Info
Suma podjazdów to 799114 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Sierpień20 - 15
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 56.50km
- Czas 02:12
- VAVG 25.68km/h
- VMAX 41.70km/h
- Temperatura 32.0°C
- Podjazdy 147m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Parówa 2021, część 3 - szukając cienia
Sobota, 19 czerwca 2021 · dodano: 19.06.2021 | Komentarze 12
Sobota pracująca, co miało jeden plus - zmotywowało mnie do wcześniejszego niż zazwyczaj weekendowego wyjazdu. Wyruszyłem już o ósmej, co w aktualnych warunkach i tak oznacza, że zrobiłem to gdzieś o pięć godzin za późno. Ale wtedy spałem, ewentualnie mógł mi się śnić rower, lecz jak zwykle snów nie pamiętam :)
Trasa południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Tak jak w tytule - szukałem cienia panicznie. Na szczęście sporo z drogi to tereny WPN-u oraz Rogalińskiego Parku Krajobrazowego, więc coś tam znalazłem. Jak zwykle zawitałem do "swojego" lasu, dzisiaj wybitnie zapaprociowanego.



Odcinki nasłonecznione to oczywiście rzeź. Ale jakoś wyszedłem z niej cało.
Wracałem przez Liban, sorry, Luboń, wyjątkowo ulicą Armii Poznań. Dawno mnie na niej nie było, więc z podziwem po raz kolejny zatrzymałem się, żeby ująć klasykę tamtejszych standardów antyrowerowych. Tak, to jest oficjalny wjazd na śmeszkę. Wciąż robi wrażenie, wiem :)
Klasycznie miałem ją olać, ale na horyzoncie zauważyłem radiowóz. Cholera, trzeba było cierpieć. Ale postanowiłem nie marnować okazji i zapytałem parę policjantów czy według nich naprawdę trzeba według nich jeździć tym gównem. Mężczyzna z szuszarką stanowczo stwierdził, że trzeba, ale pani była bardziej nastawiona na dialog, więc wytłumaczyłem na przyszłość, między innymi pokazując powyższą fotę, że na mtb owszem, może się da, ale szosą nie, nie i jeszcze raz nie. Poradziła pisać do zarządcy drogi, żeby jak najszybciej zrobili coś z tym żałosnym czymś i życzyła miłego dnia. A, zapytałem czy dają mandaty jak kogoś złapią za "niejazdę" - odpowiedź brzmiała "wie pan, wszystko zależy na kogo się trafi". Jak to Polsce :)
A po południu jeszcze kawałek zielonego cienia na Dębinie...
...i do pracy. Nie rowerem, bo liczyłem na to, że jakimś cudem odbiorę szosę z serwisu. I cud się stał - około południa dostałem info, że mogę przybywać, a zamówione części pasowały. Wszystkie :) Nowy napęd zawsze cieszy. Przy okazji wyszło, ile rzeczy jeszcze jest w nim do wymiany, z kołami na czele. Ale to później.

- DST 54.10km
- Czas 02:08
- VAVG 25.36km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 32.0°C
- Podjazdy 186m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Parówa 2021, część 2 - padam na ryj, nie przez rower
Piątek, 18 czerwca 2021 · dodano: 18.06.2021 | Komentarze 15
Generalnie po napisaniu tytułu mógłbym zakończyć, bo jest w nim większość tego, o co mi chodzi :)
Rower był, oczywiście, ale tylko rano. Wykonałem Czarnuchem wschodnią pętelkę, z Dębca przez Las Dębiński, Starołękę, Czapury, Babki, Głuszynę, Sypniewo, Szczytniki, Koninko, Gądki, Robakowo, Gądki, Borowiec, Kamionki, Szczodrzykowo, Koninko, Sypniewo, Głuszynę, Minikowo, Starołękę i Las Dębiński do domu.
Grzało tak, że dwa razy musiałem stanąć w terenie leśnym, żeby dojść do siebie. Problem w tym, że coraz mniej jest gdzie się zatrzymywać :/ Po raz kolejny nie pozdrawiam w tym miejscu rzeźników z Lasów Państwowych.
Fotki upalne.

Czekanie przez pięć minut w pełnym słońcu, żeby zobaczyć samą lokomotywę... Hm, dobrze, że w ogóle coś przejechało :)
A po południu wypad z Kropą na Dębinę, gdzie pies wykonał czynność jedyną słuszną...
...natomiast potem już tylko załatwianie spraw, czyli moje "wolne". Między innymi czekała mnie wizyta w Ikei po nowy stolik pod TV. Dawno mnie tam nie było, nawet nie wiedziałem, że wprowadzili poznańską gwarę jako obowiązującą. Miło :)
Aaaa, jeszcze boćki :) Dzisiaj ze Szczytnik, matka z aż trzema małymi. Znam ich historię, bo zagadał mnie pan, który mieszka naprzeciwko ich gniazda, z czego jest bardzo dumny. Mówił, że szwagier wybudował nawet wypasioną platformę, bo też chciał, ale i tak przylatują do "niego" :)

- DST 55.60km
- Czas 01:58
- VAVG 28.27km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 31.0°C
- Podjazdy 158m
- Aktywność Jazda na rowerze
Parówa 2021, część 1 - dobicie napędu
Czwartek, 17 czerwca 2021 · dodano: 17.06.2021 | Komentarze 13
Dzisiaj w końcu przyszedł blat, więc ten wypad był pożegnalnym dla aktualnego napędu. Rower wylądował w serwisie, gdzie byłem umówiony na zasadzie "do wciśnięcia" gdy już będę miał komplet części. Więc wersja optymistyczna: odbiór w sobotę. Bardziej realna - w poniedziałek. Oczywiście jeśli wszystko będzie pasować, a co do tego jak zwykle pewności mieć nie można.
Jazda była ciężka, nie tylko ze względu na napęd (to naprawdę było wyzwanie), ale oczywiście z powodu temperatury. Sezon na parówę czas rozpocząć, niestety, za mną odcinek pierwszy :(
Trasa południowa: Dębiec - Las Dębiński - Minikowo - Starołęka - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice, tam nawrotka - Świątniki - Rogalin - Rogalinek - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Nad głową latał mi F16...
...a skoro Radzewice, to obowiązkowo port.


...gdzie rządziły ciekawskie dymówki.


Kawałek dalej, w Śwątnikach, ujrzałem wzruszającą scenę, na której bocian-rodzic troskliwie chronił malucha przed upałem. Szkoda, że było pod światło i zdjęcia wyszły nieostro, ale coś tam widać.



Swoje odstałem na wahadle w Rogalinku. Ale nowy most pięknie rośnie.
A to piekielna temperatura :/
Reszta to dojazd do pracy, rowerem dzisiaj w jedną stronę, bo - tak jak wspominałem - żegnam się z nim na kilka dni. 
Oto skompletowane (mam przynajmniej taką nadzieję) części. To na ten cholerny mały blat tyle czekałem. W końcu przyjechał z Niemiec.
A po drodze "wyprzedziłem" takie oto BMW jakieśtam. 
- DST 56.10km
- Czas 01:52
- VAVG 30.05km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 154m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Przedkurierowo
Środa, 16 czerwca 2021 · dodano: 16.06.2021 | Komentarze 10
Dzisiaj wypad dość ekspresowy. Dostałem bowiem info, że w okolicach 10:30 będzie u mnie kurier z pewnym domowym sprzętem, nie było więc czasu na marudzenie.
Trasa w tę i z powrotem: z Dębca przez Las Dębiński, Starołękę, Minikowo, Krzesiny, Jaryszki, Żerniki, Tulce, Gowarzewo i Siekierki do Skałowa, gdzie zawróciłem kawałek przed torami.
Napęd jest już na końcówce końcówek. Na 99% jutro dojedzie do mnie blat, więc można będzie zabierać się za wymianę. Jest jakaś nadzieja, że jeśli wszystko będzie pasowało (a jak wiemy to zagadka) to w przyszłym tygodniu będę mógł jeździć jak człowiek, a nie jak... cholera, nie wiem... nieczłowiek :)
Lepsza niż ostatnio średnia byłaby nie do osiągnięcia z takim stanem sprzętu, ale na szczęście przez kilka kilometrów, od Tulec do połowy Gowarzewa, miałem przed sobą kolegę. Wielkiego i zielonego. Czyli ciągnik John Deere. Baaaaardzo go szanuję za te 40+ pod wiatr :) Co prawda szybko mnie opuścił, a po nawrotce jakoś w plecy wiać nie chciało, ale generalnie było ok.
Zdjęcia w ilości minimalnej, bo czas naglił, a i obiektów jakoś nie było. Więc jedynie symboliczne zdjęcia sprzed schroniska dla zwierząt w Skałowie...
...oraz już z drogi do pracy wycieczkowa zabytkowa "zerówka" telepiąca się przez Poznań.
A, żeby były jakieś zwierzaki, to niedawne zdjęcie kosa, a w sumie to maszyny KOS-16 wzbijającej się do lotu :)
- DST 56.15km
- Czas 01:59
- VAVG 28.31km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 143m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Odwiedzić Trzcielonardo
Wtorek, 15 czerwca 2021 · dodano: 15.06.2021 | Komentarze 11
Wypad bez historii. Ot, przedpracowy kursik na rozklekotanej szosie.
Wyjazd przed dziewiątą, generalnie ciut później niż planowałem, ale miałem nadzieję, że rano zmieni się status przesyłki, na którą czekam. Nic z tego, kurier się obija, więc niepotrzebnie zwlekałem.
Rowerowo wpadł zachodni polny klasyk: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin -Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Nie jechałoby się źle, gdyby nie napęd. Ale o tym już pisałem, dalej będę cierpiał w milczeniu :) Nie za bardzo chciałem się zatrzymywać, bo każde stąpnięcie na pedały po ruszeniu to mały stresik. Fotki więc tylko klasyczne-symboliczne. Jak zwykle Lisówki i Trzcielin na tapecie, a żółw (Trzcielonardo, tak go nazwałem) już przede mną w ogóle nie ucieka :)



Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 56.30km
- Czas 01:58
- VAVG 28.63km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 125m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Hamerykańsko
Poniedziałek, 14 czerwca 2021 · dodano: 14.06.2021 | Komentarze 16
Pogoda trochę zluzowała, nie wiało już tak koszmarnie, postanowiłem więc zaryzykować i pokręcić dzisiaj szosą. Blat jeszcze do mnie jedzie, za szybko na sprawnym lekkim rowerze nie usiądę, więc póki co muszę sobie radzić.
Kręciłem powolutku, krokiem jeżdżącej baletnicy, byle nie zostać zaskoczonym przeskokiem napędu. Oczywiście zaskoczony zostałem, nie raz i nie dwa. Co najmniej trzy. A nie więcej niż tysiąc :)
Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Nie było lekko, nie tylko w temacie technicznym. Również mentalnym. Najpierw na serwisówce mało brakowało, a zostałbym skasowany przez gazeciarza w ciężarówce z firmy "Dolata", a kawałek dalej przez troglodytkę z telefonem przy ryju na rondzie. Gdybym nie wrzasnął, byłbym rozjechany mając pierwszeństwo. Ot, Polska.
Taki ładny "hamerykański" autobus dowozi klientów szkoły na poznańskim Fabianowie. Fajny. Tym bardziej jeśli się jest miłośnikiem South Parku :)
Tutaj kolejny dowód wyższości roweru nad samochodem. Myk myk i korek w Plewiskach przed przejazdem ominięty.
Obowiązkowa fota z rowerem znów wypadła przy stawie w Więckowicach.
Przed pracą (dystans zawiera dojazd do niej) udało mi się jeszcze polecieć z Kropą na szybko na Dębinę, gdzie spotkałem ładnie współpracującą żabkę wodną. Chyba już mnie zaczynają poznawać, bo z reguły ostatnio są nad wyraz grzeczne i spokojne :)

Cóż, a mistrzostwa trwają. Patrząc na pierwszą połowę meczu ze Słowacją (w przerwie kończę wpis) wszystko jest w normie :) A tak przy okazji... to faktycznie jest wyzwanie...
- DST 55.30km
- Czas 02:11
- VAVG 25.33km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 256m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Rezerwat "Trzcielińskie Bagno" oraz górskie źródło w Żarnowcu
Niedziela, 13 czerwca 2021 · dodano: 13.06.2021 | Komentarze 11
Pierwszym i głównym planem na dzisiaj było się wyspać. Udało się.
Drugim i już mniej istotnym planem było nie mieć żadnych planów. Pogoda nie zachęcała - wiało jak cholera, niebo było niepewne, jedynie temperatura (jakieś siedemnaście stopni) cieszyła.
Wspomniany wiatr wykluczył jazdę rozklekotaną szosą. Nie wyobrażałem sobie walki z podmuchami z przeskakującym napędem, więc Czarnuch był oczywistą oczywistością. A ja wpadłem na pomysł, żeby zrobić drugie podejście do Trzcielińskiego Bagna. Przy pierwszym popełniłem irracjonalny błąd, myśląc, że do rezerwatu pod Trzcielinem jedzie się od strony Trzcielina (jak mogłem?), tym razem byłem już lepiej przygotowany i z grubsza wiedziałem co i jak. Resztę zostawiałem żywiołowi.
Najpierw ruszyłem na południowy zachód, z Dębca przez Luboń, Komorniki, Szreniawę, Rosnówko, Dębienko do Dębna i Krąplewa, gdzie po przejechaniu pod "eską" w końcu trafiłem na właściwe ślady. Terenowe, błotne i piaszczyste. Prowadził mnie kierunkowskaz "żródełko", którego odwiedzać nie miałem, ale wyszło inaczej :) Przejechałem przez Wielką Wieś, udało się nawiedzić bagno (o tym za chwilę), następnie zaliczyłem Mirosławki, Tomice, Żarnowiec (też o tym poniżej), Podłoziny, a powrót to już asfaltowy odcinek z Dopiewa przez Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do domu.
Fajnie się bawiłem, o czym za chwilę w fotorelacji. Te kilkanaście kilosów w terenie, gubienie się, kilka zakopań w piachu dobrze mi zrobiło i pozwoliło na resecik.
Zdjęcia. Na początek polne tereny zachodniego WPN-u, zdecydowanie mało popularnego, na szczęście :)





Misja zakończyła się sukcesem - dotarłem do celu :) Nie jest to jakieś intuicyjne, ale jak się już wie co i jak, wydaje się banalne. Niestety były dwa minusy - byłem za późno (koszt wyspania się) na uchwycenie ptaków oraz sama wieża widokowa była zamknięta z okazji lęgu muchołówek. Na to zły być nie mogłem, to nie zakaz z powodu budowy kolejnej śmieszki, więc przyjąłem ze zrozumieniem. A i tak uważam miejsce za świetne.








Jedynym "upolowanym" ptakiem była kania ruda. Skromnie i mało wyraźnie.


Aha, no i bociek w Wielkiej Wsi :)
Potem, lekko na czuja, przez miejscówkę o ładnej nazwie Tomice :)...
...trafiłem do źródełka w Żarnowcu. To jest w ogóle mega ciekawostka, że aż polecę Wikopedią: "jedyne w Wielkopolsce źródło typu wywierzyskokowego. Woda naturalnie i samoczynnie wypływa na powierzchnię ze zbocza wzniesienia. W Polsce tego typu źródła występują tylko w Tatrach na wyżynach jak np. Jura Krakowsko-Częstochowska. Od 1994 r. obiekt ten jest pomnikiem przyrody". I takie cudo mam jakieś 25 kilometrów od domu w Poznaniu :)



Są też klimatyczne schodki na górę, co prawda prowadzące donikąd, ale i tak są spoko :)


Dobrze się bawiłem. Mimo zakazu na samej wieży swoje pozwiedzałem, w końcu mam jeden temat, który mnie gryzł rozkminiony. I nawet ten cholerny wiatr aż tak mnie dzisiaj nie wkurzał :)
Aha, wyjątkowo chciało mi się zrobić Relive. Jak zwykle namieszane nieźle w tym filmiku (źle zgrane miejscówki ze zdjęciami), no ale skoro jest to jest :)
- DST 56.40km
- Czas 02:10
- VAVG 26.03km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 186m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Jeleniem być :)
Sobota, 12 czerwca 2021 · dodano: 12.06.2021 | Komentarze 20
Na dzisiejszy wyjazd wybrałem górala. Po pierwsze dlatego, że pogoda była niepewna, a po drugie - że jeździ. W przeciwieństwie do szosy, o której raczej nie można do końca tego powiedzieć.
Wyjazd koło dziewiątej, bo dzionek pracujący. Czyli czas naglił.
Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Nie przedłużając, oto coś co zrobiło mi wyjazd. W wysokich trawach na trasie między Trzcielinem a Dopiewem, gdzieś pomiędzy rzepakiem a innym zielskiem, wystawały jakieś dziwne krzaczki :) Oczywiście nie mogłem się nie zatrzymać i nie sprawdzić co to. Aparat w ręce i... niespodzianka. Wielkie, potężne stado jeleni się pasło, oczywiście bacznie mnie obserwując, jednak chyba czując się bezpiecznie. Oto co udało mi się uchwycić. Czterech liter nie rwie, bo odległość była spora, a i obiekty sprytnie ukryte, ale i tak jestem zadowolony :)



Przepiękne istoty, nie ma co.
A tak poza tym to trochę pokręciłem się po lesie w Lisówkach. Odwiedziłem jeszcze jedną ambonę, mniej wypasioną niż ta "moja". Na szczęście żaden gnój w środku nie siedział :)



Tyle. Generalnie fajny wypad, na luzie, szkoda że nie miałem więcej czasu (dystans zawiera dojazd do pracy).
Aha, a sama jazda Czarnuchem raz na jakiś czas może sprawić frajdę. Jednak już tęsknię za czystą szosą :)
- DST 58.50km
- Czas 02:03
- VAVG 28.54km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 149m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Walka trwa!
Piątek, 11 czerwca 2021 · dodano: 11.06.2021 | Komentarze 16
Kolejny dzień ciężkiej walki z napędem za mną. Z dnia na dzień coraz cięższej, loteryjka pod tytułem "kiedy ząbek przeskoczy" trwa. Są emocje.
Jazda w związku z powyższym nad wyraz zachowawcza, bez chęci na mocniejsze tąpnięcie. To znaczy może i chęci jakieś były, ale jednocześnie strach w oczach, więc nie ryzkowałem.
Trasa: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Miało nie wiać, a wiało. Miało nie padać, a padało. Na szczęście to drugie raczej symbolicznie.
Przy wjeździe do Lusowa spotkałem Dariusza vel Lipica, który już dawno pożegnał się z BS-em i na jakiś czas z rowerem, ale jak widzę znów ruszył na dwa kola. Pogadaliśmy sobie sympatycznie przez kilka minut, zachęciłem do powrotu i każdy w swoją stronę, bo czas mnie gonił. Praca bowiem gorsza niż wczorajszy zając - nie ucieknie, tylko będzie czekała z wyrzutem :)
Na pogaduszkach trochę zeszło, na fotki więc czasu nie było. Wykonałem tylko symboliczną na plaży w Lusowie. z niezdecydowanym nurkiem w tle...
...tamże ciekawską kaczkę...

...oraz ledwo wystające zza zielska żurawie z młodym.


Reszta dystansu to dojazd do pracy..
- DST 56.10km
- Czas 02:00
- VAVG 28.05km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 148m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Za-jęcząc
Czwartek, 10 czerwca 2021 · dodano: 10.06.2021 | Komentarze 12
Generalnie to dzisiaj moja szosa powinna wylądować w serwisie. I by wylądowała, ale znów pokonały mnie przejściowe chwilowe. Sprawa jest dość skomplikowana, więc ją opiszę, a co :)
Gdy w tamtym roku, pod jego koniec, oddawałem rower do naprawy, "zabił" mnie Covid. A konkretnie dostępność części. Z kasetą i łańcuchem nie było problemu, ten zaczął się przy doborze blatów, które również padły. Na większy czekałem dobrych kilka tygodni, małego po prostu nie było. W końcu ten pierwszy dojechał do mnie z Niemiec. Ząbki w drugim wydawały się ok, ale w praktyce łańcuch nie chciał ich przyjąć, więc finalnie przez cały czas jeździłem na dużym, co jakiś czas sprawdzając jedynie czy może im większe zużycie, tym się komponenty ze sobą polubią. No się nie polubiły, dzięki czemu jestem chyba pierwszym na świecie człowiekiem, który zajechał blat przed kasetą. Brawo ja. Inna sprawa, że aktualnie robią taki szajs, że wytrzymałość elementów to na moje oko połowa tego co przed kilku laty.
Wracając do niedoszłego serwisu. Bogatszy o doświadczenie zacząłem kompletować zestaw od zimy. Udało mi się nabyć łańcuch, kasetę, kółeczka, a nawet duży blat. W tamtym miesiącu z radością odnotowałem, że pojawił się również ten mały, zamówiłem i niedawno odebrałem. Po otwarciu paczki okazało się, że... to nie ten. Wszystko się niby zgadzało, nawet ilość śrub, poza ich rozstawem :/ Zorientowałem się wczoraj. Wyszło na to, że na stronie sklepu coś źle kliknąłem. Oczywiście zrobiłem zwrot (wrrr), chciałem wymianę, ale znów historia się powtórzyła - brak właściwych na stanie. Kolejny raz ratunek przyjdzie z Niemiec, za... co najmniej sześć dni. A ja już mam dość kupowania części - to jest tak porąbane i można się walnąć na tylu szczegółach, że czuję się serwisowo zgwałcony :) W sumie pewnie jak już wszystko będę miał okaże się, że znów coś nie pasuje... Okaże się przy całej operacji, do októrej dojdzie być może za tydzień.
Uff. A teraz do samej jazdy. A w sumie to "jazdy", bo pokonywanie kilometrów na T-reksie to aktualnie stąpanie po rozbitym szkle. Nigdy nie wiem, kiedy przełożenie mi samo przeskoczy, prócz jednej zasady - zawsze gdy ruszam. Dreptanie pod wiatr to niemal modlitwa do Boga Zębatek Rowerowych o jak najmniejszy wyrok kary. Trochę lepiej idzie z wiatrem, ale jak wiemy to kategoria na wymarciu.
Dzisiejszą średnia uznaję więc za niebyłą. A trasa polna, zachodnia, nieułatwiająca życia: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Skoro Lisówki, to wiadomo, że nastawiałem się na zwierzaki. Nie zawiodłem się. Ma 'mojej" ulubionej polnej drodze (tu pięknie z góry ujął ją ostatnio dronem JPbike) przyuważyłem zająca. Jako człowiek siłą rzeczy doświadczony i świadom płochliwości tego gatunku pojechałem najpierw dalej drogą jak gdyby nigdy nic, po kilkudziesięciu metrach położyłem rower w krzakach, przygotowałem aparat i dopiero wtedy, niczym traper, spróbowałem ująć uszatka. Zdążyłem zrobić kilka ujęć i już go nie było. Ale dobre i to :)

W Trzcielinie zaś czekał dobry znajomy :) 


Znów pozdrowiła mnie jedna pani, która kursuje tam z pieskiem, czyli jestem swój :) Okazało się, że żółw jest już bardzo (jak to pani ujęła "baaaaaaardzo") stary i znany mieszkańcom, a ja dostałem podziw za to, że chce mi się tu jeździć "aż tak daleko rowerem" (w końcu to całe 25 kilometrów w jedną stronę, hehe). Jakby co w ciemno przyjmuję obywatelstwo honorowe Unii Trzcielińsko-Lisówkowej. Nie ma takiej? To się założy :)
Aha, jeszcze kania ruda, ale niewyraźna, bo ledwo ją przez sekundę przyuważyłem wśród drzew.
Reszta dystansu to dojazd do pracy. Czarnuchem, bo szkoda mi nerwów na szosowanie w aktualnym wydaniu.






