Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242716.25 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 62.10km
  • Czas 02:04
  • VAVG 30.05km/h
  • VMAX 50.70km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 152m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Napędowo

Piątek, 25 września 2020 · dodano: 25.09.2020 | Komentarze 6

Radosna nowina trafiła mnie rano niczym grom z jasnego nieba. Spacerowałem sobie z Kropą dookoła domu, w którym do jazdy przygotowany był już Czarnuch, a tu nagle sms z zaproszeniem do odebrania szosy z serwisu. Jupi! Dzień wcześniej, niż się spodziewałem. Tak mi można zaczynać każdy dzień :)

Do tego rano jeszcze nie padało, więc wszystko pasowało idealnie. Podreptałem więc w znajome miejsce, gdzie za wymianę kasety, łańcucha, blatu, regulację przerzutek i likwidację luzów (a były spore) w kole zapłaciłem 45 PLN, czyli raczej niewygórowanie. Wiem, wiem, sam bym sobie to zrobił za darmo, ale przez miesiąc i bez gwarancji sukcesu :) Raz jeszcze brawo za ceny i realizację usług w Velo 2.0 na Dębcu. O dziwo wszystkie części, jakie zamówiłem, pasowały, a tego bałem się najbardziej. Zaoszczędziłem pewnie dzięki temu, że zamawiałem przez neta jakąś stówę, ale jednocześnie chciałem pochwalić uczynność i chęć pomocy w panicznym szukaniu przedniej zębatki ekipom ze sklepów na Ptasiej (CCR Sport), Miodwej (Rybczyński-Bikes) oraz Półwiejskiej (Mróz Rowery). Bo co prawda nigdzie jej nie było, ale nikt mnie nie olał, tylko skrupulatnie sprawdzano na magazynach czy jest opcja sprowadzenia. A tu się liczy..

Oj, jak fajnie było deptać na pedały bez obawy, że wyląduję zębami na kierownicy :) Jednak co komfort, to komfort. Mimo więc, że wiało solidnie, postanowiłem w miarę docisnąć i te trzy dychy średniej wywalczyć. Jakoś się udało.

Trasa wschodnia: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Mieczewo - Mościenica - Kórnik - Skrzynki - Zemsta Adolfa - Borówiec - Kamionki - Daszewice - Babki - Głuszyna - Starołęcka - Las Dębiński - dom. TUTAJ Relive.

Trzeba przyznać, że dość malowniczo było.
Wyschnięte samotne drzewo
Słońce płaczące nad wycinką
Stary most w Rogalinku
Miałem kibiców na ziemi... :)
Trójka ciekawskich :)
Jeden wytrwały zawodnik w walce na spojrzenia :)
...a na niebie daleko i niewyraźnie latał myszołów...
Myszołów hen, hen, daleko w górze
...jednak o wiele łatwiej było uchwycić... F-16. W sumie nie zauważyłem do tej pory, czy podczas treningów latają w pełnym uzbrojeniu, w każdym razie dzisiaj był cały zestaw.
F16 w pełnym uzbrojeniu
W parze zawsze raźniej
A tu rowerek z nową, jeszcze czystą szczęką :)
Nowy napęd jak zwykle cieszy
Nowa szczęka wstawiona :)
Gdy już miałem jechać do pracy, zaczęło padać. Na szczęście niezbyt mocno, zdecydowałem się więc podjechać rowerem, ale miejskim. Oczywiście nie mogło odbyć się bez gnoju - tym razem na stacji mieszczuchów było osiem, a do wypożyczenia... jeden. I to po interwencji na infolinii :)




  • DST 72.10km
  • Czas 02:30
  • VAVG 28.84km/h
  • VMAX 52.10km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Podjazdy 188m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Resztkowo

Czwartek, 24 września 2020 · dodano: 24.09.2020 | Komentarze 12

Ostateczny dzień ostatków fajnopogodowych :/ Od jutra wiatry i deszcze. Szkoda.

Dzisiaj było dziwnie, lecz pozytywnie. Ciepło, ale chmury dawały sympatyczny chłodek, taki jesienny. Duło coraz mocniej, jednak bez tragedii. Gdyby rower działał sprawnie, uznałbym, że wszystko gra. A tak to trwała jedynie delikatna walka na lżejszych przedłożeniach o brak bluzgów wynikających z przeskakującego napędu :)

Trasa ulubiona, czyli "kondominium": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.

Jeszcze - na szczęście - śmieszka nie jest skończona. Ale już zdarzył się troglodyta wyprzedzający mnie na gazetę, ewidentnie sugerujący, iż skoro coś tam wyrasta z boku, mimo że nie jest jeszcze oznaczone, powinienem tamtędy jechać. W odpowiedzi otrzymał sugestię zwrotną, jaką czynność powinien wykonać sam ze sobą :)
Pochmurniaste okolice wielkopolskiej Łodzi
Był sobie samotny kruk...
Kruk dziobiący przy polu kukurydzy
...gdzieś nad drzewami latała (chyba) kania...
Kania (prawdopodobnie) nad kępą drzew
...trafiły się już na 100% ostatnie w tym roku żurawie.
Ostatnie już żurawie w wersji PL2020
Wszystko jak widać z daleka. Zresztą miałem przy sobie tylko kompakt, więc zdjęcia są pro forma. Dodaję więc kotka, który ostatnio na spacerze z niepokojem zerkał na Kropę, która - zgodnie z tradycją - kompletnie go olała. Kijek był ciekawszy :)
Przydrożny kotek
No i najważniejsze - mam już komplet pierdół do wymiany napędu! Kaseta i łańcuch (niestety do 10 rzędów dostałem już tylko Tiagrę) przyszły szybko z Centrum Rowerowego (polecam), a blat jechał z Niemiec, sprowadzany za pośrednictwem Bikester.pl (też ok, ale jeden minus - nagle w ciągu jednego dnia cena wzrosła, i to sporo, mimo że towar miałem odłożony w koszyku. Napisałem prośbę o powrót do niższej ceny, ale póki co bez odpowiedzi. Zamówiłem tak czy siak, nie mając wyjścia - polskie magazyny puste). Mój dzisiejszy dystans zawiera więc nie tylko dojazd do pracy, ale i do serwisu i z powrotem. Jest nadzieja, że jeśli części będą pasować, w sobotę odbiorę rower. Akurat na największe ulewy :)




  • DST 57.10km
  • Czas 02:00
  • VAVG 28.55km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 143m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ostatki?

Środa, 23 września 2020 · dodano: 23.09.2020 | Komentarze 12

Oj, to już chyba ostatni dzionek z mega sympatyczną pogodą. Czuć to było zresztą w powietrzu - wiatr silniejszy i wiejący z każdego kierunku, co przy opisywanym już stanie napędu kosztowało mnie sporo emocji: przeskoczy czy nie przeskoczy? Kilka razy solidnie przeskoczyło, a ja karnie skupiłem się młynkowaniu na najlżejszych przełożeniach. Też z duszą na ramieniu :)

Trasa wschodnia, dość skomplikowana, bo pełna nawrotek: Dębiec - Las Dębiński - Minikowo - Starołęka - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Borówiec - Gądki - Robakowo - Gądki - Borówiec - Kamionki - Daszewice - Babki - Głuszyna - Starołęka - Minikowo - Las Dębiński - dom. TUTAJ Relive. Na mapce wyszedł jakiś sikający ufoludek :)

Jeszcze wizualnie było ładnie, choć słońce waliło po oczach :)
Przystanek na poznańskiej Dębinie
Gdzieś zabłądziłem :)
W Borówcu znalazłem taki oto szyld. Dobrze prawią! :)
Mądrze piszą! :)
Zapomniałem aparatu, a szkoda, bo F16-tki latały jak porąbane i z dobrym zoomem byłoby może jakieś fajne zdjęcie. Ale nie ma, więc wpadnie dziś pamiątka z wczorajszego wypadu do WPN-u i jego okolic.
Spojrzenie na horyzont linii kolejowej Poznań - Wolsztyn
Radośnie przez Wielkopolski Park Narodowy
Wąwóz w Puszczykowskich Górach
Krzywe drzewo
Strażniczka lasu :)
Wrzesień na polach wokół WPN-u
Niestety, lasy już puste od ptactwa. Trafił się jedynie samotny dzięcioł.
Dzięcioł duży
Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 56.20km
  • Czas 01:56
  • VAVG 29.07km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Podjazdy 203m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Żaba-wnie

Wtorek, 22 września 2020 · dodano: 22.09.2020 | Komentarze 15

Żab u mnie dzisiaj będzie dostatek.

Przede wszystkim trasa, na południe, przez między innymi Żabinko i Żabno do Sulejewa. I z powrotem. Tak jak na Relive.

Do tego żabie skoki. Bowiem przez korki w Luboniu i Mosinie więcej stałem niż jechałem. Masakra. Ot, typowo polskie realia Międzynarodowego Dnia Bez Samochodu.

Łańcuch i napęd również przypominają jakąś niepełnosprawną ropuchę zamiast coś, co płynnie pełza. Jechałem więc znów ostrożniutko i delikatnie.

A, no i może jeszcze news z Lubonia, który ma "dzielnicę" zwaną Żabikowem, gdzie nawet samoloty F16 gubią części :)

Jako kropkę (z małej) nad i dodam jeszcze żabę wodną, którą w końcu udało mi się wczoraj sfocić nad Wartą. Tyle razy mi uciekała, że postawiłem sobie jej uchwycenie za punkt honoru.Uciekać czy się gapić? - oto jest pytanie
W naturalnym środowisku - żaba wodna
Żaba wodna wyjątkowo na lądzie
A tu zdjęcia z trasy. Ładnie było. Choć przy moim stanie roweru ograniczeniem nie musiałem się przejmować.
Ze strzelającym napędem ograniczeniem nie musiałem się przejmować
Hopasy-zakrętasy w okolicach Żabna
Drewniany kościół w Żabnie




  • DST 52.30km
  • Czas 01:48
  • VAVG 29.06km/h
  • VMAX 52.40km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Podjazdy 168m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Słonecznikowo

Poniedziałek, 21 września 2020 · dodano: 21.09.2020 | Komentarze 7

Pogoda wciąż pozytywnie zaskakuje. Nawet dzisiejszy, ciut mocniejszy wiaterek nie psuje dobre opinii, którą wystawiam :)

Tylko ten napęd... Postępuję z nim delikatniusio niczym podczas okrążania skunksa (co odbija się na średniej, która mogła być zdecydowanie lepsza), a i tak zdarzały się momenty. No nic, wydaje mi się, że zamówienie na części skompletowałem, najgorzej z tym nieszczęsnym przednim blatem, który trzeba będzie ściągać z zagranicy. Pewnie jak wszystko przyjdzie (tydzień minimum), to znając moje szczęście coś i tak pasować nie będzie :) A póki co pozostaje mi zaciskanie zębów (nie tych na korbie), a w najgorszym przypadku czasowa przesiadka na zimówkę, jaką jest mtb-owy Czarnuch.

Trasa południowo-wschodnia: z Dębca przez Las Dębiński, Minikowo, Starołękę, Czapury, Wiórek, Sasinowo, Rogalinek, Rogalin i Świątniki do Radzewic. Powrót niemal taki sam, tylko już nie kombinowałem z Minikowem tylko pomęczyłem się na Starołęckiej. TUTAJ Relive.

Przeoczyłem słoneczniki latem, znalazłem je więc jesienią.
Wrześniowe słoneczniki
Zapylanko! :)
A skoro Radzewice, to nie mogło nie być portu, w końcu pustego. Ostatnio bowiem kajakarzy było tam jak mrówków.
Klasyczna poza w klasycznym miejscu, Port RadzewiceZakole Warty, Port Radzewice
Zaklęty krąg, Port Radzewice
Płonie ognisko..., Port Radzewice
Spojrzenie znad wody, Port Radzewice
Łódka Bols?, Port Radzewice
A po południu pies też nie narzekał :)
Pędzi czarna bestia :)




  • DST 54.10km
  • Czas 01:48
  • VAVG 30.06km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Podjazdy 172m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wpis z czap(l)y :)

Niedziela, 20 września 2020 · dodano: 20.09.2020 | Komentarze 14

Znów było dane mi się wyspać. Cudowna sprawa.

Niecudowna za to jest jazda z napędem, o którym wczoraj pisałem. Z tylu głowy lekki stresik, czy i kiedy coś przeskoczy. Niestety kilka razy to się zdarzyło. Mimo wszystko dało się kręcić, a dzięki wciąż mega fajnej pogodzie nawet wywalczyć średnią w granicach trzech dych. Ale jakakolwiek walka z wiatrem i konieczność mocniejszego stąpnięcia na pedały i robi się problem. Tymczasem oczekiwanie na nowy blat to w wersji optymistycznej tydzień, w wersji bardziej realnej - do trzech.

Trasa wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Czapury - Babki - Daszewice - Kamionki - Borówiec - Gądki - Robakowo - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom. TUTAJ Relive.

Poczułem się trochę jak latem, bo nie tylko udało mi się wypatrzyć w oddali (więc niewyraźnie) czaplę białą...
Zerknięcie na lewo czapli białej
Widczek mało atrakcyjny, ale za to z czaplą
Czapla biała patrzy na prawo
...ale i w Szczodrzykowie podpatrzeć mewy, kaczki, perkozy (nawet małe) i łyski.
Mewa lądująca
Mewa rozglądaczka
Stary i młody perkoz
Mały, wypikselowany perkoz
Kaczka i łyska
Łyska, być może czyjaś żona :)
Co się patrzysz? :)
Staw w Szczodrzykowie
Rowerzystów mijałem około miliarda. No dobra, mogłem się pomylić o plus minus milion :) Co ważne - wyjechał rzut jesienny, lepszego sortu, bo wszyscy pozdrawiali. Brawa. Za to trafiła się i taka dziwna mijanka :)
Taka oto mijanka
Dzisiaj poznańskie koziołki trykały się w samo południe ubrane w barwy Lecha i Warty. Wszystko z powodu pierwszych od 25 lat derbów, wyjątkowych jak na polskie realia, bo niepodszytych agresją i nienawiścią jednych do drugich. W Poznaniu wyznaje się bowiem jakieś dziwne podejście, które nie dzieli miasta na pół z powodu barw klubowych. Wiem, niezrozumiałe, hehe :) Niestety, Warta poległa, co było do przewidzenia, zresztą po karnym spowodowanym przez byłego piłkarza... Lecha. Wszystko w rodzinie :)




  • DST 62.50km
  • Czas 02:07
  • VAVG 29.53km/h
  • VMAX 50.50km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 129m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nienapędowo

Sobota, 19 września 2020 · dodano: 19.09.2020 | Komentarze 27

Niestety, czas na wymianę napędu zbliżył się do mnie szybciej niż myślałem. Dzisiaj po kilku bluzgach wynikających z nagłej zmiany przełożeń, oczywiście niezaplanowanych przeze mnie, stwierdziłem, że to mus.

Tylko jest z tym "lekki" problem, bo części do starej 105-tki jest na rynku coraz mniej, a i dopasowanie ich nie należy do najłatwiejszych. Postanowiłem do tematu podejść ambitnie i samemu skompletować całość, jedynie serwisowanie zostawiając ekspertowi, no i mam. Kaseta to nie problem, łańcuch również (chyba, bo powinien pasować z grubsza każdy do szosowych dziesięciu rzędów). Sęk w tym, że zajechałem jeszcze co najmniej jeden blat, oczywiście ten większy, a tam zamówienie czegoś pasującego to zadanie z grubsza podobne do poprawnego typowania wygranej w LOTTO. Niby prosta sprawa, ale liczy się ułożenie śrub, ich rozstaw, oczywiście ilość zębów. Wydaje mi się, że mam jedną właściwą na oku, ale nie obejdzie się bez porady fachowca, czyli po weekendzie. Nie ma lekko. No ale mam czyste sumienie, że próbowałem :)

Inną sprawą jest sama żywotność aktualnie sprzedawanych komponentów. Kiedyś na jednym łańcuchu udawało mi się wykręcić 15-16 tysięcy, tym razem po przejechaniu 12-13 tysi jest wyciągnięty niczym łapki "madek" po kolejne pińcet plusy, jednocześnie niszcząc zęby korby. Wiem, mój błąd, że go nie wymieniłem wcześniej, ale nie spodziewałem się, że będzie taka padaka. Co za czasy.

Sama dzisiejsza jazda byłaby całkiem przyjemna, gdyby nie świadomość gdzieś z tyłu głowy, że nie mogę za mocno cisnąć na pedały, bo nie znam dnia ani godziny. Rano było sympatycznie chłodno, a potem sympatycznie nie za gorąco. 

Trasa to lekko zmodyfikowany "muminek": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Rogalinek - Sasinowo - Wiórek - Czapury - Babki - Daszewice - Kamionki - Szczytniki - Koninko - Sypniewo - Głuszyna - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - Dębiec.
Nas stawem w Szczodrzykowie
Wciąż zaorany Windows
Grzybiarzy po drodze widziałem sporo, tylko lasów aktualnie brakuje :/
Można by na grzyby, ale lasy poznikały :/
A tu jedyne grzybki - prócz muchomorów - które jestem w stanie znaleźć. Grzybowej z tego nie będzie :)
Jedyne widziane przez moje oczy grzybki :)
Reszta dystansu to dojazd do pracy.




  • DST 65.50km
  • Czas 02:15
  • VAVG 29.11km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 174m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Antyideologicznie :)

Piątek, 18 września 2020 · dodano: 18.09.2020 | Komentarze 11

Gdy rano wyruszałem, na termometrze było jakieś 13-14 stopni. Nie narzekam, bo to zdecydowanie lepiej niż 30-40 :) Wiem, zaraz zostanę tu wirtualnie ukamienowany za takie bluźnierstwo przez wyznawców ideologii LGBT (Lubię Gorąco Bo Tak), hehe :)

Jazda zbyt komfortowa mimo wszystko nie była, bo co prawda już tak nie wiało, ale pomagać też nie chciało, poza tym napęd coraz bardziej dokucza. Więc jazda na minimalne minimum.

Trasa zachodnio-północna: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - serwisówki - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.

Czasu miałem mało, więc tylko na chwilę zakotwiczyłem nad Jeziorem Lusowskim. Nie tylko ja :)
Nad Jeziorem Lusowskim
Stary człowiek i jezioro
No i chyba ktoś kręcił gdzieś po drodze jakiś sequel filmu Hitchcocka :)
Szpakologia masowa :)
Hitchcock by pozazdrościł :)
Reszta to dojazd do pracy.

Dzisiaj więc krótko i nietreściwie. Można? Można Wystarczy mieć zapieprz w robocie :)




  • DST 58.10km
  • Czas 02:04
  • VAVG 28.11km/h
  • VMAX 52.50km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 153m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

PoTrzaskowo :)

Czwartek, 17 września 2020 · dodano: 17.09.2020 | Komentarze 10

No to milo było, ale się skończyło. Oczywiście chodzi o pogodę. Jednak trzy dni jako takiej przyzwoitości (przynajmniej w godzinach porannych) ze strony aury zostały przeze mnie zapamiętane :)

Dzisiaj już znów świat wrócił do swojej normy - co prawda zrobiło się sporo chłodnej (super), ale za to ruszyło się wiatrzysko. I to konkretnie. Nie tęskniłem za nim.

Tak samo jak za jazdą przez cały Poznań, ale nie za bardzo miałem możliwość wybrzydzania, jeśli nie chciałem wracać pod srogie podmuchy. Tym samym kilkanaście kilometrów miejskich atrakcji miałem gratis, na szczęście łagodzonych przez Wartostradę.

Trasa: Dębiec - Wartostrada - Chemiczna - Gdyńska - Koziegłowy - Czerwonak - Owińska - Bolechowo - Trzaskowo i z powrotem. TUTAJ Relive. W sumie w tym Trzaskowie byłem po raz pierwszy, bo zawsze jechałem prosto na Murowaną Goślinę, a szkoda, bo nazwę ma ta wioska idealną na ciszę wyborczą :) A i w sumie całkiem sympatycznie tam jest.
Pod światło
Okolice Trzaskowa
Kolejny wielkopolski Windowsik :)
Miałem też okazję przetestować to, co się dzieje w Koziegłowach po remoncie Gdyńskiej. Z grubsza - witki opadają. Część poznańską robił ktoś ogarnięty, niestety już za granicami miasta zabrał się za to ktoś, kto nienawidzi rowerzystów. Ot, przykładzik: kawałek śmieszki, z koniecznością zatrzymania się i przejścia (bo ta nie ma pasa dla rowerów) na drugą stronę, żeby po kilkudziesięciu metrach natrafić na znak chodnika z dopuszczeniem. Typowa polska abstrakcja mentalna :)
Koziegłowy - typowy rodzimy kretynizm projektantów DDR-ek, czyli nagłe zmiany kierunku. Nie skorzystałem :)


No nie skorzystałem, ani jadąc w jedną, jak i w drugą stronę :)

Wynik tragedia. Wczoraj było spoko, dziś masakra. A dystans zawiera dojazd do pracy.

No i na koniec Kropa uprawiająca skok oszczepem... :)
Skoczek oszczepnik :)
...przez smoka :)
Głowa martwego smoka, Las Dębiński, Poznań




  • DST 53.30km
  • Czas 01:43
  • VAVG 31.05km/h
  • VMAX 50.50km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 192m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dwa nastroje

Środa, 16 września 2020 · dodano: 16.09.2020 | Komentarze 18

Aż nie wierzę. Trzy dni fajnej pogody (choć dzisiaj już zbyt ciepło jak na moje), do tego bez silnego wiatru. Świat się kończy :) Warto było czekać na taki wrzesień.

Oj, dobrze dziś było. Zero "ale". Dzięki temu udało mi się wykręcić nawet przyzwoity wynik, który mógłby być lepszy, gdyby nie miliard świateł w Luboniu i Mosinie.

Trasa - a jak! - najlepsza, czyli "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Plewiska.

Chyba już kończą śmieszkę :/ Dobrze, że chociaż Jeziora Dymaczewskiego nie wysuszyli, żeby ją stworzyć.
W tle Jezioro Dymaczewskie
Po południu spacer z Kropą po Dębinie...
Mikroklimat Lasu Dębińskiego, Poznań
...a podczas powrotu znów fotograficzne "polowanie" na lekko szaloną kawkę.
Kawka już na baczność :)
Tak się kończy przedawkowanie... kawki :)
Rozkminianie żółędzi
Zdjęć miało być więcej, ale... No cóż. Przekładam. Bowiem na klatce spotkałem spanikowanego pana, który poprosił, żebym szybko dzwonił na 112, bo przyjechał do brata, a ten się nie rusza. Oczywiście tak uczyniłem, ale w oczekiwaniu na przyjazd służb weszliśmy wspólnie do mieszkania i niestety jedyne, co pozostało, to amatorskie stwierdzenie zgonu. Oczywiście policja takowy potwierdziła, gdy już się pojawiła (dobre pół godziny oczekiwania). Denatem był miejscowy żulik, niegroźny, często mnie pytający, ile przejechałem, takie tam. Widziałem go ostatnio wczoraj, gdy machał mi na ulicy. Raczej nie ma podstaw do jakichś podejrzeń, ale później jeszcze do mnie dzwoniono, żeby podpytać, czy nie było wieczorem jakiejś imprezy, która mogła skończyć się tragicznie.

Szkoda człowieka, ale był też on archetypowym przykładem, jak można sobie skopać życie. Niegłupi, ale ewidentnie przegrywający z nałogiem, staczający się z roku na rok. Oczywiście nie brakowało przy nim pasożytów, czyli innych meneli czyhających na jego zasiłek, czy co tam miał - teraz źródełko się skończyło. Ot, smutne realia starych mieszkańców Dębca.

Taki to miałem wolny dzionek. Zaczął się całkiem ok, a skończył dość średnio :/