Info
Suma podjazdów to 783546 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj1 - 1
- 2026, Kwiecień30 - 49
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 56.60km
- Czas 01:57
- VAVG 29.03km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 163m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nawet żabawnie
Niedziela, 18 kwietnia 2021 · dodano: 18.04.2021 | Komentarze 15
No proszę. Miało lać (na to się nastawiałem), a tymczasem cały dzień minął pod znakiem suszy. No, może poza wczesnym porankiem, ale wtedy robiłem to, co robić powinno się w niedzielę - spałem :)
Gdy już ruszyłem, z jednej strony było fajnie, z drugiej jednak wiedziałem, że będzie ciężko. Nie przez wiatr, który był dzisiaj nawet do ogarnięcia, ale przez ilość ludzi, którzy ruszyli w świat czując jakiś tam zew wiosny. Było po prostu tłoczno, miałbym nawet czołówkę na Wartostradzie, bo jakaś nieogarnięta grupa kolarzy zamiast jechać gęsiego pasem dla rowerów, robiła to obok siebie. W piątkę. Pewnie gdyby nie mój ryk, aktualnie znajdowałbym się na wyciągu. Nie narciarskim, bynajmniej.
Trasa północno-wschodnia, sporo miejska: Dębiec - Wartostrada - Malta - Warszawska - Miłostowo - Antoninek - Swarzędz - Jasin - Paczkowo - Siekierki - Gowarzewo - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - Dębiec.
Dawno nie było mnie nad Maltą. A gdy mi się zdarzyło, akurat spuszczono wodę. Dzisiaj więc nadrobiłem.





No i widok obowiązkowy. To się nigdy nie skończy. Aż zwolniłem, żeby wykonać to ujęcie na części tylko i wyłącznie dla rowerów. Jak widać :)
Szmat czasu nie odwiedzałem również Gowarzewa. Miłym zaskoczeniem było odnalezienie nowej paragórskiej miejscówki z owcami.




Źle nie było. Choć miło by było, gdyby choć przez chwilę wiało w plecy :)
A po południu spacer z Kropą. Tym razem Dębina odpadała, bo ilość luda, którą widziałem podczas przejazdu rowerem była nie na moje nerwy. Ruszyłem więc w inne rejony, również niedalekie, czyli okolice cmentarza przy Samotnej. Pies zachwycony.
Napotkany na płocie kotek... cholera wie, czy również.
Natomiast na pewno pełne emocji było spotkanie z żabą trawną. Dla Kropy także - nie wiadomo jak się z takim dziwnym czymś bawić :)
Pozwoliłem sobie na sesję tego grubasa. Lub tej.



Z rzeczy mniej przyjemnych. Zgubiłem jedną słuchawkę "pchełkę". To była kwestia czasu, bo tak się dzieje w przypadku około 97,45% aktywnych (czyli ruszających się) użytkowników takowych, ale i tak smuteczek. Gdy dotarłem do domu wsiadłem jeszcze na rower i objechałem z grubsza trasę spacerową, ale nie znalazłem zguby. Jedyny z tego plus, że mogę sobie doliczyć poszukiwania do dystansu.
- DST 54.25km
- Czas 01:55
- VAVG 28.30km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 202m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Widziałem nieba cień :)
Sobota, 17 kwietnia 2021 · dodano: 17.04.2021 | Komentarze 13
Dzisiaj zauważyłem coś dziwnego. Takie niebieskie coś na górze. Oraz żółte, dość jasne.
Musiałem bardzo się skupić, żeby przypomnieć sobie co to może być. W końcu bingo! To niebo. Oraz słońce. Tak dawno ich nie widziałem, że misja była niełatwa :)
Generalnie miło było znów pojeździć bez deszczu i szosą. Nie narzekałem nawet na wiatr, który był upierdliwy, ale jednak o wiele słabszy niż ostatnio. Nigdzie mi się nie spieszyło, nie cisnąłem, tempem emeryckim wykonałem zachodnią pętelkę: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
W końcu dało się jakieś ptactwo uchwycić. Bez cudów, ale fajnie było spojrzeć ponownie na myszołowa w locie.

Nie zabrakło saren. Jeszcze na etapie luzu, mogły sobie bowiem zrobić zebranie pod amboną. Raz jeszcze przypominam, że już w maju grube gnoje, mendy i rzeźnicy (wszystko w jednym) będą mogli legalnie strzelać do kozłów, to więc ostatnia okazja, żeby na nie popatrzeć. Mam nadzieję, że szybko nauczą się uciekać na widok człowieka.
Uchwyciłem również sympatyczną dwójkę.


No i wiejski klimat w Trzcielinie.
Mój punkt widokowy w słońcu. Znów.
Jadę, pozdro! :)
A po południu spacer po Dębinie i nad Wartę. Znów trafił się stały bywalec :) Ja tam już przyzwyczajony jestem, Żona mniej, musiałem więc chłodzić emocje, zdjęcie w związku z tym tylko jedno :)
Kropa jak zwykle miała jeden cel :)
Na szczęście tłumów nie było. Uff.
Las był pod ochroną. Sójki we własnej osobie :)
A to już spod domu. Chyba jednak jakaś tam wiosna jest...
A jutro... deszcz.
- DST 53.40km
- Czas 02:08
- VAVG 25.03km/h
- VMAX 41.70km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 128m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pliszkowo
Piątek, 16 kwietnia 2021 · dodano: 16.04.2021 | Komentarze 7
Co tu dużo pisać - czterech liter pogoda znów nie urywała. A wprost: było paskudnie.
Wyjazd poranny, w mżawce. Przez cały wypad albo zanikała, albo zamieniała się w całkiem mocny deszcz. Jednak ani przez chwilę nie było sympatycznie, głównie przez wiatr, który wciąż gnoił.
Trasa zachodnia: Dębiec - Kopanina - Junikowo - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Jako że jechałem Czarnuchem, pokręciłem się troszkę bardziej niż zwykle po brzegach Jeziora Lusowskiego. Tych bardziej cywilizowanych...


...oraz tych zdecydowanie bardziej dzikich, wręcz bagiennych.



W tej całej szarzyźnie ciężko było spotkać jakiekolwiek ptactwo. Myślałem, że skończy się na samotnym, niewyraźnym perkozie...
...ale sytuację uratowała pliszka siwa. Wyjątkowo grzecznie mi się zaprezentowała, aż żal, że światło było zerowe :)



- DST 32.10km
- Czas 01:17
- VAVG 25.01km/h
- VMAX 42.10km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 98m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut jabłkowy
Czwartek, 15 kwietnia 2021 · dodano: 15.04.2021 | Komentarze 18
Wolny dzień. Deszcz gratis. Nawet nie byłem zdziwiony :)
Lało od rana, i to całkiem solidnie. Na tyle, że odpuściłem poranną jazdę, najpierw idąc z psem na spacer, a potem licząc choć na chwilę przejaśnień. Nic z tego - niebo nawet na moment nie ukazało się zza szarych chmur, a wiatr wiał tak, że trzęsło szybami. Wiosna!
Pozałatwiałem kilka spraw, które mogłem wykonać z domu i około piętnastej trzydzieści stwierdziłem, że chociaż gluta wykonać muszę. Akurat już zaledwie mocno kropiło, przygotowałem więc Czarnucha, ubrałem najgorsze rowerowe ciuchy, włożyłem woreczki śniadaniowe do butów (przegrały z wodą dopiero w połowie drogi) i ruszyłem.
Trasa: Poznań - Plewiska - Skórzewo - rondo przed Dąbrówką - serwisówki - Plewiska - Poznań.
Wiedziałem, że fot za wiele nie zrobię, skupiłem się więc na klasyku, czyli kredkach ze Skórzewa.
Poza tym jedynie deszczowe motywy.
Tu oczywiście wybrałem skrót :)
Opisywałem niedawno rowerzystów jadących pod prąd na DDR-ce na styku Świerczewa i Dębca, fociłem biegacza, jednak dzisiaj uwieczniłem liderkę tępoty :)
Gdyby nie miała parasola, to może bym wyprzedził w ciszy, ale w tym przypadku bałem się, że porysuję sobie kierownicę :) Poszedł w ruch dzwonek, grzecznie pokazałem, gdy już zeszła na trawę, że po prawej jest chodnik, a ta jeszcze zaczęła się plumkać! Tylko nie wiem o co, bo miałem słuchawki :)
Do tej pory jadąc przez Fabianowo mijałem pewien punkt, nie mając czasu na zatrzymanie się. Dziś postanowiłem w końcu skorzystać i nabyć żarło. Fajne miejsce - trzeba najpierw zadzwonić, chwilę poczekać, skądś nagle pojawia się pani i mamy do wyboru kilkanaście rodzajów jabłek, do tego zrywanych w Poznaniu.

Pycha są, porównywalne z tymi z Jabłkomatu. Warto było tachać te dwa kilo na plecach.
No i jeszcze smętne foty ze spaceru. Takie, jaka ta wiosna. Kropa oczywiście kijka nie odpuściła.


Z ptactwa wpadła jedynie zziębnięta zięba :)
- DST 61.35km
- Czas 02:10
- VAVG 28.32km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 132m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Na sznekę
Środa, 14 kwietnia 2021 · dodano: 14.04.2021 | Komentarze 15
Kolejny wypad przedpracowy, w wersji zziębniętej i przewianej. Fuj :)
Wyjazd szosą, przed dziewiątą, na zachód. Trasa opatentowana, polna: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Prócz tego, że było paskudnie i znów ludzie mieli z deklem podczas wyprzedzania, nie zdarzyło się nic nowego. Czyli generalnie nie zdarzyło się nic nowego :)
Odwiedziłem znajomego boćka. Zapracowany jest, nie da się ukryć, latał jak opętany. Skrupulatnie zbierał kolejne gałązki do gniazda...
...namiętnie się drapał...
...raz mnie zaskoczył nagłą ucieczką...
...i chwalił swą brodą.
Widziałem też pierwsze tegoroczne czajki, ale strasznie daleko i nie było szansy na ich wyraźne uchwycenie.
Trafiła się też jedna sarenka, jak to ostatnio - na tle autostrady.
Głodny się zrobiłem, więc w Trzcielinie nawiedziłem sklepik, który zawsze mnie "nęcił" swym wyglądem. Pamiętam takie z przełomu lat 80. i 90. Niewiele się zmieniło wizualnie, choć asortymentu już nie ma nawet co porównywać.

Ale za to jaka pyszna szneka! Co prawda z owocem, więc nie do końca z glancem, ale naprawdę godna.
No a tak ten dzionek wizualnie wyglądał. Mało atrakcyjnie.

No i jeszcze ciekawostka. Co jakiś czas pojawia się tu wątek wiarygodności podawanych przewyższeń. Jako że w nowej Sigmie zafundowałem sobie taki parametr, postanowiłem porównać wartości z GPS-a oraz licznika. I o dziwo... większą wartość pokazuje ten drugi! 205 kontra 132 metry. Z ciekawości zerkałem czy komputerek nie wariuje po drodze, ale nie - co wiadukt (a trochę ich było) to 3-4% wzniesienia, jak w dół to to samo, ale na minusie, na płaskim zero. No i co? Widocznie nie taka równa ta Wielkopolska :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 61.50km
- Czas 02:08
- VAVG 28.83km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 101m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pod napięciem
Wtorek, 13 kwietnia 2021 · dodano: 13.04.2021 | Komentarze 18
Dzionek zaczął się średnio. Gdy już zwlokłem się z wyra, gdy zacząłem pić kawę w stanie mało przytomnym i gdy zabrałem za ogarnianie wyjścia na rower przed pracą, przypomniałem sobie, że uszkodzony mam licznik w szosie. Na szczęście (jak się okazało, nie do końca) w Czarnuchu i T-rek(s)ie posiadam taką samą podstawkę, wystarczyło więc wziąć komputerek (trochę uboższy) z pierwszego, ustawić parametry drugiego, przełożyć i... No właśnie. W momencie gdy zatwierdzałem średnicę, licznik nagle się zawiesił i... już nie wstał. Ani zmiana baterii, ani wszelkie możliwe resety nie pomogły - tym samym w przeciągu dwóch dni padły mi dwie Sigmy. Jedna miała prawo, bo spadła, przyznaję. Ale druga to przykład badziewia, jakim jest aktualnie ta firma. Przykre, bo młodzi może lekceważą albo nawet nie znają czasów :), gdy ich sprzęt był nie do zdarcia.
Dobrze, że miałem jeszcze zegarek i telefon, bo inaczej wyjazd nie miałby najmniejszego sensu :) A tak przynajmniej wiem z grubsza, jakie liczby wpisać.
Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Dąbrowa - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Względem reszty Polski pogoda chyba najgorsza nie była. Wiało wciąż paskudnie mocno, ale za to pojawiło się słońce. Dobre i to. Tak jak wyjątkowo miłe zachowanie kierowcy w Skórzewie, który sam z siebie wpuścił mnie na rondzie, gdy grzecznie chciałem poczekać aż przejedzie. Rąk mi zabrakło, żeby dziękować, bo w tym kraju uprzejmość za kółkiem to towar deficytowy.
Focić nie było czego i już myślałem, że wrócę bez żadnego zdjęcia bez obowiązkowego rowerowego, aż w końcu, pod sam koniec, przykuły moją uwagę drobne punkciki na jednym z wielu imponujących słupów energetycznych pod Plewiskami.

Objechałem toto i aparat w łapę. No i proszę, dowód na to, że każdy się może znaleźć na wysokim stanowisku - wystarczy tylko chcieć :)



Jedno jest pewne - ciężko, żeby zabrakło tu energii do pracy. I jednocześnie dowód na to, że może i mamy ten XXI wiek, ale bez klasycznego klucza ani rusz ;)
Jeszcze fotka dwukołowa, z Więckowic...
...oraz (z wczoraj) bogatka wcinająca chleb nasz powszedni.

Na koniec smętny widok. Tyle pokazują dwa liczniki z włożonymi doń działającymi bateriami.
Sigma to szajs! Najgorsze jest jednak to, że nie ma rozsądnej alternatywy i mam już zamówiony kolejny model. Może tym razem się mile zaskoczę?
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 61.10km
- Czas 02:26
- VAVG 25.11km/h
- VMAX 42.00km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 116m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Przedsadystycznie :)
Poniedziałek, 12 kwietnia 2021 · dodano: 12.04.2021 | Komentarze 12
Wolny poniedziałek. Brzmi fajnie? Być może, ale punktem dnia była/będzie wizyta u dentysty (jeszcze przede mną). Chyba po tym zdaniu nagle stopniałą chęć komentarzy typu "zazdroszczę"? :)
Pogoda paskudna - wiało tak jak wczoraj, ale za to słońca nie było, do tego kilka razy zlał mnie deszcz. Słodko.
Wybrałem do jazdy Czarnucha. I słusznie, sam sobie dziękowałem za tę decyzję. A trasa to zachodni klasyk z północnymi wariacjami: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Za bardzo pisać nie ma o czym, bo jechało się koszmarnie, a sadysta powoli wzywa, od razu więc fotki. Na początek plaża w Lusowie.
A z drogi doń sympatyczny dostawczak, który dał mi legalną możliwość NIE jechania tym szajsem w Lusowie....
...oraz wiatr, który zrobił własną interpretację plakatu wyborczego (w Dopiewie były wczoraj uzupełniające, po śmierci wójta) - zamiast Paweł Przepióra jest Paweł Przepić. Obietnica? :)
Zanim przejdę do zwierzaków, jeszcze motyw z Poznania, z granic Świerczewa i Dębca. Klasyk klasyków - jednokierunkowa droga rowerowa (druga jest część po lewej) i miłośnik jazdy pod prąd, Codziennie pouczam tam kilku takich.
No i czas na faunę. Potrzeszcz ładnie pozował, nawet udawał wampira...

...poniżej samotny żuraw...
...spokojne kaczuchy z Lusowa...
...oraz ledwo uchwycona kania ruda.

Trafiły się również znów sarenki. Zaraz przy drodze wojewódzkiej w Dąbrowie, nic sobie nierobiące z przejeżdżających aut.




No i na koniec scenka miłosna dwóch gołębi z Lusówka. I niech mi ktoś powie, że te ptaki są paskudne i w ogóle! :)




Fajne, nie? :)
Potem jeszcze musiałem dostać się na Wildę, pozałatwiać kilka spraw. Wybrałem rower, wpadło więc jeszcze kilometrów, choć mam nauczkę - po raz kolejny sobie przypomniałem, że tam się nie jeździ, bo grozi to życiu i zdrowiu. No ale na szczęście udało się uratować przed glebą na śliskim torowisku...
Dobra, czas iść na rzeź :)
- DST 53.80km
- Czas 01:52
- VAVG 28.82km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 140m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Rzeźnicza niedziela
Niedziela, 11 kwietnia 2021 · dodano: 11.04.2021 | Komentarze 12
Jako człowiek, który rowerem przejechał już swoje, dobrze wiedziałem, że odbędzie się dzisiaj dwukołowa rzeź. Na drogi ruszą wszyscy, bo niedziela z dobrą pogodą oznacza, iż naród poczuje nieodpartą chęć odkopania jednośladu i zrobienie tych swoich pierwszych w tym roku pięciu, dziesięciu, a może nawet kilkunastu kilometrów. Oczywiście najlepiej w grupie, jadąc całą szerokością drogi, względnie z latoroślą, której najlepiej wychodzi jazda w poprzek, ewentualnie w najbardziej zatłoczonych miejscach z komórką w łapie, którą albo się cyka foty na Insta lub radośnie gaworzy przez łocapa.
Niestety się nie zawiodłem. Było dokładnie tak, jak sądziłem. Jak zwykle na początku wiosny zaczynam tęsknić za zimą :)
Oczywiście, mogłem wstać o piątej rano i ruszyć przed całym tym cyrkiem. Ale musiałem się wyspać, więc zagryzłem zęby i walczyłem z ludzką tępotą. Czasem musiałem nawet te zęby otworzyć i pouczyć niektórych, bo skończyłoby się tragedią. Z plusów - muszę przyznać, że sporo szoszonów pozdrawiało, co zapewne oznacza, że zimowi ludzie się nie poddali :)
Trasa to południowa pętelka: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sasinowo - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Łapy mi opadły nie tylko z powodu tłumów, ale także z powodu polskich realiów. Między Mosiną a Żabinkiem świeża wycinka, w sezonie lęgowym (!), ponownie na terenie Natura 2000, a dokładnie Ostoi Rogalińskiej. No i co z tym można zrobić? Tylko zakląć pod nosem, bo Lasy Państwowe zarządzane przez państwo śmieją nam się w pyski.

Poniżej dowód na to, że drwali jak widać zdolnych mamy :) Oczywiście drzewo mogło tam spaść samo, ale wszędzie dookoła straszy wycinka, więc mam swoje podejrzenie.
Na szczęście "mój" las, na odcinku między Żabnem a Baranowem wciąż stoi. W drodze wyjątku nawet dałem swojego lajka za to, żeby tak zostało. Oczywiście w wersji nie do (a z) Poznania.


Podjechałem na sprawdzony punkt do focenia ptaków, ale niestety chyba zaczyna się za niego dobierać jakaś deweloperka, bo teren wyrównany, a zwierzaków brak. Mam nadzieję, że jednak nie o to chodzi. W końcu teren wydaje się zalewowy. Niech taki zostanie :)



Na szczęście nie wróciłem z niczym - udało się przyuważyć sarny w Sasinowie. Co prawda musiałem się cofnąć i ukryć na polu, ale warto było :)



No i niestety na dziurach w Mosinie wypiął mi się licznik. Spadł na ulicę i zdechł :/ Zanim się zorientowałem, że go nie mam, byłem kilkaset metrów dalej, więc zanim go znalazłem trochę potrwało. Ucieszyłem się, że jest cały, ale mina mi zrzedła, gdy zobaczyłem, że nie działa. W domu obejrzałem go dokładnie: wyleciał jeden ze styków w środku - temat nie do naprawienia. Kolejny nieplanowany wydatek mnie czeka :/
Aha, miałem jeszcze napisać o dzisiejszym wietrze. Ale... chyba się powstrzymam :)
- DST 51.00km
- Czas 01:52
- VAVG 27.32km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 143m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Na brodato
Sobota, 10 kwietnia 2021 · dodano: 10.04.2021 | Komentarze 14
Dzisiaj zaspałem. Skończyło się to po pierwsze tym, że zmokłem, a po drugie, że ledwo zdążyłem do roboty. Bo sobotę miałem pracującą, niestety.
Skoro zaspałem, to żeby się wyrobić musiałem się też zasapać. Gdy wyruszałem, pogoda jeszcze była w miarę w miarę, ale na piętnastym kilometrze zaczęło kropić i nie odpuściło do samego końca, nawet wręcz zamieniając się w regularny deszcz. Miałem nawet myśli o wcześniejszym powrocie, jednak wytrzymałem, z czego jestem dumny niczym paw. Taki puszczony po solidnej imprezie :)
Trasa: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Gołuski - Palędzie (nawrotka na zamkniętych rogatkach) - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Trochę skróciłem dystans, bo inaczej bym się nie wyrobił, więc najpierw pojechałem do domu się ogarnąć, a potem dobiłem do pięciu dych trasą do centrum.
Było paskudnie i wietrznie. Już nie tak jak wczoraj, ale za to zmienił się kierunek podmuchów z południowego na północny, dokładnie kiedy wracałem, więc nie tylko musiałem uważać na kałuże, ale też walczyć z mordewindem.
W Palędziu trafił mi się pierwszy w tym roku bocian. I to jaki! Z brodą :) Widocznie długo leciał, po drodze barberzy polockdownowani, znajomości nie miał i proszę :) Fotka niewyraźna, bo mi zaparowało od deszczu.

Tamże wykonałem fotę artystyczną, którą nazwałem "uwaga, maluchy" :)
Były jeszcze i niewyraźne sarenki. Najpierw w resztkach słońca...
...a potem już kryjące się przed deszczem.
No i obowiązkowa fotka z rowerem.
Gdzieś tutaj zaczęło mocniej kropić.
Generalnie zawsze mogło być gorzej. Rower usyfiony, ale jedyny słuszny dystans wykonany :)
- DST 56.70km
- Czas 02:01
- VAVG 28.12km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 175m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Z podzikowaniem :)
Piątek, 9 kwietnia 2021 · dodano: 09.04.2021 | Komentarze 14
No, w końcu mogłem dzisiaj posadzić cztery litery na szosie. Jak ja za tym tęskniłem! Fajnie co jakiś czas pojeździć po bagnach czy potaplać w błocku, ale jednak co twardy asfalt to twardy asfalt.
Wyjazd przed pracą, w stanie jak zwykle niewyspania kompletnego. Cieszyło, nawet bardzo, piękne słońce, co jednak nie oznacza, że było przyjemnie. Bowiem wciąż masakrycznie wiało, a temperatura była daleka od kwietniowego optimum. Postanowiłem więc nie walczyć, tylko spokojnie robić swoje bez szaleństw.
Trasa to dawno niezaliczane "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Kriosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.

Będę w Góglu :) I to pewnie kilka razy, bo ich auto najpierw czekało na podporządkowanej, potem mnie wyprzedziło, a w końcu i ja je minąłem na światłach. Ciekawe zapewne będzie ujęcie z telefonem w łapie, gdy cykam mu zdjęcie :)

Ze zwierzakami skromnie. Żurawie, w tym jeden na tle kibla...




...oraz łabędź polno-podleśny.


Po powrocie szybkie ogarnięcie się i do pracy.
A wczoraj podczas spaceru z psem po Dębinie spotkałem dobrych znajomych. Generalnie w miejscach, gdzie najczęściej przebywają, biorę Kropę na smycz, ale i tak już się do naszej dębieckiej parki się przyzwyczaiła. Mogłem więc spokojnie porobić kilka ujęć.



Jak widać leśniczy (prawdopodobnie) wysypał im marchew, więc Dzikowscy zajęci byli najważniejszą rzeczą w życiu - jedzeniem:) Jedna pani w panice zaczęła się cofać, ale uspokoiłem, że z daleka można je swobodnie podziwiać, byle ich nie prowokować, nie przychodzić do lasu z pachnącym żarciem (tak jak niedawno paniusie z popcornem, przez co najadły się, ale strachu, co był najmniejszym rodzajem kary) i dać im po prostu żyć. Podziałało, a młody człowiek miał genialną lekcję przyrody.

To spotkanie zmotywowało mnie do zmontowania kilku momentów z tego roku. kiedy miałem okazję spojrzeć dzikom oczy w oczy. Oto krótkie podsumowanie:






