Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239570.05 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783546 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 56.60km
  • Czas 01:57
  • VAVG 29.03km/h
  • VMAX 50.20km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 163m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nawet żabawnie

Niedziela, 18 kwietnia 2021 · dodano: 18.04.2021 | Komentarze 15

No proszę. Miało lać (na to się nastawiałem), a tymczasem cały dzień minął pod znakiem suszy. No, może poza wczesnym porankiem, ale wtedy robiłem to, co robić powinno się w niedzielę - spałem :)

Gdy już ruszyłem, z jednej strony było fajnie, z drugiej jednak wiedziałem, że będzie ciężko. Nie przez wiatr, który był dzisiaj nawet do ogarnięcia, ale przez ilość ludzi, którzy ruszyli w świat czując jakiś tam zew wiosny. Było po prostu tłoczno, miałbym nawet czołówkę na Wartostradzie, bo jakaś nieogarnięta grupa kolarzy zamiast jechać gęsiego pasem dla rowerów, robiła to obok siebie. W piątkę. Pewnie gdyby nie mój ryk, aktualnie znajdowałbym się na wyciągu. Nie narciarskim, bynajmniej.

Trasa północno-wschodnia, sporo miejska: Dębiec - Wartostrada - Malta - Warszawska - Miłostowo - Antoninek - Swarzędz - Jasin - Paczkowo - Siekierki - Gowarzewo - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - Dębiec.

Dawno nie było mnie nad Maltą. A gdy mi się zdarzyło, akurat spuszczono wodę. Dzisiaj więc nadrobiłem.
Nad poznańską Maltą
Trybuny poznańskiej Malty
Tablica wyników, Malta, Poznań
Widok na Poznań ze skraju Malty
Poznań znad wody
To nie jest łatwy sport :)
No i widok obowiązkowy. To się nigdy nie skończy. Aż zwolniłem, żeby wykonać to ujęcie na części tylko i wyłącznie dla rowerów. Jak widać :)
Nic nowego nad Maltą. Pismo obrazkowe wciąż niezrozumiałe
Szmat czasu nie odwiedzałem również Gowarzewa. Miłym zaskoczeniem było odnalezienie nowej paragórskiej miejscówki z owcami.
Paragórski klimacik w podpoznańskim Gowarzewie
Gatunki różne, cel ten sam - jeść :)
Włochata parka
Prawdziwy baran
Młody baranek
Źle nie było. Choć miło by było, gdyby choć przez chwilę wiało w plecy :)

A po południu spacer z Kropą. Tym razem Dębina odpadała, bo ilość luda, którą widziałem podczas przejazdu rowerem była nie na moje nerwy. Ruszyłem więc w inne rejony, również niedalekie, czyli okolice cmentarza przy Samotnej. Pies zachwycony.
Kijkowa bonanza :)
Napotkany na płocie kotek... cholera wie, czy również.
Kotek i płotek
Natomiast na pewno pełne emocji było spotkanie z żabą trawną. Dla Kropy także - nie wiadomo jak się z takim dziwnym czymś bawić :)

Pozwoliłem sobie na sesję tego grubasa. Lub tej.
Oko w oko z żabą trawną
Żaba trawna w wersji z profilu
Grubas w pełnej krasie
Żaba trawna w trawie
Z rzeczy mniej przyjemnych. Zgubiłem jedną słuchawkę "pchełkę". To była kwestia czasu, bo tak się dzieje w przypadku około 97,45% aktywnych (czyli ruszających się) użytkowników takowych, ale i tak smuteczek. Gdy dotarłem do domu wsiadłem jeszcze na rower i objechałem z grubsza trasę spacerową, ale nie znalazłem zguby. Jedyny z tego plus, że mogę sobie doliczyć poszukiwania do dystansu.




  • DST 54.25km
  • Czas 01:55
  • VAVG 28.30km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 202m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Widziałem nieba cień :)

Sobota, 17 kwietnia 2021 · dodano: 17.04.2021 | Komentarze 13

Dzisiaj zauważyłem coś dziwnego. Takie niebieskie coś na górze. Oraz żółte, dość jasne.

Musiałem bardzo się skupić, żeby przypomnieć sobie co to może być. W końcu bingo! To niebo. Oraz słońce. Tak dawno ich nie widziałem, że misja była niełatwa :)

Generalnie miło było znów pojeździć bez deszczu i szosą. Nie narzekałem nawet na wiatr, który był upierdliwy, ale jednak o wiele słabszy niż ostatnio. Nigdzie mi się nie spieszyło, nie cisnąłem, tempem emeryckim wykonałem zachodnią pętelkę: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

W końcu dało się jakieś ptactwo uchwycić. Bez cudów, ale fajnie było spojrzeć ponownie na myszołowa w locie.
Szybujący myszołów
Myszołów wzbijający się do lotu
Nie zabrakło saren. Jeszcze na etapie luzu, mogły sobie bowiem zrobić zebranie pod amboną. Raz jeszcze przypominam, że już w maju grube gnoje, mendy i rzeźnicy (wszystko w jednym) będą mogli legalnie strzelać do kozłów, to więc ostatnia okazja, żeby na nie popatrzeć. Mam nadzieję, że szybko nauczą się uciekać na widok człowieka.
Stadko jeszcze bezpieczne. Niestety za niecały miesiąc na ambony wracają mendy :(
Uchwyciłem również sympatyczną dwójkę.
Sarenki w okolicach Lisówek
Albo pieszczoty, albo wyjadanie insektów
Zauważyły, że je zauważyłem :)
No i wiejski klimat w Trzcielinie.
Sielsko i wiejsko, Trzcielin
Mój punkt widokowy w słońcu. Znów.
Tp dziwne niebieskie z tyłu to niebo. Już prawie o nim zapomniałem :)
Jadę, pozdro! :)
Pozdro, jadę! :)
A po południu spacer po Dębinie i nad Wartę. Znów trafił się stały bywalec :) Ja tam już przyzwyczajony jestem, Żona mniej, musiałem więc chłodzić emocje, zdjęcie w związku z tym tylko jedno :)
Sobota nie sobota, dzik po lesie ma prawo chodzić :)
Kropa jak zwykle miała jeden cel :)
Wybiegana sobota = pies szczęśliwy
Na szczęście tłumów nie było. Uff.
Klimatyczne tereny między Dębiną a Wartą, Poznań
Las był pod ochroną. Sójki we własnej osobie :)
Sójka na drzewie
A to już spod domu. Chyba jednak jakaś tam wiosna jest...
Chyba jednak jakaś wiosna przyszła...
A jutro... deszcz.




  • DST 53.40km
  • Czas 02:08
  • VAVG 25.03km/h
  • VMAX 41.70km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 128m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pliszkowo

Piątek, 16 kwietnia 2021 · dodano: 16.04.2021 | Komentarze 7

Co tu dużo pisać - czterech liter pogoda znów nie urywała. A wprost: było paskudnie.

Wyjazd poranny, w mżawce. Przez cały wypad albo zanikała, albo zamieniała się w całkiem mocny deszcz. Jednak ani przez chwilę nie było sympatycznie, głównie przez wiatr, który wciąż gnoił.

Trasa zachodnia: Dębiec - Kopanina - Junikowo - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.

Jako że jechałem Czarnuchem, pokręciłem się troszkę bardziej niż zwykle po brzegach Jeziora Lusowskiego. Tych bardziej cywilizowanych...
Pochylone drzewo, Lusowo
Pochmurne Jezioro Lusowskie. Pliszka w samym środku
Sztywny pal Lusowa :)
...oraz tych zdecydowanie bardziej dzikich, wręcz bagiennych.
Lekko zabłądziłem :)
Pagórki w Lusowie
Odnoga Jeziora Lusowskiego
Bagniste okolice Jeziora Lusowskiego
W tej całej szarzyźnie ciężko było spotkać jakiekolwiek ptactwo. Myślałem, że skończy się na samotnym, niewyraźnym perkozie...
Perkoz dwuczuby
...ale sytuację uratowała pliszka siwa. Wyjątkowo grzecznie mi się zaprezentowała, aż żal, że światło było zerowe :)
Drepcząca po pomoście pliszka
Zeknięcie w prawo...
Spojrzenie w lewo...
Oko w oko z pliszką siwą :)




  • DST 32.10km
  • Czas 01:17
  • VAVG 25.01km/h
  • VMAX 42.10km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 98m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut jabłkowy

Czwartek, 15 kwietnia 2021 · dodano: 15.04.2021 | Komentarze 18

Wolny dzień. Deszcz gratis. Nawet nie byłem zdziwiony :)

Lało od rana, i to całkiem solidnie. Na tyle, że odpuściłem poranną jazdę, najpierw idąc z psem na spacer, a potem licząc choć na chwilę przejaśnień. Nic z tego - niebo nawet na moment nie ukazało się zza szarych chmur, a wiatr wiał tak, że trzęsło szybami. Wiosna!

Pozałatwiałem kilka spraw, które mogłem wykonać z domu i około piętnastej trzydzieści stwierdziłem, że chociaż gluta wykonać muszę. Akurat już zaledwie mocno kropiło, przygotowałem więc Czarnucha, ubrałem najgorsze rowerowe ciuchy, włożyłem woreczki śniadaniowe do butów (przegrały z wodą dopiero w połowie drogi) i ruszyłem.

Trasa: Poznań - Plewiska - Skórzewo - rondo przed Dąbrówką - serwisówki - Plewiska - Poznań.

Wiedziałem, że fot za wiele nie zrobię, skupiłem się więc na klasyku, czyli kredkach ze Skórzewa.
Kolorowe kredki w deszczowy dzień
Poza tym jedynie deszczowe motywy.
Na sekundę padać przestało
Tu oczywiście wybrałem skrót :)
Oczywiście - zgodnie z logiką, a nie pomysłem urzędasów - wybrałem skrót :)
Opisywałem niedawno rowerzystów jadących pod prąd na DDR-ce na styku Świerczewa i Dębca, fociłem biegacza, jednak dzisiaj uwieczniłem liderkę tępoty :)
Chodząca tępota chodnik miała z prawej. I jeszcze się pluła na dzwonek :)
Gdyby nie miała parasola, to może bym wyprzedził w ciszy, ale w tym przypadku bałem się, że porysuję sobie kierownicę :) Poszedł w ruch dzwonek, grzecznie pokazałem, gdy już zeszła na trawę, że po prawej jest chodnik, a ta jeszcze zaczęła się plumkać! Tylko nie wiem o co, bo miałem słuchawki :)

Do tej pory jadąc przez Fabianowo mijałem pewien punkt, nie mając czasu na zatrzymanie się. Dziś postanowiłem w końcu skorzystać i nabyć żarło. Fajne miejsce - trzeba najpierw zadzwonić, chwilę poczekać, skądś nagle pojawia się pani i mamy do wyboru kilkanaście rodzajów jabłek, do tego zrywanych w Poznaniu.
Postanowiłem przetestować - warto było wieźć te dwa kilo do domu
Zakupione jabłuszka
Pycha są, porównywalne z tymi z Jabłkomatu. Warto było tachać te dwa kilo na plecach.

No i jeszcze smętne foty ze spaceru. Takie, jaka ta wiosna. Kropa oczywiście kijka nie odpuściła.
Leje czy nie, kijek obowiąxkowy
Na poznańskiej Dębinie wiosna jak się patrzy :/
Deszczowa Dębina, Poznań
Z ptactwa wpadła jedynie zziębnięta zięba :)
Zziębnięta zięba




  • DST 61.35km
  • Czas 02:10
  • VAVG 28.32km/h
  • VMAX 52.20km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 132m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na sznekę

Środa, 14 kwietnia 2021 · dodano: 14.04.2021 | Komentarze 15

Kolejny wypad przedpracowy, w wersji zziębniętej i przewianej. Fuj :)

Wyjazd szosą, przed dziewiątą, na zachód. Trasa opatentowana, polna: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Prócz tego, że było paskudnie i znów ludzie mieli z deklem podczas wyprzedzania, nie zdarzyło się nic nowego. Czyli generalnie nie zdarzyło się nic nowego :)

Odwiedziłem znajomego boćka. Zapracowany jest, nie da się ukryć, latał jak opętany. Skrupulatnie zbierał kolejne gałązki do gniazda...
Kolejna gałązka do gniazda
...namiętnie się drapał...
Higiena osobista ważna rzecz
...raz mnie zaskoczył nagłą ucieczką...
Zaskoczył mnie tym odlotem
...i chwalił swą brodą.
Znajomy bocian z brodą :)
Widziałem też pierwsze tegoroczne czajki, ale strasznie daleko i nie było szansy na ich wyraźne uchwycenie.
Mega niewyraźna czajka w locie
Trafiła się też jedna sarenka, jak to ostatnio - na tle autostrady.
Sarna na tle autostradyGłodny się zrobiłem, więc w Trzcielinie nawiedziłem sklepik, który zawsze mnie "nęcił" swym wyglądem. Pamiętam takie z przełomu lat 80. i 90. Niewiele się zmieniło wizualnie, choć asortymentu już nie ma nawet co porównywać.
Sklepik z cyklu

Ale za to jaka pyszna szneka! Co prawda z owocem, więc nie do końca z glancem, ale naprawdę godna.
Chwila na sznekę z glancem :)
No a tak ten dzionek wizualnie wyglądał. Mało atrakcyjnie.
Droga z Lisówek
Pochmurnie i paskudnie
No i jeszcze ciekawostka. Co jakiś czas pojawia się tu wątek wiarygodności podawanych przewyższeń. Jako że w nowej Sigmie zafundowałem sobie taki parametr, postanowiłem porównać wartości z GPS-a oraz licznika. I o dziwo... większą wartość pokazuje ten drugi! 205 kontra 132 metry. Z ciekawości zerkałem czy komputerek nie wariuje po drodze, ale nie - co wiadukt (a trochę ich było) to 3-4% wzniesienia, jak w dół to to samo, ale na minusie, na płaskim zero. No i co? Widocznie nie taka równa ta Wielkopolska :)

Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 61.50km
  • Czas 02:08
  • VAVG 28.83km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 101m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pod napięciem

Wtorek, 13 kwietnia 2021 · dodano: 13.04.2021 | Komentarze 18

Dzionek zaczął się średnio. Gdy już zwlokłem się z wyra, gdy zacząłem pić kawę w stanie mało przytomnym i gdy zabrałem za ogarnianie wyjścia na rower przed pracą, przypomniałem sobie, że uszkodzony mam licznik w szosie. Na szczęście (jak się okazało, nie do końca) w Czarnuchu i T-rek(s)ie posiadam taką samą podstawkę, wystarczyło więc wziąć komputerek (trochę uboższy) z pierwszego, ustawić parametry drugiego, przełożyć i... No właśnie. W momencie gdy zatwierdzałem średnicę, licznik nagle się zawiesił i... już nie wstał. Ani zmiana baterii, ani wszelkie możliwe resety nie pomogły - tym samym w przeciągu dwóch dni padły mi dwie Sigmy. Jedna miała prawo, bo spadła, przyznaję. Ale druga to przykład badziewia, jakim jest aktualnie ta firma. Przykre, bo młodzi może lekceważą albo nawet nie znają czasów :), gdy ich sprzęt był nie do zdarcia.

Dobrze, że miałem jeszcze zegarek i telefon, bo inaczej wyjazd nie miałby najmniejszego sensu :) A tak przynajmniej wiem z grubsza, jakie liczby wpisać.

Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Dąbrowa - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Względem reszty Polski pogoda chyba najgorsza nie była. Wiało wciąż paskudnie mocno, ale za to pojawiło się słońce. Dobre i to. Tak jak wyjątkowo miłe zachowanie kierowcy w Skórzewie, który sam z siebie wpuścił mnie na rondzie, gdy grzecznie chciałem poczekać aż przejedzie. Rąk mi zabrakło, żeby dziękować, bo w tym kraju uprzejmość za kółkiem to towar deficytowy.

Focić nie było czego i już myślałem, że wrócę bez żadnego zdjęcia bez obowiązkowego rowerowego, aż w końcu, pod sam koniec, przykuły moją uwagę drobne punkciki na jednym z wielu imponujących słupów energetycznych pod Plewiskami.
Te małe kropki to ludzie
Stacja elektroenergetyczna 400/220/110 kV Plewiska
Objechałem toto i aparat w łapę. No i proszę, dowód na to, że każdy się może znaleźć na wysokim stanowisku - wystarczy tylko chcieć :)
Człowiek zszedł z drzewa, a wrócił na slupy
To co, przerwa na energetyka? :)
Praca jak praca, hehe :)
Dzięki takim anonimowym Batmanom mamy prąd ;)
Jedno jest pewne - ciężko, żeby zabrakło tu energii do pracy. I jednocześnie dowód na to, że może i mamy ten XXI wiek, ale bez klasycznego klucza ani rusz ;)
XXI wiek, a bez zwykłego klucza ani rusz :)
Jeszcze fotka dwukołowa, z Więckowic...
Nawet pogodnie w Więckowicach
...oraz (z wczoraj) bogatka wcinająca chleb nasz powszedni.
Chleba naszego powszedniego... :)
Bogatka z kawałkiem chleba
Na koniec smętny widok. Tyle pokazują dwa liczniki z włożonymi doń działającymi bateriami.
Dwa trupy na przełomie trzech dni. Dzisiejsza Sigma to szajs nie z tej ziemi
Sigma to szajs! Najgorsze jest jednak to, że nie ma rozsądnej alternatywy i mam już zamówiony kolejny model. Może tym razem się mile zaskoczę?

Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 61.10km
  • Czas 02:26
  • VAVG 25.11km/h
  • VMAX 42.00km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 116m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przedsadystycznie :)

Poniedziałek, 12 kwietnia 2021 · dodano: 12.04.2021 | Komentarze 12

Wolny poniedziałek. Brzmi fajnie? Być może, ale punktem dnia była/będzie wizyta u dentysty (jeszcze przede mną). Chyba po tym zdaniu nagle stopniałą chęć komentarzy typu "zazdroszczę"? :)

Pogoda paskudna - wiało tak jak wczoraj, ale za to słońca nie było, do tego kilka razy zlał mnie deszcz. Słodko.

Wybrałem do jazdy Czarnucha. I słusznie, sam sobie dziękowałem za tę decyzję. A trasa to zachodni klasyk z północnymi wariacjami: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.

Za bardzo pisać nie ma o czym, bo jechało się koszmarnie, a sadysta powoli wzywa, od razu więc fotki. Na początek plaża w Lusowie.
Plaża nad Jeziorem Lusowskim
A z drogi doń sympatyczny dostawczak, który dał mi legalną możliwość NIE jechania tym szajsem w Lusowie....
Dziękuję parkującemu, że miałem wymówkę, żeby nie jechać tym szajsem :), Lusowo
...oraz wiatr, który zrobił własną interpretację plakatu wyborczego (w Dopiewie były wczoraj uzupełniające, po śmierci wójta) - zamiast Paweł Przepióra jest Paweł Przepić. Obietnica? :)
Wiatr zrobił własną interpretację plakatu wyborczego - zamiast Paweł Przepióra jest Paweł Przepić. Obietnica? :)
Zanim przejdę do zwierzaków, jeszcze motyw z Poznania, z granic Świerczewa i Dębca. Klasyk klasyków - jednokierunkowa droga rowerowa (druga jest część po lewej) i miłośnik jazdy pod prąd, Codziennie pouczam tam kilku takich.
Klasyk klasyków - jednokierunkowa droga rowerowa (druga jesj część po lewej) i miłośnik jazdy pod prąd, Poznań
No i czas na faunę. Potrzeszcz ładnie pozował, nawet udawał wampira...
Potrzeszcz-wampir :)
Przewiany potrzeszcz
...poniżej samotny żuraw...
Kolejny samotny żuraw
...spokojne kaczuchy z Lusowa...
Kaczki na pomoście
...oraz ledwo uchwycona kania ruda.
Kania w locie
Kania lustrująca pole
Trafiły się również znów sarenki. Zaraz przy drodze wojewódzkiej w Dąbrowie, nic sobie nierobiące z przejeżdżających aut.
Natura i cywilizacja
Kozioł sarny przed decyzją: jeść czy uciekać?
Kozioł z profilu
Poranna gimnastyka
Zaciekawiona sarna
No i na koniec scenka miłosna dwóch gołębi z Lusówka. I niech mi ktoś powie, że te ptaki są paskudne i w ogóle! :)
Zawichrowane podrywy
Łapanie za
Zaczepki i zaloty
Drapanie pod brodą :)
Przytulaski :)
Fajne, nie? :)

Potem jeszcze musiałem dostać się na Wildę, pozałatwiać kilka spraw. Wybrałem rower, wpadło więc jeszcze kilometrów, choć mam nauczkę - po raz kolejny sobie przypomniałem, że tam się nie jeździ, bo grozi to życiu i zdrowiu. No ale na szczęście udało się uratować przed glebą na śliskim torowisku...

Dobra, czas iść na rzeź :)




  • DST 53.80km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.82km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 140m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rzeźnicza niedziela

Niedziela, 11 kwietnia 2021 · dodano: 11.04.2021 | Komentarze 12

Jako człowiek, który rowerem przejechał już swoje, dobrze wiedziałem, że odbędzie się dzisiaj dwukołowa rzeź. Na drogi ruszą wszyscy, bo niedziela z dobrą pogodą oznacza, iż naród poczuje nieodpartą chęć odkopania jednośladu i zrobienie tych swoich pierwszych w tym roku pięciu, dziesięciu, a może nawet kilkunastu kilometrów. Oczywiście najlepiej w grupie, jadąc całą szerokością drogi, względnie z latoroślą, której najlepiej wychodzi jazda w poprzek, ewentualnie w najbardziej zatłoczonych miejscach z komórką w łapie, którą albo się cyka foty na Insta lub radośnie gaworzy przez łocapa.

Niestety się nie zawiodłem. Było dokładnie tak, jak sądziłem. Jak zwykle na początku wiosny zaczynam tęsknić za zimą :)

Oczywiście, mogłem wstać o piątej rano i ruszyć przed całym tym cyrkiem. Ale musiałem się wyspać, więc zagryzłem zęby i walczyłem z ludzką tępotą. Czasem musiałem nawet te zęby otworzyć i pouczyć niektórych, bo skończyłoby się tragedią. Z plusów - muszę przyznać, że sporo szoszonów pozdrawiało, co zapewne oznacza, że zimowi ludzie się nie poddali :)

Trasa to południowa pętelka: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sasinowo - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Łapy mi opadły nie tylko z powodu tłumów, ale także z powodu polskich realiów. Między Mosiną a Żabinkiem świeża wycinka, w sezonie lęgowym (!), ponownie na terenie Natura 2000, a dokładnie Ostoi Rogalińskiej. No i co z tym można zrobić? Tylko zakląć pod nosem, bo Lasy Państwowe zarządzane przez państwo śmieją nam się w pyski.
Konna wycieczka po
Ostoja Rogalińska, obszar Natura 2000, wycinka w sezonie lęgowym = Polska 2021
Poniżej dowód na to, że drwali jak widać zdolnych mamy :) Oczywiście drzewo mogło tam spaść samo, ale wszędzie dookoła straszy wycinka, więc mam swoje podejrzenie.
Prawdopodobnie robota fachowców od wycinek
Na szczęście "mój" las, na odcinku między Żabnem a Baranowem wciąż stoi. W drodze wyjątku nawet dałem swojego lajka za to, żeby tak zostało. Oczywiście w wersji nie do (a z) Poznania.
Na ukochanej leśnej ścieżce
Właściwy rowerzysta we właściwym miejscu, na nie do końca odpowiednim rowerze
Pod niebem i iglakami
Podjechałem na sprawdzony punkt do focenia ptaków, ale niestety chyba zaczyna się za niego dobierać jakaś deweloperka, bo teren wyrównany, a zwierzaków brak. Mam nadzieję, że jednak nie o to chodzi. W końcu teren wydaje się zalewowy. Niech taki zostanie :)
Punkt do wypatrywania ptaków, niestety orany, więc ptactwa brak
Minimalizm szosowy
Tereny zalewowe Warty
Zakręcająca rzeka Warta
Na szczęście nie wróciłem z niczym - udało się przyuważyć sarny w Sasinowie. Co prawda musiałem się cofnąć i ukryć na polu, ale warto było :)
Trójca mnie w końcu zauważyła
Analiza - niepokoić się czy nie?
Sarna buszująca w trawie
Sarny bawiące się w zające :)
No i niestety na dziurach w Mosinie wypiął mi się licznik. Spadł na ulicę i zdechł :/ Zanim się zorientowałem, że go nie mam, byłem kilkaset metrów dalej, więc zanim go znalazłem trochę potrwało. Ucieszyłem się, że jest cały, ale mina mi zrzedła, gdy zobaczyłem, że nie działa. W domu obejrzałem go dokładnie: wyleciał jeden ze styków w środku - temat nie do naprawienia. Kolejny nieplanowany wydatek mnie czeka :/

Aha, miałem jeszcze napisać o dzisiejszym wietrze. Ale... chyba się powstrzymam :)




  • DST 51.00km
  • Czas 01:52
  • VAVG 27.32km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 143m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na brodato

Sobota, 10 kwietnia 2021 · dodano: 10.04.2021 | Komentarze 14

Dzisiaj zaspałem. Skończyło się to po pierwsze tym, że zmokłem, a po drugie, że ledwo zdążyłem do roboty. Bo sobotę miałem pracującą, niestety.

Skoro zaspałem, to żeby się wyrobić musiałem się też zasapać. Gdy wyruszałem, pogoda jeszcze była w miarę w miarę, ale na piętnastym kilometrze zaczęło kropić i nie odpuściło do samego końca, nawet wręcz zamieniając się w regularny deszcz. Miałem nawet myśli o wcześniejszym powrocie, jednak wytrzymałem, z czego jestem dumny niczym paw. Taki puszczony po solidnej imprezie :)

Trasa: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Gołuski - Palędzie (nawrotka na zamkniętych rogatkach) - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Trochę skróciłem dystans, bo inaczej bym się nie wyrobił, więc najpierw pojechałem do domu się ogarnąć, a potem dobiłem do pięciu dych trasą do centrum.

Było paskudnie i wietrznie. Już nie tak jak wczoraj, ale za to zmienił się kierunek podmuchów z południowego na północny, dokładnie kiedy wracałem, więc nie tylko musiałem uważać na kałuże, ale też walczyć z mordewindem.

W Palędziu trafił mi się pierwszy w tym roku bocian. I to jaki! Z brodą :) Widocznie długo leciał, po drodze barberzy polockdownowani, znajomości nie miał i proszę :) Fotka niewyraźna, bo mi zaparowało od deszczu.
Bocian z brodą :)
Pierwszy tegoroczny, lekko zdegustowany warunkami :)
Tamże wykonałem fotę artystyczną, którą nazwałem "uwaga, maluchy" :)
Uwaga, maluchy :)
Były jeszcze i niewyraźne sarenki. Najpierw w resztkach słońca...
Sarenki jeszcze przy resztkach słońca...a potem już kryjące się przed deszczem.
Sarny kryjące się przed opadami
No i obowiązkowa fotka z rowerem.
Chwila przed opadami
Gdzieś tutaj zaczęło mocniej kropić.

Generalnie zawsze mogło być gorzej. Rower usyfiony, ale jedyny słuszny dystans wykonany :)




  • DST 56.70km
  • Czas 02:01
  • VAVG 28.12km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 175m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z podzikowaniem :)

Piątek, 9 kwietnia 2021 · dodano: 09.04.2021 | Komentarze 14

No, w końcu mogłem dzisiaj posadzić cztery litery na szosie. Jak ja za tym tęskniłem! Fajnie co jakiś czas pojeździć po bagnach czy potaplać w błocku, ale jednak co twardy asfalt to twardy asfalt.

Wyjazd przed pracą, w stanie jak zwykle niewyspania kompletnego. Cieszyło, nawet bardzo, piękne słońce, co jednak nie oznacza, że było przyjemnie. Bowiem wciąż masakrycznie wiało, a temperatura była daleka od kwietniowego optimum. Postanowiłem więc nie walczyć, tylko spokojnie robić swoje bez szaleństw.

Trasa to dawno niezaliczane "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Kriosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Słoneczny (w końcu!) widok na WPN
Będę w Góglu :) I to pewnie kilka razy, bo ich auto najpierw czekało na podporządkowanej, potem mnie wyprzedziło, a w końcu i ja je minąłem na światłach. Ciekawe zapewne będzie ujęcie z telefonem w łapie, gdy cykam mu zdjęcie :)
Będę w Góglu :)
Ze zwierzakami skromnie. Żurawie, w tym jeden na tle kibla...
Żuraw i kibel
Żuraw brodzący
Zbliżenie na żurawia
Od kupra strony
...oraz łabędź polno-podleśny.
Łabędź polno-podleśny
Skubany, a w sumie to skubiący, łabędź
Po powrocie szybkie ogarnięcie się i do pracy.

A wczoraj podczas spaceru z psem po Dębinie spotkałem dobrych znajomych. Generalnie w miejscach, gdzie najczęściej przebywają, biorę Kropę na smycz, ale i tak już się do naszej dębieckiej parki się przyzwyczaiła. Mogłem więc spokojnie porobić kilka ujęć.
Dogłębna lustracja autorstwa dzika :)
Marchewkowy uśmiech dzika :)
Jakaś marchewa wlazła między zęby :)
Jak widać leśniczy (prawdopodobnie) wysypał im marchew, więc Dzikowscy zajęci byli najważniejszą rzeczą w życiu - jedzeniem:) Jedna pani w panice zaczęła się cofać, ale uspokoiłem, że z daleka można je swobodnie podziwiać, byle ich nie prowokować, nie przychodzić do lasu z pachnącym żarciem (tak jak niedawno paniusie z popcornem, przez co najadły się, ale strachu, co był najmniejszym rodzajem kary) i dać im po prostu żyć. Podziałało, a młody człowiek miał genialną lekcję przyrody.
Grunt to spokój. Pani została uspokojona, że to
To spotkanie zmotywowało mnie do zmontowania kilku momentów z tego roku. kiedy miałem okazję spojrzeć dzikom oczy w oczy. Oto krótkie podsumowanie: