Info
Suma podjazdów to 791371 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec26 - 52
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 53.10km
- Czas 01:51
- VAVG 28.70km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 196m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Za-jęcząc :)
Piątek, 14 maja 2021 · dodano: 14.05.2021 | Komentarze 12
Od wczorajszego wieczora czasu mam z grubsza mniej niż zero. Mimo że dzionek wolny. Standard.
Dzisiaj w ramach atrakcji: szukanie specjalisty dla Teściowej, wizyta u dentysty, spacer z psem oraz organizacja nowego laptopa dla Żony, bo wczoraj (właśnie wieczorem) stary wydal ostatnie tchnienie. Wydaje się mało jak na jeden dzień? Tak, wydaje się :)
No i jeszcze rower. A jak :) Wyjazd w szeroko rozumianym międzyczasie, czyli przed jedenastą, na szybko-wolną rundkę na zachód: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Temperaturowo w końcu spoko. Oby tak zostało. Tylko wiatr niech wyluzuje, albo niech się zdecyduje co do kierunku :)
Atrakcją wyjazdu były zające. Trzy "upolowałem" w okolicach Chomęcic. Czujne, ale gdy się upewniły, że nic im z mojej strony nie grozi (oczywiście na dystans aparatu), zaczęły spokojnie szukać na polach jedzenia, a nawet się bawić niczym jakieś pieski. Świetnie się to obserwowało, tym bardziej, że na wolności.




A okolice Lisówek zrobiły się jeszcze bardziej malownicze.

Generalnie jednak zbyt słonecznie nie było :)
Tyle, bo późno. Padam na ryj, ale większość planów na dziś zostało wykonanych. Choć i tak najbardziej emocjonujące były zające :)
- DST 61.30km
- Czas 02:09
- VAVG 28.51km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 188m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dobre, bo zalane :)
Czwartek, 13 maja 2021 · dodano: 13.05.2021 | Komentarze 7
Wczoraj było temperaturowo lepiej niż przedwczoraj, dzisiaj lepiej niż wczoraj, jak tak dalej pójdzie to nadejdzie dzień, gdy będzie nawet przyzwoicie :)
Niestety, przyjemność z kilku kresek mniej na termometrze psuł wiatr. Wcale nie silny, ale ani przez sekundę nie chcący mi pomóc. Szlag mnie trafiał gdy co zakręt miałem go w pysk. Wrrr.
Trasa wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Krzyżowniki - Śródka - Szczodrzykowo, tam nawrotka i powrót swoimi śladami.
Celem był staw oraz rozlewiska na polach w okolicach Szczodrzykowa. Nie zawiodłem się, bo ptactwo, przynajmniej wodne, nie zawiodło pokładanych w nim nadziei i było :) No to lecimy. Łyska...
...perkoz dwuczuby...
...przeróżne kombinacje dzikich gęsi, łabędzi oraz śmieszek...


...a kawałek dalej uciekający bażant.
Lubię to miejsce, przynajmniej kiedy jest tak pozalewane jak teraz. Szkoda tylko, że przynajmniej ta strona za jakiś czas obeschnie i pozostaną same bezpłciowe pola.

Po drodze wpadła jeszcze pod obiektyw sarenka...
...oraz kruk.
A na Dębinie byłem zarówno rowerowo...
...jak i na małym spacerku z Kropą. Uchwyciłem (moim zdaniem) jedną z najbardziej klimatycznych ławeczek tamże.
Jak widać dobrze jest czasem posiedzieć przy... czymś niebieskim :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 56.10km
- Czas 01:56
- VAVG 29.02km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 177m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Oddechowo
Środa, 12 maja 2021 · dodano: 12.05.2021 | Komentarze 14
Dzisiaj nawet dało się żyć. Co prawda temperatura była wysoka, ale niższa niż wczoraj - maksymalnie 27 stopni. Jeszcze ujdzie.
Wypad poranny, jak zwykle przedpracowy, niedospany. Trasa południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
W jedną stronę, mimo że pod wiatr, jechało mi się nawet spoko. Co prawda duło w ryj, ale byłem zdziwiony, że tak nawet do ogarnięcia. Cieszyłem się, bo w perspektywie miałem przecież powrót z podmuchami w plecy. Znów wykazałem się naiwnością - okazało się, że najpierw jechałem z wiatrem... :)
Udało mi się uwiecznić kanię rudą. Może nie jakoś super ostro, ale biorąc pod uwagę odległość, dobrze, że cokolwiek widać :)

Zaciekawiła mnie też wrona siwa, którą rzadko widuję poza terenami miejskimi...
...tym bardziej gdy goni szpaka :)
Zaskoczyłem sarenki...
...i nie zaskoczyłem żurawia :)

Jeszcze "mój" stały las.

Oraz klasyka polskich śmieszek :)
Do pracy nie jechałem rowerem, bo na wieczór zapowiadano burze.
- DST 61.10km
- Czas 02:06
- VAVG 29.10km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 202m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
ZA ciepło
Wtorek, 11 maja 2021 · dodano: 11.05.2021 | Komentarze 18
No dobra. Wczoraj było ciepło. Dzisiaj już zdecydowanie ZA ciepło.
Wyjazd poranny, a i tak dał mi w kość, choć najbardziej męczący był przejazd do pracy w miejskich warunkach. Poza Poznaniem, gdy zawiewało (wciąż bardzo mocno), jeszcze dało się jakoś wytrzymać.
Trasa wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Minikowo - Starołęka - Głuszyna - Sczytniki - Koninko - Gądki - Robakowo - Borówiec - Kamionki - Koniko - Sypniewo - Głuszyna - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Powoli, bardzo jeszcze nieśmiało, pojawia się na polach rzepak. Ciut późno, ale dobrze, że w ogóle :)
Inne fotki z trasy. Zabytkowa aleja drzew na poznańskim Sypniewie...
...lekko wzburzone wody Jeziorka Koninko...
...OSP w Szczytnikach wraz z lekko zniewieściałym świętym Florianem...

...oraz obserwujące mnie tamże bociany.

A przed pracą zdążyłem jeszcze przebiec się z Kropą po Dębinie, która ładnie się zieleni.
Trafił się czujny obserwator, czyli żaba wodna, z jasnym przekazem: chłodzę się, czego tu nie kumasz? :)
Dystans zawiera dojazd do pracy. Przy takiej wartości na termometrze :/
- DST 61.40km
- Czas 02:06
- VAVG 29.24km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 198m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ciepło
Poniedziałek, 10 maja 2021 · dodano: 10.05.2021 | Komentarze 12
Ciepło. Jeszcze nie ZA ciepło, ale już powoli mój organizm daje znać, że do granicy jest blisko. Moimi idealnymi warunkami są te pomiędzy piętnastoma a dwudziestoma stopniami, wszystko co powyżej wymaga ode mnie większego wysiłku, również mentalnego. Co robić - urodziłem się w klimacie umiarkowanym i o takim marzę, niestety znów mamy jakieś dziwne przeskoki - w tym roku z zimy do prawie lata, ale w międzyczasie zaliczając... jesień. Pogubić się można.
Wiatr wciąż dokazywał. Ale momentami cieszyłem się, że jest, bo przynajmniej chłodził.
Dzisiejszy wypad to kolejny przedpracowy, tym razem na południe i wschód - z Dębca przez Las Dębiński, Minikowo, Starołękę, Czapury, Wiórek, Sasinowo, Rogalinek, Rogalin i Świątniki do Radzewic, gdzie jak zwykle nastąpiła nawrotka, poprzedzona chwilą w tamtejszym porcie. Zdziwił mnie poziom Warty, wyraźnie wyższy niż zazwyczaj - widocznie śnieg w górach już w większości stopniał i zdecydował się na transport na północ.




Dzisiaj na szczęście było pusto, udało mi się więc ponownie wypatrzyć czaplę na półwyspie. Żaden moczykij jej nie przeszkadzał, mogła więc w spokoju robić swoje,

Dookoła krążyły jaskółki dymki, ciężkie do uchwycenia w locie, udało się dopiero gdy na sekundę przysiadły napić się z kałuży.

W Świątnikach latała mi nad głową kania ruda, ale zbyt daleko do dobrej foty. Szkoda.
Już w Poznaniu, na Minikowie, zaraz przy A2, przeleciała przez drogę kura bażanta. Zanim się schowała, udało mi się na szybko ją sfocić.
Fajnie, że pogoda odżywa. Szkoda, że ja zdycham :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 52.10km
- Czas 01:47
- VAVG 29.21km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 23.0°C
- Podjazdy 183m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Byle do jesieni :)
Niedziela, 9 maja 2021 · dodano: 09.05.2021 | Komentarze 14
Wczoraj dość późno wróciliśmy od dobrych znajomych, więc wyjazd dopiero po odespaniu. Ale co niedziela to niedziela, nie było sensu się spieszyć.
Pogoda piękna, oczywiście prócz wiatru, który ostro wciąż dokazywał. Jednak nie ma co narzekać - przy temperaturach fajniejszych niż ostatnio jego upierdliwość była mniejsza, choć swoje zrobił.
Trasa południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Chyba w całej Polsce dzisiaj było to samo. "Sezon" ruszył. Rowerzystów od cholery, oczywiście ze znacznym procentem nieogarów. Ale nie ma się co denerwować, więc na tym temat zakończę. Byle do jesieni :)
W "moim" lesie klimacik wciąż swojski. I było pusto, czyli cudownie. A słońce wyglądało niczym księżyc.

Najgorsze jest to, że tłumy na drogach wystraszyły ptactwo. Mimo że się ostro rozglądałem, wpadł mi jedynie bociek, do tego bardzo wysoko na niebie. Kicha.
Po powrocie jeszcze spacer na Dębinę. Wyjazd do WPN-u bowiem był bez sensu - szlag mnie już trafiał na widok zapchanych parkingów, oznaczających, że człowiek tam chodzi po człowieku. Co to za przyjemność z przebywania w lesie, gdy jest tam jak w galerii handlowej (fuj!)? Niestety, mój przydomowy kawał zieleni też się cieszył popularnością. Na szczęście udało się znaleźć kilka skrawków wolnych od tłuszczy, gdzie można było spokojnie posiedzieć. Las Dębiński i jego okolice ma bowiem jeszcze miejsca mało popularne.



Zięba miała wszystko gdzieś, gorzej z żółwiami. One widocznie też nie lubią ludzkości w nadmiarze. Mądre zwierzaki.
I jeszcze dwa kadry ze wspomnianej wczorajszej wizyty. Kropy wyjątkowo nie braliśmy, ale na miejscu psiaków nie brakowało (znanych tu już z kilku spacerów, o których pisałem). Mega miło mi się zrobiło, że Piorun, kundelek po przejściach, który nie za bardzo tolerował facetów, skończył finalnie śpiąc mi na kolanach ;)
No a Heidi to już w ogóle bez krępacji, pies taki, że do nogi przyłóż :)
Jutro znów do roboty :(
- DST 52.10km
- Czas 01:50
- VAVG 28.42km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 221m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Staroambonowo :)
Sobota, 8 maja 2021 · dodano: 08.05.2021 | Komentarze 11
Muszę przyznać, że było dzisiaj ładnie. Przynajmniej wizualnie, bo w realu swoją łyżkę dziegciu dołożył wiatr.
Wyjazd grubo po dziesiątej, bez stresu czasowego, ale też bez chęci na jakieś dłuższe eskapady. Już przyzwyczaiłem się do wypadów po okolicznych fyrtlach, ale za to ze stałym poszukiwaniem obiektów do sfocenia. Niestety dzisiaj nie było za bardzo na czym oka zawiesić.
Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Odwiedziłem "znajomą" ambonę w Lisówkach. Barwy ma nieco zbliżone do tych w kościele. I w sumie te i te podobnie szanuję :)

Oczywiście wlazłem na górę.

No i chyba obudziłem osy, bo były zaspane. Mam nadzieję, że się ogarną. I przy okazji ciachną jakiegoś myśliwego :)
Jedyny większy "upolowany" dziś zwierzak - pantera łąkowa :)
Wiało :)
Po południu jeszcze wypad na Dębinę z Kropą (nowe znajomości zawarte)...
...i pierwsza w tym roku rusałka pawik. Też trochę jeszcze nie do końca obudzona.
- DST 52.60km
- Czas 01:51
- VAVG 28.43km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 9.0°C
- Podjazdy 170m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ucieczkowo
Piątek, 7 maja 2021 · dodano: 07.05.2021 | Komentarze 12
Zabiegany dzionek. Padam na ryj. Czyli miałem wolne :)
Rowerowy wypad poranny, ale już po wyspaniu się (oczywiście umiarkowanym) - po dziesiątej. Chłodno, za to ze słabszym już wiatrem. Czyli mocnym, ale nie takim, który zatrzymuje w miejscu. Zawsze to jakiś plus.
Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Komarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Cel był jeden - uciec przed tym, co przede mną. Nie do końca się udało, bo trochę mnie zlało :)
No ale mam za swoje, bo trochę mi zeszło na dalsze eksplorowanie Lisówek. Dotarłem nawet do granic WPN-u. Tyle że szosą to sobie mogłem... :)
Przy asfalcie też było przyjemnie.
Jakieś tam zwierzaki się spotkało. Myszołowa...
...ukrytą daleko pustułkę...
...oraz dość nerwowe sarenki.

A po południu między innym wypadi po ostatni z serii zastrzyków dla Kropy. Znów w nagrodę był spacerek do Dębinie, niestety już w solidnym deszczu. Udało się mimo wszystko ustrzelić czaplę. To znaczy drzewo :) Ciekawe czy ptaki miewają schizofrenię? :)
- DST 51.80km
- Czas 01:55
- VAVG 27.03km/h
- VMAX 53.60km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 256m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Cuda zawianki
Czwartek, 6 maja 2021 · dodano: 06.05.2021 | Komentarze 14
Jeśli wczoraj narzekałem na wiatr, to przepraszam, zgrzeszyłem. Bowiem dopiero dziś ów gnój pokazał na co go stać. Masakra. Normalnie cuda zawianki.
Gdy wyruszyłem na te zachodnie pola, mogłem sobie pogwizdać, żeby zająć czymś czas. Bo jazda jakoś nie szła. A może w sumie i szła, bo idąc miałbym pewnie niewiele lepsze osiągi :) Włączyłem więc bieg "młynek" i powoli pełzłem, myślami będąc już przy nawrotce. A tu niespodzianka - podmuchy niby pomagały, ale nie do końca. Były idealnie południowo-zachodnie, czyli gdy jechałem na wschód, wiało z południa, a gdy na północ - z zachodu. Czyli prawdziwy upierdliwy zboczeniec.
Trasa poranna, zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Ciągle nie wiem, co to za drzewo, ale wciąż je bardzo lubię :)
Naprzeciw pojawił się kolejny Win XP, tym razem płaski, z widokiem na lasy obok Lisówek.
Pusto ostatnio jakoś na polach. Zwierzaki się pochowały, albo zbierają siły na prawdziwą wiosnę, albo są przestraszone ciągnikami, które masowo ruszyły na pola. W związku z tym w zamian kadry z Dębiny, przez którą dosłownie przebiegłem po kolejnym zastrzyku Kropy. Niech ma coś za te cierpienia :)


Mijanka z dzikiem nastąpiła. Pies poszczekał swoje, a w sumie poburczał, że jakieś dziwne czworonogi mu znów zabawę zakłócają, i każdy poszedł w swoją stronę. Bo dziki z Dębiny to elita dziczej mądrości :)
Do pracy rowerem nie jechałem, bo się na deszcz zbierało, mimo że prognozy jakieś konkretne w tym temacie nie były. Dobrze zrobiłem, bo podobno nawet trochę zagrzmiało.
- DST 61.30km
- Czas 02:15
- VAVG 27.24km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 132m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Po królewsku
Środa, 5 maja 2021 · dodano: 05.05.2021 | Komentarze 14
Wiosenka 2021 trwa. W związku z tym prawie mnie z drogi kilka razy zwiało.
A poza tym było całkiem komfortowo - ciężkie chmury co chwilę groziły deszczem, ale jednak na straszeniu się skończyło, było też kilkanaście stopni na plusie, a nie tak jak ostatnio niewiele powyżej zera. Szaleństwo :)
Wyjazd poranny, przedpracowy. Trasa w tę i z powrotem: Poznań - Luboń - Łęczyca - Mosina - Krosinko - Dymaczewo Stare - Bolesławiec. W jedną stronę rzeź wietrzna, w drugą zdecydowanie lepiej, nawet przez kilka kilometrów wiało w plecy. Ale za mało.
Skoro byłem w Bolesławcu, to zajrzałem do danieli. Oczywiście znów ich nie było, ale ostatnio sprawdziłem, że raczej wciąż tam egzystują, tylko że pochowane. Musiałem się obejść smakiem królika. Oczywiście w przenośni :) Słodziak, nie ma co.


Poza tym poznałem kolejną parkę bocianów, w Dymaczewie.

I malowniczego mazurka.
Polubiłem ostatnio Kanał Mosiński. Czterech liter nie rwie, ale jak na Wielkopolskę jest nawet malowniczy.
Dzisiaj coś tam się działo, bo woda dziwnie spieniona była.
No i jak zwykle moje ulubione drzewka na polach.
Dystans zawiera dojazd do pracy.






