapowiadał się źle. Drogi mokre po nocy, ale niebo takie z gatunku pół na pól dawały szansę, żeby myśleć (a w sumie nie myśleć), iż wrócę o suchej stopie. Taa... :)
Zapobiegliwie wyruszyłem Czarnuchem, za co sobie później dziękowałem. A przy okazji wymyśliłem, że jeśli się da, to zaliczę kawałek trasy w terenie, co stało się faktem po przejechaniu odcinka z Poznania przez Luboń i Wiry do Łęczycy, gdzie niedawno wyhaczyłem całkiem fajną asfaltową górkę prowadzącą do granic Wielkopolskiego Parku Narodowego. A tam zaczęła się zabawa, czyli koleiny, syf, błocko, błocko, błocko... Czyli radocha :)







Dopchałem się do Greiserówki lasami, następnie do Komornik, Szreniawy i kurs na zachód, bo przecież nie będzie padać, prawda?
Prawda? :)
Gówno prawda.
Udało mi się dokręcić do Chomęcic, gdzie wyszukałem najbliższy przystanek i zapobiegliwie pod nim schowałem. W ostatniej chwili.
Po dobrych piętnastu minutach nieśmiało wystawiłem nos i ruszyłem dalej, licząc na to, że opad był przelotny.
No nie był. Kilka kilometrów dalej, w Konarzewie, nastąpiła powtórka z rozrywki. 
Tyle że tu już mogłem nie tylko podziwiać opisywaną już kiedyś przeze mnie tfu-rczość zaangażowaną, ale i wyklejkę, zapewne robioną w pobliskiej szkole na lekcji religii, z zaproszeniem na agitację wyborczą pana z partii zrzędzącej :)
Najgorsze jednak ukazało mi się na horyzoncie: nagle zerwał się mocny wiatr, do tego taki, który całkowicie zmienił swój kierunek - do tej pory był południowy, a nagle zrobił się północny. Już wiedziałem, co mnie czeka w drodze powrotnej i się nie myliłem - mordęga :/
Jakoś udało mi się ponownie zacząć kręcić, więc ciągle z podmuchami z boku i w pysk doczłapałem przez Dopiewo, Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do domu. Oj, ciężkie dziś miałem wyzwanie - na szczęście udało się wykręcić swoje pięć dych, ale saszetka z prochami antyprzeziębieniowymi wleciała po powrocie obowiązkowo. Dobrze, że do pracy miałem dziś na trzynastą, bo stojąc pod daszkami - zamiast jadąc - spędziłem dziś dobre pół godziny, bo jeszcze jedna wiata wleciała na samym początku, w Wirach.
Coż, sezon na Polskę podWiatową po raz kolejny uważam za otwarty. Huczna to była impreza, nie ma co :)
TUTAJ Relive.
- DST 62.55km
- Czas 02:15
- VAVG 27.80km/h
- VMAX 52.30km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 153m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pozytyw...nie :)
Wtorek, 1 października 2019 · dodano: 01.10.2019 | Komentarze 23
Zacznę od pozytywów, bo potem już będzie tylko gorzej :)
Przede wszystkim dało się dziś wyjechać szosą, choć warunki nie były szczególnie nastrajające.
Ok. Koniec pozytywów :)
Poza tym: było dość chłodno jak na początek października - dwanaście stopni z "czynnikiem chłodzącym", czyli odczuwalne z osiem. Do tego wiało silnie, choć na pewno nie tak, jak wczoraj. No i kilka razy podczas wyjazdu mnie zmoczyło - ze dwa razy tak sobie i raz konkretnie. Demotywacja więc konkretna, co przełożyło się na średnią.
Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. O takie coś.
Foty i atmosfera smętne, musiałem więc wlać w nie sztuczny optymizm :)


Wiało...
...ale i znów przywiało nade mnie stadko żurawi. Miło :)
No i po raz pierwszy widziałem autobus mojego ukochanego Pegaza, tego od Musztardy Piekielnej. I cóż... Po jego marce widać, że to firma z tradycjami :)
Do całości doszedł kurs "pracowy".
Podsumowanie ciężkiego września: lekko ponad 1700 kilometrów, kręconych zamiennie szosą oraz na mtb. Niemal ciągle wiało, do tego zdecydowanie zbyt często padało - skończyło się na średniej 28,2 km/h. Do tego doszło 50 kilometrów rejestrowanych spacerów, oczywiście głównie z Kropą. Mało, bo miesiąc był wybitnie zarobiony.
- DST 31.70km
- Czas 01:16
- VAVG 25.03km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 135m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut nadwarciański
Poniedziałek, 30 września 2019 · dodano: 30.09.2019 | Komentarze 11
Znów udało mi się wykorzystać niekompetencję pogodynek. Co prawda w stopniu minimalnym, ale zawsze to jakieś małe, skromne zwycięstwo :)
Od rana miało bowiem lać, a jedynie kropiło. Nastąpiła szybka analiza przypadku, burza mózgu, przegrzanie czajnika itp., czego skutkiem była jedyna słuszna decyzja - ruszam. Ale oczywiście Czarnuchem, mistrzem od - nomen omen - czarnej roboty. I praktycznie od początku wiedziałem, że skończy się to jedynie glutem.
Aha, nie napisałem, że wiało, ale chyba dziś w całej Polsce urywało łeb tak samo, więc przynajmniej nie muszę się tłumaczyć, że tak to tak, a nie, że nie :) Wymyśliłem sobie coś logicznego, czyli część pierwsza, pod podmuchy, robiona w lesie, powrót szosą.
I tym samym wylądowałem na Nadwarciańskim w WPN-ie. Bawiłem się doskonale, usyfiłem masakrycznie, pooddychałem pełną piersią i takie tam :)











Powrót był całkiem fajny, bo duło konkretnie w plecy :) Tyle że już w strugach deszczu...
Znalazłem jedną pozytywną informację - ktoś nie wytrzymał i lekko uszkodził pysk polityczny na śmieszce w Łęczycy. To nie ja. Może wiatr? :)
Dojechałem do domu na kilka minut przed największym urwaniem chmury.
No i co więcej napisać? Glut to glut, dobry i on, szczególnie, gdy można się wyszaleć w terenie.
Relive TUTAJ.
- DST 55.10km
- Czas 01:56
- VAVG 28.50km/h
- VMAX 58.00km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 207m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wietrznie, lecz na spokojnie
Niedziela, 29 września 2019 · dodano: 29.09.2019 | Komentarze 14
Na dziś plan był tylko jeden: wyspać się. Miałem w temacie tyle zaległości, że czekałem na tę wolną niedzielę z niecierpliwością. Generalnie się udało, choć i tak nie było to jeszcze to, o co mi chodziło, bo wczesnym popołudniem trzeba było jeszcze nadrobić zaległości towarzyskie.
Ruszyłem najpóźniej jak mogłem, czyli koło jedenastej, wyjątkowo po śniadaniu, nastrój więc był przyzwoity. Oczywiście do pierwszego podmuchu :) Wiało bowiem tak, że... nie będę się wyrażał. Ale spokojnie - jutro będzie gorzej (do tego ma padać, więc prawdopodobnie jedynie wleci chomik przed pracą).
Postanowiłem temat wziąć na luzie, czyli bez spinki. Włączyłem TOK FM, posłuchałem sobie najpierw wywiadu z doświadczonym taternikiem, który w końcu może wychodzić w swoje góry pozdrawiając ich prawdziwych pasjonatów, a nie paniusie w szpilkach (i nie mógł się nachwalić faktu remontu kolejki na Kasprowy), potem o wcale nie tak ciepłej jak się myśli Lizbonie, następnie przełączyłem się na dark electro i death metal na mp3, by w końcu załadować sobie audiobooka. I jakoś dojechałem, choć nie da się ukryć, że te kilka momentów, gdy ładnie wiało w plecy, było przyjemniejszych niż cała reszta :)
Trasa to "kondominium" wykonane odwrotnie: Poznań - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. TU Relive.
Znów trafiłem na stado - no właśnie - czego? Najbardziej mi to pasuje na gęsi, choć nie mogę wykluczyć i łabędzi, ale nie koczują one przecież na polach...

Takie coś mnie minęło w okolicach Stęszewa...
...a przed Krosinkiem natrafiłem na kolejnego gazeciarza - tym razem nie BMW, a Golf. Z naklejką "rybką" i kościańską rejestracją (PKS) - koszmarne połączenie :)
Po południu udało się jeszcze odwiedzić "przydomową" Dębinkę, niestety już częściowo w deszczu. Oj, zdecydowanie widać jesień...





- DST 63.50km
- Czas 02:15
- VAVG 28.22km/h
- VMAX 60.80km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 156m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Powrotowo
Sobota, 28 września 2019 · dodano: 28.09.2019 | Komentarze 9
Wiatr wrócił na swoje z góry upatrzone pozycje, czyli znów zaczął lekko gnoić. Lekko, bo to dopiero preludium do tego, co podobno czeka nas w następnych dniach. W sumie nie mogłem się odnaleźć, gdy wiał zaledwie umiarkowanie - coś mi nie pasowało :) Teraz wszystko wydaje się bardziej na swoim miejscu.
Ruszając rano odczuwałem jeszcze poranny chłodek, ale co najważniejsze - nie padało. A miało. Mi to tam nie przeszkadzało :) Wiało z zachodu, więc z góry wiedziałem, że nie mam nawet co się spinać w temacie średniej, bo na polnych rejonach mogę sobie pogwizdać. I się nie spinałem. A nawet nie gwizdałem :)
Trasa: Poznań - Luboń -Wiry - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. TU Relive.

O tym, że wiało, niech świadczy dzisiejszy fałmaks :)
Wsie i miasta są coraz bardziej - nie bójmy się prawdy, a więc konkretnych słów - poobsrywane przedwyborczo. Straszą pyski wszystkich - pisuaru, kloaka-licji czy lewicy. Dziś udało mi się nawet natrafić na amatorsko wykonany kolaż jednego takiego z pewnym zatwardziałym jeszcze niedawno bankierem, zwolennikiem brutalnego kapitalizmu w rodzimym wydaniu (czyli paskudnym), który ostatnio stał się zarówno narodowy, jak i socjalistyczny. Można to połączyć :) Jednak był strasznie sztywny i ręki mi podać nie chciał. Poluję na podobny plakat z tym od Polski w ruinie, co to po wyborach zmieniła się w krótkim czasie w kraj miodem i mlekiem płynący, ale jakoś nie mogę natrafić :)
Między Chomęcicami a Konarzewem kończą wiadukt nad ekspresówką, i się - cholera - zabrali za bezsensowną śmieszkę nad nim. Plus, że asfaltową. Pierwsi piesi już testują masę bitumiczną - oj, będzie chodzone :)
Do pracy też rowerem.
- DST 63.40km
- Czas 02:12
- VAVG 28.82km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 222m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Żurawiowo
Piątek, 27 września 2019 · dodano: 27.09.2019 | Komentarze 18
Muszę przyznać, że pogodowo zrobiło się ciut lepiej. Rano temperatura była całkiem sympatyczna, nie wiało specjalnie mocno (co oczywiście nie tyczyło się kierunku), o dziwo jednak też nie padało, więc teoretycznie można było się rozkręcić. Teoretycznie, bo praktycznie mi się po prostu nie chciało :)
Wykonałem więc powolne, jeszcze nienajedzone (bo jak zwykle nie zdążyłem) pięć dyszek. Bez spiny, z rozglądaniem się dokoła i zatrzymywaniem się, gdy coś mi się spodobało w jesiennej szarzyźnie. Przez to prawie się spóźniłem do roboty :)
Trasa to wschodni "muminek", ale w wersji odwrotnej niż zazwyczaj, czyli z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Rogalinek, Sasinowo, Wiórek, Czapury, Babki, Głuszynę, Sypniewo, Szczytniki, Koninko, Jaryszki, Krzesiny, Starołękę i Dębinę do domu.
Jesień coraz bardziej wyraźna...




Najdłużej zatrzymałem się chwilę po tym, gdy takie trzy piękne żurawie przeleciały mi z gracją nad głową.
Olewając już całkowicie średnią, wjechałem centralnie w pole, gdzie z daleka słyszałem jeszcze charakterystyczne odgłosy paszczą ich kompanów - niestety były za daleko na wykonanie zdjęcia, a szkoda...
Jak co roku w podobnym terminie okolice Głuszyny Leśnej tracą to, co w nazwie mają zawarte. Znaczy się - grzyby są :)
Do pracy dokręciłem Czarnuchem, tym razem z kamerką. Cóż, warto było ją wziąć, co widać na załączonym screenie z gazeciarzem (a w sumie z całym kioskiem)...
- DST 61.40km
- Czas 02:11
- VAVG 28.12km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 134m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Smętek
Czwartek, 26 września 2019 · dodano: 26.09.2019 | Komentarze 9
Przerabiałem już w tym tygodniu mgłę bez deszczu oraz deszcz bez mgły, dziś miałem to niezwykłe szczęście połączyć jedno z drugim. Suuuuper.
Co prawda nie były to jakieś wielkie opady, taka mżawica, raz mniejsza, raz większa. W każdym razie upierdliwa. Za to mgiełka słabiutka, nieśmiała, ale... upierdliwa. Do tego stopnia, że chwilę po starcie byłem zmuszony do powrotu do domu, bo zapomniałem lampek. A życie jednak jest mi jakoś tam miłe. Przy okazji dobrałem jeszcze tylni błotnik do zestawu.
Trasa znów zachodnia: Dębiec - Górczyn - Kacza - Junikowo - Wysogotowo - Dąbrowa - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Gołuski - Plewiska - Poznań. TU Relive.
Było... brzydko. Tak jak na zdjęciach. I mimo niezbyt silnego wiatru, nie chciało mi się cisnąć, więc niech będzie, że zrobiłem tę pętelkę w tlenie. Albo nawet w lekkim smogu, który pojawia się już powoli w moich okolicach... Swoje zrobiły też korki, w których zakwitł dziś znów Poznań.



Smętny, nudny dzionek, który miał swoją kontynuację dalej w pracy (dystans oczywiście wliczony).
- DST 64.40km
- Czas 02:17
- VAVG 28.20km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 259m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dwa plus(y)
Środa, 25 września 2019 · dodano: 25.09.2019 | Komentarze 11
Względem wczorajszego dnia odnotowałem dziś dwa plusy - było cieplusio (nawet trzynaście stopni, normalnie szaleństwo) oraz słabiej wiało. A to, że magicznym zrządzeniem losu po tym, jak dmuchało w pysk, gdy zrobiłem nawrotkę znów dmuchało w pysk, jest już inną parą kaloszy. Średnia więc znów średnia.
Trasa południowo-wschodnia: Dębiec - Hetmańska - Starołęcka - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice, tam nawrotka - Świątniki - Rogalin - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. TUTAJ Relive.
Było dziwnie - raz słonecznie, raz pochmurno, grunt, że przed południem jeszcze nie padało, mimo że podobno miało. Dziękuję pogodzie za kolejne zwycięstwo nad meteorologami - które to już? :) Aha, no i miło, że widziałem coś przed i za sobą. Jednak bez mgieł kręci się ciut lepiej. 

Prócz tego, że jechało się dość ciężko, były też momenty, gdy ryj mi się uśmiechał. No bo zawsze fajnie jest zobaczyć starych znajomych, a nawet znajome, w radosnym, gorczycowym anturażu... :)
...oraz usiąść na chwilę nad Wartą w ulubionym rzecznym porcie, tym w Radzewicach oczywiście.

A żeby nie było tak sielsko, na zakończenie widoczek na ulicę Starołęcką i pełznące w kierunku centrum Poznania tłumy PZ-tów. Chciało się mieć tańszy kredycik za mieszkanie poprzez zamieszkanie na osiedlach w podpoznańskich wiochach? No to się cierpi :) Dodam tylko, że około godziny piętnastej i szesnastej ten Sajgon jest oczywiście w drugą stronę, a puściutki robi się sąsiedni pas.
Dystans poszerzony o dojazd do pracy.
- DST 62.60km
- Czas 02:18
- VAVG 27.22km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 143m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Preludium do gnoju
Wtorek, 24 września 2019 · dodano: 24.09.2019 | Komentarze 8
Jeśli chodzi o tytuł, to nie jest to jakiś szlagier z programu "Rolnik szuka żony", tylko jedyny możliwy opis pierwszego ataku jesiennego paskudztwa. Oto składniki.
Mgła - jeszcze taka nieśmiała, acz momentami skrzętnie pokrywająca horyzont. Nie powiem, malownicze to zjawisko, ale zdecydowanie nie poprawia odczucia bezpieczeństwa podczas jazdy, nawet mimo obwieszenia się niczym choinka.
Niska temperatura - na starcie (godziny poranne) coś koło siedmiu lub ośmiu stopni, na mecie niecałe jedenaście. Zdecydowanie za mało, nawet jak dla mnie.
Wiatr - zimny, silny, demotywujący, zmienny. Czynnik najgorszy. Dzięki niemu średnia jest tak beznadziejna.




Trasa - w tę i z powrotem na wschód: z Dębca przez Dębinę, Starołękę, Krzesiny, Jaryszki, Żerniki, Tulce, Krzyżowniki i po raz pierwszy dojazd do wsi o nazwie Zimin, gdzie zawróciłem. Po co mi był ten Zimin? Nie wiem, ale zawsze się zastanawiałem, co znajduje się na jednej z bocznych dróg, mijanej tysiące razy. I już wiem - smutne wielkopolskie klimaty postpeerelowskie, przypominające mi najbardziej smutne okołołódzkie klimaty postpeerelowskie. Tylko jedne chata w bluszczu była godna zauważenia. No ale być - byłem.
TUTAJ Relive.
Ciężkie czasy znów nadchodzą :)
Do całości doszła dokrętka Czaruchem do pracy.






