Info
Suma podjazdów to 791371 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec26 - 52
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 61.05km
- Czas 02:06
- VAVG 29.07km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 135m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Baleciarsko
Sobota, 24 kwietnia 2021 · dodano: 24.04.2021 | Komentarze 15
Po raz kolejny się nie wyspałem. Weekendy w pracy (a i sama praca) to jednak nie jest coś, za czym wybitnie przepadam :)
Plus dnia dzisiejszego jest taki, że co prawda znacznie się ochłodziło, lecz za to wiatr trochę zluzował. Cudów nie było, ale przynajmniej dawało się jechać, a nie stać w miejscu.
Trasa poranna, zachodnia (a jak!), pustynno-polna: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Bez przygód. A może jakieś się wydarzyły, tylko zaspany byłem :) Jedynie jeden gazeciarz mnie obudził, ale dziękuję za takie pobudki.
Ciekawą mamę porę roku, więc i kadry wychodzą specyficzne. Nie znam się, ale z kwietniem mi się baloty nie kojarzą, żurawie bardziej :) 

Bez zooma dopiero widać walkę, jaką przyroda prowadzi sama ze sobą.
Innych motywów nie było, więc do rowerowej foty posłużył staw w Więckowicach.
A na nim domek dla kaczek, w końcu zamieszkany. 
Tyle. Reszta to dojazd do roboty.
- DST 61.50km
- Czas 02:13
- VAVG 27.74km/h
- VMAX 50.10km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 154m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Z lekką nieśmiałością
Piątek, 23 kwietnia 2021 · dodano: 23.04.2021 | Komentarze 10
Wyjazd z pewną taką nieśmiałością. Bo i po wczorajszym wciąż jakaś obawa o łańcuch w głowie siedziała, i chłodek wrócił, a i wiatr wciąż koszmarnie dokazywał. Więc po prostu wypad wykonany w wersji "ostrożny żółw", bez mocniejszego naciśnięcia na pedały. No bo po co?
Trasa (któryż to już raz ostatnio?) zachodnia, czyli polna: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Przygód nie było. Na szczęście tych serwisowych również :) Niestety nie obrodziło także w obiekty do focenia. Z braku laku przyłapałem wiejskiego sykacza z Trzcielina. Nie chciał współpracować :)

No i szpaki. Jest ich pełno, ale te najwyraźniej wygoniły z okolic autostrady myszołowy i zasiadły na ich miejscu :)
No i obowiązkowa rowerowa fota. Miało padać, ale na szczęście obeszło się bez.
Jeszcze (ile można?) po raz enty mój budzik. Dzisiaj jakoś z okolic 7:50.
No i zdjęcia z wczorajszego wypadu na Dębinę. Kropę jak zwykle ciężko było uchwycić w kadrze...
...a o dziwo łatwiej było z samcem dzięcioła dużego. Twardziel, mimo opadów robił swoje bez mrugnięcia dziobem :)



Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 61.70km
- Czas 02:13
- VAVG 27.83km/h
- VMAX 52.40km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 278m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ale urwał... :/
Czwartek, 22 kwietnia 2021 · dodano: 22.04.2021 | Komentarze 25
Myślałem, że zaliczyłem już rowerowo prawie wszystko. Gleby, skręcenie stawu skokowego, salto na krawężniku (za dzieciaka), jazdę bez pedału i połowy kierownicy (na rowerach miejskich), powrót na pace samochodzika wożącego złom i takie tam, ale póki co jeszcze nigdy nie skończył mi się łańcuch. Do dziś.
Ale po kolei. Wolny dzionek, więc się wyspałem, potem zabrałem za czyszczenie dwóch kółek i regulację przerzutki, bo w tylnej nie właził mi najcięższy bieg. Bo tego coś mi dziwnie skakało podczas jazdy. Tę pierwszą część wykonałem, drugiego problemu wyeliminować się nie udało. No ale jeździłem tak kilka dni, więc pewnie coś, co wyeliminuje mi serwis podczas jakieś wizyty, raczej nic pilnego, myślałem.
Ruszyłem z Dębca przez Luboń, dojechałem do Komornik i zacząłem kręcić w kierunku Szreniawy. Nie dojechałem. Na jednym z lekkich podjazdów zmieniłem bieg na wyższy i... koniec jazdy. Łańcuch dostał się między koło a zębatkę. Wyjąłem, ciesząc się, że tylko tak się skończyło. Usiadłem ponownie, wystartowałem i... po łańcuchu. Tego jeszcze mi nie grali. Przynajmniej nie u mnie, choć ostatnio w komentarzach "chwalił się" czymś podobnym kolega BUS.

Do domu miałem osiem kilometrów. Szybka analiza możliwości powrotu dała kilka opcji, ale zacząłem od najbardziej oczywistej - może da się jakoś wrócić komunikacją publiczną? Poszukałem w telefonie rozkładu, który pokazał mi, że za kilkanaście minut mam autobus do granic Lubonia z Poznaniem. Supcio. Rozpocząłem spacer na przystanek, który jakoś znalazłem, ale na miejscu mina mi zrzedła. Jedyną czekającą była matka z wózkiem. Wiedząc, że ma ona pierwszeństwo, zapytałem czy się orientuje jak duże autobusy tędy jeżdżą. Stwierdziła, że spokojnie ze trzy wózki tam wchodzą, więc nie powinno być problemu. No to poczekałem.
Nadjechał autobus numer 702. Za kierownicą siedziała kobieta, więc tym bardziej sądziłem, że wejdę (jakoś tak mi się wydawało, że mniej problemu robią). Przepuściłem panią z dzieckiem, wpakowałem się do pojazdu, zobaczyłem dwa osobne miejsca na środku do przewozu wózków/rowerów, już miałem odbijać bilet, gdy nagle usłyszałem:
- Pan z rowerem, proszę wyjść!
- Słucham? Przecież jest sporo miejsca, zmieścimy się.
- Jak jest wózek, nie ma roweru.
- No ale zerwał mi się łańcuch, nie jestem w stanie kontynuować jazdy, to nie jest jakieś moje widzimisię!
- Nie ma mowy. Proszę wyjść.
Ręce mi opadły. Ok, rozumiem, gdyby to był środek Poznania, gdy komunikacja jeździ co kilka minut. Lecz ja na kolejny autobus śmiesznej firmy PUK Komorniki musiałbym czekać co najmniej pół godziny. A miejsce naprawdę było, tak wózek, jak i rower byłby zabezpieczony osobnymi pasami. I wiem, że pewnie przepisy to rzecz święta dla niektórych, ale wystarczyło trochę empatii. Jednak widocznie z tą cechą paniusi nie po drodze. Wyszedłem, życzyłem babsztylowi miłego dnia i podziękowałem za pomoc (myślę, że ironii nie skumała), natomiast jeśli weźmie sobie do serca to, co potem pod nosem leciało w jej kierunku, od jutra zmieni branżę i zajmie się umilaniem czasu miłym dżentelmenom na leśnych parkingach.
Cóż, czekał mnie spacerek. Wybrałem kierunek Luboń, bo kojarzyłem tam kilka sklepów rowerowych. Cztery kilometry później pojawiłem się na Żabikowskiej i nieśmiało zapukałem (pierwszy raz w życiu) do wrót serwisu Werbike. No i mega miłe zaskoczenie - panowie między klientami w mig załatwili pasującą spiknę, szybko spięli i znów mogłem jechać, uboższy o najniższy wymiar kary, czyli dwie dyszki. Wielkie dzięki za pomoc człowiekowi w potrzebie oraz empatię. Zapamiętam. A przy okazji znalazłem miejsce, gdzie części są jeszcze od ręki. I to w Luboniu :)
Z duszą na ramieniu postanowiłem dokręcić do pełnego dystansu. Najpierw ostrożnie, potem jednak zacząłem się rozkręcać. Co ciekawe, zniknął wspomniany na początku defekt, co drogą dedukcji prowadzi mnie do wniosku, że łańcuch rozkuwał mi się powoli, ale że to o niego chodzi nie wpadłem. Mam nauczkę na przyszłość. Rowerzysta uczy się całe życie.
Lepszego testu jak dzisiejsza trasa (w całości: Poznań - Luboń - Komorniki - spacerek - Luboń - Poznań - Plewiska - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Trzcielin - Konarzewo - Chomęcice - Komorniki - Plewiska - Poznań) nie mogłem sobie wyobrazić. Wiało tak mocno, że nawet na lżejszych biegach musiało ostro naciskać, żeby jechać do przodu. Póki co defekt się nie powtórzył - oby tak zostało.
Zdążyłem przed deszczem. Choć szanse były jak na zdjęciu - pół na pół.
Na zwierzaki nie za bardzo miałem wenę. Ale jakieś tam sarenki wpadły.



Po południu jeszcze spacer z Kropą. Łącznie więc dzisiaj zrobiłem ponad 60 kilometrów na rowerze oraz prawie 11 piechotą. Częściowo podczas opadów, więc mogę to uznać za soft-triathlon :)
- DST 58.10km
- Czas 02:03
- VAVG 28.34km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 146m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kropołabędź :)
Środa, 21 kwietnia 2021 · dodano: 21.04.2021 | Komentarze 9
Prawdopodobnie za mną ostatni póki co w miarę wiosenny wypad. Od jutra wracają deszcze, a może i śnieg. Najdziwniejsze jest to, że przestało mnie to dziwić :)
Wyjazd poranny, ale że w pracy mogłem zjawić się ciut później, to w stanie nawet wyspanym. Co oczywiście nie oznacza, że w pełni świadomym.
Trasa zachodnia z północnym odchyłem: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Pogoda nawet przyjemna, choć - a jak - wietrzna. Więc walki specjalnej nie było.
Lusowskie oczywiście nawiedziłem, a jak.

Wodne ptactwo dzisiaj nawet dopisało. Rozczochrany perkoz...
...samotna łyska..
...oraz kaczory na nią patrzące.
Jeden zresztą nie stronił od wygibasów :)

Kolejne kaczki spotkałem w Lusówku, przy kanałku prowadzącym do jeziora.
Miały zacne towarzystwo, statecznego łabędzia.

...który posiadał coś z mojego psa :)
A propos - obiecałem wkleić zdjęcie potwierdzające, że pod Poznaniem już kwitnie to i owo. Oto Kropa w mleczach.
Na samej trasie też widać oznaki wiosny.
Dystans zawiera dojazd do pracy.
Aha, to coś mnie dziś obudziło. Krążąc miliard razy. Nie polecam tego budzika :)
- DST 58.10km
- Czas 02:01
- VAVG 28.81km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 164m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Jelenie oraz baran
Wtorek, 20 kwietnia 2021 · dodano: 20.04.2021 | Komentarze 23
Kolejny wypad przedpracowy. Kolejny bez jakiejkolwiek historii, ale coś napisać trzeba :)
Wjazd z grubsza tak jak wczoraj, nawet godzinowo. Tylko kierunek przeciwny, czyli zachodni.
Trasa: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Wiatr słaby. Fajnie? No nie, bo ciągle w ryj. Bez ściemy - znów ani sekundy odpoczynku od niego.
Lisówki mnie ostatnio zawodzą - nie ma czego focić. Nawet żurawie się pochowały. Pozostaje widok na koniec świata.
Za to między Trzcielinem a Dopiewem wypatrzyłem jelenie szlachetne. Nie sarny, ale właśnie te bardziej konkretne kopytne. Szkoda, że były tak daleko, bo zdjęcia marne.


No i jeszcze bocian z Dopiewa. Już nie jest sam. Miło.
No ale bądźmy szczerzy - kto by nie poleciał na takie wypasione gniazdo? :)
Dystans zawiera dojazd do pracy. Postanowiłem przy okazji tych krótkich dystansów odkurzyć kamerkę i trafił się od razu strzał. Na szczęście symboliczny, choć mało brakowało. Dobrze, że jechałem wolno (26-27 km/h) i zdążyłem dać po hamulcach, bo inaczej kolega rowerowy morderca mógłby już się zastanawiać jak sfinansować mi zakup nowego roweru i rehabilitację. A być może i pieszych, których zdrowiem też ryzykował (to ciąg pieszo-rowerowy, więc oni mają tam największe prawa). Dodam, że on mnie widział z daleka, ale tak po polsku uznał, że się zmieści. Cóż, zmieścił, nie da się ukryć.
- DST 61.30km
- Czas 02:09
- VAVG 28.51km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 186m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Żółwio
Poniedziałek, 19 kwietnia 2021 · dodano: 19.04.2021 | Komentarze 19
Dzisiaj krótko i treściwie, bo weny nie mam. Jak to podczas roboczych dni, których mam teraz od groma i ciut ciut.
Wyjazd w okolicach 8:45, po kawce i przeanalizowaniu, skąd może wiać wiatr. Każda pogodynka twierdziła co innego, co w sumie się potwierdziło: raz waliło z północny, a po chwili z południa. Potem z zachodu, żeby nagle ze wschodu. Zasada była jedna: nigdy w plecy :) Na szczęście nie były to jakieś mocne podmuchy, jednak upierdliwe i skutecznie uwalające średnią.
Trasa finalnie wyszła wschodnia. Z Dębca przez Las Dębiński, Minikowo, Starołękę, Czapury, Wiórek, Babki, Daszewice, Kamionki, Borówiec, Gądki, Robakowo do Dachowej, gdzie musiałem zawrócić, bowiem mimo że nawigacja pokazywała, iż jest przejezdnie, okazało się to g...uzik prawdą - remont trwa w najlepsze. I jeszcze potrwa, z tego co widzę, bo czołgi by miały problem tamtędy przejechać. Skierowałem się więc ponownie do Robakowa oraz Gądek, przed Borówcem odbiłem na Koninko i pojechałem do domu wzdłuż Sypniewa, Głuszyny, Starołęki i znów Lasu Dębińskiego do domu.
A na wspomnianej Dębinie... Dębinello, już obudzony, w towarzystwie :) Zastanawiałem się, czy te żółwie przetrzymają zimę, która była wyjątkowo ostra. Na szczęście dały radę, twarde sztuki. Miło je znów zobaczyć :)

Przynajmniej jest motywacja, żeby częściej tu na chwilę parkować.

Odwiedziłem też Windowsa.

A pod sam koniec spotkałem koszykarko-rowerzystko-telefonistkę. Grzecznie minąłem chodnikiem, nawet się nie odezwałem, choć korciło puścić jakiś kąśliwy komentarzyk :)
Dystans zawiera dojazd do roboty.
- DST 56.60km
- Czas 01:57
- VAVG 29.03km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 163m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nawet żabawnie
Niedziela, 18 kwietnia 2021 · dodano: 18.04.2021 | Komentarze 15
No proszę. Miało lać (na to się nastawiałem), a tymczasem cały dzień minął pod znakiem suszy. No, może poza wczesnym porankiem, ale wtedy robiłem to, co robić powinno się w niedzielę - spałem :)
Gdy już ruszyłem, z jednej strony było fajnie, z drugiej jednak wiedziałem, że będzie ciężko. Nie przez wiatr, który był dzisiaj nawet do ogarnięcia, ale przez ilość ludzi, którzy ruszyli w świat czując jakiś tam zew wiosny. Było po prostu tłoczno, miałbym nawet czołówkę na Wartostradzie, bo jakaś nieogarnięta grupa kolarzy zamiast jechać gęsiego pasem dla rowerów, robiła to obok siebie. W piątkę. Pewnie gdyby nie mój ryk, aktualnie znajdowałbym się na wyciągu. Nie narciarskim, bynajmniej.
Trasa północno-wschodnia, sporo miejska: Dębiec - Wartostrada - Malta - Warszawska - Miłostowo - Antoninek - Swarzędz - Jasin - Paczkowo - Siekierki - Gowarzewo - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - Dębiec.
Dawno nie było mnie nad Maltą. A gdy mi się zdarzyło, akurat spuszczono wodę. Dzisiaj więc nadrobiłem.





No i widok obowiązkowy. To się nigdy nie skończy. Aż zwolniłem, żeby wykonać to ujęcie na części tylko i wyłącznie dla rowerów. Jak widać :)
Szmat czasu nie odwiedzałem również Gowarzewa. Miłym zaskoczeniem było odnalezienie nowej paragórskiej miejscówki z owcami.




Źle nie było. Choć miło by było, gdyby choć przez chwilę wiało w plecy :)
A po południu spacer z Kropą. Tym razem Dębina odpadała, bo ilość luda, którą widziałem podczas przejazdu rowerem była nie na moje nerwy. Ruszyłem więc w inne rejony, również niedalekie, czyli okolice cmentarza przy Samotnej. Pies zachwycony.
Napotkany na płocie kotek... cholera wie, czy również.
Natomiast na pewno pełne emocji było spotkanie z żabą trawną. Dla Kropy także - nie wiadomo jak się z takim dziwnym czymś bawić :)
Pozwoliłem sobie na sesję tego grubasa. Lub tej.



Z rzeczy mniej przyjemnych. Zgubiłem jedną słuchawkę "pchełkę". To była kwestia czasu, bo tak się dzieje w przypadku około 97,45% aktywnych (czyli ruszających się) użytkowników takowych, ale i tak smuteczek. Gdy dotarłem do domu wsiadłem jeszcze na rower i objechałem z grubsza trasę spacerową, ale nie znalazłem zguby. Jedyny z tego plus, że mogę sobie doliczyć poszukiwania do dystansu.
- DST 54.25km
- Czas 01:55
- VAVG 28.30km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 202m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Widziałem nieba cień :)
Sobota, 17 kwietnia 2021 · dodano: 17.04.2021 | Komentarze 13
Dzisiaj zauważyłem coś dziwnego. Takie niebieskie coś na górze. Oraz żółte, dość jasne.
Musiałem bardzo się skupić, żeby przypomnieć sobie co to może być. W końcu bingo! To niebo. Oraz słońce. Tak dawno ich nie widziałem, że misja była niełatwa :)
Generalnie miło było znów pojeździć bez deszczu i szosą. Nie narzekałem nawet na wiatr, który był upierdliwy, ale jednak o wiele słabszy niż ostatnio. Nigdzie mi się nie spieszyło, nie cisnąłem, tempem emeryckim wykonałem zachodnią pętelkę: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
W końcu dało się jakieś ptactwo uchwycić. Bez cudów, ale fajnie było spojrzeć ponownie na myszołowa w locie.

Nie zabrakło saren. Jeszcze na etapie luzu, mogły sobie bowiem zrobić zebranie pod amboną. Raz jeszcze przypominam, że już w maju grube gnoje, mendy i rzeźnicy (wszystko w jednym) będą mogli legalnie strzelać do kozłów, to więc ostatnia okazja, żeby na nie popatrzeć. Mam nadzieję, że szybko nauczą się uciekać na widok człowieka.
Uchwyciłem również sympatyczną dwójkę.


No i wiejski klimat w Trzcielinie.
Mój punkt widokowy w słońcu. Znów.
Jadę, pozdro! :)
A po południu spacer po Dębinie i nad Wartę. Znów trafił się stały bywalec :) Ja tam już przyzwyczajony jestem, Żona mniej, musiałem więc chłodzić emocje, zdjęcie w związku z tym tylko jedno :)
Kropa jak zwykle miała jeden cel :)
Na szczęście tłumów nie było. Uff.
Las był pod ochroną. Sójki we własnej osobie :)
A to już spod domu. Chyba jednak jakaś tam wiosna jest...
A jutro... deszcz.
- DST 53.40km
- Czas 02:08
- VAVG 25.03km/h
- VMAX 41.70km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 128m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pliszkowo
Piątek, 16 kwietnia 2021 · dodano: 16.04.2021 | Komentarze 7
Co tu dużo pisać - czterech liter pogoda znów nie urywała. A wprost: było paskudnie.
Wyjazd poranny, w mżawce. Przez cały wypad albo zanikała, albo zamieniała się w całkiem mocny deszcz. Jednak ani przez chwilę nie było sympatycznie, głównie przez wiatr, który wciąż gnoił.
Trasa zachodnia: Dębiec - Kopanina - Junikowo - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Jako że jechałem Czarnuchem, pokręciłem się troszkę bardziej niż zwykle po brzegach Jeziora Lusowskiego. Tych bardziej cywilizowanych...


...oraz tych zdecydowanie bardziej dzikich, wręcz bagiennych.



W tej całej szarzyźnie ciężko było spotkać jakiekolwiek ptactwo. Myślałem, że skończy się na samotnym, niewyraźnym perkozie...
...ale sytuację uratowała pliszka siwa. Wyjątkowo grzecznie mi się zaprezentowała, aż żal, że światło było zerowe :)



- DST 32.10km
- Czas 01:17
- VAVG 25.01km/h
- VMAX 42.10km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 98m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut jabłkowy
Czwartek, 15 kwietnia 2021 · dodano: 15.04.2021 | Komentarze 18
Wolny dzień. Deszcz gratis. Nawet nie byłem zdziwiony :)
Lało od rana, i to całkiem solidnie. Na tyle, że odpuściłem poranną jazdę, najpierw idąc z psem na spacer, a potem licząc choć na chwilę przejaśnień. Nic z tego - niebo nawet na moment nie ukazało się zza szarych chmur, a wiatr wiał tak, że trzęsło szybami. Wiosna!
Pozałatwiałem kilka spraw, które mogłem wykonać z domu i około piętnastej trzydzieści stwierdziłem, że chociaż gluta wykonać muszę. Akurat już zaledwie mocno kropiło, przygotowałem więc Czarnucha, ubrałem najgorsze rowerowe ciuchy, włożyłem woreczki śniadaniowe do butów (przegrały z wodą dopiero w połowie drogi) i ruszyłem.
Trasa: Poznań - Plewiska - Skórzewo - rondo przed Dąbrówką - serwisówki - Plewiska - Poznań.
Wiedziałem, że fot za wiele nie zrobię, skupiłem się więc na klasyku, czyli kredkach ze Skórzewa.
Poza tym jedynie deszczowe motywy.
Tu oczywiście wybrałem skrót :)
Opisywałem niedawno rowerzystów jadących pod prąd na DDR-ce na styku Świerczewa i Dębca, fociłem biegacza, jednak dzisiaj uwieczniłem liderkę tępoty :)
Gdyby nie miała parasola, to może bym wyprzedził w ciszy, ale w tym przypadku bałem się, że porysuję sobie kierownicę :) Poszedł w ruch dzwonek, grzecznie pokazałem, gdy już zeszła na trawę, że po prawej jest chodnik, a ta jeszcze zaczęła się plumkać! Tylko nie wiem o co, bo miałem słuchawki :)
Do tej pory jadąc przez Fabianowo mijałem pewien punkt, nie mając czasu na zatrzymanie się. Dziś postanowiłem w końcu skorzystać i nabyć żarło. Fajne miejsce - trzeba najpierw zadzwonić, chwilę poczekać, skądś nagle pojawia się pani i mamy do wyboru kilkanaście rodzajów jabłek, do tego zrywanych w Poznaniu.

Pycha są, porównywalne z tymi z Jabłkomatu. Warto było tachać te dwa kilo na plecach.
No i jeszcze smętne foty ze spaceru. Takie, jaka ta wiosna. Kropa oczywiście kijka nie odpuściła.


Z ptactwa wpadła jedynie zziębnięta zięba :)






