Info
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec25 - 51
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 31.10km
- Czas 01:13
- VAVG 25.56km/h
- VMAX 41.20km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 94m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut trocinny
Sobota, 23 stycznia 2021 · dodano: 23.01.2021 | Komentarze 7
Niestety, zgodnie z zapowiedziami wiosna odeszła szybciej niż przyszła. Aktualnie panująca pora roku w Poznaniu to jesień, taka późna, z okolic listopada.
Po wczorajszym słońcu nie ma już śladu, za to rządzi deszcz i zimno. A ja chcąc nie chcąc (stawiając na to drugie) musiałem pojawić się w robocie, więc miałem do wyboru albo odpuścić dziś rower, albo wykonać chociaż gluta, licząc na to, że nie utonę. Wybrałem to ostatnie :)
Moją decyzję wzmocnił fakt, że opady co jakiś czas ustawały, dając złudną nadzieję, iż stanie się w końcu tak na stałe. Oczywiście na nadziejach się skończyło.
Trasą wykonałem w tę i z powrotem, przez miasto, bo wiało w północnego wschodu: Dębiec - Wartostrada - Jana Pawła - Baraniaka - Dymka - Kobylepole - Borówki - Zalasewo, gdzie nastąpiła nawrotka.
Dawno nie byłem w okolicach Zalasewa od tej strony, ale jedno jest niezmienne - Polska wciąż jest w trocinie :/
A poza tym widoki klasyczne i nudne.

Między powrotem a wyjściem do pracy zdążyłem jeszcze nakarmić tak siebie, jak i pralkę :)
Kolejne dni do uroczych należeć również nie będą. No ale cóż, zima.
Aha, dzisiaj w końcu znalazłem chwilę czasu, żeby skrobnąć do portalu epoznan.pl i opisać sytuację z ratowaniem sarny sprzed tygodnia. Chciałem w ten sposób podziękować anonimowemu bohaterowi za to, co zrobił. Chyba się udało. Link do artykułu TUTAJ.
- DST 62.30km
- Czas 02:12
- VAVG 28.32km/h
- VMAX 52.10km/h
- Temperatura 6.0°C
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Przeprosiny. Z wiosną również
Piątek, 22 stycznia 2021 · dodano: 22.01.2021 | Komentarze 18
Normalnie wiosna przyszła! Taka, że nawet mogłem dzisiaj - po raz pierwszy od ho, ho, ho, a może nawet dłużej - usadzić swój tyłek na wąskim szosowym siodełku. Oj, tęskniłem za tym, nie będę ukrywał :)
Skoro wiosna, to wiatr. Wrócił upierdliwiec-niesprawiedliwiec. Ale skoro otrzymałem coś w zamian, czyli kilka stopni na plusie oraz słońce, jestem jeszcze w stanie być dla niego w miare tolerancyjny. Pewnie szybko mi to przejdzie.
Wyjazd przed pracą, na lubianą bardzo pętelkę: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. A potem jeszcze odcinek do pracy.
Gdy tak sobie dzielnie kręciłem, na wysokości Mosiny zobaczyłem, że dzwoni jakiś nieznany mi numer. Odebrałem, a tu... pan prezes firmy, w której zatrudniony jest wspominany wczoraj Nikoś! Z podziękowaniami za informację o zachowaniu jego pracownika i z przeprosinami. Dodał jeszcze, że sam nienawidzi drogowego chamstwa, więc jest czuły na każdy taki sygnał i cała jego firma została pouczona na wszelki wypadek. Cóż, muszę przyznać - klasa. Tak więc brawo. A Nikoś? Podobno się tłumaczył, że tylko raz zaklaksonił, ale najwyraźniej - i całkiem słusznie - mu nie uwierzono. Ma nauczkę.
Fotki z dzisiaj zupełnie inne niż jeszcze ze dwa dni temu. Zielono, słonecznie... Inny świat. Szkoda, że istnieć będzie krótko, bo od jutra... opady deszczu, i to podobno niemałe.


Udało się przyuważyć zamyśloną nad wyraz czaplę siwą...
...oraz myszołowa włochatego. Najpierw zadowolonego z udanego polowania...
...a potem uchwycić go w locie.
Na koniec smutna informacja - odszedł dziś człowiek, który poniekąd mnie "wychował", bawiąc i ucząc: Papcio Chmiel, czyli Henryk Jerzy Chmielewski. Ojciec Tytusa, Romka i A'tomka, Nie dalej jak miesiąc temu kupiłem sobie jego autobiografię - "Żywot człowieka zmałpionego" - i zanim do niej usiadłem, nie ma już autora :/ I choć ostatnie "tytusy" to już nie bylo "to", to wydawało się, że będą one powstawać wiecznie. Wielka szkoda. A że wiem, iż co najmniej dwie osoby: kolega Huann oraz kolega Meteor (zapewne wraz z Lavinką i Kluską) też poczuły smutek, postanowiłem na szybko, na tablecie, skonstruować oficjalne pożegnanie na BS. Amatorsko i kanciasto, ale jest.
Spoczywaj w pokoju na jednej z tych swoich Wysp Nonsensu (może takiej dla umarłych bezsensownie autorów komiksów?), Papciu!
- DST 62.10km
- Czas 02:24
- VAVG 25.88km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 170m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Bajeczka o Nikosiu
Czwartek, 21 stycznia 2021 · dodano: 21.01.2021 | Komentarze 20
W sumie nie bajeczka, a raczej nieśmieszna komedia lub może nawet horror. Jednak o tym później.
Najpierw o samym wyjeździe. Takim typowo przedpracowym, czyli połączonym z niewyspaniem i średnią ochotą na ciśnięcie. Wykonanym więc na ślimaczo, w czym oczywiście pomógł mi dobór sprzętu. Był nim znów Czarnuch, co okazało się wyborem trafnym - raz, że miejscami jeszcze wciąż na drogach syf w niektórych miejscach, a dwa - wjazd na polskie śmieszki to jedna wielka loteria.
Trasa - klasyczne "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Czemu MTB było idealne? Bo wpadłem na głupi pomysł jazdy DDR-ką w Łęczycy. Proszę, taki oto smaczek na jej środku:
Już nawet leśna droga w Puszczykowskich Górach wydawała się bardziej przejezdna :)
A teraz do sedna. Jako że nowa, asfaltowa droga rowerowa z Dymaczewa do Witobla była w bardzo dobrym stanie, to bez oporu sobie nią pyknąłem te kilka kilometrów. W sumie nawet komfortowo - brawo dla zarządcy za ogarnięcie tematu. 
A w samym Witoblu, gdzie jak już kilka razy pisałem, nagle pojawia się kostka, do tego falująca śmieszka zjeżdża na lewą stronę, co nie jest połączone z zakazem jazdy rowerem, więc nawet nie muszę wiedzieć, iż takowa dalej istnieje, jak zwykle ten może kilometrowy odcinek pokonałem zwykłą drogą, karnie zjeżdżając pod sam koniec znów na DDR, gdy wyskakuje nakaz po prawej.
Ale dzisiaj, w samym środeczku tego etapu, nagle usłyszałem za sobą klakson. Nie taki krótki, pojedynczy, który bym po prostu olał, ale znany nam wszystkim sygnał, iż za kierownicą siedzi polski, klasyczny buraczany frustrat. Odczekałem jeszcze chwilę bez reakcji, a że łapa z klaksonu spaść nie chciała, to znanym na całym świecie gestem pozdrowiłem kierowcę. Ten zaczął trąbić jeszcze mocniej, a co gorsza najpierw wyprzedził mnie na gazetę, a potem zaczął hamować, prawie spychając na chodnik. Oczywiście wykorzystałem sytuację na zrobienie zdjęć w locie, mam więc delikwenta. Proszę Państwa, oto Nikoś. Z Nikosiem nie jest za dobrze. Nie bądźcie jak Nikoś.

Aż żałowałem, że się nie zatrzymał na chwilę, byśmy sobie porozmawiali :)
Zwierzaków dziś brak, był Nikoś. Jedynie myszołów włochaty gdzieś w oddali się trafił, bardzo niewyraźny.
Reszta dystansu to dojazd do pracy. Już bez przygód.
- DST 61.60km
- Czas 02:26
- VAVG 25.32km/h
- VMAX 41.60km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 165m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Cieplej!
Środa, 20 stycznia 2021 · dodano: 20.01.2021 | Komentarze 10
Spodziewałem się porannej masakry, a finalnie nie było tak źle. Do tego stopnia, że z pierwotnego gluta wyszedł nawet cały dystans, co sam przyjąłem z pewnym zdziwieniem :)
Trasa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Czyli prawie kopia tego co wczoraj, tylko że wykonana dużo wcześniej, bo do roboty musiałem zdążyć. Ostatnie kilometry to właśnie droga do niej, ale już po ogarnięciu się w domu i zjedzeniu śniadania.
W końcu było lekko powyżej zera, co ucieszyło mnie wybitnie. Drogi w miarę przejezdne, przynajmniej te główne, na bocznych oczywiście zalegało jeszcze sporo błota pośniegowego, więc się tam nie zapuszczałem. Za to trafiłem na... South Park :) I od razu auto piękniejsze.
A generalnie było o tak:
W sumie nie wydarzyło się nic, niech więc ten wpis zamknie ten sam kowalik co wczoraj. Za to z jęzorem :)
- DST 52.55km
- Czas 02:06
- VAVG 25.02km/h
- VMAX 40.80km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 159m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Raniuszkowo
Wtorek, 19 stycznia 2021 · dodano: 19.01.2021 | Komentarze 15
Trafił się dzisiaj jeszcze jeden, ostatni póki co, wolny dzionek. Oj, przydał się.
Od rana bowiem świat przypominał coś między Syberią w wersji klasycznej a Australią w porze deszczowej. Dookoła śnieg, a na drogach plucha, z podejrzaną warstwą błota pośniegowego. Na rower tak dość średnio :)
Tak jak ostatnio postanowiłem więc najpierw pójść z Kropą na spacer. A w sumie poślizgać się w kierunku Dębiny. Tam świat wciąż piękny, i w sumie gdyby tam taki został, nie miałbym nic przeciw. Byle nie rozchodził się gdzieś dalej :)
Ptactwo szalało. Ale jak zwykle z kulturą. Tutaj na przykład raniuszek grzecznie czekał, aż się bogatka naje. Potem on, a w kolejce kolejna sikora.

Natomiast kowalik, jak tylko on potrafi, stawał na głowie, żeby coś skonsumować :)
A gdy zobaczyłem te tropy, już wiedziałem, co znajdę kawałek dalej...
Oczywiście dziki. Ale schowane, spokojne, więc żeby ich nie niepokoić cyknąłem tylko szybką fotę komórką i się wycofałem.
Na rower ruszyłem dużo później, lekko przed trzynastą, gdy drogi były z grubsza czarne, za to mokre. Ale przynajmniej dość ciepło jak na ostatnie dni. Wykonałem trasę zachodnią: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Z drogi uchwyciłem tylko kruki.
Jechało się dość ciężko, bo wiatr, mimo że słaby, to nie chciał pomagać. No i aura się skopała - ostatnie dwadzieścia kilometrów pokonywałem w deszczu, który utrzymał się do końca dnia. Najgorsze jest to, że w nocy ma być znów blisko zera, więc toto pozamarza i może być ślisko. Na jutro więc nastawiam się maksymalnie na gluta (jeśli w ogóle), bo czasu przed pracą będzie niewiele.
- DST 32.55km
- Czas 01:18
- VAVG 25.04km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura -11.0°C
- Podjazdy 118m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut arktyczny
Poniedziałek, 18 stycznia 2021 · dodano: 18.01.2021 | Komentarze 12
No dobra. Dzisiaj rano faktycznie było już to minus jedenaście. Potwierdzam :)
Zgodnie z założeniem oraz z faktem, że życie mi jednak miłe, wykonałem jedynie gluta, idąc na kompromis z samym sobą. Wystarczyło mi, że wczoraj wykonałem misję sopelek. Trzeba się oszczędzać, tym bardziej, że po południu czekała mnie jeszcze wizyta u dentysty oraz upojne godziny w pracy. Za dużo zła na jeden dzionek :)
Trasa znana i lubiana, opatentowana przez niezliczoną ilość glutów, które wykonałem przez ostatnie miesiące, czyli: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki -Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań.
Widok na WPN dzisiaj w wersji zimowej:

Drogi generalnie czarne, prócz kilku nawianych łat...
W Łęczycy koło Lubonia jak zwykle wszystko w normie, czyli śmieszka trzymająca podmiejski poziom odśnieżania. Zerowy :)
Tyle. Wykonałem jeszcze w ramach odświeżania mózgu spacer do pracy.
Jako że na spotkanie zwierzaków szans nie było, sięgam do zaległości sprzed weekendu. Proponuję pustułkę, która najpierw przyglądała mi się uważnie z jednej z latarni, a potem poleciała polować.


A jutro? Ocieplenie, może być nawet około zera (!). Ale za to wróci śnieg z deszczem :/ Jak nie urok, to wiadomo co.
- DST 51.70km
- Czas 02:04
- VAVG 25.02km/h
- VMAX 41.10km/h
- Temperatura -7.0°C
- Podjazdy 132m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Jadę! Albo nie jadę! :)
Niedziela, 17 stycznia 2021 · dodano: 17.01.2021 | Komentarze 17
No i nadeszła ta bestia, co nadejść miała. Zapowiadane na dziś było minus dwanaście w środku dnia, ale na moje lekko przesadzone. Termometr za oknem pokazywał minus siedem i tego się trzymam. Do tego świeciło słońce, a wiatr nie był mocny, choć jego zmienność mnie kilka razy zadziwiła. Oczywiście negatywnie. Czyli w gruncie źle nie było, przynajmniej dziś.
Wyruszyłem w biały świat lekko przed wpół do dwunastej. Na nogach trzy pary skarpet, na łbie kominiarka, do tego założone najgrubsze rowerowe rękawiczki. Dało się jechać. Muszę jednak przyznać, że ostatnie dwadzieścia kilometrów były już dość ciężkie, bo palce u nóg powoli krzyczały, że mają dość. Cóż, letnie adidasy, ostro styrane życiem, nie są ideałem przy mrozach :)
Trasa lekko kombinowana: z Dębca przez Hetmańską do Starołęckiej, potem Minikowo, Krzesiny, Jaryszki i... nawrotka. Bo w miejscu widocznym na fotce jeszcze walczyłem, ale kawałek dalej, na górce, oblodziło tak, że wolałem nie ryzykować.
Cofnąłem się do wiaduktu na Krzesinach, a stamtąd skierowałem koła do Koninka, Jaryszek, Kamionek i Daszewic. Za nimi znów cofka, tym razem z lasu. Gdyby leżał tu śnieg, bym przejechał, ale z lodem nikt nie wygrał.
W zamian skręciłem na poznańską Głuszynę, z której dokręciłem na Starołęcką, którą pokonałem w wersji idealnej, czyli z olaniem DDR-ki, a na Dębiec dostałem się wzdłuż Hetmańskiej i 28 Czerwca.
Te moje manewry jak nic przypomniały mi ten filmik:
Tyle że byłem w ciut lepszym stanie i zastanawiałem się czy jadę, a nie czy idę :)
Na Warcie już na dobre zagościł śryż.

Przyznam, że zmarzłem. Jutro ma być gorzej, do tego pracuję, więc zapewne świadomie wykonam jedynie gluta, jeżeli w ogóle, bo znów ma śnieżyć :/ Poza tym przyjemność to dość średnia.
A po powrocie i reanimacji herbacianej wpadł jeszcze spacer z Kropą, jednak nie na Dębinę, gdzie widziałem tłumy, tylko w okolice cmentarza przy Samotnej. Pies wciąż zachwycony śniegiem :)




Rękawiczek nie za bardzo chciało mi się ściągać, ale kwiczołowi odmówić nie mogłem :)


- DST 52.60km
- Czas 02:06
- VAVG 25.05km/h
- VMAX 42.00km/h
- Temperatura -3.0°C
- Podjazdy 132m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Cześć i chwała bohaterowi!
Sobota, 16 stycznia 2021 · dodano: 16.01.2021 | Komentarze 28
Dzisiejszy wpis będzie zupełnie inny niż pozostałe. Rower zejdzie w nim na drugi plan, w sumie marginalny. Bowiem inny wątek zdominował ten dzień.
Po nocnych opadach i przymrozkach nastał zimny poranek, z mocno jeszcze oblodzonymi asfaltami. Postanowiłem więc odwrócić klasyczny cykl i najpierw pójść z psem, przy okazji zajrzeć do Teściowej z zakupami, a dopiero po południu ruszyć dwa kółka. W sumie było to jedyne rozsądne rozwiązanie po zerknięciu na drogi.
Dokładnie tak zrobiłem, fundując sobie klasyczną rundkę po Dębinie, która pierwotnie nie odbiegała od codzienności. Kropa polatała, ja porobiłem kilka zdjęć i wybrałem się w drogę powrotną. Postanowiłem jeszcze skręcić nad jeden ze stawów, gdzie często widywałem ptasią drobnicę. A tam czekał na mnie widok, którego się nie spodziewałem - sarna, która wpadła do wody i panicznie próbowała z niej wydostać. 
Biedne zwierzę ewidentnie sobie nie radziło, w panice pływało w tę i z powrotem, tracąc siły. Chwyciłem za telefon i próbowałem wezwać jakieś służby, przy okazji myśląc ze starszym państwem, którzy też podeszli, co jeszcze można zrobić. Jako że wszystkie moje telefony spełzły na niczym (temat rozwinę później) ustaliliśmy, że sarna (a w sumie koziołek) panikuje jeszcze bardziej, bo nas widzi, więc najlepiej opuścić to miejsce. Ja miałem zamiar polecieć do pobliskiej szkoły aspirantów PSP i szybko stamtąd kogoś ściągnąć. Jednak gdy się wycofywałem, spotkałem parę, którą chciałem poprosić o cofnięcie. Jakże było moje zaskoczenie, gdy usłyszałem: "ale my idziemy ją właśnie uratować". Nie wierzyłem własnym uszom, choć oczywiście to było coś, co usłyszeć chciałem.
Szybko wróciliśmy na brzeg, a moje zaskoczenie jeszcze wzrosło, gdy męska połowa duetu zaczęła się rozbierać i stwierdziła, że podpłynie do sarny i ją wyciągnie! W sumie aż mi wstyd, że na to sam nie wpadłem, choć te minus cztery na termometrze trochę mnie tłumaczy, jak i fakt, że pływam tragicznie. Postanowiłem więc pozostać jako rezerwa, gdyby trzeba było interweniować i obserwować akcję, trzymając kciuki. A przy okazji aparat.





Cóż mogę więcej napisać... Poznałem prawdziwego bohatera. Nie dość, że nie bał się wejść do lodowatej wody, to jeszcze skutecznie przetransportował jakimś cudem koziołka na drugą, zamkniętą część stawu.
Sarna była bardzo słaba, praktycznie nie mogła ustać, poczekałem więc aż człowiek, którego imienia nie poznałem, wróci, pogratulowałem i podziękowałem za naprawdę imponujący wyczyn, po czym poleciałem w kierunku leśniczówki, chcąc wysłać stamtąd kogoś, żeby zaopiekował się czworonożnym głupolem. Niestety, nikt mi nie otworzył, co gorsza, nawet nie udało mi się spotkać samochodu ochrony, który często widuję gdy patroluje on za płotem teren należący do Aquanetu. Tyle w temacie ich przydatności... Wróciłem więc w miejsce akcji, na drugim brzegu jednak już widać sarenki nie było, więc trzymam się nadziei, że po prostu się ogarnęła i jedynie najadła strachu. W końcu to twarde istoty.
Teraz czas na wnioski. Nie będą pozytywne. Oto lista połączeń, które wykonałem. A w sumie w większości próbowałem wykonać. Screen z momentu, gdy już byłem w domu.
Na 112 powiedzieli, że nie mają gdzie mnie przekierować, muszę dzwonić na Straż Miejską. Już wiedziałem, że mi się nie uda, tym bardziej w weekend (oczywiście, można wypełnić formularz na stronie, załączyć fotkę, wysłać i czekać aż ktoś się odezwie. Jakiś żart). Ale spróbowałem, zresztą już wcześniej, oczywiście bez skutku. Wybrałem więc numer wspomnianej szkoły aspirantów - cisza. Potem centrali straży pożarnej w Poznaniu. To samo. Leśnictwo - jak wyżej. W sumie to ostatnie może dobrze, bo znając ich zapędy wysłaliby myśliwego... Jednym słowem: państwo z dykty. Jeśli mieliśmy je w ruinie, to już nawet jej aktualnie nie ma.
Pomógł (nie)zwykły anonimowy człowiek, który znalazł się tam przypadkiem. Który nie bał się zaryzykować, nie wiedząc nawet jak jest głęboko, w koszmarnie niskiej temperaturze. Raz jeszcze chylę czoła - to przywraca wiarę w chociaż jakąś część ludzkości. Wielkie, wielkie brawa. I raz jeszcze dziękuję. Cześć i chwała bohaterom, tym prawdziwym, nie propagandowym.
Ok, jeszcze pokrótce o rowerze. Zrobiłem trasę podobną jak wczoraj (Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Skórzewo - Plewiska - Poznań). Zimno, pod paskudny wiatr, a od połowy drogi zacinający śnieg - generalnie paskud. Przy okazji podjechałem nad plażę w Lusowie, gdzie wczoraj zostawiłem bidon - oczywiście już go nie było. To, oraz dwóch gazeciarzy uświadomiło mi, że nie stał się jakiś cud, wciąż żyję w dziwnym kraju, a bohaterstwo to jednak wyjątek, nie reguła.
Jeszcze na koniec sarenki. Takie polne, nie wodne :)
Od jutra rekordy zimna i śnieg. Czyżby odkładana z dnia na dzień przerwa?
- DST 52.60km
- Czas 02:03
- VAVG 25.66km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 132m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pogoda dla bałwanów
Piątek, 15 stycznia 2021 · dodano: 15.01.2021 | Komentarze 16
Znów wolny dzionek, co miało jeden istotny plus - mogłem ruszyć na rower już wtedy, gdy zrobiło się względnie ciepło. Co w aktualnych realiach oznacza zero na termometrze :)
Wyjąć Czarnuchem, z którym ostatnio przeprosiłem się na dobre. Fajnie, że go mam, bo szosą to bym sobie mógł ewentualnie po domu z nim pod pachą pochodzić.
Trasa lekko zapomniana, a lubiana: Poznań - Plewiska - Junikowo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Cóż, zima nie odpuszcza, choć przy tym, co przed nami, dzisiaj był upal. W sumie więc jechało się nawet spoko. Spotkałem jednego ziomka...
...którego lekko urowerowalem :)
Zajrzałem na plażę w Lusowie.
I to był ostatni moment, gdy widziałem na żywo swój bidon :/ Tyle razy służył jako podstawka, aż w końcu o nim zapomniałem, prawdopodobnie przez ten śnieg. Samego mi nie szkoda, ale była na nim owijka z moim nazwiskiem, którą gdzieś wygrałem. Eh, zorientowałem się grubo po tym, jak już byłem w domu, więc nawet nie było czasu i sensu tam wracać. Życie.
Śmieszki w Poznaniu pięknie odśnieżone, a już poza nim... Na szczęście nie :)
Jak zwykle nie zabrakło legalistów, na przykład między Lusówkiem a Sierosławem. Abstrakcja jakaś :)
Moje diabelskie drzewo wciąż stoi :)
A niedaleko niego wylegiwało się całkiem spore stadko sarenek.
Z innych zwierzaków. Trafiły się walczące bażanty:

Wkurzył się na lekko myszołów za sesję, aż mnie wytuptał :)


Na koniec mały gnojek, za którym się nieźle nalatałem po polu. A jak zmarzłem! Jednak po raz pierwszy udało mi się w jakikolwiek sposób uwiecznić dzierlatkę, co warte było przemarzniętej łapy. Punk's not dead :) Niewyraźna, ale jest.
Resztę zostawię na inne wpisy, nie ma co przesadzać.
Tyle. Od jutra pogodowa rzeź, mróz i opady śniegu. Duża szansa na zdroworozsądkową przerwę więc :/
- DST 32.30km
- Czas 01:16
- VAVG 25.50km/h
- VMAX 43.00km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 90m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Gluteria śniegowa
Czwartek, 14 stycznia 2021 · dodano: 14.01.2021 | Komentarze 12
Kolejny wykonany glut, którego by nie było, gdyby nie popołudniówka w pracy. Dzięki temu, że nie musiałem wyruszać skoro świt, tylko miałem możliwość odczekania do dziesiątej, wpadło te marne trzydzieści kilometrów. Lepszych niż nic.
Tak szczerze to jeszcze przed samym wyruszeniem nie byłem pewien, czy jest jakikolwiek sens. Pod oknem osiedlowa droga wyglądała jak błotno-śniegowy odcinek Runmageddonu, a na niebie pojawiały się jeszcze pojedyncze płatki śniegu. Mimo wszystko postanowiłem spróbować, uzależniając dalszą decyzję od stanu głównych dróg.
I o dziwo były one zadziwiająco przejezdne. Brawa dla drogowców, zaskoczyli zimę :) Oczywiście wciąż dla mnie fenomenem byli rowerzyści chodnikowi - ulice czarne, na chodnikach breja i zaspy. A ci twardo na nielegalu, Zapewne "bo się boją". Przecież to człapanie w zaspach jest dopiero niebezpieczne!
Fotki z dziś:





Trasa w tę i z powrotem: Poznań - Plewiska i serwisówkaimi do ronda przed Zakrzewem, powrót swoimi śladami. Do pracy jazdy rowerem nie ryzykowałem, mając w pamięci taki oto widok z wczorajszego wieczora:
Na Dębcu już było spokojniej...
...ale Kropa była zachwycona :)
Zrobiłem nawet małą instalację :) Niech wspomniane gówno zniknie tak samo jak śnieg.
Od jutra przyjść mają srogie mrozy. Jak zwykle się zobaczy.






