Info
Suma podjazdów to 811121 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Październik15 - 10
- 2026, Wrzesień30 - 11
- 2026, Sierpień31 - 24
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 36.10km
- Czas 01:16
- VAVG 28.50km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 117m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Apokaliptycznie - glutem w mordę #4
Sobota, 7 listopada 2020 · dodano: 07.11.2020 | Komentarze 18
No i znów dwunastka, do tego w klimacie częściowo przed czy tam post apokaliptycznym. Połowa świata nie działa, po ulicach snują się jakieś dziwne istoty, które do pracy dotrzeć muszą, choć do końca nie wiadomo po co. Jedno jest tylko niezmienne - wzmożony ruch samochodowy i czerwone światła. Przerabiałem to i dziś.
Ja w sumie też wyglądałem rano jak zombie, bo to poranne wstawanie to zdecydowanie nie moja bajka. A jeśli już to horror. Trzymała mnie jednak w zdrowiu psychicznym świadomość, że jutro niedziela i będę mógł odespać.
Wyjazd w całkowitej szarości, brzydkiej i paskudnej. Do tego drogi jeszcze mokre po nocnej mżawce, więc nawet nie myślałem o zbytnich przyspieszeniach - jedyne co mogły dać to zgrabny lot na liściach.
Trasa nieskomplikowana: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Komorniki - Plewiska - Dębiec - centrum.
Szarość była tak wielka, że nawet nie było sensu bawić w jakieś lepsze focenie tak myszołowa ukrywającego się daleko na drzewie, jak i znów uciekających saren. No i czasu nie miałem, więc cyknięte na szybko, żeby cokolwiek było :)

Więc jako zapełnienie blogaska małe retro z piątku, z kolejnego spaceru z Kropą. Tym razem na drugą stronę torów, w okolice starego cmentarza. Zawsze chciałem mieszkać w takim miejscu, z którego będę słyszał przejeżdżające pociągi - ot, takie zboczenie :) Generalnie się udało - do stacji mam w linii prostej jakieś pięćset metrów, a tyle samo do lasu na Dębinie. I jak tu nie uważać, że poznański Dębiec to świetna miejscówka? :)
Tu SA139 jadący do Wolsztyna stoi przy specyficznym niebieskim budynku stacji.
Z ptactwa - kwiczoł:
...oraz nieśmiała samica dzięcioła dużego, która dzioba pokazać za nic nie chciała :)
No i pies w klimatach "Znów wędrujemy". Muzyka i tekst mojego dzieciństwa. 
Aha, jakby ktoś chciał dziś kupić meble i się na to nastawiał jeszcze wczoraj, to nastąpiła nagła i mega istotna zmiana :)
- DST 36.60km
- Czas 01:18
- VAVG 28.15km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 86m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wyginnie - glutem w mordę #3
Piątek, 6 listopada 2020 · dodano: 06.11.2020 | Komentarze 17
No to wracamy do dwunastek. Cały dzień w robocie, a przed pracą jedynie glut. Oj, nie lubię tego, zdecydowanie.
Wczesny wyjazd był o tyle do przyjęcia, że nie mroziło. Osiem stopni na plusie jest ok, ma też tę zaletę, iż człowiek nie do końca żałuje, że już musi wracać :) Tym bardziej, że wiatr wiał, a pierdółki w kole, a także coś w suporcie, stukały niemiłosiernie.
Trasa: Poznań - Plewiska - Gołuski, tam nawrotka, powrót swoimi śladami na poznański Dębiec i kurs do centrum.
Było paskudnie i wyginnie. O tak:
Wydarzeń zero, bo ledwo uchwyconych sarenek nie ma co wymieniać. Pikseloza na maksa.
Więc - w ramach kontrastu - kilka scenek z Dębiny, bodajże z przedwczoraj, gdy jeszcze było ładnie, a liście dzielnie walczyły o byt.


A pod domem zrobiła mi się jednoosobowa loża szyderców - sroka zerkająca z pogardą :)
Z tego co widzę, wracał wieczorem będę w deszczu. Którego oczywiście w prognozach nie było :/
- DST 51.55km
- Czas 01:50
- VAVG 28.12km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 173m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dziobopalczasto
Czwartek, 5 listopada 2020 · dodano: 05.11.2020 | Komentarze 10
Z okazji jeszcze jednego wolnego dzionka znów nie obyło się bez wysypianka. Trzeba korzystać, bo jutro znów dwunastka, czyli rzeźni ciąg dalszy.
Prócz wiatru nie było źle. A wręcz całkiem sympatycznie, choć dość chłodno - palczaste rękawiczki były musem. Wciąż jednak są one lepsze niż upały :)
Trasa to prawie klasyczne, bo bardziej słoniowe, kondominium: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Może bym i depnął mocno, ale po pierwsze mi się nie chciało, po drugie wiało, a po trzecie tam, gdzie mogłem się rozpędzić, co chwilę widziałem jakiegoś ptaszora. No nie ma co, jazda z aparatem i kolarstwo szosowe zupełnie nie są kompatybilne :) A skoro już napisałem o nieplanowanych pit-stopach, to miejmy to za sobą. Oto dwa dziobate, które warte były hamowań. Najpierw trznadel o trzech obliczach. Punka...
...modela...
...oraz filozofa :)
No i do kompletu czapla, która nie ma na BS-ie najlepszej prasy :)

Znów - zgodnie z daną sobie obietnicą - nie skorzystałem z niewątpliwych walorów kostkowego odcinka nowej śmieszki ze Stęszewa do Dymaczewa. Oczywiście kwestią sekund był dźwięk klaksonu. Pojawił się, a jak. Oj, nie będzie tu lekko, ale się nie poddam, honor jest ważniejszy :)
Na dalszym kawałku, tym asfaltowym, już nie miałem problemu - jedzie się tym w miarę dobrze, o czym zresztą pisałem. Niech już będzie, skoro musi być. A że bez sensu i z niepotrzebną wycinką, to już inna sprawa.


A po południu atrakcja w postaci wizyty u Teściowej. Jak nie pandemia, dwunastki w robocie, to... Ekhm, żarcik, oczywiście... :)
- DST 53.30km
- Czas 01:54
- VAVG 28.05km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 132m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Trzeszcząc
Środa, 4 listopada 2020 · dodano: 04.11.2020 | Komentarze 19
Dzisiaj wolne, po dwóch dniach dwunastogodzinnej masakry w pracy. Można było się wyspać.
Oczywiście najważniejszym punktem dnia było - jak pół roku temu - oczekiwanie na konferencję premiera i przystawek. Ta w końcu nadeszła i na szczęście jeszcze będziemy mogli z domów wychodzić przez jakiś czas. Wreszcie też, oczywiście za późno, w pisowskim chaosie pojawił się jakiś plan, którego domagali się wszyscy, czyli zarysowanie z grubsza tego, co będzie, jeśli liczba zakażeń przekroczy kolejny punkt krytyczny. Oczywiście nie obeszło się bez szpili w kierunku ostatnio protestujących, niestety poniekąd słusznej. Bo wkurzenie było zasadne, pokazanie niezgody imponujące (choć forma mnie osłabiała, prymitywizmem się niczego nie zbuduje), ale już czas, żeby imprezująca jakby nic się nie działo gówniarzeria została w domu, bo w innym przypadku wszyscy skończymy tam, gdzie słońce nie dochodzi.
Co do rowerowania: pogoda była dziś całkiem fajna, choć wiało mocno. Jednak nie chciało mi się cisnąć, tym bardziej, iż po wczorajszym wyjeździe, gdy pogodynki nastawiły mnie na słońce, a trafiłem w środek ulewy, zalało mi bębenek w tylnym kole i prawdopodobnie w jakimś stopniu uszkodziło łożyska. Wstępnie umówiłem się na poniedziałek w serwisie na sprawdzenie. A póki co jeżdżę i trzeszczę. Muza w słuchawkach musi być na maksa, żeby to nie irytowało :)
A dzisiejsza trasa to zachodnia kombinacja: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. TU Relive.
Wizualnie było dzisiaj prawie lato :)






Z ptactwa trafiła się kania ruda, ale bardzo daleko na niebie...
...oraz coś pikującego.
Jedynie kaczki dało się uchwycić wyraźnie. Jedna spała...
...a druga drapała się za uchem :)
- DST 36.20km
- Czas 01:18
- VAVG 27.85km/h
- VMAX 52.10km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 103m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Paskud - glutem w mordę #2
Wtorek, 3 listopada 2020 · dodano: 03.11.2020 | Komentarze 14
Kolejny dzień pod kryptonimem "masakra w postaci dwunastu godzin w robocie". A co za tym idzie - konieczność wczesnego wstawania. Błeee...
Udało się również wykręcić gluta. Dzisiaj o dziwo bez niespodzianki w postaci pany. To zawsze jakiś sukces :)
Niestety, Sasiny od pogody znów dały ciała. W nocy miało kropić - ok, ale gdy rano odpaliłem trzy różne prognozy, wszystkie pokazywały słońce. No dobra, osiodłałem więc szosę. Efekt? W połowie drogi tak lunęło, że zrezygnowałem z jazdy naokoło i wróciłem swoimi śladami. Tym bardziej, że przy okazji zerwała się wichura. No nie ma lekko.
Trasa: Poznań - Plewiska - Komorniki - Głuchowo, tam nawrotka, a potem z Dębca do centrum. Ostrożnie, ostrożniutko, bo śmieszki są aktualne średnio bezpieczne. A jazda przez miasto jak zwykle urocza, więc średnia adekwatna do wyzwania.
Odwiedziłem T(t)-Kinga :)
Z racji małej ilości czasu na focenie, wciąż wklejam spacerowe zaległości. Wczoraj była Kropa urocza, dziś wampirza :)
Z tego samego spaceru zresztą. Dębina już zrobiła się strasznie senna i smętna.

Póki co żadne topielice ani dziwożony nie atakują :)
- DST 35.50km
- Czas 01:21
- VAVG 26.30km/h
- VMAX 40.60km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 103m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pech i dobroć - glutem w mordę #1
Poniedziałek, 2 listopada 2020 · dodano: 02.11.2020 | Komentarze 15
Zaczęła się gehenna. Dwunastki w pracy to coś, od czego zawsze uciekałem, ale tym razem nie mam jak, bo - a jakże inaczej ostatnimi czasy - Covid. Czyli praca w zespołach, które mają się nie wymieniać między sobą, więc międzyzmiany odpadają. Więc kiszka - poranne wstawanie w środku nocy, żeby nie tylko zdążyć, ale i może jeszcze wykręcić chociaż gluta. Stąd nazwa tego cyklu, lekko nawiązująca do "guten Morgen".
Kropa załatwiła swoje dość sprawnie, więc wyruszyłem zgodnie z planem. Super. Pogoda była średnia, bo w nocy padało, a w momencie startu jeszcze lekko kropiło, jednak bez jakiejś masakry. Oczywistym wyborem był więc Czarnuch, od jakiegoś czasu nieużywany. Wymyśliłem sobie krótką południową pętelkę, kierując się z Dębca na Luboń, następnie Wiry i Komorniki. Szło przyzwoicie, nawet wjechałem na sekundę do lasu...
...bo zapasu czasu miałem sporo. Więc luz, zdążę. A tu nagle... płynę. Pana, i to w tylnym kole. I jak tu nie wierzyć w prawa Murphy'ego? Tyle kilometrów przejechanych w wolne dni bez awarii, a gdy wyjątkowo muszę być w pracy, oczywiście klops :/ No nic, nie było czasu na rozkminy filozoficzne, szybko zjechałem na chodnik, zdjąłem koło i zabrałem się za wymianę, gdy nagle kątem oka zauważyłem, że ktoś parkuje obok i pyta, czy może pomóc. Odpowiedziałem, że nie, poradzę sobie, ale kierowca powiedział, że ma pompkę, do tego pasującego do zaworu Presta i może za chwilę z nią być, musi tylko podjechać do domu. I faktycznie, chwilę później miałem okazję pompować nie podręcznym badziewiem, a konkretnym sprzętem. Wyjaśniła się też zagadka - sympatyczny uczynny pan sam jest kolarzem, do tego głównie szosowym. Po raz kolejny okazało się, że rowerzyści to inny, lepszy gatunek, hehe :) W tym miejscu raz jeszcze wielkie dzięki: takie rzeczy się zapamiętuje, przywracają też wiarę w bezinteresowność. Chapeau bas! :)
Wymiana poszła szybko, ale i tak czas mi się nagle skurczył. Musiałem więc zredukować założenia - dojechałem do "piątki", następnie z niej odbiłem w okolice Kotowa, wzdłuż Szacht dotarłem na Dębiec, a potem już Dolną Wildą do centrum.
Generalnie zdążyłem. A w pracy przypomniałem sobie, jak bezsensowne jest siedzenie tu rano. Kawka, śniadanko, pierdółki. Normalnie jak w jakimś dziale księgowości, tylko pasjansa nie ma, bo nam nam odinstalowali :) No nic, trzeba to trzeba, choć czas można o wiele lepiej spożytkować, na przykład na dwóch kołach.
A że te poranne gluty nie dają szansy na uchwycenie czegokolwiek ciekawego, w zamian Kropa udająca muminka :)
- DST 56.30km
- Czas 01:56
- VAVG 29.12km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 134m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Misja "Kormoran"
Niedziela, 1 listopada 2020 · dodano: 01.11.2020 | Komentarze 11
Najpierw priorytet: wyspać się na zaś przed czekającymi mnie dwunastkami w robocie. Starałem się bardzo, ale obawiam się, że nawet gdybym spał cały dzień, i tak by to nie pomogło.
Fajnie było sobie pochrapać, ale miało to jeden minus: dość niespodziewanie pogoda zaczęła się psuć. Tego nie przewidziałem, a szkoda, bo sobie po pobudce wymyśliłem, że podjadę do Grzybna, gdzie dość niespodziewanie przyuważyłem podczas ostatniej setki kilka kormoranów. Wziąłem ze sobą tym razem aparat, niestety - gdy już dojechałem było całkowicie szaro, a po drodze nawet mnie zmoczyło. Foty wyszły więc bardzo średnio, choć biorąc pod uwagę warunki, jak i to, że sprytne ptaki pochowały się na samym środku stawu, więc przypominały bardziej pchełki, narzekać nie mam zamiaru :)
Cóż, oto to, udało mi się przyuważyć. Przede wszystkim wspomniane kormorany. Sztuk trzy. Nie było lekko, musiałem głęboko wleźć w szuwary, żeby je "upolować".




Tu wygrywa mistrz drugiego planu :)
Poza tym marzła gdzieś tam czapla siwa (bardzo daleko, więc pikseloza)...
...a odleciała biała.
Kaczki to już wiadomo :)
Tam musiałem wleźć:
No i resztka fotek z trasy (Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosno - Drużyna - Nowinki - Pecna - Grzybno - Żabno - Żabinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań).


Tyle. Jutro - jeśli w ogóle się uda - tylko jakiś symboliczny dystans. Innego przed robotą nie zdążę :(
- DST 62.30km
- Czas 02:10
- VAVG 28.75km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 145m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Żaborczo
Sobota, 31 października 2020 · dodano: 31.10.2020 | Komentarze 15
Październik pożegnał mnie przyzwoicie. Co prawda było dość chłodno, a nad ranem pojawiły się jeszcze jakieś opady, ale chociaż nie wiało jakoś koszmarnie. A że niby z południowego wschodu, a w praktyce zewsząd, byle nie pomóc, to już inna bajka :)
Generalnie można się było pokusić o jakiś sympatyczny wynik, lecz po tym, jak w Luboniu zaliczyłem wszystkie czerwone, a w Mosinie wpadła kolejna paczka pit stopów, wiedziałem już, że nic z tego. Więc dalej już człapałem bezciśnieniowo :)
Ciekawostek brak, może prócz tępej paniusi, która chyba brała udział w akcji "moje rondo, mój wybór" i na chama, bez patrzenia w lewo, władowała mi się przed kierownicę. Nawet nie poczuła się, żeby przeprosić, gdzie tam. I to jest dowód na to, że niektórym przydałaby się jakaś późna aborcja :)
Trasa w tę i z powrotem: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno, gdzie nastąpiła nawrotka. TUTAJ Relive.


Jeszcze pocztówka z Lubonia. Za mną - kilkaset metrów wcześniej - oczekiwanie na czerwonym. Przede mną - oczekiwanie na czerwonym. A jeśli ktoś sądzi, że to światło na horyzoncie zrobi się zielone, gdy do niego dojadę, to... oczywiście tak się nie stanie. Luboń - powinni tego zabronić :)
Dzisiaj udało się dojechać rowerem do pracy - dystans wliczony.
- DST 51.40km
- Czas 01:50
- VAVG 28.04km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 151m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Sasinowo ;)
Piątek, 30 października 2020 · dodano: 30.10.2020 | Komentarze 14
Jeden z ostatnich "klasycznych" wyjazdów przedpracowych za mną, przynajmniej do odwołania :( Ech, co człowiek pokorzystał, to jego. Szkoda, że się kończy, przynajmniej na jakiś czas.
Prognozy mówiły o opadach, ale po południu, tymczasem gdzieś od połowy mojego dzisiejszego wyjazdu jechałem w lekkiej mżawce, a potem już w regularnym deszczu. Mam wrażenie, że pogodynki są niczym minister Sasin, który jeszcze wczoraj twierdził, że rząd nie planuje zamykania cmentarzy :)
Trasa wietrzna, polna, powolna, zachodnia: Poznań - Plewiska - Komorniki - Głuchowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.
Z rzeczy istotnych dla świata: myszołów ładnie nawet dał się podejść przy A2.

Poza tym klasyczna szaroburość dni ostatnich:

Trafił mi się zamknięty na dłużej szlaban z Dopiewie, postanowiłem więc sprawdzić, jak się trzyma kostkowa śmieszka na obwodnicy tej miejscowości. Całkiem dobrze, przynajmniej z pozycji drogi :)
Normalnie koń by się uśmiał.
Do pracy rowerem nie pojechałem, bo już konkretnie lało.
- DST 62.20km
- Czas 02:13
- VAVG 28.06km/h
- VMAX 62.00km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 92m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Hiobowo
Czwartek, 29 października 2020 · dodano: 29.10.2020 | Komentarze 12
Fuj, jak dzisiaj było paskudnie... :/ Wiatr na polach prawie mnie zatrzymywał w miejscu, liśćmi po ryju smagał, a poza jednym momentem, gdy dmuchnął mi ładnie w plecy i na Głogowskiej pozwolił na rozpędzenie do sześciu dych, pomagać nie chciał. Do tego doszedł jeszcze niewielki deszczyk, więc w ogóle błe.
Trasę wykonałem zachodnią, czyli prawie w ogóle nieosłoniętą: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Poznań.
Jedno mogę napisać: dobrze, że czas na stówę miałem wczoraj, nie dziś. Bo by jej nie było :)
Reszta dystansu to dojazd do pracy, do centrum Poznania. Całkiem malowniczego w przed-podeszczowych barwach.
A na trasie było tylko ciut mniej szaro.
No właśnie, praca. Spadła dziś na mnie tytułowa hiobowa wieść - od listopada, żeby uniknąć kontaktów międzyludzkich, pracujemy z podziałem na zespoły, od rana do wieczora, bite dwanaście godzin. To tyle w temacie mojego porannego rowerowania. Ładnie żarło przez dziesięć miesięcy, ale się skończy :( No chyba że nas jednak zamkną, wtedy może uda mi się coś dokręcić do tegorocznego wyniku. Chlip.






