Info
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec25 - 51
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 76.80km
- Czas 02:41
- VAVG 28.62km/h
- VMAX 52.30km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 225m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Aktywka
Czwartek, 15 października 2020 · dodano: 15.10.2020 | Komentarze 16
Aktywny dzionek, choć porządnej dawki wyspania nie mogłem sobie odpuścić. Trzeba korzystać, póki jeszcze można.
Najpierw wypad szosą na pięć dych. Niespiesznie, bo pogoda niezgorsza, ale średnio motywująca - szaro i ponuro. Przynajmniej już łba nie urywało.
Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Chwilę spędziłem w okolicach Jeziora Lusowskiego. Tam, gdzie jeszcze niedawno była susza, dziś pojawił się górski strumyk.


Testowałem też nową DDR-kę z Sierosławia do Lusówka. W warunkach niemalże wiosennych. Muszę przyznać, że jest przyzwoicie, choć wciąż nie wiem, po co toto w ogóle powstało.

A skąd się wzięło dodatkowe ponad dwadzieścia kilometrów? Otóż na dziś miałem ustawiony roczny przegląd Czarmucha w CCR Sport na Ptasiej. Bowiem Kross zawarł obostrzenie, że żeby zachować pięcioletnią gwarancję na ramę, trzeba się dwukrotnie pojawić w autoryzowanym serwisie tej marki. Więc najpierw prysznic...
...a potem na miejsce. I z powrotem, bo dostałem info, że mogę odebrać sprzęt tego samego dnia. Bardziej cała procedura była pro forma, żeby mieć adnotację w systemie, ale oczywiście gdyby do tematu kompleksowej wymiany części podejść na maksa, zostawiłbym tam majątek. A tak poszło po kosztach, oczywiście wpadła regulacja wszystkiego, co możliwe, ale wymianę napędu zostawię na przyszły rok. Przy okazji z (po raz kolejny to się potwierdza) sympatyczną i kompetentną obsługą ponarzekaliśmy na wytrzymałość części - jak się okazało to kolejny głos potwierdzający, że co sezon, to z tym gorzej :/
A że byłem w okolicy, to nie mogłem się powstrzymać i obfociłem pieczarkę, czyli poznański Stadion Miejski...

...oraz parowóz Ty51, który jakiś czas temu stał się sympatycznym symbolem Kolejorza.

Wpadł również solidny spacer z Kropą, więc lekko padam na ryj. Wolne :)
- DST 51.40km
- Czas 02:03
- VAVG 25.07km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 183m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Poprawkowo
Środa, 14 października 2020 · dodano: 14.10.2020 | Komentarze 11
Urlop w czasach Covida trwa. Gdziekolwiek jechać strach, nad morzem sztorm, w górach byłem, więc można zająć się nadrabianiem książek i seriali. No i spacerów - Kropa w siódmym niebie :)
Pogoda... Hm. No nie powala. Dzisiaj - zgodnie z założeniami - od rana lało. Z rowerem pod pachą wybrałem się więc najpierw do pobliskiego serwisu, gdzie za kilka złotych wymieniłem łańcuch w szosie. Mi się z tym babrać nie chce, wolę dać zarobić nawet te grosze, a przy okazji przetestuję, czy regularna zmiana tego elementu (najpierw co 600-1000 kilometrów, potem już rzadziej) wpłynie na żywotność napędu. Oby.
Potem kawka, śniadanko, i... chwilowa poprawa pogody. Od razu więc osiodłałem Czarnucha, licząc, że luka w opadach utrzyma się dłużej. Oczywiście nic z tego. Dokładnie w połowie lunęło konkretnie, a ja dojechałem do domu z solidnym basenem w butach. Do tego wiatr mnie kilka razy prawie zmiótł z drogi. No ale pokręcone? Pokręcone.
Trasa to pietruszko-marchewa: Dębiec - Wartostrada - Chemiczna - Gdyńska - Koziegłowy - Kicin - Kliny - Mielno - Dębogóra - Karłowice - Wierzonka - Kobylnica - Janikowo - Bogucin - Miłostowo - Główna - Śródka - Piotrowo - Wartostrada - dom. Relive zastrajkowało i nie ma.
Zdjęcia... Hm. Napiszę tak: dobrze, że mi aparatu nie zalało :) Więc tylko kilka symbolicznych. Wzdłuż brzegu Warty miasto zabrało się za wymianę starych, paskudnych betonowych płyt na coś, na co da się spojrzeć bez odruchu wymiotnego. Na razie ciężki sprzęt zajmuje się demolką,
A ja dziś byłem na Wartostradzie pięćdziesiątą pierwszą osobą. O jedenastej. No szału nie ma :)
Pod drodze - jak widać - bywało tak sobie.
Najmniej pewnie czułem się koło mostu Rocha. Śliskie skorupy kasztanów to niezła ślizgawica.
Ptaków dzisiaj brak. Trafił się jedynie zamglony, samotny kruk, imprezujący na balotach :)
- DST 51.40km
- Czas 01:50
- VAVG 28.04km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 193m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Mgiełkowanie
Wtorek, 13 października 2020 · dodano: 13.10.2020 | Komentarze 17
Od rana miała lać, ale na szczęście pogodynki źle wywróżyły. W zamian dostaliśmy mgłę, całkiem solidną, jak i urocze pięć stopni na termometrze. Lampki na tył i przód oraz długopalczaste rękawiczki na łapy, i dało się żyć.
Głównym elementem dzisiejszej jazdy było miasto. Jak zwykle zakorkowane, ale o tym napisałem już wiele słów, więc tematu rozwijał nie będę. Wspomnę tylko, że po pierwszych kilkunastu kilometrach byłem zmasakrowany, a strat oczywiście nie było jak nadrobić. Mimo że potem kręciło się już całkiem sympatycznie.
Trasa północno-zachodnia: Dębiec - Górecka - Hetmańska - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Strzeszyn - Psarskie - Kiekrz - Rogierówko - Sady - Swadzim - Batorowo - Lusowo - Dąbrowa - Wysogotowo - Plewiska - Poznań. TU Relive.
W całej tej smętnej szarówce udało mi się spotkać bażanta. Ledwo udało się zrobić zdjęcie w takich warunkach, więc dobrze, że w ogóle cokolwiek widać :)
A poza tym było... zajemgliście.

Z popołudniowych atrakcji: wizyta u Teściowej. Taaa... :) No i spacer po Dębinie. Bez szału, ale przynajmniej cokolwiek dało się zobaczyć :)





To ustrojstwo zwisające z drzewa mnie zainteresowało. Albo to karmnik dla małych ptaków, albo ptasia sala tortur :)
Pogodowo "ciekawie" ma być jutro. Nie tylko ulewy, ale i jakiś kosmiczny wiatr. Co z tego będzie - lub nie (rowerowo) - się okaże.
- DST 51.60km
- Czas 01:46
- VAVG 29.21km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 9.0°C
- Podjazdy 158m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ideolo :)
Poniedziałek, 12 października 2020 · dodano: 12.10.2020 | Komentarze 12
Dzisiaj kolejny wolny dzień, mający dwa etapy: wyspanie się (w końcu!) oraz pozałatwianie zaległych spraw. A pośrodku rower.
Wczoraj się obawiałem, że będzie padać, na szczęście przynajmniej o jeden dzień wyrok został odroczony. Jechało się nawet spoko, nie wiało mocno, ale ani razu w plecy, więc wynik taki sobie. Upału nie było - osiem stopni na starcie, dziesięć po nawrotce. Ale ważne, że pokręcone.
Trasa pustynna, zachodnia: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Górek już nie ma, więc jak zwykle trzeba ratować się widokiem WPN-u na horyzoncie :)
Spotkałem pociąg LGBT :) 
Jechał na zachód - przypadek? :) Żadnych rodzimych nazioli w jakimś tam PolRegio goniących ten skład nie stwierdzono :)
Wpadł też myszołów, ale bardzo wysoko.
A już koło domów spotkałem dziwną kawkę. Taką łaciatą.

Tyle, ciekawostek poza tym brak. A od jutra deszcz :/
Aha, jest ciekawostka, czyli burdel, jak zwykle ze strony gov.pl. Ci od FAQ widocznie wiedzą więcej, niż wynika z samego rozporządzenia:
Czy ja uprawiam sport wyczynowo czy rekreacyjnie? Oto jest pytanie! :)
- DST 53.80km
- Czas 01:52
- VAVG 28.82km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 161m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Apa(pu)ge! :)
Niedziela, 11 października 2020 · dodano: 11.10.2020 | Komentarze 19
Górski wypad minął ekspresowo, powrót jeszcze szybciej, dzisiaj nadszedł czas na rundkę po płaskim.
Nudno? Niekoniecznie. Można się zdziwić, o czym później :)
Najpierw o trasie. Wpadła jedna z moich ulubionych (zaraz po psutym przez powstającą śmieszkę "kondominium"), czyli południowa wisielcza pętelka: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabno - Żabinko - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. W końcu objazd trochę ucywilizowano i nie trzeba spacerować.
Nie spieszyłem się, bo mi się nie chciało. Pogoda nawet sympatyczna, choć na pierwszych kilometrach było jeszcze chłodno. Wiatr taki sobie.
Czas na wydarzenie dnia. Gdy wracałem, w Mosinie, niedaleko ronda obok rynku, musiałem dać ostro po hamulcach, bo na drucie siedziała... papuga. Żywa. Wręcz wyluzowana. Wyjąłem aparat i zacząłem cykać foty, zastanawiając się, jak w niedzielę dodzwonić się na Straż Gminną, czy co tam występuje.




Na szczęście nie musiałem tego robić. Usłyszałem bowiem, jak jedna pani rozmawia sobie radośnie z panem z kebaba, zerkając na arę. Jak się okazało, nikomu nie uciekła, a za chwilę miał się pojawić opiekun, czyli brat. Zagadka więc się wyjaśniła. Generalnie jestem przeciwnikiem przybytków typu papugarnie, gdzie w niewoli trzyma się wiele ptaków na małych przestrzeniach, ale ta tutaj ma zdecydowanie dobre życie. Dowiedziałem się, że Kukuś (jeśli dobrze zapamiętałem imię) wylatuje sobie kiedy chce, ale zawsze wraca, zjada wszystko, co mu się zaproponuje, a do tego usłyszałem jak mówi, całkiem składnie. Najwyraźniej słowo... kebab :) Do tego "dom", "jeść" i coś tam jeszcze. Właściciel kebabowni zdradził do tego, że uczy się pilnie mało pochlebnych słów na temat Ziobry (tych czteroliterowych). Swój człowiek. To znaczy ptak :)
Udało się zrobić fotkę z opiekunem i uzyskać zgodę na "publikację" :)
No i jeszcze pro forma fotki z samego rowerowania.

Grzybki znalazłem! :)
Całkiem miły dzionek. Chyba niestety ostatni taki na jakiś czas.
- DST 53.80km
- Czas 02:09
- VAVG 25.02km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 581m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Deszczowa Góra - ostatki
Sobota, 10 października 2020 · dodano: 10.10.2020 | Komentarze 21
Jak
zwykle podzielić się mogę plusem i minusem z wypadu. Zacznę od
plusa. Dość
istotnego zresztą – udało się zrobić pięć dyszek. Nie żadnego
gluta, tylko pełen dystans, mimo konieczności wstania w środku
nocy (siódma rano) i patrzenia z niepokojem w niebo.
Teraz
minus. Gó… to znacz gór (nie) było widać Jeszcze na samym
początku słońce nieśmiało przebijało się przez chmury, ale
gdzieś od połowy drogi był już tylko niewyraźny świat zamknięty
w szarości. A ostatnie dwadzieścia kilometrów kręciłem w
deszczu, który według prognoz miał się pojawić dwie godziny
później, Ot, niespodzianka. Dzięki.
Trasa
krojona na żywo. Z centrum Jeleniej Góry do Cieplic, stamtąd
wzdłuż stawów i wspinaczka na sam szczyt Zachełmia (miodzio!) i
zjazd do Przesieki oraz Podgórzyna, skąd skierowałem się na
Sosnówkę, Miłków, dolne rejony Karpacza, następnie Ścięgny,
znów Miłków, Sosnówka, Podgórzyn, Cieplice i do domu.
Marne
fotki to maks, co udało mi się z tego dnia wyciągnąć. No ale
pokręcone, więc plus wygrywa z minusem :)
Stawy
Podgórzyńskie, gdy jeszcze coś było widać…


...fragmenty
z odcinka przez Zachełmie do Przesieki oraz Podgórzyna…







...chwila
znad zalewu w Sosnówce…


...oraz
między innymi Śnieżka, którą ktoś zabrał z okolic Karpacza i
Ścięgien.



Tyle :) W Zachełmiu widziałem jeszcze tablicę informującą o referendum odwołującym wójta, czyli przejaw demokracji oddolnej, którą zdecydowanie popieram. Ale już logiki transparentu ogarnąć nie potrafię - co jest "odwrotnie"? :)
Jako że jutro będę znów w Poznaniu, jestem żywo zainteresowany tym, co nasze (a przynajmniej czyjeś) władze wymyślają. Było już - o dziwo - spoko, czyli wczorajszy wniosek z rozporządzenia: podczas uprawianie sportu, w tym oczywiście jazdy na rowerze, maseczka nie obowiązuje. Aż się zdziwiłem, że sami z siebie to napisali. Ale już dziś usłyszałem, gdy znów (i po cholerę?) jakiś nadgorliwy dziennikarzyna zapytał o to na konferencji, że na terenach miejskich ryj jednak będę musiał mieć zasłonięty. I znów miliard pytań: co oznacza "teren miejski"? Czy Dębina, jakby nie patrzeć też teren zielony, ale położony w mieście, oznacza, że jest mus czy go nie ma? Co z Luboniem - dla mnie to wieś nie miasto :) A co z położonymi przy granicy Poznania Komornikami, które mają jakieś 5 tysięcy mieszkańców, lecz formalnie są wsią, więc nie spełniają warunków? Eh :) Fajnie być takim koniem - jemu grozi (tak jak jednemu tutaj) ewentualnie zasłonięcie oczu na czas wypasu, a nie jakieś dylematy konio-widowe :)
TUTAJ Relive. A nadrabianie BS-a wieczorem.
- DST 53.40km
- Czas 02:08
- VAVG 25.03km/h
- VMAX 52.50km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 609m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Szklarska Pochmurność
Piątek, 9 października 2020 · dodano: 09.10.2020 | Komentarze 16
Gdzieś tam w głębi ducha miałem nadzieję na jakieś przejaśnienia w dniu dzisiejszym, ale realia okazały się okrutne. Od rana chmury, chmury, a do tego chmury. Czasem pojawiały się jeszcze chmury. Ale te ostatnie już jakoś nie przeszkadzały w odbiorze całokształtu :)
Wyjazd nastąpił w momencie, gdy już przestałem mieć nadzieję na to, że cokolwiek zobaczę. Czyli grubo po dziesiątej. Ubrałem się ciepło, zapakowałem nawet do plecaka długopalczaste rękawiczki, bo wybrany przeze mnie kierunek zwierał w sobie ryzyko zamarznięcia paluchów podczas zjazdu wzdłuż rzeki.
Tym kierunkiem była Szklarska Poręba. Wczoraj, gdy wiało słabo, mogłem sobie pozwolić na powrót pod wiatr, dzisiaj już nie chciałem ryzykować i widząc solidne SW, pojechałem na SW. Z centrum skierowałem się na Cieplice, Wojcieszyce, Piechowice, z których zacząłem wspinaczkę właściwą. Postanowiłem bowiem nie być miękką bułą i odświeżyć sobie podjazd przez Szklarską Dolną i Średnią do Górnej. Krótszy o dwa kilometry od głównej drogi, ale za to z fajną ścianką z konkretnym "oprocentowaniem". No i przez tę jedną chwilę, gdy się wspinałem, pojawiło się słońce - hurra!
To zdjęcie zrobiłem nad trasą kolejową do Szklarskiej Poręby, genialną zresztą.
Chociaż wersja asfaltowa też daje radę :)
A jakby komuś brakowało chęci do zjazdu/podjazdu, to w okolicy grasował taki oto zastępczy niedźwiedź :)
Inne zwierzaki w tych rejonach też jakieś średnio proporcjonalne :)

Za to taaaaakich stojaków rowerowych nie ma nigdzie indziej :)

Postanowiłem wspiąć się na Zakręt Śmierci, ale tam zawód - znów nie było nic widać. Prócz wycinki lasu, zapewne robionej po to, żeby rowerzyści sobie wozili dupy po... lesie :/



Nie mogłem odpuścić sobie wizyty u rowerowego Don Kichota, który dumnie kręci kawałek niżej :)
Trochę burczało mi w brzuchu, więc zjechałem zaliczyć główny cel wypadu :) Jak zwykle pełen sukces.
Kolejne kilka kilosów to przyjemność zjazdu, więc rękawice się przydały. Objechałem sobie jeszcze Piechowice przez ich część zwaną Pakoszowem, żeby sprawdzić, czy może choć Rudawy się objawią. Uff, na nie zawsze mogę liczyć.
No i chwila dla Jeleniej Góry - najlepszego miasta Dolnego Śląska. Bo fajnych tu w sumie jest malutko.
Przy okazji zbliżenie na Zamek Chojnik, rzecz kosmiczną w sumie :) 

Na koniec dwa wątki. Jeden stary, czyli mamut i Nazgule z Wojcieszyc...

...drugi całkiem świeży - zielony przystanek z jeleniem w Jeleniej :) 
Tu nawet na chwilę zgłupiałem, bo gdy robiłem zdjęcie, usłyszałem radosne trele ptaków. Jak to? W październiku? Okazało się, że gdzieś tam zamontowany jest głośniczek wydający takie dźwięki, żeby uprzyjemnić czekanie. Super sprawa.
Od jutra na padać. Czas mam tylko rano, więc się zobaczy, czy cokolwiek wykręcę.
TUTAJ Relive.
- DST 52.50km
- Czas 02:03
- VAVG 25.61km/h
- VMAX 52.50km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 459m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Rudawskondemicznie :)
Czwartek, 8 października 2020 · dodano: 08.10.2020 | Komentarze 18
Zaległy urlop w czasach pandemii to temat dość intrygujący. Ruszać się gdziekolwiek strach, wszędzie zagrożenie, polski premier w końcu odkrywa, że kłamanie w żywe oczy ma swoje skutki uboczne, Polska nagle jest w barwach żółto-czerwonych... W końcu stanęło więc na kompromisie - jadę w rodzinne strony (na spontanie, bo zerknąłem na prognozy, gdzie od weekendu deszcze), na krótko, bo za parę dni mogę dostać kulę w łeb za sam pomysł przemieszczania się w czasach, gdy przecież "nie ma się co już bać tego koronawirusa". Czy jak tam to szło :)
Sorry, od tego wstępu nie mogłem się powstrzymać. Teraz do sedna.
Do Jeleniej Góry zawitałem wczoraj wieczorem, a dziś rano - po odespaniu i odgruzowaniu mtb-ka - wybrałem jedyny słuszny kierunek. Nie, nie jakieś "tandetne" Karkonosze, tylko Rudawy Janowickie, moje ulubione :) Wciąż mało znane, na szczęście. Niewielkie, sympatyczne i malownicze górki, z biustonoszem w tle.
Trasa: Jelenie Góra - Łomnica - Wojanów - Jasiowa Dolina - Jelenia Góra - Radomierz - Janowice Wielkie - Trzcińsko - Przełęcz Karpnicka - Karpniki - Krogulec - Bukowiec - Kostrzyca - Mysłakowice - Jelenie Góra Czarne - dom. TUTAJ Relive.
Pogoda ładna, nie wiało mocno, choć widoków godnych zabrakło. Chmury zrobiły swoje. Jednak co nieco się sfocić udało. Zaczynamy - a jakżeby inaczej - od Rudaw.



Co mnie bardzo ucieszyło, to fakt, iż na pola wróciły krowy. Super!


A tak poza tym... bez zmian :/
Postanowiłem w końcu sprawdzić, co kryje się pod malowniczą nazwą "Jasiowa Dolina", na granicy Wojanowa i Jeleniej. Cóż, zawiodłem się. Droga taka, jak i dolina. Ruina. Zimą musi tam być ciekawie :)


Położony poniżej Pałac Wojanów trzyma klasę, ale coś nie widziałem tłumów gości.
Porcja zdjęć z trasy, gdy próbowałem znaleźć choć kawałek gór. Nie było łatwo. bo nawet Śnieżka się umiejętnie chowała.





Tu (w Karpnikach) miałbym okazję do uchwycenia czapli oraz saren. Ale gdy się zatrzymałem, ta pierwsza przestraszyła te drugie, i wyszła kicha :(
Z innych kopytnych. Znajomy już koń pociągowy spod Radomierza, dziś nawet lekko tańczący...

...oraz ciekawska owieczka. Jedna z czterech, jedyna, która się mną zaciekawiła i nawet domagała głaskania znad elektrycznego pastucha :)

No i jeszcze nowości z Jeleniej. Rozkopanej na maksa. Ale są plusy. DDR-ka z asfaltu...
...oraz pasy ruchu dla rowerów. Świat się kończy :)
Jeszcze coś z nieba. Antek z lotniska w JG...
...oraz helikopter cholera wie skąd. I dokąd :)
- DST 53.40km
- Czas 01:50
- VAVG 29.13km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 131m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Mini mini
Środa, 7 października 2020 · dodano: 07.10.2020 | Komentarze 9
Dzisiaj wpis w wersji mini, bo czasu na wszystko brak. A i wydarzeń niewiele, gazeciarzy zaledwie dwóch, wiatr upierdliwy, ale do ogarnięcia, chęci do przyspieszenia zero, takie tam :)
Trasa to w tę i z powrotem: z Dębca przez Las Dębiński, Starołęcką, Czapury, Wiórek, Sasinowo, Rogalinek, Mosinę i lasem do Żabna, gdzie nastąpiła nawrotka.
TUTAJ Relive.
Nawet focić nie było czego. Jak żyć? :) Ale w związku z tym, że PBS wrócił z zaświatów, coś wkleić trzeba. Niech będzie stado hub napotkane na martwej brzozie :)

Warta wciąż płynie, Wiórek wciąż stoi...
A nad Dębiną na chwilę zaświeciło słońce.
Jak w dobrej bajce :) Choć zdeka niewyraźnie.
No i tyle :) BS-a nadrobię zapewne dopiero wieczorem.
- DST 62.50km
- Czas 02:09
- VAVG 29.07km/h
- VMAX 60.20km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 193m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zadrzemiony
Wtorek, 6 października 2020 · dodano: 06.10.2020 | Komentarze 14
Zaczynam sobie powoli przypominać, z czym się je jesienne poranne wstawanie. Z dżemem. To znaczy z drzemką. Taką przesuwaną co dziesięć minut. Nie da się z nią wygrać, jedynym motywatorem jest świadomość, że już dłużej spać nie można.
Tak było i dziś. Wyruszyłem tak na styk, że niemal słyszałem odgłosy czasu ocierającego się gdzieś o framugę drzwi, gdy wychodziłem. Jednak o dziwo ze wszystkim się wyrobiłem.
Trasa to ponownie "kondominium" (w skrócie: Poznań - Luboń - Puszczykowo - Mosina - Łódź - Stęszew - Szreniawa - Komorniki - Poznań), z którego wciąż korzystam ciesząc się z nieoznaczenia śmieszki. To już niestety ostatnie podrygi.
Wciąż wiało mocno (wystarczy zerknąć na Vmax), więc nie szalałem. Ot, tempo emeryt plus. Czyli głównie wygrzewanie się w słoneczku :)


Trafiło mi się całe stadko czapli. Niestety bardzo daleko, a ja miałem przy sobie jedynie kompakt. Wyszła więc pikseloza. Szkoda.


Była i czapla biała, ale jeszcze dalej, do tego w locie. Zdjęcia więc jedynie poglądowe :)


Reszta to dojazd do pracy. Relive dzisiaj nie ma, bo... tu pytanie do apki.






