Info
Suma podjazdów to 811121 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Październik15 - 10
- 2026, Wrzesień30 - 11
- 2026, Sierpień31 - 24
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.60km
- Czas 02:06
- VAVG 25.05km/h
- VMAX 42.00km/h
- Temperatura -3.0°C
- Podjazdy 132m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Cześć i chwała bohaterowi!
Sobota, 16 stycznia 2021 · dodano: 16.01.2021 | Komentarze 28
Dzisiejszy wpis będzie zupełnie inny niż pozostałe. Rower zejdzie w nim na drugi plan, w sumie marginalny. Bowiem inny wątek zdominował ten dzień.
Po nocnych opadach i przymrozkach nastał zimny poranek, z mocno jeszcze oblodzonymi asfaltami. Postanowiłem więc odwrócić klasyczny cykl i najpierw pójść z psem, przy okazji zajrzeć do Teściowej z zakupami, a dopiero po południu ruszyć dwa kółka. W sumie było to jedyne rozsądne rozwiązanie po zerknięciu na drogi.
Dokładnie tak zrobiłem, fundując sobie klasyczną rundkę po Dębinie, która pierwotnie nie odbiegała od codzienności. Kropa polatała, ja porobiłem kilka zdjęć i wybrałem się w drogę powrotną. Postanowiłem jeszcze skręcić nad jeden ze stawów, gdzie często widywałem ptasią drobnicę. A tam czekał na mnie widok, którego się nie spodziewałem - sarna, która wpadła do wody i panicznie próbowała z niej wydostać. 
Biedne zwierzę ewidentnie sobie nie radziło, w panice pływało w tę i z powrotem, tracąc siły. Chwyciłem za telefon i próbowałem wezwać jakieś służby, przy okazji myśląc ze starszym państwem, którzy też podeszli, co jeszcze można zrobić. Jako że wszystkie moje telefony spełzły na niczym (temat rozwinę później) ustaliliśmy, że sarna (a w sumie koziołek) panikuje jeszcze bardziej, bo nas widzi, więc najlepiej opuścić to miejsce. Ja miałem zamiar polecieć do pobliskiej szkoły aspirantów PSP i szybko stamtąd kogoś ściągnąć. Jednak gdy się wycofywałem, spotkałem parę, którą chciałem poprosić o cofnięcie. Jakże było moje zaskoczenie, gdy usłyszałem: "ale my idziemy ją właśnie uratować". Nie wierzyłem własnym uszom, choć oczywiście to było coś, co usłyszeć chciałem.
Szybko wróciliśmy na brzeg, a moje zaskoczenie jeszcze wzrosło, gdy męska połowa duetu zaczęła się rozbierać i stwierdziła, że podpłynie do sarny i ją wyciągnie! W sumie aż mi wstyd, że na to sam nie wpadłem, choć te minus cztery na termometrze trochę mnie tłumaczy, jak i fakt, że pływam tragicznie. Postanowiłem więc pozostać jako rezerwa, gdyby trzeba było interweniować i obserwować akcję, trzymając kciuki. A przy okazji aparat.





Cóż mogę więcej napisać... Poznałem prawdziwego bohatera. Nie dość, że nie bał się wejść do lodowatej wody, to jeszcze skutecznie przetransportował jakimś cudem koziołka na drugą, zamkniętą część stawu.
Sarna była bardzo słaba, praktycznie nie mogła ustać, poczekałem więc aż człowiek, którego imienia nie poznałem, wróci, pogratulowałem i podziękowałem za naprawdę imponujący wyczyn, po czym poleciałem w kierunku leśniczówki, chcąc wysłać stamtąd kogoś, żeby zaopiekował się czworonożnym głupolem. Niestety, nikt mi nie otworzył, co gorsza, nawet nie udało mi się spotkać samochodu ochrony, który często widuję gdy patroluje on za płotem teren należący do Aquanetu. Tyle w temacie ich przydatności... Wróciłem więc w miejsce akcji, na drugim brzegu jednak już widać sarenki nie było, więc trzymam się nadziei, że po prostu się ogarnęła i jedynie najadła strachu. W końcu to twarde istoty.
Teraz czas na wnioski. Nie będą pozytywne. Oto lista połączeń, które wykonałem. A w sumie w większości próbowałem wykonać. Screen z momentu, gdy już byłem w domu.
Na 112 powiedzieli, że nie mają gdzie mnie przekierować, muszę dzwonić na Straż Miejską. Już wiedziałem, że mi się nie uda, tym bardziej w weekend (oczywiście, można wypełnić formularz na stronie, załączyć fotkę, wysłać i czekać aż ktoś się odezwie. Jakiś żart). Ale spróbowałem, zresztą już wcześniej, oczywiście bez skutku. Wybrałem więc numer wspomnianej szkoły aspirantów - cisza. Potem centrali straży pożarnej w Poznaniu. To samo. Leśnictwo - jak wyżej. W sumie to ostatnie może dobrze, bo znając ich zapędy wysłaliby myśliwego... Jednym słowem: państwo z dykty. Jeśli mieliśmy je w ruinie, to już nawet jej aktualnie nie ma.
Pomógł (nie)zwykły anonimowy człowiek, który znalazł się tam przypadkiem. Który nie bał się zaryzykować, nie wiedząc nawet jak jest głęboko, w koszmarnie niskiej temperaturze. Raz jeszcze chylę czoła - to przywraca wiarę w chociaż jakąś część ludzkości. Wielkie, wielkie brawa. I raz jeszcze dziękuję. Cześć i chwała bohaterom, tym prawdziwym, nie propagandowym.
Ok, jeszcze pokrótce o rowerze. Zrobiłem trasę podobną jak wczoraj (Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Skórzewo - Plewiska - Poznań). Zimno, pod paskudny wiatr, a od połowy drogi zacinający śnieg - generalnie paskud. Przy okazji podjechałem nad plażę w Lusowie, gdzie wczoraj zostawiłem bidon - oczywiście już go nie było. To, oraz dwóch gazeciarzy uświadomiło mi, że nie stał się jakiś cud, wciąż żyję w dziwnym kraju, a bohaterstwo to jednak wyjątek, nie reguła.
Jeszcze na koniec sarenki. Takie polne, nie wodne :)
Od jutra rekordy zimna i śnieg. Czyżby odkładana z dnia na dzień przerwa?
- DST 52.60km
- Czas 02:03
- VAVG 25.66km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 132m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pogoda dla bałwanów
Piątek, 15 stycznia 2021 · dodano: 15.01.2021 | Komentarze 16
Znów wolny dzionek, co miało jeden istotny plus - mogłem ruszyć na rower już wtedy, gdy zrobiło się względnie ciepło. Co w aktualnych realiach oznacza zero na termometrze :)
Wyjąć Czarnuchem, z którym ostatnio przeprosiłem się na dobre. Fajnie, że go mam, bo szosą to bym sobie mógł ewentualnie po domu z nim pod pachą pochodzić.
Trasa lekko zapomniana, a lubiana: Poznań - Plewiska - Junikowo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Cóż, zima nie odpuszcza, choć przy tym, co przed nami, dzisiaj był upal. W sumie więc jechało się nawet spoko. Spotkałem jednego ziomka...
...którego lekko urowerowalem :)
Zajrzałem na plażę w Lusowie.
I to był ostatni moment, gdy widziałem na żywo swój bidon :/ Tyle razy służył jako podstawka, aż w końcu o nim zapomniałem, prawdopodobnie przez ten śnieg. Samego mi nie szkoda, ale była na nim owijka z moim nazwiskiem, którą gdzieś wygrałem. Eh, zorientowałem się grubo po tym, jak już byłem w domu, więc nawet nie było czasu i sensu tam wracać. Życie.
Śmieszki w Poznaniu pięknie odśnieżone, a już poza nim... Na szczęście nie :)
Jak zwykle nie zabrakło legalistów, na przykład między Lusówkiem a Sierosławem. Abstrakcja jakaś :)
Moje diabelskie drzewo wciąż stoi :)
A niedaleko niego wylegiwało się całkiem spore stadko sarenek.
Z innych zwierzaków. Trafiły się walczące bażanty:

Wkurzył się na lekko myszołów za sesję, aż mnie wytuptał :)


Na koniec mały gnojek, za którym się nieźle nalatałem po polu. A jak zmarzłem! Jednak po raz pierwszy udało mi się w jakikolwiek sposób uwiecznić dzierlatkę, co warte było przemarzniętej łapy. Punk's not dead :) Niewyraźna, ale jest.
Resztę zostawię na inne wpisy, nie ma co przesadzać.
Tyle. Od jutra pogodowa rzeź, mróz i opady śniegu. Duża szansa na zdroworozsądkową przerwę więc :/
- DST 32.30km
- Czas 01:16
- VAVG 25.50km/h
- VMAX 43.00km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 90m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Gluteria śniegowa
Czwartek, 14 stycznia 2021 · dodano: 14.01.2021 | Komentarze 12
Kolejny wykonany glut, którego by nie było, gdyby nie popołudniówka w pracy. Dzięki temu, że nie musiałem wyruszać skoro świt, tylko miałem możliwość odczekania do dziesiątej, wpadło te marne trzydzieści kilometrów. Lepszych niż nic.
Tak szczerze to jeszcze przed samym wyruszeniem nie byłem pewien, czy jest jakikolwiek sens. Pod oknem osiedlowa droga wyglądała jak błotno-śniegowy odcinek Runmageddonu, a na niebie pojawiały się jeszcze pojedyncze płatki śniegu. Mimo wszystko postanowiłem spróbować, uzależniając dalszą decyzję od stanu głównych dróg.
I o dziwo były one zadziwiająco przejezdne. Brawa dla drogowców, zaskoczyli zimę :) Oczywiście wciąż dla mnie fenomenem byli rowerzyści chodnikowi - ulice czarne, na chodnikach breja i zaspy. A ci twardo na nielegalu, Zapewne "bo się boją". Przecież to człapanie w zaspach jest dopiero niebezpieczne!
Fotki z dziś:





Trasa w tę i z powrotem: Poznań - Plewiska i serwisówkaimi do ronda przed Zakrzewem, powrót swoimi śladami. Do pracy jazdy rowerem nie ryzykowałem, mając w pamięci taki oto widok z wczorajszego wieczora:
Na Dębcu już było spokojniej...
...ale Kropa była zachwycona :)
Zrobiłem nawet małą instalację :) Niech wspomniane gówno zniknie tak samo jak śnieg.
Od jutra przyjść mają srogie mrozy. Jak zwykle się zobaczy.
- DST 31.70km
- Czas 01:16
- VAVG 25.03km/h
- VMAX 41.20km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 115m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut arcybiały
Środa, 13 stycznia 2021 · dodano: 13.01.2021 | Komentarze 9
Nie będę narzekał. Mimo obaw, że się nie uda, coś się udało. A że jedynie glut? Lepszy taki niż nic.
Oczywiście w nocy i nad ranem padało. Na szczęście w pracy musiałem pojawić się dopiero wczesnym popołudniem, więc trzymałem się nadziei, że pojawi się jakaś pogodowa luka. Przyszła, łaskawie.
Z trasą nie kombinowałem, tylko poleciałem glutowym standardem: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań.
Dało się jechać, momentami nawet całkiem przyzwoicie:

Oczywiście Luboń się wyróżniał syfem :)
W Komornikach musieli, cholera, wyczyścić tę paskudną kostkową śmieszkę. A tak chciałem legalnie po asfalcie :)
A sarenki dzisiaj tylko daleko, hen, w śniegu, niewyraźne:
Jak widać, lekko po terminie spełniło się przynajmniej część marzeń nazioli i płaskoziemców. Co prawda o inną biel zapewne chodziło, a i nikt jeszcze nie zawisł za "plandemię", ale w sumie taki miks ziomali Bosaka, troglodytów mentalnych i antyszczepionkowców staje się coraz bardziej popularny. Polska drugą Ameryką z ostatnich dni!
Do prac już rowerem nie jechałem, woląc nie ryzykować.
Jutro znów zagadka z pogodą. Ale chyba wyczerpałem już swój limit szczęścia...
- DST 32.10km
- Czas 01:17
- VAVG 25.01km/h
- VMAX 40.40km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 102m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glutu-glut po śniegu
Wtorek, 12 stycznia 2021 · dodano: 12.01.2021 | Komentarze 13
Nadeszło. Biały szajs zaatakował :/
Pewnie gdybym nie musiał wstać dzisiaj bardzo wcześnie, w ogóle bym nie pokręcił. Jedyny plus obowiązków okołozawodowych :) A tak udało trafić się na ostatni moment przed opadami. Niestety nie do końca - gdzieś przez połowę drogi było w miarę sucho, a powrót już należał do lekko ślizgających się.
Trasa znów klasyczna: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań.
Jazda bardzo ostrożna, do samobójców bowiem nie należę. Tak było już w Poznaniu:


Tak zaś wcześniej. Znajdź tysiąc różnic :)

Sarenki albo uciekały...

...albo kryły się przed zadymką.

W domu druga część szkolenia na Zoomie, skończonego dziś wcześniej, jednak szans na dokrętkę nie było - tak zasypało, że ewentualnie mógłbym wybrać się na sanki :) W zamian poszedłem z Kropą na Dębinę. Ona śnieg lubi, w przeciwieństwie do deszczu. Ja średnio, ale dzięki temu mogę znów spełnić życzenie kolegi
Lapeca i zaprezentować psa w śniegu. Marcin, błagam, już starczy, nie proś o to więcej, hehe :)



Napotkane bałwanki zostały obszczekane. Tego jeszcze nie znała, więc zastosowała najbardziej znaną technikę na nagłe zaskoczenie :)

Zdziwione sytuacją były tak bogatki...

...jak i modraszka.

Jutro też ma padać, więc zapowiada się przerwa. Jak długa? Cholera wie :/
Jak w każdym przypadku ataku białego gówna, puszczam tupu-tup :)
- DST 51.85km
- Czas 01:51
- VAVG 28.03km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura -2.0°C
- Podjazdy 181m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zoomując
Poniedziałek, 11 stycznia 2021 · dodano: 11.01.2021 | Komentarze 11
Wykonałem dzisiaj kombinację alpejską. Choć może to nie do końca na miejscu porównanie, bo cokolwiek, co się kojarzy z narciarstwem, grozi ostatnio jakimś obostrzeniem :)
Tak jak pisałem, od rana miałem szkolenie. Nie stacjonarne, tylko przez platformę Zoom, chyba ostatnią z popularnych tego typu, której jeszcze do tej pory nie testowałem. Nie powiem, ma spore możliwości, większość rzeczy, łącznie z notatkami pisanymi wspólnie przez różne osoby da się zrobić bez tracenia czasu na bezsensowne wyjazdy służbowe. To plus. Minusem są kamerki, listy obecności i takie tam. Tylko czekać, aż firmy będą mogły legalnie zwalniać w ten sposób :)
Spóźnić się więc nie mogłem, żeby cokolwiek pokręcić musiałem jak w czasach dwunastek wstać mega wcześnie i wykonać gluta, w klasycznej wersji: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań.
W Luboniu jak zwykle światła miały tylko jeden kolor - czerwony. Masakra. No i jazda w temperaturze minus dwóch stopni do najbardziej komfortowych nie należy.
Jedno było fajne: choć na jeden dzień wróciło wschodzące słońce, w sprawdzonym miejscu z widokiem na WPN :)

Zdążyłem się zalogować, zrobiłem swoje, kilka godzin później byłem wolny i postanowiłem wykonać dokrętkę do pięciu dych, z Poznania przez Luboń, Wiry, Komorniki i znów Luboń do domu. W sumie wyszło tak, jak ma być :) Niestety, na jutro pogodynki jasno zapowiadają, iż takiej kombinacji nie powtórzę, bo od rana ma być śnieg :/
Skorzystała również Kropa, która czuje się na tyle dobrze, że mogła dziś legalnie polatać po Dębinie z kijkiem :)
Trafił się przy okazji duet: bogatka i modraszka w jednym żarły domku. A w sumie to obok niego, na płocie :)
- DST 52.70km
- Czas 01:52
- VAVG 28.23km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 128m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Trznadelsko :)
Niedziela, 10 stycznia 2021 · dodano: 10.01.2021 | Komentarze 14
Błeee... Jak paskudnie dziś było! A będzie jeszcze paskudniej.
W sumie trochę sam sobie jestem winny, bo spałem za długo, naiwnie sądząc, że suchość utrzyma się przez cały dzień. Tymczasem przez drugą (większą, hehe) połowę drogi towarzyszył mi zamiennie śnieg oraz śnieg z deszczem. A że miałem pod tyłkiem cienkie szosowe oponki, komforcik był zdecydowanie średni.
Trasa dokładnie taka sama jak wczoraj (Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo -
Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie -
Gołuski - Plewiska - Poznań). Ale nie wynikało to z mojego widzimisię, lecz z faktu, iż zgubiłem pompkę, tanią bo tanią, jednak przydatną, i chciałem sprawdzić, czy gdzieś nie leży. Oczywiście nie leżała. W sumie ciekaw jestem, jak do tego doszło - widocznie musiała się poluzować tasiemka trzymająca. Że jednak tego nie zauważyłem? Ot, mój wewnętrzny fenomen :)
Pisać nie ma więcej o czym, tym bardziej focić, więc w zamian coś kolorowego - napotkany dziś na Dębinie trznadel. Oj, naczekałem się, aż wygrzebie się spod liści, do tego zrobiło się już ciemno, więc jakość taka sobie.

Trafił się również tył dzięcioła średniego.
Na trasie zaś tylko spore stado saren...
...i generalnie taka paskudna szarość. I to jeszcze przed opadem śniegu.
Wodoszczelna Sigma nie działała tylko cztery razy. Powoli staję się ekspertem od przecierania styków w locie :)
Jutro nie poszaleję - co prawda pracuję/mam szkolenie z domu, ale w godzinach najbardziej kijowych, czyli od rana :/
- DST 51.85km
- Czas 01:51
- VAVG 28.03km/h
- VMAX 50.00km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 128m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Prezentowo :)
Sobota, 9 stycznia 2021 · dodano: 09.01.2021 | Komentarze 5
Na rower miałem iść rano, ale z przyczyn niezależnych od operatora (dwóch kółek) plany się pokiełbasiły i najpierw musiałem polatać trochę po okolicy, a przy okazji skoczyć z Kropą na Dębinę. W sumie taka wersja dnia raz na jakiś czas jest ok, byle nie za często.
W końcu ruszyłem, do tego szosą, ale dopiero po trzynastej. Mega późno, jednak dobrze, że w ogóle.
Trasa nieskomplikowana: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Było zimno, o dziwo dość wietrznie na polach, ale przynajmniej sucho. Przynajmniej "na górze", bo drogi jeszcze miejscami usyfione.
Na początek jedyne dzisiejsze zdjęcie z rowerem, z okolic Lisówek, spod ulubionego drzewa.
Reszta natomiast to rezultat tego, co czekało mnie na odcinku między Konarzewem a Dopiewem. Czułem się jakbym rozpakowywał Kinder Niespodziankę, bowiem niczym na zawołanie zwierzaki zaczęły się pojawiać i przestać nie chciały. Super, szkoda tylko, że było tak szaro, bo jakość daje wiele do życzenia. Na początek spotkałem myszołowa pilnującego stada sarenek:
Te drugie potem przeleciały w oddali przez drogę, czymś spanikowane:
Kawałek dalej na polu pojawił się (prawdopodobnie) myszołów włochaty, ale po tej pikselozie ciężko być pewnym.
Z drugiej strony przyuważyłem lądowanie stada żurawi:
...a w Lisówkach pojawiło się jeszcze jedno, większe.
Co robi klasyczny szoszon na widok takiej drogi? 
Jedzie, a nawet pędzi dalej. Co robię ja? Zauważam drapieżnika na drzewie, hamuję, chowam się za innym, wyciągam aparat i staram się nie spłoszyć kani rudej. Udało się jako tako. Byłem nawet świadkiem, jak chyba coś upolowała.



W sumie cały czas nie jestem pewien, czy to nie jednak myszołów włochaty, ale raczej stawiam na wspomnianą kanię.
EDIT: chyba jednak myszołów włochaty. Im dłużej je porównuję, tym bardziej wiarygodna wydaje mi się ta opcja. To ptak dość rzadko widywany w Polsce (w przeciwieństwie do myszołowa zwyczajnego), więc nie ma lekko :)
Na koniec jeszcze samotna sarenka.
Czemu takie kumulacje nie mogą się zdarzyć w jakiś słoneczny dzień, cholera jasna? :) No nic, lepszy rydz niż nic. Choć łapy mam wciąż zmarznięte.
Z Dębiny też mam kilka zdjęć, ale nie ma co przesadzać w jednym wpisie :)
- DST 52.40km
- Czas 01:53
- VAVG 27.82km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 187m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zima marzeń :)
Piątek, 8 stycznia 2021 · dodano: 08.01.2021 | Komentarze 14
No proszę. Miał być koszmar, a było całkiem sympatycznie. Takie rzeczy tylko z naszymi wróżkami, wrrrrróććć, pogodynkami.
W sumie może i było źle wczesnym rankiem, ale spałem. Trzeba korzystać z chwil wolnego. Ruszyłem natomiast po jedenastej, sam siebie zadziwiając wyborem szosy, a nie mtb-ka. Nie żałowałem, bo było bezpiecznie, a nawet ładnie. Oczywiście ostrożność została zachowana, między innymi przez to nie cisnąłem. A poza tym mi się nie chciało :)
Trasa to "kondominium", czyli w skrócie: Poznań - Luboń - Puszczykowo - Mosina - Łódź - Stęszew - Szreniawa - Komorniki - Luboń - Poznań.
O tak właśnie było:
To, co najlepsze zimą: słońce (latem go nienawidzę, teraz wielbię),
pagórki WPN-u, Jezioro Dymaczewskie, nawet ta DDR-ka na tym kawałku nie
wkurza (w przeciwieństwie do kostkowych fal Dunaju w Witoblu i
Stęszewie). Tak zresztą ona wygląda trochę wcześniej. Niepotrzebna, ale jest ok.
Dla kontrastu: oto gówniany szajs z Komornik. Tam mogło być tak pięknie, ale postawili wzdłuż zakaz jazdy rowerem, kilka razy widziałem tam przejeżdżające radiowozy, więc nawet ja się wolę przemęczyć niż ryzykować mandat. Jako bonus są tam kursujące z wózeczkami "madki". Tę dzisiejszą nawet potraktowałem z minimalną ironią, podczas wyprzedzania mówiąc głosem przedszkolanki (hm, czy jest męski odpowiednik?), że ta część, gdzie jest rysunek rowerka oznacza, iż jest ona dla rowerzystów. Lecz gdy spojrzała na mnie mało myślącymi ślipiami i powiedziała "aha, ok", to stwierdziłem, że chyba byłem nawet zbyt brutalny :)
Jeszcze sarenki, te same co wczoraj, ale dzisiaj w trawie, nie śniegu...

...oraz moja osobista perełka dnia, dla której dałem ostro po hamulcach. To ptaszek-ninja, czyli srokosz.

Jako ciekawostkę dodam, iż ten kurdupel jest naprawdę niezłym łowcą, a do tego ma dość specyficzne przyzwyczajenie - jeśli upolowana ofiara jest zbyt duża, żeby ją zjeść na raz, srokosze (i inne dzierzby) nabijają ją na ciernie lub druty niczym na pal. Tam sobie "czeka" na dalszą konsumpcję.
A co jutro? Cholera wie. Jedno jest pewne - będzie zimno.
- DST 32.10km
- Czas 01:16
- VAVG 25.34km/h
- VMAX 42.00km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 115m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dziki glut
Czwartek, 7 stycznia 2021 · dodano: 07.01.2021 | Komentarze 14
Zgodnie z prognozami (w końcu, niestety, zdarzyło im się sprawdzić) od rano sypał śnieg z deszczem. Jeden wielki, dawno niewidziany syf.
Na szczęście miałem wolne, więc liczyłem na jakieś okienko pogodowe (jak łatwo się domyśleć, skoro jest dystans we wpisie, to się pojawiło), no i skorzystałem z okazji na porządne wyspanie, bez presji, że trzeba wstawać. Tu było wręcz przeciwnie: nawet nie należało :)
W związku z aurą postanowiłem lekko odwrócić cykl dnia i najpierw poszedłem z psem na spacer na Dębinę. Jako że jeszcze nie jest do końca zdrowy, to tym razem na smyczy, żeby nie załatwił się ponowie ganiając, a przede wszystkim łażąc z kijem. Jak się okazało, miało to swój dodatkowy plus. Bowiem stanęliśmy sobie oko w oko z taką oto parką:
I tak jak Kropa jest nauczona, żeby nie płoszyć ptaków, tak z dzikami doświadczenie miała do tej pory niewielkie (widziała może ze cztery razy w życiu), więc obszczekała od góry do dołu biedną parkę, która liczyła na spokojne żerowanie. A tu my. Tak więc w akompaniamencie lekkiego ujadania (na szczęście tylko przez chwilę) dostosowałem się do znanej reguły: "kto spotyka w lesie dzika, ten za aparat szybko chwyta" i wykonałem całą serię ujęć. 

Zwierzęta się w końcu wycofały, my poszliśmy dalej, ale było jeszcze jedna interakcja - stały się już bardziej ciekawskie, zaczęły podchodzić, więc musiałem tupnięciem zmusić je do wycofania. 


Fajna przygoda, kilkaset metrów od domu :) Oczywiście gdyby to była locha z mega młodymi, nawet bym nie ryzykował, tylko wziął dupę w troki, ale tu zagrożenia nie było, tym bardziej, iż pies nawet nie miał jak wpaść na jakiś głupi pomysł.
A na rower ruszyłem około wpół do drugiej, z góry wiedząc, że skończy się jedynie glutem, bo w ciemnościach wracać nie chciałem. Wykonałem kółeczko: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań i znalazłem w domu.

Przy wczorajszej zmianie dętki przy okazji założyłem nowego-starego kapcia z przodu. Bowiem fabryczne Mitasy Ocelot okazały się zaskakująco solidne, a przy okazji tanie, więc kupiłem jakiś czas temu parę na zaś. Z tyłu jednak zamontowałem antyprzebicówki z Decathlonu.
Trafiły się odpoczywające w śniegu (to nie jest normalne, hehe) sarenki.
Na jutro zapowiadane jest ostrzeżenie przed oblodzeniami. I znów śnieg. Miodzio :/






