Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 249296.83 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.45 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 811121 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 36.20km
  • Czas 01:20
  • VAVG 27.15km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 91m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na Babkach - glutem w mordę #15

Poniedziałek, 7 grudnia 2020 · dodano: 07.12.2020 | Komentarze 9

Powrót do glutów i dwunastek. Błee.

Na szczęście nad ranem nie było dziś przymrozków, tylko w miarę bezpieczny jeśli chodzi o przyczepność jeden stopień na plusie. Niestety wiatr nie odpuszcza, więc odczuwalny lekki minus. Na szaleństwa przestrzeni więc nie było :)

Trasa ponownie wschodnia; z Dębca przez Las Dębiński, Starołękę, Minikowo, Głuszynę i Babki do Daszewic, gdzie nastąpiła nawrotka i po powrocie na Dębiec kursik do centrum. Chciały mnie zabić tylko dwie osoby, akurat płci żeńskiej: gazeciarka milimetrowa za Głuszyną oraz olewaczka pierwszeństwa na drodze dla rowerów na Dolnej Wildzie. Czyli polski standard.

W sobotę w TOK FM słuchałem wywiadu z Michałem Książkiem, leśnikiem, o tym, jak Lasy Państwowe są państwem w państwie, mającym gdzieś zdanie obywateli, a nawet istniejące jeszcze jakiś czas temu zasady etyki leśnej. Jako przykład masakrowania terenów podmiejskich, które powinny być wybitnie chronione, wymienił okolice Puław, Zielonej Góry oraz... Poznania. A że dzisiaj mijałem Babki, to poleciało w kierunku tych gnoi po raz kolejny kilka ciepłych sówek pod nosem.
Radosna twórczość Nadleśnictwa Babki
To jak zrobić sobie zdjęcie z rzeźnikiem
To drugie zdjęcie mogę zamiennie stosować w przypadku, gdybym potrzebował mieć fotkę z rzeźnikiem. Aha, podobno niektórzy nadleśniczy potrafią zarabiać więcej niż minister środowiska. Zapewne premia "za zasługi" jest tego sporym elementem, co tłumaczy nadgorliwość w działaniu. Przynajmniej w ludzkim rozumieniu tego pojęcia.

Żeby nie było tak tylko Babkowo, na koniec coś optymistycznego.

A nie, sorry, to nie to, nie miało być o pandemii :) Chodziło mi o sarenki, które wczoraj spotkałem. Prezentowałem już samego koziołka, tym razem całe pięcioosobowe (a co, sarna też człowiek!) stadko.
Sympatyczne stadko saren
Boki bezpieczne, można lecieć :)
Szlachetność w pełnej krasie




  • DST 51.80km
  • Czas 01:52
  • VAVG 27.75km/h
  • VMAX 52.70km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 129m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Koziołkowanie

Niedziela, 6 grudnia 2020 · dodano: 06.12.2020 | Komentarze 18

Leniwy, wolny weekend - takie to ja zdecydowanie rozumiem. Szkoda, że mam ich tak mało. No ale może dzięki temu bardziej doceniam?

Na rower wyruszyłem późno, gdzieś po jedenastej. Wciąż ciepło (super!) i wciąż mega wietrznie (nie super!). Co do tego drugiego elementu - zaznaczam, że będę o nim wspominał, bo mam taką ochotę, można psioczyć i pisać o tym, że na drugim krańcu świata duje dwa razy mocniej, jednak mnie interesuje to, co pod nosem. A walka z regularnymi podmuchami na poziomie 30 km/h+ to coś, czego nienawidzę, tym bardziej (tak jak dziś), gdy podczas nawrotki wcale nie odczuwa się jakiejkolwiek pomocy w plecy. Tyle w temacie dygresyjki :)

Trasa wschodnia: Dębiec - Hetmańska - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Borówiec - Kamionki - Daszewice - Babki - Czapury - Starołęka - Minikowo - Hetmańska - Dębiec. Nawet Relive jest.

Trafił się koziołek. Nie sam, ale w towarzystwie stadka (może jutro wkleję, dziś już późno) oraz... kruka.
Lekko ekwilibrystyczna poza koziołka sarny :)
Koziołek sarny i kruk
Jedyny plus (wolałbym, żeby go nie było) z wycinek: jakieś tam widoczki się ukazują. Jednak wolę gęsty las. Tu dojazd do poznańskiej Głuszyny:
W kierunku poznańskiej GłuszynyJedyny plus wycinek - nawet jakieś widoczki się ukazują
No i na koniec Zemsta Adolfa w Borówcu. Skorzystałem z niedużego ruchu i zaparkowałem rower pośrodku tego kilometrowego koszmarku :)
I tak przez kilometr tą Zemstą Adolfa, Borówiec
A od jutra znów dwunastki... Cholera jasna :/

PS. Mam nadzieję, że Mikołajki się udały :)




  • DST 52.80km
  • Czas 01:53
  • VAVG 28.04km/h
  • VMAX 52.60km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 140m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dziewiętnastak

Sobota, 5 grudnia 2020 · dodano: 05.12.2020 | Komentarze 17

Przedwczoraj zima, dziś przedwiośnie. Oszaleć można. W sumie byłoby teraz idealnie, gdyby nie nieodłączny element takich nagłych zmian, czyli silny, a nawet bardzo silny wiatr. Był tak męczący, że olałem walkę i po prostu cieszyłem się ponowną możliwością jazdy szosą. No i temperaturą - dziesięć stopni to mój ideał o tej porze roku.

Wyruszyłem późno, bo jak zwykle priorytetem było wyspanie się. Generalnie znów sukces w tym temacie. Zawsze jakiś :)

Trasa jedna z ulubionych: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Sasinowo - Baranowo - Żabno - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Miły gest ze strony śniegu. Przestał istnieć :) Mam nadzieję już na zawsze.
Jesienno-zimowa droga Baranowo - Żabno
Obowiążkowa fota rowerowa z trasy musi być :)
W Mosinie - prócz masakrycznych korków - zakwitła szopa śniętego Mikusia. Z aniołem gratis.
Chałupa śniętego Mikusia. Plus anioł gratis, Mosina
No i bonusik: udało mi się jako tako uwiecznić myszołowa. Nie było lekko, musiałem zatrzymać się sporo wcześniej, schować za drzewem i cyknąć fotę. Czujny cwaniak po chwili i tak mnie zauważył i odleciał.
Czujny myszołów
Jeśli dobrze liczę, wpadło mi dziś dziewiętnaście tysiaków w tym roku. Na dwadzieścia się nie nastawiam - może być różnie, jeśli się uda to super, jeśli nie - trudno.




  • DST 36.20km
  • Czas 01:24
  • VAVG 25.86km/h
  • VMAX 41.00km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 106m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

A jednak :) - glutem w mordę #14

Piątek, 4 grudnia 2020 · dodano: 04.12.2020 | Komentarze 11

Gdy wczoraj się kładłem, byłem pewien, że rano na dwunastkę podrepczę do pracy zamiast pojechać. Prognozy bowiem nie nastrajały optymistycznie. Co prawda miało się ocieplić. ale dopiero po południu. Dawałem sobie jednak jakiś promil nadziei.

Poranna pobudka, spojrzenie za okno, a tam breja. Nie było innego wyjścia jak wykonać krótki kurs do piekarni, przy okazji organoleptycznie oceniając przyczepność nawierzchni. Wniosek był taki: da się jechać, ale tylko głównymi ulicami, jakikolwiek skok w bok może oznaczać szybką znajomość z podłożem. Jak wymyśliłem, tak zrobiłem. Oczywiście zabierając w drogę do roboty Czarnucha, który jakby nie patrzeć został dodany do mojej stajenki dokładnie na tego typu wypadki. I trzeba przyznać, że sprawił się bez zarzutu.

Sama trasa to południowa wariacja: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Plewiska - Dębiec - centrum. 

Generalnie nie było źle. Co prawda usyfiłem się koszmarnie, więc zapasowe ciuchy się przydały. Jednak prócz korków całość poszła w miarę płynnie. Za to ciekawostkę zaobserwowałem w Luboniu (no bo gdzie?): latarnie zgasły o 7:35, tymczasem wschód słońca nastąpił o... 7:40. Logiko... :)  Zresztą w stykającej się z tą uroczą miejscowością Łęczycy zachwycił mnie jeszcze stan odśnieżenia śmieszki. Dokładnie zerowy. A kawałek dalej oczywiście zakaz jazdy rowerem przy drodze. Oj tam, oj tam, pewnie się czepiam.
Zasypana DDR w Łęczycy, kawałek dalej zakaz jazdy rowerem drogą. Polska :)
Muszę jednak przyznać, że przynajmniej Poznał dał radę z ogarnianiem białego gówna ze śmieszek. Co prawda nie wszędzie zdążyli, ale widziałem szuflujące ekipy, więc pewnie uwinięto się jeszcze przed roztopami.
W Poznaniu spora część śmieszek ładnie ogarnięta
Wszystko zaczyna płynąć
W robocie znalazłem się nawet trochę przed czasem. Wstyd :)

Korzystając z tego paskudnego zimowego klimatu, na szczęście rzadko tu spotykanego, wklejam jeszcze kilka fotek z wczoraj, ze spaceru po Dębinie. Jedynym plusem aury była możliwość obserwowania bogatek, z czego skwapliwie skorzystałem.
Cisza. Widocznie nawet utopcom zimno
Bogatka przyłapana na pijaństwie :)

No i Kropa raz jeszcze.
No i jeszcze raz zimowe obgryzanko




Niestety :( - chomik #1

Czwartek, 3 grudnia 2020 · dodano: 03.12.2020 | Komentarze 15

No niestety. Gdzieś w tyle głowy miałem nadzieję, że uda mi się pierwszy raz w życiu kręcić przez wszystkie dni w roku. No ale - po ponad jedenastu miesiącach - dzisiaj zostałem pokonany. I to przez co? Przez to białe cholerstwo, które znienacka napadło na Poznań. Przejechałem cały lockdown, a tu taki banał ze mną wygrał :/

Najgorsze jest to, że nic nie wskazywało na taką kolej rzeczy. Wszystkie pogodynki mówiły o lekkich opadach w okolicach południa. Tymczasem gdy o dziewiątej rano spokojnie poszedłem do piekarni, zaczęło być delikatnie biało. E, przejdzie, pomyślałem. No nie przeszło :/

Dawałem sobie jeszcze nadzieję, że nagle się rozpogodzi. No się nie rozpogodziło :/

Miałem wolne, poszedłem więc z psem na spacer (6 kilometrów po Dębinie). I mina mi coraz bardziej rzedła.
Białe szpony zimowego przeznaczenia
Zimowa Dębina, Poznań
Mostek, Las Dębiński, Poznań
Po powrocie odczekałem godzinkę i koło drugiej wyszedłem na kontrolną rundkę dookoła domu. Minę miałem nietęgą po powrocie. Oczywiście, mogłem wyjść na chwilę, żeby wpisać coś w statystykach, ale nie, glut to glut, czyli minimum 25-30 kilometrów. A patrząc na buksujące auta oraz ślizgawicę na mniej uczęszczanych uliczkach, zaliczyłbym ze dwa czy trzy razy glebę jeszcze na samym osiedlu. Tak bowiem wyglądała chociażby główna, czyli już niby rozjechana przez auta, ulica 28 Czerwca 1956 r:

Jednak jakieś resztki rozsądku posiadałem, samobójcą nie jestem, skończyło się więc na odkurzeniu chomika. Eh.

Statystyki "jazdy":
- dystans: 33 km;
- czas: 1 godzina i niespełna 2 minuty;
- średnia: 32 km/h.

Oczywiście nie wpisuję tego w statystyki. Rower to rower, chomik to chomik.

Plus z tego jest jeden jedyny: nadrobiłem ostatni odcinek "Wiedźmina", który wisiał nade mną niczym wyrzut sumienia.

No i wiem, że jedna osoba będzie zadowolona. Kolega Marcin vel Lapec domagał się Kropy w śniegu, to ma. Mam nadzieję, że to wystarczy na najbliższą dekadę :) Aha, jutro mam dwunastkę, nic nie zapowiada, że to gówno się roztopi, więc spacer do roboty to maks, na co sobie będę mógł pozwolić.
Zacina, mrozi, ale walczyć trzeba
Jedno oko na Maroko... :)
Antyśniegowe stoickie spojrzenie :)




  • DST 53.30km
  • Czas 01:55
  • VAVG 27.81km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura -1.0°C
  • Podjazdy 171m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Schematycznie

Środa, 2 grudnia 2020 · dodano: 02.12.2020 | Komentarze 10

Schemat się powtórzył. Wolny dzionek, więc dopiero wieczorem czas na cokolwiek, w tym BS-a. Tu trzeba się było wyspać, tam pokręcić, pozałatwiać zaległe sprawy na wczoraj, pokoordynować telefonicznie inne, odebrać skierowanie dla Teściowej, wyprowadzić psa... No i jak tu wypocząć? :)

Oczywiście kluczowym elementem był rower. Miałem nadzieję, że jeśli wyruszę po jedenastej, to temperatura pozwoli na jako taki komfort. Gdzie tam. Minus jeden z wariacjami - tyle mi dziś dano. No bez szału. A że wiało całkiem mocno, to walki po prostu nie było - średnia więc słabiutka.

Trasa to jeden z klasyków: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice - Świątniki - Rogalin - Rogalinek - Sasinowo - Wiórek - Czapury - Starołęka - Minikowo - Las Dębiński - dom.

Napisałem Radzewice? A owszem :) Nie mogło mnie więc zabraknąć w porcie. Dzisiaj mega szarym, ponurym i średnio atrakcyjnym. I wciąż bez kotka, niestety.
Zamglona łódeczka, Port Radzewice
Zimowy, szary port w Radzewicach
Ptactwa jak na lekarstwo. Nie, nie tego na Covid :) Udało się jedynie uchwycić (ledwo) czaplę siwą w locie.
Szybująca czapla siwa
Za to aż za wyraźnie mogłem "podziwiać" kolejne działania mend z Nadleśnictwa Babki. Naprawdę miałem złudzenia, że choć kawałek lasu w okolicach Wiórka się ostanie, ale wygląda na to, że plany są inne. Polska drugą Saharą. Ma-sa-kra.
W Nadleśnictwie Babki wciąż to samo :(
Gnoje wciąż w akcji :/
A ambona stoi jak stała :/
Na tej ostatniej fotce widać, że z troską pozostawiono jedną rzecz - ambonę dla gnoi, którzy mają problemy z pewnymi intymnymi kwestiami i muszą sobie to rekompensować. Eh, zrobiłbym tu wszystko odwrotnie. W sumie większość świata wykonałbym odwrotnie.

Znów wklejam dowód na brak upałów :)

Co jutro? Zapowiadają śniegi. Oby nie. Ale Sasiny od prognoz mają to do siebie, że akurat rzeczy złe przewidują dobrze.

PS. Tymczasem pan premier znów niedawno wygrał z koronawirusem. A że Polska jest trzynastym krajem z milionem zakażonych? Oj tam, oj tam.




  • DST 56.50km
  • Czas 02:01
  • VAVG 28.02km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 0.0°C
  • Podjazdy 141m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Über(nie)glut - glutem w mordę #13

Wtorek, 1 grudnia 2020 · dodano: 01.12.2020 | Komentarze 8

Dzisiaj zapowiadana dwunastka w robocie, co generalnie oznacza u mnie czas na wykonanie rano zaledwie gluta. Na szczęście trafiła się wyjątkowa okazja pojawienia w pracy godzinę później w zamian za to, że posiedzę w niej trochę dłużej, pilnując fachmanów od klimy. Po co ją serwisować zimą - nie moja broszka, grunt, że taki układ mi pasował :)

Dzięki temu wykonałem regularne pięć dyszek, oczywiście na styk. Z trasą nie kombinowałem, tylko ruszyłem z Dębca przez Las Dębiński, Starołękę, Minikowo, Czapury, Babki, Daszewice i Kamionki do Borówca, gdzie zrobiłem nawrotkę, swoimi śladami dotarłem na Dębiec i pokręciłem do centrum (tutaj Relive). Jazda była średnio komfortowa, bo zimno i wciąż pod chłodny wiatr (pomóc nie chciał ani przez chwilę). Ale przynajmniej suche drogi cieszyły.

Plusem były wschód. Tutaj z wysokości kładki nad Wartą na granicy Dębca i Staołęki...
Poranek na kładce nad Wartą
...tu nad bazą lotniczą w Krzesinach...
Wschód słońca nad bazą w Krzesinach, Poznań
...a tu w Czapurach. Samo słońce nie wiedziało widocznie czy wschodzić, czy się jednak jeszcze wstrzymać :)
Wzejść czy nie wzejść? Oto jest pytanie!
Windowsowe pagórki w Czapurach
Dawno mnie nie było przy Zemście Adolfa w Borówcu. Miałem cichą nadzieję, że ktoś ją w międzyczasie zalał asfaltem, ale niestety. Więc zamiast telepać się kilometr tym czymś, zawróciłem.

A tu dowód na to, że upału nie było :)
Upałów dziś nie odnotowano :)




  • DST 54.10km
  • Czas 01:58
  • VAVG 27.51km/h
  • VMAX 50.30km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 139m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zdechlakowo

Poniedziałek, 30 listopada 2020 · dodano: 30.11.2020 | Komentarze 9

Ufff... Jak to u mnie bywa: dzionek niby wolny, a cały dzień latania, w tym załatwiania spraw... zawodowych. No ale to moja kasa, więc było warto, co nie zmienia faktu, że zasiadam do BS-a późnym wieczorem. Bez sił na napisanie czegokolwiek sensownego.

Więc krótko. Trasa zachodnia, lekko kombinowana: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Podłoziny - Dopiewo - Trzcielin - Konarzewo - Chomęcice - Głuchowo - Komorniki - Plewiska - Poznań.

Zimno, wietrznie, mokro, ale tylko na drogach. To i tak dobrze, bo rano padał śnieg. Taki zmieszany z deszczem, lecz jednak. Generalnie paskudnie, jazda więc typowo rekreacyjna. Doszło do tego jeszcze ponad jedenaście kilometrów łażenia, część z Kropą, część po mieście. Padam na ryj :)
Pośrodku błocka
Trafiły się obiekty do focenia, ale nie mam siły przejrzeć zdjęć. W związku z tym dzisiaj tylko lekka zaległość z ostatniej soboty, gdy specjalnie poleciałem na stację Poznań Dębiec, żeby uchwycić prawdopodobnie ostatni w tym roku kurs parowozu na linii Poznań - Wolsztyn. Fotka tylko jedna, bo skład zatrzymał się na sekundę, a było już ciemno, więc dobrze, że cokolwiek widać.
Prawdopodobnie ostatni w tym roku kurs parowozou na linii Poznań - Wolstyn, stacja Poznań Dębiec
Tyle. A jutro "relaks": dwunastka w robocie.




  • DST 52.50km
  • Czas 02:01
  • VAVG 26.03km/h
  • VMAX 41.50km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 147m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szaroburodeszczowość

Niedziela, 29 listopada 2020 · dodano: 29.11.2020 | Komentarze 13

Po wczorajszym słonecznym dniu, dzisiaj kompletnie inny świat. Od rana padało, i to całkiem mocno. Przynajmniej mogłem się wyspać, a że wczoraj wróciliśmy dość późno od znajomych (zmieściliśmy się oczywiście w nakazanym limicie osób, dobrze, że psy nie są wliczane), to się znów taka możliwość zdecydowanie przydała.

Żeby nie tracić niedzieli, najpierw wyciągnąłem Kropę na Dębinę. Nie było to łatwe, gdyż deszcz nie jest zdecydowanie jej żywiołem, ale jak już się przekona, to nawet błocko polubi :)

Moja taktyka się sprawdziła, bo akurat po powrocie padać przestało. Osiodłałem więc Czarnucha i ruszyłem. Wybrałem kierunek wschodni, mimo że wiało z północy - po mieście nie chciało mi się tarabanić. Finalnie wyszedł jeden z klasyków: Dębiec - Hetmańska - Starołęcka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Krzyżowniki - Śródka - Szczodrzykowo - Dachowa - Robakowo - Gądki - Koninko - Sypniewo - Głuszyna - Starołęcka - Las Dębiński - dom. Po tym ostatnim odcinku wiedziałem, że pralka już radośnie czeka na mój powrót :)

Nie chcąc dźwigać, nie wziąłem ze sobą aparatu, tylko mały kompakt, bo nie spodziewałem się czegokolwiek ciekawego na trasie. I jak na złość, oczywiście by się przydał. A tak mam tylko niewyraźne, szare fotki stado sarenek, które się mnie przestraszyły (sorry!)...
Stado sarenek w szaryźnie
Wielka ucieczka
...oraz jeszcze gorsze ujęcie myszołowa.
Szary, niewyraźny, spikelizowany myszołów
Ujęcie z rowerem dziś wyjątkowe, bo z krzyżem :)
Pod krzyżem w okolicach Szczodrzykowa
Jazda do komfortowych nie należała, szczególnie pod koniec, gdy bez lampek ani rusz.

No i jeszcze Dębinka. Oraz Kropka :)
Deszczowa Dębina, Poznań
Pada czy nie pada, kijek musi być :)
Kropka pod wiaduktem, Dębina
Szukałem dobrego opisu, ale się poddałem :)
Następne dni to przymrozki i lód na drogach. Może być różnie. Strach się bać.




  • DST 52.60km
  • Czas 01:51
  • VAVG 28.43km/h
  • VMAX 50.50km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 173m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nielistopad :)

Sobota, 28 listopada 2020 · dodano: 28.11.2020 | Komentarze 14

Dzisiaj trochę luźniejszy dzień. Czyli podstawa egzystencji wykonana. Znaczy spanko :)

Wyjazd rowerowy trochę po jedenastej, gdy poranna szarość zaczęła ustępować słońcu. W sumie moment idealny, bo przez część drogi czułem się jak wiosną, a nie jak pod koniec listopada. Dziwnie jakoś :)

Wiało z północy, wykonałem więc trasę marchewkowo-pietruszkową: Dębiec - Wartostrada - Jana Pawła - Główna - Miłostowo - Bogucin - Janikowo - Kobylnica - Wierzonka - Karłowice - Dębogóra - Mielno - Kliny - Kicin - Koziegłowy - Karolin - Chemiczna - Hlonda - Śródka - Wartostrada - dom. Nawet Relive się o dziwo łaskawie pojawiło.

Tak oto dziś było:
Polna droga w okolicach Kicina
Listopadowe (o dziwo!) przebarwienia
Choć i śnieżek się trafił :)
Śniegi już niedługo
Dawno nie zerkałem na Dziewiczą Górę. Dziś nadrobiłem.
Dziewicza Góra
Wieża na szczycie Dziewiczej Góry
W połowie drogi, za Karłowicami, zauważyłem na słupie jaką kropkę.
Misja: znaleźć na zdjęciu myszołowa :)
No i proszę: mam myszołowa :)
Myszołów na słupie
Oczywiście - jak co weekend - nie zabrakło debili na drogach. I - jak co weekend - zakwitło idiotami na śmieszkach. Gdyby nie moja czujność, miałbym na sumieniu jedną latorośl rodziców bez mózgu, puszczającą ją wolno na biegowym rowerku w poprzek Wartostrady. A pod koniec taka oto mi się objawiła przyszłość narodu:
Przyszłość narodu na spacerku
Lekcja przepisów była ode mnie darmowa :)

W sumie fajny wypad, szkoda tylko, że w większości przez miasto, więc nie miałem jak poszaleć. Ale mimo wszystko taka końcówka listopada może być.