Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239570.05 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783546 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 52.30km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.02km/h
  • VMAX 51.70km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 126m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Cztery w jednym

Piątek, 19 marca 2021 · dodano: 19.03.2021 | Komentarze 15

Zwariować można z tą pogodą.

Rano obudziło mnie piękne słońce. Oraz panowie bawiący się w wywóz dużych gabarytów o 6:45, robiących to z delikatnością pijanego słonia, którego ktoś ukłuł ostrym szpikulcem w d... No, w jakieś tam wrażliwe miejsce :) Ale to najmniejszy problem.

Spojrzałem na prognozy - spoko, jakieś tam zachmurzenie i niewielkie opady zapowiadano na wczesne popołudnie. Zdążę, spoko.

Ruszyłem dziarsko szosą, zadowolony, bo nawet fajnie mi się jechało. Oczywiście prócz tego, co wiązało się z walką z upierdliwym wiatrem. Z Poznania skierowałem się na Plewiska, na wysokości Junikowa wjechałem znów do stolicy Wielkopolski (ten objazd pozwala zgrabnie ominąć korki), następnie zaliczyłem Skórzewo, Wysogotowo, Batorowo i Lusowo, bez obaw spoglądając na delikatne chmurki.

Aż tu nagle - jak nie sypnęło! Momentalnie zrobił się inny świat - raz słabiej, raz mocniej, ale czułem się jak bałwan, momentami nawet dosłownie. Jedyny plus w całym nieszczęściu, że było minimalnie powyżej zera, więc biały syf roztapiał się zanim trafił na asfalt. Choć było i ślisko, i z widocznością średnio.

Już bardzo ostrożnie dopchałem się więc przez Lusówko, Sierosław, Zakrzewo, Dąbrowę, Wysogotowo i Plewiska do Poznania.
A godzinę wcześniej w tym miejscu świeciło słońce...
Oczywiście opady były zapowiadane gdzieś najwcześniej za dwie godziny...
Ciężki powrót wzdłuż krajówki
A tak, całkiem jeszcze miło, było trochę wcześniej, nad Jeziorem Lusowskim.
Plaża w Lusowie - jeszcze nie padało
Do pracy już rowerem nie podjechałem, no bez przesady :) A w centrum tymczasem nawet spadł do kompletu grad. Zaliczyłem więc dziś cztery elementy pogodowe, bo śnieg wcześniej walczył z deszczem.
W centrum Poznania walka wszystkiego ze wszystkim - chmur, gradu i kawałka słońca
Z oczywistych względów zdjęć przyrodniczych dzisiaj brak. W zamian proponuję lusterko od tira zamontowane w oknie... domu :) Tak jest w Poznaniu na Fabianowie. Zauważyłem to dopiero dziś i aż się specjalnie cofnąłem (przy okazji widać, że słońce pięknie świeciło).
Jakby ten dom był wyprzedzany przez inny, to będzie o tym wiedział :)
Tak, naprawdę ktoś zamontował sobie lusterko od tira na elewacji :)
Ciekawy patent. Jakby ten budynek wyprzedzał, jakiś inny, będzie miał idealny widok na kończenie manewru :)

Pogoda na jutro? Niewiadoma.




  • DST 62.50km
  • Czas 02:11
  • VAVG 28.63km/h
  • VMAX 51.70km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 109m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Polska w ruinie czy ruina w Polsce?

Czwartek, 18 marca 2021 · dodano: 18.03.2021 | Komentarze 14

Marzec wciąż się nie poddaje. Dzisiaj rano na przykład padał śnieg. W sumie to śnieżek, lekki i na szczęście nie osadzający się na ziemi, więc mogłem w miarę bezpiecznie poruszać się szosą.

Wyjazd znów przed pracą, z napędem na jedną kawę i jeden batonik wciągnięty po drodze. Czyli bez napędu :)

Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Wiało już dużo słabiej, ale za to po nawrotce kierunek wiatru zmienił się z zachodniego na wschodni. Ot, taka promocja prosto w pysk. No trudno.

W Dopiewie natrafiłem na uroczy widok. Tak jak w tytule: Polska w ruinie czy ruina w Polsce, a może jeszcze dalej - ruina zwana Polską? Oczywiście alegorycznie i politycznie.

A tak realnie to jest klimat. W sumie szkoda tego budynku - jeśli mnie pamięć nie myli to niedawno była w nim albo OSP, albo szkoła. 
Polska w ruinie :), Dopiewo
Zbliżenie na wyburzany budynek w Dopiewie
W Więckowicach jak zwykle wykonałem zdjęcie z motywem roweru nad stawem...
Nad stawikiem, Więckowice
...a reszta to już motywy zwierzęce. Dzisiaj bez zaskoczeń - żurawie...
Przysiady, przysiadziki...
Żuraw jedzący i żuraw czuwający
...oraz sarenki. Jakieś zestresowane :)
Wielka ucieczka
Czuwanie
Uciekające zające. Noo, załóżmy :)
W pędzie
Dystans zawiera dojazd do roboty.




  • DST 61.70km
  • Czas 02:12
  • VAVG 28.05km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 167m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Gospodarka obleśna i miejskie klimaty

Środa, 17 marca 2021 · dodano: 17.03.2021 | Komentarze 14

Typowy wyjazd przedpracowy - niewyspany, nienajedzony i w znacznym stopniu miejski, bo wiało w północy, całkiem solidnie.

O dziwo przez sam Poznań - głównie za sprawą Wartostrady - nie jechało mi się źle. najgorzej było w Koziegłowach, od czasów powstania kostkowej śmieszki przemianowanych przeze mnie autorsko na Koziedupy, bowiem nie miałem czasu na objazdy i przez widok nadjeżdżającego radiowozu musiałem skorzystać z tego abstrakcyjnego wynalazku. Nigdy więcej :)

Trasa dawno opatentowana: Dębiec - Wartostrada - Jana Pawła - Hlonda - Chemiczna - Gdyńska - Koziegłowy - Kicin - Kliny - Mielno - Dębogóra - Karłowice - Wierzonka - Kobylnica - Janikowo - Miłostowo - Główna - Hlonda - Wartostrada - Debiec.

Pomachałem jak zwykle Dziewiczej Górze...
Zachmurzony szczyt Dziewiczej Góry
Dziewicza Góra
...na styku Kicina i Klinów znów poczułem, że żyję w Polsce - DDR-ka co prawda dość spoko, ale oczywiście upiększona zakazem jazdy rowerem, koniecznością zmiany pasa, wszystko po to, żeby za całe... 700 metrów wracać na prawą stronę.
Zakaz jazdy rowerem, ryzykowna zmiana pasa, całe 700 metrów śmieszki i znów na drogę, Ot, Polska.
Tu (odcinek Wierzonka - Kobylnica) oczywiście też Polska, świeżutki zapach żywicy jeszcze się unosił. Prawie jak w rzeźni odór krwi, tylko przyjemniejszy.
Człowieka to już nawet nie dziwi :/
Nawet w Dębogórze już masakrują... :/
Na granicy lasu w okolicach Dębogóry
Tak się w ogóle zacząłem zastanawiać nad tą cholerną gospodarką leśną. Uknułem nawet własną nazwę: gospodarka obleśna. Leśnicy tłumaczą wycinki koniecznością usuwania monokultur, które pojawiły się po wojnie. Tymczasem teraz tną na potęgę, żeby ewentualnie sadzić... kolejne monokultury, bo wszędzie widuję jedynie szkółki z nowymi iglakami. To ma być nowe, lepsze? No ale przecież dobrze wiadomo, że nie o dobro lasu chodzi, a o zyski dla państwa... 

Wrr. Na ukojenie nerwów stadko żurawi uchwycone z bardzo daleka...
Stadko żurawi w okolicach Dębogóry
...oraz znajome koniki, w tym jeden w wersji mini. Lubię na nie patrzeć, bo zawsze można natrafić na jakąś scenkę rodzajową typu ochrzan :)
Tak, tu są trzy konie :)
Lekko zawiany duet
Jakiś ochrzan poszedł
Konik w wersji mini
Po południu się nawet wypogodziło, więc ja... do pracy :/ Po drodze znów udało mi się uchwycić motyw Moderusa Gamma na tle budynku Andersia Tower.
Moderus Gamma na tle budynku Andersia Tower, Poznań




  • DST 51.75km
  • Czas 01:47
  • VAVG 29.02km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 133m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Duszkiem, duszkiem...

Wtorek, 16 marca 2021 · dodano: 16.03.2021 | Komentarze 20

Zgodnie z zasadą, że raz do roku broń sama strzela, dzisiaj pogodynki trafiły z prognozą. Święto jakieś? Aż sprawdziłem. 16 marca to nie Dzień Wróżki, a mniej popularny Dzień Przemytnika Litewskiej Książki (autentyk, można sprawdzić). Więc po prostu łut szczęścia.

Rano nie padało, a jak lunęło, byłem już w domu. Nie w pracy, bo dopiero od jutra zaczynam maraton. Sprawdziło się niemal co do pół godziny. Nie można tak zawsze?

Wiało już przyjemniej, z północnego zachodu. Wykonałem więc pętelkę w tym kierunku: z Poznania przez Plewiska, poznańskie Junikowo, Wysogotowo, Batorowo, Lusowo, Lusówko, Sierosław, Zakrzewo, Dąbrowę, Wysogotowo, Skórzewo i Plewiska do Poznania.

Ani upału, nie bezchmurnego nieba nie odnotowano :)
Pochmurno nad Jeziorem Lusowskim
Nad widocznym Jeziorem Lusowskim udało mi się poobserwować z bliska łyskę. Nawet mi się ukłoniła :)
Ze znalezieniem kapci łyska miałaby problem :)
Piękny pokłon łyski
Łyska chowa się sama za sobą :)
Ten ciekawy wodny ptak na pewno miałby problem z zakupem kapci (po poznańsku - laczków), bo girę ma solidną. No i dźwięk wydaje niesamowity - jakby coś się głośno zacinało.

Śmieszka między Lusówkiem a Sierosławiem ma jeden plus - można się nagle zatrzymać bez ryzyka, że zostanie się skasowanym przez auto. Dzięki temu udało mi się uchwycić trznadla w barwie pół zimowej, pół wiosennej...
Trznadel w ubarwieniu zimowo-wiosennym
Kuper trznadla
Nagły odlot trznadla
...oraz pustułkę, która łaskawie dała się uchwycić podczas lotu.
Sokół w wersji mikro, czyli pustułka
Pustułka mnie zauważyła
Spojrzenie na prawo
Pustułka coś wypatrzyła
A nad "moim" martwym drzewem dziś latał duszek z chmur. Trochę podobny do tego z XI Księgi Tytusa, Romka i A'Tomka :)
Duszek-chmura nad martwym drzewem
Tyle dobrego i bogatych relacji. Od teraz rzeź w robocie, pogoda niepewna i takie tam. No ale co odpocząłem, to moje.




  • DST 55.20km
  • Czas 01:58
  • VAVG 28.07km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 167m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Myszołowiąc i szachtując

Poniedziałek, 15 marca 2021 · dodano: 15.03.2021 | Komentarze 16

Znów zacznę od pogodynek. No bo od czego? :)

Rano klasyczne spojrzenie na kilka z nich. Wniosek: spoko, deszcz od godziny trzynastej. Czyli śpię, bo dostałem bonusowy dzień wolny.

Około dziewiątej spojrzenie za okno. Leje. To ten, tego... :)

Na szczęście pogoda się ogarnęła i na rower mogłem ruszyć około jedenastej. Wiatr wciąż solidny, ale już o wiele słabszy niż ostatnio, na drogach syf, generalnie paskudnie. Ale do wytrzymania.

Trasa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Kilka razy się zatrzymywałem z aparatem w łapie, ale jak to zwykle bywa, ptactwo było bardziej cwane ode mnie. No ale chociaż jednego myszołowa udało mi się cyknąć.
Myszołów wznoszący się do lotu
Zamyślony myszołów
Poza tym brzydko i szaro.
Rano było dziś paskudnie
A po południu, po kolejnym małym deszczyku, wyszło słońce. Skorzystałem więc i zabrałem psa na Szachty.
Radocha ze spaceru, Szachty, Poznań
Wieża widokowa na Szachtach, Poznań
Kropa wieżę już zna, ale zawsze była wnoszona, teraz sama poleciała na pewniaka, kilka pierwszych stopni pokonała z biegu. Potem spojrzała w dół i...
Konsternacja - kilka stopni o własnych siłach, potem niepotrzebne spojrzenie w dół :)
...zgodnie z tradycją reszta została pokonana na moich ramionach :)

Tłumów na szczęście nie było, ale akurat zaraz za mną weszła parka z psami. Takie zagęszczenie to ja rozumiem :)
Tłok się zrobił na wieży :)
Anonimowy piesek czeka na smaczka :)
Widoczki wciąż te same. Same Szachty...
Na górze, pod dachem, Szachty, Poznań
Poznańskie Szachty w słońcu
...kierunek Świerczewo i Dębiec...
Spojrzenie w kierunku Świerczewa i Dębca, Poznań
...kierunek Grunwald...
Spojrzenie na zachód Poznania
...a tamże Stadion Miejski ukryty za blokami.
Satdion Miejski za blokami, Poznań
No i kilka ujęć samej wieży.
Schody na wieżę, Szachty, Poznań
Róg wieży na Szachtach, Poznań
Wieża na Szchtach od dołu, Poznań
Gdy ostatnio tu byłem, panowała jedna wielka cisza. Teraz już wszystko wróciło do normy, śmieszki szaleją i wydzierają się w najlepsze. No i pięknie.
Śmieszki na wodzie
Śmieszka podchodzi do wodowania
Wrzeszczące śmieszki
Pies zadowolony, ja też, a pogodynki... Niech zmienią dilera :)




  • DST 52.85km
  • Czas 01:57
  • VAVG 27.10km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 124m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ruletki ciąg dalszy

Niedziela, 14 marca 2021 · dodano: 14.03.2021 | Komentarze 13

Pogodowej ruletki ciąg dalszy. Niby od rana miała być pogoda, więc zgodnie z obietnicą... padało. Potem wróżki zmieniły zdanie, sugerując, iż koło trzynastej będzie pełne słońce. Zgodnie z powyższym... znów padało.

Na szczęście plan główny był wykonany bez zarzutu - zjedzenie śniadania :) A potem, jak to w wolną niedzielę, można było na luzie podejść do tematu rowerowania.

Finalnie wyruszyłem, gdy wydawało mi się, że znalazłem lukę. Na pierwszym kilometrze dopadł mnie deszcz, a jak :) Postanowiłem jednak się nie cofać. Dobrze zrobiłem - opady pojawiały się i znikały, jednak dało się z nimi żyć. Gorzej z wiatrem, bo trzymał poziom ostatnich dni, jednak dzisiaj wybrałem kierunek południowy, więc choć trochę lasy WPN-u złagpdziły cierpienie.

Trasa: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo Stare - Bolesławiec, gdzie nastąpiła nawrotka i powrót swoimi śladami.
Klimatyczność
Przy wielkopolskich polach. Chwilę później rower przewrócił się od wiatru
Te drzewa powyżej mnie ujęły swoją ascetycznością. A rower chwilę po zrobieniu zdjęcia leżał na drodze, pokonany przez silniejszy podmuch. Tak samo tu:
Tam z tyłu pasą się żurawie
Tylko że tu powód zatrzymania był inny: żurawie (nie)widoczne z tyłu, przy krzakach.
Parka przewianych żurawi
Miałem smaczki na fotkę danieli w zagrodzie w Bolesławcu, ale niestety, wciąż ich nie ma :/ Ciekawe czemu, mam nadzieję, że nikt nie zamienił ich na kotlety, jak to w polskiej tradycji bywa... Musiałem obejść się - nomen omen - smakiem oraz latającymi po polu królikami :)
Jest kryjówka? Jest :)
Czujny królik
Małe drapanko
Generalnie nie było najgorzej. Jak dobrze, że jeszcze są parki narodowe, gdzie drzewa póki co jeszcze stoją i można się schować.

A słońce wyszło dopiero po piętnastej. Na chwilę. Akurat podczas spaceru na Dębinie. Lepiej późno niż wcale.
Pojawiło się słońce nad poznańską Dębiną
Jedna z modraszek była zachwycona tym faktem :)
Modraszka łapie promienie
Ciekawska modraszka
Zerkał na mnie kolejny kos...
Kos wyglądający zza drzewa
...oraz dzięcioł. Tak, on jest na tym zdjęciu :)
Gdzieś tu jest dzięcioł :)
Na jutro pogodynki zapowiadają, że... A, cholera z nimi, się okaże :)




  • DST 52.50km
  • Czas 02:01
  • VAVG 26.03km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 148m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kto rano wstaje...

Sobota, 13 marca 2021 · dodano: 13.03.2021 | Komentarze 19

...temu na łeb nie pada. Ja niestety nie wstałem.

Sobotę miałem wolną, a po kilku dniach w robocie posiadałem deficyty snu. Nad ranem otworzyłem oczy, za oknem zobaczyłem piękne słońce, zerknąłem na prognozę AccuWeather w telefonie i spokojnie postanowiłem dospać. Bowiem tam wtedy nie było żadnej informacji o zmianie warunków.

Potem jeszcze zrobiłem zakupy, poszedłem z psem, zacząłem się zbierać, a tu za oknem... chmury. Hm. Miałem nadzieję, że szybko znikną. O ja naiwny... Gdzieś na piętnastym kilometrze bowiem jak zaczęło padać, tak nie przestało. Czasem mocniej, czasem słabiej, ale zdecydowanie było niekomfortowo.

Co gorsza, wiało mocniej niż wczoraj. A to niezły punkt odniesienia. Żeby się nie denerwować, napiszę jedynie, że tę masakryczną średnią uznaję na całkiem dobrą jak na zastane warunki :)

Trasa zachodnia, a jak: Poznań - Plewiska - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Tańczący żuraw się trafił.
Tańczący żuraw
Momentami wyglądał jakby brał udział w teście trzeźwości :)
Test na trzeźwość? :)
Na pochmurnym niebie przeleciał mi jeden myszołów...
Myszołów na zachmurzonym niebie
...a inny wypasał stado saren :)
Krzaczek dla myszołowa, pole dla saren
Myszołów wypasający sarny :)
No i dla kontrastu szpak.
Szpak w trawie
Fotki z rowerem być muszą, więc są. Takie nijakie :)
Odpoczynek pod drzewem
Chwilę przed deszczem
A, takiego Buicka Riviera na żółtych blachach przyuważyłem już w Poznaniu.
Buick Riviera na żółtych blachach
A po południu jeszcze spacer po Dębinie z psem, gdzie napatoczył się jedynie kos...
Kos zerkajacy z ukosa
...a potem przypomniałem sobie, że dziś sobota i kursują przez Dębiec parowozy z Wolsztyna. Więc na szybko poleciałem zobaczyć jeden, a konkretnie Ol49, polskiej produkcji zresztą. Kilka egzemplarzy pojechało kiedyś na eksport do... Korei Północnej. Pewnie jeżdżą tam do dziś jako regularne, nie jako weekendowa atrakcja :)
Parowóz z Wolsztyna do Poznania w zoomie
Praowóz Ol49 z Wolsztyna mknie przez poznański Dębiec
Zdjęcia średnio wyraźne, z telefonu i kompaktu, bo tylko to ze sobą wziąłem.

Ot, taki dzionek. A jutro ma być... tylko gorzej :/




  • DST 61.50km
  • Czas 02:19
  • VAVG 26.55km/h
  • VMAX 55.10km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 157m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wietrzny Jigsaw

Piątek, 12 marca 2021 · dodano: 12.03.2021 | Komentarze 6

Ostatnimi dniami poranne spojrzenie za okno przypomina grę w ruletkę. Czasem rosyjską :) Dzisiaj na szczęście obyło się bez ofiar.

Choć może nie do końca, bo zdarzył się jeden morderca. A przynajmniej kat. Wiatr, oczywiście. Oj, czego on dzisiaj ze mną nie robił... Sceny z kolejnych części "Piły" to przy tym pikuś, a mój Jigsaw tak samo okrutny i nieuchwytny.

Wiało z zachodu, a jak wiadomo oznacza to pod Poznaniem jazdę po polach. Skończyło się na tragicznej średniej, i tak w miarę wyciągniętej po nawrotce. Trasa: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

"Droga na WPN" znów w innym wydaniu - dzisiaj pochmurnym.
Dziś WPN w wersji pochmurnej
Ze zwierzakami skromnie - sarenki, jak zwykle w dziwnych pozach...
Sarenki jak zwykle w pozach swojskich :)
...oraz myszołów, przez chwilę nawet spokojny.
Myszołów zamyślony
Tak, przez chwilę :)
Odlatujący myszołów
Potem do pracy, Czarnuchem, ale za to z wiatrem :) Po drodze w końcu uwieczniłem kolejny odcinek walki religijnych zamordystów z softowymi wandalami. Tych drugich jak zwykle nie pochwalam, bo niszczenie do niczego nie prowadzi, ale argumentacji "martwa dziecka nie urodzę" nie da się odmówić logiki. Choć pewnie dla barbarzyńców typu Kaja Godek to ideał macierzyństwa.
Konfrontacja religijnych zamordystów z softowymi wandalami wciąż trwa




  • DST 51.40km
  • Czas 01:54
  • VAVG 27.05km/h
  • VMAX 52.50km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 133m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

PiŚ, czyli nagła masakra

Czwartek, 11 marca 2021 · dodano: 11.03.2021 | Komentarze 15

PiŚ, czyli... Piasek i Śnieg. Jednego dnia. Jeśli komuś się te słowa kojarzą z innym paskudztwem, to w sumie słusznie, ale dziś nie o tym :)

Ale od początku. Czyli od prognoz. Te, trzeba im przyznać, ostrzegały, że będzie padać. Lecz uwaga - deszcz. Miał przyjść jakoś z rana, ale ja, nauczony życiem, gdzieś w tyle głowy miałem ochotę sprawdzić. No i generalnie miałem rację - koło ósmej było suchutko, więc niewiele później ruszyłem pokręcić.

Początkowo było zadziwiająco dobrze. Skierowałem się na Dębinę, następnie przez most na Starołękę, Minikowo, Czapury, Babki, Kamionki i Borówiec, gdzie zacząłem szukać jakiejś alternatywy dla betonowych płyt spod znaku Zemst Adolfa. Wydawało mi się, że jakimiś osiedlowymi dróżkami ją znalazłem, ale finalnie wyjechałem na środku... Zemsty Adolfa. No nic, przynajmniej próbowałem :)

Poleciałem w kierunku Gądek i Robakowa, a tam zaczęło lekko prószyć. Przejdzie za chwilę, pomyślałem, bo przecież o śniegu mowy nie było. Taaa... Oto jak wyglądała droga w okolicach Głuszyny:
O, tak wesoło było. A ja na wąskich szosowych kołach
A ja szosą. Wesoło było. Na Dębinie jeszcze bardziej.
Idealne warunki na rower szosowy :)
Poznańska Dębina znów w śniegu
Zasyfiona śniegiem Warta
Choć nie wszędzie było aż tak źle.
Armagedon zaczął się rozkręcać i osiągnął granicę Poznania
Z zaproszenia na śmieszkę przy Starołęckiej nie skorzystałem :) O dziwo nikt tym razem nie zaklaksonił.
Z zaproszenia śmieszki na Starołęckiej nie skorzystałem :)
Teraz czas na tytułowy kontrast. Oto fotki ze z grubsza dwunastego kilometra, czyli kopalni w Daszewicach.
Lekko zmasakrowana tabliczka informująca o tym, że jest zakaz :)
Kopalnia może niewielka, ale jest, Daszewice
Kopalnia w Daszewicach
Tak, to ten sam wypad, różnica między piaskiem a śniegiem to około 40 minut. Marzec w pełni.

Z oczywistych względów fot przyrodniczych z trasy dziś brak. Więc żeby nie było smutno, dwie śmieszki spod domu. Miałem akurat podczas krótkiego spaceru z Kropą przy sobie kompakt, więc skorzystałem.
Parka śmieszek
Śmieszka z upiornym uśmieszkiem :)
A co jutro? Cholera wie. Prognozy masakrują, więc chomik całkiem możliwy :/




  • DST 62.30km
  • Czas 02:11
  • VAVG 28.53km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 159m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kajtek i mufloniaści przyjaciele

Środa, 10 marca 2021 · dodano: 10.03.2021 | Komentarze 14

Dzisiaj jeszcze słonecznie, od jutra pogoda ma się skopać, więc łapałem promieni ile się dało.

Wyjazd znów poranny, niewyspany i niedokawowany. Pomysłu na trasę nie miałem, bo każda prognoza pokazywała inny kierunek wiatru. Ruszyłem więc na zachód, na stałą pętelkę: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Generalnie pogodynki się nie pomyliły, bo podmuchy były zmienne, lecz z jedną zasadą: zawsze mi w ryj.

Przygód, prócz oczywiście codziennych gazeciarzy, brak. 
Na polach koło WPN-u
Gdy się na chwilę zatrzymałem, żeby cyknąć fotę, nagle zaczęły uciekać sarny, których nie zauważyłem. Ujęcie więc zdeka dynamiczne :)
Wielka ucieczka
Ty, nie odwracaj się, on celuje w nas jakąś lunetą!
W Chomęcicach zaczął na mnie szczekać kundelek. Stanąłem więc, sądząc, iż uda mi się go pogłaskać, ale nic z tego, nie chciał mi zaufać. Za to zaczął wyć do księżyca. Czy tam słońca. Oto Kajtek (bo tak go z daleka wołano):
Wiejski Kajtek
Kajtek (tak go przynajmniej wołano) wyje do księżyca. Albo słońca
Po raz pierwszy w tym roku widziałem kanię rudą. Ledwo, bo latała bardzo wysoko na niebie.
Kania ruda wysoko na niebie
No i dzisiejsza niespodzianka. W Lisówkach przyuważyłem pod lasem kilka małych kropek. Tak małych, że zastanawiałem się co w ogóle widzę. Aparat poszedł w ruch, zoom maksymalny i oczom mym ukazały się leniwe, odpoczywające dzikie muflony, o których już kiedyś wspominałem :)
Dzikie muflony odpoczywające na skraju lasu
Cztery samice i jeden samiec, tyle mogłem stwierdzić. Nawet największe połączenie dało mizerny efekt.
Muflony w największym możliwym zoomie, więc jakość tragiczna
Ale przynajmniej mam dowód, że wciąż tu są. Górskie kozice pod Poznaniem, które w ubiegłym roku udało mi się nawet przyłapać na filmiku :)

Tyle atrakcji na dziś. Jeszcze dojazd rowerem do pracy, a od jutra, tak jak wspomniałem, deszcz i wiatr, co może oznaczać wszystko, nawet łącznie z przerwą :/