Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239634.85 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 53.30km
  • Czas 01:48
  • VAVG 29.61km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 165m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Minimalistycznie

Niedziela, 2 sierpnia 2020 · dodano: 02.08.2020 | Komentarze 12

Wpis na koniec intensywnego dnia, więc minimalna ilość słów. Nawet niczego kontrowersyjnego pewnie nie zdołam umieścić :)

Rowerowy wyjazd dość wcześnie jak na niedzielę, dzięki czemu udało mi się uniknąć większego tłoku, a także wysokiej temperatury. Za to nie obyło się bez czerwonych świateł oraz niepotrzebnie przetestowanego objazdu do Sowińca (nie wiem, kto to zatwierdzał, ale lepiej przejść się kawałek rozrytym chodnikiem niż zakopać w piachu i kamieniach - dobra rada dla tych, którzy tam jeżdżą rowerami), co odbiło się na średniej.

Trasa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Sowiniec - Baranowo - Żabno - Żabinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. TUTAJ Relive.
Sierpniowe wielkopolskie klimaty
Sezonowa podstawka pod rower
Przed wjazdem do Mosiny stoi odnowiony słup reklamowy tej miejscowości, o dziwo naprawdę ciekawej turystycznie...
Now tablica przy wjeździe do Mosiny
...a w samym miasteczku podczas jazdy uchwyciłem mój ulubiony budyneczek.
Oryginalny budynek w Mosinie
Atrakcji niewiele. Jedyną była zakonnica na rowerze w Luboniu, którą nawet pozdrowiłem (ona mnie też), bo w przeciwieństwie do księży, akurat do sióstr czuję sympatię :)

Do dystansu NIE doliczam około czterech kilometrów roweru... wodnego, bo wybraliśmy się dziś ze znajomymi pokręcić tym sprzętem po Jeziorze Strzeszyńskim. Fajnie było, fotki wkleję pewnie jutro, dzisiaj tylko jedna, z z browarem zero procent. Trochę głupio, ale po pierwsze woda i alkohol to wrogowie, po drugie nie było jak, a po trzecie policja się motorówką kręciła :)
Trochę szkoda, że free, ale jadę=nie piję. Nawet rowerem wodnym :) Jezioro Strzeszyńskie, Poznań
Jeszcze zdjęcie z rana, gdy wyprowadzałem Kropę. Byliśmy pod obserwacją :)
Psinka z okienka, Poznań Dębiec :)
No a gdy wczoraj wieczorem wracałem z pracy, wiedziałem już, że muszę jeszcze poszukać dobrej miejscówki na zrobienie zdjęcie księżyca, bo się przepięknie pełnił. Udało się :)
Pełnia księżyca
Jutro ma podobno lać... Już w sumie to się dzieje. Nie wiem czy znajdzie się jakaś luka na pokręcenie. Oby.




  • DST 62.50km
  • Czas 02:11
  • VAVG 28.63km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 188m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uffki dwie

Sobota, 1 sierpnia 2020 · dodano: 01.08.2020 | Komentarze 5

Noc została w miarę przespana. Zastrzyk podziałał i Kropa na szczęście przestała się drapać z intensywnością dresiarza na dropsach. Ideału jeszcze nie ma, ale przynajmniej pies (i my) spokojnie zasnął i ma lepszy humor. Uff-ka pierwsza.

Ale że sobotę miałem pracująca, to i tak od siódmej byłem na nogach, a potem kołach. Chęci do jazdy nie były zbyt wielkie, ale ładna pogoda zobowiązywała - wykonałem więc pietruszkomarchewkę z Dębca przez Wartostradę, Śródkę, Chemiczną, Gdyńską, Koziegłowy, Kicin, Kliny, Mielno, Dębogórę, Karłowice, Wierzonkę, Kobylnicę, Janikowo, Miłostowo, Główną, Śródkę i Wartostradę do domu. Olałem średnią, olałem walkę, po prostu jechałem na luzie. A że wiatr znów pomagać nie chciał (choć nie szalał specjalnie z siłą, muszę mu przyznać), to wybór uznaję za słuszny.

Przygód nie było, prócz jednej, średnio fajnej. Gdy podczas powrotu zjeżdżałem z Hlonda na Śródkę, prawie spowodowałem kolizję. Ten, kto miał wątpliwą przyjemność jechać rowerem tym brukowanym odcinkiem koło Bramy Poznania, kojarzy abstrakcyjne murki ograniczające widoczność, tak wysokie, że póki się nie zakręci, nie widać nikogo i niczego. No a ja zrobiłem błąd, niedostatecznie zwalniając - a jak się okazało, z naprzeciwka jechał rowerzysta, jeden z tych weekendowych. Ja po hamulcach i w bok, on po hamulcach - minęliśmy się o milimetry. A nawet nie, bo lewym łokciem zahaczyłem o rzeczy, które miał w koszyku z tyłu (jakiś napój i pompka). Pan zachwycony nie był, czemu mu się nie dziwię - rzadko mam okazję przepraszać za coś, co wynika z mojej brawury, ale tym razem z całego serca się kajałem, bo wina była tylko moja. Dobrze, że jeszcze mam jakieś resztki refleksu. Uff-ka druga.

Co do niedawno otwartej jazdy dołem, to mieszane uczucia. Byłoby genialne, gdyby nie te czy czy cztery betonowe płyty, jeszcze z wybrzuszeniami. Może nieodczuwalne dla rowerzysty na MTB, ale szoszona już owszem.
Brama Poznania - ICHOT
Tylko mewy nie narzekają na nic. Znalazły sobie fajną miejscówkę na dachu Śluzy Katedralnej i już się stamtąd chyba nigdy nie ruszą :)
Mewy śmieszki na dachu Śluzy - Ostrów Tumski, Poznań
Przejrzysta część Śluzy Katedralnej - Ostrów Tumski, Poznań
Ta bardziej zadrzewiona część Śluzy - Ostrów Tumski, PoznańNa reszcie trasy same standardy:
Droga między Wierzonką a Kobylnicą
Wieża widokowa na szczycie Dziewiczej Góry
Przy polu za Karłowicami
Tam z tylu wisiało takie coś. Jakieś pomysły, co to? :)
Takie coś dziwnego wisi na drzewie
Trafił się na niebie myszołów...
Myszołów wypatrujący czegoś do konsumpcji
...oraz smętny widok. Wyjaśniło się, po co była wycinka za Kicinem - będzie... DDR-ka, @#%$## jej w &^%#. Asfaltowa, co jest jedynym plusem tego debilizmu.

Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 63.50km
  • Czas 02:14
  • VAVG 28.43km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 167m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Drapanoc

Piątek, 31 lipca 2020 · dodano: 31.07.2020 | Komentarze 16

Czy ja ostatnio narzekałem na niewyspanie? Jeśli tak, to nie wiem, co mam dziś napisać. Powodem była Kropa, która od wczoraj zaczęła drapać się niemiłosiernie i tak zapamiętale, że nie dało jej się oderwać od tej czynności. Biedny pies przestawał na chwilę, żeby po chwili znów zacząć, a noc niczego nie zmieniła. Nie pomogło wieczorne zmęczenie rzucaniem kijka oraz inne standardowe metody walki z jej ADHD - nie mogła znaleźć sobie miejsca, ewidentnie cierpiąc. A my z nią. Finalnie sytuacja się w miarę ustabilizowała gdzieś nad ranem, więc snu zaznałem może ze dwie czy trzy godziny. 

Zwlokłem się koło siódmej, żeby jeszcze po rowerze, a przed pracą, zdążyć wpaść do weterynarza. Jak to w przypadku zwierzęcego drapania, diagnoza nie jest łatwa. Oczywiście odpadły pchły i inne insekty, bo co miesiąc jest zabezpieczana odpowiednimi środkami. Stanęło albo na alergii (najbardziej prawdopodobne), albo na czymś skórnym. Póki co dostała zastrzyk, mamy obserwować i jakby nie było poprawy, jutro ponowna wizyta.

Ten przydługi wstęp był po to, żeby zrozumieć, iż walczyć to ja dziś zamiaru nie miałem. Przedreptałem rowerowo swoje, powkurzałem się na wciąż paskudny wiatr i wróciłem do domu, robiąc kółeczko z Poznania przez Plewiska, Gołuski, Palędzie, Dopiewiec, Dopiewo, Fiałkowo, Więckowice, Sierosław, Zakrzewo i Plewiska do Poznania. TUTAJ (będzie) Relive.

Przy kultowej stacji naprawy i rekonstrukcji pojazdów w Fiałkowie tym razem nie zatrzymałem się obok "Poznania Głównego", a przy kadłubku. Nie Wincentym, nie Tupolewie, a jakims innym trupie w stanie opłakanym. On chyba nieprędko doczeka się renowacji :)
Kadłubek. ani Wincenty, ani Tupolew :) - Fiałkowo
Skrzydła jeszcze nie zamontowane - Fiałkowo
Kawałek dalej, w Więckowicach, zauważyłem, że kaczy domek jednak jest używany. Wygląda to jak nowa, lepsza Nowogrodzka. Tu też jest sporo guana :)
Czyżby nowa, lepsza Nowogrodzka? :)
Była jeszcze ekipa od robienia na drutach...
- To co, robimy dziś coś? - Aaaa, może na druty.
...oraz bociania sesja. Ten tu ewidentnie wybiera się na baloty...
- Dokąd idziesz? - Na baloty!
...ten ma niezły odlot...
Mały wielki odlot
...tu wyróżnia się mistrz drugiego planu...
Mistrz drugiego planu
...a tu mamy chyba idealne podsumowanie ostatniej doby :/
Drapanie za uchem
Na koniec wątek piłkarski. Warta Poznań gra dziś późnym popołudniem baraż o awans do Ekstraklasy z Radomiakiem. Wiem, nie jest to finał Ligi Mistrzów, ale trzymam kciuki za "moich" Zielonych, bo chciałbym za rok zobaczyć derby Poznania na Bułgarskiej :) Szanse są małe, ale cóż, zobaczymy.
Zielona energia póki co bez ruchu
Skromniejszy z poznańskich klubów walczy dziś o awans do Ekstraklasy
Dystans zawiera dojazd do pracy.

EDIT: A jednak się udało :) 2:0 i Warta w Ekstraklasie. Będą derby Poznania, co prawda pewnie jedne z nich zapewne w... Grodzisku, bo kurnik na Drodze Dębińskiej się nie nadaje na ten poziom, a Lech nie lubi się dzielić (nie)swoim stadionem, ale zawsze :)




  • DST 62.50km
  • Czas 02:11
  • VAVG 28.63km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 171m
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mufloniasto!

Czwartek, 30 lipca 2020 · dodano: 30.07.2020 | Komentarze 14

To, jak mi się dziś nie chciało wstawać, można porównać tylko do tego, jak bardzo nie chciało mi się wstawać na przykład... wczoraj :) I przedwczoraj i wiele, wiele razy wcześniej. No ale trzeba, rower sam nie pojeździ, a i ja do pracy nie zostanę teleportowany. Jakoś się udało.

Generalnie warto było, choć się nie zapowiadało. Wciąż wiało koszmarnie, więc zamiast walczyć, jedynie człapałem zniechęcony, ziewając i podsypiając po drodze.

Duło z zachodu, więc jak zwykle udałem się na pustynne rubieże, z Dębca przez Luboń, Łęczycę, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnowo, Chomęcice, Konarzewo i Trzcielin, gdzie miała nastąpić nawrotka. Nastąpiła, ale zanim do tego doszło, po raz kolejny opadła mi szczena z wrażenia. Powód? Z tytułu dość łatwo się domyśleć: znów spotkałem muflony! Znów, gdyż w maju tego roku przecierałem oczy ze zdumienia na widok trzech, dziś za to trafiło mi się całe stado! :) Co prawda znów bardzo daleko na polu, znów ledwo je dojrzałem i ledwo złapał je zoom w aparacie, ale i tak doznanie było niemalże mistyczne. Oto probka:
Muflony na chwilę się uspokoiły
Stado dziko żyjących muflonów pod Poznaniem. Drugie spotkanie, po raz pierwszy widziałem taką ilość.
Muflony czujnie patrzą na mnie z bardzo daleka
Wielka ucieczka muflonów
Około dziesięciu sztuk tych pięknych górskich owiec, żyjących na wolności pod Poznaniem - tego się nie zapomina :) Były bardzo czujne, raz uciekały, raz stawały, żeby mi się przyjrzeć, więc porobiłem tylko kilka słabych fotek (jak ja żałowałem, że nie mam przy sobie jakiegoś wielgachnego sprzętu z obiektywem!) i żeby ich nie stresować ruszyłem dalej. Warto było wyściubić nos z domu, zdecydowanie.

Powrót już bez porównywalnych atrakcji, przez Dopiewo, Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do Poznania. TUTAJ Relive.

A początkowo było tak nudno, że bohaterem miało zostać jabłuszko, strasznie kwaśne, spod napotkanej jabłonki. Na szczęście zdarzył się ciekawszy temat :)
Pod jabłonką
Zygotki pod winiacza :)
Niby spadło, niby dojrzałe, a kwaśne
Dystans zawiera dojazd Czarnuchem do pracy.




  • DST 62.30km
  • Czas 02:11
  • VAVG 28.53km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 167m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jest kuper

Środa, 29 lipca 2020 · dodano: 29.07.2020 | Komentarze 14

Idzie jesień, widać to na polach i czuć w prędkości oraz upierdliwości wiatru. Wiem, trochę za szybko skazuję nas na listopadowe upierdliwości, ale trzeba powoli się psychicznie przygotowywać :)

Wiatr naprawdę był dzisiaj paskudny - mocny, wmordewindowy, w stu procentach uprzykrzający życie i zniechęcający do jakiejkolwiek walki. Więc ją po prostu odpuściłem. Za to temperatura była spoko, więc chociaż jeden plus znaleziony.

Trasa niby stała, ale w środku lekko kombinowana: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Dopiewo - Trzcielin - Konarzewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Wyszła z tego zmutowana rybka albo tak samo zdeformowany ptaszek.
Trzecie koło u wozu
Wielkopolskie barwy przy A2
Rosnowo - ulubiona serpentynka
Jak wdać nudy :) Jedyną atrakcją było podpatrywanie przez chwilę młodych bocianów, w pozach:

a) żreeeeeeećććććć!!!;
Żreeeeeeeććććć! :)
b) widzę cię, dziwny człowieczku w kasku, tam na dole;
Widzę cię, ty tam, w kasku, na dole :)
c) droga ludzkości, mam ciebie dokładnie tu. O tu :)
Słuszna postawa wobec ludzkiego świata :)
Generalnie: jest kuper! :)

Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 62.50km
  • Czas 02:11
  • VAVG 28.63km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Podjazdy 157m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Piknik pod "Dobrą Zmianą"

Wtorek, 28 lipca 2020 · dodano: 28.07.2020 | Komentarze 8

Ciężki był dzisiejszy wypad. Tak jak wczoraj wiatr atakował z każdej strony, ale z minimalną mocą, tak dziś czynił to samo, ale z przytupem. A ja walczyć z wiatrakami nie zamierzałem, więc gdy po kolejnej nawrotce znów poczułem wmordewind, olałem temat i włączyłem tempo ślimak+. A co, stać mnie.

Miało duć z południowego wschodu, a było jak powyżej :) Trasa to najbardziej klasyczny z klasycznych "muminek": Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Krzesiny - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. TU Relive.

Skoro padło magiczne słowo Babki, to nie mogłem sobie odmówić przykrości "podziwiania" tego, co zostało z lasów tego Nadleśnictwa, robiąc sobie krótki tytułowy piknik pod "Dobrą Zmianą". Zatrzymałem się, zaparkowałem rower, wypiłem łyk izotonika i zakląłem siarczyście, zresztą jak ostatnio tam. Gnoje i mendy - tyle po raz kolejny mogę napisać.
Piknik pod
Tylko usiąść i się relaksować pięknem lasu A.D 2020, Nadleśnictwo Babki
Aktualnie wyższa od tego, co rzeźnicy zwani leśnikami po sobie pozostawiają, jest rosnąca na polach kukurydza. Co za czasy.
Sezon na dzieci kukurydzy rozpoczęty
Na rondzie w Minikowie się zakręciłem. To znaczy zrobiłem po nim dwa kółka. Czemu? Bo na środku zauważyłem leżące klucze, dość specyficzne. Cofnąłem się i zostawiłem je w pewnym ogólnodostępnym, dość intuicyjnym do poszukiwań przybytku obok - jakby ktoś zgubił i był w stanie udowodnić, że to jego, wskażę miejsce. Poszły zresztą ogłoszenia na nieformalnych grupach Dębca i Starołęki - może ktoś będzie miał szczęście i dostanie się do domu i zamknie auto :)

Jeszcze kącik przyrodnicy. Z bardzo daleka niewyraźny myszołów...
A myszołów jak zwykle bliżej do zdjęcia ustawić się nie zamierza
...muszy blok z podwójnym M-1 i pojedynczym M-2...
Dwa razy M-1 i raz M-2 :)
...oraz znalezione niedawno przez Kropę na Dębinie pisklę, ciężko określić czyje, choć prawdopodobnie kosa, bo te latały obok. W każdym razie zostawiliśmy w spokoju, mam nadzieję, że sobie poradziło.
Pisklę, ciężko stwierdzić jakiego ptaka




  • DST 63.10km
  • Czas 02:06
  • VAVG 30.05km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 125m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Oddechowo

Poniedziałek, 27 lipca 2020 · dodano: 27.07.2020 | Komentarze 9

Po wczorajszym upalno-urwaniochmurowym dzionku, ten dzisiejszy był łatwiejszy do egzystencji, a co za tym idzie - rowerowania. Dało się oddychać, grzało, ale tak w granicach rozsądku, a i wiatr, oczywiście kręcący się wokół tak, by nie pomóc, specjalnie silnie nie wiał. Tragedii więc nie było.

Trasa zachodnia, klasyk, lecz wykonany odwrotnie: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Fiałkowo - Więckowice - Sierosław - Zakrzewo - serwisówki - Plewsika - Poznań. TUTAJ Relive.

W okolicach Sierosławia wciąż wahadło, jakby jakaś bomba walnęła. Nawet nie wiem kiedy zrobiono tam rondo, jakby nie patrzeć na środku pustyni. Ciekawe, co to za inwestycja i czy do tej pory całkiem bezproblemowy do przejechania odcinek 307-ki zamieni się w zakorkowany koszmar? Oto jest pytanie.

Na polach tymczasem już regularnie można spotkać podkład pod przyszłe dożynkowe dzieła :)
Prawie jak sierpień
Takie to czasy, gdy polskie drzewa można zmieścić w kadrze...
Przy serwisówkach znów latał mi nad łbem bocian. Dobrego zdjęcia zrobić nie zdążyłem, a na tym wygląda jakby chciał zafundować przerwę w dostawach energii, przecinając dziobem druty :)
Dziobem w druty, czyli co potrafi perspektywa
A ptaszek na dziś to wrona siwa, uchwycona przed pracą. Mam pod domem niezłe ich zgrupowanie,więcej jest chyba tylko srok i gawronów, z którymi te raz się kłócą, raz współpracują. Cwane te ptaszyska żrą co popadnie (jak ludzie), również padlinę (jak ludzie), a otwarty śmietnik to dla nich raj. Ich krakanie jest niesamowite, szczególnie jesienią, gdy szybko robi się ciemno, co tworzy klimat jak z horrorku :)
Wrona siwa - czeka, żeby coś zmajstrować
Dystans zawiera dojazd do roboty.




  • DST 53.60km
  • Czas 01:47
  • VAVG 30.06km/h
  • VMAX 57.80km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 155m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przed-nie-burz

Niedziela, 26 lipca 2020 · dodano: 26.07.2020 | Komentarze 14

Wróżki od pogody na popołudnie zapowiadały coś na kształt końca świata. Spoko, mi to tam nie przeszkadzało, byle zdążyć pojeździć przed spodziewaną likwidacją tego łez padołu za pomocą burzy. Udało się :) Finalnie spodziewanych wyładowań atmosferycznych nie było, co nie oznacza, że nie miałem bliższego spotkania z deszczem, ale o tym później.

Najpierw o rowerze. Tu udało się plan wykonać w warunkach nawet aż za bardzo suchych, wręcz upalnych. Wpadło znana i lubiana (przeze mnie) wisielcza pętelka: Poznań - Luboń - Łęczyca - Mosina - Sowiniec - Baranówko - Żabno - Żabinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Wiry - Luboń - Poznań.

Skoro jechałem przez okolice Rogalińskiego Parku Krajobrazowego, nie mogłem się nie zatrzymać i nie sztachnąć zielenią. Oraz innymi barwami przy okazji :)
Może to nie szosa, ale i tak jest... :)
Dziura w niebie
Wielki las i mały rower
Koronacja na wysokościach
Zielono mi, czyli dobrze mi
Oj, zimą będę za tym tęsknił. W sumie już tęsknię :)

Jechało się ciężko - to nie moje temperatury, a wiatr współpracować nie chciał. Udało się jednak jakoś uzyskać wynik na granicy przyzwoitości. Nie pomagał też opisywany już obowiązkowy spacerek na granicy Mosiny i Sowińca.

A po południu trzeba było wybiegać psa. Myślałem, że zdążę przed naciągającymi chmurami, ale dokładnie gdy zameldowaliśmy się na Dębinie, nastąpiło urwanie chmury. Efekt? Szybka ewakuacja. Kijek mimo to na sekundę nie został wypuszczony :)
Przed deszczem uciec się nie udało, ale kijek musi być
Kropie było mało, więc wieczorem nastąpiła powtórka, już w normalnych warunkach. Łącznie wyszło ponad 10 kilometrów, udało się też "upolować" w trawie panią kosową....
Pani kosowa
...oraz pana (lub panią) dzięciołka.
Dzięciołek w trawie




  • DST 52.80km
  • Czas 01:47
  • VAVG 29.61km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 206m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z ukosa

Sobota, 25 lipca 2020 · dodano: 25.07.2020 | Komentarze 9

Kwestie rowerowe dzisiaj skromne. bo tak trasa, jak i warunki nijakie. Zaliczone kilkanaście kilometrów po mieście to żadna przyjemność (z Dębca przez Górczyn, Grunwald, Jeżyce i Golęcin), czerwonego światła mimo soboty sporo, tak samo jak ruchu samochodowo-rowerowego na kolejnym odcinku (Strzeszyn - Psarskie - Kierz). Luźniej zrobiło się dopiero w Rogierówku, z którego przez Kobylniki, Sady, Swadzim, Batorowo, Lusowo, Zakrzewo i Plewiska dotarłem do Poznania, ale za to to, na co liczyłem, czyli wiatr w plecy, się nie pojawił (swój limit szczęścia wykorzystałem wczoraj), więc wynik dość średni. No ale pięć dych wpadło (TUTAJ Relive) - dzionek można było uznać za odbyty ;)

Brakowało nawet motywów do zdjęć. Sytuację jako tako uratowały żurawie, na arcypolskim tle, czyli ambony. Niestety, były bardzo daleko, więc jakość słabiutka.
Żurawie na typowo polskim tle, czyli ambony
Zatrzymałem się w Kobylnikach, żeby w końcu zrobić fotę pewnego trupa. Żółtych blach już chyba raczej nie dostanie :)

Po trupach już nie do celu
Tyle z dwukołowych wątpliwych atrakcji :) Na szczęście po południu pies doczekał się w końcu porządnego wybiegania (cały tydzień był pracujący), więc była okazja do rekonesansu Dębiny. Kilka fotek wpadło, oto część z nich. Tu Kropa szuka żaby (pojawiła się na chwilę, ale tym razem nie chciała współpracować i uciekła)...
...przejdziem Wartę... :)
...gdy nad głową coś ruszało śmigłami...
Śmigła nad głową
...a na Warcie pływały radiowozy :) I nie tylko.
Radio(nie)wóz na Warcie, Poznań
Mijanka, jak się okazało bezmandatowa
Mnie natomiast najbardziej urzekł kos, który zerkał na mnie zdecydowanie z ukosa :)
Kos spogląda ukosem :)
To wbrew pozorom też on, tylko w trakcie suszenia piórek. Trzeba mi wierzyć na słowo :)
To też kos, ale suszący piórka. Trzeba wierzyć na słowo :)




  • DST 64.10km
  • Czas 02:05
  • VAVG 30.77km/h
  • VMAX 51.10km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Podjazdy 160m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

S(ar)ennie

Piątek, 24 lipca 2020 · dodano: 24.07.2020 | Komentarze 13

Miło mi jest oświadczyć, że po miesiącach poniżeń, walki z wiecznym wmordewindem, wkurzania się na niesprawiedliwość dziejową, marną ludzką egzystencję i odczuwania bólu istnienia, dzisiaj w końcu, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, trafił mi się SPRAWIEDLIWY wiatr. Czyli taki, który wieje w pysk w jedną stronę, a pomaga w drugą. Do tego z południa, czyli z kierunku, który lubię i szanuję wielce, gdyż prócz Lubonia i Mosiny nie ma wąskich gardeł (te oczywiście były i skopały wynik) oraz konieczności pchania się przez cały Poznań. Cóż mogę napisać w tym wyjątkowym momencie? Po prostu dziękuję i padam do nóżek :)

Może była to jakaś rekompensata za niewyspanie? Bowiem nie dane mi było odespać tego, co należne - bowiem Kropa przez połowę nocy polowała na muchę, bezskutecznie. Prócz tego, że budziła nas co chwilę. 

Trasa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Sowiniec - Baranowo - Żabno - Żabinko - Mosna - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań, dokładnie tak jak na Relive.

Ważne info dla miłośników tej wariacji - odcinek przy wyjeździe z Mosiny do Sowińca jest nieprzejezdny. Rozkopane na całego, zakaz wjazdu, zorganizowany objazd przez dziurawą piaskową drogę. Wybrałem spacer chodnikiem, a na pytanie, jak długo potrwa rozpierducha, otrzymałem odpowiedź "łoooo, lepiej nie pytać". Super :/ Wielka szkoda, bo to jedne z moich ulubionych terenów, na co potwierdzenie otrzymałem również dzisiaj. Najpierw przeleciała mi przed nosem jedna sarna, więc dałem po hamulcach, żeby uchwycić chociaż jej tylne kopyta. Finalnie udało się dwie w całej okazałości, jedną z zooma, nawet w pozycji "na kleszcza"...
Sarna zdziwiona tak samo jak ja
W tym roku kleszcze są wyjątkowo duże :))
...a drugą niemal pysk w pysk, bo gapa się cofnęła, myśląc, że już pojechałem. Nie wiem, kto był bardziej zaskoczony :)
Oko w oko :)
Wielka ucieczka
Popatrzyłem sobie w te niewinne ślepia, spojrzałem na grację ruchów i od razu myśli poleciały mi w kierunku rzeźników, czyli myśliwych. Jakim trzeba być mentalnym zwyrolem, żeby z własnej woli wybierać sobie pasję polegająca na mordowaniu niewinnych zwierząt, które jedyne czego pragną, to mieć święty spokój? Jak trzeba mieć nasrane we łbie, żeby się tym szczycić i uznawać to za sport? Tego nigdy nie ogarnę. A skoro jesteśmy przy temacie, to tutaj link do wywiadu z pewnym tłuścioszkiem, któremu pomyliły się ambony. Warto posłuchać "argumentów" za "pozyskaniem", czynieniem sobie ziemi poddanej i tym, że cierpienie jest częścią życia, a w sumie to ludzie odczuwają je bardziej, więc o co chodzi? Normalnie etiuda bezmózgowia.

Jeszcze tylko obowiązkowa fota z rowerem...
Droga Baranowo - Żabno
...info, że znów do pracy na dwóch kółkach, i można kończyć wpis :)