Info
Suma podjazdów to 811121 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Październik15 - 10
- 2026, Wrzesień30 - 11
- 2026, Sierpień31 - 24
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 36.20km
- Czas 01:20
- VAVG 27.15km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 91m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Na Babkach - glutem w mordę #15
Poniedziałek, 7 grudnia 2020 · dodano: 07.12.2020 | Komentarze 9
Powrót do glutów i dwunastek. Błee.
Na szczęście nad ranem nie było dziś przymrozków, tylko w miarę bezpieczny jeśli chodzi o przyczepność jeden stopień na plusie. Niestety wiatr nie odpuszcza, więc odczuwalny lekki minus. Na szaleństwa przestrzeni więc nie było :)
Trasa ponownie wschodnia; z Dębca przez Las Dębiński, Starołękę, Minikowo, Głuszynę i Babki do Daszewic, gdzie nastąpiła nawrotka i po powrocie na Dębiec kursik do centrum. Chciały mnie zabić tylko dwie osoby, akurat płci żeńskiej: gazeciarka milimetrowa za Głuszyną oraz olewaczka pierwszeństwa na drodze dla rowerów na Dolnej Wildzie. Czyli polski standard.
W sobotę w TOK FM słuchałem wywiadu z Michałem Książkiem, leśnikiem, o tym, jak Lasy Państwowe są państwem w państwie, mającym gdzieś zdanie obywateli, a nawet istniejące jeszcze jakiś czas temu zasady etyki leśnej. Jako przykład masakrowania terenów podmiejskich, które powinny być wybitnie chronione, wymienił okolice Puław, Zielonej Góry oraz... Poznania. A że dzisiaj mijałem Babki, to poleciało w kierunku tych gnoi po raz kolejny kilka ciepłych sówek pod nosem.

To drugie zdjęcie mogę zamiennie stosować w przypadku, gdybym potrzebował mieć fotkę z rzeźnikiem. Aha, podobno niektórzy nadleśniczy potrafią zarabiać więcej niż minister środowiska. Zapewne premia "za zasługi" jest tego sporym elementem, co tłumaczy nadgorliwość w działaniu. Przynajmniej w ludzkim rozumieniu tego pojęcia.
Żeby nie było tak tylko Babkowo, na koniec coś optymistycznego.
A nie, sorry, to nie to, nie miało być o pandemii :) Chodziło mi o sarenki, które wczoraj spotkałem. Prezentowałem już samego koziołka, tym razem całe pięcioosobowe (a co, sarna też człowiek!) stadko.


- DST 51.80km
- Czas 01:52
- VAVG 27.75km/h
- VMAX 52.70km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 129m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Koziołkowanie
Niedziela, 6 grudnia 2020 · dodano: 06.12.2020 | Komentarze 18
Leniwy, wolny weekend - takie to ja zdecydowanie rozumiem. Szkoda, że mam ich tak mało. No ale może dzięki temu bardziej doceniam?
Na rower wyruszyłem późno, gdzieś po jedenastej. Wciąż ciepło (super!) i wciąż mega wietrznie (nie super!). Co do tego drugiego elementu - zaznaczam, że będę o nim wspominał, bo mam taką ochotę, można psioczyć i pisać o tym, że na drugim krańcu świata duje dwa razy mocniej, jednak mnie interesuje to, co pod nosem. A walka z regularnymi podmuchami na poziomie 30 km/h+ to coś, czego nienawidzę, tym bardziej (tak jak dziś), gdy podczas nawrotki wcale nie odczuwa się jakiejkolwiek pomocy w plecy. Tyle w temacie dygresyjki :)
Trasa wschodnia: Dębiec - Hetmańska - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Borówiec - Kamionki - Daszewice - Babki - Czapury - Starołęka - Minikowo - Hetmańska - Dębiec. Nawet Relive jest.
Trafił się koziołek. Nie sam, ale w towarzystwie stadka (może jutro wkleję, dziś już późno) oraz... kruka. 

Jedyny plus (wolałbym, żeby go nie było) z wycinek: jakieś tam widoczki się ukazują. Jednak wolę gęsty las. Tu dojazd do poznańskiej Głuszyny:

No i na koniec Zemsta Adolfa w Borówcu. Skorzystałem z niedużego ruchu i zaparkowałem rower pośrodku tego kilometrowego koszmarku :)
A od jutra znów dwunastki... Cholera jasna :/
PS. Mam nadzieję, że Mikołajki się udały :)
- DST 52.80km
- Czas 01:53
- VAVG 28.04km/h
- VMAX 52.60km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 140m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dziewiętnastak
Sobota, 5 grudnia 2020 · dodano: 05.12.2020 | Komentarze 17
Przedwczoraj zima, dziś przedwiośnie. Oszaleć można. W sumie byłoby teraz idealnie, gdyby nie nieodłączny element takich nagłych zmian, czyli silny, a nawet bardzo silny wiatr. Był tak męczący, że olałem walkę i po prostu cieszyłem się ponowną możliwością jazdy szosą. No i temperaturą - dziesięć stopni to mój ideał o tej porze roku.
Wyruszyłem późno, bo jak zwykle priorytetem było wyspanie się. Generalnie znów sukces w tym temacie. Zawsze jakiś :)
Trasa jedna z ulubionych: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Sasinowo - Baranowo - Żabno - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Miły gest ze strony śniegu. Przestał istnieć :) Mam nadzieję już na zawsze.

W Mosinie - prócz masakrycznych korków - zakwitła szopa śniętego Mikusia. Z aniołem gratis.
No i bonusik: udało mi się jako tako uwiecznić myszołowa. Nie było lekko, musiałem zatrzymać się sporo wcześniej, schować za drzewem i cyknąć fotę. Czujny cwaniak po chwili i tak mnie zauważył i odleciał.
Jeśli dobrze liczę, wpadło mi dziś dziewiętnaście tysiaków w tym roku. Na dwadzieścia się nie nastawiam - może być różnie, jeśli się uda to super, jeśli nie - trudno.
- DST 36.20km
- Czas 01:24
- VAVG 25.86km/h
- VMAX 41.00km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 106m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
A jednak :) - glutem w mordę #14
Piątek, 4 grudnia 2020 · dodano: 04.12.2020 | Komentarze 11
Gdy wczoraj się kładłem, byłem pewien, że rano na dwunastkę podrepczę do pracy zamiast pojechać. Prognozy bowiem nie nastrajały optymistycznie. Co prawda miało się ocieplić. ale dopiero po południu. Dawałem sobie jednak jakiś promil nadziei.
Poranna pobudka, spojrzenie za okno, a tam breja. Nie było innego wyjścia jak wykonać krótki kurs do piekarni, przy okazji organoleptycznie oceniając przyczepność nawierzchni. Wniosek był taki: da się jechać, ale tylko głównymi ulicami, jakikolwiek skok w bok może oznaczać szybką znajomość z podłożem. Jak wymyśliłem, tak zrobiłem. Oczywiście zabierając w drogę do roboty Czarnucha, który jakby nie patrzeć został dodany do mojej stajenki dokładnie na tego typu wypadki. I trzeba przyznać, że sprawił się bez zarzutu.
Sama trasa to południowa wariacja: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Plewiska - Dębiec - centrum.
Generalnie nie było źle. Co prawda usyfiłem się koszmarnie, więc zapasowe ciuchy się przydały. Jednak prócz korków całość poszła w miarę płynnie. Za to ciekawostkę zaobserwowałem w Luboniu (no bo gdzie?): latarnie zgasły o 7:35, tymczasem wschód słońca nastąpił o... 7:40. Logiko... :) Zresztą w stykającej się z tą uroczą miejscowością Łęczycy zachwycił mnie jeszcze stan odśnieżenia śmieszki. Dokładnie zerowy. A kawałek dalej oczywiście zakaz jazdy rowerem przy drodze. Oj tam, oj tam, pewnie się czepiam.
Muszę jednak przyznać, że przynajmniej Poznał dał radę z ogarnianiem białego gówna ze śmieszek. Co prawda nie wszędzie zdążyli, ale widziałem szuflujące ekipy, więc pewnie uwinięto się jeszcze przed roztopami.

W robocie znalazłem się nawet trochę przed czasem. Wstyd :)
Korzystając z tego paskudnego zimowego klimatu, na szczęście rzadko tu spotykanego, wklejam jeszcze kilka fotek z wczoraj, ze spaceru po Dębinie. Jedynym plusem aury była możliwość obserwowania bogatek, z czego skwapliwie skorzystałem.


No i Kropa raz jeszcze.
Niestety :( - chomik #1
Czwartek, 3 grudnia 2020 · dodano: 03.12.2020 | Komentarze 15
No niestety. Gdzieś w tyle głowy miałem nadzieję, że uda mi się pierwszy raz w życiu kręcić przez wszystkie dni w roku. No ale - po ponad jedenastu miesiącach - dzisiaj zostałem pokonany. I to przez co? Przez to białe cholerstwo, które znienacka napadło na Poznań. Przejechałem cały lockdown, a tu taki banał ze mną wygrał :/
Najgorsze jest to, że nic nie wskazywało na taką kolej rzeczy. Wszystkie pogodynki mówiły o lekkich opadach w okolicach południa. Tymczasem gdy o dziewiątej rano spokojnie poszedłem do piekarni, zaczęło być delikatnie biało. E, przejdzie, pomyślałem. No nie przeszło :/
Dawałem sobie jeszcze nadzieję, że nagle się rozpogodzi. No się nie rozpogodziło :/
Miałem wolne, poszedłem więc z psem na spacer (6 kilometrów po Dębinie). I mina mi coraz bardziej rzedła. 


Po powrocie odczekałem godzinkę i koło drugiej wyszedłem na kontrolną
rundkę dookoła domu. Minę miałem nietęgą po powrocie. Oczywiście, mogłem
wyjść na chwilę, żeby wpisać coś w statystykach, ale nie, glut to glut,
czyli minimum 25-30 kilometrów. A patrząc na buksujące auta oraz
ślizgawicę na mniej uczęszczanych uliczkach, zaliczyłbym ze dwa czy trzy
razy glebę jeszcze na samym osiedlu. Tak bowiem wyglądała chociażby główna, czyli już niby rozjechana przez auta, ulica 28 Czerwca 1956 r:
Jednak jakieś resztki rozsądku
posiadałem, samobójcą nie jestem, skończyło się więc na odkurzeniu chomika. Eh.
Statystyki "jazdy":
- dystans: 33 km;
- czas: 1 godzina i niespełna 2 minuty;
- średnia: 32 km/h.
Oczywiście nie wpisuję tego w statystyki. Rower to rower, chomik to chomik.
Plus z tego jest jeden jedyny: nadrobiłem ostatni odcinek "Wiedźmina", który wisiał nade mną niczym wyrzut sumienia.
No i wiem, że jedna osoba będzie zadowolona. Kolega Marcin vel Lapec domagał się Kropy w śniegu, to ma. Mam nadzieję, że to wystarczy na najbliższą dekadę :) Aha, jutro mam dwunastkę, nic nie zapowiada, że to gówno się roztopi, więc spacer do roboty to maks, na co sobie będę mógł pozwolić.


- DST 53.30km
- Czas 01:55
- VAVG 27.81km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 171m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Schematycznie
Środa, 2 grudnia 2020 · dodano: 02.12.2020 | Komentarze 10
Schemat się powtórzył. Wolny dzionek, więc dopiero wieczorem czas na cokolwiek, w tym BS-a. Tu trzeba się było wyspać, tam pokręcić, pozałatwiać zaległe sprawy na wczoraj, pokoordynować telefonicznie inne, odebrać skierowanie dla Teściowej, wyprowadzić psa... No i jak tu wypocząć? :)
Oczywiście kluczowym elementem był rower. Miałem nadzieję, że jeśli wyruszę po jedenastej, to temperatura pozwoli na jako taki komfort. Gdzie tam. Minus jeden z wariacjami - tyle mi dziś dano. No bez szału. A że wiało całkiem mocno, to walki po prostu nie było - średnia więc słabiutka.
Trasa to jeden z klasyków: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice - Świątniki - Rogalin - Rogalinek - Sasinowo - Wiórek - Czapury - Starołęka - Minikowo - Las Dębiński - dom.
Napisałem Radzewice? A owszem :) Nie mogło mnie więc zabraknąć w porcie. Dzisiaj mega szarym, ponurym i średnio atrakcyjnym. I wciąż bez kotka, niestety.

Ptactwa jak na lekarstwo. Nie, nie tego na Covid :) Udało się jedynie uchwycić (ledwo) czaplę siwą w locie.
Za to aż za wyraźnie mogłem "podziwiać" kolejne działania mend z Nadleśnictwa Babki. Naprawdę miałem złudzenia, że choć kawałek lasu w okolicach Wiórka się ostanie, ale wygląda na to, że plany są inne. Polska drugą Saharą. Ma-sa-kra.


Na tej ostatniej fotce widać, że z troską pozostawiono jedną rzecz - ambonę dla gnoi, którzy mają problemy z pewnymi intymnymi kwestiami i muszą sobie to rekompensować. Eh, zrobiłbym tu wszystko odwrotnie. W sumie większość świata wykonałbym odwrotnie.
Znów wklejam dowód na brak upałów :)
Co jutro? Zapowiadają śniegi. Oby nie. Ale Sasiny od prognoz mają to do siebie, że akurat rzeczy złe przewidują dobrze.
PS. Tymczasem pan premier znów niedawno wygrał z koronawirusem. A że Polska jest trzynastym krajem z milionem zakażonych? Oj tam, oj tam.
- DST 56.50km
- Czas 02:01
- VAVG 28.02km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 141m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Über(nie)glut - glutem w mordę #13
Wtorek, 1 grudnia 2020 · dodano: 01.12.2020 | Komentarze 8
Dzisiaj zapowiadana dwunastka w robocie, co generalnie oznacza u mnie czas na wykonanie rano zaledwie gluta. Na szczęście trafiła się wyjątkowa okazja pojawienia w pracy godzinę później w zamian za to, że posiedzę w niej trochę dłużej, pilnując fachmanów od klimy. Po co ją serwisować zimą - nie moja broszka, grunt, że taki układ mi pasował :)
Dzięki temu wykonałem regularne pięć dyszek, oczywiście na styk. Z trasą nie kombinowałem, tylko ruszyłem z Dębca przez Las Dębiński, Starołękę, Minikowo, Czapury, Babki, Daszewice i Kamionki do Borówca, gdzie zrobiłem nawrotkę, swoimi śladami dotarłem na Dębiec i pokręciłem do centrum (tutaj Relive). Jazda była średnio komfortowa, bo zimno i wciąż pod chłodny wiatr (pomóc nie chciał ani przez chwilę). Ale przynajmniej suche drogi cieszyły.
Plusem były wschód. Tutaj z wysokości kładki nad Wartą na granicy Dębca i Staołęki...
...tu nad bazą lotniczą w Krzesinach...
...a tu w Czapurach. Samo słońce nie wiedziało widocznie czy wschodzić, czy się jednak jeszcze wstrzymać :)

Dawno mnie nie było przy Zemście Adolfa w Borówcu. Miałem cichą nadzieję, że ktoś ją w międzyczasie zalał asfaltem, ale niestety. Więc zamiast telepać się kilometr tym czymś, zawróciłem.
A tu dowód na to, że upału nie było :)
- DST 54.10km
- Czas 01:58
- VAVG 27.51km/h
- VMAX 50.30km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 139m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zdechlakowo
Poniedziałek, 30 listopada 2020 · dodano: 30.11.2020 | Komentarze 9
Ufff... Jak to u mnie bywa: dzionek niby wolny, a cały dzień latania, w tym załatwiania spraw... zawodowych. No ale to moja kasa, więc było warto, co nie zmienia faktu, że zasiadam do BS-a późnym wieczorem. Bez sił na napisanie czegokolwiek sensownego.
Więc krótko. Trasa zachodnia, lekko kombinowana: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Podłoziny - Dopiewo - Trzcielin - Konarzewo - Chomęcice - Głuchowo - Komorniki - Plewiska - Poznań.
Zimno, wietrznie, mokro, ale tylko na drogach. To i tak dobrze, bo rano padał śnieg. Taki zmieszany z deszczem, lecz jednak. Generalnie paskudnie, jazda więc typowo rekreacyjna. Doszło do tego jeszcze ponad jedenaście kilometrów łażenia, część z Kropą, część po mieście. Padam na ryj :)
Trafiły się obiekty do focenia, ale nie mam siły przejrzeć zdjęć. W związku z tym dzisiaj tylko lekka zaległość z ostatniej soboty, gdy specjalnie poleciałem na stację Poznań Dębiec, żeby uchwycić prawdopodobnie ostatni w tym roku kurs parowozu na linii Poznań - Wolsztyn. Fotka tylko jedna, bo skład zatrzymał się na sekundę, a było już ciemno, więc dobrze, że cokolwiek widać.
Tyle. A jutro "relaks": dwunastka w robocie.
- DST 52.50km
- Czas 02:01
- VAVG 26.03km/h
- VMAX 41.50km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 147m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Szaroburodeszczowość
Niedziela, 29 listopada 2020 · dodano: 29.11.2020 | Komentarze 13
Po wczorajszym słonecznym dniu, dzisiaj kompletnie inny świat. Od rana padało, i to całkiem mocno. Przynajmniej mogłem się wyspać, a że wczoraj wróciliśmy dość późno od znajomych (zmieściliśmy się oczywiście w nakazanym limicie osób, dobrze, że psy nie są wliczane), to się znów taka możliwość zdecydowanie przydała.
Żeby nie tracić niedzieli, najpierw wyciągnąłem Kropę na Dębinę. Nie było to łatwe, gdyż deszcz nie jest zdecydowanie jej żywiołem, ale jak już się przekona, to nawet błocko polubi :)
Moja taktyka się sprawdziła, bo akurat po powrocie padać przestało. Osiodłałem więc Czarnucha i ruszyłem. Wybrałem kierunek wschodni, mimo że wiało z północy - po mieście nie chciało mi się tarabanić. Finalnie wyszedł jeden z klasyków: Dębiec - Hetmańska - Starołęcka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Krzyżowniki - Śródka - Szczodrzykowo - Dachowa - Robakowo - Gądki - Koninko - Sypniewo - Głuszyna - Starołęcka - Las Dębiński - dom. Po tym ostatnim odcinku wiedziałem, że pralka już radośnie czeka na mój powrót :)
Nie chcąc dźwigać, nie wziąłem ze sobą aparatu, tylko mały kompakt, bo nie spodziewałem się czegokolwiek ciekawego na trasie. I jak na złość, oczywiście by się przydał. A tak mam tylko niewyraźne, szare fotki stado sarenek, które się mnie przestraszyły (sorry!)...

...oraz jeszcze gorsze ujęcie myszołowa.
Ujęcie z rowerem dziś wyjątkowe, bo z krzyżem :)
Jazda do komfortowych nie należała, szczególnie pod koniec, gdy bez lampek ani rusz.
No i jeszcze Dębinka. Oraz Kropka :)



Następne dni to przymrozki i lód na drogach. Może być różnie. Strach się bać.
- DST 52.60km
- Czas 01:51
- VAVG 28.43km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 173m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nielistopad :)
Sobota, 28 listopada 2020 · dodano: 28.11.2020 | Komentarze 14
Dzisiaj trochę luźniejszy dzień. Czyli podstawa egzystencji wykonana. Znaczy spanko :)
Wyjazd rowerowy trochę po jedenastej, gdy poranna szarość zaczęła ustępować słońcu. W sumie moment idealny, bo przez część drogi czułem się jak wiosną, a nie jak pod koniec listopada. Dziwnie jakoś :)
Wiało z północy, wykonałem więc trasę marchewkowo-pietruszkową: Dębiec - Wartostrada - Jana Pawła - Główna - Miłostowo - Bogucin - Janikowo - Kobylnica - Wierzonka - Karłowice - Dębogóra - Mielno - Kliny - Kicin - Koziegłowy - Karolin - Chemiczna - Hlonda - Śródka - Wartostrada - dom. Nawet Relive się o dziwo łaskawie pojawiło.
Tak oto dziś było:

Choć i śnieżek się trafił :)
Dawno nie zerkałem na Dziewiczą Górę. Dziś nadrobiłem.

W połowie drogi, za Karłowicami, zauważyłem na słupie jaką kropkę.
No i proszę: mam myszołowa :)
Oczywiście - jak co weekend - nie zabrakło debili na drogach. I - jak co weekend - zakwitło idiotami na śmieszkach. Gdyby nie moja czujność, miałbym na sumieniu jedną latorośl rodziców bez mózgu, puszczającą ją wolno na biegowym rowerku w poprzek Wartostrady. A pod koniec taka oto mi się objawiła przyszłość narodu:
Lekcja przepisów była ode mnie darmowa :)
W sumie fajny wypad, szkoda tylko, że w większości przez miasto, więc nie miałem jak poszaleć. Ale mimo wszystko taka końcówka listopada może być.






