W sumie nie bajeczka, a raczej nieśmieszna komedia lub może nawet horror. Jednak o tym później.
Najpierw o samym wyjeździe. Takim typowo przedpracowym, czyli połączonym z niewyspaniem i średnią ochotą na ciśnięcie. Wykonanym więc na ślimaczo, w czym oczywiście pomógł mi dobór sprzętu. Był nim znów Czarnuch, co okazało się wyborem trafnym - raz, że miejscami jeszcze wciąż na drogach syf w niektórych miejscach, a dwa - wjazd na polskie śmieszki to jedna wielka loteria.
Czemu MTB było idealne? Bo wpadłem na głupi pomysł jazdy DDR-ką w Łęczycy. Proszę, taki oto smaczek na jej środku: Już nawet leśna droga w Puszczykowskich Górach wydawała się bardziej przejezdna :) A teraz do sedna. Jako że nowa, asfaltowa droga rowerowa z Dymaczewa do Witobla była w bardzo dobrym stanie, to bez oporu sobie nią pyknąłem te kilka kilometrów. W sumie nawet komfortowo - brawo dla zarządcy za ogarnięcie tematu. A w samym Witoblu, gdzie jak już kilka razy pisałem, nagle pojawia się kostka, do tego falująca śmieszka zjeżdża na lewą stronę, co nie jest połączone z zakazem jazdy rowerem, więc nawet nie muszę wiedzieć, iż takowa dalej istnieje, jak zwykle ten może kilometrowy odcinek pokonałem zwykłą drogą, karnie zjeżdżając pod sam koniec znów na DDR, gdy wyskakuje nakaz po prawej. Ale dzisiaj, w samym środeczku tego etapu, nagle usłyszałem za sobą klakson. Nie taki krótki, pojedynczy, który bym po prostu olał, ale znany nam wszystkim sygnał, iż za kierownicą siedzi polski, klasyczny buraczany frustrat. Odczekałem jeszcze chwilę bez reakcji, a że łapa z klaksonu spaść nie chciała, to znanym na całym świecie gestem pozdrowiłem kierowcę. Ten zaczął trąbić jeszcze mocniej, a co gorsza najpierw wyprzedził mnie na gazetę, a potem zaczął hamować, prawie spychając na chodnik. Oczywiście wykorzystałem sytuację na zrobienie zdjęć w locie, mam więc delikwenta. Proszę Państwa, oto Nikoś. Z Nikosiem nie jest za dobrze. Nie bądźcie jak Nikoś. Aż żałowałem, że się nie zatrzymał na chwilę, byśmy sobie porozmawiali :)
Zwierzaków dziś brak, był Nikoś. Jedynie myszołów włochaty gdzieś w oddali się trafił, bardzo niewyraźny. Reszta dystansu to dojazd do pracy. Już bez przygód.
Komentarze (20)
Być może nakazano mu zmienić tabliczkę. Nie wiem, dawno nie miałem przyjemności spotkać :)
Lapec - info już jest: dzwonił sam prezes :) Szczegóły w dzisiejszym wpisie. Śmieszka łęczycka też się w końcu roztopiła, ale "momenty były" mimo to.
Bitels - zgadzam się. Mniej aut, a jak już to przewaga hybryd oraz elektryków, do tego rowery, rowery, rowery... Byłoby pięknie ;)
Evita - zagwarantować nie mogę, bo jakieś deszcze idą, ale chociaż minus kilkunastu raczej nie będzie :) Kondolencje z powodu pogrzebu :/ Ja już dawno się odblokowałem i czasem aż się chce na jakiegoś buraka trafić, żeby się obudzić :)
Marecki - gazu nie wożę, póki co jeszcze takiej potrzeby nie odczuwam. Na szczęście :)
Kurka, u Ciebie wiosna ;), a ja się po śniegu i lodzie ślizgam codziennie ;D W poniedziałek jadę wielkopolską wiosnę poczuć ( pogrzeb w Poznaniu ), tak więc wszelkie śnieżyce proszę wstrzymać ;) O burakach na drogach można by wiele, już sama nie wiem, jakich fikuśnych słów użyć... Czekam aż będzie cieplej i ściągnę maski i komin z twarzy, będzie wyraźniej widać, jak im winszuję. A tak, ostatnio się odblokowałam na dobre i nie daję bucom sobie w kaszę dmuchać ;]
Zachowanie polaczkowych piratów drogowych to porażka. Ja tam liczę, że kiedyś nadejdzie dzień, że autostrady będą tylko dla rowerów :) Utopia? Nie sądzę. Kto z nas kiedyś myślał, że będą wprowadzane płatne strefy parkowania w miastach? Ograniczenie ruchu samochodowego to konieczność. Kropla drąży skałę.
JPbike - hehe, bliski byłem odpoczynku przy tych minus kilkunastu, ale coś tam udało się wykręcić :) Dzięki za cynka z Twojego myk, myk :)
Miciu - no bo to proste i logiczne :) Ale dobrze wiedzieć - masz może jakiś link, który mógłbym zapodać w razie "w"? :)
Kamil - dzięki :) Się zobaczy jak z tą szosą, przy porannych jazdach średnio mi się chce ryzykować, z drugiej strony napęd w mtb też muszę oszczędzać, bo nie wiadomo jak dalej będzie z warunkami w kolejnych miesiącach :)
W Rzeszowie podobna sprawa wylądowała w sądzie- ścieżka po drugiej stronie i brak zakazu wjazdu dla rowerów. Kierująca samochodem się zdziwiła, że rowerzysta sprawę wygrał :D
Po małej przerwie zajrzałem na Twój blog - miałeś "odpoczywać", a jednak codziennie myk, myk :) Ja dziś też po śmieszce w Łęczycy myk, myk (przedwieczorem) i to śliskie na moście zniknęło :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"