Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239628.65 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 57.10km
  • Czas 02:00
  • VAVG 28.55km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 165m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Deszczowa żurawina

Sobota, 22 sierpnia 2020 · dodano: 22.08.2020 | Komentarze 13

Mimo że miałem dziś dzionek pracujący, musiałem odespać. Wyjazd zaplanowany więc był na tak zwany styk. Jak zwykle jednak rzeczywistość a teoria nie do końca są kompatybilne.

Wyspać się nawet udało. Bez stresu, bo pogodynki mówiły o opadach, ale gdzieś dopiero przed południem. No to luz.

Ruszyłem około dziewiątej. Zdążyłem wyjechać z osiedlowej uliczki i... lunęło. Nie miałem zamiaru wracać, więc stanąłem sobie pod drzewkiem i wziąłem temat na przeczekanie. Pięć minut później już kręciłem dalej, żeby po kolejnych pięciu minutach... stanąć ponownie, tym razem pod wiatą. Czas mi się zaczął kurczyć.

Jednak nastąpiło kolejne przejaśnienie, a ja postanowiłem, że już więcej się nie zatrzymuję. Zmoknę, ale najwyżej skrócę dystans do gluta. Finalnie tego nie zrobiłem, walcząc przez 2/3 drogi z deszczem, ale ciepłym i takim nawet zaskakująco pozytywnym względem ostatnich upałów. Olałem wiatr, olałem średnią, po prostu bawiąc się (choć to nie jest dobre wyrażenie, znam ciekawsze zabawki) kroplami na rowerze, drodze, kasku i ryju.

Trasa: Poznań - Plewiska - Komorniki - Głuchowo - Chomęcice - Konarzewo - Dopiewo - Lisówki - Trzcielin - Konarzewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Wyjazdu nie żałuję pod jednym względem: zakwitło żurawiami! :) Nie skłamię, jeśli napiszę, że widziałem ich dzisiaj co najmniej dwadzieścia, jedne w grupach, inne w duetach, jeszcze inne solo. Szkoda tylko, że dość daleko, bo mogłyby być dobre zdjęcia. A tak - tylko lekka pikseloza,
Spacerujące w deszczu żurawie
Dość spore stadko żurawi
Dość spore stadko żurawi © Trollking
Żerowały również dzikie gęsi.
Szybujące stado gęsi
Gęsie stadko pikuje nad polem z dobrą wyżerką
A na jednym z balotów siedział sobie samotny... kruczy Balotelli :)
Samotny kruk na balotach
Balotelli :)
A poza tym było szaro, buro, ponuro i tak... po polsku :)
A to Polska właśnie...
Mały promyk nadziei
Chwilowe przejaśnienie na drodze między Dopiewem a Trzcielinem
Przy klimatycznej bramie DPS-w w Lisówkach jak zwykle zrobiłem nawrotkę...
Brama DPS-u w Lisówkach
...przy okazji podziwiając piękno tamtejszego lasu.
Las w okolicach Lisówek
Do pracy - o dziwo - zdążyłem. Dystans zawiera dojazd do noej.

Relive jest, o TU. Zabawa ustawieniami telefonu dała tyle, że Xiaomi nie gubi i wyłącza sygnału podczas korzystania z Endomondo, ale wciąż nie włącza się autopauza. W sumie nie jest to nic szokującego - ona nawet w "normalnych" warunkach tego nie robiła w tej apce :)




  • DST 58.10km
  • Czas 02:00
  • VAVG 29.05km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 168m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ko(s)zmarnie

Piątek, 21 sierpnia 2020 · dodano: 21.08.2020 | Komentarze 21

Kolejny (mam nadzieję już jeden z ostatnich) wypadów w ukropie. Dzisiaj w Poznaniu w cieniu było ponad 33 stopnie, na szczęście rano ciut mniej. Co nie zmienia faktu, że nastawiłem się na wykonanie tylko jednego celu: po prostu dotarcia z powrotem.

Pełen sukces. Jak ślimak po udarze wykręciłem swoje pięć dych na trasie z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Sowiniec, Baranowo, Żabno, Mosinę, Puszczykowo, Łęczycę i Luboń do domu. Nawet nie próbowałem walczyć, tym bardziej, że wiaterek też zdecydowanie tego ode mnie nie chciał :)

Powyższa wariacja jest jedną z moich ulubionych, ale powoli zaczynam się poddawać. Objazd przy wyjeździe na Sowiniec to jedno (nie ma sensu korzystać, bo piach tam masakruje, lepiej zrobić sobie krótki spacerek między koparkami), ale doszedł do tego jeszcze remont w okolicach przejazdu kolejowego, więc jest objazd, który objazdem prowadzi do objazdu. Koszmar...

Mimo wszystko warto się pomęczyć, bo gdy zaczyna się kawałek lasu, można się (póki co) zatapiać w zieleni. Podczas roztapiania :)
Piękna zieleń lasu w okolicach Żabna
Na wielkopolskich polach też wciąż fajny klimat.
Chociaż rower miał swój kawałek cienia
Widok z baletów... to znaczy balotów
Relive nie ma, tak jak wczoraj. Czemu? Ano bo zachciało mi się nowego telefonu. Mój Huawei P20 lite już po dwóch latach zaczął mieć coraz więcej fochów, chciałem być wierny tej naprawdę zacnej marce, ale przez pewnego mentalnego barbarzyńce zasiadającego na stolcu w USA (mam nadzieję już niedługo), musiałem ją zdradzić. Bo co z tego, że seria P40 ma świetne bebechy, jeśli nie ma dostępu do usług Google (są obejścia, ale nie rozwiązują wszystkich problemów), a ubiegłoroczna seria P30 właśnie straciła możliwość aktualizacji... Wielka szkoda. Po wielu analizach wybrałem coś, co ma niemal wszystko czego potrzebuję: legitnego Andka z apkami, potężną baterię, dobry aparat, amoledowy wyświetlacz, sporo RAM-u i ROM-u, przyzwoity procek), czyli Xiaomi Note 10 Lite. Stosunek jakości do ceny (akurat spadła) jest naprawdę dobry.

Wszystko śmiga super, z jednym wyjątkiem: Endomondo. Wczoraj zarejestrowało mi jakieś 35 kilometrów, dziś całe 15 :) Ze Stravą nie ma żadnych problemów, ale Relive mam połączone własnie z Endo. W sumie tragedii nie ma, bo wożę ze sobą jeszcze drugi fon oraz zegarek, ale sama sytuacja tylko jeszcze zwiększa moją niechęć do wspomnianej treningowej apki. Pokombinuję jeszcze z ustawieniami telefonu, zwiększeniem uprawnień dla GPS-a działającego w tle oraz oszczędzaniem energii, może to pomoże. Pewnie nie, ale spróbować warto :) Kiedyś tak miałem w starym Huaweiu i po wykonaniu kilku kombinacji alpejskich się udało.

Na koniec uchwycona jakiś czas temu na Dębinie ptaszyna. Długo się zastanawiałem, co to, bo nie pasowała mi do niczego znanego (najbardziej z ubarwienia ewentualnie do szpaka), teraz już chyba wiem (tak na 99,38%): to młoda samica kosa.
Młoda samica kosa (na 99,38%)
Dystans zwiera dojazd do pracy.




  • DST 57.40km
  • Czas 02:00
  • VAVG 28.70km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Podjazdy 174m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Katastrofonożnie

Czwartek, 20 sierpnia 2020 · dodano: 20.08.2020 | Komentarze 11

Rano przed wyjazdem jak zwykle sprawdziłem, skąd będzie wiało. Wszystkie pogodynki solidarnie wskazywały... inny kierunek. I o dziwo - jak pokazała praktyka - nie pomyliły się :)

Jednego byłem pewien: z wiatrem to ja nie będę miał. Też się nie pomyliłem :) Wyjazd dzisiejszy to więc nic więcej jak powolne człapanie.

Trasa znów klasyczna: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Plewiska - Gołuski - Poznań. Relive nie będzie, bo Endomondo zaszalało.

Przynajmniej upału JUŻ, a bardziej JESZCZE nie było. To za, jak i przed nami.
Droga pomiędzy Trzcielinem a Dopiewem
Kiedyś już u mnie temat był, ale postanowiłem po czasie odświeżyć historię, którą mało kto zna. Otóż w 1992 roku, na polu przy wsi Palędzie, rozbił się MIG, a młody pilot zginął na miejscu. Powodem była zarówno awaria oświetlenia samolotu, jak i błąd ludzki. Działo się to niemal przy samych zabudowaniach, więc cud, że nie skończyło się gorzej. Do dziś pozostaje tam prawie niezauważana przez kierowców i rowerzystów tablica pamiątkowa. Dla miłośników geocacingu news: podobno jest tam jakaś skrzynka (tu info).
Pomnik ku pamięci pilota MIG-a, który rozbił się w 1992 roku na polu w Palędziu
Tablica pamiątkowa zmarłego pilota, Palędzie
Z innych ciekawostek: znów bocian z białymi nogami. Chyba udało mi się rozwiązać zagadkę, skąd one - okazuje się, że ta barwa pochodzi z... odchodów, którymi te ptaki się "smarują", żeby odnóża szybciej oddawały ciepło. Coś jak u ludzi jasne koszulki. Sprytne :)
Znów bociek z białymi nogami
Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 53.20km
  • Czas 01:50
  • VAVG 29.02km/h
  • VMAX 52.60km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Podjazdy 149m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na luzie Lusowo

Środa, 19 sierpnia 2020 · dodano: 19.08.2020 | Komentarze 13

Dzionek wolny. Czyli tak zabiegany, że wpis powstaje po godzinie 21.

Więc krótko: znów wiało (minus), ale upału zbyt wielkiego nie było (plus). Najważniejsze, że zapowiadano burze, a znów z nich nici - brawo.

Trasa północno-zachodnia, wykonana tempem spacerowym: Poznań - Plewiska - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Wysogotowo - Plewiska - Poznań. Dawno (ze dwa dni) nie umieszczałem Relive (skleroza), dziś za to jest. O tu.

Skoro Lusowo, to jeziorko. Nie mogłem odpuścić i zrobiłem sobie mały spacerek wzdłuż.
Zatoczka na Jeziorze Lusowskim
Z najlepszej perspektywy na jezioro
Na pomoście, Jezioro Lusowskie
Łodka w szuwarach
Landszafcik z Lusowa
Ta kaczka była leniem wybitnym...
Kaczka-leń, nawet się nie ruszyła
...a ta w środku miała dziwny wyraz dzioba :)
Kaczka w środku ma dziwny wyraz dzioba :)
Zauroczyło mnie jedno martwe drzewo. Fajnie, że go nie usuwają.
Martwe drzewo
Z rzeczy mało cieszących: ukończono DDR-kę na odcinku Sierosław - Lusówko. Przejechałem się poznawczo. Trochę wbrew sobie muszę przyznać, że nie jest źle. Szerokość niemal taka, jak drogi, asfalt równy (pod warunkiem, że w końcu posprzątają piach). Nie zmienia to faktu, że jest ona tu bez sensu.
Nowa DDR-ka z Sierosławia do Lusowa. O dziwo nawet ujdzie
A tak w ogóle to takie coś mi się o koła zaczepiło :)
Takie coś mi się przyczepiło do roweru :)




  • DST 62.50km
  • Czas 02:04
  • VAVG 30.24km/h
  • VMAX 54.00km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 193m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Oddechowe kondominium

Wtorek, 18 sierpnia 2020 · dodano: 18.08.2020 | Komentarze 12

Dało się dziś żyć. Wiatr się uspokoił (choć bez cudów), ale przede wszystkim temperatura lekko zluzowała. Supcio.

Miało padać, a się rozmyśliło. Spoko.

Słońce nie grzało tak, jak ostatnio. Uff.

Tyle pochwał :)

Trasa to stare i sprawdzone "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo ,- Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.

Niestety, jeśli chodzi o psucie mi ulubionego szlaku, to idzie w najlepsze :/ Coraz bliżej chwili, gdy skończą kompletnie bezsensowną (dzisiaj widziałem na odcinku Stęszew - Dymaczewo łącznie może z dziesięć aut) śmieszkę i będzie się klaksoniło. 
Chwila odpoczynku na wahadle w wielkopolskiej Łodzi
Budowa kompletnie niepotrzebnej śmieszki na odcinku Stęszew - Dymaczewo
Już nie mówiąc o wycince z tym związanej, która wciąż straszy.

Trochę ptactwa, ale banalnego dość, widziałem. Tutaj kruk najpierw udawał, że nie ma go na drzewie...
Kruk udaje, że go nie ma
...potem uciekł...
Szybujące kruczysko
...by pozować w klimatach niczym z jakiegoś horroru o Cyganach :)
Kruk na tle cygańskiego (załóżmy) taboru
Były ptasie pogaduchy między szpakiem a wróblem...
Wróblo-szpacze dyskusje na wysokościach
...oraz jaskółcze trio.
Jaskółki robią na drutach
Nie zabrakło bociana.
Jeszcze raz bociani klasyk z wielkopolskich pól
A taką scenkę rodzajową widziałem w centrum... miasta. Niedużego, bo Stęszew ma zaledwie 6 tysięcy mieszkańców, ale jednak.
Obrazek z (niewielkiego) miasta - centrum Stęszewa
Po drodze, na równoległym szutrze, wyprzedzałem też taki zapsięg. Silny ten czworonóg, dzielnie cisnął 30+, przez chwilę równo ze mną :)

Dojazd do pracy rowerem.




  • DST 62.20km
  • Czas 02:04
  • VAVG 30.10km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Podjazdy 180m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Tiromotywacyjnie

Poniedziałek, 17 sierpnia 2020 · dodano: 17.08.2020 | Komentarze 15

Niestety, znów wróciła konieczność wczesnych wyjazdów. Nie ma wyjścia - w pracy kiedyś pojawić się trzeba. Plus z tego jest jeden - unikam największego gorąca.

Wiało dziś ze wschodu, tam więc pokręciłem, robiąc jedną z klasycznych pętelek: z Dębca przez Wartostradę, Jana Pawła, Maltę, Miłostowo, Antoninek, Swarzędz, Jasin, Paczkowo, Siekierki, Gowarzewo, Tulce, Żerniki, Jaryszki, Krzesiny, Minikowo, Starołękę i Las Dębiński do domu.

Popełniłem jeden taktyczny błąd. Nie sprawdziłem, że od Antoninka do hen, hen, hen daleka (w sumie nie wiem dokąd) wyłączony jest jeden pas DK92. No cóż, nie trzeba było lepszej motywacji do ciśnięcia pod wiatr niż jazda wąską krajówką bez pobocza ze sznurem tirów sapiących mi za plecami, które nie miały jak mnie wyprzedzić ;) 

Wcześniej na chwilę zatrzymałem się na Malcie. Lubię te jezioro, gdy jest niemal puste, co dzieje się tylko z rana lub u szczytu jakiejś pandemii :)
Szosowe zerknięcie na Jezioro Malta. Poznań
Odnowione trybuny prezentują się całkiem ładnie...
Trybuny na poznańskiej Malcie
...senne kaczki nic sobie nie robią z towarzystwa ludzi...
Kaczka po poznańsku
...a Poznań pokazuje z punktu startu tak swoje ładne, jak i brzydkie atuty.
Kawałek centrum Poznania z toru startowego Jeziora Maltańskiego
Od lewej: budynek Uniwersytetu Ekonomicznego, kładka i okolice Galerii Malta, Nowy Bałtyk, Akumulatory
Jako bonus miałem okazję podziwiać czaplę, która akurat leciała znad jeziora.
Pełnoskrzydłe wydanie czapli siwej lecącej nad Poznaniem
Czapla siwa bierze zakręt
Przed Tulcami trafiłem jeszcze na jakieś bocianie niedobitki. Ten miał o dziwo białe nogi. Pierwszy raz widziałem takiego albinosa.
Bocian-albinos, przynajmniej na nogach
A w samych Tulcach... dziewicza dożynka 2020! :) Ciężko z nimi będzie w tym roku, z powodów oczywistych, więc biorę bez wybrzydzania wszystko do kolekcji :)
Pierwsza tegoroczna dożynka!, Tulce
Dystans zawiera dojazd do roboty.


Kategoria Dożynki!!! :)


  • DST 54.20km
  • Czas 01:48
  • VAVG 30.11km/h
  • VMAX 51.10km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 157m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Górniczo

Niedziela, 16 sierpnia 2020 · dodano: 16.08.2020 | Komentarze 26

Na początek stały postulat: upale, łaskawie odpuść. Żyć się już nie da. Dziękuję :)

Dziś dodatkowo wiało. Chyba nawet mocniej niż wczoraj. Stały postulat: wietrze, łaskawie odpuść. Dziękuję :)

No to się rozmarzyłem. Wiem, to jak wołanie na pustyni.

Trasa dzisiejsza to wschodnia kombinacja: Dębiec - Las Dębiński - Starołęcka - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Mieczewo - Mościenica - Kórnik - Skrzynki - zemsta Adolfa - Borówiec - Kamionki - Daszewice - Babki - Głuszyna - Minikowo - Las Dębiński - dom. TUTAJ Relive.

Korzystając z okazji, że jest niedziela, nawiedziłem kopalnię w Daszewicach. Mała bo mała, ale jak na coś, co znajduje się blisko granicy Poznania, może być.
Może nie gravel, może nie mtb, ale wspiąć się da :)
Wjazd na teren kopalni w Daszewicach
Skoro nie ma górek, można je zrobić :), kopalnia w Daszewicach
Jak na podpoznańskie tereny, to ujdzie, kopalnia w Daszewicach
Malownicze zakręty, kopalnia w Daszewicach
Zatrzymałem się też na chwilę przy OSP w Kamionkach.
STAR-anna instalacja, OSP w Kamionkach
A już na terenie samego Poznania (dokładnie na Głuszynie) spotkałem kolejne dwa żurawie.
Widoczek na dwa żurawie, pole i las
Żurawie - znów napotkane na terenie Poznania
Walczyć mi się zdecydowanie nie chciało, ale zmotywował mnie... Pan Hellena :) Czyli sympatyczny kolarz na czasówce, z którym jechałem na odcinku od Świątnik do Mościenicy, gdzie skręcił w kierunku Śremu.

Lubię cienie takich zawodników - wyglądają jak alieny :)

A po południu spacer w ukropie. Spotkaliśmy zwinkę, która ewidentnie miała też dość tej suchej pogody.
Jaszczurka zwinka też walczy z upałem
Jutro znów do pracy :(




  • DST 53.20km
  • Czas 01:50
  • VAVG 29.02km/h
  • VMAX 52.70km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Podjazdy 137m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wodogłowiąc :)

Sobota, 15 sierpnia 2020 · dodano: 15.08.2020 | Komentarze 11

Paskudnie znów dziś wiało. Solidnie, niby ze wschodu, a de facto raz z południa, raz z północy, dokładnie tak, żeby nie pomóc. Ewidentnie gnojek wiatr już wiedział, gdzie mnie znaleźć :)

Wyjazd z Poznania, a trasa to "muminek z wodogłowiem": Dębiec - Hetmańska - Starołęcka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Wodogłowie i ja miałem, przez temperaturę. Ale chyba już się powoli staję bardziej odporny, bo było one mniejsze niż przez ostatnie dni. Co świadczy tylko o tym, że człowiek z czasem nawet i do g...orącą jest się w stanie przyzwyczaić.

Trzy żurawie na balotach się trafiły w oddali...
Żurawie baloty
Żurawia niewyraźność
...choć i tak były bliżej niż pustułka na jednym z pól.
Pustułka, z bardzo daleka
W Koninku zostałem "lekko" zaskoczony.
Ja nie przejadę? :), Koninko
Oczywiście takie pierdółki mnie nie powstrzymują :) Jak się okazało, zdecydowano o zamknięciu drogi z powodu złego stanu widocznego po prawej budynku, który straszy od dawna. Pewnie za jakieś pół roku będzie decyzja - albo go wyremontują, albo zburzą.

Po południu spacer po Dębinie, sprawdzić, czy coś się zmieniło przez tydzień. Z grubsza nic - Warta wciąż płynie :)
Warta płynie przez Poznań
Tylko ptaków coraz mniej :( Widać, że idzie jesień. Jedynie ważki, taka jak ta świtezianka, wciąż się nie poddają.
Świtezianka błyszcząca




  • DST 55.10km
  • Czas 01:50
  • VAVG 30.05km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Podjazdy 145m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Powrotowo

Piątek, 14 sierpnia 2020 · dodano: 14.08.2020 | Komentarze 14

Nadszedł czas powrotu z krótkiego urlopu. Moment najlepszy z możliwych, czyli przed wolnym dla wszystkich weekendem. Bo czego jak czego, ale ludzi w nadmiarze to my nie lubimy :) Co prawda w "naszej" agroturystyce tłumów na szczęście nie ma, ale lepiej nie ryzykować.

Mogliśmy co prawda jeszcze posiedzieć z pół dnia, ale chcieliśmy... odpocząć po "wakacjach". Bowiem rower rowerem, ale od wtorku wpadło jeszcze około 30 kilometrów łażenia po łąkach i lasach w upale, więc wypoczęci byliśmy średnio. O psie już nie wspominając.

Rano jeszcze wybrałem się z Kropą na ostatni obchód terenu. Warto było, bo przy wschodzącym słońcu tereny nabrały jeszcze dodatkowego uroku. Co widać :) A tematem saren zajmę się jeszcze w kolejnych wpisach, gdy ogarnę zdjęcia.
Sarna uciekająca w porannym słońcu
Tym razem wschodzące słońce walczy o byt
...znów wędrujemy ciepłym krajem...
Szybujący myszołówBagniste tereny Rogalińskkego Parku Krajobrazowego
Potem zrobiłem sobie krótką rowerową wycieczkę do Śremu, testowaną już trasą: Radzewice - Trzykolne Młyny - Czmoniec - Orkowo - Niesłabin - Zbrudzewo - Śrem. Do tego ostatniego oczywiście nie wjechałem. Czemu? A jakoś tak :)
Dlatego właśnie do Śremu się NIE wjeżdża. Rowerowa patologia w całym mieście
Kostkowa śmieszka jest po lewej w dole. A potem pojawia się po prawej. A potem chyba znów po lewej. Nie pamiętam - unikam jak ognia. Włodarze muszą tam bardzo nienawidzić rowerzystów. Zresztą jak większość rodzimych. Istny kanał.
Nad kanałkiem przed Śremem
Podczas nawrotki była jeszcze chwila na łezkę w oku, bo pamiętam szał podczas jazdy tym Rometem Pony.
Reklama warsztatu zajmującego się oldschoolem :)
Romet Pony - łezka w oku :)
Aha, jeszcze jedna scenka, poniekąd powiązana. Słabo widać, bo zanim się zatrzymałem po mijance, odwróciłem, wyjąłem aparat i użyłem zooma, na horyzoncie już znikał szoszon pędzący za jakimś wypasionym skuterem. I nie był to przypadek, ale ewidentna współpraca. Ciekawy sposób na walkę z wiatrem.
W Radzewicach pakowanie i pożegnanie z miejscówką.
Ostatnie spojrzenie na wakacyjne lokum, Radzewice
Ostatnie spojrzenie na genialne, spokojne agro, Radzewice
Przed wjazem do agroturystyki, Radzewice
Potem jeszcze powrót rowerem do Poznania, przez Świątniki, Rogalin, Rogalinek, Puszczykowo, Łęczycę i Luboń. TUTAJ Relive łączący dwa etapy w jedno.

Póki co koniec wiejskiego życia i takich zachodów z tarasu. Czasowo, oczywiście :)
Zachód słońca w Radzewicach




  • DST 53.20km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.50km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 152m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Koziołkowanie

Czwartek, 13 sierpnia 2020 · dodano: 13.08.2020 | Komentarze 12

Dzisiaj dane mi było się wyspać. Hurra. Polecam każdemu :)

Niestety, jak się okazało, nie wpłynęło to na jakość jazdy na rowerze. Wszystko za sprawą wiatru, który widocznie mnie znalazł na tym radzewickim zadupiu i dokładnie wiedział, jaką trasą pojadę. Przygotował się, gnój jeden, ani przez moment (nooo. może gdzieś pod koniec przez kilka kilometrów) nie pomagał. To, plus wciąż zbyt wysoka temperatura mnie zmasakrowały.

Trasa na południe, w tę i z powrotem: Radzewice - Trzykolne Młyny - Czmoniec - Orkowo - Niesłabin - Zbrudzewo - Śrem boczkiem, obwodnicą - Grzymysław - Borgowo - Ostrowo - Drzonek, gdzie nastąpiła nawrotka. TUTAJ Relive.

Było strasznie nudno. Ale czego oczekiwać, jeśli znaczna część drogi to wojewódzka bez pobocza? No ale przynajmniej sierpniową Polskę w pigułce udało mi się uchwycić.
Polski sierpień w pigułce
Bociany podążające za traktorem
Nowoczesne wiatraki
Fajne były tylko hopki, które zaczynają się za Śremem. Poproszę kilka takich pod samym Poznaniem :)
Hopki w okolicach Śremu
Sympatycznie było w Drzonku. Zszedłem sobie nad Jezioro Grzymisławskie...
Wodowanie kajaka, Jezioro Grzymisławskie
Jezioro Grzymisławskie
...oraz sfociłem interesująco odmalowany przystanek PKS.
Przystanek PKS, Drzonek
Kozioł wewnątrz przystanku, Drzonek
Ciekawe, czy do powyższego graffiti pozowała któraś z "naszych" kóz? :)
Hmmm, to chyba jednak nie psy.... :)
Dwa śpiochy, Radzewice
Kozioł czuwa, Radzewice
Po południu jeszcze kilka obowiązkowych spacerów po okolicznych terenach...
Tereny zalewowe wzdłuż Warty, Radzewice
Słońce maluje swoje światy
...a praktycznie pod samą agroturystyką (choć zbyt daleko do ostrego zdjęcia) siedziała sobie (i poleciała) czapla siwa.
Czapla siwa czuwa
Czapla odlatuje
Szkoda, że to już praktycznie koniec odpoczynu :(

PS. No nie nadrobię dziś zaległości BS-owych. Z tym netem trwałoby to gdzieś do poniedziałku. Szybciej będzie, jak zrobię to w Poznaniu :)